Źli ludzie i co z nimi zrobić

Camino, zwłaszcza takie trochę ekstremalne, gdzie spotyka się albo przekracza własne granice, nauczyło mnie pewnej prawdy: żyjemy ideami niepokrywającymi się z rzeczywistością. Posiadamy pewne przekonania i nie ważne jak bardzo rzeczywistość by od nich odbiegała, nie wyrzekniemy się ich. By je zachować, zanegujemy własne doświadczenie, znajdziemy wytłumaczenie dla faktów sprzecznych z naszym obrazem świata lub po prostu je odrzucimy.

Jednym z takich odkrytych przeze mnie, a wcześniej odrzucanych faktów było to, że - istnieją źli ludzie. Na Camino hiszpańskim, zorganizowanym i pełnym pielgrzymów, złego człowieka w zasadzie nie da się spotkać. Co więcej, zawsze myślałem, że ludzie są dobrzy. Dobrzy i już. Jeśli są źli, to przez zapomnienie, przypadek, przejściowo, przez pomyłkę, jakieś zawieruszenie się w życiu i wystarczy, wystarczy do nich odpowiednio podejść. Dać im zrozumienie, uprzejmość, wyciągniętą rękę. Ostatecznie, idąc za radą Jezusa, można im nadstawić drugi policzek, oddać jeszcze płaszcz jeśli chcą szaty i wtedy przesłanie dobra do nich dotrze. Bo ludzie potrzebują tego dobra i na nie reagują, i przestają być źli, gdy z dobrem się spotykają.

A jednak, przynajmniej na użytek tego życia tu na ziemi, tak wcale nie jest. Tu spotyka się czasem po prostu ludzi złych. Ludzi złych, to mam na myśli takich, na których wyżej wspomniane metody - traktowanie ich dobrem - nie działają. Nigdy nie mogłem i nie chciałem przyjąć do wiadomości, że tacy ludzie mogą istnieć. Nigdy mi się to przysłowiowo "w głowie nie mieściło".

Zły człowiek to nie znaczy od razu morderca, groźny przestępca. Źli ludzie bywają źli w bardziej łagodny choć równie bezlitosny sposób. Po prostu się zdarzają.

Istnieją trzy typy złych ludzi, trzy postawy jakie prezentują. Pierwszy typ to ludzie, którzy wykorzystują innych. Dla nich nie liczy się nic oprócz ich własnej korzyści. Zaślepieni, tę korzyść uczynili własnym bogiem, to jest podporządkowują jej osiągnięciu wszystkie swoje działania, postrzegają w jej perspektywie - innych ludzi. To ci, o których Jezus powiedział: "Nie można służyć Bogu i mamonie". Przy czym mamona jest tu nawet szerszym pojęciem niż pieniądze. Dla tych ludzi inni są rzeczami. Rzeczami w procesie gromadzenia przez nich mamony. W moim odbiorze spośród trzech typów złych ludzi ci są najmniej szkodliwi.

Drugi typ złych ludzi to ci, którzy chcą podporządkować sobie innych w imię wielkich idei i wartości, które uznali za swoje. Ich bogiem, nie jest mamona i korzyść, jest nim jakaś wizja życia ludzi, wizja stosunków między nimi, wizja świata, która jest tak ważna, tak święta, tak zagrożona, że wobec jej istnienia i realizacji nic innego się nie liczy. Tacy ludzie wobec innych żądają podporządkowania się. Posłuszeństwa. Wyznawania tych samych wartości i myślenia tak samo. Ludzie dla nich są już nie tylko przedmiotami jak dla grupy pierwszej, ale są często śmiertelnym zagrożeniem ich idei, a ponieważ te idee są ich bogiem, ponieważ się z nimi całkowicie i w pełni utożsamili, inni są zagrożeniem dla nich samych, a to zdejmuje wszelkie hamulce. Ci źli ludzie innych używają. Mają wobec nich dwie postawy: presji i agresji. Chcą nad innymi kontroli. Jej realizację uważają za swój "święty" obowiązek.

