Torontońska otwartość

Obskurantyzmowi Abingdonu, a także Ursynowa chciałbym przeciwstawić torontońską otwartość.

Wszystko to, co na przestrzeni minionych lat miało miejsce w Toronto w kwestii święta LGTBQ, "zbladło" wobec tegorocznego festiwalu, trwającego po raz pierwszy cały miesiąc. Trzeba wyjaśnić, że Toronto od lat jest centralnym miejscem tzw. dnia "Pride Parade" ustalonego na wybrany dzień początku miesiąca czerwca.

W tym roku, w dumnym paradowaniu nastąpiła zmiana, zarówno ilościowa, jak i "jakościowa". Organizatorzy "parady dumy", w sposób widoczny, doszli do wniosku, że jeden dzień manifestowania, to zbyt mało dla stale powiększającej się społeczności, dumnej ze swej odmienności i festiwal dumy trwał cały miesiąc.

Organizacyjnemu rozmachowi, niewątpliwie, sprzyjały okoliczności, wynikające z rezultatu ostatnich wyborów federalnych. W październiku 2015 r.partia Liberalna uzyskała parlamentarną większość, a leader partii, Justin Trudeau, został premierem federalnego rządu Kanady. Wiele spraw nabrało zawrotnego tempa realizacji, przyprawiając niektórych o zawrót głowy.

M.in. zapadło postanowienie o przywiezieniu do Kanady drogą lotniczą, co najmniej 25 tysięcy uchodźców z Bliskiego Wschodu i zapewnienia im należytych, bez stressowych warunków życia. Oczywiście na koszt kanadyjskiego podatnika. Dokumenty identyfikacyjne nie będą zawierały informacji dotyczącej płci.

W liberalnym rządzie znalazły się postacie, których zdjęcia, dla oglądającego, mogą budzić wątpliwości, czy nie są to "copy/paste" z hinduskiej prasy. Nawiasem mówiąc, jeden z nich był nagabywany przez ministra O.N. rządu warszawskiego, o udział kanadyjskiego kontyngentu na polskiej ziemi.

Kończąc dygresję i wracając do tematu, to kanadyjski premier swoją obecnoścą podniósł rangę festiwalowego wydarzenia.

trudeau.jpg

Jest to człowiek zawsze wesoły, z szerokim uśmiechem na twarzy, z finezyjnym loczkiem i w takim też nastroju wziął udział w finałowej paradzie, będącej hucznym zwieńczeniem miesiąca "dumy".

Udział premiera Kanady był precedensem. Trudeau  jest pierwszym premierem rządu federalnego, który uczestniczył w tej imprezie. Precedens ten może sprawić, że jeżeli kolejny premier nie zaszczyci swoją osobą tej imprezy, może to być odebrane jako gest niechęci wobec środowisk homoseksualnych.

Obok premiera J.Trudeau w paradzie wzięła udział premier rządu Ontario, Kathleen Wynne z partnerką oraz burmistrz Toronto, John Tory. Na budynku ontaryjskiego parlamentu oraz torontońskiego "City Hall" dumnie powiewały flagi LGTBQ.

Do wielotysięcznego zgromadzenia, maszerującego centralnymi ulicami Toronto, dołączyła się liczna delegacja policji miasta. Wcześniej, w czasie trwania festiwalu, w głównej kwaterze torontońskiej policji, udekorowanej flagami LGTBQ, policja dokonała aktu ekspiacji za policyjny grzech z przeszłości, popełniony w 1980 roku. W owym to roku, policja wtargnęła do budynku "Bathouse" i sprawiła "łomot" zażywającym tam relaksu wesołym jednopłciowcom, ponoć nawet aresztując niektórych. Takie to były czasy mrocznej nietolerancji.

Wszystko to można było obejrzeć "non stop" na kanale torontonskiej tv i przeczytać w prasie.

Nowy, Wspaniały Świat.

P.S. Dum spiro, spero...chociaż oddech coraz płytszy.

(wiadomości dobre lub nie, ale prawdziwe)

alvis

Wiesław Kwaśniewski - "alvis" także "wtk", jest w grupie autorów "prawicy.net"
emerytowany inżynier, projektant w zespołach opracowujących kompleksowe obiekty ochrony wód (oczyszczalnie ścieków) w Polsce oraz w Libii. Od lat 80-tych zamieszkały w Kanadzie, pracując tam jako kontraktor. Od...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
5
Ogólna ocena: 5 (głosów: 4)

Tematy: 

Dyskusja

oto TBM

straszne!

cytuję AnnaK:

I jak tu zachwalać kanadyjskie jow-y?

