O programie „500 złotych na dziecko”

Gdy zadam pytanie – czy Polska potrzebuje długookresowej strategii gospodarczej? Usłyszę z pewnością odpowiedź – tak.

Gdy zadam pytanie – czy Polska potrzebuje długookresowej strategii społecznej? Usłyszę z pewnością odpowiedź – tak.

Czy program – 500 złotych na dziecko jest elementem jednej, drugiej bądź obu strategii? Odpowiedzi na tak postawione pytanie nie udzieli nikt, gdyż do chwili obecnej o istnieniu strategii nic nie wiemy. Jest to więc oderwany pomysł, nie wkomponowany w żaden zbiór działań – co w polityce gospodarczej i społecznej nie wróży niczego dobrego. Ale może okazać się (obym się mylił), że program „500 złotych na dziecko” jest jedynym znaczącym pomysłem rządu i ma zastąpić zarówno strategię ekonomiczną, jak i społeczną. Twierdzę, że gdyby tak się stało, to rozwiązanie „zamiast” byłoby dla nas najgorszym.

Zastanówmy się nad szacunkiem efektu programu „500 złotych na dziecko”. Jeśli podejmujemy decyzję o wydatkowaniu dużej, ogromnej kwoty pieniędzy, co więcej, jeśli decydujemy się wydatkować tę kwotę corocznie, to należy, powtórzę z naciskiem, należy odpowiedzieć na pytanie – jakich efektów oczekujemy. Do dzisiaj nikt z rządu nie przedstawił żadnych liczb, choćby tylko szacunków dotyczących efektu demograficznego poniesionych nakładów. Nikt nie próbował podać nawet orientacyjnych danych – ile dodatkowych dzieci urodzić się powinno dzięki programowi 500 złotych.

To błąd – polityka ekonomiczna i społeczna tak działać nie powinna. To tu przede wszystkim obowiązuje rachunek nakładów i wyników oraz personalna odpowiedzialność polityków, którzy decyzje podejmują.

Tym głośniej upominam się o szacunek efektów prokreacyjnych, gdyż w ubiegłym tygodniu Główny Urząd Statystyczny – instytucja poważna i naukowa – opublikował prognozę demograficzną dla Polski do roku 2050. Wynika z niej, że dzieci będzie się rodzić coraz mniej, liczba ludności w roku 2050 wyniesie 35 milionów, a przyrost naturalny spadnie do poziomu 277 tysięcy dzieci rocznie czyli o ponad 20% mniej niż w chwili obecnej.

A teraz zadajmy kolejne pytanie – jeśli chcemy przez dodatkowe pieniądze przekazywane rodzinom stymulować prokreację, to która grupa rodzin wydaje się być najlepszym adresatem: ta, która nie ma dzieci, ma jedno dziecko, ma więcej niż jedno dziecko. Program rządu adresowany jest do rodzin z więcej niż jednym dzieckiem, tymczasem moim zdaniem bardziej skłonne do powiększenia rodziny będą małżeństwa bezdzietne i z jednym dzieckiem. Co więcej, uważam za niezgodne z Konstytucją uznanie, że jednym dzieciom pomoc z funduszu 500 się należy, a innym, nawet w tej samej rodzinie – się nie należy. Dzielenie dzieci na lepsze i gorsze to pierwszy grzech złych rodziców.

Rozpatrzmy, jak kwota 500 złotych zostanie odebrana przez rodziny o różnym poziomie dochodów.

Dla rodzin najzamożniejszych, których jest około 10% będzie to niewielki dodatkowy fundusz nie mający żadnego wpływu na wydatki, poziom życia i decyzje prokreacyjne. Niewiele ryzykuję mówiąc, że ponad 2-3 miliardy złotych, które trafią z budżetu do zamożnych rodzin, z punktu widzenia prokreacji, zostaną zmarnowane.

Dla rodzin o przeciętnych dochodach będzie to kwota znacząca w ich wydatkach. Wypada jednak zapytać, jaka część z tych rodzin to rodzice w wieku 35-40 lat i więcej, którzy na powiększenie rodziny na pewno się nie zdecydują.

Dla rodzin o niskich dochodach kwota 500 złotych na dziecko, tym bardziej jeśli dzieci jest kilkoro – to radykalna poprawa zamożności. Pytanie, które w tym wypadku należy zadać brzmi: ile rodzin dodatkowe pieniądze przeznaczy na wydatki dając pierwszeństwo dzieciom, a ile otrzymane pieniądze wydatkuje niezgodnie z intencją autorów projektu ustawy, a ile po prostu przepije. Odsetek rodzin patologicznych rośnie i kto wie, czy dodatkowe pieniądze, miast polepszyć dolę dzieci jej nie pogorszą, szybciej deprawując.

Czasami pada propozycja dawania rodzinom zamiast pieniędzy bonów. Pomysł ten uznaję za tyle słuszny co do intencji, co skomplikowany i prowadzący do rozbudowy biurokracji, zbędnej sprawozdawczości i krętactwa.

Ważne pytanie, które powinniśmy sobie zadać brzmi: jak na 500-złotowe dopłaty do dzieci patrzeć od strony etyki. Czy jest to kwota, która jak mówią niektórzy „pozwoli godnie żyć”? Czy przeciwnie, jest to jałmużna i upokorzenie dla przyjmujących, którzy świadomi swych zbyt niskich dochodów przyjmując jałmużnę, godności się wyrzekają?