Trzeci typ złych ludzi, jest stosunkowo rzadki, ale nie na tyle, żeby nie spotkać ich w życiu. Życie tych ludzi nie jest wykorzystywaniem innych dla własnej korzyści, nie jest też postawą negatywnej presji i pozbawionej hamulców agresji w odpowiedzi na brak podporządkowania się. Ten trzeci typ złych ludzi lubi po prostu innych krzywdzić. W jakiś "magiczny", trudny do pojęcia sposób czerpie przyjemność z zadawania bólu innym osobom. Ze stwarzania im problemów. Ze skrzywdzenia ich w jakiś sposób. Taki człowiek idzie i rzuca kamieniem w okno. Żadnego przychodu z tego nie ma. W żaden sposób drugiego sobie nie podporządkowuje, a jednak krzywdzi kogoś. Taki człowiek bije butelkę po piwie specjalnie na ścieżce rowerowej. Bo będą jeździć i będzie fajnie. Tacy ludzie chyba najbliżej są zła. Są blisko na jakimś pozaintelektualnym poziomie. Na poziomie egzystencjalnym, bo sensem zła jest krzywdzenie człowieka.

Pozostaje odpowiedź na takie spotkania, na takich ludzi. Co zrobić, gdy się chcący lub nie chcący znajdziemy w sytuacji obcowania z nimi? Moja religia od lat wpajała mi dobre sposoby. Trzeba nadstawić drugi policzek, trzeba powstrzymać się od przemocy, zło dobrem zwyciężaj czyli niech cię Pan Bóg broni, byś zacisnął pięści i po prostu się odwinął. Przebaczaj nie raz, nie siedem razy, tylko siedemdziesiąt siedem.

To nie działa. To jest przeciwskuteczne. To jest szkodliwe. Pewnie dlatego właśnie nie mogłem uwierzyć, że są ludzie, do których te środki nie trafiają. Przeciwnie zupełnie, jakby całkiem naturalnie powodują eskalację wrogich i złych zachowań. Zamiast sprawić, że zły człowiek przejrzy na oczy, dają większe pole do popisu dla jego negatywnych i krzywdzących ludzi postaw. Zło dobrem zwyciężaj - oferowane i propagowane przez moją religię w wersji: "na agresję i krzywdę odpowiedz dobrem i łagodnością" - jest bardzo dobrą i szlachetną koncepcją dla głoszących, ale może być druzgocąco szkodliwą dla tych, co ją przyjmą i zastosują w życiu.

Popełniamy trzy błędy w relacjach ze złymi ludźmi. Pierwszy to taki, kiedy kiedy do złego człowieka podchodzimy "po raz enty" z otwartym sercem i dłońmi, bo wciąż widzimy (czy chcemy widzieć) w nim "dobrą stronę", wciąż "mamy nadzieję", wciąż nie możemy uwierzyć. Przecież to niemożliwe. Przecież ludzie tacy nie są. Spróbujmy jeszcze raz. Drugi błąd to taki, kiedy przez złem i agresją ustępujemy. Trzeci gdy w wchodzimy w spiralę "wymiany ciosów" na podłożu emocjonalnym. Negatywne uczucia są żywiołem zła, mogą stać się także naszym.

