Camino już rok temu

20150917_012252.jpg

Rok temu zakończyłem moją podróż. Nie było już dalej. Drogi przede mną. Dopiąłem jedno z największych, jeśli nie największe przedsięwzięcie w moim życiu. Przeszedłem z domu do Santiago de Compostela, a potem do Muxia i Finisterra.

Co się zmieniło? Jak widzę to teraz? Co się stało w ciągu tego roku?

Pamiętam, że był czwartek i bardzo gorąco. Droga była piękna, ale dłużyła mi się w ostatniej fazie. Finisterra ładna, alberga w miarę i to niezwykłe poczucie po czterech miesiącach ciągłego marszu, że już nie ma dokąd.

Czy się zmieniłem w wyniku tej pielgrzymki? Nie wiem. Na pewno nie drastycznie. Wiele zrozumiałem. Także i to, że życie to stała pielgrzymka, czyli codziennie trzeba jakoś tam, do przodu i życie nie polega na tym, żeby odnaleźć jakiś stan, jakąś mądrość, jakąś postawę, która da nam szczęście, tylko polega na ciągłym zmaganiu się, szukaniu, ciągłym marszu.

Czy zmieniło się moje nastawienie i życie religijne? Chyba tak. Powiedziałbym, że się urealniło. Religia jak i szereg innych sfer, staje się często w życiu, przynajmniej tak było w moim, przestrzenią odgrywania zaplanowanych ról. Wiemy co powiedzieć, jak się zachować, co czuć, co ma być.

Pielgrzymka taka jak moja, stawia człowieka w sytuacjach, gdy już nie wiadomo co będzie, co robić i jak ma być. Pozwala albo raczej zmusza do porzucenia ról. Napuszonych prawd. Dostojnych zwrotów. Zostaje goła prawda, o człowieku, o jego stosunku do Boga. I tyle.

Przez ten rok, od kiedy dotarłem do Finisterry napisałem książkę. Ha. To prawie taki wyczyn dla mnie jak sama pielgrzymka. Wcale w nią nie wierzyłem. Ciągle słyszałem za uchem, swoje – swoje? – własne wątpliwości: nie rób tego, nikomu to niepotrzebne, to bez sensu. A jednak pisałem. Dzień po dniu, tak jak szedłem, wiernie i prawdziwie. I w końcu… ponad tysiąc stron. Omatko

Zabrało mi to pisanie czas od września ubiegłego roku aż do sierpnia bieżącego. Za długo. Za dużo. A może właśnie dobrze. W sumie, dzięki temu, ta pielgrzymka wróciła jakoś i do mnie, choć chciałem, żeby była dla innych. Gdybym tego nie napisał, utonęłoby to wszystko. To jedna z nauk jakie wyniosłem z tej długiej drogi, trzeba cenić i przypominać rzeczy wartościowe. Bo same ze siebie się nie utrzymają.

Dziś w Polsce piękny dzień. Może ostatni taki ciepły, bo zaczyna się jesień. Dwa dni temu byłem w lesie. W ciszy, w morzu blasków słońca spadającego z góry i smug cienia od koron drzew, raz po raz spadały liście. Tańczyły w powietrzu, opadając niżej i niżej. Było słychać owady.

Natura jest czasami zupełnie niesamowita. Pokazuje nam swoje piękno i przemijanie. Dwie rzeczy na raz. Przeciw takiemu połączeniu buntuje się człowiek, buntuję się ja. Ale to zły bunt. Wszystko przemija. Na tym świecie. Tylko to co poza nim, pozostaje, wciąż słoneczne, jak ten las dwa dni temu.

Dziś, po roku od dotarcia do Finisterra, nadal jestem wdzięczny. Wdzięczny sobie za decyzję, upór i odwagę. Wdzięczny wszystkim niezwykłym ludziom, których spotkałem i którzy mi pomogli. Wdzięczny jestem Bogu, za wszystko, bez wyjątku. Wciąż w niego jakoś… wierzę.

Życie „w cywilu” jest inne. Kieruje się innymi prawami i zasadami. Dawniej miałem zacięcie do interesowania się czy komentowania życia politycznego. Dziś, gdy patrzę na takie komentarze, to jakoś jestem z boku. Irytuje mnie zapalczywość, krótkowzroczność, wieczny zgiełk, z którego – nie oszukujmy się – często niewiele wynika.