Bo wygrali nie ci, którzy się nam podobają?

Marzy się ordynacja, w której tylko nasi będą wygrywać... fajnie by było, też się rozmarzyłem...

pozdrawiam
TBM

oto AnnaK

Bo wygrali nie ci, którzy się

Bo wygrali nie ci, którzy się nam podobają?

Nie, bo ci którzy wygrali najwyraźniej robią krzywdę swojemu państwu. A wg zapewnień zwolenników tej ordynacji, to jest nie do pomyślenia. Wszak wygrywają najlepsi z najlepszych.

oto Ireneusz

Więc?

Już widzę tą radość miejscowych lokalnych "polskich" bonzów widzących w takiej odpowiedzi pochwałę zamkniętego, koncesjonowanego rynku politycznego, gdzie wolno jest kandydować tylko tym, którzy zostali zatwierdzeni na liście kandydatów przez Wielkiego Brata.
Demokracja sama w sobie jest idiotyzmem. Ale dopóki nikt nie wymyślił sposobu rządzenia za pomocą wyboru premiera przez Lottomat z puli Najmądrzejszych Ludzi Świata - proszę ograniczyć się do tego co jest. A ze sposobów rządzenia - jak widać jedynie JOW przypomina wolny rynek. Nie jest nim - owszem - ale najbardziej jest do wolnego rynku ZBLIŻONY!

oto AnnaK

czynią mnie stanowczym

czynią mnie stanowczym przeciwnikiem tego systemu wyborczego

Nie miałam na myśli Pana, ale w dyskusjach o ordynacjach wyborczych dość często przywołuje się przykład Kanady jako pozytywny.

oto Krzych Adam

Traktuję to jako wywołanie do tablicy.

Jako że jedyną osobą podająca przykłady z kanadyjskiej praktyki parlamentarnej w dyskusjach o ordynacjach wyborczych jestem ja. Pragnę zatem zwrócić uwagę, że nigdy nie przedstawiałem się jako zwolennik demokracji jako takiej, nigdy też nie twierdziłem, że podoba mi się co demokracja przez blisko 150 lat stworzyła w Kanadzie.

Jedyna rzecz, do której odnosiłem sie dotyczyła kwestii porównań między ordynacjami, a dokladniej porównania na ile inne ordynacje są gorsze od FPTP. Sytuacja w Kanadzie, która poszła daleko poza owsiakowe "Róbta co chceta" nie wynika z JOW-ów. Żadna ordynacja nie stanowi przeszkody dla dekadencji, a przytaczanie takiego argumentu, że konkretna, nielubiana przez Panią nie jest w stanie dekadencji powstrzymać (jakby jakieś inne mogły) jest zwyczajnie niskie.

oto AnnaK

Sytuacja w Kanadzie, która

Sytuacja w Kanadzie, która poszła daleko poza owsiakowe "Róbta co chceta" nie wynika z JOW-ów. Żadna ordynacja nie stanowi przeszkody dla dekadencji,

Moje zdanie na ten temat jest nieco odmienne. W sytuacji gdy jak trafnie zauważa p. Dubitacjusz pełnię władzy bierze największa mniejszość temu sprzyja. Obserwując z oddali to co się dzieje w Kanadzie, zastanawiam się jakimi kryteriami trzeba się kierować, by twierdzić, że kanadyjscy parlamentarzyści o niebo przerastają polskich?

nielubiana przez Panią nie jest w stanie dekadencji powstrzymać (jakby jakieś inne mogły) jest zwyczajnie niskie.

JOW nie jest przeze mnie nielubiana. Zwyczajnie dostrzegam jej wady. Tak samo jak nie powiem, że ordynacja proporcjonalna jest przeze mnie lubiana. Akceptuję fakt, że jest i tyle.
Wydaje mi się, że taki argument potrafiłabym obronić, więc nie bardzo rozumiem dlaczego jest niski.

oto Krzych Adam

No cóż.

Większość poruszonych przez Panią aspektów była tutaj omawiana wiele razy, ale jak widać nie doprowadzilo to do zbliżenia stanowisk. Międlenie ich zatem mija się z celem.

