Praca a kapitał

Zgodnie z niepodzielnie panującym od 1989 r. aksjomatem o bezwzględnej wyższości prywatnej własności środków produkcji – pracodawca prywatny działa wyłącznie racjonalnie, coś jak komputer ekonomiczny, zawsze trafnie decydując jaką część dochodów inwestować, jaką przeznaczać na konsumpcję, a jaka stanowi dopuszczalne koszty.

Występujące zaś w tej samej roli państwo, czy inna forma wspólnoty – przeciwnie, uzyskiwany dochód z definicji marnuje, źle nim zarządza, słowem – racjonalności zaprzecza.

Dom w budowie

Niestety, znana praktyka jest nieco inna. W pewnej znanej mi z moich podróży brytyjskiej firmie, w której zatrudnionych jest m.in. wielu Polaków - kilka miesięcy temu właścicielka stwierdziła, że choć od kilku lat płace nie były podnoszone – pracownicy nie mogą nadal spodziewać się podwyżki, ponieważ właśnie kupiła sobie nowy dom i ma w związku z tym wydatki.

W UK obowiązuje jednak płaca minimalna, która w kwietniu br. została podniesiona z £ 6.70 na godzinę do £ 7.20/h. Chcąc nie chcąc również i wzmiankowana właścicielka musiała podwyżkę wdrożyć, co nieco sobie osłodziła spłaszczając wszystkim dochody i likwidując większość dodatków funkcyjnych.

Następnie zaś oświadczyła, że w tej sytuacji – skoro dom jest jeszcze w urządzaniu – ograniczy wydatki inwestycyjne firmy, nie ma więc mowy np. o zakupie nowego sprzętu czy nawet środków niezbędnych do codziennej pracy. Jak sobie radzić z jej wykonywaniem? A to już problem samych pracowników, właścicielka ma dość zmartwień z doborem koloru zasłon.

Na obrzeżach

Ktoś powie, że to argument przeciw płacy minimalnej – niesłusznie, bo łatwo zgadnąć ile bez niej wynosiłyby zarobki we wspomnianej firmie gdyby np. przyszło płacić za lot właścicielki w kosmos. Inny zauważy, że to wyjątek, patologia, a w ogóle jest wolność i można pracę zmienić, jak się nie podoba – to jednak założenie naiwne, zakładające, że filozofia prowadzenia działalności w innych miejscach jakoś istotnie się różni w sytuacji gdy wciąż mamy do czynienia z rynkiem pracodawcy, a nie pracownika.

Oczywiście zwolennicy przywołanej na wstępie tezy o z natury wyższej racjonalności pracodawcy prywatnego dodadzą też, że takie przykłady w makroskali nie mają znaczenia, bo przecież podejmujący błędne decyzje ekonomiczne przedsiębiorca zbankrutuje, jego zadania i na pewno pracowników przejmie ktoś inny, mądrzejszy itd. - co jednak wydaje się błędem percepcji, niedostrzeganiem co jest regułą, a co bywa wyjątkiem.

Wreszcie prawdziwy dogmatyk w ogóle zaprzeczy, jakobyśmy mieli do czynienia ze zjawiskiem negatywnym – bo przecież dzięki decyzjom wykańczającej dom pracodawczyni wprawdzie jej własna firma się nie rozwija, efektywność realizacji jej zadań spada, a zatrudnionym nie wzrasta siła nabywcza – no ale przecież przybędzie choćby dostawcy zasłon (oczywiście kiedy już w końcu uda się je wybrać). Tyle tylko, że nie ma gwarancji, czy on z kolei nie oszczędza na nowy samochód...

Faktycznie bowiem, tak skonstruowana gospodarka nadal się jakoś kręci – tylko z coraz większą rzeszą na jej całkowitych obrzeżach i to pomimo posiadania i wykonywania pracy i uzyskiwania dochodów pozwalających na utrzymanie minimum egzystencji.

Czy jest różnica?

Oczywiście, z punktu widzenia samego pracobiorcy różnica między pracodawcą państwowym (zwłaszcza takim, jakiego niektórzy pamiętają jeszcze sprzed '89), a prywatnym nie wydaje się duża. Państwo również posiadało tendencję do maksymalizacji swojej części dochodu uzyskiwanego z pracy, nie tylko go jednak „marnując”, ale przede wszystkim wydając na inne cele, uznawane z różnych względów za zasadne – w tym przede wszystkim jednak na inwestycje mające w założeniu unowocześnić, czy zwiększyć efektywność całej gospodarki (niekonsumpcyjne gałęzi przemysłu – jak maszynowy, sieci energetyczne, pozyskiwanie źródeł energii, budowę infrastruktury).

Działania te niekoniecznie były skuteczne, a niemal nigdy nie dawały szybkiego, odczuwalnego powszechnie efektu – a takim byłby przecież niemal wyłącznie wzrost indywidualnej konsumpcji i poprawa warunków bytowych. W tym sensie pracodawca prywatny, który zamiast inwestować we własną firmę albo dawać podwyżki pracownikom buduje dom, leci na egzotyczne wczasy lub po prostu uzyskany dochód przepija – samemu pracownikowi wydaje się równie obmierzły, jak państwo, które zamiast dać mu na samochód budowało kolejną fabrykę obrabiarek.

W tak lubianej jednak przez klasyków liberalizmu „perspektywie długoterminowej” - różnica między oboma podejściami do gospodarki i obiema formami własności jednak przecież istnieje.

Czy więc opisana sytuacja, a raczej jej zaprzeczająca doktrynie powszechność może być uznana za argument strony przeciwnej praktykom kapitalistycznym, a w każdym razie zdecydowanej dominacji kapitału nad pracą? Także niekoniecznie, jak zwykle bowiem, nie jest to ani opis sytuacji na PRECZ, ani na WIWAT. To po prostu obserwacja jak naprawdę wygląda świat i działa gospodarka, nie tylko zresztą w skali mikro...

Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.125
Ogólna ocena: 3.1 (głosów: 8)

Tematy: 

Dyskusja

oto wzl

Prywatny przedsiębiorca

W tym sensie pracodawca prywatny, który zamiast inwestować we własną firmę albo dawać podwyżki pracownikom buduje dom, leci na egzotyczne wczasy lub po prostu uzyskany dochód przepija

Niech Pan uważa co pisze, bo gdy ja na tym portalu pod koniec marca wyraziłem podobną opinię, to niejaki Ireneusz zbeształ mnie i wzywał od komunistów, bo prywatny przedsiębiorca ma prawo zrobić z własnymi pieniędzmi, co mu się podoba, bo to są jego pieniądze.

