O dziedziczną władzę burmistrza, wójta i prezydenta!

Jak wiadomo, nasi przodkowie w I Rzeczypospolitej wybierali króla dożywotnio. Jak poprzednik odchodził na łono Abrahama, urządzano elekcję, szlachta zjeżdżała się na Woli po naradach wybierała dla Polski króla.

Narady były jak najbardziej demokratyczne nawet wg dzisiejszych standardów. Kandydaci wobec braci szlacheckiej stosowali mniej więcej te same metody jakie stosuje się dziś - rżnięto woły, lano w gardła wyborców wino i miód. Po kilku tygodniach takiej „kampanii wyborczej” szlachecki wyborca już wiedział, który kandydat jest najwartościowszy i który zadba o państwo polskie najlepiej. Ten, który zarżnął najwięcej wołów i zakupił najwięcej węgrzyna. Czym się to wszystko skończyło – wszyscy wiedzą. Sąsiednie państwa wzrastały w siłę, budowały sprawną administrację, stutysięczne armie, a Polska – niegdyś potężna i rozległa gniła w marazmie i bezładzie. W końcu sąsiadom się znudziło i wzięli każdy po kawałku, żeby było sprawiedliwie.

Przeszły zabory, odzyskaliśmy niepodległość, ale tradycje narodowe pozostały. Nie mamy już króla, mamy prezydenta, który tak samo jak król w Rzeczpospolitej szlacheckiej nie ma żadnej władzy. Wybieramy go raz na 5 lat, ale trudno, żeby prezydent całemu 38 milionowemu narodowi stawiał kolejkę. Na szczęście mamy samorząd czyli naszą władzę na dole, a tu wójtów, burmistrzów i prezydentów miast wybiera cały naród gminny. A ponieważ są to „nasze małe ojczyzny”, to i skala jest taka, że już prosiaka można zarżnąć i skrzynkę wódki wyborcom postawić. Niektórym się to nie podoba – i w Internecie żali się Bogdan Migas z Kielecczyzny,że u niego kandydaci zarzynają prosiaki i stawiają wódkę. Kolega Migas głęboko nie ma racji. Takie ludzkie podejście do wyborców to nasza najbardziej stara i wrośnięta w naturę tradycja narodowa. A tradycje należy szanować – jak przekonuje Rebe Tevje Mleczarz ze „skrzypka na dachu.”

Oczywiście w dużych gminach, gdzie zwykły prosiak nie wystarczy są inne metody pozyskania przychylności mieszkańców. Tylko, że są one dostępne dopiero dla kogoś, kto choć raz już zdobył stanowisko wójta, burmistrza, prezydenta miasta. Taki szczęśliwiec ma wtedy do dyspozycji wiele dóbr, którymi może obdarzyć swoich poddanych. A to stanowiska w urzędzie gdzie można zatrudnić córki, żony, kochanki radnych. A to stanowiska dyrektorów szkół, prezesów spółek gminnych i setki innych dobrodziejstw, którymi władza może obsypać przychylnych mu wyborców. Przedsiębiorcom podatki można od czasu do czasu umorzyć, plan przestrzenny dostosować ku korzyści, a to roboty budowlane zlecić. Co wam tu będę wymieniał – wszak wszyscy to wiecie. I wtedy tacy wdzięczni wyborcy przy kolejnej elekcji odwdzięcza się nie tylko oddaniem głosu na wójta-dobrodzieja, ale i cała rodziną, wraz ze służbą i poddanymi pójdą na takiego zagłosować.

I czyż można się dziwić, że w III Rzeczypospolitej wzdłuż i wszerz dziesiątki zaradnych i dobrych dla społeczeństwa wójtów rządzą swoimi domenami od dziesiątków lat? Taki np. Zygmunt Frankiewicz w Gliwicach panuje już 7 kadencji – 28 lat. Janusz Grobel w Puławach od 6 kadencji, Jacek Karnowski w Sopocie – 5 kadencji. Na ich tle rządzący Rzeszowem od 2002 r. 77 letni Tadeusz Ferenc może mówić o krótkim stażu.

