Tuzin złotych za godzinę

We współczesnym świecie możemy mówić o trzech źródłach dochodów. Pierwszym źródłem są wyniki badań naukowych i związane z tym patenty, wynalazki bądź po prostu pomysły i talent. To one przynoszą największe dochody, są najwyżej cenione, dają to, co ekonomiści nazywają zyskiem nadzwyczajnym. Drugim źródłem dochodów jest własność kapitału. Mam tu na myśli nieruchomości, przedsiębiorstwa, akcje i udziały, zgromadzone na lokatach pieniądze. Ekonomiści mówią tu o należnym zysku z kapitału. Trzecim źródłem dochodów są dochody z pracy, tej fizycznej i tej umysłowej. One też są podstawą późniejszych wypłat rent i emerytur.

Dramat Polski dziś polega na tym, że za bezcen wyprzedaliśmy fabryki, banki, handel, a często nieruchomości czyli kapitał. Nabyły go zagraniczne firmy, przedsiębiorcy i to w ich ręce, do ich kieszeni trafia zysk z kapitału. Co gorsza, zagraniczni właściciele fabryk zlikwidowali działające przy przedsiębiorstwach ośrodki naukowo-badawcze, instytuty, zespoły ludzi, których zadaniem było opracowywanie wynalazków, nowych technologii, po prostu wymyślanie. Dziś jesteśmy państwem - kuriozum w Europie, o najmniejszej liczbie zgłaszanych patentów. Zatem zysk nadzwyczajny, ten najbardziej wydajny ekonomicznie nam się nie należy.

Staliśmy się przede wszystkim najemnymi pracownikami, często w zagranicznych firmach, często produkujących wyroby lub komponenty, które wymagają dużo nisko kwalifikowanej robocizny, co gorsza, nisko opłacanej. Efektem jest, że połowa pracujących Polaków, czyli około 8 milionów nie zarabia 2400 złotych miesięcznie, a około 1,5 miliona zarabia mniej, niż 1400 złotych miesięcznie.

Czy zatem ustawowe podniesienie stawki godzinowej płacy do 12 złotych brutto za godzinę to dobre rozwiązanie?

Odpowiedź tych, którzy bezpośrednio skorzystają z podwyżki będzie prosta – dlaczego tak mała podwyżka? Dlaczego nie więcej? I możemy powiedzieć, że będą mieli rację.

Z drugiej strony odpowiedź tych, którzy wypłacą podwyżkę – przedsiębiorców, najczęściej polskich małych i średnich będzie – a skąd mam na to wziąć pieniądze? To, co państwo daje pracownikowi idzie z mojej kieszeni. Podwyżka dla pracownika to dla mnie podatek. A często przedsiębiorca doda – jedynie państwo na tym zarobi, bo do płacy 12 złotych za godzinę brutto ja będę musiał jako przedsiębiorca dorzucić 2 złote narzutów z tytułu podatków i składek. Co gorsza, z ustawy wynika, że będę musiał prowadzić biurokratyczną dokumentację: ile, kiedy, gdzie, kto przepracował, bo jeśli nie dopilnuję dokumentacji, to kontrola Państwowej Inspekcji Pracy nałoży na mnie wysoką grzywnę. A zatem, tym kto najwięcej na podwyżce stawki godzinowej zyska będzie urząd skarbowy.

I pracownik i pracodawca adresując pretensje do rządu mają rację. Dlaczego? Bo rząd swym działaniem zachowuje się jak lekarz, który nie leczy przyczyny choroby, a jej objawy. Bo przyczyną niskich dochodów Polaków jest złamanie świętej zasady własności mówiącej, że majątek narodowy powinien być w dominującym stopniu w polskich rękach, a nie tak jak ma to miejsce obecnie – jest własnością kapitału zagranicznego.

Błąd rządu polega też na tym, że arbitralnie ingeruje w stosunki między pracownikiem a pracodawcą – wchodzi „między wódkę a zakąskę” ustalając wysokość płac. Tymczasem jego rolą jest skupić się na tworzeniu takich mechanizmów i reguł, by popyt na pracę rósł i wymuszał na pracodawcy wzrost płac, tak jak się to dzieje na przykład w informatyce.

Ustawa o „tuzinie złotych za godzinę” pewnie uspokoi sumienia rządzących, będą mogli powiedzieć – „troszczymy się o najuboższych”. Ale my powinniśmy dopowiedzieć, że uspokajanie sumienia kosztem małego i średniego polskiego przedsiębiorcy to błąd. Co gorsza, narzucanie wyższej stawki godzinowej bezpośrednio zachęca i prowadzi do rozszerzenia sfery pracy niedeklarowanej, na szaro bądź czarno.

Ustawa „tuzin złotych za godzinę” ma także dodatkowe skutki ekonomiczne i społeczne. Po pierwsze – wzrost płacy minimalnej podnosi koszty produkcji najczęściej w polskich małych i średnich przedsiębiorstwach pogarszając ich konkurencyjność na rynku wewnętrznym i w eksporcie. Po drugie – wzrost kosztów produkcji w dobie deflacji czyli spadku cen własnych wyrobów – czego doświadcza wielu polskich przedsiębiorców – pogarsza rentowność przedsiębiorstw, obniża zyski, zdolność do inwestowania i rozwoju, a także prowadzi do spadku podatku dochodowego płaconego budżetowi.

A po trzecie – to uważam za szczególnie ważne – ustawa o „tuzinie złotych za godzinę” wrzuca do jednego worka pracodawców polskich i zagranicznych przeciwstawiając ich polskim pracownikom. I tym oto sposobem polski mały i średni przedsiębiorca jest konfliktowany z polskim robotnikiem i pracownikiem, jakby to on był głównym winowajcą niskiego poziomu płac i dochodów, a nie dominujący u nas kapitał zagraniczny.

Sumując uważam ustawę „tuzin złotych za godzinę” za bardzo ułomną, odwracającą uwagę od istoty problemu, sprzyjającą wzrostowi antagonizmów społecznych i działań nielegalnych. Nie tędy droga do naprawy Rzeczypospolitej.

