Wątpliwy pożytek z Unii Europejskiej

Unia Europejska to dobro, Unia Europejska to postęp, a w ogóle to Polska rozwija się wyłącznie dzięki Unii i jej pieniądzom - bo gdybyśmy w Unii nie byli, to wyglądałaby jak Białoruś lub Ukraina - tak od wielu lat brzmi oficjalna narracja wszystkich głównych środowisk politycznych w Polsce. Nieważne, czy przy władzy były partie postsolidarnościowe, czy postkomunistyczne; "eurosceptycy", czy "euroentuzjaści" - wszyscy politycy tzw. głównego nurtu zgodnie głosili że dla UE nie ma alternatywy i że jest to ostateczne przeznaczenie Polski. Aż w końcu sami Polacy głęboko w to uwierzyli: tuż po "Brexicie", "Gazeta Wyborcza" opublikowała sondaż, z którego wynikło, że przynależność Polski do UE popiera ponad 80% Polaków - czyli więcej niż zadeklarowało to w referendum akcesyjnym z 2003 r.

Niewątpliwie, dla sporej części obywateli akces Polski oznaczał osobiste korzyści: chociażby znaczne ułatwienie emigracji zarobkowej na Zachód, co wobec bijącego za rządów SLD rekordy bezrobocia, było często jedyną możliwością zdobycia zatrudnienia, czy też dodatkowe źródło dochodów dla rolników w postaci dopłat bezpośrednich. Jak jednak generalnie UE wpłynęła na gospodarkę Polski, jak wpływa na gospodarki innych swoich członków, czy jest to wpływ jednoznacznie pozytywny i czy dla Unii rzeczywiście nie ma alternatywy? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć jedynie porównując osiągnięcia gospodarek krajów UE przed i po akcesji oraz gospodarek krajów które do Unii nie należą.

Na początek należy jednak wyjaśnić klika istotnych kwestii: przede wszystkim, istnienie wspominanego przeze mnie w poprzednim artykule tzw. efektu konwergencji (czyli zjawiska szybszego rozwoju krajów biednych niż krajów bogatych), a także lokalne uwarunkowania społeczno-kulturowo-polityczne sprawiają że nie ma sensu porównywanie tempa rozwoju np. gospodarek Trzeciego Świata czy nawet krajów postkomunistycznych (dawnego Drugiego Świata) z Pierwszym Światem, do którego w czasach Zimnej Wojny zaliczano uprzemysłowione kraje Zachodniej Europy i Ameryki Północnej oraz Australię, Nową Zelandię, Japonię a niekiedy także RPA.

Efekt konwergencji sprawia że w krajach zacofanych (o ile oczywiście nie toczą się tam wojny a rządów nie sprawują marksiści lub skorumpowani kleptokraci - co było tragedią postkolonialnej Afryki i niektórych krajów Azji) będzie szybszy niż w krajach już rozwiniętych. Jednym słowem, podobne należy porównywać z podobnym, dlatego najpierw postanowiłem porównać między sobą osiągi gospodarek Polski i kilku krajów dawnego ZSRR w czasach przed akcesją. Propagandowe hasło z 2003 r. głosiło że "jak nie Unia, to Białoruś", co sugeruję jakoby gospodarki Polski, Białorusi, Ukrainy, Mołdawii lub Rosji były wtedy jakoś porównywalne. Czy tak rzeczywiście było? Sprawdźmy to na podstawie danych Banku Światowego:

W roku 1990 różnica w PKB per capita między między Polską a tymi krajami wyglądała tak:

  • Polska - 1698 $
  • Białoruś - 1704 $
  • Ukraina - 1569 $
  • Rosja - 3485 $
  • Mołdawia - 972 $

w roku 1999 tak:

  • Polska - 4351 $
  • Białoruś - 1209 $
  • Ukraina - 635 $
  • Rosja - 1330 $
  • Mołdawia - 321 $

a w 2004 tak:

  • Polska - 6639 $
  • Białoruś - 2378 $
  • Ukraina - 1367 $
  • Rosja - 4109 $
  • Mołdawia - 720 $

Widać wyraźnie że - w przeciwieństwie do Polski, która przeżywała wtedy okres dynamicznego rozwoju - Mołdawia, Białoruś, Ukraina i Rosja doświadczyły w latach 90-tych gigantycznego kryzysu ekonomicznego. Zmiany w PKB per capita nie do końca zresztą ujawniają jego skalę, bo dodatkowo złączył się on w tych krajach z zapaścią demograficzną: liczba ludności Białorusi spadła w latach 1990-2004 z 10,1 do 9,7 milionów. Liczba ludności Rosji w tym samym okresie ze 148,3 do 143,8 a Ukrainy z 51,8 mln do 47,3 mln. Jedynie populacja Mołdawii utrzymała się na stałym poziomie 3,6 mln.

