Polska potrzebuje Białorusi

Na wyniki wyborów na Białorusi oczekiwano z zainteresowaniem przede wszystkim ze względu na dwie zmiany w życiu społeczno-politycznym republiki. Zachodni obserwatorzy (w tym ci kreujący rzeczywistość medialną w Polsce) liczyli po pierwsze, że tzw. opozycji uda się skorzystać ze zmiany ordynacji wyborczej do Izby Reprezentantów. Po drugie zaś – że niepowodzeniem zakończy się lipcowa operacja wymiany pieniędzy, co wywoła wreszcie napięcia społeczne w najspokojniejszym państwie b. ZSSR.

Nadzieje (jak zwykle) okazały się płonne, władze w Mińsku wyszły z kolejnej elekcji znów wzmocnione, Białoruś ma stabilny system polityczny – ale faktycznie, 11 września okazał się znaczącą datą dla naszego wschodniego sąsiada.

Najuczciwsze wybory w Europie

Dokonaną w 2013 r. zmianę ordynacji wyborczej i przejście z systemu turowego na FPTP przeciwnicy białoruskich władz chętnie przedstawiali jako dowód rzekomego osłabienia prezydenckiego ośrodka władzy, celowo ignorując, że w prezydenckim i mocno odpartyjnionym systemie władzy na Białorusi, stawianie znaku równości między osobą i urzędem prezydenta republiki, a najbardziej nawet zadeklarowanymi jego zwolennikami ze składu parlamentu – jest poważnym nadużyciem. Ponadto to przecież w realiach obowiązującego jeszcze cztery lata temu prawa wyborczego – teoretycznie „zjednoczona opozycja”, prezentująca się chętnie zachodniej opinii publicznej jako realna alternatywa dla prezydenta Aleksandra Łukaszenki powinna zmiażdżyć w II turze kandydatów bezpartyjnych, w tym zwłaszcza tych rekomendowanych przez ruch „Biała Ruś” - a tymczasem nie potrafiła wyjść poza tradycyjny już poziom skłócenia, braku organizacji i oderwania od realnych spraw białoruskiego społeczeństwa. W systemie większości względnej, gdyby „opozycja” przedstawiała jakąkolwiek siłę – jej zwycięstwo również powinno być formalnością.

I oczywiście, jak zwykle – nie było. Przed kolejną żałosną próbą choćby zapozorowania protestów powyborczych w Mińsku, stanowiących wygodny pretekst do zgłoszenia się po kolejne dolarowe wypłaty – stanowi fakt, że przez sito wyborcze przeszło dwoje kandydatów jawnie antyrządowych. W dodatku nikt, włącznie z obserwatorami zewnętrznymi, OBWE, czy nawet liderami pseudo-partii nie czuje się chyba na siłach, by zakwestionować bodaj najbardziej przejrzystą procedurę wyborczą w Europie! Białoruskie zasady rejestracji, tryb głosowania, liczenie głosów i prace komisji wyborczych – są po prostu modelowe i zawstydzające dla fałszywych demokracji zaprowadzonych w Polsce, na Litwie, nie mówiąc już o Ukrainie.

Mówiąc krótko – największy wróg Baćki nie miałby się czego czepić. Zwłaszcza, że społeczeństwo białoruskie ewidentnie wybiera tak jak chce, jeśli chce i kogo chce, co zaowocowało nieco większym niż dotąd upartyjnieniem Izby (acz nie przekraczającym 11 proc. składu), co można tłumaczyć większym niż dotąd zainteresowaniem programami stricte politycznymi, w tym tymi ukierunkowanymi na zacieśnianie współpracy eurazjatyckiej i białorusko-rosyjskiej (na co wskazują wyniki Komunistycznej Partii Białorusi i Białoruskiej Partii Patriotycznej). Jest to więc kolejny dowód dużej dojrzałości białoruskiej polityki – i całego narodu.

Rubel lepszy niż euro

Białorusini równie racjonalnie, jak do kwestii politycznych – podchodzą do kwestii ekonomicznych. Nie mając doświadczeń polskich, ani nie mając powodów, by tak jak Polacy nie ufać władzy – podeszli do denominacji rubla spokojnie. Porównując doświadczenia białoruskie z tym, czego doświadczyły republiki bałtyckie (oraz Słowacja) przy wprowadzaniu euro – widać wyraźnie jak ważne jest utrzymanie własnej waluty, opartej o zrównoważony rozwój wielosektorowej gospodarki. Jej spowolnienie w ubiegłym roku jest mniejsze niż w Rosji, nie mówiąc o Ukrainie, koszty społeczne rozkładają się równomiernie, a restrukturyzacja przemysłu oraz dywersyfikacja handlu zagranicznego postępują planowo. Białoruś to coraz lepiej funkcjonujący mechanizm społeczno-ekonomiczny, stanowiący wyrzut sumienia dla wszystkich swoich sąsiadów, dla których na różnych etapach historii najnowszej wybierano, niestety, inne scenariusze.

Oczywiście, w mediach w Polsce trudno spotkać się z przekazem choćby zbliżonym do dziennikarskiej rzetelności na temat sytuacji na Białorusi. Prawdy polski czytelnik musi szukać sam, jeśli nie włada np. językiem rosyjskim – to u niezależnych blogerów ze Wschodu.

