Czy mamy cel do którego należy dążyć?

W dyskusji nad artykułem zatytułowanym "Propozycja Ruchu JOW" spotkałem się z pewnym głosem, który podjął bardziej ogólny wątek dotyczący demokracji w ogóle, a nie tylko kwestii związanych z ordynacją wyborczą. By nie rozszerzać dygresji, a nie tylko do takiego rozszerzania, ale także do dygresji wprowadzania samodzielnie mam skłonność, postanowiłem umieścić ten oddzielny wpis.

Komentator, a był nim p. Chłop Jag, przypomniał słowa przypisywane Józefowi Stalinowi:
"nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy". Następnie zauważył że:

Metody przechylania zwycięstwa na swoja korzyść nie polegają tylko na fałszowaniu wyników wyborów (...), zresztą jest ich cały arsenał z forsą na czele.

A także wyraził opinię iż;

Tzw. demokratura będzie natychmiast zakazana - gdyby jakimś cudem udało się zlikwidować w/w arsenał ...

Powinniśmy zauważyć, że żyjemy w świecie w którym tzw demokracja (nazywana tu przez p. Chłopa Jaga demokraturą) jest nakazana. Czy zatem nie należałoby dążyć do likwidacji tego arsenału bo przy jego istnieniu w dyspozycji pupili szatana (i jego oraz ich sług) demokracja/demokratura jest nie tylko nakazana i nie do ruszenia, ale też jest sposobem na narzucenie nam tego czego byśmy wcale nie chcieli?

Przyjmuje się najczęściej, że istnieją dwa typy ustrojowe (formy) państw: monarchie i republiki. Monteskiusz mówił jeszcze o trzeciej formie, a mianowicie o despotii. Myślę, że warto wrócić do tej koncepcji Monteskiusza, szczególnie że od czasu gdy Oświecenie zniszczyło monarchie w naszym świecie, despotie pojawiają się znów, po okresie gdy ich przez wieki praktycznie nie było.

Wg Monteskiusza despotia to było coś jak monarchia, tylko bez legitymacji, zatem despotia jest zmuszona do opierania się na przemocy, a nie jak w monarchii na tym że władca jest pomazańcem i sprawą honoru jest mu służyć. Taka definicja jest jak najbardziej słuszna, tylko nieco przykrótka. Obejmuje także uzurpacje, które bardzo często po upływie pokoleń (czasem jedynie lat) stawały się powszechnie uznanymi monarchiami. Nie w pełni też przystaje, czy raczej nie w pełni klarownie opisuje współczesne despotie.

Współczesnym despotiom (despocjom?) wzór dał siostrzeniec i adoptowany syn Juliusza Cezara znany nam w historii głównie jako August. Wiedząc że przyczyną zamordowania Cezara było iż postrzegany był on jako osoba dążąca do przechwycenia władzy monarszej, August stworzył system w którym jedynowładztwo skryło się za atrybutami republiki. Pozorując także działanie narzędzia republiki jakim są mechanizmy demokratyczne przy wyłanianiu osób którym powierzane były zewnętrzne znamiona władzy. Jak bardzo było to pozorowane wykazał jego prawnuk (zresztą też nie naturalny, a przez adopcję jego dziadka przez Augusta), wprowadzając do Senatu jako demokratycznie wybranego przedstawiciela rzymskiego ludu swego ulubionego konia.

Istniejące obecnie, czy istniejące jeszcze do niedawna despotie tego samego typu obserwujemy głównie na obrzeżach cywilizacji zachodniej. Nie używam tu koneczniańskiego terminu cywilizacja łacińska gdyż znaczna część Zachodu zastąpiła jeden z filarów cywilizacji łacińskiej - etykę chrześcijańską oświeceniową protezą etyki. Ten typ despotii idealnie pasował do ludów nawykłych do despotii uzurpatorów przekształcających się we władców. Stąd Muammar Kadafi, Saddam Husajn, czy ojciec i syn Assadowie.

Także na obszarze cywilizacji turańskiej i na Dalekim Wschodzie. Poza posowieckimi państwami Azji Środkowej dotyczy to na przykład Korei Północnej i Białorusi. Chcę się tu zastrzec, że nie wystawiam nikomu laurek czy nagan, zastanawiam się jedynie nad formami ustrojowymi. Okres władzy Augusta był pod wieloma względami okresem złotym Rzymu, nie możemy też wykluczać tego że okres rządów współczesnych despotów historia określi jako pomyślny okres historii ich krajów.

