Komu potrzebna jest Polska?

Tytuł taki nosił jeden z ostatnich felietonów Stefana Kisielewskiego opublikowany na łamach „Tygodnika Powszechnego” (z 4 marca 1990 r.). Publicysta zastanawiał się w nim nad pozycją Polski w nowym, po upadku Bloku Wschodniego, światowym ładzie geopolitycznym.

Wnioski do jakich doszedł są aktualne i dziś. Kisiel zdawał się mówić: kraj nasz nie warunkuje istnienia żadnego z wielkich mocarstw, i nie jest to bynajmniej sytuacja nowa, stan taki trwa od przeszło kilkuset lat.

Istnienie Polski nie przesądza o „być albo nie być” ani USA, ani UE, ani Niemiec, ani Rosji. Odpowiadając zaś na postawione w tytule artykułu pytanie jeden z najwybitniejszych powojennych polskich publicystów zdawał się stwierdzać, że Polska, poza jego osobą, potrzebna jest przede wszystkim samym Polakom. Potrzebna jest także i dziś. Jaki tymczasem czynimy pożytek z własnego państwa, jak rozwiązujemy ważne dla nas wszystkich sprawy i problemy?

Tak naprawdę funkcjonują przecież dwie Polski, podział ten dokonuje się od dekady dosłownie na naszych oczach. Polska, w dużym uproszczeniu, obejmująca byłe Ziemie Odzyskane – liberalna oraz ta konserwatywna, na którą składa się południowo-wschodnia i centralna (może z wyjątkiem Warszawy) część kraju. Ta pierwsza w przeważającej mierze jest bardziej liberalna obyczajowo i światopoglądowo. Gdyby Polska na wzór Stanów Zjednoczonych A.P. czy Niemiec była państwem federalnym, z dużą swobodą kształtowania wewnętrznych regulacji prawnych, dopuszczono by w niej może znaczne złagodzenie ustawy antyaborcyjnej, może małżeństwa jednopłciowe, może zalegalizowano marihuanę. Z większą przychylnością patrzono by na uchodźców, imigrantów i innych obcych.

Z drugiej zaś „Polska liberalna” byłaby bardziej otwarta na sąsiadów, w tym tych dla nas najważniejszych – Niemcy i Rosję. Rozwijano by zapewne ożywione kontakty handlowe i gospodarcze z tymi państwami. W szkołach na lekcjach historii uczono by raczej o polskim „tyglu kulturowym”, wpływach mniejszości na rodzime dzieje, ale pewnie i o pracy organicznej, gospodarce i ekonomii. Mówiąc umownie, dominowałby raczej pozytywizm niż romantyzm.

Polska, nazwijmy ją dla braku lepszego określenia, konserwatywna na polu „polityki historycznej” kontynuowałaby mesjanistyczną wizję dziejów. Historia w takim ujęciu to nieprzerwane pasmo aktów strzelistych, powstań i niestety najczęściej... klęsk. Gloria victis! – hasło przeszłości wskazywałoby zarazem przyszłość. W dziedzinie gospodarczej funkcjonowałaby narodowa autarkia. Obowiązywałby zakaz wjazdu uchodźców i cudzoziemców. Wewnętrzne prawodawstwo kształtowałaby w dużej mierze katolicka nauka społeczna, począwszy od całkowitego zakazu aborcji, skończywszy zaś na zakazie kredytów bankowych o znamionach lichwy.

Byłaby to Polska zwrócona w przeszłość, co warunkowałoby także jej relacje z sąsiadami, historia miałaby dalekosiężny wpływ na ich kształt – Niemcy (Grunwald, II wojna światowa), Rosja (Katyń, Smoleńsk), Ukraina (UPA... ale i Petlura), Czechy (Zaolzie) itp. Strategicznym partnerem, sojusznikiem i nowym Wielkim Bratem pozostałyby Stany Zjednoczone, których przedstawiciele mogliby nawet współtworzyć polskie władze. Przy każdej okazji, uroczystości oficjalnej i nieoficjalnej odczytywanoby apel smoleński, fetowano narodowych bohaterów (Piłsudski, Kaczyński, Duda). Ustrojowo mielibyśmy do czynienia z modelem autorytarnym. Władza centralna podporządkowywałaby sobie większość organów w państwie, czyniąc je fasadowymi. Prezydent i rząd uczyniliby sobie podległe sądy, trybunały, parlament, wojsko i policję.

Powróciłaby w jakiejś formie cenzura, także ta obyczajowa. W stosunku do Polski liberalnej utrzymywano by „obojętną neutralność” – niby Polacy, ale tak naprawdę „półPolacy” – liberały, pedały, komuchy i agenci. Dla porządku dodać trzeba, że jest jeszcze trzecia, najmniej liczna grupa. Tworzą ją ci, którzy nie widzą swego miejsca w żadnej z dwóch powyższych.