Inne rzeczy są ważniejsze. Prawdziwsze. Bezpośrednio nas dotykające.

Więc cieszę się, cieszę się, że poszedłem i doszedłem. Życzę każdemu, dojścia do Santiago, na jego własną miarę i jakieś przeznaczenie. Życzę każdemu doświadczeń, które budują, które pozwalają dostrzec życie z innej strony. Czy mam jakieś plany? Pragnienia? Jeszcze raz?

Teraz nie. Kiedyś… Chętnie bym przeszedł Camino portugalskie, ale to nad samym morzem. Może kiedyś przez północne Niemcy i Północną Francję z jej kolebkami? Może przez Alpy? A może, to niemożliwe, pójść w przeciwną stronę.

Jeśli będzie taka potrzeba, żeby pójść, to będę to wiedział. Wiedział dokładnie. I wtedy pójdę. Dziś tak nie jest. Dziś walczę i szukam możliwości, żeby książka przepchnęła się do szerszej publiczności, żeby stała się faktem materialnym, a nie tylko elektronicznym.

Dziś zajmuję się tysiącami spraw związanymi z codziennym życiem. Ale wiem. Wiem, że to Camino jest jakoś tak jak latarnia morska w moim życiu. Że jest takim światłem. I kogo nie spotkałem i z kim nie rozmawiałem, z tych co przeszli Camino, to mam wrażenie podobne, że jaśnieją od tego przejścia. Od tej pielgrzymki. Od tego doświadczenia. Że to coś, co życiu nadaje smak, ubarwia je, przydaje sensu i zrozumienia.

Pochmurno już. Pora zapisać bloga. Opublikować go. Dać odnośniki na facebooku. Wieczorem trzeba się będzie pomodlić. Za wszystkich pielgrzymów. Tych co doszli i mogą powspominać. Tych co właśnie teraz przemierzają ścieżki Camino. I tych co dopiero pójdą. Żeby doświadczyć, żeby zrozumieć, żeby dojść do apostoła Jezusa Chrystusa.
20150917_230459.jpg
------------------------------------------------------------------------------------

Chętnych, ba..., zapraszam na bloga, gdzie mapa pielgrzymki i cała masa innych rzeczy. Innych chętnych namawiam na książkę, ma niezwykłe recenzje. Książka jest droga, dla niektórych, więc jeśli cię nie stać, można ją pobrać za darmo z bloga. Jeszcze innych namawiam do polubienia strony na facebooku. Ale to wszystko fakultatywnie. Znaczy dowolnie. Znaczy donativo. Znaczy, tylko jeśli chcesz.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.2
Ogólna ocena: 4.2 (głosów: 5)

Tematy: 

Dyskusja

oto Piotr

Panie Zbyszku, od jakiegoś

Panie Zbyszku, od jakiegoś czasu chodzi nam (mnie i narzeczonej powiedzmy) po głowie pielgrzymka rowerowa do Santiago... Czy teoretycznie (bo to przecież zależy od "szczęścia" i okoliczności) ok. 2,5 tys euro na głowę starczyłoby? Pozdrawiam serdecznie Piotr

oto Piotr

Dzięki!

Dzięki za odpowiedź! Skoro tak, planuję powolutku i czytam Pańską książkę. Jak dla mnie jest niezła, sporo praktycznych informacji. Tylko niepokoi mnie dość kiepskie oznakowanie szlaku, ale na rowerkach nadłożenie trochę drogi nie będzie chyba miało takich nieprzyjemnych konsekwencji... Pozdrawiam serdecznie. Piotr

oto adolfina

Pisanie sobie...

Wędruje sobie brodaty safanduła po świecie, bez zbożnego celu, niczym Kozia Bródka - bohater opowiastki Kornela Makuszyńskiego. To co przemierzył, zobaczył, doznał i przemyślał, a nawet co mu ślina na język nasunęła – spisywał potem każdego dnia. Tak powstał – jak podaje - prawie 1000-stronicowy raport z tej wędrówki, podobno wydany do rozpowszechnienia już w postaci książki.
Niedawno zamieściłem tutaj o takowych „pisatielach” komentarz następującej treści:

„Piszą - w skutkach niczym jak te plagi egipskie - "książki", "artykuliki" i "rozprawki" (np. o metodzie) : Wałęsowa, celebrytki - i te prostytuujące się, i te z klasy przyzwoitek, niekumaci, niepiśmienni i niegramotni, jakiś tam niezależny "naukowiec" lub też "informatyk" z gatunku polskich albo nie tym razem biłgorajski, lecz chełmski samorodny filozof "logiczny", a więc cały przekrój dziwaków, w sumie czyniących to bez pożytku, zaś szczególnie ze szkodą dla przyrody i lasów państwowych (szczególnie tych lubelskich)”.