„Porównywalnym jest bowiem jak najbardziej obraz życia przeciętnego Białorusina na Białorusi z życiem przeciętnego Polaka w Polsce. I prawdę mówią ci, którzy twierdzą iż mniej się na Białorusi płaci za media, mieszkanie, prąd etc. (…) Tak jakby u nas dbano, a emerytury waloryzowano nie o śmieszne 2, 3, 5 zł , czy jak w zapowiedziach po kilkadziesiąt groszy. Tu jeszcze wspomnieć należy o opiece zdrowotnej, zupełnie dostępniejszej niż u nas. By o samotnych emerytach na naszym podwórku nie wspominać”

- rozsądnie porównywała w swoich refleksjach przedwyborczych mieszkająca na Białorusi Polka, Bożena Gaworska-Aleksandrowicz. Takich głosów nieskrzywionej ideologicznie prawdy w kraju, w którym w ciąż finansowane są antyrządowe media nadające po białorusku - nie jest wiele, ale są i przebijają się do świadomości społecznej wraz z oczywistą prawdą: Polska rozpaczliwie potrzebuje stabilnej, silnej Białorusi.

Białoruś = pokój i bezpieczeństwo

Fatalny okres wojny ekonomicznej z Rosją, w której Polska uczestniczy na polecenie Waszyngtonu i w ramach polityki realizowanej przez Brukselę - udowodnił jak wielką szansą dla naszej ekonomii mogłyby być np. joint-venture realizowane na rynku białoruskim w sektorach rolnym, spożywczym, czy mechanicznym z udziałem polskiego kapitału, know how i zaplecza surowcowego. Nie tylko jednak tłumaczy ostateczną wstrzemięźliwość mediów w Polsce, a nawet zawodowych „anty-łukaszystów”, którzy z ociąganiem, ale musieli przyznać i że wybory odbyły się rzetelnie, i że Białoruś jest krajem stabilnym.

Otóż przede wszystkim bez Mińska, bez prezydenta A. Łukaszenki prawdopodobnie nie mielibyśmy wciąż kruchego, ale jednak utrzymywanego pokoju w Europie Środkowo-Wschodniej. Białoruski wkład w utrzymywanie ładu międzynarodowego zaburzonego Euromajdanem i ukraińską agresją na Donbas – jest bezcenny. Nawet obecne władze w Polsce, idące w awangardzie wojennej - muszą czasem to dostrzegać.

Wszystko to tłumaczy, czemu neokonserwatywne jastrzębie wojny, które najchętniej wybrałyby od razu Hillary Clinton na papieża, sekretarza generalnego ONZ i cesarzową Wszechświata – musiały pokornie schylić głowy i przyznać: Baćka znowu wygrał. A dążenie do zdestabilizowania Białorusi może okazać i skazane na niepowodzenie, i zbyt kosztowne. I z tego właśnie powodu, a nie dla dwójki opozycjonistów – wyniki białoruskich wyborów zostaną zapewne tym razem przez Zachód (i nieodmiennie wysługującą mu się Polskę) gładko przełknięte. Bo świat po prostu potrzebuje Białorusi – takiej, jaką ona jest.

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.555555
Ogólna ocena: 4.6 (głosów: 9)

Tematy: 

Dyskusja

oto Paulina Kaufmann

Świat Białorusi nie potrzebuje,...

...tak jak i nie potrzebuje Polski by nadal istnieć.
Niewątpliwie Polska powinna szukać porozumienia z Białorusią, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Nie może to być porozumienie przeciwko komuś/czemuś, tylko porozumienie między dwoma sąsiadującymi krajami na zasadach partnerskich. Niestety na przeszkodzie stoi polonocentryzm i niestety pojawiające się: protekcjonalność i lekceważenie. Całkowicie niezrozumiała jest polityka zagraniczna polegająca na faworyzowaniu "chorego człowieka Europy" czyli Ukrainy a lekceważeniu Białorusi. Można "Baćki" nie lubić ale w polityce nie ma sentymentów, liczy się pragmatyzm. Tego jak na lekarstwo. Babranie się w przeszłości nie prowadzi do niczego, wyciąganie "brudów" sąsiadowi, kiedy samemu chodzi się w obsranych gaciach jest żenującym pokazem głupoty. Koalicja PO-PSL swoje ma "za uszami" ale to co się zaczyna wyprawiać w tej chwili, to naprawdę jest "durna zmiana". I pustka. Intelektualna, także. Jesteśmy skłóceni ze wszystkimi sąsiadami, jak nie przez bieżącą politykę, to przez zaszłości historyczne. Albo przez jedno i drugie.
I mamy oczywiscie wytłumaczenie na wszystko...Bo Żydzi, masoni, pedały, cykliści, wegetarianie, kościół posoborowy, gender, islamiści, pederaści, urzędasy, mafie... Każdy sobie może dopisać co tylko chce.

oto Robercik

Brzytwa Ockhama

Polska polityka zagraniczna robi się natychmiast logiczna i zrozumiała gdy uznamy, że Polska to pionek Waszyngtonu, a elity III RP to amerykańska agentura. Amerykanie usadowili się na Ukrainie - dlatego Ukrainę i jej rząd kochamy. Amerykanie tracą nadzieję na Białoruś - dlatego reżim Baćki opisujemy w czarnych barwach, choć przecież gospodarczo Białoruś od wielu lat radzi sobie znacznie lepiej od Ukrainy, tzw. prawa człowieka mają sie na Białorusi lepiej, a sprawy historyczne mamy z Białorusią dość proste. Po prostu lubienie/nielubienie innych krajów przez III RP pokrywa się z lubieniem/nielubieniem innych krajów przez USA.

Jeśli ktoś odrzuca te fakty, to musi brnąć w łamańce intelektualne, np. wyjaśniać niezrozumiale popularnym "mitem giedroyciowskim", który kąsa równo: Kwaśniewskiego, Komorowskiego, Tuska, Dudę, Michnika, Kaczyńskiego....

oto Maciej Markisz

Wypowiedź godna komentatora

Pani @Paulina Kaufmann

Wypowiedź godna komentatora sceny politycznej - zawodowca z tv...

