'Słów kilka o terrorystach'...

... Od kilku lat zmagałem się z napisaniem notki o terroryźmie. Z wielu powodów powstrzymywałem się od tego.
Jednak doszedłem do wniosku, że nie pisanie o szaleńczym zagrożeniu nic nie zmienia i nie jest uhonorowaniem majestatu śmierci.

Współczesny terroryzm przede wszystkim rozgrywa się bardzo, bardzo szybko. I o ile w przeszłości często rozgrywał się w obszarze gry psychologicznej, obecnie przeniósł się do ,,rozgrywania gry'' czysto technicznie.

Niestety, ale w pewnej mierze jako masy obywateli i jako państwo musimy ,,przywyknąć'' do już faktu, że terroryści każdej maści są sprytni, skuteczni i nie zależy już im tylko na zwróceniu uwagi lub buncie. Współczesnym terrorystom zależy na zabiciu jak największej ilości ludzi - i - dla wielu nadal o dziwo - realizują najbardziej szaleńcze, wymyślne i trudne plany.

Terroryzm nie wziął się znikąd i nie chodzi mi tylko o jego wyraźniejsze początki we współczesności (seria zamachów od lat 70), akty terrorystyczne, zabójcy i samobójcy są znani od zawsze. Terroryzm jest także rodzajem wojny i rodzajem partyzantki. W swoim mniemaniu terrorysta jest zawsze tym poszkodowanym - przyjmuję takie założenie, bo skoro posuwa się do określonych okropności, to jest zdesperowany, na tej podstawie tak zakładam - i często nie cofnie się już przed niczym.

Sfera obszaru terroryzmu jest bardzo, bardzo duża: uprzedzenia, wojny, interesy państw, wrogość rasowo-kulturowa, drobne zachowania społeczne. Każdego dnia giną ludzie w wypadkach samochodowych; przez pijanych, przez skrajności, przez piratów drogowych. Tak doprawdy możemy utworzyć (dawno powinniśmy) definicję terroryzmu drogowego; gdzie sprawca - np. szpanujący młody mężczyzna po trawie lub dopalaczach realizuje swój interes - realizuje go na różne sposoby i często maniakalnie.

Powodami terroryzmu są coraz częściej zaburzenia, nawet drobne, sfrustrowanie, problemy, chęć wyróżnienia się. Zaistnienia.

Świat od zawsze kreuje zwycięzców i przegranych, obecne mody, media, konieczność poruszania się w świecie społecznym i zawodowym wychowują coraz więcej małych zwycięzców i coraz więcej frustratów. Zjawiska skrajności są zauważalne na każdym kroku, z poziomu państw i polityki międzynarodowej i z poziomu różnic pomiędzy dzielnicami, osiedlami, z poziomu chodnika i ludzi wszędzie mijających się.

Maciej Markisz

Żołnierz rez. 3BZ, aktualnie właściciel ,,pod Lipą'' w Lublinie - art. papiernicze, szkolne i biurowe. Dawny moderator ,,Lubimy_Czytać.pl'', który jest wielbicielem kina, ale książką też nie pogardzi. ;)

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3
Ogólna ocena: 3 (głosów: 2)

Tematy: 

Dyskusja

oto Maciej Markisz

Konkrety?

Śledzę wszelkie możliwe artykuły o terroryźmie od kilku lat. A pan jeśli zechce poza enigmatycznym pisaniem o niczym, dodać jakieś konkrety, to będzie mądrze. Poproszę więc o konkretne pozycje, tytuły, autorów.

oto Maciej Markisz

Drogi panie - jak mniemam

Drogi panie - jak mniemam jest pan dorosły. Jest? W zasadzie pod anonimowym nickiem może skrywać się osoba niepełnoletnia.

Setki tysięcy komentarzy w sieci beztrosko wypisują tysiące - i może to beztrosko robić każdy.

Jeszcze raz: konkrety?

oto Paulina Kaufmann

Pan Markisz pisze o czymś zupełnie innym...