W przypadku Rosji zresztą skalę zapaści częściowo zamaskowała imigracja ludności z innych republik postsowieckich, np. Kazachstanu. Liczba ludności Polski się w tym czasie niemal nie zmieniła, oscylując między 38,1 a 38,6 mln mieszkańców. Różnica w tempie rozwoju gospodarczego między Polską a naszymi wschodnimi sąsiadami była więc już przed 2004 r. na tyle duża, że twierdzenia o możliwości upodobnienia się Polski do Białorusi, gdyby nie przystąpiła do UE można potraktować wyłącznie jako propagandowe bzdury ekonomicznych ignorantów. Idźmy dalej: większość krajów Europy Środkowej przystąpiła do UE w latach 2004-2007.

Jednakże, jeden z byłych "demoludów" z dobrodziejstw euro-integracji mógł skorzystać o wiele wcześniej. Mowa tu o NRD, zjednoczonej z RFN (właściwie była to aneksja) w roku 1990. Pomimo że w obszar ten wpompowano do roku 2004 bajońską sumę przeszło biliona(!) marek (w latach 1990-2014 ogółem 2 biliony euro) i pomimo przynależności do EWG oraz do UE, rozwijał się GORZEJ niż w analogicznym okresie Polska. Liczby mówią same za siebie: w 1990 r. polskie PKB per capita stanowiło 46% wschodnio-niemieckiego. W 2008 r. już 75% [1].

Dodać należy że średnie tempo wzrostu krajowej gospodarki po przystąpieniu do UE również zwolniło: średni roczny wzrost gospodarczy Polski w latach 1993-2004 wynosił ok. 4,51% a w latach 2005-2015 ok. 3,85%. To tyle, jeśli chodzi o „dobroczynny” wpływ UE na polską gospodarkę. Przyjrzyjmy się teraz dla odmiany, jak przynależność lub brak przynależności do UE wpłynęła na sytuację kilku wybranych krajów Zachodu (Pierwszego Świata) od momentu gdy wyewoluowała z EWG, czyli od roku 1993:

PKB per capita ($ USD) 1993:

  • Niemcy: 25 488
  • Francja: 22 503
  • Włochy: 18 683
  • Hiszpania: 13 362
  • Wielka Brytania: 18 072
  • Kanada: 19 936
  • Australia: 17 661
  • Nowa Zelandia: 12 951
  • Szwajcaria: 38 005

PKB per capita 2013:

  • Niemcy: 46 268 (82% wzrostu)
  • Francja: 42 503 (90% wzrostu)
  • Włochy: 35 925 (90% wzrostu)
  • Hiszpania: 29 863 (120% wzrostu)
  • Wielka Brytania: 41 787 (130% wzrostu)
  • Kanada: 51 958 (160% wzrostu)
  • Australia: 67 458 (280% wzrostu)
  • Nowa Zelandia: 41 555 (220% wzrostu)
  • Szwajcaria: 84 815 (123% wzrostu)

Okazuje się, ze nic nie wskazuje na to, by uprzemysłowione kraje zachodnie należące do UE rozwijały się szybciej niż nie należące. Nawet przeciwnie: wygląda na to że te kraje które do niej nie należą rozwijają się szybciej. Średni roczny wzrost gospodarczy Australii w latach 1993-2015 wyniósł 2,09%. Nowej Zelandii – 1,98%; Wielkiej Brytanii – 1,75%; Kanady – 1,69%. Prawie wszystkie te kraje osiągnęły lepsze wyniki w rozwoju gospodarczym niż Wielka Brytania, a więc także zdecydowanie lepsze niż rozwijające się gorzej od Albionu kraje starej UE, jak Niemcy, Francja czy Włochy. Szczególnie wart uwagi jest tu przypadek Nowej Zelandii, obecnie uważanej za jeden z najbardziej wolnorynkowych krajów świata (3 miejsce w tegorocznym indeksie wolności gospodarczej Heritage Foundation).

Jednak wcale nie zawsze tak było. Jeszcze w pierwszej połowie lat 80-tych gospodarka Nowej Zelandii miała więcej wspólnego z gospodarką socjalistyczną niż kapitalistyczną. Lata interwencjonistycznej i protekcjonistycznej polityki kolejnych konserwatywnych rządów, sprawiły, że państwo było wszechobecne w miejscowej gospodarce: istniała rządowa kontrola cen, płac, czynszów, oprocentowania, wszechobecne i niewydolne monopole państwowe, wysokie podatki, rozbudowany system socjalny, wysokie taryfy celne utrudniające wymianę międzynarodową. W początkach lat 80-tych państwowe departamenty odpowiadały za wytwarzanie ponad 12% PKB i około 20 procent inwestycji brutto w Nowej Zelandii, a aż jedna trzecia siły roboczej była zatrudniona w szeroko rozumianym sektorze publicznym.