Dariusz Grabowski

Doktor Dariusz Maciej Grabowski jest Prezesem Zarządu Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej
www.klubinteligencjipolskiej.pl

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.57143
Ogólna ocena: 3.6 (głosów: 7)

Tematy: 

Dyskusja

oto Robercik

Ukraińcy faktycznie tworzą

Ukraińcy faktycznie tworzą presję płacową w kraju o i tak słabych warunkach płacowych (gorszych niż w tej części Europy). Uwaga pana Dubitacjusza jest obiektywna, ma bezpośredni związek z tematem i nie niesie niemerytorycznej "antyukraińskości". Natomiast Pan kilka dni temu pochwalił finansowanie przez polskiego podatnika budowy dróg na Ukraine.
Skąd ta miłość do Ukrainy? Są chyba jakieś granice...

oto Mar.Jan

co do napływu Ukraińców:

Byc może faktycznie "napłynął" ich milion. Jednak jednoczesnie "odplynęły" na Zachód conajmniej 2 mln Polaków.
Co najdziwniejsze: mimo tzw. "braku rąk do pracy" w Polsce jakos pensje przeciętne nie poszybowały w górę. I nadal ciągle trudno o dobrze płatna posadę. Jak się taka oferta pojawi to natychmiast pojawia się 500 aplikacji chętnych.
Cóż to może oznaczać?
Chyba tylko to, w Polsce SPADA zapotrzebowanie na pracę, czyli zbiera się na objawy prawdziwego kryzysu ekonomicznego.
Pierwsza zapowiedzia kryzysu jest spadek zapotrzebowania na pracę. Potem (częściowo wskutek tego spadku) spada popyt i zaczyna się kryzys ze zwolnieniami grupowymi i zamykaniem przedsiębiorstw.

oto ramon

zwyrodniale

Jesli ktoś jest zmuszony do wyjazdu za pracą bo prawo tworzyli lobbysci (tak zwani ) a w zasadzie pomagierzy BCC nie mylić z že stacja to musiało skończyć się nowym feudalizmem a co do ukraińców niech pozyja w polsce za te grosze a nie u siebie zresztą oni juz też zmadrzeli choc jeszcze nie wszyscy .

oto Ireneusz

Już zwracałem na to uwagę

Chyba tylko to, w Polsce SPADA zapotrzebowanie na pracę, czyli zbiera się na objawy prawdziwego kryzysu ekonomicznego.

Zaraz wyskoczą znów agenci rządzących wskazując na wspaniałe statystyki. Ale z drugiej strony, dla równowagi dodam, że zapotrzebowanie na pracę wcale nie spada. Jest identyczne jak było od kilku lat. Jedyne co, to skończyło się sztuczne pompowanie i bajerowanie medialne - pierwotnym twórcą takich bajerów była Platforma. PISowi wydawało się, że też potrafią się identycznie z ludźmi bawić.

oto BTadeusz

To jest błąd założycielski współczesnej ekonomii:

We współczesnym świecie możemy mówić o trzech źródłach dochodów.

"Dochód" - jako kategoria pierwotna. (Rozumiem, że autor ma na myśli dochód wyrażony w pieniądzu)
Gdyby pieniądz miał wartość obiektywną (czyli po prostu - wartość) - dochód mogłby być traktowany, jako pojecie fundamentalne. Jako punkt odniesienia.
Jeśli jest prawdopodobne, że ilość pieniądza zmienia się w sposób nieprzewidywalny dla przedsiębiorców ze sfery produkcji materialnej - założenia jest wadliwe logicznie.
Twierdzenie (założenie) autora jest prawdziwe, ale niczego nie wyjaśniające. w matematyce (także w obiektywnej ekonomii) - powiedzielibyśmy NIEANALITYCZNE.
To znaczy - że wszelkie wnioski wyprowadzone z takiego założenia - są (mogą być) zgodne z rzeczywistością STATYSTYCZNIE, a nie PRZYCZYNOWO.
W moim rozumieniu działalność gospodarcza (najszerzej rozumiana) jest grą (graniem) na loterii, w której pieniądz (i pochodne) - jest żetonem, a zastawem - jest praca - ZA Z GÓRY UMÓWIONĄ CENĘ.

oto adam_54

Odwrotnie...

Sumując uważam ustawę „tuzin złotych za godzinę” za bardzo ułomną, odwracającą uwagę od istoty problemu, sprzyjającą wzrostowi antagonizmów społecznych i działań nielegalnych.

Jeśli ta ustawa jest zgodna z zasadą "dziel i rządź" - a jest - to jest jak najbardziej pozytywna... w mniemaniu rządzących :-)
A co do....

Nie tędy droga do naprawy Rzeczypospolitej.

.. krytykować , to się krytykuje łatwo - natomiast wskazać "właściwą drogę".... i zaległa w cisza .

oto MSzach

I to jest rzecz pierwsza,

I to jest rzecz pierwsza, druga i enta.

Odebrać przywilej wyborczy obywatelom, dla których źródłem utrzymania są wydatki budżetowe.

Współdecydowanie o państwie ludzi tkwiących egzystencjalnie na garnuszku państwa to roszczeniowy terroryzm tłumu, który stał się sposobem na zycie obecnych łże-elit.

Po-PiS wraz z sejmowymi satelitami jest i przyczyną i skutkiem takiej rzeczywistości zwanej dla większego ogłupienia 'demokratyczną'. Przyczyną bo upaństwawianie gospodarki trwa i jest coraz bezczelniej kontynuowane. Aż ręce opadają...

oto BTadeusz

Ba! -:) A jest jeszcze gorzej...

Pewnie Pan pamięta, z jaką pasją pisałem przed laty o "antydemokracji" - czyli "demokracji ulicznej".
Postulowałem penalizowanie wszelkich zgromadzeń ulicznych, czy to stacjonarnych, czy ruchomych. Postulowałem, by organizatorzy wszelkich marszo-wieców wynajmowali jakiś stadion, lub pole i na tym terenie gromadzili się, by wywrzeszczeć swoje frustracje...

Minęło kilka lat i niebezpieczeństwo zostało zagospodarowane przez oligarchię w "konstruktywny" sposób. Mianowicie zalegalizowano taką formę "wolności demokratycznej".
I młoda kadra krwiopijców uczy się elitarnego rzemiosła biegając z flagami i transparentami wyrażającymi sprzeciw (wobec czegokolwiek). Z jednym wyjątkiem.
Brak jednego hasła - "chcemy obywatelskiej demokracji".
W powszechnym odczuciu "Demokracja przedstawicielska" - czyli anonimowy wrzask bez odpowiedzialności za to, co się wrzeszczy i czego się żąda - jest kwintesencją demokracji.

