O warunkach pojednania z Ukrainą

Wystosowany 2 czerwca a podpisany między innymi przez dwóch byłych prezydentów Ukrainy i przywódców tamtejszego Kościoła greckokatolickiego oraz niekanonicznej „kijowskiej” Cerkwi prawosławnej list do Polaków z prośbą o wybaczenie win historycznych grzeszy interesownością i niespójnością konwencji, przez co nie zasługuje na pozytywną odpowiedź.

Kto trzyma dziesięć srok za ogon…

Słabości tego tekstu najpewniej wynikają z faktu, że posiada on podwójnego adresata – oficjalnego i domyślnego. Pierwszym są polskie elity polityczne, którym oferuje się historyczne pojednanie. Dokładnie rzecz biorąc, list skierowany jest do polskich parlamentarzystów przed spodziewanymi obchodami rocznicy rzezi wołyńskiej. Tekst jest jednak również wyraźnie obciążony wewnętrznymi uwarunkowaniami polityki ukraińskiej i zarówno na jego ton jak i treść wpływ miały zapewne pragnienie uwiarygodnienia się jego autorów w oczach czytelnika ukraińskiego. Stąd właśnie akcenty pojednawcze sąsiadują w nim wypowiedziami wręcz zaczepnymi i obraźliwymi.

Kolejnym obciążeniem apelu jest próba połączenia dwóch niekoniecznie wcale związanych ze sobą celów: historycznego pojednania narodów polskiego i ukraińskiego oraz zapewnienia jeszcze silniejszego poparcia przez Polskę stanowiska Ukrainy w jej konflikcie z Rosją. Autorzy listu twierdzą że porozumienie obydwu państw przeciw Rosji ma służyć sprawie historycznego pojednania. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że jest dokładnie odwrotnie i że list jest kiepsko maskowaną manipulacją, w ramach której pojednanie historyczne ma być jedynie środkiem do mobilizowania przez Ukrainę polskiego dla niej poparcia przeciw Rosji.

Nie wyciągać cudzych kasztanów z ognia

Tego rodzaju zabiegowi poddawać się nie możemy. Państwo polskie nie ma żadnego bezpośredniego interesu w popieraniu którejkolwiek ze stron powstania w Zagłębiu Donieckim lub rosyjsko-ukraińskiego sporu o Krym. Wobec konfliktów tych zachować powinniśmy ścisłą neutralność, utrzymując kontakty ze wszystkimi stronami sporu na tyle na ile to potrzebne, zachowując wstrzemięźliwe milczenie dopóki jest to możliwe, akceptując stan faktyczny gdy jest to konieczne. Zasady te powinno stosować się zarówno wobec porewolucyjnych władz w Ukrainie, powstańczych władz w republikach Zagłębia Donieckiego, jak i rosyjskich władz na Krymie.

W interesie Polski leży zbliżenie i zacieśnianie stosunków pomiędzy państwami Europy Bałtyckiej na zasadach wzajemnego poszanowania swojej podmiotowości. Powinniśmy zatem sprzyjać stabilności Ukrainy oraz przyjaznym stosunkom rosyjsko-ukraińskim, a także zbliżeniu Rosji i Unii Europejskiej. Nie może być zatem mowy o wciąganiu Polski przez Ukrainę do jakiegoś rodzaju „cordon sanitaire” mającego odpychać Rosję od zachodniej i środkowej Europy. Nie możemy dać się zdegradować do suflowanej nam przez autorów listu roli antyrosyjskiej „wschodniej opoki” kontynentu europejskiego ani antyrosyjskiego przedmurza atlantyckiego „wolnego świata”.

Marchewka i kij

Ukraińscy autorzy listu równocześnie „proszą Polaków o wybaczenie” ale też „wzywają” i „przestrzegają”, nawet zaś „przepraszając”, pouczają polskich adresatów co „powinna uznać” polska myśl wobec Ukrainy oraz co jest „aksjomatem” stosunków między Ukrainą i Polską. Tak się też składa, że tym co „powinna uznać” polska myśl wobec Ukrainy i co jest „aksjomatem” stosunków polsko-ukraińskich, są interesy polityczne Ukrainy.

Czytając słowa listu nie sposób zatem pozbyć się wrażenia, że albo jego autorzy są bardzo kiepskimi dyplomatami, przeprosiny przeplatając pogróżkami i żądaniami, albo też list swój napisali mając na uwadze wrażenie jakie wywrze na czytelniku ukraińskim i jakie to zrodzi konsekwencje dla ich pozycji na scenie wewnątrzukraińskiej. Jakby jednak nie było, ton i wiele sformułowań listu, z powodzeniem można uznać za delikt wobec strony polskiej i choćby z tego powodu, pismo to nie powinno zostać przez stronę polską przyjęte.

Urojenia i interesy

Nie tylko ultymatywny ton przedstawienia przez stronę ukraińską stronie polskiej „aksjomatów”, na których oparte miałyby być wzajemne stosunki, oraz ich jednostronnie korzystny dla Ukrainy charakter czynią list kontrowersyjnym. Na polemikę zasługuje też merytoryczna treść twierdzeń przedstawianych przez ukraińskich autorów listu oraz ich wymiar praktyczny.