Czy jednak nie należy wybaczać? Wybaczać zawsze? Należy. Tylko wybaczać, to znaczy zrezygnować z pragnienia wyrządzenia krzywdy w odwecie za własną. Nie znaczy w żadnym razie pozwolić, by zły człowiek dalej nas krzywdził. Naiwny, błędny idealizm głoszony przez ludzi, którzy nie żyją w "zwykłym" środowisku i nie spotykają się z jego uwarunkowaniami, jest tworzeniem fikcji. Złym ludziom trzeba zawsze dawać kredyt zaufania. Gdy go zawiodą, trzeba im wybaczać. Gdy o to poproszą, trzeba im umożliwić czynienie dobra i powitać ich na tej drodze. Można nawet, gdy nas na to emocjonalnie i materialnie stać, dać im ten dodatkowy płaszcz i nadstawić ten drugi policzek. Ale trzeba rozumieć, że procesy kształtowania ludzi zachodzą czasem tak głęboko i tak zmieniają ich postrzeganie, że ludzie nie są w stanie się zmienić. Pozostaje wtedy przejść obok nich, nie wchodzić w relacje i to, co najtrudniejsze, a konieczne - życzyć im dobrze. Bez tego ostatniego elementu, można zejść na ich drogę. Zasadzić w sercu cierń urazy, hodować ogród bólu, pretensji i cierpienia. Podlewać go codziennymi wspomnieniami, nawozić powtarzanym przeżywaniem krzywdy. W końcu zamieszkać w tym ogrodzie, który dla nas zło przygotowało przy pomocy innych. Nie. To nie miejsce dla człowieka. Ludzi trzeba lubić, dobrych i złych. I trzeba życzyć im dobrze, to jest żeby byli szczęśliwi, żeby to szczęście odnaleźli. Tylko "tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych." Ba... i to jest dopiero zadanie :)

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.666665
Ogólna ocena: 3.7 (głosów: 3)

Tematy: 

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Dobry podział złych ludzi, ciężko dodać czwartą kategorię

Wg mnie, większość złych ludzi nie uważa się za złych ludzi, jakichś pupilów Szatana. Pierwsza i druga kategoria to potwierdza. Należą do nich ludzie, którzy postrzegają swoje czyny jako dążenie do dobra.

  1. W pierwszym przypadku jest to egoistyczne, małe dobro. I tacy ludzie są niebezpieczni na małą skalą, dopiero gdy takie zachowania staną się normą społeczną pojawia się duży problem.
  2. W drugim przypadku jest z kolei altruistyczne, wielkie dobro. I tacy ludzie ze względu na pozytywny aspekt idei są w stanie jednostkowo pociągnąć masy.
  3. Dopiero trzeci typ jest czystym(?) złem, w stylu Jokera z "Mrocznego Rycerza". Tu przyczyny są niejasne, tłumaczenie zaburzeniem psychicznym naprawdę nie jest wytłumaczeniem tylko nadaniem nazwy. Jedna moja myśl jest taka, że osoby bagatelizują znaczenie swoich działań, rozbiłem szybę, ale to nic wielkiego. Druga możliwość jest taka, że zło jest odpowiedzią na frustrację, pustkę, poczucie skrzywdzenia lub odrzucenia przez świat.

Metody walki ze złem:

  • Prewencja, czyli przez wychowanie. Zbudowanie systemu wartości, w którym etyka jest i nad celami egoistycznymi, i nad celami altruistycznymi. Niestety, osiągnięcie skuteczności w realnym świecie skłania do naginania zasad.
  • Represja, czyli zastraszenie ludzi, którzy już są źli. Kary doczesne, czyli państwowy system karny oraz pozaprawne potępienie i wykluczenie społeczne. Kary transcendentne: chrześcijańska koncepcja Sądu Ostatecznego, cierpienie w przyszłym wcieleniu w systemach wierzeń w reinkarnacje, ewentualnie doczesna karma.
oto Zbyszek S

Dziękuję za ciekawy komentarz

Dziękuję za ciekawy komentarz.

Zgadzam się, że walka ze złem może przebiegać na dwóch płaszczyznach, z dwóch kierunków: od dołu - zajmując się człowiekiem, od góry - zajmując się prawem i społeczeństwem. Mam takie wrażenie, że Ci, co mogą go kształtować od dołu, robią to trochę fasadowo, bo zrzucają odpowiedzialność za walkę ze złem, na tych co mogą to czynić od góry.