Elity dopięły swego - wpisały w tożsamość obywatela - konieczności istnienia elit.
Bo kto wytłumaczy normalnemu człowiekowi - jakie jest prawo, co jest dobre, co poprawne?

Komunistyczną (wstydliwą) "nowomowę" zastąpiono dumną i oficjaną poprawnością polityczną.
Wpisano w nią "poszanowanie woli mniejszości" i jedyne, co bruździ - to Trybunał Konstytucyjny.
Zły, głupi, podły - ale kiedy (już niebawem) upadnie - nic nie zatrzyma pochodu jedynie słusznej linii Partii.
Jak by się nie nazywała.
Pozdrawiam-:)

oto adam_54

Rzecz problematyczna..

Odebrać przywilej wyborczy obywatelom, dla których źródłem utrzymania są wydatki budżetowe.

Skutek tego może być wyłącznie jeden - konflikty pomiędzy mającymi a pozbawionymi praw wyborczych. Co znakomicie wpisywałoby się w regułę "dziel i rządź" :-)
Problem następny....

i jedyne, co bruździ - to Trybunał Konstytucyjny.

.. oczywiście że bruździ - więcej! - dawno ten bękart najgorszego okresu stanu wojennego powinien być dawno zlikwidowany - dlaczego ?
Wyjaśniam więc.... zastanowił się pan kiedyś co robi ten "trybunał" ? - otóż.. rozstrzyga on o zgodności zapisu ustawy z zapisem w konstytucji - tedy pozwolę sobie spytać .... czy pan czytając zapis ustawy i zapis konstytucji nie jest w stanie stwierdzić czy jeden zapis jest zgodny z innym zapisem ? - no myślę, że język polski pan znasz i debilem pan nie jesteś, więc i z porównaniem jednego zdania z innym .. i stwierdzenia czy jedno jest zgodne z drugim nie powinieneś mieć pan problemu.
Takie rzeczy jak kontrola ustaw to powinna być rolą izby wyższej parlamentu - senatu - a nie grona przemądrzałych prawników.
Istnienie tego cuda , to sztuczka socjotechniczna pt. Jesteś człowieku głupi, prawa nic a nic nie rozumiesz... a jak chcesz zrozumieć idź do prawnika a prawnik, prawdę ci powie.

Bo kto wytłumaczy normalnemu człowiekowi - jakie jest prawo, co jest dobre, co poprawne?

j/w... "prawnik prawdę ci powie".... bo cała rzecz w tym, że jeśli się dopuści tego co stosuje prawo, do procesu stanowienia prawa, to prawo tak ustanowione będzie zrozumiałe dla prawnika i nikogo więcej.

Pozdrawiam

oto Mar.Jan

Autor sam sobie zaprzecza i nie widzi słonia w menażerii

I pracownik i pracodawca adresując pretensje do rządu mają rację.

Pracownicy chca podwyzki płac. Pracodawcy - o ile to możliwe - chca obnizki płac. Nie moga miec jednoczesnie racji. Albo jedni maja rację (płace za niskie) albo drudzy: płace za wysokie.

Nie przejmując sie ta sprzecznością autor znajduje natychmiastowe rozwiązanie problemu:

przyczyną niskich dochodów Polaków jest złamanie świętej zasady własności mówiącej, że majątek narodowy powinien być w dominującym stopniu w polskich rękach, a nie tak jak ma to miejsce obecnie – jest własnością kapitału zagranicznego.

Z tego nalezy wyciągnąc logiczny wniosek, że nalezy przepedzić zagraniczny kapitał i wtedy będzie dobrze: pracownicy dostana więcej a pracodawcy zapłaca mniej.
Bo chyba taki wniosek zaspokoi obie prawdy opisujace problemy polskich pracodawców i pracowników: za wysokie płace i za niskie płace jednoczesnie.

W takim razie musze poinformowac autora, który najwyraźniej zasnął w epoce gomułkowskiej autarkii, że nieprawda jest, jakoby przepędzenie zagranicznego kapitału mogło uzdrowić polską gospodarkę. Bedzie wręcz przeciwnie! Odpływ kapitału zagranicznego, aktualnie zaangażowanego w polską produkcję i usługi spowoduje tylko większe trudności, szybszą dekapitalizacje majątku produkcyjnego oraz szybsze zubożenie pracowników i przedsiebiorców.
To nie zagraniczni kapitaliści powiększają zadłużenie Skarbu Państwa polskiego!

Czyli to, co proponuje autor to przepis na przyspieszenie katastrofy ekonomicznej Polski!

Słoń, niezauważony przez autora w menażerii ekonomii polskiej, wygląda tak, że to nadmierny koszt pracy i nadmierne opodatkowanie dochodu powodują w efekcie zaniżenie płac oraz brak możliwości akumulacji kapitału na potrzeby inwestycyjne, czyli na potrzeby wzrostu gospodarczego.
Z jakiego powodu na wzrost wynagrodzeń jest nakładany jakikolwiek podatek? W końcowym rozrachunku jest to podatek płacony przez pracowników. Gdyby nie on, pracownik mógłby liczyc na większe podwyzki. Podatek ten obniża zdolnośc przedsiębiorcy do akumulacji kapitału. Pieniądze ściągnięte od tych, którzy wytwarzają dochód sa przez rząd zużywane na spłaty kosztów zaciągniętych kredytów oraz na wydatki administracyjne i infrastrukturalne, a więc są to pieniądze, które nie uczestniczą we wzroście sił wytworczych lecz powiększaja koszty administracji państwem.
Nie bedzie rozwoju bez akumulacji kapitału i odkładania oszczędności tam, gdzie jest wytwarzany dochód narodowy, czyli w przedsiębiorstwach - zwłaszcza prywatnych.

