Co robią Amerykanie w Polsce?

Do Polski przybyła cała jedna brygada wojsk amerykańskich. Sprawę tę trzeba koniecznie skomentować i dolać kilka łyżeczek dziegciu do radości, która z tego powodu zapanowała w mediach opanowanych przez ludzi wywodzących się z dawnej „Solidarności”.

Po pierwsze, interesująca jest forma. Mam już lat na tyle dużo, że pamiętam jeszcze jak witano Armię Czerwoną. Czołgi co prawda są innej generacji, mają inne chorągiewki, a żołnierze mówią w odmiennym języku, ale duch tamtych uroczystości jakby odżył. Ten sztuczny entuzjazm, ta czołobitność i wazeliniarstwo – to wszystko już było i podobnie witano „towarzyszy radzieckich”. Państwowe dzienniki telewizyjne w ogóle ostatnio przypominają późny PRL, poczynając od Nieomylnego Prezesa z łopatą budującego fundament pod nowe bloki, a kończąc na radosnym tłumie witającym „wyzwolicielskie oddziały”. Ale forma to szczegół. Bardziej komiczna, niż mająca skutki polityczne.

Po drugie, znaczenie militarne pobytu w Polsce wojsk amerykańskich. Myślę, że wbrew temu co twierdzą Beata Szydło, Antoni Macierewicz i ich klakierzy zwący się dziennikarzami „niezależnymi”, znaczenie militarne stacjonowania w Polsce 4.000 żołnierzy i 87 czołgów jest nikłe. Rosyjskie dywizje pancerne rozjechałyby te amerykańskie siły w ciągu kilku godzin, przykrywając amerykańskich żołnierzy czapkami, a amerykańskie czołgi lufami. Jest to kwestia oczywista dla każdego, kto orientuje się ile mniej więcej wojska i czołgów mają siły zbrojne Federacji Rosyjskiej.

Po trzecie,  charakterystyczna jest lokalizacja przybyłych wojsk. Nie wierzę kompletnie w wybuch wojny polsko-rosyjskiej, nie wierzę bowiem w jednostronną agresję Rosji na nasz kraj. Gdyby do niej doszło, to raczej w wyniku wysłania wojsk polskich na Ukrainę i wplątaniu nas w konflikt zbrojny w Doniecku przez geniuszy prowadzących naszą dyplomację. Załóżmy jednak, że Rosja nas zaatakowała. Rzut oka na mapę wystarczy, żeby zrozumieć, że granica polsko-rosyjska przebiega od Elbląga po Suwałki. Ewentualnie Rosjanie mogliby nas zaatakować od strony Białorusi, o ile ta zgodziłaby się także w wojnie tej uczestniczyć. Broniące nas wojska amerykańskie powinny stacjonować na linii Mława-Przasnysz-Ostrołęka-Łomża, aby powstrzymać rosyjskie kolumny pancerne jadące na Warszawę z Obwodu Kaliningradzkiego. Dlaczego więc wojska te stacjonują w Żaganiu pod Zieloną Górą, czyli w Polsce zachodniej, gdzie rosyjskie kolumny pancerne dotarłyby najpóźniej?

Jeśli połączymy punkty 3 oraz 4, to dojdziemy do wniosku, że amerykański kontyngent jest miniaturowy, w stosunku do rosyjskiego potencjału agresywnego wręcz symboliczny, a rozlokowany został w zachodniej części kraju, czyli w najbezpieczniejszej, kompletnie niezagrożonej przez rosyjskie jednostki w pierwszych dniach ewentualnej wojny. Na usta ciśnie się pytanie: dlaczego? Jaki jest sens całej tej operacji, która wydaje się z punktu widzenia militarnego kompletnie bezsensowna?

Operacja jest absolutnie bezsensowna, ale tylko z militarnego punktu widzenia. Wjazd amerykańskich czołgów nie służy obronności Polski, lecz polityce Stanów Zjednoczonych, konkretnie zaś odchodzącej ekipie Baracka Obamy, w jego polityce rosyjskiej, wspieranej także przez neokonserwatystów z Partii Republikańskiej („partia wojny”). Stawiam w tym miejscu dwie hipotezy.

Po czwarte, uważam, że przybycie do Polski 87 amerykańskich czołgów i 4 tysięcy żołnierzy, w dodatku rozmieszczonych w zachodniej części kraju, ma na celu rozdrażnienie Rosji. Towarzyszy temu krokowi oczekiwanie, że Rosjanie będą w sposób agresywny komentować te wydarzenia lub nawet poczynią jakieś ruchy w ustawieniu wojsk przy granicy „wschodniej flanki NATO” (= Polska w neokonserwatywnym dyskursie), co pomoże w podgrzaniu wojennej atmosfery i nakręceniu spirali zbrojeń, stanowiących pożywkę dla amerykańskich koncernów zbrojeniowych.

Po piąte, należy przypuszczać, że gdyby rzeczywiście doszło do wojny natowsko-rosyjskiej, to toczyłaby się ona w Polsce. I gdyby na jej początku tysiące rosyjskich czołgów jechało na Warszawę, to te 87 amerykańskie czołgi typu Abrams – choć to świetne czołgi – chcąc nie chcąc musiałyby się wycofać przez Odrę na terytorium Niemiec. Po prostu nie miałyby żadnych szans i żaden dowodzący nie poświęciłby całej brygady „dla dania świadectwa amerykańskiej wierności sojuszniczej”. Przypominam, że w umieraniu „za wolność naszą i waszą” wyspecjalizowali się Polacy, a nie Amerykanie i nie należy naszego szaleństwa przypisywać innym.

Po szóste, zwróćmy uwagę, że gdyby w ramach dżentelmeńskiej umowy lub na rozkaz Władimira Putina lotnictwo rosyjskie nie zaatakowało pierwszego dnia wojny jednostek amerykańskich, to Amerykanie mogliby spod Gorzowa lub Zielonej Góry wrócić do baz w Niemczech bez strat, a nawet bez konieczności otwarcia ognia. Wystarczy, że rosyjskie samoloty i rakiety nie zaatakują mostów na Odrze, dopóki Abramsy nie przejadą do Niemiec. Wybuch ewentualnej wojny polsko-rosyjskiej nie pociąga więc wcale konieczności działań zbrojnych rosyjsko-amerykańskich.

I jaki z tego wszystkiego możemy wysnuć wniosek natury politologicznej? W moim przekonaniu, celem rozmieszczenia amerykańskiego kontyngentu w Polsce jest wyłącznie podgrzanie nastrojów wojennych i zwiększenie zamówień zbrojeniowych. Deklarując wprowadzenie wojsk amerykańskich do Polski Obama chciał tylko podgrzać nastroje. Gdy jednak Hillarzyca Clinton przegrała wybory prezydenckie, rozmieszczenie tych wojsk w Polsce jest klasycznym zostawieniem trupa w szafie w Białym Domu, w którym już mieszka Donald Trump. Obama chciał pozostawić Trumpowi zaognione do czerwoności stosunku z Rosją. Stąd niedawne usunięcie rosyjskich dyplomatów, a teraz podrzucenie bomby w postaci amerykańskich czołgów w Polsce. Wygląda jednak na to, że Trump i Putin grę tę zrozumieli. Rosja nie zareagowała na prowokacje i spokojnie czeka, że nowy Prezydent USA sam te wojska z Polski wyprowadzi.

Adam Wielomski

Historyk idei, monarchista, profesor zwyczajny nauk politycznych. Prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, redaktor naczelny "Pro Fide Rege et Lege" oraz serwisu www.konserwatyzm.pl

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.22222
Ogólna ocena: 3.2 (głosów: 9)

Tematy: 

Dyskusja

oto YogiBeer

Wiadomości w TVP(iS) nie

Wiadomości w TVP(iS) nie przypominają Dziennika Telewizyjnego w późnym PRL. W dziennikach telewizyjnych późnego PRL nie było ataków na rodziny osób, które podpadły władzy. To jest jak mi się wydaje absolutnie nowa "jakość", która przyszła wraz z Jackiem Kurskim. Także agitacja prorządowa w Dziennikach Telewizyjnych nie była aż tak nachalna i prostacka nawet w czasie stanu wojennego. Poziom przekazu TVP(iS) to poziom znanego plakatu pt. "Olbrzym i zapluty karzeł reakcji" i być może "Polskich kronik filmowych" z okresu stalinizmu.