Jednakże czas już na jakieś podsumowanie mojej supozycji iż despotia występuje dziś częściej niż to jesteśmy skłonni przyznać, a niektórzy z nas tego iż despotie dziś istnieją nawet nie chcą przyznać w ogóle. Czym wg mnie cechuje się współcześnie despotia? Ano tym, że jedynowładztwo (osoby, rodu, klanu, grupy związanej wspólnym interesem) maskuje się jako republikę. Dokooptowywanie nowych członków rzeczywistych władz z reguły jest procesem niejawnym, a jedynie osoby sprawujące zewnętrzne znamiona władzy wyłaniane są na drodze pozorowanego działania mechanizmów demokratycznych.

Proszę zwrócić uwagę, że ta definicja obejmuje nie tylko system władzy despotów w państwach posowieckich w Turkiestanie, Kim Dzong Una, Aleksandra Łukaszenki, Muammara Kadafiego, Saddama Husajna, czy Baszara Assada.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4
Ogólna ocena: 4 (głosów: 4)

Tematy: 

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Ja bym powiedział, że celem jest urealnianie debaty publicznej,

aby społeczeństwo nie zostało zamknięte w pułapce rytualnego sporu PO-PiS. Większa konkurencja partii i idei.

A środkiem jest - jak wszystkim czytającym moje wpisy wiadomo - ordynacja proporcjonalna, z realnie niższym progiem za pomocą sposobu przeliczania mandatów Hare-Niemeyera oraz powiększenie okręgów wyborczych.

oto pioszo54

to ma sens jedynie w

to ma sens jedynie w przypadku, gdy parlament jest odcięty od rządzenia (gdyż prymat mają stabilne i skuteczne rządy) - tylko czy da się to odcięcie zrobić?

oto Dubitacjusz

Ja jestem za takim odcięciem

Jak to zrobić?

1. Prościej, ale z radykalnymi zmianami w Konstytucji. Model prezydencki na wzór USA. Prezydent jest jednocześnie szefem rządu, co od razu eliminuje problem dwóch pałaców, "szorstkiej przyjaźni", sporów kompetencyjnych na linii rząd-prezydent.

2. Łagodniej z ciałami znanymi w obecnym ustroju. Rząd jest powoływany wyłącznie przez obecny JOWowy senat, a w razie braku konsensu w senacie desygnowany przez prezydenta. Taki prezydencki premier byłby do odwołania jedynie na drodze konstruktywnego senackiego wotum nieufności.
Sejm zajmuje się ustawodawstwem i kontrolą władz, bez prawa głosu ws. rządu.

oto pioszo54

noale w USA to odcięcie słabo

noale w USA (przy systemie 2-partyjnym) to odcięcie słabo działa, rzecz rozbija się o przydział kasy.
Prawdę mówiąc nie widzę tego.

ChRL rządzi.

Wniosek: jeśli chcemy mieć lepsze rządy, pozostając jednocześnie w kręgu zachodnich demokracji, to JOW-y wydają się lepszą propozycją.
(gdyż podstawowym wyróżnikiem dobrych rządów jest ich stabilność (długotrwałość))
:)

oto Krzych Adam

Jestem nieco rozczarowany.

Specjalnie umieściłem ten krótki tekst osobno, nie w ramach dyskusji o ordynacjach wyborczych, gdyż chodziło mi o coś innego, o to czym jest demokracja dziś i czy słuszne jest określanie jej demokraturą, a także by wyrazić me spostrzeżenia o ustrojach. Jednakże jak widzę jedynie niezawodny p. Dubitacjusz zainteresował się mym tekstem. Za co mu bardzo dziękuję. Jednakże szkoda że zainteresował się nie tymi dwoma tematami, nurtującymi mnie od pewnego czasu, a jedynie by znów wystąpić z zachwalaniem swych pomysłów w kwestii ordynacji. Już mniejsza nawet z tym, że jeden z owych pomysłów był już parę razy przećwiczony i nigdy dobrych efektów nie dał, zaś inne mają wadę aprioryczności. Szkoda że nie na temat.

oto Ireneusz

Hmmm

A ja jestem ciekaw, czy dzisiaj znalazłby się taki ciemniak wśród rzeczywistej władzy, który wprowadziłby swego ulubionego konia do Sejmu i nie obawiałby się ogólnokrajowego buntu. Pewnie dlatego nie możemy się połapać w tym, jaki tak naprawdę ustrój panuje w naszym kraju? Bo żaden z nich nie chce się aż tak swoją władzą pochwalić?