Sprawa nie jest błaha. Potwierdza ona fakt, że system ekonomiczny w Polsce nie pozwala większości obywateli, którzy chcą bądź pracują zarabiać płacę godziwą, mieć dochody z własności tak, by w sumie wystarczyło na utrzymanie wielodzietnej rodziny. Jeśli system zmusza ludzi do przyjmowania jałmużny to on równocześnie trwale ich deprawuje. Przyzwyczaja do życia z darowanych pieniędzy, uczy że tak być powinno i „to im się należy”. Taki system to patologia, która rozrywa związek między pracą a wysokością wynagrodzenia za pracę. Taki system obniża presję na wzrost płac. Płaca traci treść podstawowego źródła dochodu rodziny, a to oznacza, że pojawia się brak motywacji do pracy i demoralizacja. Z drugiej strony państwo nie przeciwdziałając temu stanowi rzeczy, przeciwnie, brnąc w rozdawnictwo, zrzeka się fundamentalnego obowiązku prowadzenia skutecznej polityki gospodarczej i społecznej i współodpowiedzialności za tworzenie miejsc pracy i poziom wynagrodzeń.

Postawmy pytanie: czym z punktu widzenia budżetu państwa jest fundusz 500 złotych na dziecko. Odpowiedź brzmi: będzie to strumień pieniędzy wypłacanych co miesiąc rodzinom za pośrednictwem samorządów przez wiele lat. Rodzi się zatem następne pytanie – co będzie źródłem zasilającym ten strumień? Według danych przedstawionych przez rząd w roku 2016 mają to być wpływy z podatku od banków, handlu, uszczelnienia ściągalności VAT i sprzedaż częstotliwości telekomunikacyjnej. Sprzedaż częstotliwości to dochód jednorazowy, w następnych latach powtórzyć go nie będzie można.

Rodzi się zatem wątpliwość, jakim sposobem w kolejnych latach rząd zamierza uzyskać niezbędne fundusze na kontynuowanie programu 500 złotych na dziecko. Przestrzegam przed sięganiem po przykład koalicji AWS-UW z lat 1997-2001, która by realizować szaleńczy program emerytalny wyprzedała większość majątku narodowego. Po czym, po 10 latach z programu OFE trzeba było się wycofać – ale wyprzedanego majątku już nie odzyskano.

Postawmy pytanie czy istnieje alternatywa dla programu 500 złotych. Ekonomia zna pojęcie kosztu alternatywnego. To mówiąc w uproszczeniu analiza, czy dane środki można wydatkować efektywniej od przyjętego rozwiązania i osiągnąć lepszy rezultat. I my powinniśmy zadać to pytanie. Czy nawet jeśli nie zmarnujemy ogromnych, corocznie wypłacanych świadczeń czy nie można ich wydać lepiej?

Podam przykład, który uważam za bardzo bliski realiów. W gminie, gdzie z dopłat korzystać będzie tysiąc dzieci roczny fundusz na wypłaty wyniesie 6 milionów złotych. Tymczasem za 3-5 milionów złotych można wybudować przedszkole, w którym przebywać może około 200 dzieci, spędzać tam cały dzień pod fachową opieką, otrzymywać wyżywienie itd. Koszt budowy przedszkola jest jednorazowy. Późniejszy koszt utrzymania go – płace personelu, wyżywienie dzieci to wydatek znikomy w porównaniu z kwotą 6 milionów corocznie.

Część zwolenników pomysłu 500 złotych na dziecko podnosi argument, że otrzymane przez rodziny pieniądze przeznaczone zostaną na zakupy, trafią na rynek, zwiększą popyt i ożywią gospodarkę. Czyli nawet jeśli efekt prokreacyjny okaże się być znikomy, to efekt ekonomiczny w postaci nakręcenia koniunktury uzasadnia realizację pomysłu. Moim zdaniem kłania się w tym miejscu autorom ekonomiczny elementarz.

Podstawowe pytanie brzmi: czy i kiedy należy nakręcać koniunkturę przez stymulowanie konsumpcji, a czy i kiedy przez inwestycje. Większość ekonomistów zdecydowanie odpowie, że szczególnie w sytuacji kraju zapóźnionego gospodarczo, jakim jest Polska, uzasadnione jest wspieranie inwestycji, gdyż daje to efekt długookresowy. Ja mogę dodać, że w obecnej sytuacji Polski zwiększenie konsumpcji, gdy w znacznej części towary nabywane przez rodziny pochodzą z importu nie ma co liczyć na przyspieszenie wzrostu gospodarczego, zatrudnienia, co najwyżej wpływ ten będzie niewielki.

Ale jest też inny, bardzo poważny zarzut. Kwota ponad 20 miliardów złotych rocznie przeznaczona na dopłaty jeśli zabraknie wpływów podatkowych będzie musiała być uzupełniona o pożyczki zaciągnięte przez budżet państwa. To z kolei spowoduje wzrost kosztów obsługi zadłużenia co w prosty sposób prowadzi do podniesienia podatków, utraty konkurencyjności przedsiębiorstw, spadku inwestycji i spowolnienia gospodarczego.

Sumując. Polityka ekonomiczna i społeczna to nie jest działanie w myśl zasady chcieć to móc bądź jak mówią niektórzy „trącić sroczkę w ogonek, a wyskoczy złoty pierścionek”. Uważam, że obowiązkiem moim jest zwrócić rządzącym uwagę na zagrożenia, powiem więcej, długookresowe negatywne konsekwencje wprowadzenia programu 500 złotych na dziecko nie powiązanego z innymi działaniami ekonomicznymi i społecznymi.