Sprostuję jedynie, że nigdy nie twierdziłem, że "kanadyjscy parlamentarzyści o niebo przerastają polskich" w każdej sprawie. Są na przykład o całe niebo bardziej otwarci na dekadencję niż ktokolwiek w Sejmie, wyłączając takich odmieńców jacy na przykład występowali w "osobliwej trzódce Palikota". Ale tezą moją jest, że są tacy bo społeczeństwo z tym albo zgadza sie ochoczo, albo też z rezygnacją nie wierząc że może być lepiej.

FPTP jest w mojej opinii powodem, że jurgieltnicy, jeżeli występują w kanadyjskim parlamencie nie śmią tak otwarcie propagować antykanadyjskich działań parlamentu jak to czyniło w Sejmie występując przeciwko polskim interesom "stronnictwo pruskie" w sprawach gdzie występował interes niemiecki lub generalnie starej Europy, czy obecnie rządzący obóz "płomiennego patriotyzmu" posuwający się w swym probanderyzmie do zdrady polskich interesów.

W znacznie mniejszym (choć istniejącym, co jest nie bez znaczenia) stopniu widzę różnicę w stosunku kanadyjskich i polskich parlamentarzystów odnośnie proamerykanizmu, a co do stosunku do Izraela i diaspory w Północnej Ameryce różnic właściwie nie ma. To ostatnie jednak, ze względu na to iż nie ma żadnych roszczeń/uroszczeń w stosunku do Kanady ze strony przeciwnej czyni to sprawami nieporównywalnymi. W tym akurat zakresie, znaczy dostawania się do parlamentu osób skłonnych do obrony interesów wlasnego kraju proces wyłaniania kandydatów, a potem wyboru deputowanych w FPTP działa jednak w nieco większym stopniu na korzyść interesów kraju niż w jakimkolwiek systemie wodzowskim.

Jednakże ja tu sie rozpisałem, a tak naprawdę jedyny wątek, który zasługuje na podtrzymanie dalej w dyskusji to Pani teza, iż ordynacja proporcjonalna (wszystko jedno czy lubiana czy nielubiana przez Panią) jest w stanie dekadencję powstrzymać, a także jest znacząco bardziej do tego sposobna niż FPTP. Napisała Pani:

Wydaje mi się, że taki argument potrafiłabym obronić...

Czy może zatem Pani podjąć się takiej obrony?

oto AnnaK

Czy może zatem Pani podjąć

Czy może zatem Pani podjąć się takiej obrony?

Gdybym nie mogła, to bym o tym nie wspominała. Wstępem do dekadencji jest stałe stopniowe obniżanie progu tolerancji. Tak sie dzieje, gdy podejmowane są inicjatywy godzące w nasz ustalony porządek i nie ma kto przeciwko temu publicznie zaprotestować. Taki stan jak ulał pasuje do ordynacji większościowej, gdzie przedstawicielem ogółu wyborców jest reprezentant mniejszości.
W takim systemie w okręgach gdzie przeważają poglądy np. lewicowe kandydat partii prawicowej aby myśleć o zwycięstwie musi wpisywać się w poglądy wyborców, bo zwycięzca jest tylko jeden. I szef partii, choćby mu się to nawet nie podobało nie jest w stanie nic zrobić, ponieważ jego pozycja jest słaba. W ordynacji proporcjonalnej jest nieco inaczej. Kandydat partii musi utożsamiać się z programem, ktory partia przedstawia i robi to bez wahania, bo wie, że nawet nie zdobywając większości głosów w okręgu wyborczym, ma szanse na mandat poselski. Choć umizgiwanie się do różnych grup wyborczych ma miejsce, to nie ma ono przełożenia na prawodawstwo.
Wodzostwo, o którym się Pan pogardliwie wyraża, nie wynika z charakteru ordynacji, tylko z klasy przywódcy. W Polsce istnieją partie, które zmienią przywódców jak rękawiczki. i z poparcia ponad 40% zjechały poniżej progu wyborczego. W jow taki przywódca też nie ma szans zaistnieć, bo pierwsze byle jakie potknięcie jest okazją do jego zmiany. Dlatego też jak diabeł święconej wody, unika tematów uznane przez media za kontrowersyjne i nawet do głowy mu nie przyjdzie, by wpisać do programu partii delegalizację eutanazji, zaostrzenie przepisów aborcyjnych, czy glośne przeciwstawienie się homolobby

oto Krzych Adam

Przykro mi.