Mentalność elit PiS (w traktującej poważnie ten teatrzyk Gogola części) w kontaktach z USA przywodzi na myśl mentalność środowisk związanych z rządem londyńskim. Ta sama klienckość i infantylne przekonanie, że jeśli my będziemy wisieć u ich klamki i lizać im buty, oni nas polubią i będą działać w naszym interesie. Tyle, że istnieje jeszcze druga część elit PiS, która obecnością militarną USA w Polsce chce osiągnąć cele nie powiązane z interesem narodowym narodu polskiego. Niepokojące jest to, że nie wiadomo doładnie, jakie to cele.

oto Dubitacjusz

Prof. Wielomski nie zauważył jednej przyczyny: imperializmu

Im więcej baz na świecie, tym większe imperium. Idąc dalej tą logiką, wycofanie wojsk oznacza pomniejszanie imperium. Na coś takiego nie będzie przyzwolenia wśród elit USA.

Kolejna rzecz, to nie wierzę, aby Putinowi zależało na wycofaniu tych wojsk. Polska i tak jest pod hegemonią amerykańską. Prawdziwy problem dla Putina i Trumpa to uznanie przez USA powrotu Krymu do Rosji.

oto Skanderbeg

Profesor Wielomski przesadził.

Nie ma tyle lat by pamiętać witanie Armii Czerwonej (istniała do 1946 roku). Nawet profesor nie ma tyle lat, aby pamiętać jak witano Armię Radziecką. Może pamiętać, z jakim respektem ją traktowały władze PRL. Nie czepiałbym się takich szczegółów, ale Wielomski zwykle takich błędów nie popełnia. Cóż, nie jego epoka, jeżeli chodzi o zainteresowanie. I oczywiście ten błąd dotyczy tylko szczegółu, nie mającego wielkiego związku z główną tezą artykułu, ale powtórzę. Wielomski takich błędów nie popełniał.
Ja do punktu drugiego. Gdyby Rosjanie zaatakowali i rozjechali te czołgi amerykańskie, to Amerykanie musieliby odpowiedzieć całą potęgą. I ilość czołgów w Polsce, znaczenia nie ma.
Punkt 3. Żadnej agresji raczej nie będzie. Tutaj zgoda.
Dalej również.
Wg mnie, neokoni zgrupowani wokół Dzikiego i Hilarzycy, zostawiają Trumpowi zgniłe jajo.

Jest to też pewna gra. Sytuacja geostrategiczna Rosji się pogorszyła. Rosjanie nie mają baz w żadnym kraju obu Ameryk. Czyli działanie imperialne.

oto Dubitacjusz

Casus Pearl Harbor

Amerykanie nie chcieli angażowania się do kolejnej wojny, ale amerykańskie elity wiedziały, że to konieczne. I wtedy ten głupi atak dał im powód.

Gdyby Rosjanie zaatakowali i rozjechali te czołgi amerykańskie, to Amerykanie musieliby odpowiedzieć całą potęgą.

Pytanie, czy neokoni są na tyle szaleni, by rozpętać wojnę totalną?

oto YogiBeer

Co do wojny - żadnej wojny

Co do wojny - żadnej wojny USA z Rosją NIE BĘDZIE. Dlaczego nie będzie? Bo w całej grze pozorów nie o to chodzi, by była wojna, tylko by wymusić na Rosji zbrojenia. USA i "przyjaciele" dołują cenę ropy i zwiększają presję polityczną i militarną na Rosję najtańszymi metodami. Sponsorują wrogie Rosji formacje polityczne w każdym kraju graniczącym z Rosją bądź takim, w którym Rosja ma interesy polityczne / strategiczne. Oczywiście elementem tej strategii jest wikłanie Rosji w lokalne konflikty zbrojne (Czeczenia, Gruzja, Ukraina).

Cel ostateczny jest jednak inny niż się wydaje różnym "analitykom". Obecność polityczna i/lub militarna USA służy nie planowanej wojnie, lecz zmuszeniu Rosji do zwiększenia wydatków na cele inne niż socjalne/prorozwojowe po to, by w warunkach ograniczenia przychodów budżetu Rosji doprowadzić do wzrostu niezadowolenia społecznego i dojścia do władzy "demokratycznej" opozycji sponsorowanej przez USA. Każdy rubel wydany na zbrojenia to rubel nie wydany na zakup poparcia społecznego i/lub modernizację gospodarki. Efekt - osłabienie spójności wewnętrznej społeczeństwa i poparcia dla "reżimu" Putina. Chwilowo ta strategia nie daje pożądanych rezultatów, notowania "demokratów" rytu waszyngtońskiego w Rosji są na granicy błędu statystycznego, ale USA ma czas, "przyjaciół" wydobywających ropę i drukarnię dolara. Ma też bandę ratlerków, których celem jest ujadanie w kierunku Rosji, by zwiększyć nerwowość reakcji tamtejszych władz. Te ratlerki to "pribałtyki" (Litwa, Łotwa i Estonia), IV RP i neobanderowska Ukraina. USA ma też niezliczone tłumy najemników gotowych destabilizować dowolne państwo Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu chcące się uniezależnić od USA. Rząd zaatakowany przez "powstańców" kupionych przez Waszyngton, chcąc opanować sytuację musi ponieść znacznie większe koszty niż USA, a jeśli będzie bliski opanowania sytuacji, to ONZ nałoży "strefę zakazu lotów", a w razie potrzeby NATO zbombarduje wojska rządowe, jak w Libii. Koszty dla USA pozostaną minimalne, dla państwa objętego wojną "domową" - olbrzymie.

Czy polityka zagraniczna USA wobec Rosji zmieni się za sprawą Trumpa - jeszcze nie wiadomo.

oto jastun 10-02-2017

Nie lubię czołgów

"Gdyby Rosjanie zaatakowali i rozjechali te czołgi amerykańskie, to Amerykanie musieliby odpowiedzieć całą potęgą", więc Rosja tez odpowiedziałby swoja potęgą. Ciekawe, czy przetrwałby ktoś, kto by to opisał, jak pan w swoich dywagacjach.

oto Robercik

Rosja ma na chodzie nie

Rosja ma na chodzie nie więcej niż 2500 czołgów. Jest to mniej niż posiada NATO. Poza tym nad Polską Rosja nie będzie mieć przewagi w powietrzu. W konwencjonalnej wojnie teren III RP byłby dla Rosji młynkiem do utylizowania konwencjonalnej armii. W imię czego?
Przyparci do muru Rosjanie zajmą kraje nadbałtyckie, część Ukrainy, Białoruś (albo wymuszą na niej ściślejszy sojusz). Jeśli w Polsce będzie rozbudowana tarcza antyrakietowa i koncentracja wojsk, to potraktują Polskę pociskami jądrowymi z wyraźnym zastrzeżeniem, że nie zamierzają tego eskalować na zachodnia Europę a tym bardziej Zachód.
Pociski będą jądrowe ponieważ USA ma 4000 Tomahawków a Rosja tylko 300 Kalibrów. Rosji po prostu nie stać by węzły komunikacyjne rozwalać bronią konwencjonalną.

Zostanie podpisany traktat pokojowy i wszyscy będą zadowoleni.
Rosjanie uregulują sytuację zagrażającą ich egzystencji.
Zachód będzie mieć strasznego wroga, a to pozwoli przejść Unii Europejskiej na komunizm wojenny - co w czasie pokoju jest społecznie nieakceptowane.
Polacy będą mieć miliony trupów i kolejny powód do obrażenia się na zły świat (zdradzili), a na Rosjan w szczególności.

oto Chicagowianka

Przegrupowanie 4200 rosyjskich czołgów na Białoruś na "manewry".