Ów bohater wędrówki też spłodził i zamieścił kiedyś tutaj wpis na temat „problemu”.
Wg niego „takie coś” jak ja ośmieliło się nawet poddać treść tego wpisu krytyce.
Wniosek z tego jest taki, że należy czytać rzeczy ciekawe, rozwijające intelekt, inne zaś - skrzętnie pomijać.

oto Mar.Jan

Całkowicie się zgadzam z tym:

należy czytać rzeczy ciekawe, rozwijające intelekt, inne zaś - skrzętnie pomijać.

Własnie czytam książkę pana Zbyszka. Wciągnęła mnie ta lektura i wiele razy nawet "szarpnęła" mnie za serce.
A cóz takiego uważam za cenne?
Nie opisy codziennych zmagań z rzeczywistością, z obawami, z własnymi słabościami. Tego na tysiącu stron jest - jak dla mnie - za dużo, ale przemyślenia autora, obecne na prawie każdym etapie pielgrzymki. Przemyslenia na tematy, które jemu jakoś wynikały z tego zmagania z codzienną rzeczywistością. Można te przemyślenia skonfrontować z własnymi.
Tyle, że trzeba miec własne przemyślenia. Najwyrąźniej Adolfinie tego typu rozmyślania sa obce.
Zatem - nie ma sie czym chwalić. Nie wszyscy maja zacięcie do "filozofowania", ale to akurat nie jest minus dla książki.
Autor tak właśnie myśli i szczerze sie tymi przemyśleniami dzieli. To jest własnie ciekawe, jak sie takie przemyślenia konfrontują z własnymi, a jeszcze ciekawsze jest to, że na podobne tematy można miec rózne zdania i dzieki temu wlasny pogląd można rozszerzyć o te aspekty, na które samemu nie zwróciło sie wcześniej uwagi.
I na dodatek: jest ta ksiązka czyms w rodzaju poradnika dla pielgrzymów. Ale to może byc ciekawe dla kogoś, któ nie wyklucza podjęcia podobnego trudu. JA nie wykluczam, choć nie wiem czy się zdecyduję.

oto Marek Bekier

Książkę p. Zbyszka pobrałem

Książkę p. Zbyszka pobrałem dopiero wczoraj. Jestem po 4-tym dniu. To strasznie mało. Jednak moje odczucia są identyczne z pańskimi. Miałem nie zabierać głosu dopóki nie będę co najmniej w połowie ale jak tu nie reagować na nierozsądny i trochę niegrzeczny wpis p. adolfiny?

oto Zbyszek S

Cieszę się panie Marku, że

Cieszę się panie Marku, że Pan spróbował. Choć... sam się Pan przekona, że im "dalej w las, tym więcej drzew...". Jeśli uda się Panu skończyć niech Pan napisze wtedy od siebie, prosto z mostu, co Pan o tym sądzi. Tak bez filtra. Pozdrawiam.

oto gość

Panie Zbyszku, "im dalej w

Panie Zbyszku, "im dalej w las, tym trudniej wyjąć!" To tak żartem z podtekstem...

oto Mar.Jan

"Natura jest czasami zupełnie niesamowita."

