Adwokat Trumpa

W "Adwokacie diabła" Donald Trump jest tym, na którego wszyscy czekają na bankiecie u Szatana. Wówczas nie zjawia się jednak, ku rozczarowaniu gości (w przeciwieństwie do innych wpływowych Republikanów). Okazuje się, że tamta nieobecność nie była przypadkowa. Miliarder po prostu wiedział kiedy przybyć, żeby cały show należał do niego.

...i po kampanii

Analiz sukcesu kandydata GOP już zdążyliśmy się doczekać w większej ilości, niż wcześniejszych wyjaśnień czemu Trump z całą pewnością wygrać nie może. Oczywiście, doceniając czynniki mobilizujące samych wyborców – i tradycyjne dla Midwestu poczucie odrzucenia i zapomnienia przez waszyngtońskie elity, i lęki antyimigracyjne i wszystkie inne mechanizmy i hasła z powodzeniem wykorzystane przez Trumpa w jego kampanii pt. „powiem wam wszystko co chcecie usłyszeć i zrobię to głośno!” - warto zauważyć, że nie były to elementy nowe w polityce amerykańskiej, a przeciwnie, stanowiły już wcześniej pożywkę różnych kampanii propagandowych i wyborczych, zarówno Republikanów, jak i próbujących przebić się przez partyjny bipol.

Nie same użyte narzędzia musiały więc zadecydować o zwycięstwie, ale raczej kto się nimi posłużył i w czyim interesie. Musimy bowiem także pamiętać, że tak jak Sowiety co najmniej od czasów Breżniewa, tak USA zawsze miały wyłącznie faktycznie kolektywne przywództwo polityczne. Z jedną twarzą wysunięta na przód, ale występującą niemal wyłącznie tylko jako wynik ucierania się grup interesu.

Sądząc póki co – jak wszyscy – jedynie po wcześniejszych deklaracjach samego prezydenta-elekta, można by uznać, że obserwujemy po prostu jak lobby ukierunkowane na odbudowę rynku wewnętrznego USA okazało się tym razem silniejsze niż grupy finansowe, zdeterminowane doprowadzić do szybkiej wojny dla ukrycia bankructwa światowego systemu spekulacyjnego (przy wsparciu zawsze do tego chętnego amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, armii i wywiadu). Może to, ale tylko może oznaczać nieco inne rozłożenie akcentów, jednak przede wszystkim w odniesieniu np. do NAFTA, nie zaś do kwestii o decydującym znaczeniu dla poziomu napięcia globalnego (jak kwestia bliskowschodnia, rozumiana szerzej niż tylko wojna w Syrii).

Również w kwestiach wewnętrznych, w swym pierwszym wystąpieniu potwierdzającym zwycięstwo – mówiąc o Hillary Clinton, Trump wysłał czytelny sygnał ze rozdziela co mówił jeszcze w ostatnich godzinach kampanii wyborczej, od tego co uważa w pierwszych minutach po jej zakończeniu. Nie oszukujmy się, finał kampanii miliardera sprowadzał się do nieustającego powtarzania, że mimo ochrony ze strony skorumpowanych elit - posadzi byłą sekretarz stanu. A kiedy już zmobilizowany w ten sposób elektorat dał mu zwycięstwo – Trump podziękował już nie będącej przestępczynią Clinton za „wierną służbę krajowi”.

I trudno uznać to za sztampowe podziękowania – to prosta deklaracja ciągłości polityki amerykańskiej, zgodnie zignorowana przez wszystkich wietrzących jakiś wyimaginowany zupełnie nowy rozdział w dziejach świata. Podkreślmy bowiem po raz kolejny i powtarzajmy aż dotrze: wiara, że naprawdę "anty-systemowy" kandydat mógł się prześliznąć przez sito GOP - jest równie naiwna, jak nadzieja, centro-prawica w Polsce wyda w końcu z siebie patriotycznego i prawdziwie polskiego prezydenta.

W siódmym niebie nienawiści

A no właśnie, zresztą... O ile można zrozumieć wyborców amerykańskich oddających głosy na Trumpa (no bo w sumie na kogo innego...), czy poparcie jakie uzyskał od niektórych przywódców, myślicieli czy publicystów mających swoje porachunki z systemem politycznym USA – o tyle nie sposób pojąć choćby tych polskich komentatorów, którzy piszą (słusznie!) z przekonaniem "PiS i PO - takie samo zło", a potem z równym zapałem dowodzących różnic między Clinton a Trumpem... Czy zwyczajne analogia już aż tak dalece jest passe w świecie analiz politycznych? Co jeszcze zabawniejsze, tak jak czas jakiś temu o imigrantów, ostatnio o aborcję – tak teraz „o Trumpa” można było wylecieć z wieloletnich przyjaźni (i to nie tylko tych czysto fejsbukowych).

I nie chodziło nawet często o jawnie przeciwstawne poglądy, tylko przedziwaczne awantury wybuchały nawet o niedostateczny entuzjazm dla kandydatury miliardera (a z drugiej strony nie dość głęboką żałobę po jego zwycięstwie). Ludzie! - wypada zaapelować – co się z wami dzieje?! Naprawdę, szczerze chcecie się kłócić na śmierć i życie, z nienawiścią na końcu palców o to kto i dlaczego wygrał amerykańskie wybory prezydenckie? Zastanówcie się przez chwilę...