3 tygodnie temu temu oglądałam na Białoruskim internecie filmik, który pokazywał DYSKUSJE "deputowanych" z "sejmu" białoruskiego oraz białoruskich ministrów w którym uczestniczył też sam Prezydent Łukaszenka.
W trakcie dyskusji ustalano rozkład zadań dla różnych służb i resortów Białorusi w celu przyjęcia 4200 czołgów rosyjskich razem z całym zapleczem wojskowym dla tych czołgów na terenie Białorusi jesienią 2017 roku.
Te 4200 czołgów ma uczestniczyć na Białorusi w miesiącu wrześniu 2017 roku w jakiś Białorusko-Rosyjskich manewrach przy granicy z Polską.
Kilka dni później znowuż wyczytałam na białoruskim internecie artykuł, cieszących się kolejarzy z Białorusi, którzy dobrze zarobia we wrześniu 2017, gdyż będą pracować przy przyjęciu 5200 wagonów kolejowych, które przyjadą we wrześniu z Rosji na Białoruś i które to wagony przyjadą ze sprzętem wojskowym i będą musiały być przyjęte na terenie Białorusi i rozładowane.
Otwarcie pisało, że te wagony przyjadą na Białoruś ze sprzętem wojskowym.
5y miesiące temu czytałam w rosyjskiej prasie, że rosyjski MON podpisał kontrakt z kolejami Rosji i Białorusi na wynajęcie 5200 tysięcy wagonów kolejowych na jesieni 2017 roku w celu przetransportowania rosyjskiego sprzętu wojskowego z Rosji na Białoruś ...
To oznacza, że Rosja posiada ZNACZNIE, znacznie więcej czołgów niż 2500 sztuk ...
Tydzień temu czytałem informacje na amerykańskim internecie z pretensjami obecnych nowych oficjali wojskowych obecnego już rządu Trampa do rosyjskiego ministra MSZ Ivanowa za "sprezentowanie" 700 czołgów dla powstańców Dombasu (DRL). Iwanow odpowiedział na te amerykańskie zarzuty, że Rosja NIE wie od kogo rząd DRL kupił te 700 czołgów ... Prawdopodobnie ta neo-banderowska ukraina NIE posiada takiej ilości czołgów jak nowe państwo DRL.

oto Janek Drzewiecki

Prośba...

Z Jackowskiego Chicago widać jak na dłoni. Jesienią tysiące ruskich wagonów i czołgów zawisną nad wschodnią granicą. My się nie boimy, nasz minister wojny czuwa! Czuwają sojusznicy, skoncentrowani przy granicy zachodniej. Mam prośbę - czy może Pani podawać źródła cytowanych wiadomości? Inaczej wstrząsające dane o ruskich tankach nie brzmią wiarygodnie.

oto Paulina Kaufmann

Może Pana uspokoję, że nie może być mowy...

...o przerzuceniu tysięcy czołgów na polsko-białoruską granicę przy pomocy ok. 4200 wagonów.
Na razie nie wiadomo jakie jednostki rosyjskie maja wziąć udział w planowanych manewrach, pojawiające sie informacje o udziale całości 1 GAPanc są mało wiarygodne (a ilość zakontraktowanych wagonów tę informację wyklucza) więc na razie sądząc po skąpych danych można co najwyżej przewidywać przerzut wojsk w sile 2 - 3 dywizji ale nawet biorąc pod uwagę tylko dywizje pancerne, to liczba czołgów nie przekroczyłaby 650-700, jest to jednak mało prawdopodobne.

oto chłop jag

Co robią Amerykanie w Polsce?

Co robią Amerykanie w Polsce?

Tego nie wiedzą sami Amerykanie będący w Polsce - tolazysze. Amerykanie są także narzędziem w łapkach pupili szatna - chociaż mogą nie przyjmować tego do wiadomości - co jest bez znaczenia. Natomiast wiemy dlaczego wojska amerykańskie są w Niemczech czy Japonii - tołażysze. Nie jest też tajemnicą, że eurokołchoz robi bokami - więc wskrzeszono nieudolnie tzw. zimną wojnę - bo w jej atmosferze można i bez forsy wiele zrobić.
Wniosek?
W świecie - gdzie obowiązuje etap mądrości polegający na zamianie tanków na banki - obserwujmy nie ilości obcych tanków - a pociągnięcia gospodarcze o charakterze globalnym np. ewentualne zablokowanie Jedwabnego Szlaku czy też jego budowanie z niespotykanym rozmachem - tołażysze.
Na koniec - pupile szatana trzymają tak mocno świat za przysłowiowy pysk - że osiągają z łatwością wszystko to - co kiedyś było możliwe do osiągnięcia tylko za pomocą wojny światowej - tołażysze.

oto Paulina Kaufmann

Po przeczytaniu tego fragmentu:

Po trzecie, charakterystyczna jest lokalizacja przybyłych wojsk.[...]
Broniące nas wojska amerykańskie powinny stacjonować na linii Mława-Przasnysz-Ostrołęka-Łomża, aby powstrzymać rosyjskie kolumny pancerne jadące na Warszawę z Obwodu Kaliningradzkiego. Dlaczego więc wojska te stacjonują w Żaganiu pod Zieloną Górą, czyli w Polsce zachodniej,

Zastanawiam się czy tytuł profesora (uczelnianego a nie "belewederskiego" ale zawsze profesora) zwalnia od myślenia? A może nie zwalnia od myślenia ale za to zezwala na uprawianie manipulacji? Naukowej, oczywiście...
A może tylko zezwala na pisanie bredni. Profesorskich.
Czy naprawdę tak trudno dojść do konkluzji dlaczego akurat Żagań a nie Łomża?
Czy nawet zasłaniając się niewiarą w rosyjską agresję można pisać o kolumnach pancernych jadących z obwodu kaliningardzkiego na Warszawę?
Czy wolno, dla poparcia własnej tezy, udawać Greka?
Z drugiej strony, wolność jest więc wszystko wolno... Czy aby na pewno wszystko?

oto Czesław

Mniej szaleństwa

Ten artykuł jak i zdecydowana większość komentarzy to jakieś szaleństwo antypisowskie, tak jak "w wolnym świecie" szaleństwo antyputinowskie. Można odnieść wrażenie że jak rządziło PO to nawet smogu nie było a teraz to biedni ludzie padają jak muchy przez ten PiS, tak te powietrze zepsuli. Najbardziej nie rozumiem narzekania na "telewizję Kurskiego", przecież wreszcie mamy pluralizm. Bo poprzednio, to przecież TVP, TVN i Polsat to była jedna papka a teraz mamy dwie a więc można z tego jakieś prawdziwe wnioski wyciągnąć. Strategii wojennej zawarte w tym artykule nie będę komentował, bo jest "bombowa".

oto adam_54

Naiwne pytanie....

Co robią Amerykanie w Polsce?

To co wszędzie - bronią dolara, by komuś nie przyszło do głowy, by do handlu międzynarodowego stosować inną walutę - bo przecie z tego żyją.
A cała reszta to pic na wodę i fotomontaż :-)

oto Equatore

Odpowiedź prof. Wielomskiemu

1. Taki w Polsce panuje obyczaj, że w przypadku oficjalnych uroczystości gości witamy ceremonialnie i z pewnym audiowizualnym rozpasaniem. Nieważne kto i dlaczego, jeśli jest zaproszony i mile widziany, będzie powitany z bębnami, fanfarami, sztandarami, dziatwą szkolną etc. Kogoś to może śmieszyć, kogoś brzydzić, ale taki jest nasz rodzimy styl. W przypadku Amerykanów są oni mile widziani zarówno przez władzę, jak i społeczeństwo (ba - nawet opozycję), więc zostali powitani, tak jak zostali powitani.
Dziwi mnie zdziwienie prof. Wielomskiego, jakby własnego kraju i naszej kultury nie znał.