Tak, jest to fascynujące.
Ja akurat ostatni weekend spędziłem na łodce, na Mazurach.
Piątkowy wieczór na długo pozostanie w mojej pamięci...
Nad brzegiem jeziora Bełdany zrobiło się całkiem ciemno. Wiatr prawie ustał. Pali się ognisko i od czasu do czasu strzela iskrami. Gdzies z dala słychac gitarę i jakies spiewy. Na drugim brzegu też pali sie ognisko.
Oprócz tego panuje całkowita cisza. Ptaki ucichły. I w tej ciszy co jakis czas rolega sie przeciągły, dudniący, daleki ryk, przetaczający sie po jeziorze i odbijający echem od ściany lasu na przeciwległym brzegu. Ten dźwięk mógłby wytworzyc gęsią skórke na plecach swoją odległą grozą, gdyby nie wiedza, ze to jelenie właśnie zaczęły okres rykowiska.
Dzwiek zupelnie niesamowity, jakby rodem z jakiegos filmu grozy, zwłaszcza, że las jest całkowicie ciemny...
I wtedy na południowym wschodzie granica lasu zaczyna sie rozjasniać i na niebo wytacza się Księzyc okrągły jak pomarańcza, wspina się coraz wyżej nabierając takiego blasku, że oczy przyzwyczajone do ciemności trzeba mruzyć. Na jeziorze widać teraz każdy powiew wiatru, poruszajacy się jak ławica srebrnych ryb. POlana oświetlona tak jasno, że można od biedy czytać w tym świetle. Las przestał byc czarną ścianą. Składa się z czarnych, ale bogato srebrzonych drzew. Wszystko oblane tajemniczą ale budzącą zaufanie poświatą.
Jelenie nadal ryczą, ale ich głos juz nie budzi grozy.
Koniec lata na Mazurach. Polecam każdemu :)

oto Mar.Jan

Nadal jest szansa :)

Koniec lata trwa nadal, jelenie będa ryczeć jeszcze ze dwa tygodnie, prognozy sa dobre, a Księzyc co prawda zaczyna się kurczyć, ale za tydzień zostanie jeszce 3/4 :)
Dopiero za dwa tygodnie dwaj tacy, co ukradli Księzyc, spowodują ciemniejsze noce.
Jakby co: polecam jezioro Nidzkie. MA te przewage nad Bełdanami, że jest dalej, więc mniej ludzi, więcej lasu i jeleni, a motorówkom i silnikom spalinowym na jezioro wstęp wzbroniony. Jezioro Nidzkie to prawdziwy cud natury. I do tego pełno grzybów w lesie :)

oto Mar.Jan

najładniej o Mazurach pisał Gałczyński:

"Spotkanie z matką"

(...)
Noc.

Dopala się nafta w lampce.
Lamentuje nad uchem komar.
Może to ty, matko, na niebie
jesteś tymi gwiazdami kilkoma?

Albo na jeziorze żaglem białym?
Albo falą w brzegi pochyłe?
Może twoje dłonie posypały
mój manuskrypt gwiaździstym pyłem?
(...)
*
Ciemne olchy stoją na moczarze,
rozsypuje się w mokradłach próchno
Ej, rozświstał się wiatr na fujarze,
małe gwiazdki nad olchami zdmuchnął

Mała myszka przez ścieżkę przebiegła
Drogę Mleczna nietoperz wymierzył
I wiatr ucichł nagle. I zza węgla
z fajka srebrną w zębach wyszedł księżyc.

Rozświeciły się świeceniem wielkim
chmury, dziuple, żołędzie i sęki —
jakby cały świat był srebrnym świerkiem,
srebrnym bąkiem grającym piosenki.
(...)
Niebo to jest małe miasteczko w niedzielę,
gwiazdy gapią się na ziemię z okien,
a wiadomo, ze gwiazd jest wiele
i że wszystkie są niebieskookie.

A tam w rogu, w mieszkaniu z balkonem,
w jednym oknie, gdzie kwiat czerwony,
a to drugie okno z drugim kwiatem…

tam ty mieszkasz. I pogrzebaczem
fajerki przesuwasz. I płaczesz
Bo tak długo czekasz mnie z obiadem.
(...)
Ze srebrnych, księżycowych jezior
delfin wysuwa ucho, jesiotr
słuchaniem skraca sobie pobyt.
A z lasu truchcik sarnich kopyt.
Z rybackich ognisk bucha dym,
skwierczy na sadle płotka żółta —
to w wierszach Jana tak. I w nim
zakotwiczona moja nuta;
i wszystkie, wszystkie, wszystkie muzy,
bemole wszystkie, rytm i rym,
i księżyc, mój ubogi kuzyn,
co na telegraficznych drutach
nocą nabija sobie guzy.
But zgubił. Choć jest cały światłem,
we łbie rozumu ani szczypty.
I nieskończonym sznurowadłem
wplątał się w moje manuskrypty.

Leśniczówka Pranie, 1950

oto Krzysztof M

- Mistrzu, jak długo trzeba

- Mistrzu, jak długo trzeba czekać na efekty?
- Jeśli chcesz czekać, to długo.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.