Osobiście uważam, że centrum przedwojennego PPS-u miało najzdrowsze podejście do tego tematu. Oni uważali, że w gospodarce jest miejsce dla prywatnego przedsiębiorcy i dla spółdzielczej formy własności, i dla - państwowej.
Fetyszyzowanie prywatnego przedsiębiorcy nie ma sensu. Przypadek przez Pana opisany jest w Polsce na porządku dziennym. Inna sprawa, że czas tych prywatnych przedsiębiorców, przynajmniej tych drobnych, kończy się za sprawą globalizacji i przejmowania rynku przez większe firmy. Nachalne nagabywanie państwa na zakładanie własnych biznesów, to jest zwykłe wpuszczanie ludzi w kanał. Nie ten czas.

oto good why pay sutty

Hipokryzja level hard

@wzl

"Nachalne nagabywanie państwa na zakładanie własnych biznesów, to jest zwykłe wpuszczanie ludzi w kanał".

-- Więcej. To jest afrykanizacja gospodarki. Zastanawiam mnie, dlaczego libertariańscy doktrynerzy, afirmanci scholastycznie pojmowanego liberalizmu gospodarczego, fetyszyści leseferyzmu i prywatnej przedsiębiorczości i fanatyczni wyznawcy rabinów Mengera, Miesesa, Friedmana et consortes, dziwnym trafem nie pieją peanów na cześć sukcesu "wolnego rynku" w Ugandzie, w której odsetek ludzi zakładających własne przedsiębiorstwa jest jednym z najwyższych na świecie.

http://www.prawica.net/comment/53492#comment-53492

oto Skanderbeg

Sam pan potwierdził wyższość wolnego rynku nad socjalizmem,

wbrew własnym intencjom. Wszak w Ugandzie żyje się lepiej niż w Zimbabwe jednak. A należy porównywać państwa porównywalne.
Czyli jednak wolny rynek lepszy niż socjalizm, a inaczej myślą tylko obiboki, nieudacznicy i cwaniacy (bo cwanak w socjalizmie też może pożyć na dobrym poziomie).

oto good why pay sutty

case closed

Rozbierzmy zatem pański sofizmat na czynniki pierwsze.

1. Suponuje Pan w sposób zupełnie nieuprawniony, że "w Ugandzie żyje się lepiej niż w Zimbabwe". Nie wiem ilu zna Pan osobiście Ugandyjczyków i Zimbawejczyków, ja nie znam żadnego. Jak liczne (ergo miarodajne) były próby badanych przez Pana z obydwu krajów? Zważywszy na demografię, reprezentatywna próba szła by pewnie w tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy.
2. Jakie kryterium "lepszości" przyjął Pan w swoim badaniu? Jak sformułował pytanie do ankiety? Być może sugerowało odpowiedź, albo zakładało coś zupełnie arbitralnie. Statystykami można w ten sposób dość łatwo manipulować. Per saldo, nie ma żadnego dowodu na pańskie powzięte a priori twierdzenie.
3. "Czyli jednak wolny rynek lepszy niż socjalizm". Chytra sztuczka erystyczna. Póki co, nie dowiódł Pan nawet, że "w Ugandzie żyje się lepiej niż w Zimbabwe", a stąd byłaby jeszcze daleka droga do wykazania, że winny jest "socjalizm".
4. "(...) inaczej myślą tylko obiboki, nieudacznicy i cwaniacy (...)". To też wyłącznie Pana prywatna opinia.
Ja, na ten przykład, za "obiboków, nieudaczników i cwaniaków" uważam bieda-przedsiębiorców z gębami pełnymi libertariańskich sloganów, którzy pierwsi wyciągają łapę po środki publiczne czy unijne (sic!), dojąc państwo ile wlezie via pomoc de minimis czy SSE, hipokrytów nie wypłacających w terminie (lub w ogóle) wynagrodzeń swoim pracownikom, zasłaniających się "wysokimi kosztami pracy" (mimo iż są one jednymi z najniższych w Europie: http://pl.tradingeconomics.com/country-list/labour...), czy wreszcie migających się od płacenia należnych podatków, mimo iż to oni w największym stopniu korzystają z infrastruktury (przykładowo firma spedycyjna).

Q.E.D.

oto Ireneusz

Ale ale

Właśnie Autor uważa co pisze i nie wymaga ustawowo od właściciela, aby własne pywatne pieniądze MUSIAŁ przeznaczać na firmę. Pan nie zrozumiał zaś jak widać mojego zbesztania.
Pani właścicielka z artykułu może kupić sobie dom. Może nie płacić pracownikom. I może się pojawić konkurencja na rynku pracodawców, która spowoduje migrację pracowników z jednej firmy do drugiej firmy. A w dodatku każdy z pracowników - dopóki istnieje równouprawnienie podmiotów gospodarczych, może sobie samodzielnie zacząć pracować na własne konto, a więc za jakiś krótki czas być może samodzielnie zatrudniać własnych pracowników. Którym będzie płacić musiał lepsze pieniądze, aż odebrany zostanie mu rozum - kupi sobie dom - będzie go urządzać.
Paniatno?
A na marginesie - równouprawnienie podmiotów gospodarczych istnieje tak długo, jak długo państwo zajmuje się arbitrażem - a nie własną monopolistyczną działalnością gospodarczą.
Tutaj prztyczek do Autora - który bardzo zgrabnie monopolizm POMINĄŁ.

oto Godzilla

Kiepski przykład

A to dlatego , że Polacy na Zachodzie są z reguły traktowani gorzej niż gówno .
Wykonują najczęściej najgorsze prace , których żaden Anglik czy Francuz nie chce wykonywać . Jak to kiedyś powiedział Norman Davies . "Jesteście [Polacy] nam
[Brytyjczykom] potrzebni do zbierania ogórków i kapusty"

Krótko mówiąc nikt tam z nami się nie liczy .