Nasze stanowiska są tak odmienne, że nie istnieje najprawdopodobniej możliwość zrozumienia się wzajemnie, nie mówiąc już nawet o jakimkolwiek zbliżeniu tych stanowisk.

Zacytuję:

ordynacji większościowej, gdzie przedstawicielem ogółu wyborców jest reprezentant mniejszości.

Wodzostwo (...) nie wynika z charakteru ordynacji, tylko z klasy przywódcy.

To są przykłady. Z tymi twierdzeniami nie zgadzam się i to do takiego stopnia, że nie widzę nawet sensu by podjąć na ich temat polemikę, bo byłoby to porównywalne do kłótni, czy kolor zielony jest bardziej biały niż niebieski, czy odwrotnie.

oto AnnaK

Z tymi twierdzeniami nie

Z tymi twierdzeniami nie zgadzam się i to do takiego stopnia, że nie widzę nawet sensu by podjąć na ich temat polemikę,

Ja to doskonale wiem i dlatego zastanawiałam się, czy odpisywać na pański post.
Ale skoro już zaczęłam, to z ciekawości zapytam: czym wg Pan różni sie wodzostwo od szefowania partii?

oto Krzych Adam

Zanim odpowiem na Pani pytanie chciałbym wyjaśnić jedno.

Partia innego typu niż wodzowska, czyli jak niektórzy to określają nie będąca partią typu "leninowskiego":

(...) Partia i Lenin - bliźnięta-bracia -
kogo bardziej matka-historia ceni?
Mówimy - Lenin, a w domyśle -partia,
mówimy - partia, a w domyśle - Lenin. (...) (Władimir Władimirowicz Majakowskij)

nie musi moim zdaniem koniecznie być czymś lepszym niż partia wodzowska. Jednakże to jest tylko taki drobny przyczynek, którego przywołanie tu mam nadzieję stanie się jasne za chwilę.

Skupmy się na temacie wodzostwo versus szefowanie partii. No więc wodzostwo występuje wtedy gdy pomiędzy partią a jej przywódcą ma miejsce skojarzenie podane przez Majakowskiego. Przykładem chyba najbardziej jaskrawym, choć nie jedynym, na polskiej scenie politycznej mogą być partie stworzone przez Janusza Korwina-Mikke.

Przykładem partii, w których tego skojarzenia nie ma, czyli w których przywódca nie jest wodzem a jedynie liderem (być może jedynie nominalnym szefem) na polskiej scenie mogą być partie odziedziczone przez III RP po PRL-u, szczególnie PSL (tak naprawdę ZSL, jedynie przemianowany by zatrzeć skojarzenie z jakże słusznie minionym okresem). Ta partia to silnie osadzeni w terenie działacze, wybierający sobie szefa, najprawdopodobniej zresztą głównie reprezentanta na zewnątrz, bardziej niż szefa.

Podobnie to wyglądało zresztą także u postkomunistow, którzy nazwali siebie w nowej rzeczywistości socjaldemokratami.

oto AnnaK

Przykładem chyba najbardziej

Przykładem chyba najbardziej jaskrawym, choć nie jedynym, na polskiej scenie politycznej mogą być partie stworzone przez Janusza Korwina-Mikke.

Zgadza się. PiS też jest taka partią, ale to chyba wynika z osobowości lidera, jego autorytetu, a nie z rodzaju ordynacji wyborczej? Przynajmniej ja tak uważam.

oto Krzych Adam

Tak, to jest też prawda co do J. Kaczyńskiego i PiS-u.

Mówimy - Kaczor, a w domyśle - PiS,
mówimy - PiS, a w domyśle - Kaczor.

Prawo Duvergera ma jako jeden z ubocznych skutków uniemożliwienie wodzowi niezależnie od jego osobowości i autorytetu zajmowanie stanowiska lidera partii permanentnie. W odniesieniu do takiej osobowości i takiego autorytetu jakie posiada JKM najprawdopodobniej skutki byłyby jeszcze ostrzejsze. Według mego przekonania mogłoby to oznaczać wręcz niemożliwość jego zaistnienienia na polu polityki. Był on posłem w Sejmie I kadencji chyba jedynie dlatego, że był to Sejm wybrany według zasad p. Dubitacjusza, znaczy jako "burdel i serdel" z reprezentowanymi blisko 20 partiami. Około 90% mandatów było rozdzielone pomiędzy 10 partii, a w żadnym momencie nie było tak by któraś partia miała nawet 13 i pół procenta mandatów sejmowych.