Dariusz Grabowski

Doktor Dariusz Maciej Grabowski jest Prezesem Zarządu Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej
www.klubinteligencjipolskiej.pl

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.88889
Ogólna ocena: 4.9 (głosów: 9)

Tematy: 

Dyskusja

oto Mar.Jan

Tym razem zgadzam się z diagnozą autora

Jeśli chce się komuś dac pieniądze, to po pierwsze - TRZEBA JE MIEĆ.
Zupełnie bez sensu jest rozdawac obywatelom pieniądze, których sie nie ma!
Jest nawet gorzej: rząd rozdaje obywatelom pieniądze, które w tym celu zabiera innym obywatelom. To już jest absurd, ponieważ stare przysłowie mówi, że z pustego i Salomon nie naleje. Jeśłi się jedym zabierze, a drugim da, to bilans wychodzi na 0.
Oczywiście, biednym przez jakiś czas będzie lepiej, bo od razu maja pieniądze. Ale tym drugim będzie gorzej i ci drudzy bęa dążyć do odwrócenia tego stanu. A poniewaz sa to ludzie i firmy posiadające pieniądze, to mogą to zreobić. Podniosa ceny, obniża płace, zastosują "kreatywną księgowość". Jest tu wiele spososbów.
O tym, że są one stosowane i że bilans wychodzi na 0 może przekonać fakt, iż rząd już przyznał, że program 500+ jak na razie nie spowodował zauwazalnego wzrostu koniunktury.

Ja bym odważyl się na stwierdzenie, że ktoś, kto stosuje ciąglę tę samą, nieskuteczna metodę i spodziewa się innych, korzystnych rezultatów musi byc szalony!
Ta sama ciągle, nieskuteczna metoda polega na podnoszeniu obciążeń fiskalnych w celu napedzenia pieniędzy do budżetu.
jest to metoda człowieka pozbawionego umiejętności wyciągania wniosków z obserwacji. Wszak można zaobserwować, że spodziewane skutki daje metoda odwrotna: obniżanie stawek podatkowych i usuwanie zbędnych przepisów powoduje pożądane zmiany na rynku, tj. wzrost zysków, inwestycje i zwiększenie wpływów budżetowych.
Tak zrobili Niemcy, tak zrobili Węgrzy, tak robiono we wszystkich krajach, które swego czasu przyjmowały na siebie rolę "tygrysów" ekonomicznych.
Wszędzie, tylko nie u nas, gdzie rządzą kolejne pokolenia mędrców wyuczonych na ekonomii politycznej socjalizmu, czyli pseudonauce abstrakcyjnej i oderwanej od rzeczywistości, która nigdy i nigdzie nie doprowadziło do żadnych innych skutków jak upadek ekonomiczny państw, które te metodę stosowały.

oto BTadeusz

Problem jest poważny i to nie ekonomiczny - lecz prawny

Wiele razy kwestionowałem pojęcie "praw słusznie nabytych" - w odniesieniu do subwencji finansowych dla niektórych obywateli.

Moim zdaniem konstytucja państwa suwerennego - nie może upoważniać żadnego rządu - do nadawania przywilejów finansowych jakiejkolwiek grupie - bez DOKŁADNEGO OKREŚLENIA ŹRÓDŁA TYCH PIENIĘDZY.
Mało tego - jest nielogicznym - określanie kwot dotacji - a nie - jakiegoś procentu od ewentualnej "wydajności" źródła tego procentu.

Dla mnie procedura, jaką zastosowano do tworzenia takiego "PRAWA" - to po prostu demoralizacja tego prawa - czyli kreowanie "lewa" i to brzemiennego we wszystkie negatywne skutki dla porządku prawnego państwa.
Psucie państwa i prawa i nie mające nic wspólnego ze sprawiedliwością - a prowadzące do ekonomicznego upadku państwa - za cenę kiełbasy wyborczej dla rządzącej ekipy.
Zresztą kiełabasy z cudzej kieszeni i wyjątkowo (już niebawem) - cuchnącej.
======================
W ogóle - to jakiś parszywy parawan dla wzrostu deficytu budżetowego.(Bo deficyt rośnie o wiele więcej, niż wartość tego przywileju)
=======================
PiS za 20mld rocznie kupuje armię niewolników - którzy mają spłacać wspólny PO-PiSowy bilion długu...
Paradna empatia...-:)))))

oto JJerzy

Widzę,że ...

... problematyka empatii bardzo Pana zajęłą :)))
Zgoda co do zasady, to znaczy braku zgody na rozdawnictwo różnych przywilejów finansowych. Nie rozumiem tylko skąd u Pana potrzeba, cyt.:

DOKŁADNEGO OKREŚLENIA ŹRÓDŁA TYCH PIENIĘDZY

Czy zrobi Panu różnicę, jak napiszą, że na przykład z podatku od oddychania, którym Pana obłożą? Moim zdaniem pańska zasada powinna być bezwarunkowa: nie i koniec.

oto BTadeusz

Zaraz...

Pobór emerytury, jako procent od zgromadzonego na koncie SB-ka - kapitału?
Należy mu się. (byle mniejszy od stopy bankowej) (prawo słusznie nabyte)
Ale kwota (niechby ta sama) - którą wypracowują na bieżąco pracownicy pobierający miesięcznie połowę tej emerytury?...(szubrawstwo dawcy)
W żadnym wypadku.
Nie można obiecać pieniędzy, które nie wiadomo - czy zostaną wypracowane.
To nielogiczne. ("niematematyczne")
Procent - od zera - wynosi zero. - Z logicznego punktu widzenia - wszystko gra.

oto JJerzy

Ależ ...

... pełna zgoda ...
Ja tak rozumiem pańską opinię, że nie można mówić o prawach, które zostały nadane czyimś kosztem. Do tego nie potrzeba podawania żadnych źródeł, bowiem rząd nie jest od tego, żeby grzebał w źródłach które do niego nie należą.
Emerytura liczona od zgromadzonego kapitału nie jest daniną od rządu i on nie ma żadnych uprawnień (a przynajmniej mieć nie powinien) w tym grzebać. To by zresztą załatwiło również sprawę wieku emerytalnego i parę innych spraw.

oto BTadeusz

No właśnie...

Próbuję zadzierzgnąć temat "praw słusznie nabytych" - bo mam wrażenie, że jest to temat tabu.
Jako "ŚWIĘTA" rzymska zasada.
Ale jakoś chętnych do dyskusji brak.
Czytelnicy PN traktują własne niewolnictwo - jako dobrodziejstwo Boże... (chyba?) -:)

oto Paulina Kaufmann

Obiecywałam solennie nie wdawać się...