kapusta.jpg ogorek.png

oto Mar.Jan

Przeczytałem i nie zrozumiałem: praca a kapitał, czyli o co

chodzi?
Przykład właścicielki, która zbudowała dom, więc dlatego nei ma na podwyżki dla pracowników, a z powodu podniesienia placy minimalnej obcina dodatki jest, w moim rozumieniu, kuriozalny.
Wynika z niego, że zatrudnia ludzi o najniższych kwalifikacjach, bo tylko takich dotyka podwyżka płacy minimalnej. A zatem to jakas mała firemka sprzątająca czy wykonująca najprostsze usługi i w związku z tym płacąca minimalne stawki niewielu ludziom. Skoro budowa domu dla właściciela nadszarpnęła budżet firmowy, to oznacza, że jest to firma raczej niewielka i słabo przędąca.
To wszystko pewnie prawda, ale co właściwie z tego wynika? Autor jakos się nie wysilił na wnioski: co właściwie z tego przykładu wynika?
Autor twierdzi, że prywatne firmy wcale nie lepiej wykorzystują środki niż państwow.
No, to jest prywatna opinia i to wcale nie najmądrzejsza. Jak wiadomo, sa 4 sposoby wydawania pieniędzy: wydawanie środków przez zatrudniuonych przez państwo urzędników na cele, któe sa im prywatnie obojętne jest NAJGORSZYM z tych czterech sposobów wydawania pieniędzy: cudze pieniądze na cudze cele.
JEdnak najlepiej są wydawane własne pieniądze na własne cele, zatem prywatna firma zawsze najskuteczniej musi inwestować zarobione pieniądze. Jeśli tego nie potrafi - zginie w konkurencji z innymi, lepiej gospodarującymi środkami, firmami.
A dlaczego to pani właścicielka w ogóle może sobie pozwolić na to, aby nie dawać podwyżek i płacić stawki minimalne?
To jest kluczowe pytanie, pominięte przez redaktora. A dlatego, że korzysta z efektów PAŃSTWOWEJ POLITYKI GOSPODACZEJ, czyli z bezrobocia!
POnieważ i na polskim i na angielskim i w ogóle europejskim rynku panuje zastój ekonomiczny, dlatego stawki można obniżać do minimum. Zastój i bezrbocie jest wynikiem nadmiernych podatków i inflacji psującej pieniądze i warunki ekonomiczne w gospodarce.

oto Godzilla

Inżynierze Święty Maryjanie !

Zastój i bezrbocie jest wynikiem nadmiernych podatków i inflacji psującej pieniądze i warunki ekonomiczne w gospodarce.

Tylko , że te pieniądze z rzekomo wysokich podatków są wstrzykiwanie natychmiast poprzez budżet do gospodarki więc firmy stale mają klientów z pieniędzmi .
Także o teza Świętego Inżyniera Maryjana o przyczynach zastoju w gospodarce są mało przekonywujące.

oto Mar.Jan

Ach! chyba WIelki Potwór Japoński spadł z Księżyca

pieniądze z rzekomo wysokich podatków są wstrzykiwanie natychmiast poprzez budżet do gospodarki

Przecież to byłoby bez sensu: to tak, jakby podatków w ogóle nie było: państwo odbiera pieniądze w podatkach, aby je "wstrzykiwać do gospodarki".
Może tak to działa w krainie Japońskich Bajek o Wielkim Potworze Japońskim.
W naszym ustroju to działa inaczej: pieniądze z podatków idą głównie na: spłatę odsetek od rosnącego zadłużenia, na ZUS, szkoły, przedszkola, żłobki dla dzieci oraz dorosłych, którzy nie mogą dotrzeć do domów, na policję, wojsko walczące za USA w Iraku, na dopłaty do węgla, stali i chłopów jęczących z powodu: suszy, powodzi, nieurodzaju lub klęski urodzaju, do wyboru.
Do firm, zwłaszcza prywatnych nie wraca raczej nic, a co najwyżej w postaci finansowania dodatkowych kontroli skarbowych.

oto Godzilla

Inżynierze Święty Maryjanie !

Przydałaby się Panu wiedza z teorii pieniądza.

Jak idą pieniądze na ZUS to co z nimi robią emeryci . Wrzucają do piecyka ?
Jak idą na utrzymanie przedszkoli i żłobków to przedszkolanki też wyrzucają pieniądze do zlewu ?

Co do spłaty zadłużenia to zgoda. W końcu prawie nic nie produkujemy tylko zaciągamy długi aby kupować zachodnie towary w zachodnich sklepach na terenie Polski. Nawet już lodów nie potrafimy produkować bo w sklepach królują lody zachodnie (głównie francuskich firm).

oto Mar.Jan

Wielki Potworze, o rozumku Misia Puchatka,

Własnie na tym polega kłopot z socjalizmem, że on zamiast na zwykłe biznesy wydaje pieniądze na Wielkie (i BArdzo Wielkie) Budowle Socjalizmu, jak żłobki, szosy szybkiego ruchu, huty, ogromne terminale do przeładunku węgla do którego z jakiegos powodu ZAWSZE trzeba dopłacac itp.
Przecież urzędnik państwow w randze dyrektora departamentu Ważnego Ministerstwa nie będzie się zajmował tak przyziemnymi sprawami jak to ile pieniedzy przeznaczyc na zakup części do traktorów i ziarna, żeby cos tam wyrosło na jesieni, tylko on projektuje 32-pasmowe autostrady z Pcimia do Pyr oraz loty na Marsa. I dlatego panstwo o przewadze gospodarki "planowej" czyli państwowej, jakos zawsze przegrywaja konkurencje ekonomiczna z państwami, w których jest mniej urzędników i oni muszą robić to, do czego zostali wybrani przez obywateli, czyli nic ciekawego.
Pan Nadredaktor Rękas sugeruje wyższośc gospodarki państwowej nad prywatna, ale przeciez powinno być oczywiste dla wszystkich, że tej wyżsości nigdzie nie daje się zauważyć.
Państwowa telewizja ma podobno jakąś "misję" wobec społeczenstwa. Ja widze, że ta misja jest ogłupianie społeczeństwa reklamami, więc żadna to misja. Za to państwowa telewzija zatrudnia kilka razy więcej pracowników niz przykładowy Polsat, ale za to produkuje mniej programów i filmów niz ta (co prawda głupia) ale prywatna stacja. I tak jest ze wszystkim.
Gospodarka państwowa to marnotrawstwo pieniędzy podatnika na bzdury.

oto Krzysztof M

I dlatego panstwo o przewadze

I dlatego panstwo o przewadze gospodarki "planowej" czyli państwowej, jakos zawsze przegrywaja konkurencje ekonomiczna

Tak przegrał Singapur, przegrał Hong-Kong, przegrał Tajwan, przegrała Korea Południowa... i jeszcze parę. Sami przegrani! :-)

oto Krzych Adam

No właśnie.