Nie jest istotne czy tajne służby kreują terroryzm, ważne jest, że znajdują ludzi, którzy dają się wciągać w to bagno. Nawet jeżeli to funkcjonariusz tajnych służb (swoją drogą, jest to wspaniałe wytłumaczenie z cyklu: Żydzi, masoni, pedały i cykliści) wykonuje rozkaz podłożenia bomby w miejscu publicznym, który oznacza śmierć niewinnych ludzi, to wskazuje, że jego psychika nie działa prawidłowo, zwłaszcza jeśli sam przy tym ginie albo ma świadomośc, że będzie zlikwidowany jako niewygodny świadek. Jak zrozumiałam, p. Markiszowi nie chodzi o to "kto za tym stoi" tylko skąd sie biora ludzie gotowi zabijać innych w ten sposób.
Przy okazji, tekst z tego linku, to takie pokłosie sagi o Jasonie Bournie. Nie należy oglądać za dużo amerykańskich filmów (a, jeśli już to takie z "przymróżeniem oka" jak Red czy Red 2) czy też czytywać powieści z gatunku "political fiction".

oto Maciej Markisz

I to: ,,Nie jest istotne czy

I to: ,,Nie jest istotne czy tajne służby kreują terroryzm, ważne jest, że znajdują ludzi, którzy dają się wciągać w to bagno.'' - To jest bardzo klarowne dopełnienie mojego tekstu.

Ja miałem taką polonistkę już w podstawówce. :) Ale nie każdy miał dobrego polonistę...

Myślę jednak, że jest Pani wyjątkowo analityczną kobietą - i to nie tylko przez tamtą panią. :)

Dobranoc.

oto Krzysztof M

Kiedy chodziłam do szkoły (za

Kiedy chodziłam do szkoły (za "głębokiego" PRL-u) najpierw nauczyłam się czytać a potem czytać ze zrozumieniem.

Chyba jestem od pani znacznie starszy, bo nas w szkole uczono jednocześnie czytać i rozumieć. :-)

oto Krzych Adam

Uuuu!

Tak próbowano? I tak strasznie im się nie udało?

oto wzl

Psychika

Nie jest istotne czy tajne służby kreują terroryzm, ważne jest, że znajdują ludzi, którzy dają się wciągać w to bagno.

W takim razie piszmy o psychice ludzkiej, a nie o terroryzmie.

oto Maciej Markisz

Zaczął Pan przynajmniej

Zaczął Pan przynajmniej dyskutować na temat.

Terroryzm i psychika ludzka są ze sobą ściśle powiązane. Czy wyobraża sobie Pan, że łatwo jest zabić choćby 2 osoby? Bez zdruzgotania - przyjmijmy na moment - zdrowej, normalnej psyche?

Zadam panu jeszcze dwa proste pytania:

1. Czy mierzył Pan komuś w głowę z nabitej broni?

2. Czy mierzono Panu w głowę z nabitej broni z realnym zamiarem lub możliwością użycia jej?

oto Maciej Markisz

Zamiar, plan, wykonanie.

Zamiar, plan, wykonanie. Zawsze ktoś pociąga za ,,cyngiel''. Oczywiście, terroryzm sam w sobie jest dość pustym słowem, ponieważ do dopełnienia aktu konieczni są odpowiedni ludzie.

Wierzący prawdopodobnie będą widzieć w tym rękę diabła, jak ateiści, nie wiem...

Definicja terroryzmu - być może nie istnieje, a być może jest bardzo płynna. Można także to ująć jeszcze zupełnie inaczej: istnieje bardzo wiele definicji terroryzmu, bo terroryzm bywa bardzo, bardzo różny.

oto Paulina Kaufmann

Och, oczywiście, że nie tylko terroryzm ale...

...to sie też wiąże z pańskim tekstem, prawda? Słowa klucze-wytrychy, moda (na coś), zalew "celebryckiej" tandety i "hejtu". Kto sobie nie radzi z otaczającą go medialno-wirtualną rzeczywistością, żyje w "matrixie" ba, nie wyobraża sobie nawet pół dnia bez dostępu do telewizji, radia czy internetu, wierzy bezkrytycznie we wszystko co tam wyczyta i obejrzy/usłyszy i jest podatny na sugestie jakiegoś "guru", to może dać się wciągnąć w bagno. Tak było od "zawsze", ludzkość (czy raczej ludzka psychika) nie ewoluje tak szybko, teraz jest to o tyle groźniejsze, że jest łatwy dostęp, łatwy kontakt bo jest SIEĆ. A, wystarczy wyłączyć komputer i iść na spacer z psami... "Niebo gwiaździste nade mną..." i moje dwa "brytany". Dobranoc.

oto Maciej Markisz

A w tej sieci wieczne słowa:

A w tej sieci wieczne słowa: przeczołgał, zmasakrował, zmiażdżył - dotyczące nawet poważnych publicystów...