...na tym portalu w polemiki prawne, napiszę więc ogólnie.
Ochrona praw słusznie nabytych per se nie jest "świętą" zasadą prawa rzymskiego, "świętą" jest zasada lex retro non agit.
Proszę zatem określić swoje stanowisko wobec tej zasady.

oto adam_54

Ciekawość...

zasadą prawa rzymskiego

mowa o prawie XII tablic które obowiązywało w Rzymie? - czy "Kodeksie Justyniana" będącym wymysłem prawników bizantyjskich?

oto Paulina Kaufmann

Nie, mowa o całości.

Od VIII wieku p.n.e. do VI wieku n.e. Najważniejszy jest tzw. okres klasyczny od Oktawiana Augusta (i ustanowienia pryncypatu) czyli 27 rok p.n.e do Dioklecjana (koniec III wieku n.e.).

oto adam_54

?? :-O

mowa o całości.

Znaczy się ... w republice rzymskiej i cesarstwie rzymskim ten sam system prawny obowiązywał ??

oto Paulina Kaufmann

Mnie Pan pyta?

To Pan jest tutaj specjalistą od prawa rzymskiego...
Chętnie posłucham fascynującego wykładu, proszę się nie krępować i podzielić fachową wiedzą.
Wszyscy skorzystają, Pan Krzych Adam zapewne też będzie zachwycony.

oto adam_54

ping-pong

Jeśli ktoś coś twierdzi, wypadałoby poprzeć twierdzenie jakimś dowodem - no nie ? :-)

A co do..."Pan jest tutaj specjalistą od prawa rzymskiego..." odkrycie na miarę prawniczego odkrycia dziesiątego wymiaru i ... nazwaniem go "wymiarem sprawiedliwości" :DD

oto Paulina Kaufmann

Dowód na co?

Na ewolucję prawa w Rzymie, co trwało przez stulecia, obejmowało różne kodyfikacje i w większości przetrwało w polskim prawie do dziś?
System stanowienia prawa też się zmieniał.
Pojawienie się i ewolucję instytucji np. z zakresu prawa rzeczowego można prześledzić od ius praetorium powiedzmy od lex Cornelia poprzez czasy Hadriana i ujednoliconą kodyfikację edictum perpetuum aż po okres wulgaryzacji prawa czyli schyłek V wieku n.e.
Dlatego mówiąc o prawie rzymskim trzeba traktować go jako całość bo zachowywało ciągłość a nie wyjmować elementy takie jak lex duodecim tabularum (którego treść pierwotna nie jest znana) czy Codex Iustinianus.

oto Krzych Adam

Ależ Pan jest uparty z tym prawniczeniem.

Starożytnościowo-wczesnośredniowiecznym. Kiedyś już Panu na to odpowiedziałem. Gdy mówimy o zasadach prawa rzymskiego to nie jest to o jakichś tablicach czy jakimś kodeksie. Choć oczywiście nie musi to zaprzeczać treści tego co można tam, w tych tablicach czy w kodeksie znaleźć.

Zasady, powtarzam zasady prawa rzymskiego to dorobek myśli pięciu wielkich rzymskich autorytetów prawniczych któremu konstytucja raweńska wydana w roku 426 w Rawennie przez Walentyniana III i Teodozjusza II nadała status równy z ustanowionym prawem. Z nich największą wagę owa konstytucja przyznała temu co stworzył Aemilius Papinianus, jednakże jak się zdaje dziś najbardziej znane są pewne sformułowania Ulpiana Domicjusza.

Być może dlatego, że najwyraźniej on właśnie zajmował się najbardziej generaliami jak np. co to jest:

Iustitia – sprawiedliwość.
Ulpian : Constans et perpetua voluntas ius suum cuique tribuendi – stała i niezmienna wola przyznawania każdemu należnego mu uprawnienia.

oto adam_54

zasady i powtarzanie....

Gdy mówimy o zasadach prawa rzymskiego to nie jest to o jakichś tablicach czy jakimś kodeksie.

A skąd się pan niby dowiedziałeś co w tych zasadach stoi ? - jak nie z tablic, bądź z kodeksów... to pewnikiem na jakiejś płycie CD było zapisane ? - a może "tata Marcina powiedział" ?

powtarzam zasady prawa rzymskiego to dorobek myśli pięciu wielkich rzymskich autorytetów prawniczych

Już starożytni Grecy twierdzili że "najgorszy dowód to dowód z autorytetu" -P
A z powtarzaniem.... to pan raczej uważaj, bo... 1000 razy pan powtórzysz i kłamstwo w prawdę się obróci :D
A co do....

konstytucja raweńska wydana w roku 426 w Rawennie przez Walentyniana III i Teodozjusza II nadała status równy z ustanowionym prawem.

Bzdurzysz pan " po autorytetach" że hej! - tzw. "konstytucja raweńska" a w zasadzie ustawa o cytowaniu zniosła zakaz Konstantyna (?) powywoływania się sędziów na wypociny innych prawników - dopuszczając powoływanie się wyłącznie na "pogląd" owych pięciu prawników w sprawach nieuregulowanych przez prawo -P
I dlatego to cudo jest tak cenione przez dzisiejszych doktrynerów prawniczych - którzy jeśli coś potrafią, to powoływać się na innego doktrynera ... traktując go jako autoryteta... który jeśli coś "wypłodził " to też uzasadnieniem było powoływanie się na autoryteta -P

oto Krzych Adam

Zgadza się, upartyś Pan i niezdolny do rozumienia pojęć.