Przede wszystkim zatem mamy powtórzenie giedroyciowskiego twierdzenia iż „nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy”. Tymczasem w rzeczywistości, w niektórych kontekstach historycznych czynnik ukraiński wpływał korzystnie na interesy polskie, w innych zaś odwrotnie. Na przykład po zawarciu pokoju brzeskiego w marcu 1918 roku, powstanie państwowości ukraińskiej okazało się katastrofą dla sprawy polskiej. Z kolei w czasie wojny polsko-bolszewickiej, polityczne i zbrojne dążenia Ukraińców zbieżne były z interesami Polski. Ludobójstwo, plany uczczenia rocznicy którego stały się powodem napisania komentowanego listu, dokonane zostało w imię wolnej Ukrainy. Z kolei w okresie rozpadu ZSRS, wyodrębnienie się Ukrainy było zjawiskiem korzystnym.

Powtórzona przez autorów listu teza Giedroycia ma ponadto dużo bardziej szkodliwy współczesny wymiar polityczny. Przyjęcie jej bowiem, oznaczałoby spętanie polskiej polityki zagranicznej czynnikiem ukraińskim. Najpewniej zupełnie świadomie, autorzy listu dążą, by polska polityka zagraniczna stała się zakładnikiem ukraińskiej racji stanu. Interes polski jest tu całkowicie przeciwstawny i zasadza się na utrzymaniu pełnej swobody naszej polityki zagranicznej względem czynników zewnętrznych. Do jak szkodliwych skutków prowadzi ograniczenie naszej swobody manewru w myśl doktryny Giedroycia przypomina nam stale Gazociąg Północny, dla którego korzystniejszą dla wszystkich alternatywą była kolejna nitka gazociągu jamalskiego, do powstania której Polska nie dopuściła, gdyż miał on omijać Ukrainę.

Ukraińscy nacjonaliści mieli rację?

Wreszcie, kolejne żądanie strony ukraińskiej, mianowicie uznanie przez stronę polską „ukraińskiej tradycji narodowej jako sprawiedliwej i godnej szacunku walki o własną państwowość i niepodległość”. Przyjęcie tego postulatu w domyśle oznaczałoby przyznanie racji ukraińskim nacjonalistom zwalczającym przedwojenne państwo polskie, uznanie za „sprawiedliwą i godną szacunku” UPA i jej niepodległościową i narodową działalność z czasów II wojny światowej, a nawet ukraińskie roszczenia do wschodniego pogranicza dzisiejszego państwa polskiego i powojenną walkę ukraińskiej partyzantki o ich połączenie zresztą macierzy. Otwarto by też drzwi dla ukraińskich roszczeń historycznych, na gruncie których traktuje się likwidację przez Polaków Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej i włączenie jej terytorium do państwa polskiego jako (potępianą przez kilka pierwszych lat przez Ligę Narodów) „agresję” i „okupację”. Na coś takiego strona polska oczywiście zgodzić się nie może.

Nie istnieje coś takiego jak „prawo narodów do samostanowienia”. Nie istnieje również żadne „prawo narodów do własnej państwowości”. Te bałamutne hasła są kłamstwem nacjonalizmu, będącego jednym z szatańskiego pomiotu rewolucji francuskiej 1789 roku. Uczestnikami stosunków politycznych są ośrodki siły rywalizujące o przestrzeń i o ludność. Podstawa dla nich może mieć charakter dynastyczny, religijny, klasowy, narodowościowy, niekiedy zaś nawet ekonomiczny. Gdy któryś z ośrodków siły okrzepnie i zyska uznanie w określonych granicach, wówczas staje się państwem. Tak więc Ukraińcom nie przysługiwało ani nie przysługuje żadne „prawo do samostanowienia” ani „prawo do własnej państwowości”. Z tej prostej przyczyny, że prawo takie nie istnieje.

Roszczenia słuszne i roszczenia niesłuszne

Przedwojenne państwo polskie powinno oczywiście stwarzać warunki dla swobodnego życia i pielęgnowania swojej tożsamości przez wszystkie ludy rodzime na ziemiach, które znalazły się w jego granicach. Dotyczy to również ludów ruskich, w tym także ukrainnych. Rzeczywista polityka państwa polskiego polegająca na próbach polonizacji tych ludów, była nie tylko błędem antagonizującym wobec Polski zamieszkujące w granicach naszego państwa mniejszości, ale była również polityką niemoralną, prowadzącą do krzywdy ludzkiej. Czym innym jest jednak zabezpieczanie warunków trwania tożsamości, czym innym zaś stosunek do antypaństwowego nacjonalizmu i skierowanego przeciwko państwu polskiemu terroryzmu mniejszości, które to zjawiska powinno się doszczętnie wytępić. Ukraińska tradycja niepodległościowego nacjonalizmu i polska tradycja państwowa były wówczas wobec siebie antagonistyczne i nie możemy post factum przyznawać racji tej pierwszej, gdyż była ona zwrócona przeciwko nam samym.