Jednak się w Pani zakocham - idealistycznie oczywiście. ;)

oto samograf

Nowe wraca

Przez kilka dziesięcioleci ostrzegano mnie (i nie tylko mnie) przed chroniczną i wrodzoną starczą niepoczytalnością kolejnych amerykańskich przywódców i generałów. Zjawisko to wzmogło się niebotycznie i niemiłosiernie za prezydentury ponoć sklerotycznego i niedołężnego Ronalda Reagana. Kiedy właśnie w tamtych czasach inspirowany lekturą Adama Kruczka w paryskiej "Kulturze" złośliwie skonstatowałem, że "sowieccy przywódcy i generałowie tacy jak Breżniew, Andropow i Czernienko są wolni od tego typu przypadłości, ponieważ są młodzi, dynamiczni i tryskający zdrowiem", o mało nie dostałem w mordę.

oto Robercik

Hillary Clinton zdarza się

Hillary Clinton zdarza się wykonać - powiedzmy - niestandardowe ruchy głową albo zaśmiać w niestosownym momencie. Ona faktycznie ma jakiś problem neurologiczny. Śmiech to jeszcze można zwalić na cechę charakteru (fatalną!), ale kiwanie głowy....?

oto Jacek Pawłowski

Trafnie

Białoruś pozostaje pod strategiczną kontrolą rosyjską jako „najbliższa zagranica” i jako taka spełnia swoje zadania rosyjskiej bezpośredniej strefy wpływu. To zapewnia Białorusi pewien komfort polityczny, w którym pławi się batka Łukaszenka. Do osiągnięcia podobnego komfortu dążył zapewne Janukowycz, któremu taka polityka została uniemożliwiona ze względu na strategiczne położenie, bogactwa i niejednorodność etniczną ukrainy. Rozbiór ukrainy oczywiście uzmysławia Białorusinom co mają do stracenia.

W tej sytuacji o stabilności politycznej Białorusi decyduje poziom korupcji administracji. Przy nadmiernym poziomie korupcji nastąpi implozja polityczna a po niej w z zasadzie gwarantowana interwencja Rosyjska. Jak to się stało na ukrainie. Co więc wiemy na temat korupcji w administracji białoruskiej? Dobrze by było gdyby eksperci od Białorusi potrafili na to pytanie odpowiedzieć.

Polska, wbrew pozorom, zapewnia Białorusi ten błogostan, ponieważ to Polska jest przedmiotem rywalizacji o wpływy między Rosją a niemcami. Rywalizacji, która nie ustaje pomimo rożnych usiłowań znalezienia punktu „równowagi” w ramach osi Moskwa-Berlin lub odwrotnie. Już samo usiłowanie znalezienia równowagi świadczy o tym, że naturalnego punktu równowagi nie ma i przy nawet drobnej przewadze jednej ze stron nastąpi próba całkowitego przejęcia aktywów przez jedną z nich. Jak to nastąpiło na ukrainie.

W szerszym kontekście międzynarodowym, ani dominacja niemiecka w Europie Środkowej, ani Rosyjska, ani tymczasowy koncertowy podział wpływów nie są do przyjęcia przez UK, Francję i USA. Ponieważ wszystkie te warianty pociągają za sobą wasalizację Francji, a następnie UK, przez niemcy, a następnie wasalizację niemiec przez Rosję, lub próby wasalizacji odwrotnej, tzn Rosji przez niemcy. Dlatego „sprawa polska” wraca i umożliwia Polakom szukanie możliwości zachowania własnej podmiotowości politycznej. Dlatego też, sytuacje geopolityczne Polski i Białorusi są nieporównywalne a w wyniku również sytuacje wewnątrz polityczne. Do tego dochodzą również czynniki narodowościowe i religijne, o których nie będę tu pisał bo wymagają obszernego omówienia.

oto Robercik

Polska, wbrew pozorom,

Polska, wbrew pozorom, zapewnia Białorusi ten błogostan, ponieważ to Polska jest przedmiotem rywalizacji o wpływy między Rosją a niemcami. Rywalizacji, która nie ustaje...

Jak widać kupowanie amerykańskiego sprzętu wojskowego i udział w amerykańkich wojnach nie wystarczy. tzw. tarcza nie liczy się, nie liczą się tajne sale tortur CIA, nie liczą festiwale publicznego serwilizmu wobec USA, nie liczy się nawet to, że nawet TVN jest amerykański, a niemal cała elita III RP zaliczyła w USA epizody ze stypendiami albo dostawała od CIA kasę (do prywatnej kieszeni) w ramach "wspierania Solidarności". Ameryki w Polsce oficjalnie NIE MA!

Przynależność Polski do UE i NATO nie liczy się. III RP to są jakieś dzikie pola na których przenikają się interesy Rosji i Niemiec. Zwłaszcza "Rosji" tu pociesznie brzmi. Rządy III RP w zasadzie zerwały z Rosją wszelkie stosunki, tak że nawet wizyty głów państw nie wchodzą w grę, a rosyjscy dziennikarze zostają przez ABW wypraszani z kraju, natomiast wszelki kapitał powiązany z Rosją (nawet koszerny czego przykładem jest Mosze Kantor) traktuje się jak TRĘDOWATY. Zdyscyplinowano dziennikarzy tak by nie ważyli się dobrze pisać o Rosji, a od 2013 są próby dyscyplinowania Internautów (tzw. ruskie trolle opisywane od Newsweeka po GP). Trudno w takich warunkach mieć "wpływy", ale wg. polskich ośrodków opiniotwórczych te wpływy są. Zapewne ich zamaskowanie świadczy o wielkości, a więc konieczności intensyfikacji działań!