Pytałeś Pan co to są zasady prawa rzymskiego i otrzymałeś Pan odpowiedź. Wyczerpującą aż nadto. Nie było w tym żadnego "dowodzenia z autorytetu" jedynie informacja, jakie przemyślenia najwybitniejszych jurystów rzymskich drugiej połowy II wieku i pierwszej połowy III wieku zostały przez konstytucję raweńską uznane za wiążące prawo rzymskie, a dla nas dziś stanowią to co nazywamy zasadami prawa rzymskiego. Skąd się u Pana wzięło doktrynerstwo i poleganie na autorytetach jest tylko Pana "słodką tajemnicą".

BTW, skądinąd bardzo męczący autor kilku artykułów na tym forum, niejaki p. GPS sporządził niegdyś bardzo ładnie ogromnie pouczające kompendium zasad prawa rzymskiego. Istnieją też inne kompendia. Chyba że woli Pan grzebać w pergaminach (w tym w palimpsestach) i będzie Pan szukał po oryginałach z epoki. Tak czy inaczej mówimy o zasadach, nie należy w dorobku pięciu starożytnych rzymskich jurystów szukać gotowych artykułów kodeksu czy cywilnego czy na przykład karnego.

oto BTadeusz

Niewiele to zmienia w sensie

merytorycznym.
Bo nie kładzie tamy na radosną twórczość (organów stanowiących) sprzeczną nie tylko ze zdrowym rozsądkiem - lecz nawet z matematyką - a to - jawnie narusza zasadę Konfucjusza o zgodności słów i znaczeń.
Czy gdyby uczestnicy okrągłego mebla - przyznali sobie dozgonnie, a nawet z dziedziczeniem dla potomnych - po milionie $ emerytury - to musielibyśmy im to płacić - aby tej zasady nie naruszyć?

(oczywiście po przegłosowaniu przez sejm)

oto Paulina Kaufmann

Pan nie jest prawnikiem jak sądzę.

Po pierwsze co ma Konfucjusz do polskiego prawa?
Po drugie, o ile zasada o nie działaniu prawa wstecz ma wartość absolutną, to ochrona praw słusznie nabytych - nie.
Wszystko zależy od konkretnej sprawy i przyjętych rozwiązań ustawowych.
Jak wspomniałam wyżej, ochrona praw nabytych nie ma charakteru absolutnego. Możliwe są odstępstwa od niej a ocena dopuszczalności odstępstwa może być dokonana tylko w konkretnej sytuacji przy uwzględnieniu całokształtu okoliczności. Uzasadnieniem naruszenia zasady ochrony praw nabytych może albo raczej powinna być szczególna potrzeba zapewnienia realizacji innej wartości, która jest istotna dla systemu prawnego, choćby nie była ona wprost wyrażona w tekście przepisów konstytucyjnych. Ochroną nie są też objęte prawa nabyte niesłusznie lub niegodziwie.

oto BTadeusz

nie jestem.

Możliwe są odstępstwa od niej a ocena dopuszczalności odstępstwa może być dokonana tylko w konkretnej sytuacji przy uwzględnieniu całokształtu okoliczności.

Kto i na jakiej podstawie - i gdzie - zapisał te odstępstwa?
Kto jest władny naruszać zasady prawne - rzymskie.
Konfucjusza na razie zostawmy.

oto Paulina Kaufmann

Odstępstwa nie są wyrażone wprost ale...

...wynikają z doktryny i na obecnym etapie z wcześniejszego orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego. Było kilka orzeczeń ale nie pamietam dokładnie kiedy i nie znam sygnatur, chodził o kwestie rent i emerytur.
Tylko TK jest wladny, w obecnym systemie prawnym w Polsce do oceny czy naruszenie zasady ochrony praw słusznie nabytych jest dopuszczalne czy nie. Może to zrobic jedynie orzekając o konstytucyjności lub jej braku na podstawie konkretnej ustawy. Tutaj istotnym jest sposób w jaki dana ustawa narusza tę zasadę i w jakim zakresie to naruszenie występuje. Ustawa musi spełniać pewne warunki sine qua non, które takie naruszenie uzasadniają nie naruszając przy tym obowiązującego porządku prawnego.
Ocena dopuszczalności ograniczeń praw słusznie nabytych wymaga zatem rozważenia kilku kwestii np.:
czy wprowadzone ograniczenia znajdują podstawę w innych normach, zasadach lub wartościach konstytucyjnych,
czy nie istnieje możliwość realizacji danej normy, zasady lub wartości konstytucyjnej bez naruszania praw nabytych,
czy wartościom konstytucyjnym, dla realizacji których ustawodawca ogranicza prawa nabyte, można w danej konkretnej sytuacji przyznać pierwszeństwo przed wartościami znajdującymi się u podstaw zasady ochrony praw nabytych,
czy ustawodawca podjął niezbędne działania mające na celu zapewnienie jednostce warunków do przystosowania się do nowej reguły.

oto BTadeusz

Uprzedziła mnie Pani -:)

Wnioskuję:
W sposób istotny prawo stanowi (bo interpretuje to - co sejm ustanowił)(więc - tłumaczy posłom, co ustanowili) - piętnaście osób.
Rozumiem też, że o zasadach - i ich fundamentalnej roli w systemie prawa - woli Pani nie dyskutować...-:)

oto Paulina Kaufmann

Nie do końca tak...

Nie każda ustawa jest poddana weryfikacji przez TK. Można się spierać o zasadność istnienia TK (wg mnie jest to organ zbędny) ale mamy taki stan jaki mamy i tylko zmiana konstytucji może ten stan zmienić. Oby na lepszy.
Zależy o jakich zasadach Pan myśli i na jakim poziomie ogólności. Nie jestem przedstawicielką doktryny czy konstytucjonalistą.

oto BTadeusz

Tyle rozumiem

Nie będę molestował...
Bardziej chodziło mi o krytyczny "rewizjonizm" do nienaruszalności zasad porawnych - stanowiących bazę do "państwa prawa".
Właśnie z tego punktu widzenia - odniosłem się do tytułowego "500+".
Empatia osobista - v/s empatia rządu.