Jak to wszystkim jest doskonale wiadome, państwa te posiadały Państwowe Komitety Planowania Gospodarczego, każdy z odpowiednikiem Hilarego Minca na czele i stąd wynikały sukcesy gospodarek Singapuru, Hong-Kongu, Tajwanu i Korei Południowej.

oto Krzych Adam

Dziękuję za wsparcie mej ironicznie wyrażonej tezy.

W drugim z Pańskich linków, straszny potworze Godzillo, są słowa doskonale obrazujące to o co mi chodziło. Najpierw o socjalistycznym planowaniu dyrektywnym:

W ramach socjalistycznego centralnego planowania gospodarczego określano szczegółowo zarówno zadania ekonomiczne (np. ilość i wartość produkcji, wymiany i podziału w sferze własności państwowej, wielkość akumulacji, zakres rzeczowy inwestycji), jak i środki mające zapewnić ich urzeczywistnienie (np. przydziały surowców, fundusze płac, limity zatrudnienia, dotacje do produkcji i inwestycji itd.). Dominującą rolę w socjalistycznym centralnym planowaniu gospodarczym odgrywały plany średniookresowe (5-letnie) oraz — ustalające szczegółowe zadania — roczne; mniejsze znaczenie miały plany perspektywiczne. Procedura planowania gospodarczego w krajach socjalistycznych była na ogół ściśle sformalizowana: państwowy ośrodek planistyczny określał (z inspiracji naczelnych władz politycznych) wytyczne centralnego planu, precyzując zadania poszczególnych ministerstw i organów administracji terenowej; te z kolei uszczegółowiały je i dzieliły między jednostki niższego szczebla (np. zjednoczenia), skąd — po kolejnym uszczegółowieniu — trafiały do bezpośrednich wykonawców, tj. przedsiębiorstw. Na tej podstawie powstawały projekty planów poszczególnych przedsiębiorstw, przesyłane następnie z powrotem na kolejne szczeble wyższe, gdzie podlegały weryfikacji, sumowaniu, zestawianiu, porównywaniu i bilansowaniu. Efektem tych prac było sformułowanie przez państwową instytucję planistyczną projektu planu centralnego (najczęściej 5-letniego), zatwierdzenie go przez władze wykonawcze i uchwalenie przez parlament (mogły temu towarzyszyć dalsze modyfikacje w treści planu).

A potem:

Odmienny typ centralnego planowania gospodarczego, określany mianem planowania indykatywnego, ukształtował się po II wojnie światowej w krajach kapitalistycznych. Występował on w warunkach przewagi sektora prywatnego oraz rynkowych metod regulacji, nie przybierając — jak w państwach socjalistycznych i quasi socjalistycznych — charakteru zadaniowego i obligatoryjnego. Istotę indykatywnego planowania gospodarczego stanowiło wykorzystywanie przez centrum niemal wyłącznie pośrednich (informacyjno-orientacyjnych) metod oddziaływania na podmioty wykonawcze. W rezultacie centralne plany w gospodarce kapitalistycznej były w większym stopniu narzędziem dostosowania polityki gospodarczej rządu do antycypowanych tendencji rozwojowych gospodarki, niż źródłem nakazów w stosunku do przedsiębiorstw (dlatego indykatywne planowanie gospodarcze nazywano też prognozowaniem lub programowaniem). Plany indykatywne — podobnie jak dyrektywne — były sporządzane z reguły przez powołane do tego urzędy centralne, nie działające jednak wg zhierarchizowanych administracyjnych procedur decyzyjnych. Przeprowadzano głównie rachunki modelowe, na podstawie których określano cele i scenariusze działań gospodarczych; nie występowała natomiast konieczność agregowania projektów planów sporządzanych na niższych szczeblach i doprowadzania do ich wzajemnej zgodności (co było trzonem socjalistycznej procedury centralnego planowania gospodarczego).

Tak się składa, że specjalizowałem się (podczas studiów) w organizacji zarządzania - to mnie tak zniesmaczyło, że do pracy poszedłem w zupełnie innym charakterze, więc wiem takie rzeczy. Między innymi także to, że wszelkie narzędzia planowania (planning and scheduling) jakich mnie na uczelni uczono powstały w tych "krajach kapitalistycznych". Niczego mnie tam nie uczono co by wynalazła przodująca nauka Związku Sowieckiego i sprzymierzonych państw socjalistycznych w dziedzinie organizacji zarządzania i w kwestiach ekonomicznych.

O i ostatnia rzecz. Hilary Minc to był ten gość co próbował doprowadzić planowanie do każdego stanowiska pracy. Potem już tylko wystarczyłoby to wszystko zsumować i absolutnie pewny centralny plan gospodarczy dla całego państwa byłby gotowy. Takich debili i szkodników nie miały organy planowania gospodarczego ani Singapuru, ani Tajwanu, ani Hong-Kongu, ani Korei Południowej

oto Krzysztof M

Jak to wszystkim jest

Jak to wszystkim jest doskonale wiadome, państwa te posiadały Państwowe Komitety Planowania Gospodarczego, każdy z odpowiednikiem Hilarego Minca na czele i stąd wynikały sukcesy gospodarek Singapuru, Hong-Kongu, Tajwanu i Korei Południowej.

Otóż tam żadnego Minca nie było... I stąd takie sukcesy. :-)

oto Krzych Adam

No przecież o to mi zawsze chodzi.

Gdy krytykuję pańskie niewydarzone komentarze. Te zachwalające centralne planowanie. Że centralne planowanie u "małych tygrysów" to coś zupełnie innego od centralnego planowania u komunistów.

Gdy ktoś pisze w kraju który doświadczył jedynie sowieckiego modelu planowania dyrektywnego o zaletach planowania centralnego na dodatek jednym tchem gromiąc samą ideę stosowania w życiu gospodarczym kraju mechanizmów rynkowych wniosek może być tylko jeden. Że gość jest zwolennikiem socjalizmu realnego, jak za czasów Gnoma, zwanego też Ciemniakiem.

I nie ma najmniejszego nawet pojęcia o różnicach między planowaniem dyrektywnym i indykatywnym. Jeśli już przy tym jesteśmy to znając pana pismiennictwo już od dziesięciu lat nawet to:

Otóż tam żadnego Minca nie było...

nie oznacza jak sądzę wcale uznania, że nie było tam obrzydliwych komuchów niszczących gospodarkę, ale jedynie że nie było na czele tych komitetów w Singapurze, Hong-Kongu, Korei Południowej i na Tajwanie osób wywodzących się z pewnej nielubianej "in gremio" przez pana narodowości.

