Odwracanie uwagi od tematów zastępczych

Wszystko w Polsce jest tematem zastępczym. Aborcja odwraca uwagę od CETY. CETA – od Trybunału Konstytucyjnego. TK – od Smoleńska. Smoleńsk – od obniżania podatków. Podatki – od intronizacji Chrystusa Króla. Pan Jezus – od JOW-ów. JOW-y - od uchodźców. Uchodźcy – od aborcji. I tak wkoło Wojtek. Brzmi absurdalnie? Ale przecież tak widzą to w każdym przypadku fani wybranej kwestii!

Koniki na biegunach

Już zresztą samo takie wyliczenie wzbudza oczywiste oburzenie. „Jak można zestawiać mój, poważny i ważny temat z tamtym – zastępczymi!” - słychać krzyki, pojawiają się gniewne wpisy. Niestety, nie obrażając nikogo, ale... ton polskiej pseudo-debacie wydają się niekiedy nadawać ludzie z ewidentnym zespołem afektywnym-dwubiegunowym. Czyli po danemu mówiąc - z pierdolcem na jakimś tle... Choćby i najszlachetniejszym – ale w efekcie uznawanym w fazie entuzjazmu za jedynie istotne, co wywołuje z kolei agresję „w obronie” ukochanej wartości przed urojonymi nawet zagrożeniami, a także zniecierpliwienie i zmultiplikowaną złość, gdy ktoś danej obsesji nie podziela.

Nieuchronna logika choroby zresztą i tak cierpiących na nią skazuje z czasem na nawrót fazy depresyjnej, przeważnie racjonalizowanej nieosiągnięciem celów etapu entuzjastycznego. Do popularnej (bardziej niż można było przypuszczać...) dwubiegunówki przyznaje się obecnie nawet jeden z liderów klubów parlamentarnych, ostatecznie chory takiej akurat chorobie nijak winny nie jest, nie mniej dyskutuje się w efekcie ciężko...

Uny!

Istotnie jednak rzeczywiście absurdalne jest zarówno to, że państwo z równym namaszczeniem / lekceważeniem / zainteresowaniem / bylejakością* zajmuje się tymi wszystkimi tematami (?) – i zwłaszcza to, że ponieważ jest ono z(dez)organizowane w formie demokracji przedstawicielsko-medialnej – odbywa się to jawnie, w natłoku czczej gadaniny. Z takim „ważeniem racji” i „poszanowaniem przeciwnych zdań”, że tylko rośnie agresja i nienawiść zaangażowanych w poszczególne spory – i alienacja pozostałych, mających je w... i tym podatniejszych w efekcie na opowieści tym, że „wszystko odwraca uwagę od wszystkiego”. Jest to skądinąd jedna z pochodnych innego popularnego poglądu, brzmiącego:

„niech UNY skuńczą pierdułami się zajmować i wzioną wreście do POWAŻNEJ ROBOTY!”

A jakiej?

„No, tego, przecież wszyscy wiedza: żeby tego zła mniej na świecie było, cy cuś w ten deseń...!”

Normalny świat

Nb. w haśle tym brzmi też echo marzenia, że za tymi wszystkimi awanturami i obcymi dla większości kwestiami – jest jakiś inny jakościowo świat. Nie, nie taki w którym wszystkie problemy są rozwiązywane po myśli zgodnej większości. Nie. Taki, w którymś ktoś podejmuje decyzje i po prostu rządzi, nie pozorując pytania ludzi o zdanie. Jeszcze dokładniej widać to na przykładzie podejścia będącego odwrotnością (ale tylko formalną) dla "tematów zastępczych".

Drugie takie wielkie hasło małej polityki w Polsce brzmi: "nie mieszkacie polityki do.........*". * - tu wstawić do czego: edukacji, służby zdrowia, gospodarki, dyplomacji, wojska, policji – słowem dowolnej kwestii, które przecież składają się na pojęcie polityki, jako działalności na rzecz subiektywnie określanych celów / równie subiektywnie pojmowanego dobra wspólnoty*. Bo przecież nawet powtarzający ten pozbawiony sensu, za to przeważnie pełen nienawiści komunał o „niemieszaniu” musieliby przyznać, że gdyby rzeczywiście wszystkie te tematy i bloki zagadnień społecznych i ludzkich wydzielić spod zakresu pojęcia polityka – wówczas faktycznie obejmowałoby ono tylko pustą formę sprowadzającą się do przekrzykiwania się właściwie o nic. I to w pewnym sensie prawda – bo tak właśnie ową obrzydliwą politykę widzą zwolennicy „niemieszania”.

Nie dostrzegają oni jednak pewnego pojęciowego nieporozumienia, któremu ulegają. To, co nazywają polityką i co ich tak bardzo brzydzi, że swoje ulubione tematy trzymaliby od niej jak najdalej – nazywa się w rzeczywistości demokracją parlamentarną, moderowaną przez całodobowe telewizji (dez)informacyjne. To właśnie ten twór jednych odrzuca całkiem, innych zaś drażni zajmowaniem się milionem dupereli, ale nie tym co daną grupę akurat szczególnie interesuje.