Moim zdaniem zasady prawne są brudnym parawanem dominacji prawników nad resztą pospólstwa streszczającą się (w sytuacji krytycznej) do "dura lex - sed lex".

Jawną sprzecznością w stosowaniu tych zasad popisuje się "legislatura" państw.
Mnożenie norm prawnych ponad możliwość ich zapamiętania i zrozumienia przez maturzystę - prowadzi do naruszenia (PRZEZ PRAWODAWCĘ) zasady "nieznajomość prawa nie może być okolicznością usprawiedliwiającą przestępcę". (w przybliżeniu)
Bo normalnemu obywatelowi może zdarzyć się sytuacja, że o normie, którą naruszył dowie się - gdy mu będą odczytywać wyrok.
To JEST NIEGODZIWE.

Oczywiście mafie, kliki, sitwy - czy (jak woli Pan Equatore) - elity - nie są zainteresowane zmianą takiego stanu rzeczy - bo utraciłyby przywileje (kapłańskie).
Ale jeśli dzięki takiej dyskusji ktokolwiek zbuntuje się przeciwko niewolnictwu (nibydemokratycznemu) - to dyskusja ma sens...
-:)

oto Paulina Kaufmann

Coż...

Ilość przepisów i norm prawnych jest ściśle uzależniona od stopnia organizacji społeczeństwa.
Stopień skomplikowania niektórych przepisów i norm wynika z zakresu, którego one dotyczą.
Faktem jest, że ilość przepisów i norm obowiazujących w Polsce jest nie do ogarnięcia ale to nie jest tak, że gdze indziej (w sensie innych państw) prawo jest proste i nieskomplikowane. Czasem, wręcz przeciwnie.
Normy, które są podstawą systemu prawnego obowiązującego w danym kraju muszą być niewzruszalne.
Rewizji norm dokonują rewolucje, zazwyczaj krwawe.
Rewizja przepisów prawnych powinna być dokonywana systematycznie i na bieżąco. Kto to ma robić jak nie prawnicy?
Brudny parawan? Pańska opinia. A co w zamian? Proste prawo zrozumiałe dla każdego? Czasy Kodeksu Hammurabiego minęły...
Z własnej praktyki i z obserwacji mogę powiedzieć, że systematycznie spada jakość stanowionego prawa w Polsce i, na skutek obniżenia jakości kształcenia (tak przedmiotowego jak i ogólnego), spada poziom intelektualny i moralny prawników. Mogę tylko zakrzyknąć: O tempora, o mores!

oto MSzach

Rewizja przepisów prawnych

Rewizja przepisów prawnych powinna być dokonywana systematycznie i na bieżąco. Kto to ma robić jak nie prawnicy?

Ławnicy przysięgli powinni (przede wszystkim)

oto Paulina Kaufmann

Ja myśle, że powinni...

...drobni przedsiębiorcy. Efekt byłby identyczny. Żaden.
Pan wie jaką funkcję spełniają ławnicy i jaki jest stan ich wiedzy prawniczej?

oto MSzach

A po co im 'wiedza prawnicza'

A po co im 'wiedza prawnicza'?

oto adam_54

Pani sobie odpowie na pytanie....

Co to jest " norma prawna" - będzie pani miała odpowiedź na swoje pytanie :-)
Proste pytanie... bywają najtrudniejsze z odpowiedzią .

oto Paulina Kaufmann

Nie potrafię odpowiedzieć, może...

...mnie Pan oświecić. Chociaż tyle, proszę. Nie doczekałam się wykładu na temat prawa rzymskiego, to może chociaż ten drobiazg skoro to takie proste. Tylko proszę, błagam wręcz o niewtrącanie wszędzie o prawie XII tablic.

oto adam_54

Oświecenie...

norma prawna - nakaz określonego zachowania się, zakaz określonego zachowania się, procedura rozstrzygania sporu, definicja formalna .

Każdy zapis prawa musi spełniać jedno z powyższego, aby zapisem prawa był :-)

ps. A co do pretensji .... za bardzo pani rozciągnęła czasookres kształtowania się prawa na wiele wieków i stąd moja wcześniejsza uwaga.
Prawo jest rzeczą charakterystyczną dla określonego typu państwa. Więc inne będzie w republice inne w cesarstwie. Nie ma czegoś takiego jak "uniwersalizm prawa" ( mimo że prawnicy twierdzą że jest) - Nie można stworzyć prawa które dobrze będzie regulowało stosunki międzyludzkie wśród pigmejów i jednocześnie dobrze wśród eskimosów :-)

oto Paulina Kaufmann

Jestem pod wrażeniem...

Pańskie ulubione prawo XII taablic obowiązywało od jego ustanowienia do kodyfikacji dokonanej za Justyniana więc niemiało znaczenia czy była to republika czy cesarstwo.
Przy okazji, jak rozumiem o treści norm prawnych mogą decydować ławnicy... Ba, według niektórych nawet powinni bo znajomość prawa nie jest wymagana. Ciekawa koncepcja stanowienia prawa...

oto adam_54

Tyle że..

prawo XII taablic obowiązywało od jego ustanowienia do kodyfikacji dokonanej za Justyniana

.. gdy się spojrzy na nie(marna rekonstrukcja), można z łatwością dostrzec że są to spisane zwyczaje/obyczaje ludzi na określonym terytorium mieszkających a nie jakieś "ustawy". A jak wiadomo zwyczaje są bardziej trwałe niż państwa. Państwo może przeminąć , zmienić się, zwyczaj pozostaje :-)

jak rozumiem o treści norm prawnych mogą decydować ławnicy..