Ciekawe jest to, że zło to nie jest jedynie proces zmiany postępowania, ale także (a może przede wszystkim) proces zmiany POSTRZEGANIA. "I otworzą wam się oczy. I poznacie...". Dlatego, jak Pan pisze, ludzie źli dążą do dobra. Ale w ich wzroku, nie ma innych ludzi, tak samo zasługujących na szacunek jak oni sami, tylko są przedmioty lub zagrożenia.

Oni nie zdają sobie być może sprawy, że czynią zło. Pytanie, czy czyni ich to niewinnymi jest trudne. Pytanie co z nimi zrobić, jak się wobec nich zachować jest już praktyczne.

oto Aleksy

Czytanie Pisma

Szanowny Panie Autorze, Panu zaszkodziło południowe słońce, Mistrz w ostatnich chwilach na KRZYŻU wybaczył łotrowi który prosił o wybaczenie,temu który Go opluwał nie wybaczył a mógł wszystko, nawet dać mu milion szans poprawy, nie zrobił tego. Pan chce stosować prawa których nie ma w Piśmie. Jak Pan myśli, dla czego Chrystus kazał uczniom strzepywać pył z sandałów?.Nowy Testament wyraźnie mówi: winny ma prosić pokrzywdzonego o wybaczenie, zrekompensować straty, uznać swoją winę i postanowić poprawę, jeśli tego nie uczyni nie może uzyskać przebaczenia.Lekkomyślność nikomu nie wyszła na dobre, szczególnie w relacjach z Bogiem.

oto Zbyszek S

1. "Szanowny Panie Autorze,

1. "Szanowny Panie Autorze, Panu zaszkodziło południowe słońce" - w punkt. Idealne. Bez komentarza.

2. Pańskie analizy znaczenia Nowego Testamentu są takiej jakości, jak uwaga z pkt 1. Pan nie rozumie tekstu, który napisałem i zakresu pojęciowego użytego w tekście słowa słowa "wybaczyć".
3. EOT.

oto Ireneusz

:-)

I gdzie to dobro, które niesiemy? :-)

EOT

A mądrze dyskutant zauważył i zaznaczył ważną rzecz:

?.Nowy Testament wyraźnie mówi: winny ma prosić pokrzywdzonego o wybaczenie, zrekompensować straty, uznać swoją winę i postanowić poprawę, jeśli tego nie uczyni nie może uzyskać przebaczenia.

Pan może odpuścić (w sensie wybaczyć i nie podejmować reakcji). W sensie w tym jest i pewna mądrość, albowiem reakcja odbija się na duszy dobrego chrześcijanina jak zadra. A nie zauważona zostanie przez tego złego człowieka. Dla złego czlowieka zło to splunięcie. Pan zaś, jak każdy dobry człowiek - CIERPI. To jak w przysłowiu, że kogo bardziej boli klaps - matkę czy dziecko? Oczywiście że matkę. Ale matka musi sie poświęcić, wymierzyć klapsa dla dobra bliźniego (każdego przyszłego) oraz dla dobra tego dziecka.
Więc, muszę powiedzieć, że nie jest tym kto nie zrozumiał Nowego Testamentu odrzucony i wykpiony dyskutant. Pan nim jest.

oto chłop jag

Prawdziwym problemem

są samozwańcze nadczłowieki - tołażysze - co to swoje zady pchają na boski tron.
Wniosek?
Kiedy ludzkość stworzy narzędzia do automatycznego ściągania na ziemię w/w nadczłowieków - to wtedy ludzie źli przywołani przez Autora nie będą stanowić poważnego problemu. To samozwańcze nadczłowieki (pupile szatana) rozciągają parasol ochronny nad ludźmi - których raczył przywołać Autor - tołażysze. W innym wypadku ludzie za sprawa pupili - staną się zwierzętami - i tak będą przez tychże pupili traktowani - tołażysze.

oto Dubitacjusz

Każdy inaczej postrzega siebie i świat,a to determinuje resztę.