2. Znaczenie militarne. Prof. Wielomski mówi co prawda, że w wojnę nie wierzy, ale cały czas odczytuje tą sytuację w kontekście wojny światowej, która się {ironia}za chwilę rozpocznie{/ironia}. Stąd uwagi o "przykrywaniu czapkami", które byłoby możliwe tylko i wyłącznie w konflikcie wojny totalnej. W kontekście tej wojny, istotnie 4 tysiące żołnierzy i 87 czołgów na kolana nie rzuca. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że sami Polacy żołnierzy mają ponad 100 tys., a czołgów około 650. Czyli gdyby wojna zaczęła się "jutro" - za mało! Żołnierzy i czołgów. Oczywiście, gdyby wojna ta miała polegać na tym, że nasze zagony pancerne ruszą na Moskwę (co jest cokolwiek idiotycznym pomysłem). W obronie jednak, wygląda to całkiem inaczej, zwłaszcza że nie jest tak - że cały skład osobowy wojsk Federacji Rosyjskiej stoi na naszej granicy i czeka na sygnał. Przy naszych granicach nie ma jednak wcale takiej sytuacji. Wojska rosyjskie są rozproszone na całym terytorium tego ogromnego kraju i - co więcej - tak musiałoby pozostać nawet w wypadku hipotetycznej "wojny światowej".
Dla przykładu, w tak krytycznym momencie jak operacja moskiewska (grudzień 1941), w operacji tej brało 1,25 mln żołnierzy (około 17% całości). W operacji "Bagration", w której uczestniczył praktycznie cały wschodni front - od Zatoki Fińskiej do Rumunii - 1,7 mln żołnierzy (wówczas około 18% całości). Teraz liczby żołnierzy i sprzętu są oczywiście zupełnie inne (choć jakościowo znacznie lepsze) niż w czasie IIWŚ, ale zasada jest taka sama - Rosja jest zwyczajnie za duża, żeby być w stanie przerzucić większość wojsk na jeden front. A gdyby ktoś kiedyś zrobił coś podobnie głupiego, to byłoby to tylko zaproszenie do zajęcia pozostałej, niebronionej części kraju.
Więc z tymi "czapkami" wcale nie jest tak, jak się laikom wydaje. W istocie, gdyby Rosja uzyskała tak niewyobrażalnie wielki (na dzisiejsze czasy) poziom zaangażowania i determinacji jak w czasie IIWŚ (na co dzisiejszej Rosji nie stać), w dalszym ciągu umożliwiałoby to jej zapewne wykorzystanie góra 20% swojego potencjału w celach ofensywnych. A to - przy dzisiejszych stanach - za mało na jakiekolwiek średniej wielkości państwo europejskie, które zachciałoby się bronić i uzyskało powietrzne i morskie wsparcie USA (nie wspominając już nawet o siłach zbrojnych europejskich państw NATO, które sumarycznie są liczniejsze od rosyjskich).
Moja dygresja jest oczywiście praktycznie bez znaczenia, oprócz wskazania, na jakich obłokach militarnej fantazji płynie Autor. Wiadomo przecież, że żadnej wojny na żadną skalę pomiędzy USA i Rosją nie będzie, ponieważ żadna ze stron jej nie chce i żadna nie mogłaby jej wygrać.
3. Lokalizacja przybyłych wojsk na linii wyobrażonego uderzenia to jest kolejna militarna fantazja. Po pierwsze, obrona naszego terytorium jest zadaniem Polski, zadaniem do którego powinniśmy być jak w największym stopniu przygotowani. Inne kraje mogą nam co najwyżej udzielać wsparcia. A miejsce wsparcia jest na tyłach. Po drugie, gdyby nawet zagrożenie wojenne było realne - odpowiedzią na to nie jest umieszczanie licznych wojsk w miejscu, gdzie je łatwo trafić nawet pociskami niewielkiego zasięgu. W przypadku zaskoczenia straty byłyby zbyt wielkie. A już w szczególności absurdem byłoby zastosowanie w charakterze nieruchomej bariery wojsk pancernych, których żywiołem jest manewr, a stojąc w miejscu tracą one znaczną część swojej wartości.
4. Prof. Wielomski zaczyna dochodzić do słusznych wniosków, choć opiera się na błędnych przesłankach. W przypadku rozmieszczenia amerykańskich wojsk cel militarny jest trzeciorzędny. Celem drugorzędnym jest udzielenie odpowiedzi Rosji na aneksję Krymu i jej zaangażowanie w wojnę domową w Donbasie, co stanowi naruszenie status quo i wcześniejszych zobowiązań rosyjskich. Ponieważ sankcje nie okazały się wystarczające, wspierani przez Rosję najemnicy ciągle rozrabiają w Donbasie, a Rosja używa straszaka militarnego w stosunku do swoich sąsiadów, naturalnym ruchem w tym kierunku jest delikatne wzmocnienie wschodniej flanki NATO, która jest dosyć słabo obsadzona. Umieszczenie wojsk USA w bezpośredniej bliskości Rosji byłoby odebrana jako przesadna reakcja, niewspółmierna do sytuacji. Militarnie, jak wspomniałem w punkcie 3, bez większego sensu, więc traktowana byłaby jako czysta demonstracja - do szybkiego zwinięcia po zadziałaniu. Czyste demonstracje w polityce są ruchami o specyficznej strukturze. Są wyjątkowo drażniące, ale ich efekt praktyczny jest niewielki. Podczas kiedy trwałe zwiększenie potencjału obronnego na głębokim zapleczu nie jest aż tak bardzo demonstracyjne i drażniące, a ma większe praktyczne konsekwencje.
Pierwszorzędną przyczyną jest w tym wypadku uspokojenie państw europejskich graniczących z Rosją (i to nie tylko państw NATO). Sama obecność wojsk amerykańskich poważnie tępi ostrze rosyjskiego straszaka, a tym samym zmniejsza napięcie. No chyba, że Rosja chciałaby się licytować z NATO ilością wojsk w gotowości do użycia w pobliżu granicy. To jednak nie są czasy "zimnej wojny", kiedy blok wschodni dorównywał potencjałem zachodniemu i mógł się "licytować" jak równy z równym.
5. Żeby doszło do wojny NATO-Rosja najpierw musiałyby zaistnieć jakieś istotne powody, a potem powinny nastąpić długotrwałe przygotowania. Taki scenariusz nie umknąłby jednak uwagi NATO. Kierunek polski jest w oczywisty sposób w obecnej sytuacji niedorzeczny - nawet gdyby zajęcie naszego terytorium jakimś cudem się powiodło, strategicznie Rosji nic to by nie dało i tylko wciągnęłoby wszystkie jej najlepsze wojska w pułapkę, otoczoną z wszystkich stron państwami bądź znajdującymi się w NATO, bądź mu sprzyjającymi. Tylko gdyby Rosja przeciągnęła Ukrainę na swoją stronę, ten kierunek miałby jakieś większe znaczenie.
6. Amerykanie nie są jak do tej pory znani z tego, że wycofują się na pierwszy odgłos działań zbrojnych. Ostatni raz, kiedy się wycofali bez zrealizowania swoich celów, zdarzył się w Wietnamie. Po kilkunastu latach krwawych walk, które nie prowadziły do niczego. W kraju, którego ówczesne znaczenie, porównując ze Środkową Europą, było niewielkie. Dopóki USA są pierwszym mocarstwem świata, tak się nie zachowują. I nie mogą. Imperium, które się cofa bez walki, traci swoją strefę wpływów, ponieważ nikt się już go nie boi i nikt nie potrzebuje. Więc nie sądzę, żeby oddali na złotym talerzu światową hegemonię na skutek gróźb tak słabego (w porównaniu) państwa jak Rosja. W tej chwili nawet Chiny jeszcze nie są w stanie do czegoś takiego USA zmusić.

oto Eowina

Zgadzam się co do większości stwierdzeń p. Equatore,

ale do paru mam zastrzeżenia, a raczej zapytania, bo nie rozumiem.

udzielenie odpowiedzi Rosji na aneksję Krymu i jej zaangażowanie w wojnę domową w Donbasie, co stanowi naruszenie status quo i wcześniejszych zobowiązań rosyjskich.