Komuś się coś poplątało - jako że "ławnik" to niezawodowy sędzia - a więc ten który spory rozstrzyga i prawo stosuje:-)
Natomiast , niedopuszczalne jest by stosujący prawo, jednocześnie miał możliwość tworzenia jego.(sprzężenie zwrotne)
A co do... konieczności czy niekonieczności znajomości prawa przez tworzących prawo - jestem zdania że to co jest konieczne dla tych co prawo tworzą.. to bardziej powinni znać mechanizmy, system motywacyjny ludzi , zwyczaje - niż jakieś pokręcone doktryny , na które się tzw. prawnicy powołują :-)

oto Paulina Kaufmann

Komuś się coś poplątało -

Komuś się coś poplątało - jako że "ławnik" to niezawodowy sędzia - a więc ten który spory rozstrzyga i prawo stosuje

Ławnik NIE jest niezawodowym sędzią, co więcej od ławnika NIE wymaga się studiów prawniczych w dodatku ławnicy NIE występują na wszystkich poziomach postępowania a w niektórych NIE wystepuja wogóle.
Tak zwyczaj pozostaje... Czy na terenie dawnego Rzymu, w granicach ktorego obowiązywało prawo XII tablic nadal obowiazuje ZWYCZAJ, że ojciec nie może sprzedac syna w niewolę więcej niż trzy razy?

oto adam_54

A czy ja gdzieś twierdziłem że zwyczaj to rzecz niezmienna ?

Zwyczaje.... to zazwyczaj pochodna religii, jaka dominuje na określonym terytorium .

A co do .. prawa XII tablic.. przypomni pani prawnikom , tak hołubiącym prawo rzymskie i jego "zasady", że....". Dziecko, które urodzi się zniekształcone, ma zostać szybko zabite." :D

oto Paulina Kaufmann

Tutaj:

A jak wiadomo zwyczaje są bardziej trwałe niż państwa. Państwo może przeminąć , zmienić się, zwyczaj pozostaje

oto adam_54

Babskie czepialstwo.. :-)

A pisze że na wiek , wieków ? - nie... a jak nie, tzn w czasie jakimś zmienić się może :-)

ps. przywykłem... moja potrafi .. nawet lepiej.. :DD

oto Maciej Markisz

,,co więcej od ławnika NIE

,,co więcej od ławnika NIE wymaga się studiów prawniczych w dodatku ławnicy NIE występują na...'' -

- To prawda, mój dziadziuś zajmował kierownicze stanowisko w Państwowym Przedsiębiorstwie Budowlanym (w Lublinie), był drobnym wynalazcą (wiele patentów na małe wynalazki i usprawnienia) i właśnie m. in. ławnikiem - studiów prawniczych skończonych nie miał. Miał za to opinię osoby uczciwej, obywatelsko czynnej, prawej, wrażliwej społecznie.

oto Paulina Kaufmann

Miał za to opinię osoby

Miał za to opinię osoby uczciwej, obywatelsko czynnej, prawej, wrażliwej społecznie.

Czyli spełniał kryteria wyboru na ławnika, który jest tzw. czynnikiem społecznym, członkiem składu orzekającego.

oto Maciej Markisz

A co takiego - dokładniej -

A co takiego - dokładniej - robił / robi taki ławnik? W sumie to nic nie wiem, dziadzio zmarł, gdy miałem 15 lat, jakoś nie pytałem potem o ten temat.

oto Maciej Markisz

Tak jak w amerykańskim filmie

Tak jak w amerykańskim filmie: ,,12 gniewnych ludzi''?

oto Paulina Kaufmann

Tak, dokładnie tak.

A czasem nawet jeszcze bardziej...
Potem sie niektórzy pytają co ja mam z tymi moimi zębami jadowymi...:P
Panie Macieju, w krajach anglosaskich obowiązuje inny system prawny. Procedury sądowe wyglądają też inaczej...

oto MSzach

@Paulina Kaufmann

Pani się pogrąża.
Ławnikowi sumienie jest potrzebne proszę łaskawej.. . Sumienie, prawa do orzecznictwa i uznania tego orzecznictwa za prawomocne wyjątki od obecnego prawnego bełkotu, które wypasa ludzkie owce teraz.
Wszystko co potrzebują by orzekać.

oto Krzych Adam

Z prawem do emerytury jest bardzo ciekawa rzecz.

Gdyby to co prawa ustalały odnośnie tego zagadnienia włożyć do wyżymaczki (takiej jaką miała pralka Frania), by odsączyć całą wodę które one lały to by się okazało, że mówią one, że dziś zabierzemy ci tyle ile zechcemy, a za to kiedyś coś ci damy. Zatem rozpatrując co właściwie w tej sprawie ma do powiedzenia zasada lex retro non agit możemy dojść do wniosku, iż nie będzie ona złamana, gdy ustali się, że emerytura będzie wypłacana gdy osiągnie się równe 100 lat życia i w wysokości jednej czwartej tego co stanowi minimalną sumę wystarczającą na przeżycie.

oto Krzych Adam

Prawo do emerytury jest jednym z praw słusznie nabytych.

Dlatego uznałem za stosowne obranie go z łupin jak cebulę, by pokazać co jest w środku.

oto BTadeusz

Wątpię iżby prwodawca miał świadomość

że kreuje właśnie "prawo słusznie nabyte" - które bardzo trudno - odebrać.
A grosza może nie starczyć - bo zarabiający na tę empatię - pojadą w "diabły".

oto adam_54

Bzdurzenie.... do kwadratu!!!

Prawo do emerytury jest jednym z praw słusznie nabytych.

Emerytura panie... to skutek ubezpieczenia emerytalnego na które każdy robol ... tfu... zatrudniony , opłaca składki !!!
Kubeł wody na głowę , panu Krzych Adam proponuję , albo nie cpać ! :DD

oto Krzych Adam

Prawnikowywująca demagogia.