Natomiast Białoruś - o ta, ma niby "błogostan", choć jest z trzech stron otoczona przez państwa proamerykańskie, z czego np. Polska prowadzi otwartą i bezwstydną kampanię destabilizacji systemu politycznego Białorusi.
Nie bardzo też rozumiem po jaką cholerę Rosja ma rywalizować z Niemcami w ODLEGŁEJ Polsce skoro ma bliższe geograficznie zmartwienia, np. kraje nadbałtyckie, które są we wrogim sojuszu wojskowym, proamerykańską Ukrainę, Gruzję (kaukaskie podbrzusze) itd. a jeszcze niedawno sama rozsypywała się na kawałki (Czeczenia, Tatarstan, a dalej już domino...). Skąd uparte przeświadczenie, że Polska jest rosyjskim oczkiem w głowie i centralnym punktem natarcia bez liczenia się z flankami i rachunkiem ekonomicznym?

Ja Panu dobrze radzę. Niech Pan rzuci w diabły swojego ulubionego publicystę, tygodnik (czy z jakiego tam medium korzysta), bo to jedno wielkie, karygodne mydlenie oczu. Nie dostrzega Pan procesów globalizacyjnych i ponadnarodowych. Ktoś Pana wpuścił w kanał postrzegania XXI wieku jakby to był wiek XIX, w dodatku całkowicie zakłamał strefy wpływów, a z Niemiec uczynił chłopca do bicia odpowiedzialnego za procesy globalizacyjne formalizowane jako Unia Europejska.
Której w podobnych analizach de facto nie ma. tak jak nie ma tajemniczych krasnoludków zgodnie islamizujących zarówno Wielką Brytanie,jak Niemcy i Francję.

oto wzl

Korupcja

Co więc wiemy na temat korupcji w administracji białoruskiej? Dobrze by było gdyby eksperci od Białorusi potrafili na to pytanie odpowiedzieć.

Ja nie jestem ekspertem od Białorusi, ale mieszkam blisko granicy z Białorusią i widzę jak to się zmienia. Jeszcze 10-15 lat temu Białorusini przyjeżdżali do Polski 10-15-letnimi samochodami niemieckiej produkcji. Dziś ci z dołu przyjeżdżają samochodami takimi, jakimi jeździ przeciętny Polak. Jednak jest i druga strona medalu. Ostatnio, przy okazji wyjazdu do Białegostoku do kina w galerii, na jej parkingu zauważyłem dwa samochody na białoruskich rejestracjach. To były takie "wypasione bryki" jakie i w Polsce rzadko się spotyka. Nie wiem, czy to dowód na korupcję na Białorusi, czy na postępujące tam rozwarstwienie społeczne. Jednak trend jest widoczny. Białoruś nie jest na Marsie.

oto Krzysztof M

Ostatnio, przy okazji wyjazdu

Ostatnio, przy okazji wyjazdu do Białegostoku do kina w galerii, na jej parkingu zauważyłem dwa samochody na białoruskich rejestracjach. To były takie "wypasione bryki" jakie i w Polsce rzadko się spotyka.

Jest tu tego mnóstwo. Jak nie zapomnę, to przejdę się jutro pod Alfę i Białą i policzę te bryki. :-)

oto Eowina

Organizacja rewolucji majdanowej w Kijowie wymagała

wieloletniego przygotowania ukraińskich nacjonalistów. Tylko ideologia ukraińskiego nacjonalizmu mógł spowodować rozdział Ukrainy i Rosji. Oczywiście stworzenie takiej siły spowodowało podział etniczny Ukrainy, oraz spowodowało echo tragicznych historycznych zdarzeń u innych granicznych państw i narodowości.

Białoruś, odmiennie niż Ukraina, na ma do nikogo pretensji o historię. Białoruś jednakowo życzliwie traktuje dominację polską na swoim terenie, jak i rosyjską. Mickiewicz jest tak samo czczony jako swój, jak poeci białoruscy. Białorusini nie mają nacjonalistycznych ambicji i działania polskie czy inne w celu wzbudzenia antagonizmów białorosko- rosyjskich nie znalazły wiele oddźwięków. Łukaszenko dobrze wykorzystał sankcje nałożone na Rosję bardziej lub mniej dyskretnie przerzucając towary zachodnie do Rosji.

Białoruś nie ma ani dostępu do morza, ani zasobów naturalnych, stąd współpraca z Rosją jest racjonalnym wyjściem. Spokojne gospodarowanie daje efekty. Wbrew pozorom, na Białorusi nie ma widocznej korupcji. Policjanci, czy urzędnicy nie domagają się i nie biorą łapówek tak otwarcie jak w Ukrainie.

oto Jacek Pawłowski

Odnośnie Eowina

"Tylko ideologia ukraińskiego nacjonalizmu mógł spowodować rozdział Ukrainy i Rosji."

„Tylko ideologia ukraińskiego nacjonalizmu mógł spowodować rozdział Ukrainy i Rosji „

jest to nieprawdziwe stwierdzenie. Jeżeli chodzi o narodowość to mówimy o Rusinach a nie ukraincach. Historycznie Rosja to peryferie Rusi, państwo ruskie istniało przed państwem moskiewskim (stąd moskale). To dopiero dowartościowane zachodnio (tzn przez pieniądze ) państwo moskiewskie rozpoczęło „integrację” ziem ruskich pod swoim panowaniem, analogicznie do tego jak prusy „integrowały” państwa niemieckie. Obie integracje były dokonane zresztą przy użyciu herezji religijnej, prawosławia w wypadku Rosji i luteranizmu w wypadku prus. Iwan Morderca regularnie pacyfikowal okolice Moskwy dla wymuszenia posłuchu przez strach, a prusacy w Prusach i Niemczech przez „pruska dyscyplinę”. W obu wypadkach to słabsze cywilizacyjnie peryferie zostały użyte do podporządkowania sobie stającej wyżej cywilizacyjnie macierzy, w stosunku do której nigdy nie porzuciły metod okupacyjnych.