Ale nawet w przypadku innych znanych nam postaci FPTP zadziałać by musiało tak jak działa ono w UK i Kanadzie. Lider partii niezależnie od swej osobowości i autorytetu może być w niej jedynie "primus inter pares", nigdy nie zostanie w niej dyktatorem. Przynajmniej ja tak uważam. A historia parlamentaryzmu w obu wyżej wymienionych krajach z systemem westminsterskim to potwierdza. Można co prawda twierdzić, że zjawisko wodzostwa występowało, ale miało zawsze krótkie nogi i mocno ograniczony okres występowania.

Co do prawa Duvergera sformułowanego jakieś 60 lat temu przez Maurice'a Duvergera to mówi ono, że wybory większością względną prowadzą do systemu dwupartyjnego z wymieniającymi się wielkimi i niezależnymi partiami. Trzydzieści lat później Duverger zmodyfikował swe sformułowanie nazywając je nie "prawem", a „roboczą hipotezą”, podkreślając że nie należy wyników jego badań rozumieć jako praw deterministycznych, bowiem dany system wyborczy niekoniecznie musi zawsze prowadzić do określonego systemu partyjnego, na którego kształt wpływa więcej czynników.

To ostatnie potwierdza historia dwóch systemów z wyborami większościowymi. W Stanach Zjednoczonych był np. dość długi okres funkcjonalnej jednopartyjności, początkowo nawet bezpartyjności parlamentu, zgodnie z intencjami Ojców-Założycieli, a w Kanadzie od kilkudziesięciu już lat system dwupartyjny jest przeszłością.

oto wzl

JOW

A mnie się wydaje, że widziałem Pana na Marszu JOW na Placu Zamkowym w Warszawie w 2008 roku. A może się mylę?

oto alvis

@wzl

Rzeczywiście, w 2008 roku byłem w Warszawie i wziąłem udział w marszu na rzecz JOW.

Pamiętam skandowane hasło: "zdrowo, zdrowo jednomandatowo".

Czy mój udział w marszu wynikał z przekonania o słuszności idei? Nie sądzę.

Zapytany, mogę, choć nie muszę, wyjaśnić okoliczności.

Otóż kilka osób poznanych na przełomie lat 2007/2008 w czasie wspólnie prowadzonej akcji zbierania podpisów przeciw ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego (oni w Polsce, ja w Kanadzie), wiedząc o mojej jesiennej obecności w Warszawie, zachęciło mnie do udziału w marszu.

Poza tym, szacunek dla prof. Jerzego Przystawy za jego wcześniejszą działalność, nonkonformistyczną postawę i próbe wpłynięcia na zmianę sceny politycznej, wszystko to było moją motywacją.

Późniejsza polemika z Profesorem, na stronie "prawicy.net" w kwestii JOW, przekonała mnie, o nieco maniakalnym i bezkrytycznym traktowaniu tej idei.

Z wielkim i szczerym żalem dowiedziałem się o Jego odejsciu.

I to byłoby wszystko na ten temat.

Pozdrawiam
Wiesław Kwaśniewski 06.07.16 Toronto

oto wzl

Wyjaśnienia

Dziękuję za potwierdzenie. Już wcześniej pisywał Pan na prawica.net i zamieszczał swoje zdjęcie. Pewności nie miałem i stąd pytanie.

Pozdrawiam
wzl

oto TBM

propozycje

cytuję alvis:

stanowczym przeciwnikiem tego systemu wyborczego

A jaki system wyborczy Pan preferuje i dlaczego?

pozdrawiam
TBM

oto alde

Sz. Panie Alvis,

czy mógłby Pan, będący stanowczym przeciwnikiem większościowego systemu wyborczego przybliżyć nam rodakom w kraju jego wady w jakimś oddzielnym felietonie. My znamy wady obecnie panującej w III RP ordynacji proporcjonalnej. Najczęściej nasi Krajanie mieszkający za granicą wypowiadają się odmiennie niż Pan. Gdzie zatem leży pies pogrzebany?

oto alvis

@alde

Proszę Pana, przede wszystkim dziękuję za zainteresowanie tekstem, omawiającym torontoński "festiwal".

