Polska w trzy lata globalnym mocarstwem!

Czy Polska mogłaby się w ciągu trzech lat wybić na pozycję globalnego mocarstwa? - Moim zdaniem tak. Wystarczy tylko mniej zarozumiałości. Postaram się to zaraz udowodnić.

Tabelka poniżej jest wyciętym fragmentem strony Komisji Statystycznej ONZ. Informuje ona, jaki PKB (GDP - Gross Domestic Product) osiągnęły w 2015 roku KRLD i Polska. Wartości podane są w dolarach amerykańskich.

pl-krld.jpg

Z grubsza rzecz biorąc, my mieliśmy PKB na poziomie 477 mld $, natomiast KRLD tylko 16 mld $. PKB Korei Północnej stanowił zaledwie 3,4% naszego PKB. I przeżyli z niego!

Skoro północni Koreańczycy potrafią funkcjonować za 16 mld $, to ja mam związaną z tym propozycję. Z naszego PKB w wysokości 477 mld $ przeznaczmy na funkcjonowanie społeczeństwa i państwa samą tylko końcówkę 77 mld $ a pozostałymi 400 mld $ spłaćmy jednorazowo wszystkie nasze zagraniczne długi. W jeden rok będziemy całkowicie oddłużeni! No ale czy Polska może funkcjonować za 77 mld $ rocznie? - A dlaczego nie!

W 2015 roku, według Komisji Statystycznej ONZ północni Koreańczycy (jest ich ponad 25 mln) mieli tego swojego PKB po 646 $ na głowę. Nam sama tylko końcówka 77 mld $ dałaby 1995 $ na głowę, czyli ponad trzykrotnie więcej, niż mają północni Koreańczycy. Dlaczego mielibyśmy nie dać rady, mając ponad trzy razy więcej na osobę.

Spójrzmy np. na wyżywienie. Według FAO dzienna dieta mieszkańca KRLD to ponad 2000 kcal i około 60 gramów białka. Trzy razy tyle, to ponad 6000 kcal i około 180 gramów białka. W żadnym państwie świata tyle nie jedzą, bo to nie da się zjeść, jeśli nie jest się super ciężko pracującym mężczyzną. Z każdą inną konsumpcją jest dość podobnie.

Przypomnę w tym miejscu, że w KRLD praktycznie co tydzień otwiera się jakąś nową i nowoczesną fabrykę lub przynajmniej okazały obiekt publiczny. To my, mając w całym państwie do dyspozycji niemal pięć razy tyle (77 : 16 = ok. 5), powinniśmy otwierać takie nowoczesne obiekty niemal po pięć razy w tygodniu, czyli tyle, ile jest dni roboczych. A zatem z tych 77 mld $ możemy realizować zasadę: W całym roku nie ma dnia roboczego, w którym nie otwarto jakiegoś wielkiego i nowoczesnego obiektu.

A co z armią? KRLD ma milionową armię. To proporcjonalnie, z tych 77 mld $, powinniśmy sfinansować pięć razy większą. Ale po diabła nam pięciomilionowa armia! Zróbmy milionową, ale pięć razy lepiej uzbrojoną. Na każdą północnokoreańską rakietę balistyczną, pięć naszych rakiet balistycznych. Na każdy ich okręt podwodny, odpalający rakiety, pięć naszych okrętów podwodnych, odpalających rakiety. Na każdy ich myśliwiec, pięć naszych myśliwców. Będziemy wtedy mieć najpotężniejszą armię świata. I wszystko w ramach tych 77 mld $.

Wyżej opisałem tylko pierwszy rok, w którym spłacimy wszystkie nasze zagraniczne długi. W kolejnych dwóch latach będziemy mieć do zagospodarowania całe 477 mld $. Jeśli będziemy nimi gospodarować na wzór KRLD, to osiągniemy najwyższy w świecie poziom życia. Myślę że jest to cel, dla którego warto pojechać do KRLD (całe nasze władze państwowe), pokłonić się tam Szanownemu Przywódcy Kim Dzong Unowi do samej ziemi i poprosić, by udzielił nam bezcennych wskazówek na temat gospodarowania.

Wszystkie wskazówki Szanownego Przywódcy nasze władze muszą skrzętnie zapisać w kajecikach i absolutnie złotymi literami (trzeba im wyprodukować długopisy piszące złotym kolorem). Nikt na świecie, oprócz Szanownego Przywódcy, nie zna recepty na taki cud gospodarczy, z jakim mamy do czynienia w KRLD. Proponuję tabelkę, porównującą PKB Angoli i KRLD:

angola-krld.jpg

Angola i KRLD mają podobną liczbę ludności (po 25 mln), ale według Komisji Statystycznej ONZ PKB Angoli jest przeszło siedem razy większy. Angola ma też dziesięć razy większą powierzchnię niż KRLD i korzystniejszy dla rolnictwa klimat. Ma także bogactwa naturalne, w tym ropę naftową. Mimo to pozycja Angoli w świecie wydaje się dużo słabsza niż pozycja KRLD. Nie wydaje się też, by Angola zapewniała swym mieszkańcom wyższy standard życia niż KRLD. Nie dziwi więc zainteresowanie Angoli współpracą z KRLD, i to wbrew międzynarodowym naciskom. Angolczycy trzeźwo oceniają sytuację. Może my też powinniśmy trzeźwiej patrzeć na świat.

Tym, którzy wolą jednak nietrzeźwą jankeską wizję świata, polecam niezawodną Marię Kruczkowską z "Gazety Wyborczej", która niecały rok temu wieszczyła nadejście katastrofalnego głodu w KRLD (nie nadszedł):

tuczne-1.jpg

Dowodem na tę nadciągającą klęskę głodu miało być rzekomo zachowanie chińskich sępów, które lecą na zimę do Korei Południowej i muszą przelecieć nad Koreą Północną. Według jankeskiej propagandy w Korei Północnej ludzie masowo mrą z głodu i wszędzie leżą zwłoki. To niby raj dla sępów, ale tylko na pozór.

Walające się po KRLD zwłoki to, prawdę powiedziawszy, same kości. Sęp się na tym nie pożywi. Co najwyżej połamie sobie dziób. Co innego martwy Chińczyk czy południowy Koreańczyk, to jest dla sępa uczta. Stąd chińskie sępy, gdy już zbliżają się do granicznej rzeki Yalu, robią postój, by utuczyć się na Chińczykach. Utuczone przelatują nad KRLD bez jedzenia. Kolejny posiłek dopiero w Korei Południowej. Myślicie że zmyślam? To wklejam stosowny fragment artykułu Marii Kruczkowskiej:

tuczne-2.jpg

Gdyby ktoś chciał cały tekst, to polecam ;-)

oto Piotr Badura Piotr Badura

(1953) Ślązak z dziada pradziada, ducha polskiego, z wielką sympatią do Niemiec. W latach 1989-2014 wydawał i redagował lokalne czasopismo "Beczka" (działalność non-profit) we wsi Brynica w gminie Łubniany
Autor miesiąca Prawicy.net w marcu 2012.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.105265
Ogólna ocena: 4.1 (głosów: 19)

Tematy: 

Dyskusja

oto Krzysztof M

Panie Piotrze... Prośba...

Panie Piotrze... Prośba... Jeśli już link, to z zaznaczeniem, że to GW... :-)

oto Krzysztof M

Przepraszam. Wzajemności.

Przepraszam. Wzajemności.

oto chłop jag

Pamiętam tzw. przebitkę

gdzie w peweksie za jedną markę niemiecką - można było kupić pół basa żytniej - która wtedy nadawała się jeszcze do picia - tołażysze.
Wniosek?
Już wtedy PRL była potęgą - ponieważ polskich i nie tylko polskich Niemców jadących do PRL - owa PRL czyniła tutaj paniskami - tołażysze.

oto Klincz

Szanowny Pan Piotr

w artykule dobitnie wykazał poziom złodziejstwa w demokraturowym mafijnym kapitalizmie panującym w Polin.
No i Pan Piotr, proponując, żeby Polska spłaciła długi, zapomina chyba jak kończą kraje, które zadłużenia nie miały: Irak, Libia.
Gdyby jakimś cudem udało się Polsce spłacić długi i ośmieliłaby się ona nie zaciągać nowych, to UPAiński "Majdan" byłby "pikusiem" przy tym co zaserwowaliby Polsce "sojusznicy"...

oto Piotr Badura

O niczym nie zapominam

Szanowny Panie Klinczu

W sierpniu 2015 na Prawicy.net dałem link do filmu, w którym John Perkins, były pracownik Banku Światowego, opisywał mechanizm zadłużania i ekonomicznego podboju krajów Trzeciego Świata. Ponieważ krótko potem link przestał działać, to dałem nowy. Też przestał działać. Dałem jeszcze inny, ale też go zablokowano. Aby nie wklejać nieustannie nowych linków, w sytuacji gdy ktoś wciąż ten film kasuje, przepisałem całą ścieżkę dźwiękową filmu i wkleiłem ją w czterech odcinkach jako komentarze (1, 2, 3, 4).

Z kolei w styczniu 2016 pisałem na Prawicy.net o zamordowaniu Nicolae Ceaușescu i jego żony. Przywódcę Rumunii zamordowano po tym, jak Rumunia spłaciła swe zagraniczne długi do ostatniego centa. Moim zdaniem właśnie dlatego go zamordowano. Zrobili to Rumuni, będący agentami zagranicy, na polecenie tejże zagranicy i według opracowanego przez nią scenariusza.