Ale nie czy ni to ludźmi niewinnymi, jeśli uznajemy obiektywne kategorie prawdy i dobra.

Jest jeszcze jedno, poziom dobra i zła jest sytuacyjny. Przykładowo, kobieta może być złą żoną dla męża (typ 1, bez psychopatii) a dobrą matką dla dzieci.
Może się zmieniać podczas życia, np.

  • na pewnym etapie życia ktoś może chcieć się nakraść (typ 1), a później postanawia dobrze się zapisać w pamięci i zostaje filantropem.
  • w drugą stronę: ktoś może zaczynać jako szlachetny idealista, a potem idea wypala w nim całą resztę (typ 2)

Wracając do artykułu, o ile nie potrafię zanegować trójpodziału zła, to mam problem w innym punkcie. Jeśli dobrze zrozumiałem, Pańskim kryterium bycia dobrym jest potencjalna uleczalność dobrem. Nie chcę podważać wartości takiego kryterium, ale mówimy o zdarzeniu (przekazaniu dobra), które może zachodzić w dowolnym czasie.

Taka poboczna uwaga. Gdyby patrzeć nie całościowo na etyczne predyspozycje osoby, tylko na jej bieżące działanie, to jest jedna metoda zapobieganiu złu, niestety zwodnicza. Wychodzi ona z założenia, że jeśli człowiek już jest szczęśliwy, to nie będzie odczuwał motywacji do czynienia zła. Czyli powinien być permanentnie "bombardowany" może nie tyle dobrem w Pańskim ujęciu, co szczęściem. I wydaje się, że to fundament nowej cywilizacji (atlantyckiej, masońsko-oświeceniowej, prawoczłowieczej, czy jak ją zwać): każdy ma prawo do szczęścia i samorealizacji. Niestety, pogoń za szczęściem bez prawdy i dobra, musi prowadzić do "wypaczeń".

oto Zbyszek S

To prawda. Ludzie mogą

To prawda. Ludzie mogą prezentować różne postawy w różnych kontekstach i sytuacjach. Pytanie czy to ludzie dobrzy czy źli jest źle postawione, bo to zależy od kontekstu.

Nie pisałem tego tekstu z egzystencjalnego punktu widzenia, tylko bardziej z praktycznego. Zatem każdego człowieka spotykamy w życiu w pewnym kontekście. I wtedy trzeba poznać z kim się ma do czynienia, i to zrozumieć.

Ciekawe faktycznie jest czy dobro w jednej dziedzinie jakoś znosi lub unieważnia zło, które człowiek czyni w innej dziedzinie. Myślę, że nie znosi i nie unieważnia. Może być nawet odwrotnie. Owo dobro stanowić może formę samoprzekonania, że przecież jestem dobrym człowiekiem, bo popatrz - w tym i tamtym kontekście jestem taki dobry. W efekcie człowiek kontynuuje krzywdzenie ludzi w innej sferze.

Z ostatnim pańskim akapitem się nie zgadzam. Dobro rodzi się z postrzegania. Z postrzegania ludzi jako co najmniej równych sobie. To wstęp. Potem ma miejsce chrześcijaństwo, a więc dostrzeganie w ludziach Boga i patrzenie na nich w tym właśnie kontekście.

Nie oznacza to bombardowania szczęściem. Np. błędem jest wychowanie bezstresowe dzieci. Z własnego doświadczenia wiem, że drobne kary cielesne są dla dziecka mało dotkliwe i mogą być korzystne (zaraz mnie ktoś napadnie:) ).

oto Marek Bekier

Bardzo mi się podoba to co

Bardzo mi się podoba to co Pan napisał. Są jednak dwa problemy, które jedynie zasygnalizuję bo nie wiem jak sobie z nimi poradzić.
1. Wydaje mi się a nawet jestem prawie pewien, że pierwszy i drugi typ złych ludzi z łatwością potrafi sobie podporządkować typ trzeci. Rodzą się z tego całe instytucje zła jakimi szczególnie były nazizm i komunizm ale też niektóre (czy tylko niektóre?) korporacje.
2. Bardzo ładnie Pan napisał jak sobie radzić ze złymi ludźmi. Szczególnie ważne, moim zdaniem, są dwa zdania:

Złym ludziom trzeba zawsze dawać kredyt zaufania.