Na ostateczne zakończenie (długo mówię Pani to dobranoc dziś :)) wstawiam cytat - jako odnośnik i do tekstu, i do komentarzy:
,,Ciosu należy spodziewać się zawsze. W każdej chwili. Wtedy efekt nie będzie tak druzgocący.''
- Wiktor Suworow (z książki ,,Akwarium'')

oto Robercik

Od kilku lat zmagałem się z

Od kilku lat zmagałem się z napisaniem notki o terroryźmie. Z wielu powodów powstrzymywałem się od tego.

Trzeba było się powstrzymać. Pański tekst nie posiada wartości informatywnej i jest zbiorem mało odkrywczych spostrzeżeń, których spodziewałbym się po zdecydowanie młodszym autorze.

oto Maciej Markisz

Wie pan... gdyby pan się na

Wie pan... gdyby pan się na mnie nie obraził jak panna na wydaniu - za uwagę o pana banalnej uwadze (pisząc o banałach innych komentujących przy serialu ,,4 Pancerni i Pies'') - to może bym się zastanowił.

A tak, to pozostaje jedynie wzruszyć ramionami na emocje pana prezentowane przy najprzeróżniejszych tekstach, gdzie próbuje pan wbijać szpile.

Czy ma pan coś do powiedzenia na temat?

oto Po prostu

No przecież gość ma rację - niezależnie od tego, czy faktycznie

przy innych okazjach naprawdę "wbijał szpile" (nie szukałem), czy nie.

Tekst robi wrażenie niedokończonego wypracowania; tak, właśnie "wypracowania", a nie artykułu. "Pani od polskiego zadała na jutro wypracowanie o terroryźmie" - i efekt widzimy powyżej.

Natomiast fakt, że z jednej strony nie potrafi się Pan rozstać z tymi, co pochwalą ten mierny tekst - zaś z drugiej strony "wzrusza ramionami" tym, którzy go jakże słusznie skrytykują, robi raczej żenujące wrażenie. Naprawdę uważa Pan, że zamieścił - wklejając ten tekścik - coś wartościowego, czy może chociaż interesującego? No, dobrze - uprzedził Pan czytelników o tym, dając tytuł: "Słów kilka o terrorystach", i w rzeczy samej: niczego więcej prócz paru słów o terrorystach tu nie znaleźliśmy. Ale żeby zaraz krzywić się o to, że czytelnicy potwierdzają, iż "zrealizował Pan plan", i nic ponadto?

oto Maciej Markisz

Z panią Pauliną Kaufmann

Z panią Pauliną Kaufmann dyskutuję tutaj zawsze, ponieważ posiada dużą umiejętność rozmawiania na temat i wprowadzania do dyskusji wielu myśli i wątków, a nie dlatego, że pochwaliła tekst. Gdzie pochwaliła? Dała ocenę 5? Kadziła mi?

Artykuł czy nota internetowa mogą mieć charakter otwarty, to nie jest wypracowanie z poziomu podstawówki, które ma mieć wyraźny wstęp i zakończenie. Bardzo często komentarze dopełniają sam tekst. Widzi pan, poznałem mnóstwo tekstów, gdzie uznani piszący w zasadzie zarzucają myśli 4 zdaniami.

Oczywiście, wolno panu wyrażać każdą krytykę, tak samo jak panu Robercikowi. Krytyka bardzo mnie ubogaca, więc serdecznie dziękuję.

Natomiast jeśli uważnie prześledzi pan komentarze pani Pauliny, raczy zauważyć jak błyskawicznie w inteligentny sposób udało jej się wprowadzić nowe myśli pod tekstem, równocześnie odczytując moje intencje.

Panie Po prostu nie musi pan wypowiadać się na temat, wie pan, nie żyję na Marsie i od lat czytam setki tysięcy komentarzy, które są stwierdzeniami o czymś i jazdą personalną (to dotyczy tysięcy innych autorów tekstów), a nie mnie. Cóż z tego, że taki pan Robercik czy pan napiszecie sobie: pan pisze źle, pan pisze miernie, słabo, to niepotrzebne? Z natury rzeczy ludzie inteligentni nie zwalniają kroku ani na chwilę i nie czytają kiepskich tekstów, co serdecznie panu i panu Robercikowi proponuję: nie czytać mnie na przyszłość i nie marnować czasu; jest tyle rzeczy do zrobienia/przeczytania i tyle wspaniałych innych tekstów można komentować wielowymiarowymi komentarzami.

PS - chętnie poczytam pan najbliższe artykuły i spróbuję odnieść się do sedna sprawy tekstu (jaki by nie był) merytorycznie - tj. rozmawiając na jego temat.

oto Maciej Markisz

Panie @Po prostu - nie

Panie @Po prostu - nie napisałem byle jak i byle czego. W ten tekst włożyłem swoje przemyślenia. Nie rozumie pan tego, trudno.