Pisze "zwłaszcza prywatnych", ponieważ to głównie tam w ogóle udaje sie wypracowac jakikolwiek zysk. Źle zarządzane przedsiebiorstwa państwowe wytwarzaja głownie straty ekonomiczne i przejadają pieniadze z budżetu powiększając zadłużenie Skarbu Państwa.
p.s.
Juz najwyzszy czas aby pojęcie Skarb Państwa przemianowac na Dług Państwa. Pojęcieu skarbu dotyczy wartości większej od zera. Wartośc ujemna jest po prostu długiem.A długi należy spłacać zamiast powiększać aż do bankructwa.

rząd PiS "planując" kolejny jeszcze większy deficyt budżetowy udowodnił ponad wszelką wątpliwośc, że realizuje wyłacznie interes partyjny (trwanie przy korycie) a nie państwowy!

Spełniaja się, niestety, moje czarne przewidywania sprzed wyborów :(

oto BTadeusz

Ależ Pana ponosi...

Nie bedzie rozwoju bez akumulacji kapitału i odkładania oszczędności tam, gdzie jest wytwarzany dochód narodowy, czyli w przedsiębiorstwach - zwłaszcza prywatnych.

Choćby to były przedsiębiorstwa (także banki) - zagraniczne - które z "europejskich" i globalistycznych powodów - są na terenie Polski opodatkowane symbolicznie?

Dlaczego "Opel Astra" nie jest sprzedawany Polakom po cenie fabrycznej (opodatkowanej w Polsce)?????

oto Mar.Jan

Nie ponosi mnie. Rozumuję całkiem chłodno. Po prostu

wyciągam logiczne wnioski, jakie nasuwa lektura tego - jak zwykle - kuriozalnego tekstu.
"symboliczne opodatkowanie" zagranicznych koncernów nie ma nic wspólnego z tym, czy zaangsażowanie zagranicznego kapitału jest słuszne czy nie.. To decyzje SUWERENNEGO rządu polskiego (mam na mysli nie tylko ministró, ale przede wszystkim Sejm, czyli władze ustawodawczą) spowodowały takie a nie inne warunki do prowadzenia działalności, inne dla zagranicznych przedsiębiorstw, zwłaszcza dla takich, które "tworzą miejsca pracy", albo takich, które wiedzą komu i ile dac łapówki za korzystne (dla nich!) rozwiązania prawne.

Przyczyn panującego zła należy szukać tu, na miejscu, w takiej a nie innej metodzie podejmowania decyzji, które dotyczą wszystkich obywateli, nie tylko zagranicznych koncernów. One działaja tak, jak im polskie prawo pozwala działac.
Zatem fakt, że zagraniczne firmy wywożą zyski z POlski oznacza tylko tyle, że widocznie za granicą można KORZYSTNIEJ reinwestowac te zyski niż w Polsce! A to oznacza, że w Polsce sa złe warunki do inwestowanie i to nie tylko dla firm zagranicznych, ale przede wszystkim dla polskich!

Na pytanie

Dlaczego "Opel Astra" nie jest sprzedawany Polakom po cenie fabrycznej

mogę odpowiedziec podobnym pytaniem: dlaczego właściciele wszelkich firm po prostu nie rozdaja odbiorcom swoich pieniędzy? Czy byłoby normalne, gdyby grubi kapitaliści stali na chodnikach i rozdawali każdemu kto przechodzi wlasne pieniądze?
Skoro to byłoby dziwne i bezsensowne, to niech pan sobie odpowie na własne - niezbyt mądre - pytanie, dlaczego nikt nie chce sprzedać czegokolwiek po kosztach własnych.
Niech pan sobie kupi elementarz ekonomiczny i dowie się czym jest zysk i co to jest zysk godziwy i zysk monopolistyczny. Oraz co to jest gospodarka towarowo-pieniężna.

A propos:
czy pan mając budke na targu sprzedawałby warzywa "po kosztach własnych" czyli po kosztach zakupu?

p.s.
W ogóle nie wiem po jakich kosztach są sprzedawane samochody. Jest to towar trudno sprzedawalny i sprzedawcy musza sie dobrze nagimnastykować, żeby w ogóe sprzedać nowy samochód. Wiem o czym mówie, bowiem własnie skończyłem - jako klient - negocjacje w sprawie zakupu samochodu. Samochód jaki sobie upatrzyłem z odpowiednim wyposażeniem ma cenę oficjalną 74000 zł. Ja oczywiście nie mogę nawet marzyć o posiadaniu takiej kwoty w gotówce, ale mogę marzyć o posiadaniu samochodu. Zatem odpowiednio dawkując swoje marudzenie uzyskałem sporą optymalizacje kosztów w postaci rabatu w wysokoći prawie 20.000 zł oraz rozłożenie kwoty zakupu na 48 rat w postaci umowy leasingu z końcowym wykupem za 45%. Koszt czteroletniego wynajmu samochodu wynosi ok. 12% jego wartości, czyli ok. 6000 zł. Czyli odpowiada to zapłacie 60.000 zł za samochód, którego cennikowa wartość wynosi 74000 zł.Po cztech latach użytkowania mogę ten samochód zwrócić sprzedawcy i wziąć kolejny nowy lub wykupić za kwotę 19000 zl netto (minus podatek 3400 zł!). Przez cały czas koszt leasingu moge pomniejszac o połowę VAT oraz cały podatek od dochodu. Koszt posiadania nowego samochodu wynosi w rezultacie niecałe 600 zł miesięcznie. To chyba nie jest za duzy koszt jak za samochód, który jest w najnowoczesniejszej wersji, z takim komputerem, który potrafi sam zaparkować auto tyłem i "na kopertę", sam zahamuje, kiedy kierowca się zagapi i zagrozi mu zderzenie, przytrzyma samochód chwile po puszczeniu hamulców podczas postoju pod górkę, aby kierowca miał czas na włączenie sprzęgła i dodanie gazu, ostrzeże przed niezapowiedzianym przekroczeniem granicy pasa, odczytuje znaki drogowe, które wyświetla na ekranie, sam włącza i wyłącza światła drogowe zależnie od sytuacji na drodze, wskazuje kiedy warto zmienić bieg, automatycznie utrzymuje stałą prędkośc i odległośc od poprzedzającego pojazdu i w ogóle wykazuje wyzszy poziom inteligencji niż spora część kierowców na polskich drogach.

oto Maciej Markisz

,,Dlaczego "Opel Astra" nie

,,Dlaczego "Opel Astra" nie jest sprzedawany Polakom po cenie fabrycznej
mogę odpowiedziec podobnym pytaniem: dlaczego właściciele wszelkich firm po prostu nie rozdaja odbiorcom swoich pieniędzy? Czy byłoby normalne, gdyby grubi kapitaliści stali na chodnikach i rozdawali każdemu kto przechodzi wlasne pieniądze?''