Kiedy milczeć, komu tłumaczyć

Z powodu wyżej wymienionych obciążeń, list ukraińskich dostojników i intelektualistów, nie może zostać pozytywnie przyjęty przez stronę polską. Jest on dla nas obraźliwy, niektóre zaś z wyrażonych w nim oczekiwań wobec strony polskiej są dla nas wybitnie szkodliwe. Dla dobra zarówno naszej własnej racji stanu jak i dla dobra stosunków polsko-ukraińskich, list powinno się przemilczeć. Otwarte odrzucenie go wymagałoby uzasadnienia i mogłoby pogorszyć międzynarodowy wizerunek Polski, stronę ukraińską zaś niepotrzebnie urazić. Z kolei polemika z nim, byłaby dla nas poniżająca, bo zawiera sformułowania obraźliwe, argumentowanie zaś przeciw niesłusznym roszczeniom ukraińskim samo w sobie byłoby przydaniem im nieuzasadnionej wagi, ponadto zaś wymagało wyjścia poza ideologiczny paradygmat demoliberalizmu („prawo narodów do samostanowienia”), co dla dzisiejszych polskich elit politycznych okazałoby się zadaniem zbyt intelektualnie i moralnie wymagającym, na zewnątrz zaś i tak nie zostałoby zrozumiane.

Odrębnej uwagi wymaga natomiast fakt podpisania listu przez abp. Światosława Szewczuka z ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego, co skłonić powinno rzymskich katolików do pochylenia się ze wzmożoną troską nad tym uwikłanym w poważne błędy ideologiczne, obciążenia historyczne i kontrowersyjne powiązania polityczne Kościołem. Naszym grekokatolickim braciom powinniśmy, z wykazaniem należytego uznania dla ich heroicznej wierności Rzymowi oraz należytej wrażliwości dla ich trudnych doświadczeń historycznych, cierpliwie ale też stanowczo tłumaczyć, że nadanie wyraźnie nacjonalistycznego charakteru ich wspólnocie eklezjalnej, kłóci się z chrześcijańskim posłaniem miłości.

Zasadność pojednania

Pomimo zupełnej nietrafności komentowanego listu, Polska powinna pracować nad historycznym pojednaniem z Ukrainą. Ukraina jest istotnym uczestnikiem stosunków międzypaństwowych w regionie eurazjatyckim, bałtyckim i europejskim, tak więc zbudowanie poprawnych i opartych na zdrowych moralnie podstawach stosunków polsko-ukraińskich jest z punktu widzenia naszej racji stanu wartością.

Dla osiągnięcia tego celu, strona Polska sama powinna zainicjować proces wzajemnego przebaczenia, do czego dobrą okazją będzie rocznica ludobójstwa wołyńskiego. Polacy powinni Ukraińcom wybaczyć, zarazem sami prosząc o wybaczenie własnych win wobec narodu ukraińskiego. By jednak akt taki nie był wypranym z treści pustosłowiem, powinien równocześnie wskazać czynniki stojące na przeszkodzie pojednaniu i przyjaźni. Wskazać powinien je tak, by było to możliwie korzystne dla strony polskiej, stwarzając nam możliwie szerokie pole wywierania wpływu na Ukrainę. Powinno być to również możliwie nieszkodliwe i przede wszystkim nieprowokacyjne wobec strony ukraińskiej.

Warunki pojednania

Praprzyczyną zbrodni wołyńskiej był oczywiście ukraiński nacjonalizm z całym swoim ładunkiem szowinizmu i koncepcjami depolonizacji Kresów. Potępienie jednak ukraińskich dążeń do stania się narodem i do zbudowania suwerennego państwa byłoby politycznie kontrskuteczne. Polskie i ukraińskie dążenia narodowe i państwowe nawzajem się w przeszłości wykluczały, ukonstytuowanie się zaś Ukrainy było możliwe jedynie dzięki klęsce polskości na Kresach. Gratulować Ukraińcom go zatem nie możemy, polemizować zaś z nimi nie ma sensu, bo tragicznej dla nas historii już nie odwrócimy. Nierozstrzygalne ale już minione historycznie spory należałoby zatem po prostu przemilczeć.

Podobnie zasłoną milczenia należy przykryć ukraińskie nawoływania do antyrosyjskiego przymierza. Nie leży w naszym interesie konfliktowanie się z Moskwą w imię interesów Kijowa. Nie możemy powiedzieć tego otwarcie jak Węgrzy, bo wywołamy w ten sposób jedynie gniew w Ukrainie i krytyczne komentarze w innych państwach. Należy zatem, jak robi to choćby Aleksandr Łukaszenka, taktownie milczeć, gdy to możliwe, aranżując zawieszenia broni, negocjacje, porozumienia pokojowe, rezygnację ze wzajemnych roszczeń.

Tym, na co powinniśmy uwrażliwić stronę ukraińską jest nacjonalistyczny szowinizm. Bez wskazywania na konkretnych jego eksponentów, by nie stwarzać pól dla niepotrzebnych emocjonalnych sporów, jednak z wyraźnym wskazaniem jego treści i przejawów. Jest nim zaś odmawianie przez naród państwotwórczy społecznościom rodzimym na terytorium, do którego zgłasza on pretensje jako do swojego terytorium narodowego, prawa do istnienia i pielęgnowania swej tożsamości.