Bo nawet na miano kauzyperdyczenia nie zasługuje. Składki są wtedy gdy się na coś składa i to złożone jest przechowywane. Gdy nie są przechowywane, a tylko są przejadane natychmiast to są przejadki, a nie żadne składki. Przez płacenie haraczu ZUS-owi nabywa się prawo do tego, że kiedyś coś się będzie dostawać, jak dobrze pójdzie. I to jest właśnie prawo słusznie nabyte.

oto Krzych Adam

Na słowo można spoglądać jak mucha.

Łażąca po płaskiej powierzchni szyby. I widzieć tylko jego płaskość taką jak powierzchnia tej szyby. Można też spoglądać na nie, ale to wymaga umiejętności patrzenia z pewnego dystansu (niekoniecznie nawet od razu zza oceanu) jak na wiele powierzchni oszlifowanego kamienia szlachetnego. Czy jest się muchą, czy też widzi się szerzej ma niewiele zatem wspólnego z oceanami na kuli ziemskiej, raczej ze stanem umysłu.

Ubezpieczenie emerytalne jest jednym z rodzajów "ubezpieczeń społecznych". Różni się od pomocy społecznej tylko tym, że do osiągnięcia prawa do wypłat tytułem tego ubezpieczenia wymagane jest uprzednie opłacanie składek/przejadek na to ubezpieczenie. Dlatego może być to świadczenie określone mianem prawa słusznie nabytego. Ubezpieczenie jako takie jednakowoż jedynie mówi, że w zamian za wpłacanie owych składek, kiedyś coś się będzie dostawać, jak dobrze pójdzie.

oto adam_54

I co...

Moim zdaniem konstytucja państwa suwerennego - nie może upoważniać żadnego rządu - do nadawania przywilejów finansowych jakiejkolwiek grupie

.. i nie upoważnia - konstytucja w słowach zawartych w preambule - "równi w prawach i powinnościach" - wręcz tego zabrania.
Wobec powyższego należy stwierdzić że nadany niektórym grupom przywilej w postaci dotacji zwanych "500+" , jest konstytucyjnie nielegalny.
Tyle że , powstaje pytanie.... czy ktokolwiek jest w stanie coś z tym zrobić ? - na pewno nie grupy ludzi zwane " partie" - bo one właśnie z podobnego procederu żyją :-)
Jakieś inne grupy ? - też większość z dotacji żyje.
Nadzieja pozostaje w BTadeuszu ? - z dotacji nie utrzymującym się :-)

Pozdrawiam

oto adam_54

.

.

oto adam_54

Spoko .. panie autorze...

Do dzisiaj nikt z rządu nie przedstawił żadnych liczb, choćby tylko szacunków dotyczących efektu demograficznego poniesionych nakładów. Nikt nie próbował podać nawet orientacyjnych danych – ile dodatkowych dzieci urodzić się powinno dzięki programowi 500 złotych.

Ludzie to nie prostytutki ... z głupie 500zł miesięcznie , dzieci robić nie będą.
I "kaczorlandia" znakomicie sobie zdaje z tego sprawę ... więc i "nawet orientacyjnych danych" nie ogłasza .
Pan natomiast... wykazuje wyjątkową naiwność, domagając się czegoś takiego :-)

oto Mar.Jan

Uwielbiam ten wyżynny poziom merytoryczny dyskusji...

Ludzie to nie prostytutki ... z głupie 500zł miesięcznie , dzieci robić nie będą.

Od razu widać, że pojęcia Pan nie ma o sprawie o której sie wypowiada.
Proszę zwrócic sie do matek wychowujących małe dzieci (do ich ojców też można) i zapytac, czy czują się prostytutkami!!!. Jeśli rodzina, w której pracuje tylko facet, bo kobieta zajęta jest dwojgiem małych dzieci, ma dochód w granicach 3000 zł (a jak ktos w POlsce tyle zarabia, to raczej jest w niezłej sytuacji), to na osobę przypada 750 zł. W tej sytuacji dodatkowy 1000 zł to wzrost o 33% poziomu dochodu.
Z pewnością więc jest to znaczący wzrost dochodu.
Dlatego matki majace małe dzieci na ogół wychwalają pod niebiosa program 500+. I nie sa rodziny patologiczne, tylko jak najbardziej normalne, które chca mieć dzieci i potrzebuja pieniędzy.
Ja sie tym matkom nie mogę dziwić.
Natomiast nie moge nie zadac sobie pytanie, dlaczego rząd, który odbiera ojcom tych dzieci pieniadze po to, zeby dac im zasiłki na te dzieci, nie wpadnie na pomysł (i to kazdy rząd, nie tylko Kaczyńskiego!) żeby stworzyć takie warunki, żeby te matki nie musiały pracowac, a ich mężowie zamiast 3000 zarabiali 4000 lub więcej?.
Aby tak się stało, trzeba tylko radykalnie obniżyć podatki OD DOCHODÓW Z PRACY (a innych nie podnosić!).
Wtedy będzie praca i za te sama prace pracodawcy będa chcieli (albo musieli, jak dla mnie to jedno!) płacić więcej.
Człowiek biorący zasiłki jest klientem opieki społecznej. Nikt (normalny!) nie lubi brac jałmuzny. Każdy (normalny!) lubi pracowac, jeśli jego praca przynosi mu odpowiedni dochód.

oto adam_54

"poziom merytoryczny dyskusji..."

Panie ja o Rzymie , pan o Krymie... czyli ja o demografii , pan o niskich dochodach ludności.... panie "merytoryczny"-P
A cała rzecz jest w tym... że dochody ludności z demografią wspólnego nic nie mają - tyle w temacie demografii - panie "mający pojęcie" -P

oto baba jag

Do permanentnej znajomosci

fizyki, geomorfologii,fizyki lotu, oraz pilotażu,Gwiazda Forum dokłada znajomość prawa rzymskiego. Czym to jeszcze zaskoczy mnie Geniusz.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.