oto Dubitacjusz

@ p. Krzych Adam: właśnie, że jest związane

Jeśli chodzi o to, co nazywa Pan despocją w warunkach demokratycznych, to mamy warianty:

  • rosyjsko-białoruski, gdzie mamy demokrację/despocję monopartyjną (model Napoleona III)
  • westminsterski, gdzie mamy demokrację/despocję dwupartyjną
  • POW, gdzie mamy demokrację/despocję wielopartyjną

Im większa konkurencja między despotami, tym lepiej dla nas.

Hasełka Pana Ireneusza od oddaniu władzy ludziom są puste, ponieważ nie mają pokrycia w historii.

oto Ireneusz

Dubitacjuszu

Uprzejmie upraszam wpierw nauczyć się czytania ze zrozumieniem, a dopiero następnie atakowanie tak naprawdę poglądów wytworzonych przez własny umysł.
Nigdy nigdzie nie pisałem o oddaniu władzy ludziom. Piszę jedynie czasem o potrzebie i o oddaniu Polski w ręce Polaków.

oto Krzych Adam

Wolałem z takimi rozważaniami poczekać.

A wpierw rozważyć kwestie czym jest demokracja, a także w jakich rozlicznych formach występuje dziś despotia. Tego ostatniego dotknął p. Equatore i mimo tego, że jakby jedynie mimochodem, to zadziwiająco wnikliwie. Co do pierwszego, istotne dla wszelkich dalszych rozważań wydaje mi się skonstatowanie iż demokracja, która powinna była pozostać jedynie narzędziem jakie powstało dla republiki w celu wyłaniania elit rządzących, a może też być społecznie użytecznym w despotii, stała się jakimś bożyszczem, złotym cielcem.
Jak u Okudżawy:

"А всё таки жаль,что кумиры нам снятся по прежнему..." (A jednak mi żal, że śnią nam się bożki jak dawniej...) - cytat z pamięci, tłumaczenie własne - KA.

Republika jak widzimy jest niesłychanie podatna na degenerację swego systemu politycznego (na przykładzie choćby Stanów Zjednoczonych, a ja mam także po studiowaniu historii Kanady po 1840 roku przykład kanadyjski), w naszych czasach ustawiająca na cokole cielca demokracji, przy całkowitym lekceważeniu tego że "res publica" to wspólne dobro. Co powoduje, że to co było żywe w demokracji (a bylo w obydwu tych krajach w pierwszych dekadach demokracji) obumiera i staje się jedynie maską dla zakulisowych działań.
Pan również zajął się kilkoma formami, w których występuje dziś despotia jednakże w inny sposób niż p. Equatore, bo nie idąc za Rzymianami od jajek przez wszystkie dania pośrednie (ab ovo usque ad mala), przeskoczył Pan natychmiast do jabłek. Czyli znów do ordynacji wyborczych. Z trzech wymienionych przez Pana trzecia forma oferuje nam w obecnych polskich warunkach jedynie pogłębienie stanu w którym jak to Sienkiewicz włożył w usta Bogusława Radziwiłła "postaw czerwonego sukna" jakim jest Rzeczpospolita jest rozrywany na strzępy:

  • POW, gdzie mamy demokrację/despocję wielopartyjną

Im większa konkurencja między despotami, tym lepiej dla nas.

Co ciekawe pierwsza forma z wymienionych przez Pana może się wydawać atrakcyjna (z pewnymi modyfikacjami):

  • (wariant) rosyjsko-białoruski, gdzie mamy demokrację/despocję monopartyjną (model Napoleona III)

Udoskonaloną wersję tej formy dał Turcji Mustafa Kemal Atatürk. Udoskonaloną, bo za pozorami systemu wielopartyjnego stał jednolity i co najważniejsze rodzimy ośrodek władzy zdolny do suwerennego prowadzenia polityki i wewnętrznej i na arenie międzynarodowej. Ten stan trwał niecały wiek. Przetworzył Turcję z "chorego człowieka Europy" w liczące się w polityce państwo, może nawet lokalne mocarstwo.