Prawdę mówiąc są to jednak dysonanse i sprzeczności absolutnie nie do pokonania. Dobrze zorganizowana władza polityczna określa bowiem i swój stosunek do mnóstwa kwestii (choćby stosunek ten sprowadzał się do: „państwo nie będzie się tym zajmować”), jak i ustalą własną hierarchię ich ważności, niekoniecznie może zgodną z tym, co odpowiadałoby każdemu, pojedynczemu rządzonemu – który przecież sam dla siebie jest najważniejszy.

Oczywiście, aby władza faktycznie była jednak i dobrze zorganizowana, i po prostu zdrowa na umyśle i efektywna – w żadnym razie nie może choćby udawać demokratycznej, nie mówiąc już o uleganiu ple-ple-tatury pseudo-publicystyki telewizyjnej, prasowej i internetowej. Dopiero w takich warunkach nie będzie ani żadnych „tematów zastępczych”, ani „mieszania polityki do”. Po prostu ludzie będą zajmować się tym, co dla ważne (czyli przeważnie sobą), a władza w miarę możliwości zatroszczy się, by nikt im w tym nie przeszkadzał. A poza tym zrobi swoje.

Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.833335
Ogólna ocena: 3.8 (głosów: 6)

Tematy: 

Dyskusja

oto Dubitacjusz

We wstepnym akapicie red. Rękas nie mógł wymienić

tematów, które zastępczymi nazwane być nie mogą, tj. struktura budżetu, obowiązujące prawo, funkcjonowanie sądownictwa i administracji. Każdy z tych tematów jest zarazem tak wielki i ma tyle składowych, że wyborca go "nie ogarnie". Stąd proste tematy zastępcze na TAK/NIE.

Absolutnie też nie mogę się zgodzić z Autorem w jego wizji władzy totalnej.

Taki, w którymś ktoś podejmuje decyzje i po prostu rządzi, nie pozorując pytania ludzi o zdanie.

I nie chodzi mi wcale o "demokrację", tylko o podzielenie władzy na: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Model państwa faszystowskiego działającego jak jedna pięść zdecydowanie odrzucam. Ze względu na patologie władzy potrzebne są checks and balances.

oto Ekhangel

Żeby państwo działało jak

Żeby państwo działało jak jedna pięść nie musi być wcale faszystowskie... Ani ta pięść nie musi być zresztą znowu źle wykorzystywana. Panu się włącza znamienna dla naszych czasów automatyczna (żeby nie powiedzieć pawłowska) autorytofobia, wywodząca się z ciężkich doświadczeń i politycznych patologii XX wieku. Nie mówię, że to niezrozumiałe, ale może spróbujmy chociaż wynieść się w naszych rozważaniach poza Hitlera i Stalina. Mamy rok 2016, czas, zdaje się, najwyższy.

Debilokracja to ustrój najbardziej zakłamany ze wszystkich. Od bolszewików i nazistów przynajmniej można było czegoś określonego się spodziewać - na przykład wtrącenia do łagru/kacetu. W debilokracji proces fizycznego czy intelektualnego podboju jest rozmywany, że tak powiem, retorycznie, i o ile krew się (jeszcze) nie leje, o tyle ustrój ten, i partycypowanie w nim stanowi obrazę dla inteligencji myślącego człowieka, a jego fundamentalne zasady stanowią z kolei zaprzeczenie (i wyjałowienie) podstawowej cechy mężczyzny z jajami (bo kwestii kobiet w polityce nawet nie chce mi się poruszać): wiedzenia samemu czego się chce, bez odnoszenia do "głosu ludu".

oto Eowina

Wszystko co robi rząd jest polityką. Natomiast rząd, to

nie tylko ten centralny, ale każdy inny na każdym szczeblu, który podejmuje lub nie, a powinien, decyzje w sprawie mniejszej lub większej grupy społecznej. Absurdalne jest twierdzenie, żeby "nie upolityczniać tego czy owego", bo wszystko jest polityką co dotyczy rządu.

oto chłop jag

No cóż - w tzw. demokraturze

nie da się inaczej - tołażysze.
Wniosek?
Mamy od pewnego czasu tylko jeden ośrodek decyzyjny na świecie - więc siłą rzeczy najważniejsze decyzje do realizacji zapadają poza tzw. demokraturą - tołażysze.
Na koniec - chodzi o to aby nadal w tzw. demokraturze działał ten oto czynniuk:
chcieliśta to tera mota i morda w kubeł do następnych wyborów.
Powyższe można tylko osiągnąć przez totalne ogłupianie tzw. suwerena - tołażysze - to i się ogłupia. Ogłupia się - bo przecież pupile szatana już nawet się nie kryją z antyludzką polityką - tołażysze.

oto Ekhangel

Wszelkie zmiany wewnętrzne w

Wszelkie zmiany wewnętrzne w naszym wegetującym pod żydokomuszym jarzmem kraiku przypominają coraz bardziej kłótnię więźniów o to jakie plakaty rozwiesić w celi.

...albo dyskusję dyrektora więzienia z kucharzem o to jakie ochłapy rzucać więźniom na kolację - zależy o jakim szczeblu akurat mówimy!

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.