Korzyści z pojednania

Takie ujęcie kategorii szowinizmu byłoby trudne do odrzucenia dla strony ukraińskiej, ponieważ ma ono charakter abstrakcyjny i przez to obiektywny, będąc wolnym od elementów narodowej jednostronności. Na jego gruncie Polska mogłaby domagać się zaniechania kultu UPA, której koncepcje i metody działania stosowane wobec Polaków zamieszkałych na ziemiach ukrainnych nie mieszczą się w tak ujętym paradygmacie etycznym. Nasze państwo zyskałoby również instrument dla wywierania presji na dzisiejsze elity ukraińskie, by zmodyfikowały swój stosunek do rosyjskiej czy rusińskiej mniejszości narodowych, a także by zaprzestały tolerowania radykalnych środowisk nacjonalistycznych.

Dla nas oznaczałoby to odcięcie się od i tak niezasługujących na obronę elementów takich jak narodowościowa polityka przedwojennej polski na Kresach – z jej najbardziej haniebnymi epizodami takimi jak palenie cerkwi na Chełmszczyźnie, czy nawet Akcja „Wisła”– która w swoim czasie miała swe historyczne racje a nawet słuszność, w zmienionym od tamtego czasu kontekście, nic podobnego nie powinno być już jednak powtarzane.

Dyplomatyczne kuriozum

Poprawne i możliwie przyjazne stosunki z Ukrainą są więc Polsce potrzebne. Warunki na jakich powinny być budowane, nie mogą jednak kłócić się z polską racją stanu ani być dla naszego narodu upokarzające. Takimi stałyby się, gdyby punktem wyjścia był dla nich omawiany list elit ukraińskich. List ten jest dyplomatycznym kuriozum i jeśli daje czemuś świadectwo, to co najwyżej niedojrzałości i nieokrzesaniu obecnej elity ukraińskiej.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.5
Ogólna ocena: 3.5 (głosów: 2)

Tematy: 

Dyskusja

oto Robercik

To się wie. Sztuczność nie

To się wie. Sztuczność nie oznacza nierealności. Historia zna wiele przykładów sztucznych państw. Panama, Kuwejt, postkolonialne kraje Afryki... Istnieją przeważnie by jątrzyć, dzielić i rządzić. To takie śmierdzące podarunki dla tubylców ze strony globalistów.

Sztuczność Ukrainy wynika z
- wieloetniczności
- braku historii państwowości, tradycji kulturowych
- ukraińscy nacjonaliści mówią po rosyjsku, nie znają ukraińskiego, a pensje biorą od izraelskich oligarchów
- odgórności powstania. Ot, bolszewicy przypisali ziemie, potem włodarze ZSRR w porozumieniu z USA dali "niepodległość" i jakoś tak zostało. Większość miejscowych miało to gdzieś.
- Sztuczność Ukrainy podskoczyła po 2014 gdy jej zachodnia część przyjęła doktrynę antyrosyjską i narzuciła ją wschodowi. Ukraina to kraj którego JEDYNĄ ideologią jest być wrzodem na boku Rosji - w myśl amerykańskich doktryn pacyfikowania zalążków konkurencji w Eurazji.
- nawet mobilizacji Ukraina nie przeprowadziła, a to oznacza, że jej święta wojna obronna przeciw Rosji też jest sztuczna. tzn markowana.

oto Zbrozło

Pan Krzysztof wszedł w buty Mołotowa

i bredzi coś na temat bękarta traktatowego - o tyle że nie wersalskiego.
Czy nam się to podoba czy nie, niepodległa Ukraina jest w naszym interesie państwowym i zwiększa nasze bezpieczeństwo.
Niewątpliwie nie podoba się to Rosji (co zrozumiałe) i zrobi ona wszystko by obrzydzić wolną Ukrainę wszystkim - jakże nam. Na niektórych to działa. Lubimy rżnąć (w sensie być) ofiary a tu jest wspaniały pretekst - Wołyń.
Dość ciekawe są sylwetki tych którzy się tej propagandzie poddają - ale historia uczy, że najemnych czy pożytecznych idiotów carat czy potem sowiety zawsze miały. Nie wiem co jest pociągającego w traktowaniu swoich poddanych jak bydło, ze to aż tak ludzi fascynuje.
O wtrąceniu P. Krzysztofa o wolnym rynku nie wspomnę - bo to trzeba raczej litościwie przemilczeć.

oto Eowina

Proszę to szerzej uzasadnić. Aby przekonać nieprzeko-

nanych. Jak niepodległa Ukraina zabezpiecza polskie interesy?

Czy nam się to podoba czy nie, niepodległa Ukraina jest w naszym interesie państwowym i zwiększa nasze bezpieczeństwo.

O Rosji wiemy wszystko, a o Ukrainie wiemy tylko o Wołyniu. Jeżeli pominiemy Wołyń, tak jak Pan sugeruje, to nic z nasze wiedzy nie zostanie. Jest dobrze wiedzieć więcej o tym, kto zabezpiecza polskie interesy.

Dość ciekawe są sylwetki tych którzy się tej propagandzie poddają - ale historia uczy, że najemnych czy pożytecznych idiotów zawsze miały.

Jaka jest uczciwość świadomych obywateli, że ciągle piszą " carat czy potem sowiety ", ale nie chcą zupełnie pisać o tych na których liczą - Ukraińcach.

oto Zbrozło

Pani Eowino!