:)

oto Mar.Jan

Czemu się pan dziwi???

Sprzedaż po kosztach "fabrycznych" oznacza sprzedaż ZE STRATA WŁASNĄ. Przecież sprzedawca musi samochód z fabryki wykupić i przywieźć do swojego sklepu, zartejestrowac, przeprowadzić homologacje badania techniczne itp. Trzymac go w magazynie, az znajdzie chętnego do zakupu. A do tej pory musi sie reklamowac w róznych mediach, żeby znaleźć klienta.
JAk w ogółe komus może przyjśc do głowy, żeby kupic cos "po kosztach fabrycznych".
Jak masz taki pomysł drogi kliencie, to pojedź do fabryki na własny koszt i sobie kup. fabryka, oczywiście sprzeda z zadowoleniem po kosztach fabrycznych (plus koszt obsługi sprzedaży. Większy przy zakupie 1 samochodu a mniejszy przy zakupie 20 sztuk)!
Tylko NAJPIERW policz ile Cie to bedzie kosztowało (czasu i pieniędzy).

oto BTadeusz

Nie wchodząc w dzielenie włosa na czworo

Niemcy sprzedają na rynku Astrę - drożej od kosztów fabrycznych przynajmniej o wynagrodzenia kadry naukowo technicznej - umożliwiającej produkcję Astry.
Zachowując taki stan rzeczy - w Polsce NIGDY - nie opracuje się ani konstrukcji zadnego samochodu, ani żadnego produktu konkurencyjnego do niemieckiego. (Dowód indukcją zupełną może Pan sobie przeprowadzić sam)
--------------------------------------------
Powiem Panu jeszcze, że w ciemno (bez wymyślonych przez Pana certyfikatów i badań) - kupuję tę ASTRĘ po cenie fabrycznej - i płacę polski VAT.

oto BTadeusz

hmmm...

fakt, że zagraniczne firmy wywożą zyski z POlski oznacza tylko tyle, że widocznie za granicą można KORZYSTNIEJ reinwestowac te zyski niż w Polsce! A to oznacza, że w Polsce sa złe warunki do inwestowanie i to nie tylko dla firm zagranicznych, ale przede wszystkim dla polskich!

Ależ to chyba oczywiste?
Czy nie?
---------------------
Napisałem wcześniej:

Jeśli większość z nas
ceni suwerenność i ma potrzebę zachowania kultury, która nas obdarzyła tożsamością,
to jest szansa, że polskość może stać się spoiwem narodu i państwa polskiego.
Jeśli większość tych potrzeb nie ma - to państwo suwerenne polskie - jest jedynie umierającą ideą - którą elity władzy nad Polakami - pragną zalegalizować swą iluzoryczną zwierzchność nad naszą wspólnotą.
Tylko inercja - bezwładność społeczna podtrzymuje ten stan chwiejnej niby równowagi.
Ale skoro "polityczne elity" nie odważają się upewniać się co do woli większości, to przestają być elitami - stając się mniejszościowymi związkami dyktatorów.
Ich jawne opowiedzenie się po stronie obcego suwerena - jest jedynie kwestią czasu.
I żadna z mniejszościowych grup - czy to pod szyldem partii, czy organizacji, czy jako coś jeszcze milszego dla ucha - nie uzyska nadziei na spokojny sen.

I to powyższe - to moje wyznanie patriotyzmu - a nie "BIJ RUSKA".

Przecież Polska zniknie z mapy świata, jeśli przyjmie Pańską opcję woli politycznej.
(rynek bardziej wolny - niż na gdziekolwiek na świacie)
Substancję narodową zachowa (ale bez zachowania tożsamości) - jeśli dodatkowo (za panem Mariuszem Markiszem) przez jedno, czy dwa pokolenia - będzie żyć z jałmużny (np. europejskiej, czy amerykańskiej) - nie spłacając odsetek od zadłużenia - bo na to nam nikt jałmużny nie przyzna.

To jest Pańska "racja stanu" - dla Polski?

oto Dom

Tuzin złotych na godzinę

Tuzin złotych na godzinę to za mało.
Jeśli firmę nie stać na godziwe wynagrodzenie za prace to taka firma nie ma racji bytu, po prostu powinna zniknąć, zbankrutować i tak się to dzieje w całym cywilizowanym świecie.

oto Robercik

W 2015 roku przeciętny Polak

W 2015 roku przeciętny Polak spędził w niej aż 1963 godziny, czyli najwięcej od 6 lat. W porównaniu z rokiem poprzednim liczba spędzanych w pracy godzin wzrosła aż o 40, co jest najwyższym wzrostem zanotowanym spośród wszystkich przebadanych w rankingu krajów. Mniej czasu w pracy spędzają obywatele państw naszego regionu – Czesi (1779 godz.), Słowacy (1754 godz.) czy Węgrzy (1749 godz.).

http://xportal.pl/?p=27449

oto Tomasz Dalecki

Dzień bez Ukrainy dniem

Dzień bez Ukrainy dniem straconym.
Kociokwik już jest.
Teraz czekam aż wybełkocze pan coś o Rosji - będzie też powód do orgazmu.
I na koniec koniecznie coś o Izraelu (im głupiej, tym lepiej). Bez Izraela bełkot będzie taki trochę niepełny.

oto Mar.Jan

No, tak wysoki poziom bumelanctwa

jest dopuszczalny w państwowych firmach: instytutach badawczych, fabrykach, kopalniach itp., o urzędach nie wspominając, bo praca w urzędach to 90% malowania pazurów, przeglądania Internetu i pogawędek towarzyskich.
Przybycie tzw. petenta mąci ten błogostan, dlatego petenci w urzędach zazwyczaj przyjmowania sa z objawami jawnej wrogości.
W firmach prywatnych jednak ktos pilnuje interesu i sami pracownicy mają większą świadomość, że jak bedą się obijac, to firma nie zarobi na ich wypłaty i można stracic pracę.

oto Mar.Jan

Tyle, że te pani wyliczanki nie mają zadnego sensu :)