Jak rozumiem, zobowiązania były takie, że Ukraina pozbędzie się broni jądrowej, pozostanie neutralnym niezależnym państwem, stąd Rosja i Zachód nie naruszą jej granic.
Jednak w całej historii Ukrainy po 2000nym roku, Ukraina uczestniczyła wraz z NATO w wojnach amerykańskich; w Afganistanie, Iraku i gdzie indziej. Czy to jest neutralność? http://nato.mfa.gov.ua/en/ukraine-nato/contribution
https://en.wikipedia.org/wiki/Ukraine%E2%80%93NATO...

Czyste demonstracje w polityce są ruchami o specyficznej strukturze. Są wyjątkowo drażniące, ale ich efekt praktyczny jest niewielki. Podczas kiedy trwałe zwiększenie potencjału obronnego na głębokim zapleczu nie jest aż tak bardzo demonstracyjne i drażniące, a ma większe praktyczne konsekwencje.

Wiadomo przecież, że żadnej wojny na żadną skalę pomiędzy USA i Rosją nie będzie, ponieważ żadna ze stron jej nie chce i żadna nie mogłaby jej wygrać.

Ponieważ sankcje nie okazały się wystarczające, wspierani przez Rosję najemnicy ciągle rozrabiają w Donbasie, a Rosja używa straszaka militarnego w stosunku do swoich sąsiadów, naturalnym ruchem w tym kierunku jest delikatne wzmocnienie wschodniej flanki NATO, która jest dosyć słabo obsadzona.

Pytanie moje jest takie: co USA konkretnie chce w tej części świata?

oto Equatore

@p. Eowina

Jak rozumiem, zobowiązania były takie, że Ukraina pozbędzie się broni jądrowej, pozostanie neutralnym niezależnym państwem, stąd Rosja i Zachód nie naruszą jej granic.
Jednak w całej historii Ukrainy po 2000nym roku, Ukraina uczestniczyła wraz z NATO w wojnach amerykańskich; w Afganistanie, Iraku i gdzie indziej. Czy to jest neutralność?

Ukraina jest neutralna, na co dobrym dowodem jest to, że od żadnego państwa na świecie nie uzyskała wsparcia militarnego w toczącej się wojnie domowej.
Współpraca z NATO w zakresie zwalczania terrorystów to drobiazg i nie czyni jeszcze "sojusznikiem". NATO w tym zakresie współpracuje z bardzo długim szeregiem państw (w tym i z Rosją).
Dzisiaj, w efekcie aneksji Krymu i wojny w Donbasie, Ukraina byłaby już skłonna skończyć ze swoją neutralnością i jest na tyle zdesperowana, że mimo poważnej niechęci, jaka panuje w stosunku do NATO i do Zachodu w ogólności w ukraińskim społeczeństwie, chętnie by się z nami sprzymierzyli. Gdyby ich ktoś chciał, oczywiście, co nie ma miejsca. Nie zmienia to faktu, że po pierwsze ten sentyment jest stosunkowo świeżej daty i jest efektem działań rosyjskich, natomiast przez cały okres 1991-2014 Ukraina była neutralna bądź prorosyjska, jest też członkiem-założycielem Wspólnoty Niepodległych Państw, która w zakresie bezpieczeństwa miała być alternatywą dla NATO.

Pytanie moje jest takie: co USA konkretnie chce w tej części świata?

Pokój.
Tej region pochłania uwagę i zasoby, które USA chętniej użyłyby tam, gdzie zagrożone są ich kluczowe interesy: na Bliskim i Dalekim Wschodzie.
W przypadku Europy Wschodniej, USA nie działa bezpośrednio w swojej sprawie, tylko w sprawie swojego osłabionego sojusznika - Europy (uprośćmy roboczo do jednego bytu to co jest ich mnogością), bez którego jednak potęga USA nie ma zasięgu globalnego.

oto Eowina

Amerykanie wydali $5mld na Ukrainę, aby ją zdobyć!

Since the mid1990s, Russian leaders have adamantly opposed NATO enlargement and in recent years, they have made it clear that they would not stand by while their strategically important neighbor turned into a Western bastion.
A Pan mi pisze takie koszałki opałki.
http://wolna-polska.pl/wiadomosci/ukraina-wojska-n...

Co do terroryzmu, to USA go kreuje. Al-kaida była sponsorowana przez USA przeciwko Rosji w Afganistanie, ISIS to produkt uboczny wojny w Iraku. To też jest powszechnie znana wiadomość i nawet USA tego się nie wypierają. Można więc przyjąć, że USA walczą z wrogiem którego same tworzą. A w Polsce nie ma nikogo, kto by zrobił bilans zyskow i strat tej polityki, którą polskie władze uprawiają z pozycji satelity.

oto Equatore

@p. Eowina

Artykuł przeczytałem. Całkiem interesujący, choć wnioski mylne.
A pani mylą się drobne ruchy (co to jest w tej skali 5 mld $) mające na celu polepszenie swojej pozycji ze "zdobywaniem". Gdyby Zachód chciał rzeczywiście "zdobywać" Ukrainę, na ten cel mogłyby pójść o wiele większe sumy. I szerokie zaangażowanie - polityczne, militarne i każde inne, które EKSPRESOWO wciągnęłyby Ukrainę do struktur i kręgów zachodnich. Tak się nawet przyśniło niektórym ukraińskim politykom. (Trudno nawet winić Zachód - jak chciałby cytowany artykuł - za te złudzenia. Oni się sami oszukali.) Tymczasem - nic z tych rzeczy. Ani Europa ani USA NIE CHCĄ Ukrainy - i cały ciąg wypadków wyraźnie tą niechęć pokazał. Ponieważ z Ukrainy byłoby mało korzyści i dużo kłopotów. To oczywiście nie znaczy, że Zachód chciałby rewizji granic w regionie czy upadku Ukrainy - co stanowiłoby potężne ognisko zapalne psujące wszystkim interesy. Na to dyplomacje niektórych państw zachodnich - a i przy tym nasza, choć nasz wpływ jest stosunkowo skromny - nie chcą pozwolić - poza tym to by zachęciło Rosję do destabilizacji kolejnych krajów.

Co do kreowania terroryzmu, kolejne opowieści dziwnej treści. Niech pani sobie wbije do głowy, że świat muzułmański wręcz pęka w szwach od fanatycznych wyznawców islamu, którzy są młodzi, zdesperowani i do niczego - poza zabijaniem - niepotrzebni, ponieważ współczesny świat ich i ich umiejętności nie potrzebuje. I jeśli się dobrze przyjrzeć historii islamu od samego jego początku - zawsze ich było za dużo. Nie trzeba żadnych dobrych wujków, żeby ich wyhodować. Trzeba pokoleń ciężkiej pracy, żeby ich przyhamować.
To nie jest pielęgnowany przez kogoś (np. USA) grzeczny ogród. Jest to gigantyczne jezioro lawy, które ciągle przelewa się przez brzegi w chaotycznych kierunkach i nikt nigdy nad tym nie panował. Oczywiście poszczególne ugrupowania islamskie potrafią być wykorzystywane do różnych celów przez różnych graczy, ale poziom ich kontroli jest zawsze ograniczony. Ugrupowania te znane są z braku lojalności, rutynowo kąsają rękę, która je karmi i bez wahania są w stanie zmienić front, jeśli sytuacja jest w stanie im przynieść nową korzyść. Oczywiście jeśli się zacznie dostarczać wyposażenie jednemu ugrupowaniu w jednym celu, nie musi to oznaczać, że nie znajdzie się ono zaraz w posiadaniu innego ugrupowania, które będzie atakować kogoś, kogo byśmy nie chcieli, np. nas. I nie tylko Amerykanie się o tym boleśnie przekonali. Taki np. ZSRR wcześniej też wspierał terrorystów islamskich - i pożałował. Ileż kłopotów miała z tego samego powodu Arabia Saudyjska.

Poza tym, parę drażniących anachronizmów - al-Kaida nie istniała w czasach "zimnej wojny" i nie Amerykanie ją stworzyli. Działalność Bin Ladena w Afganistanie jest znacznie wcześniejsza niż założenie tej organizacji. USA nie wspierało mudżahedinów w Afganistanie po to, żeby zakładali terrorystyczną międzynarodówkę islamską o zasięgu globalnym (wrogą USA), ale żeby walczyli z ZSRR. ISIS nie jest produktem ubocznym wojny w Iraku, ale efektem ewolucji terroryzmu islamskiego poprzedniego pokolenia i wyciągnięcia wniosków z błędów al-Kaidy.