Nie ma sensu po raz n-ty powtarzać tego samego. Zatem hasłowo:
1. Rosja bez Ukrainy to słabsza Rosja. Jak Pani mysli? USA bez Teksasu to słabsze państwo czy tak samo silne jak obecnie? Sytuacja dość podobna.
2. Ukraina to kolejna przeszkoda dla Rosji przed Polską. Wpierw muszą połknąć Ukrainę (a zatem w naszym interesie jest by to nie poszło im łatwo) by myśleć o połknięciu nas.
Takich punktów można by więcej - ale mnie te wystarczą. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu to są argumenty za oddaniem Ukrainy Rosji - ale na miłość do ojczyzny proletariatu czy samodzierżawia nic nie poradzimy. Na to jest tylko jedna metoda - wynaleziona i stosowana przez NKWD.
Jeśli dla Pani Ukraina to tylko Wołyń - to proszę wybaczyć - nic Pani nie wie.
Nie piszę o Ukraińcach bo na nic od nich nie liczę - poza tym by trwali jako 'wał" przed Rosją. Jeśli ktoś ma problem z Ukrainą to sam musi to załatwić.

oto Eowina

Dziękuję. Zupełnie nie wiem jak by było USA bez Teksasu.

Wiem natomiast, że za przekazanie Krymu Rosji, Putin dał medal ukraińskiemu generałowi. Na tej podstawie mogę wyciągnąć wniosek, że w ukraińskiej armii są też inni generałowie, którym taki medal też by pasował. Kiedy w historii Ukraina stanowiła "wał" przed Rosją, skoro Pan na to liczy?

oto Myramid

Ukraina jest dla nas takim samym "wałem"

przed Rosją, jak III Rzesza była przed Francją i Holandią... :)

A tak ciut poważniej - uwielbiam "argument" o Ukrainie jako rzekomym "buforze", lub "wale" jak kto woli, chroniącym nas przed Rosją... Posługujący się nim albo nie wiedzą z jakim państwem Polska graniczy bezpośrednio na północnym wschodzie, i to na długości ponad 200 km, albo - co bardziej prawdopodobne - udają że tego nie wiedzą, bo wówczas można pleść głupoty o Ukrainie jako "buforze", "zaporze", "wale", gdyby nie który, to zły Putin już by się nam dobrał do skóry, korzystając z bezpośredniego sąsiedztwa... :D

Tak na marginesie, era "buforów terytorialnych" skończyła się bezpowrotnie w czasach gdy najbardziej ofensywną bronią przestała być armata o zasięgu strzału max kilka kilometrów, a armie skończyły się przemieszczać piechotą lub na furmankach. Przykład pierwszy z brzegu - Syria.
Czy brak bezpośredniej granicy z tym państwem stanowił jakąś przeszkodę dla kontyngentu wojsk rosyjskich..?

oto Zbrozło

Oczywiście nie uwzględnia Pan

Oczywiście nie uwzględnia Pan sytuacji geograficznej i ryzyka rozszerzania swojego (rosyjskiego) władztwa z pominięciem Ukrainy.
Wie Pan - to się nazywa kawiarniana polityka - spekulacje przy kawie i ciastku. Można gadać wszelkie nonsensy i dać wyraz wszelkim swoim fobiom.

oto Zbrozło

Ależ wszyscy dobrze wiemy ile

Ależ wszyscy dobrze wiemy ile jest warta obecna Ukraina. Wiemy też ile jest warta obecna Białoruś. Ale lepiej mieć nawet takie mizerne organizmy państwowe niż agresywną Rosję na całej naszej wschodniej granicy.

oto Eowina

Polska nie ma żadnych organizmów nawet marnych.

lepiej mieć nawet takie mizerne organizmy państwowe

Ukraina i Białoruś mają z Rosją wspólny język, wspólną kulturę, wspólną religię, wspólną historię i nawet wspólną walkę z wrogiem. Rosja z tymi państwami jest tak jak Niemcy z Austrią, czy nawet jak Niemcy ze Szwajcarią.
Te "marne organizmy państwowe" służą raczej Rosji w obronie przed NATO, a nie odwrotnie.
A co Polska ma wspólnego z tymi państwami? Co Polska ma wspólnego z Ukrainą aby liczyć na cokolwiek?
Czy Pan wie dlaczego takie są naciski na to aby Rzeź Wołyńską jakoś tak "oswoić" i nie ruszać?
Dzieje się tak, bo tylko zachodnia część Ukrainy może być ewentualnie antyrosyjska. A czy przez to stanie się prapolska? I jaką cenę trzeba za to zapłacić aby była.

oto Robercik

Weapons of Mass Deception

Ukraina to kolejna przeszkoda dla Rosji przed Polską. Ukraina to kolejna przeszkoda dla Rosji przed Polską. Wpierw muszą połknąć Ukrainę (a zatem w naszym interesie jest by to nie poszło im łatwo) by myśleć o połknięciu nas.