Temat ordynacji wyborczych pojawił się zupełnie przypadkowo. Pana rozsądne pytanie "gdzie leży pies pogrzebany" przekracza moją znajomość nie łatwego tematu.

Sądzę, że system JOW może mieć pewne podobienstwo do "wolnego rynku", w tym przypadku rynku politycznego, czyli rynek niby jest wolny dla wszystkich, ale główną rolę odgrywają silniejsi, dobrze ulokowani na tym rynku.

Scena polityczna jest silnie zdominowana przez dwie partie: Liberalną i Postępowych Konserwatystów. Ta ostatnia nazwa wydaje mi się dziwolągiem, zmierzającym w kierunku akcentowania poprawności politycznej.

Przed kilku dziesiątkami lat wyglądało to inaczej, ale to dłuższa historia i przekracza moją wiedzę w szczegółach.

Trzecia partia, to NDP, czyli "Partia Nowych Demokratów", w skrócie jeszcze bardziej na lewo od Liberałów, często określana jako przemalowani, zreformowani komuniści.

W roku 1987 w zachodniej części Kanady narodziła się idea utworzenia nowej partii "Reform Party of Canada", wywodzącej się ze sprzeciwu i niezadowolenia polityki partii nazywajacej się konserwatywną.

Animatorem ruchu sprzeciwu, początkowo tylko w zachodniej Kanadzie, głównie w Albercie, Był Preston Manning. Nowa partia stopniowa przejmowala poparcie udzielane Postępowym Konserwatystom w zachodniej kanadzie.

W wyborach, w roku 1997 Partia Reform podjęła ambitne zadanie"przewietrzenia" kanadyjskiej sceny politycznej i zastąpienia prawego skrzydła sceny politycznej, usuwając w cień skostniałą i przeżywającą kryzys partię Postępowych Konserwatystów.

Jednakże wyborcze zwycięstwo partii Liberalnej, istniejącej w Kanadzie "od zawsze" przekreśliło te zamiary. Ponadto Partia Reform stała się celem ukrytych bądź otwartych ataków, oskarżana o ekstremizm i nietolerancję, a niektórych członków parlamentu oskarżano o homofobię, rasizm i seksizm. Zarzutem było także to, że Partia Reform nie miała reprezentacji w prowincjach atlantyckich, minimalne w Ontario i w Quebec-u, zaś sam Preston Manning dopiero zaczynał uczyć się języka francuskiego. Dwujęzyczność jest warunkiem koniecznym, który musi spełniać leader ugrupowania parlamentarnego.

I tak powoli ale skutecznie Partia Reform "więdła" by zakończyć życie bodajże w 2000 roku.
Sceny politycznej nie "przewietrzyła", znaczących i potrzebnych reform nie mogła wprowadzić (Senat) i pozostały dwie partie.
Dostrzega Pan jakieś podobieństwo...? Nic więcej nie mam do opowiedzenia ani do zaproponowania.
Pozdrawiam
Wieslaw Kwaśniewski Toronto, 06.07.16

oto alde

Sz. Panie, wycofuję się z dyskusji.

Kanadę znam z opowiadań. Wiem, ze to wolny kraj i tacy sami są jej mieszkańcy. Mają zatem warunki do zmiany obowiązującego systemu większościowego – zakładam, iż Pan nie jest w mniejszości – na lepszy. My w Polsce nawet nie możemy pomarzyć o naprawie czegokolwiek w dziedzinie polityki bez palców wskazujących kilku partyjnych mafiosów, podobnie jak to było za nieboszczki komuny. Obywatel polski nawet nie ma biernego prawa wyborczego (ok. 30 mln. wyborców!?) Dla zabetonowania tego systemu służy perfekcyjnie ordynacja proporcjonalna.

oto Krzysztof M

Kanadę znam z opowiadań. Wiem

Kanadę znam z opowiadań. Wiem, ze to wolny kraj

Jeśli tylko wolność jest realizacją interesów USA, to tak. Jest to wolny kraj. :-)

(przykład: sprawa myśliwca Arrow)

oto wzl

Wolność

Wolność i interesy to są niewątpliwie sprawy, które trudno rozdzielić. Ale też warto mieć świadomość o co, tak naprawdę, toczy się cała ta gra. Warto na to patrzeć bez emocji. Czy są to interesy USA, czy Chin, to chyba dla nas nie ma wielkiej różnicy. Nie ma w tym sensie, że nie są to nasze interesy.