Bajeczki o tworzonych przez USA to zwykły element wojny propagandowej. Nawet pobieżne spojrzenie (a ja dość głęboko studiowałem ten temat) pokazuje, że to się to kupy nie trzyma i bez pomocy ludzkiej głupoty nie dałyby rady się utrzymać.
To jest po prostu Bliski Wschód. Chaotyczne miejsce, gdzie na każdy zamierzony i głęboko przemyślany ruch przypadają trzy niezamierzone konsekwencje, potencjalnie bardzo szkodliwe.
Nie jest to jednak typowy kawałek świata i wniosków z jego obserwacji nie należy naciągać na jego resztę. W Europie obowiązuje "realpolitik" i całkowicie inne reguły gry, które wypada poznać, zanim zacznie się o nich pisać.

oto Eowina

Nie mam zamiaru się sprzeczać, bo to nie prowadzi do

niczego.
Tak sytuacja Ukrainy, jak przedtem Afganistanu, Iraku i Libii, jest rezultatem planów, które się nie powiodły. Teraz ani Ukrainy, ani tej reszty USA nie chcą, bo niby po co im.

USA nie wspierało mudżahedinów w Afganistanie po to, żeby zakładali terrorystyczną międzynarodówkę islamską o zasięgu globalnym (wrogą USA), ale żeby walczyli z ZSRR. ISIS nie jest produktem ubocznym wojny w Iraku, ale efektem ewolucji terroryzmu islamskiego poprzedniego pokolenia i wyciągnięcia wniosków z błędów al-Kaidy.

To wszystko prawda, tylko to jest rezultat amerykańskiej interwencji. Dobrymi chęciami...itd.
Liczy się dzisiejszy skutek.

oto Equatore

@p. Eowina

To wszystko prawda, tylko to jest rezultat amerykańskiej interwencji. Dobrymi chęciami...itd.
Liczy się dzisiejszy skutek.

A jaki byłby rezultat braku amerykańskiej interwencji?
A gdyby tak sobie nikt nigdzie nie interweniował...
Niech się dzieje co chce...
Pewnie wspaniale by się działo, prawda?

oto Equatore

@p. Eowina

Seria płytkich a wątpliwych stwierdzeń to nie jest "dyskusja o faktach".
To jest dziecinna zabawa. Pani zaprzecza mnie, ja zaprzeczam pani.
Wniosków ani zakończenia nie będzie.
Dlatego "resetuję" to głupstwo i wracam do tematu głównego.

Istnieje taki blok wojskowy, który się nazywa NATO.
Celem istnienia NATO jest przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa państwom członkowskim.
Sytuacja w Europie Wschodniej zrobiła się napięta z uwagi na konflikt zbrojny - coś czego nie było od kilku pokoleń. Sytuacja jest w tym momencie stabilna, ale ma potencjał do pogorszenia się.
Bierność zwykle nie jest rozwiązaniem. Liczenie, że kryzys sam się rozwiąże, byłaby naiwnością.
Biorąc pod uwagę, że Rosja ostatnimi czasy powoduje coraz to nowe konflikty w pobliżu swoich granic (Gruzja, Ukraina), z lubością straszy wszystkich dookoła swoją wojskową potęgą, najwyższy czas nieco spuścić powietrza z tego straszaka, ponieważ jego występowanie psuje politykę. Biorąc pod uwagę, że państwa pogranicza NATO ustępują potencjałem wojskowym Rosji, a nie stać ich na szybką rozbudowę, tymczasowym rozwiązaniem w celu zapewnienia Rosji, że może ona zapomnieć o skutecznym straszeniu swoimi wojskami, jest umieszczenie w rejonie skromnej, ale łatwej do rozbudowy grupy wojsk USA.
Żeby wybić głupie pomysły z głowy i stworzyć tym samym przestrzeń dla rozwiązań natury dyplomatycznej.
Ponieważ wojska USA to są bardzo dobre wojska, którym wcale niełatwo stawić czoła (i od 100 lat nigdy z pozycji wyższości), jak pokazała historia bardzo wielu ostatnich konfliktów.
Ponieważ USA bardzo dba o bezpieczeństwo swoich żołnierzy i reaguje alergicznie na wszystkich, którzy próbują sobie z Ameryką pogrywać.
Ponieważ z USA nie ma żartów, a Amerykanie bardzo nie lubią przegrywać żadnej próby sił w dowolnej formie.

Mówi pani, że USA będą się dogadywać z Rosją? Bardzo dobrze.
Tak właśnie powinno być. Wszelkie nieporozumienia powinny być wyjaśniane nie siłą, ale przede wszystkim poprzez pokojowe negocjacje. Jeśli były trudności w komunikacji z poprzednią administracją, może nowa administracja uzyska postęp.
Niemniej, ktoś kto wyobraża sobie "dogadywanie się" USA z Rosją w ten sposób, że USA ustąpi, a Rosja zrobi co zechce, to żyje w świecie snów.
W tym celu Rosja musiałaby być silniejsza od USA. A nie jest.
I między innymi po to swoich żołnierzy przysłali Amerykanie. Żeby wysłać komunikat, czego nie zamierzają odpuszczać. Do sojuszników i do Rosjan.
Jeśli to co - waląc prosto z mostu i dość grubo upraszczając - napisałem, nie jest zrozumiałe, to już nic nie pomoże.
Dobranoc.

oto Dubitacjusz

@ p. Equatore: skoro nastąpił reset, to się wtrącę

Celem istnienia NATO jest przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa państwom członkowskim.

Nieprawda. Celem istnienia NATO jest amerykańska hegemonia.

Sytuacja w Europie Wschodniej zrobiła się napięta z uwagi na konflikt zbrojny

Masło maślane. Czemu nie odwrotnie. Konflikt zbrojny zrobił się z powodu napięcia.

Bierność zwykle nie jest rozwiązaniem.

Może być, zwłaszcza, że to nie nasz konflikt.

Biorąc pod uwagę, że Rosja ostatnimi czasy powoduje coraz to nowe konflikty w pobliżu swoich granic (Gruzja, Ukraina),

Kłamstwo, to USA i jej sojusznicy/agenci wywołują nowe konflikty.

z lubością straszy wszystkich dookoła swoją wojskową potęgą,

Z lubością straszy też USA: manewry, przesunięcia wojsk.

najwyższy czas nieco spuścić powietrza z tego straszaka, ponieważ jego występowanie psuje politykę.

Prawda, jeśli chodzi o USA.

Niemniej, ktoś kto wyobraża sobie "dogadywanie się" USA z Rosją w ten sposób, że USA ustąpi, a Rosja zrobi co zechce, to żyje w świecie snów.

Snem jest też wyobrażanie sobie, że Rosja zrobi wszystko, co zechce USA. Musi nastąpić kompromis, np. Krym do Rosji, Donbas w jakiejś formule do Ukrainy.

oto Paulina Kaufmann

Dodam tylko, tak nieśmiało i...

...cichutko, że umowa o powstaniu w Polsce amerykańskiej bazy w ramach tarczy antyrakietowej (do zwalczania pocisków wystrzelonych z Iranu, oczywiście) została podpisana w roku 2008 i oczywiście nie była to demonstracja wymierzona w Rosję tylko w Iran, który jak wiadomo stanowi największe zagrożenie dla pokoju światowego. Strona polska obawiając sie ataku irańskiego bardzo parła do tej umowy i przy każdej nadarzajacej się okazji deklarowała, że baza ta nie jest budowana przeciwko Rosji.
Strona rosyjska z właściwą sobie totalitarną butą, wymierzoną w najbardziej demokratyczne i pokojowo usposobione państwo na świecie jakim sa Stany Zjednoczone odparła: "Bujać, to my ale nie nas" co oczywiście natychmiat zaowocowało eskalacją rosyjskiej agresji i zajęciem Krymu, jak wiadomo od wieków, historycznie i kulturowo związanego z Ukrainą, naszym bratnim państwem.

oto JJerzy

:)

Nie mogę się doszukać ... Widziałem kiedyś taką mapkę a'propos ... Mapka prezentowała bazy NATO. Właściwie, z dużym uproszczeniem, można by powiedzieć, że nie było ich jedynie w Rosji, którą otaczały. I podpis: tak Rosja atakuje NATO.