Nie zapominam zatem, jak kończą przywódcy państw, którzy nie pozwalają na założenie swym narodom obroży niespłacalnego nigdy zadłużenia. Polecam Pana uwadze nie tylko rumuński tekst, ale i dyskusję pod nim. Będzie Pan sobie mógł wyrobić pogląd, kto na Prawicy.net jest żarliwym obrońcą modelu zakładania podbitym narodom obroży niespłacalnych długów.

Jeśli zaś chodzi o szacunek północnokoreańskiego PKB, dokonany przez Komisję Statystyczną ONZ, to cały mój tekst był żartowaniem sobie z tego szacunku. PKB Korei Północnej jest nieporównanie wyższy. Nie może on jednak być wyliczony metodą, stosowaną przez Komisję Statystyczną ONZ. Dlatego na użytek takich dyskusji, jak na na Prawicy.net, PKB Korei Północnej należy szacować po znamionach zewnętrznych.

Piąte przez dziesiąte wiemy jak jedzą północni Koreańczycy. Wartość przeciętnej dziennej diety należy przemnożyć przez 365 dni a potem przez 25 mln obywateli i wyliczy Pan ile trzeba wrzucić do PKB z tytułu jedzenia. Dla przykładu: jeśli przyjmie Pan, że statystyczny północny Koreańczyk je dziennie zaledwie za 2 dolary (a je drożej), to otrzyma Pan:
2$ x 365 x 25.000.000 = 18 250 000 000 $ = 18,25 mld $
A zatem nawet tak śmiesznie tanio policzone wyżywienie, to już więcej niż cały, podawany przez Komisję Statystyczną ONZ, PKB Korei Północnej. A gdzie mieszkania, odzież, buty, usługi medyczne, oświatowe, administracja etc.? A gdzie armia, program kosmiczny itd.? Z tego oczywiście nie wynika, że statystycy ONZ kłamią. Z tego wynika tylko, że stosowana przez nich metoda szacowania PKB w przypadku KRLD zawodzi kompletnie.

Pozdrawiam serdecznie

oto Klincz

Szanowny Panie Piotrze.

Ja się nie urodziłem wczoraj. Jestem obeznany chyba ze wszystkimi informacjami w typie wiadomości o Johnie Perkinsie i podobnymi.
Poza tym, mam za sobą lekturę wszystkich dostępnych na prawica.net (archiwum także) pańskich publikacji. :)

Pozdrawiam serdecznie.

oto Klincz

Dodam coś jeszcze.

Istotne jest to, że te 16 miliardów dolców PKB Korei Północnej, to twarda prawdziwa waluta, wyrażona dobrami materialnymi służącymi Koreańczykom. To zakłady pracy, szkoły, budownictwo mieszkalne, itd.

Polskie 477 miliardów to bezwartościowe papiery dłużne, służące do obsługi lichwy, z których tylko niewielka część została zużyta na konsumpcję i tzw. usługi.

oto wzl

PKB

Polskie 477 miliardów to bezwartościowe papiery dłużne, służące do obsługi lichwy, z których tylko niewielka część została zużyta na konsumpcję i tzw. usługi.

Chyba nie do końca tak. Co innego PKB, a co innego rynek kapitałowy.

Produkt krajowy brutto, PKB (ang. gross domestic product, GDP) – w ekonomii, jeden z podstawowych mierników efektów pracy społeczeństwa danego kraju stosowany w rachunkach narodowych. PKB opisuje zagregowaną wartość dóbr i usług finalnych wytworzonych przez narodowe i zagraniczne czynniki produkcji na terenie danego kraju w określonej jednostce czasu (najczęściej w ciągu roku).

PKB jest jednak krytykowany z wielu powodów, a jednym z nich jest to, że

nie odzwierciedla faktu, że nie cały wypracowany PKB trafia do obywateli w postaci bezpośredniej (pensje) lub pośredniej (świadczenia, zasiłki itp.) – część PKB transferowana jest w formie zysków za granicę.

Oba cytaty pochodzą z Wikipedii. Z tego, co powyżej, to wynika, że polskie PKB, jakkolwiek wysokie w porównaniu do Korei Północnej, to nie wszystko jest do dyspozycji Polaków, a to co jest, nie jest z pewnością dzielone tak jak w Korei Północnej. Tak więc propozycja Autora, by 400 miliardów przeznaczyć na spłatę długu, jest tylko pobożnym życzeniem.

A globalnym mocarstwem nie zostaje się, ot tak sobie. Nawet jeśli nastąpi schyłek potęgi USA, czyli głównego filaru tego globalnego mocarstwa, będącego końcowym efektem Imperium Brytyjskiego, to raczej nie będzie następcy, choć niektórzy widzą na wolnym miejscu Chiny. Można oczywiście sięgnąć do analogii tj. do Imperium Rzymskiego. Po jego upadku nie pojawiło się żadne inne, które zajęłoby jego miejsce. Dopiero 1000 lat później zaczęło powstawać Imperium Brytyjskie.

Imperium Brytyjskie było pierwszym imperium globalnym, choć tej nazwy nie używano. Dopiero za sprawą internetu, a wraz z nim, za sprawą swobodnego i szybkiego przepływu kapitału, zaczęto uświadamiać sobie naturę tego imperium.

To globalne imperium jakby "spina" cały świat. Po jednej stronie Atlantyku jest Wielka Brytania, po drugiej - USA. Po jednaj stronie Pacyfiku jest USA, po drugiej - Australia i Nowa Zelandia. Na południu Afryki - RPA. Od północy Oceanu Indyjskiego - Indie, które, mam takie wrażenie, są dalej kolonią, tyle że tym razem, bardziej USA niż WB. Tak więc Ocean Indyjski ograniczają Indie - od północy, RPA - od zachodu i Australia - od wschodu.

Chiny i Rosja zawsze były imperiami kontynentalnymi, a nie - globalnymi. "Załatanie" dziury po ewentualnym upadku obecnego imperium globalnego wcale nie będzie takie proste. I nie chodzi tu tylko o fizyczne rozlokowanie w kluczowych punktach globu. Chodzi też o narzucenie własnego systemu finansowego, ale też nie tylko o to. Imperium Brytyjskie a później Ameryka było otwarte na emigrację, głównie z Europy, ale też z Azji. Potęgę Ameryki budowały wszystkie kraje europejskie, Japończycy i Chińczycy.

Tak też było w starożytnym Rzymie. To było kosmopolityczne miasto, do którego ciągnęli mieszkańcy najodleglejszych zakątków imperium. I kiedy tam przybyli, asymilowali się i stawali się Rzymianami, podobnie jak mieszkańcy krajów europejskich, którzy stawali się Amerykanami. Czy stać na coś takiego Chińczyków? Czy cała ich obecna pozycja nie wynika z tego, że Zachód przeniósł tam swoją produkcję i nadal jest właścicielem tego, co tam przeniósł? A więc korzystają z infrastruktury globalnego imperium. Nie oni je stworzyli, ale korzystają. A co się stanie, jak globalne imperium upadnie? Chińczycy to nie Anglicy i Amerykanie. Nawet jeśli będą próbowali coś stworzyć, to będzie to zupełnie coś innego.

oto Eowina

Bardzo ciekawe zagadnienie.

Czy stać na coś takiego Chińczyków? Czy cała ich obecna pozycja nie wynika z tego, że Zachód przeniósł tam swoją produkcję i nadal jest właścicielem tego, co tam przeniósł? A więc korzystają z infrastruktury globalnego imperium. Nie oni je stworzyli, ale korzystają. A co się stanie, jak globalne imperium upadnie? Chińczycy to nie Anglicy i Amerykanie. Nawet jeśli będą próbowali coś stworzyć, to będzie to zupełnie coś innego.

Tak to wyglądało w niedawnej przeszłości. Obecnie sytuacja się zaczyna odwracać. To Chiny inwestują na różnych kontynentach. W Afryce Chiny są w ponad 50ciu państwach. Chiny inwestują też w USA.
china-global-investment-heritage-flickr.jpg

oto wzl

Inwestycje

No właśnie! Czy same inwestycje są wystarczające do tego, by stworzyć imperium globalne. Nie tylko Chiny inwestują za granicą. Już w drugiej połowie XIX wieku Niemcy szukali zbytu dla swoich towarów. Jednym z miejsc, które sobie upatrzyli była Ameryka Południowa. I trzeba przyznać, że nieźle tam się okopali, skoro skoro wielu Niemców po upadku Rzeszy tam właśnie uciekło. Nie przypadkiem. Śladów niemieckich jest tam wiele i to nie tylko w zakresie inwestycji. Astrud Gilberto, ta od bossa novy (The Girl from Ipanema), to Astrud Weinert. Jej ojcem był Niemiec. Zresztą Niemcy inwestowali nie tylko w Ameryce Południowej. Afryka Północna i Namibia to kolejne przykłady, że nie wspomnę o Turcji. Jak ktoś pamięta "Stawkę większą niż życie", to pamięta "wypad" agenta "J 23" do Stambułu. A Europa Wschodnia? Tu nawet nie trzeba się wysilać. Ja często widuję samochody niby polskiej firmy budowlanej, które mają niemiecką rejestrację i na pace mają napis: Wir kommen Ihren Traumen entgegen. To można przetłumaczyć jako: Wychodzimy naprzeciw Państwa marzeniom. W tle tego napisu jest domek jednorodzinny, więc nie jest trudno rozszyfrować ten napis.