"Muammar Kaddafi chciał utworzyć ogólnoafrykańską walutę zwaną złotym dinarem, której używano by przy sprzedaży ropy. Po rewolucji z 2012 roku Libia sprzedawała ropę za dolary. Syria przeszła na rozliczenia w euro w 2006 roku i od tego czasu Stany Zjednoczone dążyły do zmiany tamtejszych władz."

"W dolarach rozlicza się mniej więcej połowę światowego handlu, w euro - około jednej trzeciej, a w jenach i funtach brytyjskich - mniej więcej po 4 procent. W grupie najważniejszych gospodarek świata Wielka Brytania stała się pierwszym państwem, które przeprowadziło emisję obligacji denominowanych w juanach. Przychody uzyskane dzięki tym obligacjom będą trzymane w Banku Anglii na rachunku rezerw walutowych. Wykorzystanie tych wpływów do zwiększenia rezerw walutowych Banku Anglii oznacza, że juan faktycznie staje się walutą rezerw. Alexander von Mellenthin, ekspert od spraw europejskich finansów korporacyjnych, zwraca uwagę, że juan jest już walutą rezerw dla banków centralnych krajów afrykańskich, gdzie prawdopodobnie zastąpi dolara i euro. George Osborne, brytyjski minister skarbu, uznał ten wynik dialogu za 'historyczną chwilę' oraz wyraz wiary Wielkiej Brytanii w możliwości juana, który stanie się

[...] główną walutą światowych rezerw. Pozwolę sobie wyraźnie stwierdzić,
że chińska waluta będzie w użyciu na całym świecie, ponieważ Chiny stają
się coraz większą częścią światowej gospodarki. Rozumiemy to tutaj w
Wielkiej Brytanii, i chcemy być pierwszym krajem zachodnim, który
wykorzysta zapewnione przez to możliwości."

Oba cytaty pochodzą z książki "Wielki Reset Walki ze złotem i koniec systemu finansowego", której autorem jest Willem Middelkoop.

Drugi cytat po części pewnie wyjaśnia kulisy tzw. Brexitu. Z drugiej strony można też zastanawiać się nad tym, co jest ważniejsze: posiadanie światowej waluty czy bycie wierzycielem tego, który emituje tę walutę.

oto MSzach

W sytuacji gdy prawie

W sytuacji gdy prawie większość społeczeństwa jest beneficjentami grupowych przywilejów, ułatwień czy ulg, które czynią z nich martwych społecznie obrońców swoich praw nabytych bardzo trudno mówić o jakichkolwiek zaletach demokracji.
Może i faktycznie w takiej jak dziś rzeczywistości najlepsza jest ta co jest para demokracja wyborcza jednak bez progów, które ewidentnie łamią konstytucyjną zasadę proporcjonalności wyborów.

Moim zdaniem drogą do bezpośrednich wyborów i demokracji bezpośredniej jest likwidacja powszechności praw wyborców z wprowadzeniem dobrowolności w wyborze:
albo przywileje albo czynne i bierne prawo wyborcze.
W ten sposób wrócilibyśmy do kolebki najbardziej rozsądnej demokracji tj. do demokracji jaka była w starożytnej Grecji.

Ja za takim powrotem jestem i uważam ze mogłoby to się odbyć tylko poprzez demokratyczne polityczne zorganizowanie najmniej uprzywilejowanych przedsiębiorców

oto Ireneusz

Przywileje trudno zdefiniować

Znacznie łatwiej zdefiniować, czy ktoś jest wartościowym obywatelem, aktywnym obywatelem przynoszącym wartość dodaną krajowi. Czy ktoś jest beneficjentem budżetówki.
Tylko prawdziwy obywatel może mieć prawo wyborcze czynne. Obywatel, który pracuje, wytwarza wartość dodaną, jest jedynym źródłem budżetu państwa (zbieranego podatkami). Tylko płacący podatki jest obywatelem.
Co do biernego prawa wyborczego - nie jestem zwolennikiem jego ograniczania, moim zdaniem KAŻDY spełniający kategorię wiekową powinien mieć bierne prawo wyborcze. W ten sposób obywatele mogą znaleźć na rynku najlepszego kandydata potrafiącego wykonać służbę najlepiej. Nie chciałbym, aby jakiś profesor prawa nie mógł kandydować tylko dlatego, że jest beneficjentem budżetówki pracując na uczelni czy w jakiejś Radzie Nadzorczej, powiedzmy KGHMu albo innej spółki Skarbu Państwa. Obywatelem taki przecież nie jest, jest jedynie utrzymankiem i beneficjentem tych, którzy rzeczywiście pracują i utrzymują państwo. Ale może lepiej się przysłużyć społeczeństwu dostając swą rolę do spełnienia w polityce.