Przy okazji ... Nie mogę sobie nie ulżyć stwierdzeniem, że cała ta dyskusja to kolejne przepychanki na temat tego czyja mojszość jest bardziej mojsza. Trzeba być albo po amerykańskiej stronie - wówczas Rosja to zło wcielone, albo po stronie Rosji, bo ... imperialiści ... Tymczasem polskie interesy wymagają bardziej chłodnej i racjonalnej oceny zagrożeń.

oto Paulina Kaufmann

Czy Pan posiada umiejętność czytania...

...tekstu pisanego ze zrozumieniem?
Po pierwsze: posłużyłam sie sarkazmem.
Po drugie: stoi w tekście jak wół, że zajęcie Krymu wynika z eskalacji agresywnej polityki Rosji.
Przywołałam datę 2008 w opozycji do pańskich stwierdzeń, że to aneksja Krymu wymusza działania amerykańskie w Europie Środkowo-Wschodniej. Swoją drogą, trudno nie zauważyć, że chęć utrzymania bazy w Sewastopolu za wszelką cenę jest pochodną polityki osaczania Rosji. Genialni amerykańscy analitycy i stratedzy nie przewidzieli takiej możliwości. Wspominałam w innym miejscu o raportach polskich analityków z WSI, którzy (po uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę) dwukrotnie wskazywali Krym i rejon Odessy jako potencjalne miejsca konfliktów.
Żadne państwo a zwłaszcza aspirujące do roli mocarstwa nie może sobie pozwolić na utratę strategicznej bazy wojskowej.

oto Equatore

@p. Kaufmann

Pan posiada umiejętność czytania tekstu pisanego ze zrozumieniem?
Po pierwsze: posłużyłam sie sarkazmem.

Co to tego, przepraszam panią szczerze. Niestety, pisuję na PN tyle lat, że jestem już chyba dość znieczulony w zakresie wykrywania sarkazmu. Obojętnie jak bardzo byłaby idiotyczna treść, jestem zawsze w stanie wyobrazić kogoś, kto napisze to ze szczerym przekonaniem.

Przywołałam datę 2008 w opozycji do pańskich stwierdzeń, że to aneksja Krymu wymusza działania amerykańskie w Europie Środkowo-Wschodniej.

To grube uproszczenie z pani strony. Nie mówiłem o działaniach amerykańskich ogólnie - ale o jednym konkretnym ruchu. AD 2016. Jeśli natomiast chodzi o uproszczenia z mojej strony: ten konkretny ruch też nie wynika bezpośrednio z aneksji Krymu, ale z całego ciągu wydarzeń między Krymem a dniem dzisiejszym. Każde wydarzenie w tym łańcuchu ma część znaczenia. Gdybym miał wskazać najważniejsze ogniwo, jest to porażka porozumienia mińskiego w zakresie deeskalacji działań na linii porozumienia w Donbasie. Porozumienie zostało zawarte, żeby wojska odsunęły się od siebie, wycofały ciężkie uzbrojenie i unikały incydentów. Nic takiego się nie dzieje i to generuje napięcie.

Swoją drogą, trudno nie zauważyć, że chęć utrzymania bazy w Sewastopolu za wszelką cenę jest pochodną polityki osaczania Rosji.

Rosja jest osaczona przez geografię. Kula ziemska jest okrągła, a granice Rosji są z każdej strony osaczone przez cudze terytorium.
Natomiast, w istocie, Rosja bardzo duże znaczenie przywiązuje do bazy w Sewastopolu i ten czynnik został bardzo mocno niedoszacowany. Sewastopol to coś więcej niż tylko baza wojskowa, którą można by było spokojnie zastąpić Noworosyjskiem. Sewastopol to wielki rosyjski mit, sięgający korzeniami czasów wojny krymskiej i II wojny światowej.

Żadne państwo a zwłaszcza aspirujące do roli mocarstwa nie może sobie pozwolić na utratę strategicznej bazy wojskowej.

...zgadzając się z tym jednak, nie absolutyzowałbym jednak roli samego Sewastopola. Oprócz prestiżu, decyduje przede wszystkim "realpolitik". Operacje na Krymie i w Donbasie zostały przeprowadzone nie dla skromnych terytorialnych nabytków, ale jako próba zmuszenia całej Ukrainy do uległości. Dla USA i Europy Ukraina nie jest aż tak ważna, ponieważ jej znaczenie strategiczne jest mieczem obosiecznym, a sam kraj jest obciążony po prostu hordą problemów.
Dla Rosji, Ukraina jest bardzo ważna. Ważniejsza niż jedna, choćby nie wiem jak potężna baza wojskowa.

oto Paulina Kaufmann

Trudno mi polemizować z pańskimi...

...wyobrażeniami.
P.s.
W kontekście tego:

Rosja bardzo duże znaczenie przywiązuje do bazy w Sewastopolu i ten czynnik został bardzo mocno niedoszacowany. Sewastopol to coś więcej niż tylko baza wojskowa, którą można by było spokojnie zastąpić Noworosyjskiem. Sewastopol to wielki rosyjski mit, sięgający korzeniami czasów wojny krymskiej i II wojny światowej.

Naście lat temu poznałam amerykańskiego sowietologa, poważanego w środowisku i uchodzącego za świetnego analityka. Ponieważ słabo mówiłam po angielsku, przeszłam na rosyjski i... Osłupiałam. Ten człowiek niezbyt dobrze mowił po rosyjsku, w ZSRR nigdy nie był a w Rosji dwukrotnie, za czasów Jelcyna.

oto Equatore

@p. Kaufmann

Trudno mi polemizować z pańskimi wyobrażeniami.

I vice-versa. Niestety, bez podstawowych uzgodnień w strefie faktów, tak to się z reguły kończy.

Naście lat temu poznałam amerykańskiego sowietologa, poważanego w środowisku i uchodzącego za świetnego analityka. Ponieważ słabo mówiłam po angielsku, przeszłam na rosyjski i... Osłupiałam. Ten człowiek niezbyt dobrze mowił po rosyjsku, w ZSRR nigdy nie był a w Rosji dwukrotnie, za czasów Jelcyna.

Całkiem możliwe, że to nie był odosobniony przypadek. Niestety.

oto Maciej Markisz

,,Nieprawda. Celem istnienia

,,Nieprawda. Celem istnienia NATO jest amerykańska hegemonia.'' -

- czyli ktoś, Ktoś lub coś - albo straszne USA - kazało tym wszystkim krajom przez te wszystkie lata do NATO się zapisywać...? Czy tak? USA zmusiło kogoś? Kogokolwiek?

Czy może różne kraje kolejno wstępowały do NATO z wielu powodów, np. z obaw czymś spowodowanych?

oto Skanderbeg

Oczywiście.

Kiedyś działał straszak sowiecki, potem terrorystyczny, teraz rosyjski.
Kto wygrał obie wojny światowe? Oczywiście USA. I chyba prą do III. Każda hegemonia jest niebezpieczna.

oto JJerzy

W kraju ...