Ja swoją liczbe wyliczyłem własnym programem, który jest w powaznyej firmie używany do robienia rozliczeń finansowych z klientami i pracownikami.
Dla pewności sprawdziłem jak to inni licza. I prosze:
Czas pracy w 2015
Zgadza sie co do godziny. I co pani teraz powie o moim inzynierstwie?
p.s.
Żeby sie pani czegoś mądrego dowiedziała: urlop tez sie wlicza do nominalnego czasu pracy. Jest płatny 100%, prawda?

oto Mar.Jan

Pojęcie "czasu spedzonego" w pracy do poziom gawędy

Bo nikt nie wie co to jest: z wliczeniem czasu spędzanego na jedzeniu śniadań, paleniu papierosów, parzenia herbaty, chodzenia po bulkeczki i do lekarza czy po dziecko w przedszkolu, czy z odliczeniem tych rzeczy?
Czy bezmyślna drzemka przed monitorem czy przeglądanie Internetu wlicza się do czasu pracy czy do czasu przerw w pracy. A dojazdy i wyjazdy z domu do pracy i z powrotem to czas gdzie spędzany? Dojazdy do klientów? Zebrania, na których się drzemie kiedy ktos plecie trzy po trzy?

Jeśłi chodzi o czas EFEKTYWNIE spędzony w pracy to bliżej prawdy jest pan Dalecki.

Z poziomu jakiej takiej ściślości przechodzimy do bajdurzenia. Prosze sobie pobajdurzyć z kims innym. Może z panem Bajdurą.

oto Robercik

W Polsce nie akumuluje się

W Polsce nie akumuluje się kapitał, a stosunki międzynarodowego podziału pracy pchają nas w stronę krajów takich jak Meksyk czy Indie (z którymi bezpośrednio już konkurujemy w dziedzinie call center). Chiny uciekają od tego modelu inwestując w technologie i promując własne przedsiębiorstwa.
KŁAMSTWEM jest teza o potrzebie zaciskania pasa (niskie płace) w celu dogonienia Zachodu. W ten sposób NIGDY go nie dogonimy, tak jak nigdy nie dogoni go Bangladesz, ponieważ zysk z polskiej pracy jest wyprowadzany za granicę.

KOLONIĘ kontroluje się albo dla surowców albo dla taniej siły roboczej. W Polsce panuje ustrój kolonialny.
Tysiąc fanatyków mylnie rozumianego liberalizmu nie zmieni tego faktu pisząc tu brednie o bumelowaniu Polaków.

oto Mar.Jan

I po co ekonomiczne bzdury pisać?

teza o potrzebie zaciskania pasa (niskie płace) w celu dogonienia Zachodu.

Sorry, ale to jest bardzo stare hasło, z epoki komunizmu gomułkowskiergo. Już za Gierka było inne, typu "jak za króla Sasa: jedz, pij i popuszczaj pasa".

zysk z polskiej pracy jest wyprowadzany za granicę.

A dlaczego akurat "z polskiej pracy". Zysk nie jest z pracy, ale z zainwestowanego kapitału. Praca to jest koszt, który trzeba ponieść. Aby zapłacić za pracę trzeba miec na początku kapitał, a później dochód z tego kapitału i z pracy.
10 tysięcy pracowników chętnych do robienia samochodów nie zrobi ani jednego samochodu, jeśli jakis (oczywiście - wredny i pazerny na zysk) kapitalista (przepraszam za wyrażenie) nie zainwestuje posiadanego kapitału w te fabrykę.
I teraz - uwaga - najważniejsze. Jaki będzie poziom zysku (wydajność pracy) w takiej fabryce zależy głónie od tego, ile ten ka[italista może zainwestowac w jedno stanowisko pracy.
To dlatego w Bangladeszu ludzi pracuja po 12 godzin i zarabiają 50 dolarów miesięcznie. A USA pracownik w fabryce dostaje 3000$ i ma wolne soboty.
Mówiąc językiem ekonomii: wydajnośc pracy zależy od technicznego (a więc i kapitałowego ) poziomu wyposażenia i organizacji pracy (organizacja pracy tez wymaga inwestycji).
Sama chęc do pracy niczego jeszce nie oznacza jeśłi chodzi o zysk czy dochód.
Zysk to jest ta cześć przychodu, dla której ka[pitalista inwestuje. I jest to JEGO WŁASNOŚĆ wynikająca z wysokości zaangażowanego kapitału oraz ponoszego ryzyka.
Pojęcie ryzyka jest bardzo istotne, ponieważ sytuacja na rynku jest zmienna i nie każda inwestycja przynosi spodziewane zyski. Nie ma zysku bez ryzyka! Zysk jest nagrodą za poniesione ryzyko utraty kapitału!
Pracownik zawiera umowę na sprzedaż własnej pracy, więc dostaje zaplate za efekty przepracowania swojego czasu pracy. Nie ma zadnego "przyrodzonego" prawa do zysku.
Kapitalista, o ile warunki rynkowe go do tego skłonią, może zaoferowac pracownikowi, na którym mu bardzo zależy, udział w zyskach, np. akcje przesiębiorstwa. Jednak umowa pracy zazwyczaj nie gwarantuje pracownikowi udziału w zyskach, tylko zapłate za efekty wypracowane w czasie pracy. Umowa jest dobrowolna, więc nikt nie może oskarżąć kapitalistów o okradanie pracowników, jeśłi otrzymał to co ma zapisane w umowie o pracę.
A ka[italista może swój zysk (swoją własność uzyskana jako efekt zainwestowania kapitału) wywieźć gdziekolwiek chce. Zazwyczaj wiezie ja tam, gdzie ma nadzieję lepiej wykorzystac.
Jeśłi w Polsce będa właściwe warunki do tego żeby inwestowac z zyskiem kapitał, to kapitał bedzie napływał z zewnątrz, a zyski będa reinwestowane tu, w Polsce zamiast być wywożone za granicę.
Jest to tak banalne jak to że 2 razy 2 = 4.
p.s.
Nie ma zadnej sprzeczności między kapitałem a pracą. Praca bez kapitału oraz kapitał bez pracy same z siebie nie wytworzą żadnego zysku ani żadnej wartości "dodanej".
Marks i marksiści-leninisci nigdy nie byli tego w stanie zrozumiec i dlatego polegli na śmietniku historii.

oto BTadeusz

No właśnie...-:)))

I po co ekonomiczne bzdury pisać?