Tak więc same inwestycje, to nie jest jeszcze powód, by twierdzić, że za tym nastąpi globalne zniewolenie. To, jak powstają imperia i jakie czynniki przyczyniają się do ich powstania, to jest kwestia dyskusyjna. Imperium Brytyjskie jest dziełem wyjątkowym i wielu zastanawiało się nad tym, jak ono powstało. Niektórzy nawet pisali na ten temat książki. Jednym z nich był Kazimierz Dziewanowski. Jego "Brzemię białego człowieka" Jak zbudowano Imperium Brytyjskie, jest nie tylko niezwykle interesującą książką o dziejach tego Imperium, ale jest też napisaną niezwykle piękną polszczyzną, już dziś niespotykaną. Bez tego nie sposób zrozumieć, czym było Imperium Brytyjskie. Sami Anglicy zresztą nie kryli, że często inspiracją dla nich było Imperium Rzymskie.

Ja nie neguję, że rola Chin w świecie wzrasta, ale dalej ich inwestycje na różnych kontynentach, to nie to samo, co Ameryka, Australia, Nowa Zelandia, RPA. To są kraje tego samego języka, tej samej kultury i tego samego systemu wartości. Być może Chińczycy zdominują świat, ale będzie to zupełnie coś innego. Na razie, to poruszają się w systemie finansowym wypracowanym przez Anglosasów do spółki z Żydami. Dopóki nie zlikwidują tego systemu i będą tylko jednym z jego elementów, to nie zdominują świata.

oto Eowina

Trzeba zdefiniować co to jest imperium, w dodatku globalne.

Każde imperium jest inne i jest pochodną mieszaniny kultury budowniczego z kulturą miejsca w którym jest budowane. Imperium nie musi oznaczać jakiegoś nadzwyczajnego zniewolenia. Robotnikowi jest wszystko jedno dla kogo pracuje, a ten pracodawca jest lepszy, który lepiej płaci.

Chińczycy są bardzo grzeczni i pracowici, mają dużo ludzi, więc w zasadzie swoje imperialne zapędy obsługują sami. Budują koleje, elektrownie, dowożą towary i zostawiają rachunek do zapłacenia.

oto wzl

Definicja

Definicję imperium znajdzie Pani w Wikipedii, a imperium globalne, to takie, które obejmuje cały glob, czyli świat. Pisze Pani, że Chińczycy zostawiają rachunek do zapłacenia, ale czy ci, głównie w Afryce, wiedzieliby co to jest "rachunek do zapłacenia", gdyby tam wcześniej nie było Anglików, Francuzów czy Portugalczyków. A nawet sami Chińczycy! Czy oni byliby tacy "do przodu", gdyby nie było Singapuru czy Hongkongu? Oni są zdolni, szybko uczą się, ale nadal jest to poruszanie się w świecie stworzonym przez Anglosasów.

oto Eowina

Imperium musi mieć imperatora.

Brytyjska królowa miała wicekrólów w koloniach, którzy organizowali życie społeczno-gospodarcze w podległych koloniach. Brytyjczycy bogacili swoje wyspy i swoją królowa.

Stany Zjednoczone odziedziczyły po Brytyjczykach język, strukturę państwa, ale nie mają imperatora. Stany mają prezydenta, który jest "liderem wolnego świata", a wolności tego świata pilnują amerykańskie bazy, które drogo kosztują. Tylko to nie jest globalizacja, globalizacja jest gdzie indziej.

Globalizacja jest pod kontrolą międzynarodowej finansjery i międzynarodowych korporacji, które nie znają ograniczeń panstwowo-rządowych, bo jest "free market". Prezydenci "wolnego świata" żyją z podatków, a jak brakuje dochodów podatkowych, to popadają w zadłużenie od tej właśnie finansiery. Finansjera żyje własnym życiem i ma się dobrze.

Chiny w odróżnieniu od "wolnego świata" przynajmniej na razie, dysponują zasobami, które w dużej mierze są własnością państwa. Stąd globalizacja chińska tym różni się od każdej innej, że państwo jest imperatorem.

rachunek do zapłacenia", gdyby tam wcześniej nie było Anglików

Zaplata jaką potrzebują Chiny, jest przeważnie w ziemi. Jak to ma się do wcześniejszej kolonizacji, trudno mi ocenić. Myślę jednak, że związek jest niewielki .

oto wzl

Chińska globalizacja

Chiny są tak samo uzależnione od, jak to Pani ujęła, międzynarodowej finansjery i międzynarodowych korporacji, jak i inne państwa. Tak samo drukują pusty pieniądz jak Fed i mają ten sam problem z zadłużeniem. Są bardzo uzależnieni od eksportu, co oznacza, że gdy nastąpi krach na rynkach, na które one eksportują, to i one to odczują. Chiny są częścią tego systemu i jako takie będą również ponosić konsekwencje jego załamania.

oto Eowina

Ja nie wiem co będzie, ja piszę o tym co jest.

A to co jest, to łatwo zauważyć. Chiny rosną w potęgę i dominują w każdej dziedzinie.

oto Marek Bekier

Pomyślałem, że warto

Pomyślałem, że warto popatrzeć na sprawę od strony pojedynczego człowieka. Skoro Polska jako całość ma ograniczyć wydatki z prawie 500mld do trochę poniżej 80mld to znaczy, że każdy Polak, ja też, powinien proporcjonalnie zrobić to samo. Znaczy to, ze mam ograniczyć wydatki około sześciokrotnie! Na początku brzmi strasznie ale zacząłem kombinować i wyszło mi, że dam radę! Oto moje pomysły redukcji wydatków liczonych miesięcznie (tak zwykle planuję ale jak zrobię tak w każdym miesiącu to w roku też będzie dobrze).
1. Całość jedzenia w domu, wszystko w oparciu o najtańszą, nieprzetworzoną żywność. Oszczędność około 300zł.
2. Wynoszę na strych telewizor. Koniec abonamentu na satelitę. Oszczędność 50zł.
3. Każdy w domu ma telefon na abonament. Zostawiam jeden. Oszczędność około 250zł.
4. Wyrejestrowuję jeden samochód. Drugi zostaje tylko na wyjazdy do rodziny i na wakacje. Chodzimy do pracy i do szkoły pieszo. Oszczędność około 500zł.
5. Koniec z kinem i innymi tego typu rozrywkami. Oszczędność około 300zł.
6. Przestaję kupować książki. Można przecież wypożyczać za darmo. Oszczędność około 100zł.
7. Przestaję spłacać kredyt na dom. Kredyt jest hipoteczny niech sobie bank zabierze dom, my możemy sobie wynająć jakieś tanie mieszkanko. Oszczędność około 800zł.
8. Można przestać kupować ubrania a jak już się będą rozlatywać to tylko tanie z lumpeksu. Oszczędność około 500zł.
9. Przestanę zaglądać na prawica.net. Rezygnuję z internetu. Oszczędność 50zł. Ba, nawet jednorazowo zarobię coś ze 3tys zł. sprzedając wszystkie (trochę przechodzone) komputery.
Jeszcze parę pomysłów miałem w głowie ale nagle sobie uświadomiłem, że jak wszyscy zrobią podobnie to:
- ze względu na 1) zbankrutują liczne restauracje i sklepy spożywcze;
- ze względu na 2) szlag trafi TV publiczną i satelitarną;
- ze względu na 3) nie mają szans telefonie wszelakie;
- ze względu na 4) padną zakłady serwisowe, komisy i salony;
- ze względu na 5) instytucje rozrywkowe są bez szans;
- ze względu na 6) jest po księgarniach;
- ze względu na 7) banki udławią się nieruchomościami;
- ze względu na 8) łódzkie włókniarki stracą ostatecznie pracę i możliwość zamążpójścia;
- ze względu na 9) nasz kochany Admin się zapłacze i nawet nie będzie mógł sobie odbić na doradztwie w dziedzinie paliw bo przecież wcześniej był punkt 4.
Z rozpaczy zacząłem siwieć i łysieć więc zaprzestałem dalszych poszukiwań. Na szczęście okazało się, że łysiałem i siwiałem wcześniej więc nic takiego się nie stało.

oto Robercik

:) Wpis pana Badury odebrałem

:) Wpis pana Badury odebrałem jako pisany z przymrużeniem oka, a komentarz krytykujący metodykę liczenia PKB mnie w tym utwierdził.
Mamy taką myśl: skoro Koreańczycy żyją za niewielki ułamek budżetu Polaków, to Polacy powinni być już na kosmicznym etapie rozwoju, tzn. mieć ogromne nadwyżki. Jakoś nie widzę polskiego programu kosmicznego, budowy wspaniałych parków miejskich, budowy metra w różnych miastach, pałaców, eksplozji sztuki oraz....potęgi militarnej.

oto YogiBeer

Czy nie jest smutne, że

Czy nie jest smutne, że reszta komentatorów się nie połapała, że to szyderstwo?

oto Eowina

Nie chcem, ale muszem. Myślałam, że przetrzymam

bzdury p. Badury, ale nie mogę.

Dochód Narodowy, to nie jest gotówka, to są towary; chleb, benzyna, nowe domy, mleko, itp.
Aby to zamienić w gotówkę, to trzeba wszystko sprzedać ...za granicę. W kraju zostanie koreańskie minimum, które będzie rozdzielone kartkowo.
Panie Marku Bekier, Pan nie musi się martwić, bo Pan jako nauczyciel, nie tworzy Dochodu Narodowego. Panu nikt nie da pieniędzy. Dostanie Pan kartki na przepisany przydział i szlus. Nie będzie podatków do budżetu, bo wszystko będzie sprzedane na spłatę zadłużenia.

Jeżeli sprzedaż się powiedzie (trzymam kciuki), to wszystkie zakłady będą pracować pełną parą, bo człowiek z karabinem będzie tego pilnować, aby znowu sprzedać za granicę.

