Zarys 45-lecia (2)

... czytaj część pierwszą...

„Polską politykę transformacyjną, której głównym narzędziem była prywatyzacja, uznać należy za błędną. Przeprowadzona ona została pospiesznie, bez jasnych kryteriów pozwalających na jej ocenę” – pisze prof. Paweł Bożyk w wydanej niedawno jego pracy „Apokalipsa według Pawła. Jak zniszczono nasz kraj”.

Bożyk
zobacz książkę na stronie wydawnictwa Wektory

Przerażająca wymowa liczb

Przerażają liczby i fakty, które przytacza Autor. Oto one:

„Łącznie po roku 1989 zlikwidowano 657 zakładów wybudowanych po wojnie. Stanowiło to 41 proc. wszystkich przedsiębiorstw zbudowanych w PRL, pozbawiło pracy 834 tysięcy pracowników, tyle ile wynosiło zatrudnienie w przemyśle w okresie międzywojennym. Wśród zlikwidowanych przedsiębiorstw wyjątkowo duży był udział zakładów zatrudniających ponad 1000 osób, ubyło ich 242, a łączna utrata miejsc pracy z tego tytułu wyniosła aż 640 tys. osób., czyli 78 procent zlikwidowanych miejsc pracy w przemyśle. Co ciekawsze, często zlikwidowane wielkie przedsiębiorstwa były najsilniejsze ekonomicznie, najnowocześniejsze technologicznie i organizacyjnie”.

Tylko ok.10 procent zlikwidowanych zakładów nie można było uratować, resztę – podkreśla prof. Bożyk - zniszczono ze względów dogmatycznych.

Inwestorzy zagraniczni kupując za bezcen polskie przedsiębiorstwa natychmiast likwidowali ich produkcję i stwarzali rynek zbytu dla swoich wyrobów. Właśnie w ten sposób zlikwidowano polską elektronikę, gdzie pracowała wysoko wykwalifikowana kadra, w dużej części kształcona w USA i Europie Zachodniej. Los taki spotkał przemysły samochodowy, traktorowy, stoczniowy, produkcji lokomotyw i urządzeń kolejowych, obrabiarek sterowanych numerycznie.

Ogromny cios zadano przemysłom wysokiej techniki – na 142 zakłady powstałe w PRL zlikwidowano 77. Tak więc największy ubytek majątku nastąpił w przemyśle elektronicznym – trzy czwarte, i informatycznym – 70 procent.

Ideologiczne uzasadnienie operacji pozbywania się przemysłu stanowił pogląd, że firmy państwowe z natury rzeczy są mniej efektywne niż prywatne. Drugą wytyczną był pogląd Josepha Schumpetera, że „małe jest piękne”, zgodnie z którym małe firmy prywatne wymagają szczególnej troski, jako że są prawie zawsze efektywne, a wielkie przedsiębiorstwa powinny zostać rozparcelowane i zniknąć z mapy przemysłowej Polski.

Prof. Bożyk tak charakteryzuje los dumy polskiego przemysłu:

„Całkowicie zlikwidowano przemysł stoczniowy, w który tylko w latach siedemdziesiątych zainwestowano dwa miliardy złotych. W rezultacie należał on do najnowocześniejszych w Europie i na przykład w porównaniu z niemieckim przemysłem stoczniowym miał znacznie niższe koszty produkcji. Tymczasem dziś, po ćwierćwieczu tamtych przemian, niemiecki przemysł stoczniowy ma pełen portfel zamówień, został w międzyczasie rozbudowany, i stanowi ważną dziedzinę gospodarki niemieckiej, a polskiego przemysłu stoczniowego nie ma, choć przed rozpoczęciem transformacji i prywatyzacji przemysł stoczniowy Niemiec był, zwłaszcza pod względem kosztów produkcji i nowoczesności daleko w tyle za polskim”.