Niestety, portale społecznościowe i naśladujące je (chcąc nie chcąc...) przekaziory nieuchronnie podlegają procesowi narastającej egzaltacji. Już nawet myślący ludzie zdają się zatracać umiejętność beznamiętnego opisywania i analizowania zdarzeń politycznych. Nic już się po prostu nie dzieje. Wszystko już musi być „ostateczne”, „przełomowe”, „decydujące”, a także oczywiście „zamiatające” i „orzące”. A przecież – co jeszcze niedawno wydawało się tak oczywiste – naprawdę nadmierne emocjonowanie się czymś takim jak polityka jest już nawet nie tylko głupie, ale zwyczajnie... nieeleganckie.

Bilans bez zmian

Tymczasem jedni podniecają się zwycięstwem Trumpa, jakby zaraz miał on osobiście nie tylko wyzwolić Polskę i zaprowadzić światowy pokój i dobrobyt, ale jeszcze każdemu cieszącemu się wręczyć po dżakuzi i kluczykach do mustanga. Trochę to wygląda tak, jakby teraz druga część świata (ze szczególnym uwzględnieniem Polski!) wręczała prezydentowi-elektowi USA własny odpowiednik nagrody Nobla, którą kiedyś pierwsza strona globu sprezentowała Obamie. Z równym zapewne, a może nawet jeszcze mniejszym sensem całej operacji...

Paradoksalnie wręcz, właśnie z punktu widzenia tych demonstrujących dziś swe szczęście – być może pożytecznie okazałoby się zwycięstwo... Hillary Clinton, potęgując tylko rozdźwięki między społeczeństwem amerykańskim i w ogóle zachodnim, a elitami przywódczymi i przybliżając ostateczne przesilenie i tak być może lepsze, od obecnego stanu geopolitycznego i finansowego zawieszenia na skalę globalną.

Ewentualna odwilż, swoista nowa détente – tylko przedłuży gnicie systemu, uśpi odruchowo stroniących od jawnej konfrontacji przeciwników dalej istniejącego w najlepsze Nowego Ładu Światowego (Związku Amerykańskich Republik Demokratycznych całego świata), przeniesie pola napięć na inne obszary (zwłaszcza zapewne na relacje amerykańsko-chińskie, w miejsce konfliktów amerykańsko-rosyjskich) – jednak bilans tych wszystkich „zmian” będzie taki sam, jak kolejnych „reform” w Polsce: nic się nie zmieni, wszystko zostanie po staremu, ci sami zarobią, ci sami stracą, mimo przelewów między menzurkami ogólny poziom zagrożenia, zniechęcenia i zadowolenia innych pozostanie w zasadzie taki sam.

W istocie więc krótkotrwałe powody do swych małych szczęść będą mieli tylko ci, którzy od rana wyniki amerykańskich wyborów komentowali w tak dobrze już znanym stylu: "Ale mieli miny...! Warto było żeby zobaczyć te gęby...! No kurna, ale się fajnie wk...ą!". Tak... Żeby oglądać ICH miny wybrano Dudę, głosowano na PiS, a teraz taki też ma być też powód do radowania się wynikiem Trumpa. No dobra, ale czy jak już się wszyscy zainteresowani napatrzą i nacieszą - to czy przyjdzie wreszcie pora postawienia nieco ambitniejszych celów politycznych, niż tylko uzyskanie skrzywienia środowiska GW z przyległościami? Niestety, można wątpić...

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4
Ogólna ocena: 4 (głosów: 4)

Tematy: 

Dyskusja

oto Mar.Jan

Redaktor Rękas na prezydenta!

Jak zwykle nie zawiodłem się na autorze:
Każda stronę politycznych wyborów solennie oblewa pomyjami. Nawet prezydentowi Dudzie się dostało:

wiara, że naprawdę "anty-systemowy" kandydat mógł się prześliznąć przez sito GOP - jest równie naiwna, jak nadzieja, centro-prawica w Polsce wyda w końcu z siebie patriotycznego i prawdziwie polskiego prezydenta.

Ciekawe byłoby się dowiedzieć, jaki "model" prezydenta preferuje autor? Jakie powinien miec cechy i co zrobić w polityce, aby zasłuzyć na pochwałę?

oto Mar.Jan

A temu:

wiara, że naprawdę "anty-systemowy" kandydat mógł się prześliznąć przez sito GOP - jest równie naiwna, jak nadzieja, centro-prawica w Polsce wyda w końcu z siebie patriotycznego i prawdziwie polskiego prezydenta.

Zatem wyraził pan pogląd, że Duda nie jest prawdziwie polskim prezydentem i że brak mu patriotyzmu.
To pan powinien to wyjasnić, CZEMU tak uważa...

oto Konrad Rękas

To pan powinien to wyjasnić,

To pan powinien to wyjasnić, CZEMU tak uważa...

No chyba nie - skoro Pan przydaje p. prezydentowi takie przymioty - to z pewnością dysponuje Pan wielością argumentów na poparcie swej wizji.

Ja zaś przecież o prez. Dudzie i PiS-ie pisałem nie raz, np. tu:

http://www.prawica.net/arch/41501

http://konserwatyzm.pl/artykul/22971/rekas-zero-zdziwien/

http://wsercupolska.org/wsp1/index.php/komentarz-polityczny/7130-popis-10

oto chłop jag

Zoda z Autorem - ale nie mamy

przedstawionej istoty sprawy - którą jest tzw. demokratura i okopani w niej - pupile szatana - tołażysze. Kłania się Francis Fukuyama - który tak naprawdę stwierdził fakt, że z tzw. demokratury możemy wyjść tylko przez komin - tołażysze. Analogia do niegdysiejszych obozów typu KL ale już bez drutu kolczastego i wież wartowniczych - jest tutaj jak najbardziej uprawniona.
Wniosek?
To właśnie w tzw. demokraturze nastąpi koniec człowieczeństwa człowieka - o ile Bóg nie raczy się za nim wstawić.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.