Z tych sytuacji trzeba wyciągnąć praktyczne wnioski. Skoro wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast, którzy są dobrzy dla społeczeństwa są regularnie wybierani na następną i kolejne kadencje, - trzeba to uszanować. Nie należy – tak jak chce PiS ograniczać ani im, ani ludowi tego prawa. Odwrotnie! Trzeba wolę ludu i tradycję uszanować i wprowadzić dożywotni wybór burmistrza, wójta i prezydenta miast. Ileż kosztów nam odpadnie z niepotrzebnymi kolejnymi, formalnymi li tylko wyborami co 4 lata.

Ewentualnie można – tak pod koniec życia i na wniosek burmistrza, żeby uniknąć bezkrólewia wprowadzić elekcję „vivente rege” czyli jeszcze za życia dobrodzieja wybrać jego następcę. Tradycje narodowe trzeba – Moi Ludkowie – szanować!

Janusz Sanocki

Poseł na Sejm RP.
Dziennikarz, polityk, były burmistrz Nysy, jeden z liderów Obywatelskiego Ruchu JOW, inicjator Kongresu Protestu.
Autor Miesiąca Prawicy.net w lipcu 2013

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
2.88889
Ogólna ocena: 2.9 (głosów: 9)

Tematy: 

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Demagogiczny artykuł

1) Część prezydentów i burmistrzów jest demokratycznie zmieniana
2) I Rzplita upadła nie przez wolną elekcję, tylko przez JOWy do Sejmu

oto Krzych Adam

Jak to można błędnie odbierać człowieka i to co mówi!

Przez lata obserwowałem wpisy bardzo poważne, aż ze sklonnością do ponuractwa. Rzecz jasna to wyrobiło we mnie pewien pogląd co do osoby ich twórcy.

I Rzplita upadła (...) przez JOWy do Sejmu

Tutaj natomiast niespodzianie widzimy wykwit poczucia humoru wysokiej klasy.

oto Czesław

A ja trochę na poważnie

Obecnie dyskusja rozwija się na temat, czy tak można od razu zmieniać wójtów czy dopiero po następnych kilku kadencjach. Dla mnie jest oczywista oczywistość, że jak wszyscy twierdzą że to dobry pomysł to trzeba wprowadzić jak najszybciej nie zważając na marudzenie legalistów, że "prawo nie działa wstecz" albo "głupie prawo ale prawo". Przypominam że nasi przodkowie, o których Autor pisze, obłędnie przestrzegali prawa "liberum veto" i przez to nie można było żadnego sejmu do końca przeprowadzić, wykorzystywali to nasi wrogowie co doprowadziło do upadku państwa. Brak było "ducha rewolucyjnego" u braci szlacheckiej. W ogóle z tym bezrozumnym przestrzegania prawa a raczej jego interpretacji jest problem, ostatnio mamy nawet w St.Zj. Prezydent Trump wybrany przez naród, zaczyna realizować zgodnie z głoszonym programem naprawę państwa a tu odzywa się jakiś facet z kasty sędziowskiej i mówi "nie pozwalam". Jak coś jest złe to trzeba naprawiać natychmiast.

oto chłop jag

O dziedziczną władzę

O dziedziczną władzę burmistrza, wójta i prezydenta!

A dlaczego nie - tołażysze. Byleby to tylko nie łamało tzw. demokratury - tołażysze.
Wniosek?
Tzw. demokratura jest łamana tylko wtedy - kiedy to - my - nie rządzimy - tołażysze.

oto Dubitacjusz

@ p. Walczak: p. Janusz Sanocki nie był burmistrzem

z bezpośredniego wyboru. Został wybrany (i odwołany) przez radę. Wystarczy sprawdzić daty w wikipedii

a w latach 1998–2001 sprawował urząd burmistrza Nysy (odwołany w trakcie kadencji przez radę miejską po nieuzyskaniu przez zarząd miasta absolutorium).

oto Z.Walczak

Wiem o tym.

Problem w tym, że jeśli wtedy burmistrz Sanocki nie potrafił zadbać o przychylność nielicznej przecież rady miejskiej za pomocą sposobów przez siebie opisanych, to dlaczego imputuje je obecnym wójtom i burmistrzom, którzy muszą uzyskiwać poparcie znacznie większych zbiorowości.

oto kaktusnadłoni

Jestem przeciwny ograniczania ilości kadencji odgórnie.