Rusini są odrębni od Rosjan nie tylko w historii swej państwowości, ale maja odrębny język, Ruski, w którym prowadzona była np. administracja państwa litewskiego (Litwini byli wtedy ni czytaty ni pisaty) i w którym były również spisywane na równi z polskim i łaciną dokumenty państwowe Pierwszej Rzeczypospolitej (np. pierwsza kodyfikacja prawa litewskiego za Zygmunta Starego). Mieli i mają również swoja religie, w stosunku, do której prawosławie moskiewskie jest schizmatyckie. Rządy Moskwy na Rusi były niezwykle brutalne, i mające na celu wynarodowienie Rusinów ( przez pozbawienie odrębnego języka i religii). Popisy sowieckie pod tym względem były „wisienka na torcie”. Dlatego świadomi narodowo Rusini maja długi rachunek do przedstawienia w Moskwie.

Nacjonalizm ukraiński w postaci banderowskiej został wyhodowany przez austryjakow i niemcow już w XX wieku jako narzędzie ich polityki względem Polski i Rosji.

oto Jacek Pawłowski

Odnośnie Robercik

Opanuj się Pan,

„W szerszym kontekście międzynarodowym, ani dominacja niemiecka w Europie Środkowej, ani Rosyjska, ani tymczasowy koncertowy podział wpływów nie są do przyjęcia przez UK, Francję i USA. „

no jest USA? no jest. Nie o wszystkim można naraz pisać.

W kwestii dobrych rad:

„Nie dostrzega Pan procesów globalizacyjnych i ponadnarodowych. „

radzę Panu nie używać slow których Pan nie rozumie.

oto Robercik

uniosłem się i użyłem

uniosłem się i użyłem niepotrzebnie protekcjonalnego tonu. Co do meritum...

no jest USA? no jest.

Nie umknęło to mojej uwadze. Tylko, że ten fragment niczego nie zmienia, bo Ameryka występuje w nim jako ktoś, kto z pozycji odległego obserwatora nie zgadza się na rzekomo mający miejsce w Polsce podział stref między Rosją a Niemcami.

a w kwestii nierozumienia pojęć globalizacji/ponadnarodowości. Francja ma wspólna z Niemcami walutę (mało?), a już się zaczyna oswajać ludzi z wizją wspólnej euro-armii (mało?). W obu krajach w sposób identyczny tępi się kulturę europejską i promuje przybyszów spoza Europy. Oba kraje prowadzą zgodną z amerykańską politykę zagraniczną i w obu krajach negocjowano TTIP, choć władze suwerennego kraju spuściłyby po prostu amerykańskiego negocjatora ze schodów za samo imputowanie, że amerykański sąd mógłby być nadrzędny wobec europejskiego. Jakieś RESZTKI lokalnego myślenia są, bo przynajmniej przeciągają negocjacje. III RP leci w takie interesy zupełnie w ciemno.

W Pańskiej analizie te pseudo-kraje leżace w granicach dawnej Francji i dawnych Niemiec są niezależnymi graczami geopolitycznymi.
W moim odczuciu to są już tylko tracące na znaczeniu województwa z lokalnymi lobbyngami.
Zwłaszcza Niemcy jako Gracz są śmieszni.
Brak broni jądrowej. Francja jednak ma.
Brak zabezpieczenia dostaw surowców. Francja ma jednak wyjście na Afrykę.
Niemcy to pseudo potęga na zasadzie Japonii, tzn. taka której można skręcić kark w kilka miesięcy. Takie marionetkowe potęgi to jest sprytnie zaprojektowany mechanizm imperialny. Oczywiście jak każdy, może on runąć. Gdy runie, to wrócimy do XIX wiecznej polityki w której Niemcy mają swoje plany, USA swoje, Francja swoje itd.
To nawiasem mówiąc wywołuje stany lękowe nad Wisłą, bo Polacy umyślili sobie, że jakiś dobry światowy żandarm (USA, rząd światowy etc.) weźmie za mordę Rosjan oraz Niemców i w ten sposób Polska wykpi się od troski o silne państwo.

oto Eowina

@ Jacek Pawłowski. Nie wiem gdzie zamieszkują Rusini i

Pan też tego nie specyfikuje. Całego wywodu komentować nie będę, bo historia Rosji jest długa i bardziej skomplikowana niż ją tu Pan przedstawia i nie jest to w żadnym związku z tematem mojej wypowiedzi.

"Tylko ideologia ukraińskiego nacjonalizmu mógła spowodować rozdział Ukrainy i Rosji."

Jest stwierdzeniem prawdziwym z tego względu, że opiera się na faktach z ostatnich kilku lat. Rewolucję na Majdanie spowodowały ugrupowania nacjonalistyczne, które dzisiaj mają swoją reprezentację w ukraińskim parlamencie i te właśnie siły lansują nacjonalizm jako siłę napędową bieżącej polityki. Jak powszechnie wiadomo Ukraina jest państwem, które jest członkiem ONZ, liczy ponad 40mln. mieszkańców z czego 60-70% nazywa siebie Ukraińcami, a pozostałe to różne mniejszości narodowe, w czym są też Rosjanie. Jednym z pierwszych punktów konfliktu między pomajdanowską władzą Ukrainy, a mniejszością rosyjską była wyłączność stosowania języka ukraińskiego we wszystkich urzędach i instytucjach administracji państwowej.

oto Jacek Pawłowski

Odnośnie wzl

ciekawe spostrzeżenie, ma Pan racje, ziemia przyciąga tylko w jedną stronę. Destabilizacja Białorusi nie będzie dla Polaków dobra (tak jak i nie jest dobra destabilizacja ukrainy). I to jest podstawa do ostrożnej współpracy Polski z Białorusią. Ostrożnej, bo może być wzięta w Moskwie za próbe wyciągnięcia Białorusi z Moskiewskiej orbity.

oto Jacek Pawłowski

Odnośnie Eowina

chodzi w pierwszym rzędzie nie o historie Rosji a o historie Rusi, Polski i Litwy. Warto się z nią zaznajomić bo z perspektywy ostatnich kilku lat niczego zrozumieć nie można. A jeżeli chodzi o Rusinów to zapewne zna Pani nazwę Białoruś, a czy słyszała pani o Rusi Kijowskiej? No to już blisko.