BTW, czy jest pan swymi własnymi słowami opowiedzieć co pan zrozumiał z tego fragmentu?

"Odmienny typ centralnego planowania gospodarczego, określany mianem planowania indykatywnego, ukształtował się po II wojnie światowej w krajach kapitalistycznych. Występował on w warunkach przewagi sektora prywatnego oraz rynkowych metod regulacji, nie przybierając — jak w państwach socjalistycznych i quasi socjalistycznych — charakteru zadaniowego i obligatoryjnego".

oto Mar.Jan

na ogół rozumiem.

Ale zazwyczaj się nie zgadzam z teza mi. Tu nijak nie mogę zgadnąć jaka jest teza i jakie wnioski... jedynie widać pochwałę przewagi państwowej ekonomii nad prywatną, ale to przecie bzdura łatwa do zweryfikowania, więc do głowy nie dopuszczam,ze o to chodzi.

oto Dubitacjusz

Po co Pan zgaduje tezę i wnioski, gdy Autor sam mówi,

że nie stawia tezy i nie wyciąga wniosków.

nie jest to ani opis sytuacji na PRECZ, ani na WIWAT. To po prostu obserwacja jak naprawdę wygląda świat i działa gospodarka

Skądinąd problem jest ciekawy. Czy zawsze muszą być wnioski? Czy mogą istnieć teksty "bez konkluzji";-)

oto Mar.Jan

Teksty które opisuja cos, ale fałszywie i bez wniosków autora

maja na celu zasugerowanie czytelnikom fałszywej tezy. Jest to manipulacja. Chyba, że chodzi o beletrystyke. Opowiadanie może nie miec wniosków. Opis źle działającej rzeczywistości takie wnioski powinien zawierać lub sugerować.
Pan redaktor Rekas sugeruje wyciągnięcie fałśzywych wniosków i stąd moja opozycja wobec tych tez suflowanych łopatologicznym przekazem "podprogowym" czytelnikowi: popatrz czytelniku jak źle funkcjonuje prywatny biznes (w domysle - kapitalizm): jedna pani buduje sobie dom i obniża pensje pracownikom. Za państywej gospodarki czegos takiego nie bylo...zdaje się sugerowac sym tekstem pan Redaktor.
A ja pamiętam, że za komuny było złodziejstwo powszechne. Robotnicy wynosili z fabryki państwowe materiały, na wartowni puszczając oko do zaprzyjaźnionych wartowników, a dyrekcje budowały sobie dacze z materiałów zamawianych dla fabryki. Teraz chociaż można wszystko kupic w sklepie, więc nie ma potrzeby "organizowania" sobie zaopatrzenia. Wtedy złodzieje uzasadniali swoje złodziejstwo brakami na rynku, bo faktycznie nie dało się kupić cementu czy śrubek w państwowych sklepach.
Przezyłem socjalizm, zyję w kompradoskim kapitalizmie pomieszanym z socjalizmem. Ten ustrój trzeba krytykować za odstepstwa od zasad wolnorynkowego kapitalizmu, a nie utożsamiać złodziejskiego ustroju zaprojektowanego przez byłych komuchów z ustrojem wolnorynkowym.

oto Godzilla

Inżynierze Święty Maryjanie o mózgu geniusza !

bo faktycznie nie dało się kupić cementu czy śrubek w państwowych sklepach.

Tylko , że cementownie w Polsce to są cementownie NIEMIECKIE.
Śrubki też nie są polskie lecz zachodnie.

Teraz chociaż można wszystko kupic w sklepie, więc nie ma potrzeby..

Dodajmy tylko , że praktycznie tylko w zachodnich sklepach i tylko zachodnie produkty.

Wniosek !

Po pozbyciu się polskich inżynierów , techników , handlowców , ekonomistów itd
półki sklepowe w Polsce wnet się zapełniły.

oto baba jag

Cementowni niemieckich jest trzy

Tylko , że cementownie w Polsce to są cementownie NIEMIECKIE

Górażdże,Warta i Odra.

Cementowni szwajcarsko-francuskich jest sztuk dwa

Kujawy, Małogoszcz

Cementowni włoskich "jest jeden" Nowiny,irlandzkich "sztuk dwa": Ożarów i Rejowiec

No i zostały dwie meksykańskie Chełm i Rudniki

Razem jest tych cementowni 10. Wychodzi , że niemieckich jest 30%

oto Krzysztof M

No i zostały dwie

No i zostały dwie meksykańskie Chełm i Rudniki

A właściciel z Meksyku, to jakie tetełe? :-)

oto Krzysztof M

Po pozbyciu się polskich

Po pozbyciu się polskich inżynierów , techników , handlowców , ekonomistów itd
półki sklepowe w Polsce wnet się zapełniły.

A wie pan, że to za pożyczone było? :-)

Pańska niechęć do polskich techników jest aby nie spowodowana tym, że pan też chciał kiedyś zostać technikiem, ale panu nie wyszło? :-)

oto Ireneusz

Miło mi się zgodzić z tym punktem widzenia

I dodać argument zapominany często, że gdy państwo zabierze się za jakikolwiek biznes, to wykosi zawsze konkurencję w tej dokładnie dziedzinie. A bo z państwem nie wygra nawet duża korporacja. Nie ma bowiem ona wojska, nie ma policji, no i nie ma władzy na prawodawstwem, szczególnie fiskalnym prawodawstwem.

oto Krzysztof M

gdy państwo zabierze się za

gdy państwo zabierze się za jakikolwiek biznes, to wykosi zawsze konkurencję w tej dokładnie dziedzinie. A bo z państwem nie wygra nawet duża korporacja.

I tak Renault wycięło Peugeota, Citroena... :-))

oto Skanderbeg

A budowa domu nie jest jakąś inwestycją?