O tym, czy wójt, burmistrz czy prezydent będzie wybrany na następną kadencję powinni decydować – tylko i wyłącznie – wyborcy.

PiS i pan Kaczyński zachowują się jak Kali. Ograniczyć innym kadencyjność – to dobrze. Ale ograniczyć kadencyjność Kalemu – oj, to źle.

Jestem przeciwny ograniczeniu do dwóch kadencji dla prezydenta RP. Byłbym przeciwny wprowadzeniu kadencyjności dla posłów i senatorów.

Przekonanie, że dwukadencyjność w samorządach polepszy samorządność jest myśleniem życzeniowym naiwniaka. Albo, ruchem wodza chcącego skoszarować rozlazłą hołotę.

Świeżo zaprzysiężony radny czy poseł jest początkowo bezradny jak dziecko, ale partia czuwa nad swoim przedstawicielem. Jeżeli ma być przedstawicielem wyborców, zależnym mandatem od wyborców, to powinien słuchać swoich wyborców. Od strony wyborców nie idzie sygnał tak jednoznaczny jak od centrali, nieraz jest to kakofonia, i wyłapać z tego istotę jest trudno. Niezależny od centrali mandatariusz znacznie dłużej musi dorastać do swej roli.

Towarzyszom partyjnym zależy na tym, by radni i posłowie byli przedstawicielami ONYCH, nie wyborców, i robią wszystko by tak było.

oto Eowina

Autor zakłada, że nie ma uczciwych Polaków, zdolnych

sprawować władzę kilka kadencji i nie oprzeć się korupcji. Stąd uważa, że powinna być rotacja, aby większa ilość mogła się "nachapać" na urzędach państwowych. Ciągle ci sami, to jest niesprawiedliwe.

Z drugiej strony, jeżeli wierzyć w uczciwość i jeżeli ma się dobrą władzę miasta, to projekty rozwoju potrzebują ciągłości i stabilizacji. Każda radykalna zmiana kosztuje, a z tego wynikają straty. Tak jak zarządzanie przedsiębiorstwem, jeden dyrektor wie co robi, a inny nie ma zielonego pojęcia.

oto Ireneusz

Hmmm

Z drugiej strony, jeżeli wierzyć w uczciwość i jeżeli ma się dobrą władzę miasta, to projekty rozwoju potrzebują ciągłości i stabilizacji.

Ani z jednej strony nie wolno mówić, że nie ma uczciwych Polaków, ani z drugiej strony nie wolno wierzyć w uczciwość JAKO TAKĄ.
Jeśli to nie erystyka bowiem, to co?
Nikt nie ma prawa zabronić ludziom wybierać dobrego gospodarza, nawet jeśli ten gospodarz nie jest taki dobry, ale w danej chwili najlepszy. Nikt nie ma prawa również zabronić ludziom na referendum i wykopanie gospodarza, jeśli ten się sprzeniewierzy tym ludziom.
W każdej sytuacji zawsze w praworządnym państwie da się usunąć gangstera, który na własność przejmie jakąś lokalną społeczność. Im większy ucisk, tym silniejszy opór oraz tym silniej zachodzi jednoczenie się przeciwników wobec gangstera.
Gadanie o kadencyjności jest po pierwsze przyznaniem się do tego otwarcie, że nie ma żadnej praworządności w tym państwie. Że istnieje ono teoretycznie i tylko dlatego, że obce mocarstwa na to dają swoje przyzwolenie.

oto Ireneusz

A pewnie

Taki to prawdziwy ojciec chrzestny.
A co do meritum - postawiłem pewną tezę. Pan jakby próbował ją przysypać torfem.
Powtórzę więc:

Gadanie o kadencyjności jest przyznaniem się otwarcie, że nie ma żadnej praworządności w tym państwie. Że Polska istnieje teoretycznie i tylko dlatego, że obce mocarstwa na to dają swoje przyzwolenie.

oto Janusz Sanocki

Mocarstwa nic tu do rzeczy nie mają...

Mocarstwa nic tu do rzeczy nie mają. Społeczeństwo jest jakie jest. Ceni spolegliwość, osobiste, rodzinne powiązania i korzyści, a nie "dobro wspólne". No i mechanizmy socjologiczne sprzyjają takim, a nie innym rozwiązaniom. Gdyby wybory burmistrzowskie odbywały się w jednej turze dwukrotnie bym je wygrał. Socjologia jest ważną nauką. Tylko niech Pan to spróbuje wytłumaczyć takiemu Dubitacjuszowi!

oto Janusz Sanocki

Dlaczego?