Powyższy obraz jest nieco przejaskrawiony (celowo), podział zaś, jak podkreśliłem mocno umowny, należy bowiem uwzględnić w nim fakt, iż polska prowincja podobna jest w swych poglądach zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie kraju, to samo odnieść można także do dużych miast. Czy jednak tak zarysowany stan aż tak bardzo odbiega od rzeczywistości? Ojcowie założyciele ruchu wszechpolskiego pisali kiedyś o dwóch narodach, mając na myśli chłopów i szlachtę, współcześnie dawne podziały stanowe nie odgrywają już żadnej roli.

Pęknięcie widoczne jest gdzie indziej, Polacy różnią się niemal we wszystkim, mają inne poglądy na historię, politykę i sprawy obyczajowe, podziały wkraczają nawet do rodzin. Społeczeństwo jest zatomizowane i podzielone jak rzadko kiedy w historii. Często brak jakiejkolwiek nici porozumienia, brak nawet wspólnych autorytetów.

Tymczasem truizmem wydaje się stwierdzenie, że mamy wspólne sprawy i problemy i ponieważ jesteśmy na siebie skazani, musimy umieć je razem rozwiązywać, w przeciwnym razie scenariusz podjazdowej wojny północ-południe będzie jedynym widomym obrazem relacji polsko-polskich.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
1.833335
Ogólna ocena: 1.8 (głosów: 6)

Tematy: 

Dyskusja

oto good why pay sutty

"Polska, w dużym uproszczeniu

"Polska, w dużym uproszczeniu, obejmująca byłe Ziemie Odzyskane – liberalna (...)".

Mógłby Szanowny Autor uchylić nieco rąbka tajemnicy odnośnie metodologii, która stała za wysnuciem takich wniosków? Jako mieszkaniec ściany zachodniej nie odczuwałem nigdy, że Z.O. są jakoś szczególnie liberalne, a już na pewno nie w porównaniu z mekką postępactwa – Warszawą. Proszę zważyć, że gros mieszkańców Ziem Odzyskanych stanowią jednak potomkowie (i żyjący mieszkańcy) dawnych mieszkańców wschodnich województw II RP – po prostu Zabużanie. A ci, jak wiadomo, z postaw liberalnych raczej nie słynęłi. A rebours – była to raczej światopoglądowa konserwa. Chyba można logicznie zakładać, że wartości jakie zaszczepili swoim dzieciom i wnukom są przynajmniej zbliżone do tych, które sami wyznawali.

Druga sprawa:

"Wewnętrzne prawodawstwo kształtowałaby w dużej mierze katolicka nauka społeczna, począwszy od całkowitego zakazu aborcji, skończywszy zaś na zakazie kredytów bankowych o znamionach lichwy"

To akurat byłby nader pozytywny rozwój wydarzeń. Ale po pierwsze – w tradycyjnej nauce Kościoła nie ma czegoś takiego, jak kredyt o znamionach lichwy. Każda (sic!) pożyczka udzielana na procent uważana była jeszcze w średniowieczu za lichwę. Taka była wykładnia Kościoła Rzymskiego przez półtora tysiąca lat, do czasu kiedy w okolicach Reformacji zaczęto pojęcie lichwy rozwadniać, definiując ją odtąd jako procent "nadmierny", ekonomicznie nieuzasadniony.
Po wtóre zaś, z uwagi na powyższe, coś takiego, jak "zakaz lichwy" w nauce KRK (wszystko jedno jakiej) nie istnieje, przy czym cezury nie stanowi bynajmniej niesławny sobór watykański II. Sprawa sięga ~500 lat wstecz, co najmniej do papieża Leona X z Medyceuszów i jego bulli zezwalającej na "niewielki" (ten margines tolerancji na przestrzeni stuleci naturalnie również ulegał zmianom) procent od udzielonej pożyczki, rzekomo mający jedynie pokryć koszty funkcjonowania parających się tym procederem tzw. banków pobożnych.

Po więcej informacji odsyłam do książki historyka Michaela Hoffmana II: Usury in Christendom: The Mortal Sin that Was and Now is Not:

Jej pierwszy rozdział dostępny jest nieodpłatnie pod adresem:
https://www.amazon.com/dp/B01LW18GIU?ref_=cm_sw_r_...

Tutaj natomiast mini-prelekcja autora nt. lichwy:

oto JJerzy

Wprawdzie ...

... zgadzam się z ogólną oceną tekstu, ale stwierdzenie, cyt.:

[...] gros mieszkańców Ziem Odzyskanych stanowią [...] Zabużanie [...] światopoglądowa konserwa

jakoś w zewnętrznym oglądzie zdają się wyglądać inaczej (w końcu to ... bastion PO), co zresztą zgadzałoby się z opinią, że takie postawy bazują na ... oderwaniu od korzeni ...

oto Eowina

To są rozważania czysto teoretyczne.

Polska jest elementem składowym UE i NATO i tak już pozostanie. Zapewniam, że tak będzie, chyba, że jakaś katastrofa to zmieni. A przecież nikt nie chce katastrofy. A jeżeli Polska jest w w/w strukturach, to wcześniej czy później się będzie musiała dostosować i dopasować do całości. To też jest pewne.
Jeżeli będą w Polsce wojska amerykańskie, ze zdrowymi amerykańskimi boys, to postarają się aby ich wpływy na polskie tradycje się stały widoczne. A przecież wszyscy na nich czekają.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.