Ktoś ten dom musiał postawić, ktoś materiały sprzedać. czyli szmalem obraca.
I p. Godzilla też ma sporo racji. Niechby spróbowała tak lekceważyć pracowników brytyjskich.
A na jednym przykładzie nie można budować prawidłowości. Ile powinno być zjawisk, aby można było ustalać jakieś prawidła?
Bo w znanej mi firmie (i to nie jest bajka, tylko prawda) w Polsce, kontrahenci wykołowałi jednego z moich dalszych znajomych na niemal 100 000. Facet popadł w długi, ścigać zaczęła go skarbówka i ZUS, ale zanim komornik zajął mu sprzęt, to zdążył on sprzedać niemal cały sprzęt a z uzyskanej kasy, pospłacał swoich pracowników. Sytuacja oczywiście inna, ale pokazuje różny stosunek do pracobiorcy.

oto Konrad Rękas

A budowa domu nie jest jakąś

A budowa domu nie jest jakąś inwestycją?

Ktoś ten dom musiał postawić, ktoś materiały sprzedać. czyli szmalem obraca.

I to też, co zabawne, złośliwie autor w tekście uwzględnił.

oto Konrad Rękas

autor wysnuł z tego inne

autor wysnuł z tego inne wnioski

Tak, a jakie, co ten podlec wymyślił bez pytania Pana o zgodę?

A autor prowadził kiedyś własną firmę? taką bez żadnych dotacji? Całkowicie niezależną

Owszem.

oto Mar.Jan

Budowa domu mieszkalnego dla właściciela nie jest inwestycją!

To koszt i jako taki da się ponieść z zysku. I ten zysk zamiast na rozój firmy przeznacza się na dom, który jest tylko i wyłacznie generatorem kosztów, jeśli się w nim mieszka.
Chyba, że buduje się na wynajem, to wtedy budowa domu jest inwestycją, czyli wydawaniem pieniędzy w celu osiągnięcia przychodów.

oto Krzysztof M

Panie Konradzie... Czy czytał

Panie Konradzie... Czy czytał pan "Dzieje Polski" Feliksa Konecznego? Tam jest taki wątek wprowadzania prawa rzymskiego przez Jagiellończyka. I Koneczny pisze, że wraz z tym wprowadzeniem zlikwidowane zostały średniowieczne bariery na drodze do nieograniczonego bogacenia się.

Nikt z historyków, czy innych humanistów nie jest skłonny do rozwijania tego wątku...

Może ten wątek czeka na PANA?

PS.

Feliks Koneczny „Dzieje Polski” t.II str. 51 i dalsze, wyd. „Wydawnictwo ANTYK Marcin Dybowski”, reprint 1902 r.

Kościół wychował narody europejskie i dał im kulturę. Od niego zaczynają się nauki i oświata. W XV w. doprowadził Kościół swym wpływem do tego, że już i świeccy poświęcali się naukom i uprawiali wówczas ulubioną naukę starożytności greckich i rzymskich, o wszystkim, co tylko tych „klasycznych” narodów się tyczyło. Taki zapał ogarnął całą Europę, do wszystkiego, co było starożytne, że powstało istne „odrodzenie” starożytności i tak się też ten prąd umysłowy nazywa (z francuska: renesans). Nowa ta nauka zajmowała się tylko wyłącznie ludzkimi sprawami, nie tykając teologicznych roztrząsań, a wszystkiemu, co ludzkie, starano się nadać wytworną szatę; stąd druga nazwa prądu, jako podniesienia człowieczeństwa: humanizm. Co w nim było dobrego, to przyjął Kościół za swoje i sami papieże opiekowali się humanizmem; ale ślepy zapał czerpał ze starożytnego pogańskiego świata także sporo złego. Taki np. biskup Zbigniew Oleśnicki lub jego sekretarz, kanonik krakowski Jan Długosz, umieli doskonale połączyć chrześcijańskiego ducha z humanizmem. Historia polska Długosza (po łacinie pisana) jest najlepszym historycznym dziełem średnich wieków. Król Kazimierz Jagiellończyk powierzył mu wychowanie swych synów. Byli jednak tacy duchowni, którzy nad pięknymi księgami Greków i Rzymian zapominali trochę o Krzyżu. Bardziej humanistą, niż biskupem, był np. Grzegorz z Sanoka, arcybiskup lwowski, który przygarnął na swym dworze Włocha, słynnego humanistę, Filipa Kalimacha, drugiego nauczyciela królewiczów.

Humanizm wywarł wpływ na wszystko, na zasady ludzkie i na obyczaje. Najważniejszym był wpływ na prawodawstwo. Dla humanistów było prawo rzymskie szczytem doskonałości i tak się do niego zaślepili, że zaczęli całkiem serio wprowadzać ja na nowo! Napoili też europejskie prawodawstwo duchem pogańskim, którego do dziś dnia nie możemy się pozbyć. Prawo rzymskie dawało zawsze pierwszeństwo silniejszemu przed słabszym. Obok tego zaś polegało prawo rzymskie, publiczne na uznawaniu nieograniczonej, absolutnej władzy cesarskiej, a humaniści-prawnicy (tzw. legiści) byli zwolennikami absolutyzmu, wbrew nauce i tradycji Kościoła. Podobało się to monarchom, dawali więc legistom urzędy i pomagali do wznowienia prawa rzymskiego.

W prawie rzymskim strzeżono troskliwie praw kapitalizmu. Handel przybierał właśnie w XV w. w nowe kształty, fatalne dla nieposiadających większych zapasów pieniężnych. Poczęto gromadzić wielkie, niebywałe przedtem, fortuny kupieckie w jednym ręku, kosztem ubożenia setek i tysięcy innych. Występowano przeciw średniowiecznym rozmaitym ograniczeniom handlowym, które miały na celu właśnie ochronę zarobków słabszego. Nastały o to gorące spory legistów z uczonymi „starej daty”, opierającymi się na prawie kościelnym. Z naszego uniwersytetu odezwały się też głosy przeciw „odrodzeniu” pogańskich pojęć w kupiectwie i rękodziełach. Legistyczne pojęcia o kapitale wyszły na dobre tylko żydom. Pełno ich było w starożytnym cesarskim Rzymie przy wszystkich interesach, a teraz poczęli zagarniać w swe ręce na nowo handel i przemysł. Kazimierz Jagiellończyk nadał im rozległe przywileje zaraz w pierwszym roku swego panowania, 1447, a już z końcem XV w. odezwały się szydercze głosy, że Polska otwarła im na oścież wrota. Były przeciw nim rozruchy, ale ich nie wypędzano. Wypędzani z krajów zachodnich, znajdowali w Polsce przytułek. Bardzo niechętny żydom był biskup Oleśnicki.