Dlaczego burmistrz ma dysponować "bezwzględną większością głosujących"?
Dlaczego Anglicy, Amerykanie, Kanadyjczycy nie są tego zdania?
Może po prostu burmistrz powinien mieć największe poparcie spośród kandydatów?

oto TBM

większość dwuturowa

cytuję Dubitacjusz:

Większość bezwzględna oznacza, że większość popiera program burmistrza.

A to jakim sposobem?

Większość bezwzględna w drugiej turze oznacza tylko, że brakujące mu do 50% wyborców z pierwszej tury uznało go za mniej złego od konkurenta.

Jeśli w pierwszej turze głosowałem na Kukiza to - pańskim zdaniem - mój głos w drugiej turze na Dudę oznacza, że popieram jego program, czy - że ręka by mi uschła, gdybym zagłosował na Komorowskiego?

pozdrawiam
TBM

oto Dubitacjusz

Nie uschłaby Panu ręka, ani nic innego

Ja też głosowałem na Dudę w II turze, i - po złamaniu prawa ws. poprawnie wybranych sędziów TK - żałuję.

Większość bezwzględna w drugiej turze oznacza tylko, że brakujące mu do 50% wyborców z pierwszej tury uznało go za mniej złego od konkurenta.

Popiera przeciw alternatywie. Myślę, że rzadko się zdarza 100% poparcie. Zresztą przed wyborami "bawiliśmy się" na miernikach zgodności z poglądami kandydatów, i nawet p. AnnaK nie wyszła 100% zgodność z Dudą.

Wracając do samorządu, czy w I turze głosował Pan tak samo, jak w drugiej? O ile u Pana była potrzebna...

oto TBM

no właśnie

"popiera przeciw alternatywie" a nie "popiera program burmistrza", jak Pan poprzednio napisał.

To naprawdę dwie zuuuupełnie różne rzeczy.

pozdrawiam
TBM
ps
nie tylko ręka by mi uschła, ale bym z piekła nie wyjrzał. A czy Pan - żałując głosu oddanego na Dudę - mogąc cofnąć czas zagłosowałby na Komorowskiego?

ps2
w wyborach samorządowych, wobec wyboru Waltz-Sasin oklapłem, upiłem się i udałem na emigrację wewnętrzną odmawiając udziału w tej alternatywie.

oto Dubitacjusz

@ p. TBM: Jeśli p. Sanocki et consortes wprowadzą JOW do Sejmu

to będzie Pan miał tylko taki wybór

wobec wyboru Waltz-Sasin oklapłem, upiłem się i udałem na emigrację wewnętrzną

Ale do rzeczy. Pominął Pan najistotniejszy fragment. Można popierać w 90%, 60%, 40%. Dla mnie II tura to wybór 60% przeciw 40%.

A czy Pan - żałując głosu oddanego na Dudę - mogąc cofnąć czas zagłosowałby na Komorowskiego?

A pożyczy Pan DeLoreana?
To jest złożona sprawa. Otóż głosowałem na Dudę właśnie po to, żeby PiS nie miał wymówki, że prezydent blokuje ich pomysły. Nie spodziewałem się (a mogłem), że oni będą tak bezczelnie łamać prawo. Więc z jednej strony mam co chciałem, PiS "poszedł na całość". Z drugiej strony szkoda niszczenia państwa prawa.

Ale, ale wracając do samorządu, czyli tematu dyskusji. Czy poza tym, że Sasin jest z PiSu, a HGW z PO, nie mieli oni jakichś wizji rozwoju Warszawy, z których jedna byłaby lepsza od drugich.

I jeszcze przy okazji zapytam, co Pan myśli o poszerzeniu Wa-wy?