Życie przy niskim Dochodzie Narodowym, to nie jest coś czym można się chwalić i być dumnym.
(Zresztą życie na kredyt, też nie jest zaszczytem)

oto Piotr Badura

Nie tłumaczyłem, jak się liczy "dochód narodowy"

Szanowna Pani Eowino

Ponieważ zdarza się, że od moich sympatyków dostaję na adres e-mail opinie, że niezbyt elegancko zareagowałem na ten czy ów Pani komentarz, to pozwoli Pani, że najpierw zwrócę się do nich.

Szanowni Krytykanci
Jeśli pani Eowina używa określenia "bzdury p. Badury", to tym samym upoważnia mnie do używania np. określenia "wypociny p. Eowiny". Trzymam się bowiem zasady: jak piszesz, tak będzie ci odpisane. Gdy więc użyję kiedyś takiego określenia, to proszę darować sobie mejlowe krytyki ;-)

Szanowna Pani Eowino

Mój artykuł nie tłumaczył, jak się prawidłowo liczy "dochód narodowy". Mój tekst był prześmiewczy i wskazywał, że przyjęta przez Komisję Statystyczną ONZ metoda szacowania PKB Korei Północnej całkowicie zawodzi.

Pani uważa, być może, że Komisja Statystyczna ONZ liczy północnokoreański PKB sumując wartość wytworzonych tam dóbr i usług. W żadnym razie tak nie liczy. Zwrócę Pani uwagę, że wspomniana Komisja opiera się o dane np. FAO, zgodnie z którymi np. w 2014 roku w KRLD zebrano mniej więcej: 5,5 mln ton ziarna zbóż (głównie ryż i kukurydza), 2 mln ton ziemniaków, 3,5 mln ton warzyw, 2 mln ton owoców, 500 tys. ton batatów (nie wiem czy one do warzyw więc podaję oddzielnie), 350 tys. ton ziarna soi i 315 tys. ton ziarna fasoli. Ceny z 2014 nie są trudne do znalezienia. Może Pani policzyć, ile to powinno było dać w PKB.

A przecież są jeszcze rośliny przemysłowe (np. tytoń, czy rośliny na włókno), jest produkcja zwierzęca rolnictwa (z takim np. działem, jak znaczące w świecie jedwabnictwo), jest rybołówstwo, jest też leśnictwo (drewno) i łowiectwo. Ponadto KRLD to przede wszystkim potężny przemysł: Kopalnie, huty, elektrownie, fabryki włókiennicze, odzieżowe, obuwnicze, przemysł maszynowy, chemiczny, przemysł materiałów budowlanych, przemysł meblowy, stoczniowy etc., etc. No i jeszcze ogromne budownictwo, transport, nauka, edukacja, służba zdrowia, administracja, wojsko etc. I Pani zdaniem po zsumowaniu tego wszystkiego za 2014 rok wyjdzie 17 mld $? Bo Komisji Statystycznej ONZ tak wyszło. Oni chyba liczą inaczej, niż Pani twierdzi. Nie ze mną więc Pani polemizuje, a z Komisją Statystyczną ONZ.

Pozdrawiam serdecznie

oto Eowina

W którym miejscu jest prześmiewczy?

Mój artykuł nie tłumaczył, jak się prawidłowo liczy "dochód narodowy". Mój tekst był prześmiewczy i wskazywał, że przyjęta przez Komisję Statystyczną ONZ metoda szacowania PKB Korei Północnej całkowicie zawodzi.

A jak ta prześmiewczość ma się do zestawienia z polskim PKB?
Mąci Pan ludziom w głowie tymi ćwiećprawdami, agitkami koreańskimi i udaje, że chodzi o coś zupełnie innego.

oto Piotr Badura

No właśnie na tym zestawieniu!

Szanowna Pani Eowino
Prześmiewczość polegała na zestawieniu PKB Polski i KRLD (100 : 3,4), z którego to zestawienia wynikałoby, że KRLD to przy nas pryszcz, a to przecież absurd.
Pozdrawiam serdecznie

oto Piotr Badura

Cicho! Wiem...

Szanowna Pani Eowino

Wiedziałem, że moja odpowiedź nic Pani nie da, ale uprzejmość nakazuje odpowiedzieć.

Uczestników tej dyskusji można by podzielić na dwie kategorie:
1) Wierzących, że proporcja PKB Polski i KRLD wynosi 100 : 3,4
2) Rozbawionych tym, że można wierzyć, iż proporcja PKB Polski i KRLD wynosi 100 : 3,4.

Pani wydaje się mocno tkwić w pierwszej kategorii. Ma Pani do tego pełne prawo, bo mamy wolność wyznania i każdy może wierzyć w co tylko zechce.

Pozdrawiam serdecznie

oto Eowina

Ja nie należę do żadnej kategorii wierzących w PKB

i KRLD. Mnie to mało interesuje, a informacje jakie są serwowane, nie są wiarygodne ani z jednej ani z drugiej strony.

Mnie chodziło jedynie o używanie PKB jako narzędzia do fantazjowania w sprawie spłaty polskiego zadłużenia. Przedstawiony przez Pana sposób jest bez sensu, bo PKB mimo, że jest liczone w takiej czy innej walucie, nie jest gotówką, więc spłata kredytu nie jest możliwa w takiej formie jaką Pan serwował. Nie widzę w tym nic śmiesznego, raczej jest to bezsensowne i dziwaczne. mówiąc delikatnie.

oto Krzych Adam

Cóż Pani chce, Pani Eowino?

Ja kiedyś próbowałem z p. Badurą dyskutować rzekome wioski potiomkinowskie. Na zasadzie, że jak można określić rzekomym coś co już było rzekome zanim nawet to słowo zostałe użyte. Znaczy czy wtedy mamy do czynienia z rzekomością do kwadratu, czy też tylko z masłem maślanym. Do dziś tego nie wiem, tylko się dowiedziałem, że zupełnie niesłusznie się czepiam. Bo potiomkinowska rzekomość rzekomych potiomkinowskich wiosek jest niepodważalna. W związku z tym już nigdy więcej dyskutować z p. Badurą nie mam zamiaru. Czego i Pani życzę.

oto Skanderbeg

Szanowny panie Marku.

Gdyby wszyscy zaczęli ostro oszczędzać (myślę o tzw. zwykłych obywatelach), to nagle różne firmy zaczęłyby padać. Bo dużo mniej towarów i usług byłoby kupowanych.

oto Marek Bekier

Niezupełnie. Keynes chciał

Niezupełnie. Keynes chciał nakręcać popyt m.in. przez inflację i kredyty. Ja jedynie nie chcę sztucznie zmniejszać popytu tylko po to by w rok spłacić kredyty choć były one bezmyślnie i w myśl Keynesa zaciągnięte. Tu gdzieś jest jakaś droga rozsądku, której nie potrafię jednoznacznie wskazać. Myślę, że na dobry początek wystarczyłoby nie zaciągać nowych kredytów i poważnie pomyśleć o redukcji wydatków rządowych. Obawiam się, że całość działań naprawczych wymaga rozłożenia kilkanaście lat albo i dłużej.

oto Dubitacjusz

Przecież wiadomo, że kredytów państwa nie da się

spłacić w 1 rok. Droga rozsądku to redukcja wydatków, BTW określenie "rządowe" sugeruje, jakoby rząd wydawał na siebie, a wydaje na nas.

oto Eowina

A co należy zrobić z produktami, których Pan nie kupi?

W jaki sposób można tymi produktami spłacić kredyty?

sztucznie zmniejszać popytu tylko po to by w rok spłacić kredyty

oto Krzysztof M

Oto moje pomysły redukcji

Oto moje pomysły redukcji wydatków liczonych miesięcznie

Powiem panu, jak te możliwości oszczędzania wyglądają u znajomego:

2 - 35
8 - 60
9 - 50
reszta - 0

Pan dobił do 3.000. Znajomego stać na ok. 150. Stosunek 1/20. Ktoś się musi bardziej postarać. Kto?

oto Marek Bekier

Panie Krzysztofie, mi się nie

Panie Krzysztofie, mi się nie chciało myśleć za bardzo. Uznałem, że każdy niech spróbuje mniej więcej 6-krotnie zmniejszyć wydatki i po sprawie. Kwoty podałem z pamięci czyli z niczego albo bardzo szacunkowo. Tak naprawdę chciałem jedynie wykazać, że jak ja (i inni) zredukuję wydatki to ci co na moich wydatkach zarabiali zwyczajnie zbankrutują.

oto Mar.Jan

Rzuciłem okiem na wygibasy statystyczne pana Piotra i cóz widzę:

Uwagi pana Piotra na temat przewagi finansowej Polski nad Koreą są słuszne, o ile cyferki wynikające ze statystyl sa prawdziwe. Trzeba tylko zdac sobie sprawe, czego autor starannie unika, że PKB to nie sa DOCHODY gotówkowe państwa, które można sobie wydac na cokolwiek się zechce. Trzeba najpierw odjąc koszty funkcjonowania panstwa, jego zobowiązania, spłaty długów, utrzymanie nierentownych działó gospodarki z ZUSem na czelem i tak dalej...
W rezultacie w kasie zostaje mniej więcej -60 mld złotych (słownie: MINUS 60 mld zł!)
Mają tak bogate zasoby gotówkowe można sobie zaplanowac co najwyzej zmniejszenie liczebności armii, emerytur oraz zawartości kalorycznej diety statystycznego obywatela.
Lub zaciągnąc nowe pozyczki na poczet spłaty dotyczczas zaciągniętych. POlityka godna jakiegos półdebilla mającego 6 klas szkoły podstawowej i to skończonych w wielkim trudzie, który myśłi, że źródłem finansowania państwa sa bankomaty z których premier wyciąga gotówkę. A taka wlasnie politykę "ekonomiczną" prowadzi od pokoleń każdy kolejny rząd PRL-bis!

oto Eowina

Panie, Pan nawet nie rozróżnia budżetu państwa od PKB.