To jeszcze jedno potwierdzenie w czyim interesie ekipa Donalda Tuska dobiła polskie stocznie.
Z pogromu pozostały przemysły materiałochłonne, głównie celulozowo-papierniczy, kopalnictwo rud metali, zagospodarowanie odpadów, przemysł gumowy, energetyka, kopalnictwo ropy i gazu, przetwórstwo paliw. Przyczyną takiego stanu rzeczy okazał się brak zainteresowania kapitału zagranicznego i krajowego ze względu na niską efektywność inwestowania w te branże.

Od Rakowskiego przez Balcerowicza...

W książce znajdujemy opis początków polskiego neoliberalizmu, którego ojcem chrzestnym był Mieczysław Rakowski – wtedy już premier, lokujący się po umiarkowanej stronie partyjnego establishmentu. Wraz z Jaruzelskim przepchnęli oni pakiet reform; „przepchnęli”, bo początkowo napotkali na silny opór w KC. Dopiero, gdy obaj zgłosili dymisję, Komitet zaakceptował kierunek zmian, odrzucając ich rezygnację. Rakowski wynalazł sobie pomocników w osobach dwóch przedsiębiorców – Ireneusza Sekułę i Mieczysława Wilczka. Pierwszy został wicepremierem, drugi ministrem przemysłu. Obu ich Autor nazywa hunwejbinami.

Dziś, gdy niektórzy politycy i businessmani z tęsknotą wspominają Wilczka, warto przytoczyć opinię Profesora o sprokurowanej przez nich ustawie o działalności gospodarczej. Akt ten koncentrował się na likwidacji ograniczeń działalności gospodarczej, zgodnie z zasadą „co nie jest zakazane, jest dozwolone”. Zniesiono z małymi wyjątkami koncesje, dokonano równouprawnienia form własności. Autor jednak bezlitośnie obnaża istotę ustawy i opartej na niej polityce. Pisze on:

„Sformułowania te świadczyły o o dziecinnej wprost naiwności „nowych” reformatorów, skoro uważali oni, że demontaż ograniczeń typowych dla gospodarki centralnie planowanej jest równoznaczny z liberalną gospodarką wolnorynkową. W rzeczywistości postępowanie takie szybkimi krokami doprowadziło do anarchii gospodarczej. Reformatorzy zapomnieli bowiem wprowadzić reguły zmuszające podmioty gospodarcze do postępowania zgodnego z logiką rządu. Reguł tych jest przecież niezliczona ilość, dotyczą one przy tym prawie każdego odcinka życia. Tylko na pozór gospodarka wolnorynkowa jest w pełni liberalna. W rzeczywistości jej funkcjonowanie jest szczelnie regulowane, niekoniecznie przez przepisy państwowe, częściej przez przepisy bankowe, ubezpieczeniowe, handlowe, inwestycyjne. Bez tych przepisów zapanowałaby anarchia”. I zapanowała.

W rezultacie polscy kapitaliści pojawili się,

„gdy zgodnie maksymą ukradli pierwszy milion. (…) Dopiero upadające polskie przedsiębiorstwa państwowe stworzyły im raj, jakiego wcześniej nie było. Pomogli im w tym nie tylko Balcerowicz, lecz także powoływani kolejno ministrowie prywatyzacji, gospodarki czy współpracy z zagranicą. Co nie jest zabronione jest dozwolone. Dewiza ta … stworzyła pole do popisu spekulantom i kandydatom na milionerów. W praktyce wszystko było dozwolone, bo prawie nic nie było zabronione. Najpierw rzucili się więc na import, w pierwszej kolejności na spirytus i inne alkohole. (…) Siła przebicia dolara była tu nieprawdopodobnie wysoka. Pierwsi milionerzy pojawili się więc po kilku tygodniach od wprowadzenia reformy”.

P. Bożyk przypomina, że skala przekrętów na alkoholu musiała być znaczna, skoro przed Trybunałem Stanu chciano postawić nie tylko Balcerowicza i Bieleckiego, ale i kolejnych ministrów prywatyzacji. Oczywiście nic z tego nie wyszło.