  • Z punktu widzenia PO, prawdopodobnie wygrają w Wa-wie obecnej,
  • z punktu widzenia PiS, mają większe szanse w Wa-wie metropolitarnej

ale to są tylko interesy partyjne. Czy jednak "metropolia" potrzebuje szefa, czy nie?

oto TBM

@ p. Dubitacjusz, no właśnie nie!

cytuję Dubitacjusz:

to będzie Pan miał tylko taki wybór

wobec wyboru Waltz-Sasin oklapłem, upiłem się i udałem na emigrację wewnętrzną

No właśnie nie! W JOW nie ma żadnej drugiej tury w której jest TYLKO Waltz-Sasin. Jest tylko pierwsza tura i wielu (w tym ten na którego chcę głosować, a nie tylko ci na których muszę, bo nie mam wyboru).

To "TYLKO" robi wielką różnicę. Jeśli już ma być druga tura to niech obligatoryjnie będzie opcja "ŻADEN". I wtedy niech zwycięzca zdobędzie 50% - a jak żadnemu się nie uda to wybory od początku. Przy takiej drugiej turze założenie, że burmistrz ma poparcie większości może mieć uzasadnienie

Szczerze mówiąc, gdy podał Pan swoje powody oddania głosu - zrozumiałem czemu preferuje Pan tak skomplikowaną ordynację. Ale chyba Pan przeintelektualizowuje - większość nie ma tak prostych inaczej rozumowań i głosuje albo na (jego zdaniem) najlepszego, albo na najmniej złego. Oddanie głosu na prezydenta po to, żeby jakaś partia nie miała wymówki, że nie wygrał ich kandydat... przyznam, że nietrywialne to jest.

Sasin i Waltz mieli oczywiście swoje wizje. Każde z nich chciało, żeby u żłoba byli swoi. Różnili się tym, że każde miało innych swoich.

A z metropolią - nie wiem. Są gminy, którym to dobrze zrobi znam takie, które błagają, żeby ich nie uszczęśliwiać... chyba referenda powinny decydować...

pozdrawiam
TBM

oto Dubitacjusz

W JOW formalnie może Pan głosować na kogo chce,

a realnie wybieralny jest tylko systemowy duopol.

Ordynacja proporcjonalna nie jest skomplikowana. Liczba reprezentantów proporcjonalna do poparcia społecznego danego programu.

W wyborach na funkcję pełnioną przez jedną osobę II tura daje bezwzględną większość poparcia. Jednak Sejm jest ciałem składającym się z 460 osób, więc można zastosować procedurę, która (niemal) każdego daje reprezentanta.

Oddanie głosu na prezydenta po to, żeby jakaś partia nie miała wymówki, że nie wygrał ich kandydat...

Znów przeinaczenie. Żeby nie miała na całą kadencję wymówki, że veto prezydenta Komorowskiego blokuje znakomity program PiSu.

Sasin i Waltz mieli oczywiście swoje wizje. Każde z nich chciało, żeby u żłoba byli swoi. Różnili się tym, że każde miało innych swoich.

Nie wiem, jak naprawdę było w Wa-wie, ale w Szczecinie były debaty i kandydaci różnili się wizjami miasta. Dlatego głosowałem i w I turze, i w II turze.

oto Krzych Adam

Nieprawda!

W wyborach na funkcję pełnioną przez jedną osobę II tura daje bezwzględną większość poparcia.

Nie daje większości poparcia tylko mniejszość odrzucenia. Wyobraźmy sobie sytuację, że jest trzech kandydatów, jeden o nazwisku Kowalski jest popierany przez 49% wyborców, drugi, Jabłoński przez 26% i trzeci, Kwiatkowski przez 25%. Wyborcy Jabłońskiego i Kwiatkowskiego są absolutnie przeciwni wyborowi Kowalskiego.

dwie_tury.jpg

W pierwszej turze zwycięża Kowalski, na drugim miejscu jest mający niewiele więcej niż połowę jego głosów Jabłoński. Kwiatkowski odpada z konkurencji.

W drugiej turze Jabłoński otrzymuje 51% głosów i wygrywa z Kowalskim. Ostateczne zwycięstwo przypada nie temu kto ma najwieksze poparcie, tylko temu którego odrzuciło mniej wyborców. Ten system sprzyja nie osobom z wyrazistą indywidualnością tylko konformistom.

oto TBM

?

cytuję Dubitacjusz:

W JOW formalnie może Pan głosować na kogo chce, a realnie wybieralny jest tylko systemowy duopol.