Jako dygresję dodam, że koniec temu systemowi jak się zdaje położył właśnie na naszych oczach Erdogan. Ciekawe co to Turcji przyniesie.

oto Dubitacjusz

Wyłanianie elit rządzących

Rządzenie państwem to praca na pełen etat, więc cały demos nie będzie w stanie rządzić, więc zawsze powstanie jakaś "elita", funkcjonalna, niekoniecznie etyczna.

Teraz pytanie, kto jest uprawniony do wyłaniania takich elit:

  • w monokracji jedynowładca mówi: "temu panu dziękuję, kacie czyń swoją powinności, a nowym ministrem zostaje ten tutaj"
  • w arystokracji będą decydowały wewnętrzne układy (ew. wojny) w ramach samej elity
  • w demokracji jakaś forma wyborów

Władza ludu to władza wyłaniania przedstawicieli, a raczej nie rządzenia bezpośrednio.

Wyjątkiem jest referendum. Od razu zaznaczam, że jestem zwolennikiem demokracji bezpośredniej. Bynajmniej przy tym nie oczekuję, że zbiorowa mądrość ludu obdarzy nas najsprawiedliwszym rozwiązaniem problemu. Dla mnie to forma podnoszenia jakości demokracji, aby lud zajmował się merytorycznymi sprawami, a nie podniecał tym, kto i gdzie jadł jakieś ośmiornice.

Republika degeneruje. Współczesne USA i Kanada to pikuś przy antycznym Rzymie, czy naszej I Rzeczypospolitej. Bardzo trudno utrzymać merytoryczny poziom "ludu".

oto Dubitacjusz

Metoda autorytarna jest łatwiejsza i skuteczniejsza,

ale też jest mnóstwo problemów:
- zależność od osobistych cech rządzącej jednostki
- kwestia doboru następcy, nieliczni będą woleli wybitnych od potakiewiczów
- to samo przy doborze pomocników
- niezadowolenie społeczne znajduję ujście w rewolucji, wojnie domowej, która niszczy kraj i naród
- obniżenie poziomu ludu

Reżim stworzony przez Atatürka to właściwie władza elity wojskowej, czyli arystokracji, a nie monarchia. Innym ciekawym przykładem jest teokratyczna republika w Iranie. Niby przeciwne założenia: laicyzm w Turcji, fundamentalizm religijny w Persji, a sens ten sam stabilna struktura pilnująca całego interesu.

Ale czy w ten sposób nie dochodzimy do USA, gdzie mamy konsensus establishmentu? Ani republikanie nie kasują socjalizmu demokratów, ani demokraci nie wycofują się z militaryzmu republikanów.

Wracając do modelu Napoleona III, wykorzystywanego przez Putina, Łukaszenkę, czy naszego międzywojennego "marszałka". To jest skuteczne, ale zwykle wymaga dosyć podłych i kosztownych metod, aby utrzymać osobistą popularność despoty. A co potem? N. III przegrał wojnę z Prusami, a niezadowolenie znalazło wyraz w komunie paryskiej. My po śmierci Piłsudskiego mieliśmy żenujące rozgrywki między Mościckim, Rydzem, Beckiem, Sławkiem, a w efekcie brak sensownego przywództwa i katastrofę wrześniową.

oto chłop jag

Czy mamy cel do którego

Czy mamy cel do którego należy dążyć?

Nie mamy - ponieważ pupile szatana wtłoczyli niemal całą ludzkość w rzeczywistość podstawioną - tołażysze - gdzie nie ma miejsca na Jezusa Chrystusa jako Syna Boga. Natomiast tylko Jezus Chrystus może wyprowadzić ludzi z w/w rzeczywistości podstawionej - do świata rzeczywistego. To tylko tzw. demokratura umożliwia nieprzerwane rządy pupili szatana czyt. nieprzerwany zjazd do Piekła w imię:
chcieliśta - to tera mota i morda w kubeł do następnego tzw. głosowania - bo przecież nie wyborów - tołażysze.
Wniosek?
Jestem przekonany, że Jezus Chrystus nie pozwoli Szatanowi na włączenie Ziemi do Piekła - jednak ceną może być nawet powrót ludzkości do jaskini i ponowne mozolne wspinaniem się na szczyty człowieczeństwa pod rękę z Bogiem - tołazysze.
Na koniec - należy wykolejoną cywilizacje białego człowieka przez tzw. antyfrancuską rewolucję wstawić ponownie w boskie koleiny choćby ceną miał być zasugerowany wyżej - powrót do jaskini - tołażysze.
Jezus Chrystus traktował ludzi z szacunkiem i dlatego ostrzegł ich przed żmijowym plemieniem. Ostrzeżenie okazało się przysłowiowym rzucaniem grochem o ścianę - więc cena jaka ludzkość płaci za swoja niefrasobliwość - jest już ogromna - tołażysze.