Autor kontynuuje:

„Jeszcze większym przekrętem była prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych. Tu można było dorobić się w majestacie prawa. Dzięki nadrzędnej zasadzie, że o wartości przedsiębiorstwa decyduje jego cena rynkowa, można było kupić fabrykę zatrudniającą kilka tysięcy ludzi za złotówkę i kupowano je masowo”.

Okazuje się, iż prywatyzowano także w Japonii w latach 50. i 60. Gdy firma państwowa lub prywatna upadała, rząd przejmował ją pod kuratelę, modernizował, usprawniał i odsprzedawał prywatnemu inwestorowi za godziwą cenę całkiem sprawne i konkurencyjne przedsiębiorstwo. Ale przecież w Polsce nie o to chodziło.

Również i Balcerowiczowi, który zaserwował Sejmowi na początku swego „panowania” pakiet 10 ustaw. Przyjęto je bez mała jednogłośnie, tyle że projektów tych posłowie nie czytali. Książka przypomina czytelnikowi credo dra Mengele polskiej gospodarki:

„Będąc na trampolinie, nie mamy czasu by sprawdzać czy w basenie jest woda, musimy skakać, jeżeli się okaże się, że basen jest pełen wody, skok będzie udany, jeżeli jednak wody w basenie nie będzie, tym gorzej dla nas”.

Można tylko podziwiać wyjątkowy cynizm Balcerowicza. On przecież wiedział, że wody nie było. W ciągu pierwszych dwóch lat wdrażania „reform” dziennie traciło pacę 3000 ludzi. Reakcję społeczną na te zbrodnicze przedsięwzięcia tak opisuje Profesor:

„Polacy wydawali się omamieni. W ogóle przestało ich obchodzić, że przez pierwsze dwa lata znikało dziennie jedno wielkie przedsiębiorstwo, bo przecież tylko takie mogło zatrudnić 3000 ludzi. Żeby ukryć bezrobocie, w okresie tym na emeryturę sztucznie przesunięto prawie dwa miliony ludzi. Tym samym Polska stała się krajem, gdzie miliony emerytów ledwo przekroczyło 50 lat”.

Prof. Bożyk przedstawia również osławiony Program Powszechnej Prywatyzacji, autoryzowany przez ówczesnego ministra prywatyzacji – Janusza Lewandowskiego. Lewandowski wybrał brytyjską firmę doradczą S.G. Warburg, zatrudniającą prócz Anglików także osoby znające Polskę, szczególnie z Izraela. 512 przedsiębiorstw – ze świetnymi lub zupełnie dobrymi wynikami ekonomicznymi – podzielono na 15 funduszy Inwestycyjnych, zarządzanych przez zagranicznych specjalistów. Sposób ich prowadzenia został podyktowany przez zagranicznych ekspertów. Co ciekawe, w ostatniej chwili przyszli zarządcy zmienili dotychczasowe ustalenia – bez wątpienia mając na uwadze własne korzyści, nie brakowało wśród nich emigrantów po 1968 r. P. Bożyk przypomina, że najpierw Sejm odrzucił PPP, a w dwa tygodnie później przyjął. Od siebie dodam, że przyjęcie tego projektu odbyło wskutek przekonania do głosowania na „tak” ZChN-u.

Jakich argumentów i wobec kogo ze Zjednoczenia użyto, kroniki, jak dotąd, milczą. Rezultat okazał się tragiczny. Po przejęciu akcji tych przedsiębiorstw przez firmy zarządzające zakłady należące do NFI zaczęły zdecydowanie pogarszać swoje wyniki. Powód? Chodziło o uzyskanie największych wynagrodzeń za zarządzanie. Zarządcy zagraniczni zarobili na tym interesie 800 mln zł, tzn. połowę wartości przejętych firm. Wynik tej operacji był następujący: 57 najlepszych przedsiębiorstw przeszło w obce ręce, resztę zlikwidowano lub dopuszczano do bankructwa.