Manipulacja tej wypowiedzi polega na wmawianiu (oczywiście bez dowodów), że

1) Rosja chce i może połknąć Polskę
2) Polska nie została połknięta już wcześniej przez Zachód
3) Ukraina nie została połknięta przez Zachód, ale broni się przed połknięciem przez Rosję
4) Zachód nie ma ambicji połykania Rosji

Zachód - oligarchiczne imperium rządzone przez syjonistycznych bankierów za fasadą demokracji.

czyli odwrócenie spraw o 180 stopni. Z ofiary robi się agresora, a z agresora ofiarę. Jest to charakterystyczne dla reżimowej propagandy. Przypomnijmy agresję na Irak, który - UWAGA - za pomocą tajnych broni masowego rażenia miał lada moment napaść na Amerykę, więc Ameryka go ubiegła. Tutaj mamy podobnie. Wicie rozumicie towarzysze. Rosja to agresor, więc jej przy granicy postawimy wyrzutnie rakiet cruise. Wedrzemy się na tereny aż za Dniepr, 700km od Moskwy, bo musimy ich...powstrzymywać!
Pamiętajmy przy tym, że definicja "powstrzymania" obowiązuje aż do biologicznego wyniszczenia wroga. np. Żydzi "powstrzymują" Palestyńczyków zamykając ich w obozach koncentracyjnych.

oto Zbrozło

Miłująca pokój Rosja

wyznająca doktrynę o samostanowieniu narodów jest oczywiście poza wszelkim podejrzeniem jeśli chodzi o jakieś wrogie zamiary wobec Polski. Nawet siedząc tutaj kilkadziesiąt lat robili to z czystej dobroci i na naszą prośbę. Wręcz zmuszeni przez nas do pozostania.
Jasne.

oto Krzych Adam

No cóż.

Zarażeni rusofilią albo celowo to pomijają albo rzeczywiście są tak zaślepieni, że tego nie widzą. Że nie zawsze chcieć oznacza to samo co móc. Zagrożenie ze strony Rosji dziś jest niewielkie. Bo jest to imperium nie znajdujace sie w chwili obecnej w fazie ekspansji, a raczej broniące się.

Mniejsza o antyrosyjskie knowania z zagranicy na początku poprzedniego wieku, mniejsza o głupotę cara Mikołaja II, który dal się tym knowaniom wpuścić w maliny co zastopowalo Rosję prawdopodobnie już na zawsze, mniejsza o ekscesy Stalina, który z Rosji uczynił militarną potęgę, ale kosztem zniszczenia jej potencjału ludzkiego. To już historia, a jej skutki mamy przed oczyma.

Obecnie Rosja jest w I lidze jedynie w jednym zakresie. Posiada zdolność do zniszczenia calego świata w stopniu takim jak żadne inne państwo, poza Stanami Zjednoczonymi. Poza tym, gdyby nie ogromne bogactwa mineralne byłaby niczym.

Co to oznacza dla nas? Między innymi, że koncepcje Giedroycia i Mieroszewskiego straciły na znaczeniu. Także, to że zdolności do uczynienia z nas części swego imperium, a nawet bliskiej zagranicy Rosjanie w chwili obecnej nie mają. Tę sytuację należałoby wykorzystać do maksimum. Niepotrzebne szczypanie niedźwiedzia w zadek dobrym wykorzystaniem sytuacji nie jest.

Czy to jednak (istniejąca sytuacja) czyni nas bezpiecznymi ze wschodniej strony "na wsiegda", czyli "forever and ever"? Absolutnie nie. Chęci by nas przygarnąć w "braterskim uścisku" tam nie brakuje i dziś. A co przyniesie przyszłość i czy nie będzie to kolejny wzrost potencjału rosyjskiego imperium, tego poza wróżkami z ich kryształowymi kulami nie wie nikt.

oto Robercik

Ślepe popieranie EURO

Ślepe popieranie EURO-Kołchozu "bo Rosja" to już jest...nie wiem. głupota, paranoja czy taki cwany chwyt marketingowy agentury masońskiej?
Żryj łajno, bo jak nie zjesz to przyjdzie Putin.
Tak wymyśliliście sobie namawiania Polaków do koprofagii?
Prostackie, chamskie i nikczemne ale pewnie pewnie skuteczne. Jeśli idzie o motłoch, bo nie wszędzie takimi tekstami zachęci Pan do koprofilii.

I tak, Rosja jest poza podejrzeniem, ponieważ nie może po prostu wtargnąć zbrojnie na wyłączną strefę wpływów największego gangu w historii świata: USA, członka UE, NATO. Równie dobrze Rosja mogłaby szturmować Sycylię albo zdobywać Konstantynopol, choć nie wiem czemu skoro od 2 lat mimo ukraińskich zachęt nie raczyła zająć choćby Charkowa a na Kaukazie ma pootwierane ogniska zapalne. A przecież w gronie oczekujących na rosyjską inwazję jest też Szwecja i Norwegia. Tam też są idioci, którym mózgi wygniły od amerykańskiej propagandy. Siedzą pod łóżkami i pewnie moczą się ze strachu przed Iwanem. No bo przecież nie przed Abdulem. Lęk przed Abdulem jest w Szwecji zakazany. Szwedzi to bezmyślne bioroboty, zaprogramowane bydło, które bardziej wierzy w to co w TV niż za oknem. Gardzę nimi.

oto Krzysztof M

Jak niepodległa Ukraina

Jak niepodległa Ukraina zabezpiecza polskie interesy?