oto Equatore

W "dobrze funkcjonującej demokracji"

W "dobrze funkcjonującej demokracji" tzw. "wola ludu" jest źródłem władzy w państwie i wszelkich kluczowych tego państwa decyzji.
Pomijając oczywiście drobny fakt, że "dobrze funkcjonujące demokracje" są dużo większą rzadkością niż się powszechnie uważa, ludzie zapominają, że pomiędzy źródłem a ujściem rzeki jest BARDZO długa droga i BARDZO wiele innej wody do tej rzeki wpływa i ma to decydujący wpływ na jej skład i dalszy kierunek.
Są ludzie, którym ogromnie przeszkadza fakt, że np. "jednego profesora przegłosuje dwóch meneli". Nie rozumieją oni prostej zależności - że głosowanie jest tylko jednym - choć ważnym rodzajem wpływu - jaki jednostka wywiera na społeczeństwo. Ten przysłowiowy profesor ma o połowę mniej głosów niż 2 meneli, ale jego wpływ - poprzez jego kontakty i powiązania, poprzez jego zdolność i możliwości kształtowania opinii innych osób czy relacje zwierzchności nad innymi osobami, które ma do dyspozycji, może dalece wykraczać poza jego 1 głos.
Tak jest w każdej demokracji, włącznie z modelowymi. I w każdym innym ustroju również. Warto sobie z tego zdawać sprawę, żeby nie kreślić skomplikowanych konstrukcji myślowych na nieistniejących fundamentach.
Drugi banalny fakt, który zwykle umyka - polega na tym, że władza jest relacją dwukierunkową. Poza nielicznymi przypadkami dowolna stabilna relacja międzyludzka opiera się na wymianie korzyści.
Innymi słowy, nawet jeśli osobnik A depcze butem osobnika B, to w dłuższym okresie osobnik B musi również coś z tego mieć, w przeciwnym razie będzie się układał na ziemi w sposób dla osobnika A niedogodny. A to - jeśli wracamy do zagadnienia władzy - kiedy rządzący liczbą i potencjałem siły zawsze znacznie ustępują rządzonym - może się zakończyć najprzykrzejszymi konsekwencjami i dla rządzących.

Po tym przydługim wstępie - moje zdanie.

Zgadzam się z pańską diagnozą o rosnącej roli despotii. Więcej, uważam że ten sposób rządzenia, a przynajmniej jego elementy, przenikają również do tzw. państw "cywilizowanych".
Inaczej mówiąc - despotia ma sporą przyszłość.
Nie uważam oczywiście, żeby było to pozytywne zjawisko, ale tam gdzie despotia panuje, udowodniła ona swoją wyższość nad innymi systemami sprawowania władzy. Nie ma - moim zdaniem - czegoś takiego jak obiektywnie najlepszy system sprawowania władzy. Jest najlepszy system dla konkretnego państwa, konkretnego okresu i konkretnej sytuacji.
Jeśli kombinacja tych czynników daje w dłuższym czasie ten sam wynik - to i tak jest nieźle - stabilny zły ustrój nie jest najgorszą rzeczą, która się może ludziom wydarzyć. Gorsza jest ciągła fluktuacja.
Państwa rozwijające się, kwitnące, rosnące w siłę, despotii w ogóle nie potrzebują.
Despotia jest najlepsza dla dwóch kategorii państw:
a) upadających, żeby zabezpieczyć stabilny proces transformacji z więdnącej potęgi do pozycji słabszej, ale pewnej.
b) po dłuższym okresie anarchii, celem odbudowy zrębów struktury państwa i przyzwyczajeniem narodu do porządku.
Jeśli jednak trwa za długo, późniejsze polepszenie bytu państwa nie nastąpi. To mało efektywny system - dobry dla słabych i średniaków. Ci, którzy marzą o wielkich rzeczach muszą prowadzić dialog ze społeczeństwem i stale podnosić jakość własnych kadr - coś co wszelkie despotie, preferujące posłuszeństwo ponad wszelkie inne kompetencje, robią źle.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.