PKB to nie sa DOCHODY gotówkowe państwa, które można sobie wydac na cokolwiek się zechce. Trzeba najpierw odjąc koszty funkcjonowania panstwa, jego zobowiązania, spłaty długów, utrzymanie nierentownych działó gospodarki z ZUSem na czelem i tak dalej...

Te wywody nie mają sensu. PKB nie jest dochodem gotówkowym!!!

Produkt Krajowy Brutto (PKB) jest to wartość wszystkich finalnych dóbr i usług wyprodukowanych w danym kraju w danym okresie.

Dobra, które się produkuje i zużywa w ciągu roku, z wyjątkiem dóbr trwałych.

oto JJerzy

Pani Eowino ...

... Mar.Jan ma zwyczaj dyskutować z samym sobą, więc generalnie co pisze nie ma znaczenia, bo pisze do siebie ... Dla połechtania swego ego (w końcu człowiek musi czasem porozmawiać z kimś inteligentnym). Chyba, że chce Pani "odkryć" u siebie wypowiedzi, których Pani nie ... popełniła.

oto Mar.Jan

Niestety, to pani Eowina kompletnie nie wyczuwa o czym mowa!

Informuje: pan Badura ogłosił (byc może prawdziwie), że PKB KRLD wynosi 16 mld$.
Następnie napisał bzdure kosmiczną, że Koreańczycy moga przezyc (jako państwo) rok za 16 mld$.
Wynika z tego, że pan Badura nie odróznia PKB od budżetu państwa, który mozna co najwyżej utożsamić z DOCHODEM państwa. Jak brakuje dochodu państwu, to sie państwoi zadłuża, drukując albo poyczając pieniądze.
W sklad PKB wchodzą KOSZTY uzyskania tej całej produkcji. PKB to statystyczna wartośc umożliwiająca porównanie wielkości gospodarek poszczególnych państw. I na tym koniec!
Wyciąganie takich wniosków jak to czyni pan BAdura NIE MA SENSU!.
Państwo, generalnie, powinno wydawac mniej niz uda mu się zebrac w postaci podatków, wszelkich obowiązkowych i dobrowolnych danin oraz nadwyżki zysków z państwowych przedsiebiorstw. Te kwoty (wpływy i wydatki budżetowe) mają bardzo mało wspólnego z PKB. Istnieje oczywiście zaleznośc, ale nieliniowa. Nie ma stałego związku. Może funkcjonowac państwo o bardzo duzym PKB i zadłuzone do granic bankructwa (np. USA) oraz może istniec państwo o stosunkowym małym PKB, które ma wiecej pieniędzy do wydania niz potrzebuje (nie umiem wynienić żadnego takiego państwa ;))
Spuszcze zasłonę i nie bede komentował głupoty tego co napisała pani EOwina na mój temat, podobnie jak nadęty poczuciem swej misji sprzeciwiania sie MarJanowi w każdej sytuacji JJerzy...

oto Robercik

Idzie dwóch panów (Iksiński i

Idzie dwóch panów (Iksiński i Igrekowski), nagle dostrzegają na drodze krowie placki. Iksiński proponuje, że zapłaci Igrekowskiemu 1000zł za zjedzenie placków. Igrekowski zgadza się, zjada, inkasuje nagrodę. Idą dalej, a tu następy placek. Teraz Igrekowski proponuje nagrodę 1000zł za zjedzenie placka. Iksiński zgadza się, zjada, inkasuje nagrodę.

Idą dalej, idą, idą.....i nagle Iksiński wypala: my się chyba za darmo g najedliśmy. :(
Na to Igrekowski. Nie! Wcale nie! Stworzyliśmy 2 miejsca pracy i podnieśliśmy PKB o 2000zł.

oto Piotr Badura

Bardzo celne, gdy chodzi o PKB tzw. Zachodu, tyle że nie ma mowy

...o stworzeniu dwóch miejsc pracy, ale o wykonaniu dwóch "usług". PKB wysoko rozwiniętych państw tzw. Zachodu, opiera się głównie o "usługi".

Szanowny Panie Roberciku

Podam inny przykład, bardziej realny. Staszek mieszkał w malowniczym małym miasteczku, gdzie raczej nie było pracy, a już tym bardziej zgodnej z jego dość wyszukanymi kwalifikacjami. Znalazł jednak pracę w odległym o 60 km wielkim mieście za 6.000 zł na rękę.

Dojazd do pracy zabierał mu dobrze ponad godzinę w jedną stronę, bo połowa trasy biegła lichymi drogami lokalnymi przez wioski a połowa wprawdzie dobrymi, ale korkującymi się niemiłosiernie w godzinach szczytu (tak głupio wypadało, że rano wszyscy pchali się samochodami do wielkiego miasta, a po południu wszyscy wracali). Paliwo na dojazdy kosztowało miesięcznie 800 zł, amortyzacja samochodu drugie tyle.

Niedawno w miasteczku powstała firma (może raczej firemka), która potrzebowała pracownika o Staszka kwalifikacjach, ale nie była skłonna płacić więcej niż 3.500 na rękę. Staszek nie zastanawiał się długo. Odszedł z pracy w wielkim mieście i zatrudnił się w firemce, do której miał 3 minuty pieszo.

Formalnie rzecz biorąc, bardzo zbiedniał, z 6.000 zł na 3.500 zł, czyli o 2.500 zł miesięcznie. Ale przecież 1.600 zł kosztowały go dojazdy, więc należałoby mówić o stracie 900 zł miesięcznie. Zyskał jednak 60 godzin miesięcznie, traconych wcześniej na dojazdy.

Zyskane 60 godzin pozwala mu wykonywać samodzielnie różne prace domowe, np. remonty, które wcześniej zlecał, płacąc za nie. Ponadto wsparł żonę w ogródku przydomowym (a relaksuje go to zajęcie), dzięki czemu w sezonie warzywa i owoce mają niemal wyłącznie własne. To są oszczędności pokrywające te 900 zł. A przecież trzeba też widzieć wzrost jakości życia.

Gdy Staszek z żoną robią coś w ogródku, to dzieci bawią się tam. Są razem, całą rodziną. Staszek woli pracować z żoną w ogródku, mając obok dzieci, niż siedzieć w samochodzie w drodze do, czy z wielkiego miasta.

Nawet gdy Staszek tapetuje dzieciom pokoje, to one co pięć minut przychodzą zobaczyć a żona przyniesie kawę i kawałek ciasta, uśmiechnie się, zagada. To jest zdecydowanie atrakcyjniejsze, niż jazda do i z pracy.

No ale jeśli ktoś chce patrzeć formalnie, to powie: zarabiasz dużo mniej i mniej też wydajesz na paliwo, na samochód, na owoce i warzywa, na usługi remontowe etc. Ogólnie rzecz biorąc zszedłeś na dziady.

I tak to jest Panie Roberciku z tymi rachunkami

Pozdrawiam serdecznie

oto Eowina

Nic nie jest celne! Jedzenie czegokolwiek ani na

Wschodzie, ani na Zachodzie nie jest ani usługą, ani pracą, jeżeli chodzi o PKB.

oto Piotr Badura

Chyba Pani nie rozumie

Szanowna Pani Eowino

Jeśli ktoś płaci mi za zjedzenie czegoś, to jest to usługa, która liczy się do PKB. W tym konkretnym przypadku mamy chyba do czynienia z umową o dzieło (tyjater jednego aktora i jednego widza). Koszty są 50% (500 zł) a od reszty należy zapłacić podatek (90 zł).

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że jeśli obaj miglance opisani przez pana Robercika "jedli za darmo", to znaczy, że orżnęli państwo na podatku. Mieli zapłacić po 90 zł podatku, czyli faktycznie jeść za minus 90 zł każdy.

Choć formalnie nie zgłosili oni wykonania umowy o dzieło, to ankieter GUS ustali to podczas wywiadu i zarejestruje 2 x 1000 zł jako PKB z szarej strefy.

Pozdrawiam serdecznie

oto YogiBeer

Tłumaczenie pani Eowinie

Tłumaczenie pani Eowinie czegokolwiek z zakresu ekonomii jest kompletną stratą czasu.

oto Eowina

Nieprawda. Dochod Narodowy jest tworzeniem nowej

wartości. Płacenie podatku jest związane z dochodem personalnym, a nie z PKB. Jeżeli już koniecznie chce Pan nawiązać do PKB, to jest to tzw, "wtórny podział wytworzonego PKB" Jeżeli Pan ma pieniądze i idzie do fryzjera, to tym samym jego usługa do PKB się nie liczy.

Usługi liczące się do PKB to np. przewóz węgla z kopalni do punktu sprzedaży. Usługa podnosi cenę węgla. Pakowanie wytworzonych produktów w fabryce, przewóz, sprzedaż, itp.

Jeśli ktoś płaci mi za zjedzenie czegoś, to jest to usługa, która liczy się do PKB.

Nieprawda, nie liczy się.

oto YogiBeer

Pisze Pani brednie:

Pisze Pani brednie:

Płacenie podatku jest związane z dochodem personalnym, a nie z PKB.

VAT jest związany z dochodem personalnym?