Z 512 podmiotów z NFI tylko 27 kwalifikowało się na giełdę. Nikomu za to oszustwo włos nie spadł z głowy. I w tym momencie tak spokojnie piszącemu Autorowi puściły nerwy:

„To po co, po diabła, był parlament, rząd, ministrowie, prokuratorzy, policja? Największą odpowiedzialność powinien ponieść Sejm, to on przecież zatwierdził Program Powszechnej Prywatyzacji, on powinien też dokonać oceny jego realizacji. A tu nic; setki przedsiębiorstw państwowych zamiast do restrukturyzacji produkcji doprowadzono do bankructwa, co gorsze, płacąc za to setki milionów złotych, które „wypłynęły” z Polski. A odpowiedzialność rządu? Jego ministrowie przygotowali projekt … wprowadzając parlament w błąd. Żaden z celów tego projektu nie został zrealizowany. Dlaczego milczy wymiar sprawiedliwości? (…) A może te fundusze zostały zaprojektowane przez zagranicznych spekulantów w taki sposób, by w majestacie prawa ograbić Polskę z gigantycznych pieniędzy, doprowadzając jednocześnie do bankructw setki przedsiębiorstw państwowych?”

ciąg dalszy...

Paweł Bożyk, „Apokalipsa według Pawła. Jak zniszczono nasz kraj”, Wrocław 2015, Wydawnictwo Wektory, ss. 336

oto Zbigniew Lipiński Zbigniew Lipiński

publicysta polityczny, publikuje w "Myśli Polskiej"
www.mysl-polska.pl

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.6
Ogólna ocena: 4.6 (głosów: 10)

Tematy: 

Dyskusja

oto Czesław

Czy to koniec?

Gehenna II-ej wojny światowej, upaństwowienie gospodarki a potem złodziejska prywatyzacja, aferalna reprywatyzacja. Jakie jeszcze klęski nas czekają?

oto JJerzy

Niestety ...

... wydaje mi się, że na pańskie pytanie należy odpowiedzieć pozytywnie.
Obawiam się, że jeśli to nie koniec, to na pewno początek końca. Jak już kiedyś pisałem, będą się o nas kiedyś uczyć jak o Etruskach. Ciekawe tylko czy w ocenie weźmie się pod uwagę wielosetletnie oddziaływanie zewnętrzne, czy też przeważać będzie zdziwienie nad narodem, który mając wiele atutów nie dał sobie rady, niemal z samym sobą.

oto chłop jag

„Apokalipsa według Pawła. Jak

„Apokalipsa według Pawła. Jak zniszczono nasz kraj”

Mała to pociecha - jednak nie jesteśmy jedynym zniszczonym/wyniszczanym krajem - tołażysze.
Wniosek?
Jest dużo gorzej - ponieważ wyniszczana jest cała ludzkość - a ze szczególną zajadłością - wyniszczana jest biała rasa - tołażysze.

oto norwid

Pogrom geopolitycznych ignorantów

Szanowny Panie Zbigniewie.

Powyższą recenzją książki Bożyka straszliwie pobił Pan zwolenników niepodległości Polski zorientowanej wyłącznie na Berlin czy Moskwe.
To jest prawdziwy pogrom. Bez skrupułów obnaża pan projekt niemieckiej "mitteleuropy" który Polskę zapakował w ubóstwo.
Lektura obowiązkowa dla geopolitycznych ignorantów, bezkrytycznych wobec siebie krytykantów polityki PIS z panią Raźny na czele.

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za pracę nad tym artykułem, może kilku osobom otworzy oczy.

oto norwid

no właśnie!

a reformy realizowano w ramach dostosowania do gospodarki Zachodu.

- gospodarka komplementarna a nie konkurencyjna. Projekt nazywa się mitteleuropa, poczytać, zapamiętać, zrozumieć i wtedy komentować. Przykład stoczni i elektroniki tu jest idealny. Idealny jest też przykład gałęzi energochłonnych jak celulozowy. To na czym idzie sporo zarobić robią dziś Niemcy, to na czym zarabia się znacznie mniej przy dużych nakładach pracy i energii robi Polska.