Nie wypowiedział pan się na temat wątku.

To nie jest artykuł - oficjalnego recenzenta lub osoby z redakcji - na głównej i nie jest to artykuł drukiem. To nie jest artykuł, tylko mój blog.

Dalej: jeśli uważa się pan - jak i kilka zawsze osób we wszelkich serwisach - za władnego do oceny jakościowej tekstów, to proszę udowodnić, że ma pan do tego prawo (do mentorskich pouczeń z wyższością na temat jakości pisania); pochwalić się ilością przynajmniej 100 tekstów profesjonalnie napisanych albo tekstami, które cieszyły się wzięciem.

Blogi i fora to miejsca, GDZIE DYSKUTUJE SIĘ NA TEMAT wątku, a nie poddaje i roztrząsa ocenie pisanie autora tekstu.

Ale odejdę od tej zasady, jeśli:

1. Pochwali się pan swoimi wspaniałymi notami.

2. Udowodni, że pod anonimowym nickiem, skrywa się osoba, która zasiada w jury oceniającym w specjalnych konkursach jakość blogów - od tego są ludzie, którzy sami na pisaniu się znają - w odpowiedniej kategorii; literackie, polityczne, społeczne, itp.

3. Udowodni pan, że jest nauczycielem lub wykładowcą uhonorowanym przez ministra kultury.

---

I jeszcze jedno; ja także bez najmniejszego problemu mogę pochylić się nad pana tekstami i powytykać, co mi będzie wygodnie (według mnie), tylko proszę mi je wskazać.

A więc: czy pisze pan sam{?} - poproszę o teksty.

Czy jest pan pisarzem? Czy jest pan nauczycielem języka polskiego? Czy jest pan publicystą?

Czy zna się pan na pisaniu - jeśli tak, to proszę pokrótce napisać, co do takiej oceny pana (pana samego wedle oceny pana) uprawnia?

oto Po prostu

Dobrze, to jeszcze coś Panu uświadomię

- nie muszę być kucharzem - nawet kucharzem-amatorem - aby móc np. stwierdzić, że podana mi zupa jest przypalona
- nie muszę być reżyserem, aby mieć prawo orzec, iż obejrzany przed chwilą film był nudny, i w ogóle "do bani"
- nie muszę osobiście być rzeźbiarzem, aby oceniać rzeźby wykonane przez innych
- itp. itd.

Rozumie już Pan, mam nadzieję?

I jeszcze jedno: mój nick nie jest ani trochę bardziej anonimowy, niż Pański. Czy gdybym podpisał się np. "Apolinary Księżopolski", i wkleił obrazek jakiejś buźki, znaleziony w Internecie (pełno tego...), to już uwierzyłby Pan, że to naprawdę ja? To Pan jest wyjątkowo naiwny.
Nie upieram się wprawdzie, że Pan tak właśnie postąpił - wszelako nie mam gwarancji, że nie. Ale i niespecjalnie mnie to interesuje.

oto Maciej Markisz

Panie @Po prostu - dobrze, to

Panie @Po prostu - dobrze, to jeszcze raz powtórzę, bo nie zrozumiał pan tekstu do pana powyżej: dlatego próbowałem uświadomić panu siłę: internetu: każdy głupek i ,,głupek'' może strugać specjalistę od zupy, kina i rzeźbiarstwa. O ile w przypadku przypalonej zupy przywołuje pan argument skrajny i to jest to argument z dziedziny życia prozaicznej, a nie kultury i sztuki... Jedzenie zupy to czynność codzienna, prosta, to biologiczne i fizjologiczne funkcjonowanie. Natomiast już oceniając mocno film: ,,do bani'', należałoby się już odrobinę na kinie znać.

Ja panu nie bronię mówić w życiu: ta zupa mi nie smakuje i nie bronię napisać; ten tekst mi się nie podobał. Ale jak już pan się bawi w ocenę jakościową tekstu i zna się pan lepiej na pisaniu od autora, to wypadałoby podać dlaczego pan się zna lepiej. Odpowiedź: ,,nie muszę'' jest odpowiedzią abstrakcyjną, może tak każdy, nawet dzieciak powiedzieć na każdy temat. Nie muszę latać w Kosmos, a mogę sobie skrytykować ostro jakąś kampanię i politykę ogólną NASA - dlaczego(?) - tego już NIE MUSZĘ podać. Bo tak.