oto Jas i Malgosia

Swiat sredniowieczny oparty

Swiat sredniowieczny oparty gospodarczo na cechach i samorzadach byl sprawiedliwszy niz swiat, ktory byl wczesniej i ktory przyszedl pozniej, wie pan ze nawet Karol Marks o tym gdzies napisal, chyba w slynnym 'Kapitale' A przynajmniej cos w tym sensie

oto Jas i Malgosia

Nie to ze sie chwale panie

Nie to ze sie chwale panie Krzysztofie, ale powiem panu ze Konecznego czytalem, ale od jakiegos czasu juz nie czytuje. Popieram oczywiscie mnostwo jego postulatow, z dominujaca w panstwie etyka katolicka na czele. Popieram jego stosunek do unii europejskiej i do Rosji, a wiec obszary, ktore pana akurat z Konecznym zapewne antagonizuja.
Czytac przestalem odkad jak mi sie wydaje zacza,em uwaznie studiowac Pismo Swiete. Po amatorsku rzecz jasna, ale z pomoca polskich biblistow. Cywilizacja Zydowska, ktorej autorem jest Koneczny, mam wrazenie, ze uderza nie tylko w zydow, ale w Stary Testament w ogole. Obawiam sie ze krytyka ST moze byc najwieksza kleska intelektualna Konecznego, uprzedzenia kierowane w strone marszalka Pilsudskiego maja podloze dosc prymitywne, jakas zemsta czy cos takiego, ale krytyka Slowa Bozego, no no....
Moge oczywiscie sie mylic, moze Koneczny w swojej mysli az tak daleko nie zabrnal, nie mam az takiego warsztatu badawczego by to stiwerdzic jednoznacznie, ale z pozycji katolickich dobrze to nie wyglada panie Krzysztofie

oto Jas i Malgosia

Moge zapewnic w pelni

Moge zapewnic w pelni swiadomie, ze krytyka marszalka u Konecznego nie jest lagodna, dokladnie taka jaka pan zamiescil w tym jednym zdaniu, a nawet ostrzejsza. Nie ma potrzeby manipulacji, Koneczny wystarczajaco mieszal marszalka z blotem
O tym ze kierowal sie niskimi pobudkami swiadczy jego wlasna koncepcja cywilizacji, uwazal, ze takie abstrakty jak wolnosc czy patriotyzm sa przynalezne tylko cywilizacji lacinskiej, a watpie czy ukochal i jedno i drugie bardziej niz znienawidzony Ziuk, bardzo watpie czy i laskawy pan jest w tym wzgledzie wyzej i czy nie blizej mu do tzw turanca
Oczywiscie mozna znalezc slady turanszczyzny, ale to byly czasy straszne, czasy wojny, badz zagrozenia wojna, nie pokoju, ale jak juz ktos chce szukac turanskosci, znajdzie jej co nie miara bardziej na wschodzie

oto Krzysztof M

Cywilizacja Zydowska, ktorej

Cywilizacja Zydowska, ktorej autorem jest Koneczny, mam wrazenie, ze uderza nie tylko w zydow, ale w Stary Testament w ogole.

Wielki filozof polski prof. Krąpiec stwierdził kiedyś, że Stary Testament, to zbiór haggad i jedyne, co w nim zasługuje na uwagę, to zapowiedź przyjścia Mesjasza. :-)

uprzedzenia kierowane w strone marszalka Pilsudskiego maja podloze dosc prymitywne

Nie wiem, jak można się uprzedzić do samozwańczego "marszałka". :-) Np. powiedzieć o psycholu, że jest psycholem, to uprzedzenie? Powiedzieć o Józku, że to dyletant wojskowy był, to uprzedzenie? :-) To nie żadne uprzedzenie, ale prawda. Prawda nie jest uprzedzeniem.

oto indris

Gdzie i kiedy ?

Wielki filozof polski prof. Krąpiec stwierdził kiedyś, że Stary Testament, to zbiór haggad i jedyne, co w nim zasługuje na uwagę, to zapowiedź przyjścia Mesjasza. :-)

Gdzie i kiedy o. Krąpiec to powiedział ?

oto Krzysztof M

Jak panu tu nie podam

Jak panu tu nie podam odnośnika, to będzie znaczyło, że to zmyślone jest ... Prawda? :-))

Czy może mam panu podać źródła osobowe? Z tym, że niektóre z tych źródeł już nie żyją... No to się to nie liczy... Prawda? :-))

oto Krzych Adam

Aha!

Znaczy pan nie wie gdzie i kiedy? A nawet być może nie jest pewien, czy rzeczywiście to powiedział?

oto Ireneusz

Nie dość, że podejście kosmiczne

To jeszcze szukają au(ł)torytetów, które by te bzdury wsparły.
Całe podejście narodowców do chrześcijaństwa można streścić następująco:
1. Spalić Stary Testament
2. Spalić każdego, kto twierdzi, że Jezus był Żydem, a jego Matka była Żydówką.
Bo przecież każdy narodowiec wie, że Jezus był .............. (podstawić naród narodowca).

oto Krzych Adam

Myli pan się.

Nie każdy narodowiec jest Krzysztofem M. Nie powinno się generalizować jednego, przy tym bardzo unikalnego przypadku.

oto Tomasz Dalecki

Wydaje się, że mylicie się

Wydaje się, że mylicie się panowie obaj ;-)
A zarazem też obaj macie rację.

1. Znalazłoby się całkiem sporo narodowców z podejściem do chrześcijaństwa takim, jak opisał p.Ireneusz.
2. Jasne, że nie powinno się generalizować, sam znam całkiem sporo rozsądnych i myślących narodowców.

Ale błąd Panów wynika z niesłusznego utożsamienia Krzysztofa M z narodowcami. To intelektualne nadużycie. To mniej-więcej tak, jakby bawiących się w wojnę przedszkolaków utożsamiać z wojskiem.

oto Ireneusz

O!