Armia Radziecka... sorry... czerwona... sorry... Armia Rosji idąc na zachód natknie się na niepodległą Ukrainę i piękne Ukrainki zatrzymają dzielnych bojców...

Tak będzie! :-)

oto Nie miejmy złudzeń

Niestety, Internet bezlitośnie zweryfikował ten mit

Mit tzw. "pięknych Ukrainek".
Dawniej, kiedy mało kto jeździł na tę Ukrainę, krążył taki mit, że tam podobnież są "najładniejsze dziewczyny na świecie". Ponieważ mało kto miał okazję to sprawdzić, a (prawie) wszyscy tak mówili - mit się utrzymywał.
Dzisiaj wystarczy obejrzeć fotografie na stronach licznych agencji matrymonialnych, specjalizujących się w kobietach z tamtych stron, aby bez wysiłku przekonać się, że z tą rzekomą urodą Ukrainek to tak, jak dosłownie wszędzie: sporo po prostu brzydkich, nieco pojedyńczych "rodzynków" - ale najwięcej w tej masie po prostu zwyczajnych przeciętniar, jak w każdym innym miejscu na świecie. Nie ma się czym tak znowuż podniecać.

To tylko kiedyś mogło się wydawać, że wystarczy pojechać do takiego choćby Lwowa, a wtedy już każda kobieta na ulicy to Piękna Ukrainka, czyli coś prawie jak bogini. :D

oto Czesław

Akcja Wisła

Autor pisze,że Akcja Wisła to czyn haniebny. Dzięki Akcji Wisła uratowano wielu Polaków I Ukraińców, dzięki tej akcji Ukraińcy żyją na naszych terenach, alternatywą było całkowita ich zagłada. Palenie cerkwi było wynikiem tego, że te cerkwie były ośrodkami antypaństwowego terroryzmu.

oto Myramid

Tzw. "pożyteczni", odżegnujący się

od operacji "Wisła" i zgodnie z polityczną poprawnością mający do niej negatywne nastawienie powinni przeczytać pamiętnik Stepana Stebelskiego "Chrina", majora UPA i dowódcy sotni słynnej m.in. ze skutecznej zasadzki na gen. Świerczewskiego - "Zimą w bunkrze", wydawnictwo Mireki.
Autor pisze tam czarno na białym że operacja "Wisła" uczyniła dalszą walkę o "Zakierzonie" o tyle bezcelową, co niemożliwą ze względu na pozbawienie zaplecza logistycznego.
Gdyby nie to to "łuny nad Bieszczadami" rozświetlałyby niebo najprawdopodobniej jeszcze przez długie lata.

oto alvis

Akcja "Wisła"

Skuteczna w efekcie akcja "Wisła" była wykonana o wiele za późno.

Była to najdłuższa, krwawa wojna polskiego wojska po zakończeniu II.w. św. Tym razem, wojska polskiego pod reżimem żydo-komunistycznym.

Zanim obejrzałem film "Ogniomistrz Kaleń" oraz przeczytałem książkę "Łuny w Bieszczadach", usłyszałem nieco wspomnień znajomego żołnierza (z poboru) służby łączności, formacji wojsk walczących z bandytami UPA.

Koszmar!

oto Alej

Okazuje się, że nawet na PN można o Ukrainie mówić sensownie

Podoba mi się zwłaszcza (trzeźwe i konstruktywne):

Praprzyczyną zbrodni wołyńskiej był oczywiście ukraiński nacjonalizm z całym swoim ładunkiem szowinizmu i koncepcjami depolonizacji Kresów. Potępienie jednak ukraińskich dążeń do stania się narodem i do zbudowania suwerennego państwa byłoby politycznie kontrskuteczne. Polskie i ukraińskie dążenia narodowe i państwowe nawzajem się w przeszłości wykluczały, ukonstytuowanie się zaś Ukrainy było możliwe jedynie dzięki klęsce polskości na Kresach. Gratulować Ukraińcom go zatem nie możemy, polemizować zaś z nimi nie ma sensu, bo tragicznej dla nas historii już nie odwrócimy.

Nie zgadzam się natomiast z kolejnym zdaniem:

Nierozstrzygalne ale już minione historycznie spory należałoby zatem po prostu przemilczeć.

Nie powinniśmy niczego przemilczać, nie mamy nawet do tego prawa. Powinniśmy mówić Ukraińcom prawdę o zbrodniach ich przodków.
Ale nie powinniśmy robić tego tak jak postuluje większość tu się wypowiadających, zatem obrażając i wzywając do wdziewania worów pokutnych. Co jest głupie i szkodliwe bo niewątpliwie zamyka ukraińskie uszy i oczy na prawdę.
Toż wiemy jak sami reagujemy na oskarżenia wysuwane względem naszych przodków.
Ja wiele sobie obiecuję (być może naiwnie) po filmie Wojciecha Smarzowskiego.

Jak wiadomo historia uczy tylko tego, że nigdy nikogo niczego nie nauczyła. Jednak chyba warto pamiętać czymś się skończył równie nieroztropny (oględnie mówiąc) jak tu, na PN powszechnie proponowany stosunek I Rzeczpospolitej do aspiracji Ukraińców w XVII w.
Wtedy Ukraina mogła stać się trzecim filarem Rzeczpospolitej Trojga Narodów. Otwierając jej drogę na Wschód, a zamykając Rosji drogę do późniejszej potęgi, tak szkodliwej dla wszystkich jej sąsiadów.