Nie napisze zapewne pan jednego poprawnego tekstu w życiu, ale poczuwa się pan bardzo pewnie do oceny jakościowej innych, zamiast napisać cokolwiek mądrego na temat (jakoś pani Paulina potrafiła poprowadzić dyskusję, pan nie).

I komentarz o przypalonej zupie może napisać każdy, każdy, każdy - nawet osoby dużo głupsze od pana. Zrozumiał pan?

A sugestia, że ja to niby nie ja jest śmieszna. Moje pełne dane są (ze zdjęciami) stale w internecie od roku 2010 - zdjęcie jest moje.

Pan natomiast ukrywa się pod anonimowym nickiem, bo to bardzo wygodne.

I to jest właśnie druzgocząca ,,siła'' sieci: anonimowość, brak odpowiedzialności za swoje lekko i beztrosko rzucane słowa, hejt, bezpodstawne mądrzenie się, plecenie tego, co ślina na język przyniesie - bez podstaw, tylko dla kaprysu. Sztuka dla sztuki... byle gadać.

,,Śpiewać każdy może...'' i na tej zasadzie komentować też każdy może.

Proponuję panu stanąć na uszach i sklecić jedną notę, którą spróbuje się pan tutaj ,,pochwalić''.

___

I na koniec: nie odpowiedział mi pan na żadne z pytań, tylko zastosował wygodny dla siebie unik.

Proszę o konkretną odpowiedź na 2 bardzo proste pytania, nie zbawi pana, jeśli pan w 2 zdaniach uczciwie odpowie:

- CZY PISZE PAN?

- CZY ZNA SIĘ PAN NA PISANIU? - Jeśli tak, proszę bardzo krótko umotywować, dlaczego pan tak uważa.

oto Po prostu

Oj, ciężko to idzie - dobrze, spróbuję raz jeszcze wytłumaczyć,

ale to już ostatni raz - bo znam ciekawsze zajęcia. :)

1. KAŻDY krytyk ma prawo oceniać Pańskie teksty, w ogóle nie przejmując się, czy Pan jest łaskaw mu takie prawo dać, czy nie. I wcale nie musi legitymować się "własnymi tekstami", czegokolwiek Panu udowadniać itd. Pan - rzecz jasna - może ignorować takie oceny, i dalej sobie trwać w samozachwycie.
A kto to taki "krytyk"? Ano: każdy, kto zmarnował stosowną ilość czasu na czytanie Pańskich wypracowań - i wypracował sobie w ten sposób swoje zbójeckie prawo do skrytykowania (lub pochwalenia) tego, co właśnie przeczytał.

Czemu nie pytał Pan p. Kaufmann, czy "czegoś nie napisała czasem", i żeby swoje domniemane artykuły zaprezentowała? Aha, bo chwalić Pańskie teksty to można "bez uprawnień"? :)

2. "Moje pełne dane są (ze zdjęciami) stale w internecie od roku 2010 - zdjęcie jest moje" - błąd: CZYJEŚ "pełne dane są (ze zdjęciami) stale w internecie od roku 2010", i właśnie dlatego MOGŁY zostać "pożyczone" przez Pana w celu "uwiarygodnienia" założonego tutaj konta. Może to i faktycznie Pan - ale może i nie. Ale niespecjalnie mnie to obchodzi.

To tyle - jeśli dalej Pan nie rozumie, to trudno. To widocznie nie tylko z pisaniem, ale i z czytaniem ZE ZROZUMIENIEM średnio Panu idzie. ;)

oto Maciej Markisz

Pan @Po prostu - Wysoce uznał

Pan @Po prostu - Wysoce uznał się pan za - cytuję - krytyka.

Gratuluję awansu społecznego. :)

I nie odpowiedział mi pan - kolejny raz... jak zawsze - na 2 moje proste pytania: ponawiam i proszę nie tchórzyć, tylko odpowiedzieć:

- CZY PISZE PAN?

- CZY ZNA SIĘ PAN NA PISANIU? - Jeśli tak, proszę bardzo krótko umotywować, dlaczego pan tak uważa.

oto Maciej Markisz

Pani AnnoP, dziękuję za

Pani AnnoP, dziękuję za merytoryczny komentarz.

Na pewno człowiek wolny, bez zobowiązań, który został pozbawiony rodziny lub przeszedł jakieś traumatyczne doświadczenia - jest osobą, którą raczej łatwiej zwerbować od osoby rodzinnej, która wiedzie wygodne i ustabilizowane życie.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.