Jeżeli Pan ma pieniądze i idzie do fryzjera, to tym samym jego usługa do PKB się nie liczy.

Ale jeśli pieniędzy nie mam i pójdę do fryzjera, to jego usługa do PKB się liczy?
_______________

Nie chodzi o VAT, tylko ten podatek, co powyżej.

Dochody (przychód -koszty uzyskania) indywidualne wlicza się do PKB. Podatek od nich jak najbardziej się należy.

oto Eowina

Panie Piwko, Proszę nie "łapać mnie za słowka"

Nie wiem w jakim celu jest to mącenie ludziom w głowach.

Ale jeśli pieniędzy nie mam i pójdę do fryzjera, to jego usługa do PKB się liczy?

Co ma się liczyć, przecież nie było żadnej wartości?

Koszty są 50% (500 zł) a od reszty należy zapłacić podatek (90 zł).

Nie chodzi o VAT, tylko ten podatek, co powyżej.

oto YogiBeer

Pani zdaniem fryzjerzy

Pani zdaniem fryzjerzy strzygą za darmo? Albo pozwalają wyjść komuś, kto opłaty nie uiścił? A jeśli nie - to cena usługi (minus koszty zmienne i stałe) jest właśnie wartością dodaną do PKB i od niej należy odprowadzić VAT. Co zabawne, fryzjer powinien odprowadzić VAT nawet jeśli ja mu za usługę jeszcze (z braku pieniędzy) nie zapłaciłem ...

Ja nie łapię Pani za słówka. W tym co Pani pisze nie ma ŻADNEJ METODY. Jest tylko to nie wymienione.

oto Eowina

Proszę nie mieszać w głowach. Nie każdy dochód jest

tworzeniem PKB. Płacenie podatku nie wiąże się z PKB. Pisze Pan głupoty.
Dochód fryzjera jest wtórnym podziałem Dochodu Narodowego.

oto YogiBeer

Nie. Pani z resztą nie ma

Nie. Pani z resztą nie ma pojęcia o czym Pani pisze. Nie wie Pani co to jest opłata za usługę i czym się różni od dochodu.

oto Eowina

Ja piszę o Dochodzie Narodowym, a nie każda usługa

podnosi wzrost PKB. Pan wszystko wie, tylko nigdy się ze swoją wiedzą nie ujawnia. Jedyne co Pan potrafi, to kontrować, negować i popisywać się.

oto YogiBeer

Nie wie Pani nawet jak ma się

Nie wie Pani nawet jak ma się PKB do DNB i DNN. Proszę dać sobie spokój z ekonomią albo wynająć korepetytora, bo nie wróżę sukcesów w indywidualnej konfrontacji z podręcznikiem.

oto Eowina

Panie co ja wiem, to moja sprawa.

A Pan strasznie się wymądrza. Musi się Pan czuć bardzo mądry jak mnie Pan poniży. To jest bardzo męskie, taki mądry macho, wszystkim imponuje. WOW. Podziwiam. Klękajcie narody. Pan Piwko wie co to jest.

PKB do DNB i DNN.

oto YogiBeer

A Pan strasznie się wymądrza

A Pan strasznie się wymądrza

Nie, to Pani wypowiada się na tematy, w których brak Pani kompetencji. Dlatego ma Pani takie wrażenie. Gdyby była Pani mężczyzną napisałbym dokładnie to samo co powyżej.

oto Eowina

To proszę mnie skorygować i wykazać w którym miejscu

się mylę. Pańska wiedza jest tak daleko ukryta, że nawet jej nie widać. Proszę udowodnić swoje słowa.

Pani wypowiada się na tematy, w których brak Pani kompetencji

Jeżeli Pan tego nie zrobi, wyjdzie, że jest Pan zwykłym oszczercą.

oto YogiBeer

Wszelkie konieczne i

Wszelkie konieczne i dostateczne dowody są powyżej, niczego już nie potrzeba dodawać.

oto Krzysztof M

W Stanach do PKB podobno nie

W Stanach do PKB podobno nie liczą kosztów transportu.

oto Eowina

To jest prawidłowa odpowiedź.

Iksiński wypala: my się chyba za darmo g najedliśmy. :(

oto Klincz

Pani Eowina dostrzegła sedno

Sedno tego, czym pieniądze być powinny, a czym niestety nie są w ekonomii talmudycznej.
Żeby ułatwić zrozumienie tego, dlaczego Pani Eowina ma rację posłużę się następującą przypowiastką:

"Do przeżywającego kłopoty jedynego hotelu w wiosce na pięknej greckiej wyspie przyjeżdża niespodziewanie niemiecki turysta i pyta czy są wolne pokoje.
Hotelarz kiwa głową, bo prawie wszystkie są puste. Niemiec prosi o klucz, żeby zobaczyć pokój, czy mu odpowiada i jako kaucję zostawia na kontuarze 100 euro.
Dostaje klucze do kilku pokoi i idzie na górę je obejrzeć.

W tym czasie hotelarz bierze stówę i pędzi do rzeźnika żeby zapłacić część rachunków.
Rzeźnik bierze te samą stówę i idzie do rolnika żeby mu zapłacić za świnię, którą wziął na kredyt w zeszłym tygodniu.
Rolnik z tą samą stówą idzie do jedynej lokalnej prostytutki, żeby jej zapłacić za dwie ostatnie wizyty.
Prostytutka z tym samym banknotem idzie do hotelu i płaci hotelarzowi 100 euro za dwie noce z klientami w hotelu.
Po chwili Niemiec wraca, mówi że niestety pokoje mu się nie podobają, zabiera swoje 100 euro (ten sam banknot, tylko trochę bardziej pomięty) i wychodzi."

oto YogiBeer

Ta przypowiastka ilustruje,

Ta przypowiastka ilustruje, na czym polega (lokalny) niedobór płynności. Takie zjawiska mogą wystąpić w sposób naturalny w każdej gospodarce używającej pieniądza. Szczególnie kruszcowego, gdzie rozmiary emisji są ograniczone zasobem jakiegoś metalu szlachetnego (srebro, złoto lub oba naraz). Nie wiem natomiast czym różni się talmudyczna gospodarka od innego rodzaju gospodarki.

oto chłop jag

Po chwili Niemiec wraca, mówi

Po chwili Niemiec wraca, mówi że niestety pokoje mu się nie podobają, zabiera swoje 100 euro (ten sam banknot, tylko trochę bardziej pomięty) i wychodzi."

Do tej opowiastki trzeba dodać, że ów Niemiec pożyczył tę stówę wypłukaną z powietrza w banku na procent - a oddać musi już prawdziwą forsę. Oczywiście może oddać tę samą stówę - ale i tak prawdziwą forsę musi zanieść w postaci odsetek.