Trochę pańskie komentarze przypominają grę w pomidora ;)

Napisałem (w odpowiedzi na Pańskie pytanie), że w drugiej turze miałem wybór S/W, to Pan na to, że w JOW też. Ponieważ w JOW jednoturowym może być więcej kandydatów więc zasugerowałem, że jednak mogę zagłosować na kogoś innego co Pan kwituje informacją, że i tak wygra "duopol" - jak rozumiem S albo W.

Może wygra a może i nie wygra. Poza tym w moim okręgu nie wygra żaden duopol tylko żywy człowiek. Ewentualny duopol powstanie jak w innych wygrają ludzie z tej samej organizacji. Za to w OP zawsze - bo z definicji - wygrywa organizacja, ludzie się tylko dostają z jej list.

Bo JOW nie służy do tego, żeby wygrali ci, których ja uważam za najlepszych, tylko żeby wygrali ci, których największa liczba wyborców uzna za najlepszą.

Każda inna ordynacja (prócz losowania ;)) jest pisana tak, żeby któryś z kandydatów miał fory. Liczy się głosy a potem tak je PRZELICZA, żeby wygrali ci co trzeba.

To jest przekręt a nie wybory.

Skąd Pan wie, że najlepiej jest jak jest ścisła reprezentacja? Skąd PiS czy PO wiedzą, że najlepiej jest jak mocne partie dostaną bonusa? Skąd wiadomo, że 5% to minimum? pytań jest wiele a odpowiedź jedna: bo jak tak policzymy to się dostaną nasi z dużo większym prawdopodobieństwem. Bo jak nasi u władzy to dobrze a jak nienasi to źle.

Pomijając wszystkie inne argumenty (o których dyskutowaliśmy niejeden raz) JOW jest jedynym sprawiedliwym systemem. I to jest warte ceny, że czasem wygrają oni.

pozdrawiam
TBM

oto Dubitacjusz

Przy wyborach do Sejmu jedynym sprawiedliwym jest POW

JOW jest oszukaństwem, ludzie myślą, że mogą głosować na każdego człowieka, ale realnie jest wybierany duopol. W Polsce będą to organizacje p. S. p. G.-W.

W ordynacji proporcjonalnej nie ma tak, że wygrają NASI lub ONI. W POW zawsze się wygrywa wybory, tj. ma swojego przedstawiciela. Dopiero na poziomie decyzji parlamentarnych można przegrać lub wygrać.

PRZELICZANIE jest obiektywną procedurą, wynikającą ze skończonej liczby miejsc w Sejmie.

Jeśli chodzi o 5% próg, doskonale Pan wie, że jestem jego przeciwnikiem.

oto Ireneusz

Wiemy wszyscy

Jeśli chodzi o 5% próg, doskonale Pan wie, że jestem jego przeciwnikiem.

Próg 5% zapobiega rozdrobnieniu, gdzie jest niemożliwa jakakolwiek pozytywna konkluzja z powodów emocjonalnych i partykularnych, bowiem każdy dąży do swego i nie ma żadnego bicza powodującego dyscyplinę. Próg 5% ogranicza ilość uczestników kłótni do wymiaru określonego przez Parkinsona (3 do 4 uczestników). Próg więc nie daje rozwiązania, które byłoby zaakceptowane przez większość wyborców - a jedynie daje szansę nie pogrążenia się w kłótniach. Brak progu, czego pan jest zwolennikiem, powoduje jedynie zamieszanie i brak jakiegokolwiek pozytywnego wypracowanego rozwiązania. Konsensusy moga dotyczyć jedynie spraw nijakich i nie wywołujących emocji.
Pan chce, aby w Polsce zapanował burdel i serdel (copyright Piłsudski).

oto TBM

sprawiedliwość olimpijska

cytuję Dubitacjusz:

PRZELICZANIE jest obiektywną procedurą, wynikającą ze skończonej liczby miejsc w Sejmie

Ale jednak na olimpiadzie po jej zakończeniu nie dokonuje się PRZELICZEŃ przyznających medale w zależności od wyniku całej reprezentacji.

Choć liczba medali też jest ograniczona.