Państwo było właścicielem m.in. największych banków, towarzystw ubezpieczeniowych, całego sektora telekomunikacyjnego, energetycznego, węglowego, rafinerii, wodociągów, gazociągów, sektora transportowego, w tym kolei, autobusów, linii lotniczych, lotnisk, narodowej linii transportu morskiego, portów, sieci hoteli turystycznych, systemu pocztowego, ponad połowy lasów i było głównym inwestorem w rolnictwie. Konsekwencją takiej sytuacji był kryzys ekonomiczny. Rosło bezrobocie, nasilała się emigracja z kraju a inflacja pozostawała na wysokim poziomie 13%. Powiększał się deficyt płatniczy z zagranicą i szybko wzrastało zagraniczne zadłużenie państwa, które w 1985 roku osiągnęło poziom 56,5%.

Sytuację tę zmieniło dopiero dojście do władzy w 1984 r. Partii Pracy, która mimo swojego lewicowego charakteru podjęła szeroki program liberalizacji gospodarki. Obok powszechnej prywatyzacji, która objęła zdecydowaną większość państwowych przedsiębiorstw, obniżono podatki a także taryfy celne. W latach 1988-2003 roku wydatki rządowe zmniejszono z 52% do 36% PKB. Uwolniono też rynek pracy. Reformy zapoczątkowane przez rząd Partii Pracy były kontynuowane w latach 90-tych przez Partię Narodową.

Ich konsekwencją, poza relatywnie wysokim wzrostem gospodarczym było m.in zniknięcie deficytu budżetowego (który zastąpiła nadwyżka), zmniejszenie długu publicznego do poziomu 30,3% w 2015 r. oraz bezrobocia z 11% w 1991 r. do 5,1% w roku bieżącym. Nowa Zelandia obok Finlandii, Danii i Islandii uważana jest też za jeden z najmniej skorumpowanych krajów świata. Jakie płyną stąd wnioski? Unia Europejska wcale nie jest potrzebna do skutecznego rozwoju gospodarczego. Przykłady Kanady, Szwajcarii, Australii i zwłaszcza Nowej Zelandii, pokazują że rozsądna (czyli liberalna) polityka ekonomiczna w zupełności wystarcza.

- - -
[1] studioopinii.pl

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4
Ogólna ocena: 4 (głosów: 4)

Tematy: 

Dyskusja

oto Eowina

Bardzo dobre opracowanie, chociaż z konieczności

nie uwzględniające wszystkich problemów gospodarki światowej. Chodzi mianowicie o pojawienie się Chin, jako wielkiego rynku wymiany handlowej i zbytu na żywność z Nowej Zelandii , surowce i żywność z Australii i Kanady. To były wspaniałe lata koniec 80tych do początków 21 wieku.
Kryzys jaki pojawił się w 2008 roku zahamował wzrost w krajach zachodnich.

Polska jest postrzegana jako prymus w wykorzystaniu możliwości wynikających z przynależności do UE. Polska skorzystała z tego, "kto pierwszy ten lepszy" , późniejsza przynależność już nie była tak celebrowana, kiedy Zachód zaczął niechętnie patrzeć na pielgrzymkę biedoty postkomunistycznej.

oto Dariusz Gałat

To prawda, Chiny są istotnym partnerem gospodarczym tych krajów

Jednak kraje Europy i USA również. Decydująca zaś jest jednak ich polityka ekonomiczna. RPA, która też "surowcami stoi", tak szybko się nie rozwija - głównie dlatego że od 1994 r. nieprzerwanie rządzą nią czarni lewacy z ANC. W rezultacie RPA, która była w 1991 r. krajem bogatszym od Polski, dziś jest od nas o wiele biedniejsza.

oto Eowina

Ja nie wiem wiele na temat RPA i nie będę się sprzeczać

na ten temat, bo jest niezwykle skomplikowany aby oceniać na podstawie doświadczeń w innych częściach świata. Myślę, że te dwa państwa są nieporównywalne.
Przy tym proszę zwrócić uwagę, że od paru lat, spadł popyt na surowce i cena surowców jest niska. Wszystkie państwa surowcowe odnotowały spadek wzrostu gospodarczego.