oto Equatore

GDP

Trzeba najpierw rozumieć czym jest GDP zanim zacznie się wyciągać wnioski.
1. Zdaje się, że GDP jest tutaj rozumiany jako liczba opisująca "bogactwo" danego państwa i tak traktowany. Czyli, że mam sobie w portfelu co roku 477 mld $ i teraz personifikacja państwa wyjmuje portfel z kieszeni i przeznacza na różne cele... Tyle na długi, tyle na inwestycje, tyle na tamto.
Jest to oczywista bzdura. Taką kwotą - jak już - to jest budżet państwa - i też nie do końca, ponieważ są pewne wydatki o naturze stałej, o naturze krytycznej dla samego istnienia państwa, zobowiązania zaszyte w naszym prawie i naszych umowach, więc nie można sobie tak znowu dowolnie dysponować nawet i budżetem.
2. Kolejna rzecz - nie można "zaoszczędzić" 400 mld $ z GDP. Trzeba być chyba ofiarą socjalistycznej ekonomii, żeby nawet pomyśleć takie rzeczy.
Produkt, który zostanie wyprodukowany, ale nie zostanie nikomu sprzedany, ani w żaden inny sposób użyty, nie ma w istocie żadnej wartości ekonomicznej. Co najwyżej ujemną (składowanie, utylizacja). W dużym uproszczeniu (wynikającym choćby z tego, że płatność za produkt nie musi być natychmiastowa) produkt w wysokości 477 mld $ oznacza 477 mld $ płatności za sprzedany produkt - które trafia nie do państwa, ale do właścicieli tych produktów i usług, bez czego właściciele ci nie byliby w stanie ponieść kosztów tej produkcji - materiały, robocizna, inne.
Zjawisko to ma charakter cykliczny. Producent płaci dostawcom i pracownikom, handlowcy kupują hurtowo i sprzedają detalicznie, konsument używa kupionych produktów i wykorzystuje je - zwykle - do produkcji innych rzeczy.
"Zaoszczędzenie" 400 mld z 477 mld i wyprowadzenia ich poza obieg oznacza, że z grubsza 84% uczestników obiegu gospodarczego nie otrzyma płatności za swoją działalność. To nie jest "oszczędność". To jest katastrofa.
Z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora, całość GDP - czy będzie to Polska, czy Angola, czy KRLD - jest "spożyta" w całości i musi być "spożyta" jeśli obieg ma dalej funkcjonować. Oszczędności, inwestycje, spłata pożyczek - to wszystko może być tylko ułamkiem tego obiegu, jeśli ten obieg ma dalej funkcjonować. Jeśli znaczna część produkcji nie znajdzie nabywcy, efektem będzie jej znaczne zmniejszenie w kolejnych cyklach, a nie żadna "oszczędność".
3. Kolejne popularne nieporozumienie - GDP myli się głupcom z "majątkiem" państwa. Nic z tych rzeczy. Majątek - zarówno państwa jak i poszczególnych obywateli, jest o wiele większy niż rozmiar GDP. Są w tym zawarte i ziemia i nieruchomości i ruchomości i kapitał ludzki, wierzytelności i oszczędności. W istocie jest on na tyle wielki, że nie ma na całym świecie takiej ilości środków pieniężnych, żeby ten majątek kupić. Ale też i do obrotu wchodzi zawsze tylko jego znikoma część.
4. Kolejna rzecz, której się nie bierze pod uwagę - waluta.
Podany przez Badurę GDP jest mierzony w dolarach. Nie jest to waluta ani Polski, ani KRLD. Nasza waluta jest wymienialna na dolary, waluta KRLD nie. To robi dużą różnicę.
GDP - z definicji - jest to wartość pieniężna produktów i usług wytworzonych w danym kraju w określonym okresie czasu. Wartość pieniężna. Którą uzyskuje się sprzedając produkt po cenie, która zadawala nabywcę.
Ponieważ KRLD nie jest właściwie podłączona do światowego obiegu gospodarczego, a Polska tylko częściowo, wartość pieniężna o której mowa (liczona w dolarach) ma znaczenie dopiero wtedy gdy wchodzimy na rynek światowy. Na przykład wtedy, kiedy kupujemy coś na rynku światowym. Na przykład koniak o wartości 800 tysięcy dolarów. Żeby kupić ten koniak, trzeba mieć dolary. Są zaś produkty, które, choć użyteczne, trudno jest sprzedać na rynku światowym po cenach zadowalających sprzedającego. A żeby mieć 800 tysięcy dolarów, trzeba tych produktów przynajmniej za tyle sprzedać. Był to problem, który znał i PRL w ciągłej pogoni za "dewizami". Własnych pieniędzy można drukować ile się chce - na rynku wewnętrznym można ich użyć do wyssania własnych obywateli z oszczędności, ale na rynku zewnętrznym niewiele to pomaga.
A decyduje wycena kupującego. Nawet jeśli nasze produkty są niesłychanie cudowne i użyteczne i w ogromnej obfitości, dostaniemy za nie tyle, ile kupujący raczy zapłacić.
Stąd też, jakkolwiek dziwne by się to wydawało p. Badurze, gdyby KRLD potrzebowało z jakiegoś powodu pilnie jakichś 30 mld $ na drobne wydatki, ciężko by temu państwu było to osiągnąć, sprzedając własne produkty. W swojej walucie są gigantem, w obcej karłem, ponieważ nie uczestniczą w światowym obiegu gospodarczym. Wartość pieniężna całego PKB - w przeliczeniu na dolary - to raptem 16 mld. 30 mld to dwa lata produkcji całego państwa.
A produkty wytworzone w KRLD są niezbędnie potrzebne, żeby KRLD funkcjonowało.
(Jako ciekawostka, wartość eksportu KRLD w 2015 roku wynosiła ok. 3 mld $).
W przypadku Polski to będzie 23 dni, czyli lepiej, ale jak zauważyłem w punkcie 2 - to nie oznacza również, że my możemy "poświęcić" produkcję z 23 dni na nasz drobny wydatek. To tak nie działa. Najpierw dobra muszą zostać wyprodukowane, sprzedane, podatki zapłacone i dopiero kiedy trafią do budżetu, można ich użyć na jakichś cel.
5. Budżety.
W przeciwieństwie do GDP, które nie jest ani "majątkiem", ani "bogactwem", ani "przychodem" państwa, a jedynie liczbą, która obrazuje pewne zjawiska ekonomiczne, budżety można traktować jako "portfel" i dzielić na cele. Wielkość budżetu jest związku z tym liczbą, którą można się posługiwać tak, jak (w jaki nieuprawniony sposób) posługujecie się GDP.
Kłopot z tym, że budżet Polski jest powszechnie znany, a budżet KRLD nie. Stąd ciężko porównywać.
Budżet Polski w 2015 to z grubsza 300 mld zł przychodu i 340 mld zł rozchodu.
Budżet KRLD (przychód i rozchód) jest szacowany na ok. 6-7 mld $, ale na bardzo wątłej podstawie, ponieważ KRLD skąpi informacji i nie jest publicznie znana nawet suma w wonach.
Prawdopodobnie jednak stosunek wielkości budżetów byłby łaskawszy dla KRLD niż stosunek GDP ze względu na większy udział własności prywatnej w gospodarce Polski.

oto Piotr Badura

Wychodzi mi, że to do autora artykułu

Szanowny Panie Equatore

Gdy pisze się komentarz na końcu tak długiej dyskusji, to dobrze jest zaznaczyć jakoś, do kogo on jest adresowany. Ja piszę na wstępie "Szanowny Panie Equatore" i Pan ma pewność, że piszę do Pana. Można też w tytule komentarza napisać np. @autor i też będzie wiadomo. W każdym razie wyszło mi, że Pana komentarz odnosi się wprost do artykułu, czyli do jego autora. Dlatego odpowiadam.

Obawiam się, że zasmuca Pan pana YogiBeer'a, choć może ten smutek jest nieuzasadniony, bo Pan pewnie i połapał się, że kpię, ale chciał Pan skorzystać z okazji, by zaprezentować swą "wiedzę ekonomiczną". Jeśli jednak tak było, to należało prezentować wiedzę a nie jakieś ekonomiczne fiu-bździu.


Zdaje się, że GNP jest tutaj rozumiany jako liczba opisująca "bogactwo" danego państwa i tak traktowany. Czyli, że mam sobie w portfelu co roku 477 mld $ i teraz personifikacja państwa wyjmuje portfel z kieszeni i przeznacza na różne cele... Tyle na długi, tyle na inwestycje, tyle na tamto.

Pisze Pan błędnie GNP, utożsamiając to zresztą w tekście z PKB. Ja pisałem o GDP, a GNP odpowiada PNB. Jeśli chce się "błyskać wiedzą ekonomiczną", to trzeba takich drobiazgów pilnować.

Bezpodstawnie uważa Pan, że 477 mld $ PKB oznacza 477 mld $ w jakimś budżetowym portfelu. 477 mld $ PKB oznacza, że taką wartość miały w 2015 roku wytworzone w Polsce dobra i usługi i mniej więcej tyle skonsumowaliśmy (pomijając saldo przepływów zagranicznych, saldo zapasów etc.). Konsumpcja znacznej części PKB nie dokonuje się wcale przez budżet państwa. O konsumpcji decyduje PKB a nie wielkość budżetu państwa.


Produkt, który zostanie wyprodukowany, ale nie zostanie nikomu sprzedany, ani w żaden inny sposób użyty, nie ma w istocie żadnej wartości ekonomicznej. Co najwyżej ujemną (składowanie, utylizacja).

W przytoczonym cytacie korzysta Pan z entymematycznej przesłanki, że ceny produktów i usług, określające wielkość PKB, nie są rynkowymi (no bo jeśli są rynkowe, to znaczy, że jest możliwość sprzedaży tych produktów i usług po takiej właśnie cenie). Jeśli chce Pan korzystać z tak "dziwnej" przesłanki, to uczciwość nakazywała wyartykułować ją.

Jeśli nasz PKB w 2015 roku miał w cenach rynkowych wartość 477 mld $, to "teoretycznie" państwo mogło zabrać i wyeksportować towary i usługi za 400 mld $, zostawiając w kraju na przeżycie tylko 77 mld $. Skoro KRLD przeżyła jakoby za 16 mld $, to dlaczego my nie mielibyśmy przeżyć za 77 mld $?

Nie będę już komentował reszty Pana długaśnego komentarza. Jest tyle samo warta, co dwa zacytowane fragmenty. Istota sprawy leży jednak gdzie indziej. Mój tekst był kpiną ze zidiocenia w malowaniu czarną barwą sytuacji w KRLD (dlatego m.in. przytaczałem Marię Kruczkowską z "Wyborczej" i jej brednię o sępach, co to niby przed przelotem przez KRLD tak się najpierw na zapas tuczą, że pierwszy tydzień wędrują przez KRLD pieszo, bo nadwaga nie pozwala im unieść się w powietrzu).

Pan zdaje się być z tej samej parafii co Maria Kruczkowska. Pana wiara, że północni Koreańczycy są w stanie przeżyć przy PKB 16 mld $ rocznie, gdy my mamy PKB 477 mld $ i nie jest nam rozkosznie, wydaje się nawet pocieszniejsza niż Kruczkowskiej banialuki o tucznych sępach.

Pozdrawiam serdecznie

oto Equatore

@p. Badura

Uprzejmie dziękuję za zwrócenie mi uwagi na posługiwanie się skrótem GNP. Miało być GDP. Pomyliłem się.
Moja odpowiedź nie jest skierowana konkretnie do pana - ale do pana i wszystkich komentatorów w tym wątku. Za błędne rozumienie pojęć. Nie każdy z tych błędów był popełniony przez pana, więc nie musi się pan czuć osobiście wytknięty palcem. W istocie, w ogóle nie chciałem wytykać w stylu "ty Karolku nabroiłeś w kuchni, a ty Jasiu w łazience" (co niczemu oprócz wszczynania personalnej przepychanki nie służy), a jedynie pouczyć wszystkich, jakiego rozumowania w zakresie GDP należy unikać. Ponieważ pomyliłem się w samym terminie, trochę mi to pouczenie nie wyszło - za co przepraszam - ale wystarczy zmienić w moim tekście wszystkie GNP na GDP (co za chwilę zrobię) i treść jest już odpowiednia.