Stwierdzenie, które Pani podała jest nieprawdziwe ponieważ nacjonalizm ukraiński tak jak Pani go pojmuje ma charakter czysto agenturalny i jest niedawnego germańskiego chowu. To nie tacy właśnie nacjonaliści ukraińscy „zrobili majdan”, oni tylko do tego zrobienia zostali wykorzystani. Do robienia właśnie takich rzeczy zostali wyhodowani. Są narzędziem. Zostali użyci przy obaleniu legalnej władzy, która starała się doprowadzić do wyemancypowania ukrainy, czyli w sensie narodowym głównie Rusinów (lub tego co z nich pozostało) ze statusu najbliższej zagranicy wobec Moskwy. Wszystko wskazuje na to, ze miało się to odbyć za porozumieniem stron tzn Moskwy i Berlina w ramach ustanawiania równowagi wpływów w Europie Środkowej. No i sprawy „się” gwałtownie skomplikowały. Ale to już jest dłuższa kwestia. Sprawy komplikują się również w Polsce.

oto Eowina

Ja nie rozumiem jaką Pan przedstawia tezę.

Stwierdzenie, które Pani podała jest nieprawdziwe ponieważ nacjonalizm ukraiński tak jak Pani go pojmuje ma charakter czysto agenturalny i jest niedawnego germańskiego chowu. To nie tacy właśnie nacjonaliści ukraińscy „zrobili majdan”, oni tylko do tego zrobienia zostali wykorzystani. Do robienia właśnie takich rzeczy zostali wyhodowani. Są narzędziem. Zostali użyci przy obaleniu legalnej władzy, która starała się doprowadzić do wyemancypowania ukrainy, czyli w sensie narodowym głównie Rusinów

1. Niezależnie skąd się wzięli nacjonaliści, to oni są i decydują o polityce Ukrainy.
2. Ukraina narodowościowo jest zlepkiem różnych narodowości: Polaków, Węgrów, Żydów ...i Rosjan oczywiście. Owszem Włodzimierz Wielki ochrzcił Ruś Kijowską, ale dzisiejsi Ukraincy nie są historycznymi Rusinami, bo Rusini zostali zmieceni w większości przez najazdy tatarskie, albo wędrowali na północ w ucieczce przed nimi. Rusini stali się, po części, założycielami dzisiejszej prawosławnej Rosji. Dzisiejsi ukraińscy nacjonaliści, to unici, czyli grekokatolicy.
3. Co do współczesnych Białorusinów, to też ich pochodzenie jest mieszanką narodowoąściową, bo na przestrzeni wieków byli dominowani przez różne silniejsze najazdy.

Język rosyjski jest to słowiańszczyzna pisana cyrylicą. Szczątki niegdysiejszej mowy ruskiej są w cerkiewnym języku, ale i tam zmodernizowano i zmieniono na języki współczesne.
230859_ojcze_nasz_w_cs_34.jpg

Wszystko wskazuje na to, ze miało się to odbyć za porozumieniem stron tzn Moskwy i Berlina w ramach ustanawiania równowagi wpływów w Europie Środkowej

Awantura ukraińska jest dziełem USA. Rosja i Niemcy ponoszą skutki tego działania.

oto Jacek Pawłowski

Odnośnie Robercik

"uniosłem się i użyłem niepotrzebnie protekcjonalnego tonu. "

Skoro tak, to normalnie mówi się: przepraszam.

Muszę powtórzyć: nie można pisać o wszystkim naraz. Inteligentny czytelnik powinien rozumieć co i dlaczego jest jedynie zasygnalizowane i potrafi sobie resztę całości uzupełnić. Do Pana to jakoś nie dociera

No i wreszcie, z pewna wątpliwością czy powinienem kontynuować dyskusje z Panem: jak Pan definiuje „globalizację”?

oto Robercik

Miałem dylemat w związku z

Miałem dylemat w związku z tymi przeprosinami. Nie czuję, że apelując o odstawienie "ulubionego publicysty" wyrządziłem krzywdę moralną, obraziłem itp. czuję, że powinienem temperować takie wtręty. Nie służy to dobrej dyskusji i jest niemerytoryczne. Od przeprosin korona mi z głowy nie spadnie, ale nie będę przepraszał na siłę. Pan zechce mi wybaczyć.

Globalizację pojmuję jako proces koncentracji władzy i kapitału, narzucania woli jednego ośrodka, normowania kultury do jednego wzorca. Globalizacja to po prostu ładnie brzmiący eufemizm na rząd światowy, choć zapewne większość ludzi pojmuję ją jako wolną wymianę myśli i towarów. Jest to bzdura. Wymiana myśli i towarów miała miejsce już w starożytności, był Jedwabny Szlak, ale nie było możliwości by np. zabronić całemu światu handlu z jednym narodem, bo akurat ten naród wypadł w łask.

Globalizacja to proces najprawdopodobniej naturalny i nieuchronny (w końcu której imperium obejmie zasięgiem cały świat), ale na obecnym etapie rozwoju ludzkości szkodliwy odbywa się przez podbój a nie oddolną unię. Od ok. 150 lat dominującym ośrodkiem globalizacyjnym jest rodzina Rothschildów, a to pociąga selekcję światowych elit wg. klucza etnicznego, a więc de facto kastowość.