Bo to "duopol" bierze się z sumy zwycięstw w okręgach a nie zwycięstwo w okręgu jest wynikiem zwycięstwa w "duopolu".

pozdrawiam
TBM
ps
oczywiście wiem, że jest Pan przeciwnikiem progu. Ale próg jest bo ktoś uznał, że ktoś inny powinien mieć fory w tym wyścigu. Więc na torze pańskiego zawodnika postawili dodatkowe płotki a swoich puścili po płaskim. Pan chciałby, żeby płotki postawić innym a zdjąć je z pańskiego toru bo tak będzie sprawiedliwie.

A ja po prostu chciałbym, żeby płotków nie było a kto dobiegnie pierwszy ten wygrał.

oto Ireneusz

Ta, czy inna ferajna

Do przemyślenia cytat z "Prawa Parkinsona":

Ale przypuśćmy, że zjawi się dwóch albo nawet trzech kandydatów. Zorientujemy się wtedy, że nie byliśmy dość przezorni. Być może zbyt gwałtownie obniżyliśmy liczbę punktów przy egzaminie – kto wie, może powinna wynosić 87% przy 66% w głosowaniu na popularność. Jakakolwiek byłaby tego przyczyna – mamy teraz kłopot. Dwóch, a może trzech kandydatów czeka w poczekalni. Musimy dokonać wyboru i nie możemy na to tracić całego przedpołudnia. Jednym wyjściem byłoby rozpocząć zawody i wyeliminować tych kandydatów, którzy zyskają ostatnie lokaty. Istnieje jednakże szybszy sposób. Przyjmijmy, że wszyscy trzej kandydaci mają wszystkie zalety, które zdefiniowaliśmy już jako zasadnicze. Musimy wobec tego dodać tylko jedną dodatkową zaletę i przeprowadzić najprostszy z możliwych testów. W tym celu zapytujemy najbliższą młodą damę (sekretarkę czy maszynistkę, to obojętne): „Którego pani by wybrała?” Ona natychmiast wskaże jednego z kandydatów i w ten sposób zakończy całą sprawę. Zarzucano tej procedurze, że jest równoznaczna z rzucaniem monety lub z inną loterią. Ale w rzeczywistości nie ma w niej nic z loterii. Jest to po prostu – w ostatniej minucie – zwrócenie uwagi na jeszcze jedną zaletę kandydata, której dotychczas nie brano w rachubę: sex-appeal.

Ciekawe?

oto gość

Na pokaz: Tfu, zgiń

Na pokaz: Tfu, zgiń przepadnij, LGBTowska zarazo!!!
W duchu: I wanna watch.*

* Two hot lesbians moved into next-door apartment. We befriended to some extent and I invited them to my birthday party. One of them asked - "What would I like from us for birthday present?". I answered promptly - "I wanna WATCH". Imagine my disappointment when I received a Rolex. T_T

oto Ireneusz

:-)

Droga Paulino Kaufmann. Lesbijka też przecież wybrałaby jednego z nich, tyle że kryterium byłoby przestawione z seksapilu na podwyższoną zniewieściałość.
W czym zaszkodziłoby to wyborowi?:-))

oto Janusz Sanocki

D. do lekarza!

Uporczywość z jaka Dubitacjusz nie przyjmuje do wiadomości żadnych argumentów i ciągle powtarza swoje imaginacje i uprzedzenia, świadczyć może o psychicznej chorobie. Mania prześladowcza, paranoja, albo coś podobnego. Broń Boże nie chcę Pana obrazić, ale z pewnością nie jest normalne tak uparte pomijanie argumentów adwersarzy, oczywistych faktów z zakresu prawa, socjologii, a także dowodów z realnie istniejących systemów, które świetnie funkcjonują. Bo inne wytłumaczenie jest takie, że Dubitacjusz jest maszyną spamującą.

oto Eowina

Szczerze mówiąc, to nie wiem o czym Pan pisze.

Niby to dowcip, a niby serio, takie raczej sobie pośmiewanie się z polskiej polityki. W końcu kto wie lepiej jaka polska polityka jest, jak nie politycy.

A jeżeli chodzi o nepotyzm i inne takie, to urzędy państwowe, czasami są jedynym miejscem zatrudnienia w gminie. Polscy kapitaliści, jak to prezes wyłożył, są złośliwi i nie chcą inwestować. A przecież odchodzi uszczelnianie podatków, a kontrola finansowa w takiej stacji benzynowej nie może trwać więcej niż cztery miesiące. Same plusy dodatnie.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.