Bezpodstawnie uważa Pan, że 477 mld $ PKB oznacza 477 mld $ w jakimś budżetowym portfelu.

Nie zrozumiał pan tego co napisałem. Właśnie TAK NIE UWAŻAM. I krytykuję tak tych, którzy tak uważają.

W przytoczonym cytacie korzysta Pan z entymematycznej przesłanki, że ceny produktów i usług, określające wielkość PKB, nie są rynkowymi (no bo jeśli są rynkowe, to znaczy, że jest możliwość sprzedaży tych produktów i usług po takiej właśnie cenie). Jeśli chce Pan korzystać z tak "dziwnej" przesłanki, to uczciwość nakazywała wyartykułować ją.

To nie jest tak, że "ceny nie są rynkowe". Jest natomiast tak, że rynek wewnętrzny i światowy to są dwa odrębne rynki, połączone ze sobą w sposób umiarkowany (Polska) bądź prawie żaden (KRLD). PKB w dolarach jest liczone wg. cen rynku światowego, w którym KRLD niemal nie uczestniczy, co ma bardzo niekorzystny wpływ jej wynik.

Jeśli nasz PKB w 2015 roku miał w cenach rynkowych wartość 477 mld $, to "teoretycznie" państwo mogło zabrać i wyeksportować towary i usługi za 400 mld $, zostawiając w kraju na przeżycie tylko 77 mld $. Skoro KRLD przeżyła jakoby za 16 mld $, to dlaczego my nie mielibyśmy przeżyć za 77 mld $?

...a tutaj już zaczynają się pańskie błędy.
Po pierwsze, nie jest ani teoretycznie, ani praktycznie możliwe wyeksportowanie przez Polskę wytworzonych w kraju towarów i usług o wartości 83,9% PKB, ponieważ:
1. nie ma nabywców na taką ilość towarów i usług polskiej produkcji;
2. wytworzone w Polsce towary i usługi są wykorzystywane (w znacznej części) do wytworzenia towarów i usług w kolejnym cyklu produkcyjnym (są to surowce, półprodukty, narzędzia, maszyny, praca) i jeśli nie zostaną one skierowane do naszej gospodarki, w przyszłym roku nie pojawi się już 477 mld $ produktu - bo i skąd? Im większy obrót gospodarczy, tym więcej produktów gospodarka potrzebuje. Obniżenie wielkości tego obrotu z (powiedzmy) 477 mld do 70 mld to nie jest żadna oszczędność, tylko katastrofalne załamanie produkcji w przyszłym roku.
3. Samo sformułowanie o "przeżyciu za 77 mld czy za 16 mld" dowodzi, że pan nie rozumie jaki jest sens PKB. Przeżyć, jak pokazuje przykład Burundi, można i wytwarzając 284$ na głowę. Człowiekowi nie jest dużo potrzebne do przeżycia. Ale człowieka samo przeżycie nie zadowala. Państwo to nie tylko ludzie, ale też (między innymi) cała materialna kultura, którą dookoła siebie wytworzył. Im ta materialna kultura jest większa, tym więcej - za jej pomocą - można wytworzyć innych dóbr, których ludzie potrzebują. Przyrost tego materialnego dorobku jest oszacowywany za pomocą PKB. W przypadku niektórych krajów jest on mniejszy, a niektórych większy. W przypadku tych mniejszych nie oznacza to, że ludzie "żyją oszczędniej", ale mówiąc brutalnie - że są biedni. Że ich kultura materialna w porównaniu z innymi krajami jest niedorozwinięta. W porównaniu. Gdyby przenieść najbiedniejszy kraj obecnego świata 200 lat do tyłu, to prawdopodobnie stałby się on od razu mocarstwem, ale niestety trzeba się porównywać z tym, którzy są teraz. I dlatego, mimo że biedni często ciężko pracują i mało dóbr zużywają, większość ich wysiłku idzie na marne, bo są nieefektywni. Bez nowoczesnej technologii, bez doskonałej organizacji, bez infrastruktury, bez otaczającego ich morza gospodarczych szans, bez życiowych ułatwień, które umożliwiają im zdrowe i dobre życie, nie są w stanie przerwać zaklętego kręgu niemożności i mierzyć się z tymi, którzy te wszystkie ułatwienia mają. Są biedni, bo są biedni. Żeby przerwać ten zaklęty krąg, nie da się tego dokonać wyłącznie własnymi siłami. Trzeba wykorzystać świat poza swoimi granicami jako napęd własnej gospodarki. Tak jak to kiedyś zrobiła Japonia. I Niemcy. I Korea Południowa. I Chiny. I tak jak nie chce zrobić KRLD. I tak jak - niestety - nie udało się tego do końca zrobić Polsce.

Mój tekst był kpiną ze zidiocenia w malowaniu czarną barwą sytuacji w KRLD

Wiem, że pański tekst był kpiną. Zgadzam się nawet z jej ogólnym przesłaniem. PKB Korei Północnej nie jest właściwym narzędziem do pomiaru "bogactwa" tego kraju. A dzieje się tak ze względu na sposób, w jaki jest mierzony. Im bardziej gospodarka danego kraju jest "podłączona" do rynku globalnego, tym więcej korzystamy z tego miernika. Im bardziej kraj jest izolowany, tym mniej on jest wart. Ale przy tej okazji można było uniknąć głupstw i bzdur. Widocznych zarówno w pańskim tekście, jak i wielu komentarzach.
Pan bowiem serio myśli, że gdyby odczyt był prawidłowy, Angola (PKB 118 mld) powinna być 7 razy "bogatsza" od KRLD i wnioskuje z tego powodu, że odczyt PKB nie jest prawidłowy. Tylko, że to nie jest prawda. Angola ma 7 razy większy PKB (mierzony w dolarach) niż KRLD, a pomimo to wcale nie musi być "bogatsza". Różnica polega po prostu na tym, że Angola w odróżnieniu od KRLD, utrzymuje się głównie ze sprzedaży surowców, na które jest popyt na rynku światowym. I w związku z tym jest bardziej "podłączona" do rynku światowego niż KRLD i dlatego odczyt miernika (PKB) jest o wiele bardziej miarodajny. Gdyby jednak zrobić porównanie dojrzałości rynku wewnętrznego Angoli i KRLD, jakości i złożoności wytwarzanej produkcji na rynek wewnętrzny, jakości życia, porównanie to wcale nie będzie dla Angoli takie korzystne. Mówiąc w skrócie, można mieć stosunkowo wysokie PKB i "g..." gospodarkę. Ale można i "dobrą". PKB trzeba używać ze zrozumieniem. I nie jest to wskaźnik, który sam w sobie wystarczy do pomiaru "jakości życia". Do tego, jak już, lepszy jest PKB liczone wg. lokalnej siły nabywczej, który niweluje efekt, o którym mówię, choć nadal jeszcze "nie mówi wszystkiego" o danym kraju.

oto sir Galahad

Z rachunkami to jest tak.

Z rachunkami to jest tak. Było sobie miasteczko zamieszkałe wyłącznie przez samotne kobiety w atrakcyjnym wieku. Do miasteczka przyjechał obrzydliwie bogaty, gruby kapitalista i postanowił wybudować tam fabrykę zatrudniającą tylu samotnych facetów co było kobiet. Faceci przyjechali budować fabryką a potem w niej zaczęli pracować. Każdy zamieszkał na stancji u jednej panienki. Płacił jej za mieszkanie, za obiady i za sprzątanie a na wszystko były rachunki. Obroty handlowe w miasteczku były jak cholera zwłaszcza, że remontowali dziewczynom te chałupy i też wystawiali rachunki. Ale życie robi swoje, chłopaki przystojni i pracowici, dziewczyny ładne i gospodarne. Wszyscy się pożenili. I przestali sobie nawzajem płacić i wystawiać rachunki. Wszyscy są szczęśliwi tylko w papierach KRYZYS, ZAŁAMANIE GOSPODARCZE. Tak to jest z tymi statystykami.

oto Piotr Badura

Statystyka dobra rzecz, a nawet bardzo dobra

Szanowny Sir Galahadzie

Statystyka to bardzo dobra rzecz. Wspaniałe narzędzie, ale jak każde narzędzie, ma swój zakres, w którym się sprawdza. W przypadku PKB Korei Północnej statystka praktykowana przez Komisję Statystyczną ONZ kompletnie się nie sprawdza. Ich metody nie nadają się do oceniania tamtejszego PKB.

Północnokoreański PKB należy oceniać po znamionach zewnętrznych. To właśnie robię na Prawicy.net. Pokazuję znamiona zewnętrzne. Pokazuję fabryki KRLD, budownictwo KRLD, rolnictwo KRLD etc. To pozwala wyrobić sobie pogląd na temat ich PKB. Lepszy, niż statystyki ONZ.

Z niektórymi użytkownikami Prawicy.net jest tak, że gdy podaję dane statystyczne dla Rumunii czasów Nicolae Ceaușescu, to oni idiotycznie uznają je za niewiarygodne, bo te dane nie są po myśli jankesów. Gdy znów podaję absurdalne dane o KRLD, to oni są gotowi bronić ich jak życia, bo te absurdalne dane są po myśli jankesów. Kryterium jest zatem takie:

Co po myśli jankesów, to prawda. Co nie po myśl jankesów, to fałsz.

Nasz były minister SZ w przypływie szczerości nazwał to frajerskim robieniem jankesom "łaski", wynikającym z naszej "murzyńskości", "płytkiego patriotyzmu" i "niskiej samooceny" (mam nadzieję, że pamięć mnie nie zawodzi i poprawnie cytuję).

Pozdrawiam serdecznie

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.