Pozostaje wtedy przejść obok nich, nie wchodzić w relacje i to, co najtrudniejsze, a konieczne - życzyć im dobrze.

Tylko, że tutaj powstaje inny problem: ze znaczną częścią złych ludzi mamy do czynienia tylko raz w życiu, bywa, że nawet nie bezpośredni choć nas to dotyka. Przykład (lekko sfabularyzowany ale prawdziwy). Grupa Cyganów okradła dom. Poszło gładko bo w domu były tylko małe dzieci i ich dziadek. Dziadek zaufał, że jacyś ludzie jedynie handlują czymś co go mało interesuje ale wpuścił ich do domu bo chcieli się też napić herbaty, twierdzili, że są w drodze i zmęczeni. Dzieci połapały się, że coś jest nie tak ale bały się za bardzo by zareagować. Gdy wróciła reszta rodziny było po wszystkim. Najmłodsze dziecko jeszcze po kilku latach stara się mieć pod ręką pamiątkową ciupagę z Zakopanego lub jakiś inny ciężki sprzęt gdy tylko jest samo w domu a ktoś obcy dzwoni do drzwi. Na szczęście rozpoznaje listonosza. Bez wątpienia ani dzieci, ani reszta rodziny nie spotkają po raz drugi w życiu tych samych złodziei. Być może nie spotkają się nawet z podobną sytuacją ale trudność w dawaniu kredytu zaufania, szczególnie temu najmłodszemu, pewnie zostanie do końca życia.

oto Dubitacjusz

@ p. Bekier: nie zgadzam się,

wg mnie komunizm, nazizm itp. tworzy typ 2, tj. ludzie idei. Dopiero w ramach tworzonego (wciąż dla "dobrej" idei, a nie czystego zła) aparatu przemocy odnajdują się ludzie typu 3 jako wykonawcy.

oto Marek Bekier

Nie rozumiem, dlaczego się

Nie rozumiem, dlaczego się Pan nie zgadza? Ja nie mam wątpliwości, że rolę sprawczą ma typ 2. Jednak twierdzę, że cały potężny aparat służb tajnych i jawnych rekrutuje się z typu 3. Jestem też prawie pewien, że typ 1 czuje się znacznie lepiej pod kuratelą typu 2 niż całkiem samodzielnie. O ile moje podejrzenie co do korporacji jest prawdziwe to tam typ 1 sterowany przez typ 2 miałby szczególne znaczenie. To jednak zostawiam ludziom lepiej znającym się na korporacjach od środka.

oto Zbyszek S

Ma Pan oczywiście rację panie

Ma Pan oczywiście rację panie Marku, że ideolodzy, gdy potrzebują ludziom zrobić krzywdę, używają takich, dla których krzywdzenie jest jakąś formą patologicznej przyjemności.

Co do innych prawidłowości to nie wiem. Ale. Zwrócił mi Pan uwagę na pewną możliwość. Otóż, możliwe jest, że występuje zjawisko pewnej synergii pomiędzy tymi trzema typami działań, trzema typami ludzi. To znaczy, że czasem wspierają się oni nawzajem w strukturach społecznych. Korzystają jedni z drugich, by wzmacniać swoją pozycję i dążenia.