oto MSzach

Rozmiękczanie w miejsce konsekwentności

To ze ktoś nie miałby biernego prawa wyborczego nie znaczy ze nie mógłby dostarczać swych usług politykom z pełnią praw.
To jest z pana strony takie rozczulanie sie nad obecną rzeczywistością gdzie praktycznie każdy 'profesor' to utrzymanek budżetu. 'Jutro' jednak tak być już by nie musiało.
Co do tego by podział posiadania praw wyborczych szedł linią budżetówka <> 'niebudżetówka' to pełna zgoda. Grupowe przywileje trudniej zweryfikować jednoznacznie niż to źródło egzystencji. Więc przy takiej linii podziału łatwiej o bardziej powszechną akceptację.
Łatwiej także uzyskać zrozumienie przy uzyskiwaniu zgody na zawieszenie własnych praw wyborczych przed podpisaniem umowy o pracę w sferze usług publicznych państwa.

oto Ireneusz

To nie rozczulanie się

Ale najzwyklejszy pragmatyzm. Cóż, że ktoś "dostarczałby usługi", skoro musiałby sterować marionetką?
Niezła jatka...
Bierne prawo naprawdę musi być dla każdego. Pozwólmy ludziom na podejmowanie decyzji, a przede wszystkim na odpowiedzialność. Bo to odpowiedzialność przynosi rozwagę.
Rozwaga jest nam dziś potrzebna jak powietrze.

oto chłop jag

Czyli ten wiadomy liść klonu

wsadzono ze stosownym przytupem w męski odbyt - tołażysze.
Wniosek?
Jak Państwo sądzicie - czym teraz pachnie Kanada - bo na pewno nie pachnie ona żywicą.
No cóż Sodoma i Gomora - też już była - tołażysze.

oto Czesław

To zapowiedż

Myślę, że tak się kończą cywilizacje, bo to jest początek, chyba że stanie się jakiś wstrząs np. wojna lub kataklizm.

oto norwid

LGBT i JOW

Gratuluję autorowi sarkastycznej notki nt. kanadyjskiej autostrady do piekła. Dzięki Bogu mamy dopiero etap miesięcznic sodomitów, dzięki diabłu udało się przeskoczyć z jednodniowych celebracji omijając tygodniówki. No ale diabłu nie podoba się pewnie tydzień bo na końcu jest ten antysodomistyczny ;p Dzień Pański.
Co do Kanady to sam nie wiem cieszyć się czy martwić. LGBT to przecież teraz przyjaciele ligi UON-UPA w tym kraju ;p

Odnośnie jednego z komentarzy:

Obywatel, który pracuje, wytwarza wartość dodaną, jest jedynym źródłem budżetu państwa (zbieranego podatkami). Tylko płacący podatki jest obywatelem.

Brawo! Szlag mnie trafia jak odwiedzam urzędaskie święte krowy! Szlag mnie trafia jak słyszę po wejściu do urz. wojewódzkiego "w czym mogę pomóc". Tylko żona powstrzymała mnie swoim błagalnym "tylko nie rób awantur"
Urzędas choćby i cieć ale już musi mnie przywitać komuszym zawołaniem zamiast po staropolsku "czym mogę służyć" tak jakby służba publiczna to nie była służba ale pomoc owieczkom/barankom kultu państwa (faszyzmu).
Zdecydowanie jestem za odebraniem praw wyborczych służbie publicznej i to po całości. Urzędnicy gmin, miast, powiatów, województw, centralnych, szkolnictwa publicznego, publicznej "ochrony zdrowia", policji i wojska, służb granicznych oraz wszelkich firm państwowych - brak prawa głosu w wyborach tak powszechnych jak i lokalnych. Myślę że radykalnie odmieniłoby to stan finansów publicznych i stosunek do służby publicznej.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.