... którym rządzi wielki biznes spostrzeżenie jak silnego impulsu rozwojowego dostarczyły dwie wojny światowe, sytuacja narastającego kryzysu, prowadzić może tylko do jednego wniosku: przydałaby się kolejna ...

oto Equatore

Jest duża różnica, która obu panom umyka

W odróżnieniu od I i II WŚ, to USA dziś zajmuje pozycję, która zostałaby utracona w wyniku wojny światowej.
W odróżnieniu od obu wojen światowych, w III-ciej USA uczestniczyłoby od początku, w warunkach posiadania przez inne państwa broni atomowej. USA nie jest już - w przeciwieństwie do okresu przed IIWŚ, niewrażliwa na ciosy.
Taka wojna impulsów rozwojowych nie dostarcza, ale niszczy.
Zresztą i poprzednie wojny niszczyły jej głównych uczestników.
IWŚ oznaczała upadek znaczenia Rosji, Niemiec, Austro-Węgier i Turcji.
IIWŚ oznaczała upadek znaczenia Niemiec (znowu), Wielkiej Brytanii i Francji.
Dzisiaj USA przejęła po Wielkiej Brytanii pałeczkę pana mórz, oceanów i głównej siedziby światowych finansów. W związku z tym, to USA straciłaby to wszystko na skutek wojny.
Gdyby USA nawet taką wojnę wygrała, w rezultacie musiałaby ustąpić swojej pozycji nowym potęgom. Destrukcja światowego handlu i światowego systemu finansowego oznaczałaby natychmiastowy awans tych ośrodków, które nie uczestniczyłyby w działaniach.

Wiarę, że USA świadomie dąży do wojny światowej uważam za równoznaczne z przekonaniem, że indyk o niczym innym nie marzy, jak o przyśpieszeniu niedzieli.
To, że ta wiara jest tak powszechna na PN, jest w sumie smutne i dowodzi, jaką pustynią intelektualną stało się to miejsce. Panowie tak serdecznie nienawidzicie swojej własnej cywilizacji, że jesteście gotowi kibicować każdemu, kto chce nas zniszczyć i dostrzec w nim zalety, których nie ma.

oto JJerzy

Jak już sobie mówimy ...

... o "umykaniu" i ... smutkach, to proponowałbym więcej otwartości, a mniej doktrynerstwa. I więcej wiary w ... obśmiane teorie spiskowe, co to ich nie ma ...
Kilka luźnych uwag ...
Następna wielka wojna wcale nie musi, a nawet na pewno nie będzie wyglądała tak jak poprzednie, więc i jej "produkty" nie muszą, a nawet na pewno nie będą takie jak po poprzednich.
Następne wojny wcale nie muszą, realnie, mieć "umocowania" państwowego. Tak jak w czasie pokoju właściwie rządzą koncerny międzynarodowe (ma pan może jakieś wątpliwości co do prawdziwości tej opinii), tak i wojny będą mniej ... oczywiste. Tak zresztą już jest ... Koszty na wojenki idą z jednej kieszeni (płacą realne budżety), a realne zyski idą do innych, utajnionych, ale na pewno prywatnych kieszeni.
A ta opinia co to kto pierwszy, ten ... frajer, to już pan skądś chyba ... wyssał.
I dalej:

Destrukcja światowego handlu i światowego systemu finansowego oznaczałaby natychmiastowy awans tych ośrodków, które nie uczestniczyłyby w działaniach.

No, jakoś te ... "destrukcje" mają się nijak do realiów współczesnej gospodarki ...
Stąd wymienianie w co drugim zdaniu skrótu USA nie służy przybliżeniu prawdy.
A jak już mowa o martwieniu się, to ja również muszę przyznać, że martwi mnie to, że ktoś kto w sumie potrafi formułować precyzyjne wywody tak upiera się przy tak naiwnych opiniach. To jest oczywiście założenie uprzejme, gdyż nieuprzejme jest mniej ... uprzejme :)

oto Equatore

@p. JJerzy

Następna wielka wojna wcale nie musi, a nawet na pewno nie będzie wyglądała tak jak poprzednie, więc i jej "produkty" nie muszą, a nawet na pewno nie będą takie jak po poprzednich.
Następne wojny wcale nie muszą, realnie, mieć "umocowania" państwowego.

Wojna bez "umocowania" państwowego nie będzie wojną wielką. Wszystko na świecie co się liczy, tak czy inaczej przechodzi przez państwa.

Tak jak w czasie pokoju właściwie rządzą koncerny międzynarodowe (ma pan może jakieś wątpliwości co do prawdziwości tej opinii), tak i wojny będą mniej ... oczywiste.

Koncerny międzynarodowe mające siedzibę w jakimś kraju, rządzą w nim zwykle w tym stopniu, w jakim przedsiębiorca znajdujący się "pod ochroną" mafii rządzą szefem mafii. Haracz też płacą.
Wpływ < władza.

Destrukcja światowego handlu i światowego systemu finansowego oznaczałaby natychmiastowy awans tych ośrodków, które nie uczestniczyłyby w działaniach.
No, jakoś te ... "destrukcje" mają się nijak do realiów współczesnej gospodarki ...

Otóż, mają. Współczesna gospodarka jest zawieszona na bezpieczeństwie globalnej sieci transportowej i komunikacyjnej. Bez przepływu informacji i towarów z kontynentu na kontynent najpotężniejsze państwa świata tracą swoją konkurencyjną przewagę nad resztą.
USA, Chiny, Japonia, Niemcy, Wielka Brytania, Francja, dziesiątki innych - wszyscy są od tego zależni. A USA najbardziej ze wszystkich.
Mikroskopijne konflikty - takie jakie są dzisiaj - nie zakłócają tych sieci. Wojna światowa zrobiłaby to na pewno.
Myśli pan, że np. system GPS funkcjonowałby w warunkach wojny światowej?

oto JJerzy

Ta dyskusja nie ma sensu ...

Czytając pana nie mogę oprzeć się wrażeniu czytania czegoś na kształt Gazety Wyborczej. Zero wątpliwości. Zgoda z oficjalnymi opiniami.
Pan tu, na PN to bywa chyba tylko po to, żeby upewnić się, że jest pan po właściwej stronie.

A poza tym ... pozdrawiam ...

oto Equatore

@p. JJerzy

Nie warto lekceważyć oficjalnych źródeł. W każdych okolicznościach są one podstawowym źródłem informacji, z którym dopiero krzyżuje się inne niż oficjalne.
Nawet jeśli zdarzy się, że oficjalna informacja jest fałszywa, samo stwierdzenie istnienia zakłamania i jego charakterystyki, jest kopalnią informacji.
Jakościowo, w porównaniu, źródła sprzeczne z "oficjalną linią" to jedna wielka... sterta nieczystości, w której, gdzieniegdzie, można czasami nastąpić na coś większej wartości. Kłamstwa, przekłamania, ukrywanie części prawdy, uproszczenia, fałszywe założenia i elementarny brak logiki wnioskowania są tak powszechne, że nie mówią nic.
Różnica nie tkwi zaś w dobrych czy złych intencjach, ale w ilości trudu, jaką ktoś sobie zadał, żeby zbadać prawdę i uporządkować wyniki. "Oficjalni" się bardziej starają.
Pewien siebie jestem tylko wtedy, kiedy mam o czymś wiedzę. Jak nie wiem, to nie piszę, stąd takie wrażenie "zera wątpliwości". Trudno, żeby wątpliwości zasiał zaś we mnie ktoś, kto wie śmiesznie mało. Ktoś mądrzejszy, znacznie łatwiej.
PS. Gdyby miał pan w przypadku prasy trudności w oddzieleniu warstwy faktów od warstwy interpretacji, czy też "wywęszeniu" tej części faktów, która została celowo ukryta, zachęcam do bezpośredniej lektury twórczości agencji prasowych, gdzie ten sam produkt jest w znacznie czystszej postaci.

oto Equatore

@p. Dubitacjusz

Jeśli będziemy się opierać na propagandzie zamiast obiektywnej i bezstronnej ocenie rzeczywistości, to będziemy podejmować szkodliwe decyzje.

Tak właśnie robię od lat i zalecam innym - poszukuję jak najwartościowszych danych, a następnie na ich podstawie staram się dokonywać możliwie obiektywnej oceny.
Rada tego rodzaju jest w moim przypadku zbyteczna, pochodząca od pana właśnie, okraszona pogardliwym "pomogę Panu zrozumieć" - dodatkowo obraźliwa.
Miałbym więcej wyrozumiałości, gdyby nie napisał pan dopiero co postu zawierającego niskiej jakości antyamerykańską propagandę.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.