Dzisiaj chodzi o co innego, o utrzymanie status quo, o utrzymanie pokoju, zagrożeniem dla których były (i nadal są) usiłowania Rosji by odbudować Imperium Radzieckie.

Ostatnio pod logiem Unia Euroazjatycka.
Jak wiemy przerwał to kijowski Majdan.
W polskim interesie narodowym była jego afirmacja (niekoniecznie czynne wspieranie, Ukraińcy powinni swoje sprawy rozwiązywać sami).

oto Coś Pan

A co kogo interesuje tzw. "ukraińska wrażliwość"

skoro Ukraińcy mają "głęboko gdzieś" wrażliwość Polaków?

Jeśli oni pragną uważać Banderę, Szuchewycza oraz innych - mniej prominentnych - bandytów, będących zwolennikami i wykonawcami ich ideologii, za "bohaterów narodowych", to Polacy JAK NAJBARDZIEJ mają pełne prawo do wskazywania Ukraińcom, że tu nie ma się czym zachwycać - a już tym bardziej nie ma czym się chlubić - a należałoby się wstydzić, i żałować za zbrodnie i grzechy ojców i dziadów.

Jeśli chciałby Pan na to odpowiedzieć, że "ci biedni Ukraińcy nie mają innych bohaterów" - to od razu wyjaśniam, że TYM BARDZIEJ tacy "bohaterowie" nie nadają się na wzór do naśladowania! Bo jeśli w to ci dzisiejsi Ukraińcy uwierzą, to BĘDĄ ich naśladować - skoro ich postępowanie przedstawia im się jako "słuszne" - i dorobią się w ten sposób nowych bandytów, jako swoich przywódców! I sami też mogą stać się bandytami, chcąc wykazać się "bohaterstwem"!

P.S. I nie: ja nie chcę z takimi ludźmi żadnej "Rzeczypospolitej Trojga Narodów"; dla mnie czerń zachwycona zwyrodniałymi mordercami to nie jest partner, tylko pacjent raczej. Wymagający długiej, i cierpliwej pracy nad nim - podobnie, jak pracowano nad Niemcami po wojnie - a nie ulegania mu we wszystkim, żeby się czasem nie obraził.

oto Eowina

Ukraińcy nie chcą się z Polakami bratać

również.
Przez rok władzy p. Poroszenko zrobił 6 poborów rekrutów do wojska. Ciągle mu wojsko uciekało, dezerterowało, albo poddawali się "terrorystom" ze wschodu bez walki. W końcu zaczęto brać rekruta z Ukrainy zachodniej. A tam z kolei zaczęły się bunty i protesty. A to powstała organizacja matek, torowano drogi, a nawet dochodziło do pobicia oficerów rekrutujących. W wyniku tego ktoś wpadł na pomysł aby weteranom wojny dawać ziemię. Jak będziesz bronić ojczyznę, dostaniesz jej kawałek na własność. Zaczynają pierwsi weterani wracać do cywila i zobaczymy jak to się skończy.

Stąd jest pytanie: jaką zapłatę by chcieli Ukraińcy za obronę Polski przed Rosją.

oto Eowina

Strofuje? Gdzie? Coś Pan taki wrażliwy?

Nie rozumiem więc, co to za głupawe "spokojnie" w moją stronę.

przepraszam, nie wiedziałam, że wyraz "spokojnie" ma tak ciężką wagę!!!

oto Alej

Pani Eowino

To raczej oczywiste, że Polacy Ukraińców nie powinni przed Rosją bronić.
A niby dlaczego?
Sami bez naszej pomocy sobie jakoś radzą.
Powinniśmy temu kibicować i... tyle.

Ba, to że Ukraińcy mają kłopoty z Rosją, a Rosjanie z Ukrainą to dla Polski czysty zysk.
To dobra nowina, że Ukraińcy swojej wolności, suwerenności i niepodległości bronią przed Rosjanami a nie przed Polakami (z Litwinami tak niestety nie jest).

A tak w ogóle to z polskiego punktu widzenia obecna Ukraina jest mocno ... za duża. Oderwanie (najlepiej jako byty samodzielne, nie jako część Rosji) jej wschodnich regionów (tych które już się i tak oderwały) powinniśmy przyjmować z zadowoleniem, oczywiście przeciw temu (obłudnie) głośno protestując.

oto Alej

Panie "Coś Pan"

Po co to Pan napisał akurat pod moim postem?
Toż (poza wspominkiem o tym, że się Panu nie podoba "Rzeczypospolitej Trojga Narodów", możliwa w XVII w.) Pan ani jednym zdaniem nie odniósł się do tego co ja napisałem.

oto Coś Pan

Rozumiem :)

Wprawdzie, zdaniem "Aleja", "jednym zdaniem odniosłem się" do tego, co on tam wyżej napisał - ale zarazem, zdaniem tego samego "Aleja", "ani jednym zdaniem odniosłem się" do tego, co on tam wyżej napisał. Ot, logika. Pewnie tatarska jakaś.

A czy faktycznie tylko jednym - niech inni ocenią.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.