Pąnski wykład jest klarowny i jasny, jak i wnioski, które Pan wyciąga

A ka[italista może swój zysk (swoją własność uzyskana jako efekt zainwestowania kapitału) wywieźć gdziekolwiek chce. Zazwyczaj wiezie ja tam, gdzie ma nadzieję lepiej wykorzystac.
Jeśłi w Polsce będa właściwe warunki do tego żeby inwestowac z zyskiem kapitał, to kapitał bedzie napływał z zewnątrz, a zyski będa reinwestowane tu, w Polsce zamiast być wywożone za granicę.
Jest to tak banalne jak to że 2 razy 2 = 4.

Więc czemu ów niemiecki kapitalista - nie buduje zakładu doświadczalno badawczego na zapleczu fabryki Astry?
Dlaczego nie korzysta z taniego polskiego inżyniera w Polsce, a ściąga (ewentualnie) polskiego inżyniera do Niemiec i płaci mu znacznie więcej?
Głupi?
Czy nie zna Pańskiego wykładu ekonomii "wolnorynkowej"?
============================

A dlaczego akurat "z polskiej pracy". Zysk nie jest z pracy, ale z zainwestowanego kapitału.

Ejże!!!?
Jeśli po jednej stronie granicy płaci się w EURO, a po drugiej - w PLN - a liczbowo (za godzinę) tyle samo, To różnica jest zyskiem z kapitału?

oto Mar.Jan

hmm

Jeśli po jednej stronie granicy płaci się w EURO, a po drugiej - w PLN - a liczbowo (za godzinę) tyle samo, To różnica jest zyskiem z kapitału?

Ta róznica być może powinna skłonić niektórych kapitalistów z Niemiec, aby częśc swego kapitału zainwestowali w Polsce. Jeśłi mimo tej róznicy jakos nie sa skłonni inwestowac w Polsce, to tylko by potwierdzało moja tezę, że w Polsce nie opłaca się inwestować (najprawdopodobniej z powodów podatkowych).
Jednak decyzja o inwestycji wymaga przeanalizowania nie tylko kosztów pracy, to chyba powinno być dla pana oczywiste? Nie mam pojęcia dlaczego nie jest...
Jednak radziłbym się zastanowić nad własnymi bzdurami, a dopiero potem szukac ich u innych.

oto Maciek

Profil zatrudnienia w Polsce.

Autor żali się na ciężki los polskich, drobnych przedsiebiorców. Może to i racja. Ale...
Jaki % populacji aktywnej zawodowo pracuję w takich firmach a jaki w wielkich i międzynarodowych?
Bo podwyżka będzie dotyczyć wszystkich kontraktów, nieprawdaż?
Wyższe płace zwiększą obrót na rynku wewnętrznym, czyli małe polskie firmy pracujące na rynek wewnętrzny zwiększą obroty a fiskus dostanie więcej zysków z Vat'u

No i zadane już powyzej pytanie: czy pensja minimalna w Polsce jest na poziomie sasiadów czy nie?

Co do Ukrainców, to nijak widzę ich milion w danych migracyjnych. A jeśli są na czarno, to co robi Politzei???

oto Ireneusz

W okolicznych firmach zatrudniono ich co najmniej sto do dwustu. Z tego co słyszę, gminy dają im mieszkania na start. Więc są. Stają się widoczni.
Płace spadają i tylko minimalna obecnie jest ostatnią zaporą przed klęską biedy dla wszystkich. Coraz więcej też Polaków zaczyna uciekać za granicę, rozglądają się za zmywakami i pracami budowlanymi/porządkowymi nawet ci, co zawsze deklarowali iż nie chce im się nigdzie ruszyć.

oto MSzach

do czego to doszło...

do czego to doszło...

i tylko minimalna obecnie jest ostatnią zaporą przed klęską biedy dla wszystkich.

Z takim założeniem dziś niestety można się tylko zgodzić

oto Ireneusz

Ha

Identyczną propagandę produkowali Platformersi. Dzień i noc dziennikarze i statystycy prześcigali się w udowadnianiu, jak to "wszystkim rosną pensje". Najbardziej te pensje rosły, gdy wszystkie dookoła większe fabryki i hurtownie redukowały w przypływie biedy swych pracowników.
Tak, Droga Pani, pensje urzędników i pasożytniczej kasty niebywale rosną.
Widać w statystykach.

oto Krzysztof M

Zamknąć ich.

Zamknąć ich.

Nie tak to się robi. :-) Udziela się kredytów ludziom, którzy zakładają firmy konkurencyjne dla tych, którzy mieliby być "zamknięci". I krótko po tym oni sami się zamykają. :-)

oto AnnaK

Bo ja słyszałem, że ci wredni

Bo ja słyszałem, że ci wredni przedsiębiorcy nie dość, że zwalniają

To źle Pan usłyszał. Bo ja wiem, że poszukują pracowników, a jeśli ktoś odchodzi z pracy, to na własne życzenie do lepiej płatnej..
Przedsiębiorcy jeszcze nie zrozumieli, że czasy taniego pracownika pomału się kończą.

oto Ireneusz

Nie tylko udowodnić

Nikt do dziś nie zaprzeczy, że takiego Edwarda Gierka statystyka i wzorcowe opracowania wyprowadziły na niezłe manowce.
Nie zapomnę też wpisu do autobiografii pewnego dyrektora operacyjnego, który zlecił badanie rynku na swoje produkty. Były to nota bene telewizory. Pytanie w ankiecie było proste - jak stary masz telewizor. Wiadomo, że każdy ma "za stary". Dodano głupie pytanie o ilość telewizorów w jednym domostwie. Oczywiście średnią było coś koło 1,3. No i zadano sakramentalne już pytanie, czy pytany (uwaga!!!) chciałby sobie kupić nowy telewizor. Ależ pewnie! Kto by nie chciał. Dyrektor popełnił największy błąd w swojej karierze - zainwestował nie badając dokładnie statystyk, a czytając opracowanie. Firma musiała zwinąć swoją dywizję i ledwo przeżyła. Dyrektor poleciał.
Tak działają statystyki. Są dla naiwnych i dla głupców.