To co piszę stanowi tylko opinię, ale można ją uzasadnić konkretami. np.

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/01/glo...

http://www.bibula.com/?p=1277

oto Jacek Pawłowski

Odnośnie Eowina

No więc jednak jakiś obraz tego kto to są Rusini i nawet co się z nimi podobno stało Pani ma. Tyle tylko, ze ten obraz jest nieprawdziwy. Rusini przetrwali zupełnie dobrze w granicach Litwy, w której odgrywali ważną rolę. Język Ruski, był w państwie Litewskim językiem urzędowym. W I Rzeczypospolitej Rusini zachowali swą nazwę terytorialną, Rusi, aż do rozbiorów (ponad 400 lat ). Górne warstwy społeczności ruskiej w znakomitej większości spolonizowały SIĘ i przyjęły wyznanie katolickie. Rusini, którzy się polonizowali, pozostawali społeczeństwem ruskim, określali się jako: „z rodu Rusini, z narodowości Polacy”. Natomiast warstwy niższe, w pierwszym rzędzie włościaństwo, oczywiście najliczniejsze, zachowały język ruski oraz pozostały przy prawowicie przyjętym z Bizancjum chrześcijaństwie, w kościele unickim. Natomiast, osadnicy polscy po wsiach masowo ulegali zruszczeniu.

Pod zaborami, w zaborze moskiewskim włościanie albo przyjęli prawosławie moskiewskie, albo, bez porównania rzadziej, pozostali w kościele unickim . To właśnie w tym kościele przetrwały najwyraźniej w wymiarze masowym pierwiastki identyfikacji i świadomości narodowej Rusinów i zarazem zaczątki możliwego odrodzenia narodowego. Dlatego tez kościół unicki był bezwzględnie niszczony przez moskali a Rusini byli poddawani równie bezwzględnej i masowej rusyfikacji (tzn moskaleniu, zwłaszcza językowemu). Tak więc każde odrodzenie narodowe Rusinów musiało i musi mieć w pierwszym rzędzie wymiar antyrosyjski. Pani stwierdzenie: „Tylko ideologia ukraińskiego nacjonalizmu mogła spowodować rozdział Ukrainy i Rosji „ jest nieprawdziwe, ponieważ rzeczywiste i uzasadnione aspiracje narodowe Rusinów, musiały i muszą siłą rzeczy prowadzić do ich uniezależnienia się od Rosjan i do odwrócenia skutków rusyfikacji. Ideologia ukraińskiego nacjonalizmu nie ma tu nic do rzeczy.

Na takie aspiracje pod koniec XIX wieku i na początku XX nałożona została ideologia „ukraińskiego nacjonalizmu” jako wytwór polityki okupacyjnej w zborze austryjackim. Początkowa, brutalnie prowadzona przez austrię, z użyciem strategii dziel i rządź (przykładem jest rzeź galicyjska, 1846), polityka germanizacyjna załamała się w drugiej połowie XIX wieku. Natomiast austryjackie divide et impera przyjęło formę paraliżowania polskiego ruchu narodowego przez promowanie narodowego ruchu ruskiego o charakterze antypolskim. W 1895 r ruski przywódca Julian Baczyński zaproponował program niepodległości ukrainy od Kaukazu po San. W tym samym czasie, Michał Hruszewski, profesor historii Europy wschodniej na Uniwersytecie Lwowskim, usunął historyczną nazwę Rusinów i zastąpił ja nazwą ukraińców, oraz sformułował program budowy państwowości ukraińskiej o charakterze zarówno antyrosyjskim jak i antypolskim. Aby zdobyć popularność, ten ruch narodowy, najpierw ruski a potem „ukraiński”, szukał poparcia wśród włościan pod hasłami rewindykacji własnościowych. W tej sferze działań powstała Ukraińska Partia Narodowo-Demokratyczna – UNDP (1989), tak „dawne” są początki tworzenia „ukrainy” i „narodu ukraińskiego” przez oportunistycznych działaczy pod austryjackim parasolem. Natomiast OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów ) powstał w 1929 r. w Wiedniu, z proklamowanym zadaniem podjęcia walki z Polską, Rumunią i Związkiem Sowieckim o stworzenie „narodowego państwa ukraińskiego”, „od Donu po Małopolskę”.

Oderwanie procesu ruskiego odrodzenia narodowego od narodowej historii, tradycji i religijnej afiliacji Rusinów, przez działających pod austriackim parasolem XIX-wiecznych oportunistów politycznych, doprowadziło do powstania pustki w przestrzeni odwołań tradycyjno- historycznych i religijnych, koniecznych do zaistnienia wspólnoty narodowej nowo kreowanego „narodu ukraińskiego” (jest tu silna równoległość do kreowania „europejczyka” w Polsce przez eu, a raczej współpracujące agentury). Pustka ta została wypełniona odwołaniem się do 'tradycji” i historii zdziczałych i zwyrodniałych bieżeńcow z pogranicza ( takie jest znaczenie słowa ukraina) polsko-tureckiego, znanych jako sicz zaporoska; zdziczenie których niestety znalazło również wymiar „religijny” i w sposób zamierzony jest wspólnym mianownikiem „nacjonalizmu ukraińskiego”, trafnie nazwanego przez Panią ideologią.