Może to jest taka konstrukcja, w której typ 1 i 3, opętani mamoną i ci co czerpią przyjemność z krzywdzenia, w wymiarze społecznym korzystają z osłony typu 2 - obrońców wielkich idei. Z kolei typ 2, potrzebuje typu 1 do materialnego i fizycznego wzmocnienia swoich działań oraz typu 3 do eskalacji "niezbędnej przemocy" wobec ludzi.

Mnie bardziej interesował wymiar pojedynczego człowieka i spotkań twarzą w twarz, bo tam rozgrywają się podstawowe dramaty. Ale ten wymiar społeczny też jest ciekawy.

oto Marek Bekier

Jeden i drugi wymiar,

Jeden i drugi wymiar, pojedynczy człowiek i społeczeństwo, nie są od siebie odseparowane. Wiem, to banalne stwierdzenie. Jeśli każdy z nas oddzielnie odkryje, że zło i źli ludzie naprawdę istnieją oraz zrozumie jakie są źródła tego zła to będzie nam łatwiej żyć mimo wszystko. Pański tekst idzie nawet trochę dalej: pokazuje sposób (nie koniecznie jedyny) radzenia sobie z tym złem.
Ja próbowałem pokazać, że zło może się organizować. Może więc być tak, że wymiar indywidualny radzenia sobie ze złem jest niewystarczający. Konieczny ale niewystarczający.

oto Zbyszek S

Zbrodnicze ustroje tworzą

Zbrodnicze ustroje tworzą ludzie wymienieni u mnie jako pkt 2. Ale to pojawia się w łagodniejszej formie i dziś, gdy idea jakaś, poza ideą bezpośredniej miłości Boga i bliźniego, zostanie uznana za najwyższą, konieczną, świętą.

Zło w korporacjach to pewnie ludzie typu pierwszego. Opętani pędem do korzyści. Postrzegający życie jako funkcję bogactwa, władzy, poziomu doznawanych przyjemności.

Zło zawsze nas rani. Rani nas przy pomocy krzywdy i nie ma się co oszukiwać. To się dzieje naprawdę i naprawdę wtedy jesteśmy poranieni. Tak jak najmłodsze z pańskiej historii.

A jednak jedyną drogą uleczenia tego poranienia, jest wybaczenie i życzenie innym dobrze. Wydaje mi się, że inne wyjście nie istnieje. I znów, wybaczenie nie znaczy, że jak znów się spotkamy, to wejdziemy w jakąkolwiek relację. To już będzie zależeć od naszego rozeznania, jaki to może mieć skutki.

Kredyt zaufania możemy dać, jak mamy z czego. Jak nie mamy, to nie damy.

oto Ireneusz

Każdy jest kowalem swego losu

Na wstępie dajemy ostrożnie kredyt zaufania każdemu, a on jako kowal swego losu może ten kredyt wykorzystać lub zaprzepaścić.

oto Equatore

Na złych ludzi nieźle działa strategia "wet za wet"

Pierwszy krok: wyciągasz rękę.
Każdy kolejny: robisz to, co on tobie.
Proste, a zarazem subtelne - całkiem nieźle zniechęca do krzywdzenia nas i tych, których chronimy. Za wyjątkiem nieuleczalnych przypadków zmusza osaczonego przez "dobrych" do pohamowania się. Nie zakłada złych intencji i nie powoduje wszczynania niepotrzebnych konfliktów.
Nie jest to oczywiście strategia najbardziej NATURALNA. Uczucie zemsty - nieobce chyba nikomu - pomaga walczyć przeciwko każdemu - z zastosowaniem eskalacji i determinacji pozwalającej zakończyć konflikt dopiero po totalnym zniszczeniu przeciwnika. Problem z zemstą jest jednak taki, że wypacza nas samych. Niszczymy złego, ale nakręcamy sami spiralę zła. Stąd, wolę "wet za wet".

Wobec ludzi, którzy nie są do cna zepsuci, warto jest jednak czasami stosować więcej wyrozumiałości, niż w metodzie "wet za wet".

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.