oto Krzysztof M

statystyki już od dawna

statystyki już od dawna przygotowują jedynie nieucy

Policzyć coś, to taka sztuka? Potrzeba tu jakiejś "uczoności"? :-)

Np. pewien lekarz powiedział mi, że od paru lat nastąpił gwałtowny wzrost zachorowań na raka dzieci i młodzieży. Takie dane wystarczy zanotować, policzyć, nie potrzeba do tego "uczoności". :-)

oto Ireneusz

I to przestaje być statystyką w rozumieniu "badaczy nieuków"

Ale wyciąganie z tego wniosków choćby takich, że są one na skutek picia kawy, szczepień ochronnych lub działania fabryki samochodów już taką statystyką JEST.
Matematyka to tylko matematyka. Statystyka jest jedynie narzędziem matematyki.
Nie jest jednak możliwe wyciąganie wniosków z danych, które nie mają spełnionego warunku bycia danymi pełnymi i wartościowymi. Dane te są tak pełne, jak pełna jest głowa badacza. A niestety - widać że te głowy są puste. Jedynie cienka struna pomiędzy lewym i prawym uchem.
BTW.
A wydawało się, że coś pan zrozumiał pisząc cytat z Equatore'a:

głupcy "statystyką" nazywają prezentację gołych liczb (...)

Pan jedynie oczekuje, aby te liczby wspierały te teorie, w które całym sercem wierzy :-))
A dalej to szło tak:

I nie wierzą w dane statystyczne, za wyjątkiem tych, w które CHCĄ uwierzyć. Co pozbawia ich dość złożonego i skomplikowanego, ale za to powszechnie dostępnego narzędzia poznania.

oto Krzysztof M

Ale wyciąganie z tego

Ale wyciąganie z tego wniosków choćby takich, że są one na skutek picia kawy, szczepień ochronnych lub działania fabryki samochodów już taką statystyką JEST.

Chyba dla chłopków-roztropków. :-) Współwystępowanie, to nie związek przyczynowo-skutkowy. :-))

Statystyka jest jedynie narzędziem matematyki.

Odwrotnie drogi panie. :-) To matematyka jest narzędziem statystyki. :-)

Słownik wyrazów obcych (PWN 1980): Statystyka - (łac. status = stan rzeczy, państwo) nauka zajmująca się metodami badania przedmiotów i zjawisk w ich masowych przejawach i ich ilościową lub jakościową analizą z punktu widzenia nauki, do której należą.

oto Equatore

Statystyka jest dla mądrych.

Tylko, że głupcy "statystyką" nazywają prezentację gołych liczb z bardzo nieprecyzyjnym, a czasami wręcz bałamutnym opisem - co z zasadami prawdziwej statystyki nie ma nic wspólnego. Ale zwykłej publiczności wbija się od lat do głów, że to właśnie jest statystyka. Więc nią - statystyką - ludzie gardzą. I nie rozumieją. I nie chcą poznawać. I nie wierzą w dane statystyczne, za wyjątkiem tych, w które CHCĄ uwierzyć. Co pozbawia ich dość złożonego i skomplikowanego, ale za to powszechnie dostępnego narzędzia poznania.
I czyni niezdolnymi do organizowania swojej wiedzy i bezbronnymi wobec manipulacji.

oto Ireneusz

Tak

Pełna zgoda. Człowiek jest tak skonstruowany, że zawsze uwierzy dokładnie w to, w co chce.
Stereotyp postępowania powstał w wyniku warunkowania, a warunkowanie jest dziś jedną wielką manipulacją.
Statystyka jest opisem danych. Jest tylko i wyłącznie narzędziem. Każde narzędzie musi być używane przez przeszkolonego fachowca, a nie przez głupca szukającego skrótu przez życie.

oto Krzysztof M

głupcy "statystyką" nazywają

głupcy "statystyką" nazywają prezentację gołych liczb z bardzo nieprecyzyjnym, a czasami wręcz bałamutnym opisem - co z zasadami prawdziwej statystyki nie ma nic wspólnego. Ale zwykłej publiczności wbija się od lat do głów, że to właśnie jest statystyka.

Dobrze pan prawi. :-)

oto Skanderbeg

W moim miasteczku jest firma

Teraz zatrudnia niecałe 1500 osób, aUkrainców już chyba z 300. Poza tym markety, duża firma transportowa, itd (tam też pracują). A miasteczko liczy około 10 000 mieszkańców. I wcale ci Ukraińcy nie są uznawani za dobrych pracowników (poza tirowcami). Uznawani są za obiboków. Ale kosztują mniej niż Polacy, a sporo mieszkańców pracuje zagranicą. Inni, oprócz owej firmy międzynarodowej, to w dużej mierze budżetówka (urzędy, szkoły, policja, wojsko). Ale całe miasteczko od tego tłumu Ukraińców się nie zawali, bo część pieniędzy wydają w lokalnych sklepach, barach, wynajmują mieszkania. Jak się z nimi pogada, to twierdzą, że do Polski przyjechało dużo więcej Ukraińców niż ów milion. A od momentu odzyskania niepodległości, to Ukraina zmniejszyła się o jakąś 1/5 ludności. Nie są to ludzie z banderlandu, ale z Charkowa, Doniecka, Dniepropietrowska. Którzy też boją się rozwoju banderyzmu

oto Tomasz Dalecki

Jaki % populacji aktywnej

Jaki % populacji aktywnej zawodowo pracuję w takich firmach a jaki w wielkich i międzynarodowych?
Bo podwyżka będzie dotyczyć wszystkich kontraktów, nieprawdaż?

Pudło. Będzie dotyczyć tylko i wyłącznie małych firm.
Korporacje płacą lepiej.

oto Eowina

Jest jeden bardzo ważny czynnik o którym nikt tu nie

wspomniał w kontekście niemieckich inwestycji poza granicami Niemiec, czy innych wysoko przemysłowo rozwiniętych państw. Jest to jakość produktu, słusznie czy nie uważanego za gorszy. Stąd najdroższe i najnowocześniejsze produkty zawsze są produkowane w kraju. Ameryka nie produkuje w Meksyku nowoczesnych samolotów, tylko produkty drugorzędne. Tym samym Niemcy nie zainwestują w Polsce w rozwój nowoczesnej techniki. U nabywców liczy się gdzie produkt został zrobiony. Made in...

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.