Dzisiejsza ukraina to rezultat rozpoczętego pod koniec XIX wieku projektu inżynierii polityczno-społecznej z najgorszymi konotacjami. Skutki tego projektu jakie były i są każdy widzi. Po rozpadzie Sowietów, jedynie za rządów Janukowycza nastąpiła próba oderwania „ukraińców” od ich „tradycji” zdziczenia. Czy może któremuś z polskich 'polityków” popierających celebrującą swoje „tradycje” ukrainę przyjdzie do głowy, że tworzą atmosferę przyzwolenia na dosłowne „odwoływanie się do tradycji” przez „naszych ukraińskich braci”; ku uciesze „naszych sojuszników” zza Odry, a na nieszczęście nie tylko dla Polaków w Polsce, ale również dla tych mieszkańców ukrainy, którzy z odtworzoną dziczą „zaporoską” i jej „tradycjami” identyfikować się nie chcą i żyją przez tę dzicz sterroryzowani na nowej wersji dzikich pól.

Dlatego odbudowa polityczna, a co za tym idzie również cywilizacyjna, obszarów obecnej ukrainy wiedzie przez powrót do ciągłości historycznej i cywilizacyjnej z Rusią. Takie odrodzenie narodowe, również w wymiarze religijnym, w sposób naturalny prowadzi do potępienia „nacjonalizmu ukraińskiego” i odrzucenia go jako czynnika nie „państwowotwórczego” ale przeciwnie obcego i agenturalnego.

oto Jacek Pawłowski

Odnośnie Eowina, PS

Rozmiary zmoskalenia Rusinów w zaborze Rosyjskim nie są zwykle doceniane: liczba ludności prawosławnej w roku 1772, na całym obszarze przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, jest szacowana na 550 tysiecy, a więc niespełna 5% z całkowitej liczby ludności, wynoszącej około 11 milionów i 420 tysięcy. W roku 1839 rząd rosyjski formalnie zniósł kościół unicki a hierarchię i wiernych traktował jako prawosławnych. Na Podlasiu i w Chełmszczyźnie prześladowania Unitów miały miejsce jeszcze w latach 1874-1877. Ogółem w zaborze rosyjskim ponad 3 miliony ludzi zostały pod przymusem przypisane do prawosławia.

oto Jacek Pawłowski

Odnośnie Robercik

No to powiedzmy, że jesteśmy kwita.

Wracając do globalizacji: co to jest glob to wiemy, dla uściślenia mówimy o globie ziemskim. Co to znaczy globalizować? To znaczy czynić coś globalnym. A w jaki sposób coś staje się globalne? Gdy przynależy do globu. W jaki sposób coś może przynależeć do globu ziemskiego? Najprościej, gdy rozciąga się na cały glob. Co to jest więc globalizacja? Jest to rozciągniecie czegoś na cały glob ziemski. I na tym kończy się pojęcie globalizacji.

Oczywiście więc, aby mówić o globalizacji w jakimkolwiek kontekście konieczne jest mówienie o globalizacji czegoś i każdy kto odwołuje się do pojęcia globalizacji musi wyjaśnić o globalizacji czego mówi. W określaniu tego czegoś należy pamiętać o tym, ze pewne rzeczy rozciągają się na cały glob w sposób naturalny (np. powietrze) albo logiczny (zasady geometrii) i nie ma sensu mówić o ich globalizacji, są również rzeczy które ze swej istoty nie mogą być globalizowane, takie np. jak pojedynczy samochód.

Jeżeli więc mówimy o globalizacji czegoś co może być globalizowane, to musimy uznać, ze sposób tej globalizacji wynika z istoty tej rzeczy ale także z istoty rzeczy, które w naturalny lub logiczny sposób istnieją na całym globie; ponieważ ta rzecz która ma być globalizowana musi zaistnieć na całym globie przy jednoczesnej obecności tych rzeczy naturalnie lub logicznie globalnych. Jeżeli rzecz, która ma być lub jest globalizowana ( tzn rozciągana na cały glob) lub sposób jej globalizacji jest w konflikcie z istnieniem rzeczy, które są w naturalny lub logiczny sposób globalne, to należy uznać tę globalizacje za niebezpieczna bo niszczącą naturalny lub logiczny porządek rzeczy na globie ziemskim, na którym to porządku polega nasze życie. Należy również uznać taką globalizację za z góry skazaną na niepowodzenie ponieważ dla swego zaistnienia wymagającą zniszczenia i zastąpienia całego istniejącego globalnie naturalnego i logicznego porządku rzeczy nowym porządkiem rzeczy o odmiennej naturze. A więc wymaga ta globalizacja stworzenia świata od początku na nowych zasadach, to jednak jest dla człowieka niewykonalne ponieważ to nie człowiek stworzył świat ani nie on ustalił jego zasady, ergo nie on potrafi je w całości pojąć, więc tym bardziej stworzenie odmiennego świata przekracza jego możliwości.

Dlatego tez, zawsze i wszędzie rozumienie rzeczywistości musi być oparte na odwołaniu się do rzeczy naturalnie i logicznie istniejących, a zwłaszcza wtedy gdy podejmowane są próby odwrócenia naturalnego i logicznego porządku rzeczy. Ponieważ, takie próby mogą być efektywnie narzucone ludziom jedynie pod pretekstem, że „nowy” porządek rzeczy już zaistniał i że „stary” tzn naturalny i logiczny porządek rzeczy już nie działa. Tymczasem same te próby siłą rzeczy muszą być podejmowane z wykorzystaniem naturalnego i logicznego porządku rzeczy i dlatego tyko w kategoriach tego naturalnego i logicznego porządku mogą być rzeczywiście analizowane i rozumiane. Dlatego, ja trzymam się tych kategorii, Pan natomiast im zaprzecza a więc przyjmuje fałszywą „globalistyczną” narracje chociaż jak wnioskuję uważa się Pan za przeciwnika „globalizmu”. Aby zwrócić Panu na to uwagę poradziłem Panu aby nie używał Pan słów, których Pan nie rozumie.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.