Pani Raźny stręczy na PN kretyńską antyamerykańską politykę. Pro rosyjską (regres cywilizacyjny dla Polski) i w konsekwencji pro niemiecką. Więcej niz pewne że po wysadzeniu USA z Europy Środkowej Polska przypadnie w udziale RFN. To zacementuje naszą gospodarkę na dekady bez jakichkolwiek szans na pozytywne zmiany. Pani Raźny to polityczny szkodnik i tyle.

I jeszcze jedno retoryczne pytanie - czy Wilczek był Amerykaninem?

oto Krzysztof M

Jeffrey Sachs jest

Jeffrey Sachs jest Amerykaninem

A Michnik jest Polakiem. :-)

oto baba jag

Jest taka książka

er größte Raubzug der Geschichte: Warum die Fleißigen immer ärmer und die Reichen immer reicher werden

do tego największego rabunku koncerny(amerykański liberalny faszyzm) przygotowywały się od połowy lat osiemdziesiątych.Co miało nadejść wiedziano już wcześniej. Pierwej jednak zrabowano Europę południową..

Er Grosste Raubzug to nic innego jak "największa wyprawa łupieżcza".

oto kaktusnadłoni

Dużo się mówi na ten temat

Tylko ok.10 procent zlikwidowanych zakładów nie można było uratować, resztę – podkreśla prof. Bożyk - zniszczono ze względów dogmatycznych.

Ale tylko się mówi.

Czy znajdzie się ktoś kto to towarzycho (lub spadkobirców) weźmie za mordę, osądzi uczciwie zakład po zakładzie, wyliczy winy (w złotówkach) tych likwidatorów by zrabowane pieniądze powróciły do skarbu państwa?

P. Bożyk przypomina, że skala przekrętów na alkoholu musiała być znaczna, skoro przed Trybunałem Stanu chciano postawić nie tylko Balcerowicza i Bieleckiego, ale i kolejnych ministrów prywatyzacji. Oczywiście nic z tego nie wyszło.

Może jest to podła insynuacja, ale takie pytanie łazi mi po durnym siwym łbie: gdybym to ja został w którymś rządzie ministrem prywatyzacji, to czy ja też bym zrobił wszystko by sprawą zabebłać, dla własnych korzyści, z nadzieją, że następni ministrowie też tak zrobią?

oto Krzysztof M

gdybym to ja został w którymś

gdybym to ja został w którymś rządzie ministrem prywatyzacji, to czy ja też bym zrobił wszystko by sprawą zabebłać, dla własnych korzyści, z nadzieją, że następni ministrowie też tak zrobią?

Tylko tak zostałby pan ministrem. Inni nie są wpuszczani.

oto mehan 22.01.2017

Pomarzyć dobra rzecz

"Czy znajdzie się ktoś kto to towarzycho (lub spadkobierców) weźmie za mordę, osądzi uczciwie zakład po zakładzie, wyliczy winy (w złotówkach) tych likwidatorów by zrabowane pieniądze powróciły do skarbu państwa"?, dlaczego zadaje pan takie pytanie, wiedza dobrze, że nie otrzyma pan na nie odpowiedzi, a już na pewno nie od obecnie rządzących, którzy w Sejmie tez podnosili rączki ZA tzw. prywatyzacją.

oto Krzysztof M

Czy znajdzie się ktoś kto to

Czy znajdzie się ktoś kto to towarzycho (lub spadkobierców) weźmie za mordę, osądzi uczciwie

Wyłącznie Archanioł Gabriel. Bo Polaków tu wykluczam z przyczyn oczywistych. :-)

oto kaktusnadłoni

Pytana retoryczne.

... dlaczego zadaje pan takie pytanie, wiedząc dobrze, że nie otrzyma pan na nie odpowiedzi, ...

Tak, wiem. Ale uważam, że zmiana zaczyna się od zadawania pytań. Również pytań retorycznych.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.