Aby mieć opinię o stanie ekonomii RPA to trzeba wiedzieć:
1. Ile białych zamożnych włascicieli wyjechało, wyjezdża i zamierza wyjechać.
2.Ile kapitału będącego ich własnością została wywieziona.
3.Kto jest właścicielem zasobów kopalnianych w RPA.
4. Jaki jest podział dochodów ze sprzedaży kopalin, tzn ile zostaje w kraju.
To tak z grubsza, nie wspominając o problemach rasowych, i innych jakie tam są a o których ja nie mam pojęcia.

oto Krzych Adam

No właśnie.

A najlepiej to porozmawiać o Ukrainie, bo ona blisko jest i wszystko o niej wiadomo.

oto Krzych Adam

No, mnie samemu to daleko jest i do RPA i do Ukrainy.

Stosunkowo, z krajów często tu omawianych, najbliżej mi do Korei Płn. Bo z kraju w którym rezyduję to tylko przez jeden ocean i już. Ale w jego sprawach to jeno sieczka informacyjna jest dostępna.

Jankeskiej sieczki po tym jak zostałem zganiony, już tu nie przywołuję, a ta druga, zwykle antyjankeska, ale nie tylko, jest niestrawna, wręcz do obrzydliwości.

Jednakże chętnie poznaję opinie osób, którym jest bliżej do Ukrainy niż mnie.

oto mmm777

Z pewnej starej i ciekawej książki...

“W wyniku zdecydowanej - jak twierdzą niektórzy, barbarzyńskiej - polityki monetarnej (w maoryskim kurorcie Rotorua rabat dostaje ten, kto wykopie grób dla siebie lub dla kogoś z rodziny) rząd zredukował stopę inflacji do poziomu najniższego od dwudziestu pięciu lat. W ciągu roku obniżono ją z 7,6% do zaledwie 2,8%. Gospodarka nowozelandzka była wcześniej niemal równie planowa, sterowana i wypaczona jak dawna gospodarka Europy Wschodniej, ale przeprowadzono niezwykle radykalne reformy wolnorynkowe. Uwolniono ceny, zarobki, stopy procentowe i kursy wymiany walut. Zredukowano podatki. Zrezygnowano z subsydiów. Jedno po drugim prywatyzowano przedsiębiorstwa państwowe. Nowa Zelandia pierwsza opublikowała bilans roczny, jakby kraj był prywatną firmą. Teraz jednak znaleźli się w głębokiej recesji; zapanowało wysokie bezrobocie, a przedsiębiorstwa padały jedno za drugim. Jak do tego doszło? Czy warto było się tak zabijać?”

oto Krzysztof M

Posłuchali doktrynerów i mają

Posłuchali doktrynerów i mają za swoje.

oto Krzych Adam

Ech, te komentarze narodowego socjalisty realnego!

Znaczy, PRL-owca całą duszą łącznie z tą swą małą nacjonalistyczną cząstką. Taką bardziej typu gomułkowsko-siwakowego.
Socjalistyczna gospodarka w tym dość małym wyspiarskim państwie była do początku lat osiemdziesiątych. Potem gdy ją zdesocjalizowano miała niezłe wyniki. Recesja przyszła w 2008 roku z zewnątrz. Taka raczej mała ekonomia jak tego państwa nie ma w sobie wiele z autarkii, więc problemy ekonomiczne partnerów gospodarczych odczute zostały dotkliwie, jednakże poradzono sobie z tym dość szybko. Obecnie sytuacja ekonomiczna Nowej Zelandii jest znów raczej dobra: http://www.treasury.govt.nz/economy/overview/2016/...

oto Ja

Przykłady nietrafione

Australia to surowcowe Eldorado. Kilka razy mniej górników wydobywa kilka razy więcej węgla niż w Polsce. Kanada ma podobne umowy z USA do CETA (jestem przeciwny tej umowie), a Szwajcaria jest w 100% zależna od UE, oni tylko formalnie nie są we Wspólnocie. Strefa Schengen istnieje tylko dzięki Unii, bo tak duży projekt bez Wspólnoty i wspólnych instytucji nie ma szans dobrze działać.

oto Dariusz Gałat

Przykłady są jak najbardziej trafione

Australia to surowcowe Eldorado.

Co to za idiotyczny argument? Rosja to też surowcowe Eldorado, podobnie Wenezuela, RPA lub Demokratyczna Republika Konga. Tylko jakoś żadne z tych państw nie jest nawet w 1/3 tak zamożne jak Australia. Bo surowce są co najwyżej kulą u nogi jeśli kraj jest źle rządzony.

Kanada ma podobne umowy z USA do CETA

Tak, Kanada ma umowę o wolnym handlu z USA i co z tego? Jak widać takie umowy najzupełniej wystarczą, a organizacje typu UE są zbędne.

a Szwajcaria jest w 100% zależna od UE, oni tylko formalnie nie są we Wspólnocie.

Ale nie są.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.