To Bóg ma też narodowość u narodowców! To dużo tłumaczy...

oto Jas i Malgosia

A to ciekawe, ze Jezus

A to ciekawe, ze Jezus Chrystus nic takiego nie powiedzial, a ze byl religijnym Zydem jest napisane w Nowym Testamencie, nie Starym, wie pan ze troche czytywalem i o. Krapca, moge wiedziec gdzie to jest napisane, albo na jakich przeslankach stwierdzone?
W Biblii znajduje sie wiele form literackich, H.Gunkel cykl o Abrahamie nazywal zbiorem sag plemiennych i rodzinnych, sa teksty, ktore mozna nazwac ''tworzywem mitologicznym'', sa genealogie, etiologie, itineraria, nowele, raporty, formuly jest nawet bajka. Jest wszystko co bylo dostepne autorom biblijnym do wyrazania prawdy o swiecie, Bogu i czlowieku

Ze ktos jest psycholem mozna mowic, jak sie chce spiewac w jednym chorze z belzebubem, to prosze bardzo... A ze tak moze sie stac jestt to prawda, ktora znamy z Nowego i Starego Testamentu,
Czy prawda jest ze Koneczny nazywal Pilsudskiego dyletantem wojskowym to zawsze mozna sprobowac udowodnic, zreszta skad moglby to Koneczny wiedziec, wszak sam na wojskowosci sie nie znal

oto Dubitacjusz

P. JiM: " zolnierzem przez cale niemal zycie"

Przed IWS nie był żołnierzem, tylko hersztem bandy terrorystyczno-rabunkowej.
W Legionach dostał tytuł nieistniejący stopień "brygadiera", jako dowódca polityczny, nie wojskowy.
"Dzieciuchami" są propagandyści, powielający fałszywą legendę "marszałka".

oto Jas i Malgosia

Mozna oczyiwscie zaklamywac

Mozna oczyiwscie zaklamywac swiat do bolu, prosze bardzo, co mnie to obchodzi,
To jednak nie Koneczny zbudowal od podstaw POW, czy Pierwsza Kadrowa, to nie Koneczny byl Naczelnym Wodzem w wojnie z bolszewikami, mozna oczywiscie i to zaklamac, przypisujac nie wiadomo co Rozwadowskiemu czy Weigandowi, sukces ma wielu ojcow, ale faktu ze to Pilsudski jako wodz naczelny musial zmierzyc sie z wyzwaniem historii i zaakceptowac badz odrzucic plan bitwy juz zaklamac sie nie da, chociaz wielu nie daje za wygrana
Koneczny nie dowodzil nawet banda terrorystyczna, wiec na wojnie zna sie mniej wiecej tyle ile korwin mikke na teologii
Ot dwoch rozkapryszonych dzieciakow
Zwiazki strzeleckie, czyli tzw bandy terrorystyczne, bandami byc nie mogly, gdyz ich bunt byl wymierzony przeciw tyranii, nie przeciw niewinnym aniolkom
Dosyc dobrze ujal to sw Tomasz z Akwinu
''?.tyrania nie powinna rowniez liczyc na wiernosc poddanych. Nie z ajdzie sie bowiem tak wielkiej cnoty u wielu, aby wlasnie za sprawa cnoty wiernosci powstrzymywali sie od tego, by , jesli tylko moga, zrzucic jarzmo nienaleznego poddanstwa. I w opinii wielu nie jest byc moze przeciwne wiernosci jesli w jakis sposob ktos sprzeciwi sie niegodziwosci tyrana.Pozostalo tyranowi juz tylko to, by samym strachem podtrzymywac swoje rzady, a strach jest marna podstawa.. Ci bowiem, ktorzy podporzadkowuja sie ze strachu, jesli tylko nadarzy sie okazja, by mogli liczyc na bezkarnosc, powstaja przeciw stojacym na czele wspolnoty. A czynia to tym gorliwiej, im bardziej wbrew woli byli trzymani w samym strachu. Zupelnie jak woda, ktora uwieziona przemoca, gdy tylko znajdzie ujscie, z tym wieksza wyplywa sila''

Nie wiem czy da sie to pojac, wiem ze to nie ja, a swiety Tomasz, ktory sama tzw pomste dopuszczal w kilku przypadkach, np w celu powstrzymania jakiegos zla od dalszych wystepkow czy tez zapewnienia pokoju i sprawiedliwosci innym, oczywiscie cel nie moze uswiecac srodkow, ale Pilsudski nie byl aniolkiem to fakt
Pomsty moze dokonac ten, komu jest powierzona wladza wdanej wspolnocie, (Rz 13, 4), tylko wtedy jest to bezprawiem, jezeli samemu sobie przyzna sie takie prawo,
Ogolnie mozna dokonac jakiejkolwiek pomsty, o ile ukierunkowana jest ona na jakies dobro
''Pomsta o tyle jest dozwolona i cnotliwa o ile zmierza do powstrzymania zla''
Z,o wowczas mialo swoja konkretna siedzibe i przeciw temu zlu dzialania Pilsudskiegobyly skierowane, terroryzm jest tylko wtedy9, gdy chodzi nie o powstrzymanie zla, a wzbudzenie strachu, to jasne ze w swietle nauki Tomasza, Pilsudski terrorysta byc nie moze

oto Krzysztof M

To jednak nie Koneczny

To jednak nie Koneczny zbudowal od podstaw POW, czy Pierwsza Kadrowa

A nie konsultował pan tego z Grossem? To jego klimaty... :-)

oto Krzych Adam

O co panu chodzi, panie Krzysztofie M?

Wszak trafił swój na swego. Tylko podczas gdy pan zatoczył się aż do samego płotu po jednej stronie ze swym "antyjózkizmem", pański adwersarz twardo wsparł się o płot po przeciwnej stronie. Stąd jego narracja, z której np wynika, że Roman Dmowski dopuścił się zbrodni w Brodach (w których to Brodach zapewne nawet nigdy nie był) i wychwalanie Piłsudskiego za wszystko, nawet za bieganie z browningiem po ulicy - typowe zajęcie PPS-owców na początku XX wieku (zarówno przed rozłamem w 1906, jak i po nim), czy za zamach stanu i wprowadzenie dyktatury. Także złośliwe wspominanie przegranej przez Dmowskiego z Piłsudskim rywalizacji o rękę pięknej rozwódki wyznania luterańskiego. Ta rywalizacja miała miejsce w ostatnich latach XIX wieku.

oto Krzysztof M

Piłsudski naprawdę był

Piłsudski naprawdę był dyletantem wojskowym.

Także zmieniał kobiety i wiarę jak rękawiczki. W "Karierze Nikodema Dyzmy" wątek Wielkiego Trzynastego nie znalazł się przypadkowo... :-)

oto Jas i Malgosia

Tak z tymi kobietami mial

Tak z tymi kobietami mial problem, zwlaszcza z jedna do ktorej wzdychal rowniez jego polityczny rywal, i co nieco sie osmieszyl..Wrogosc czy tez nienawisc nawet w takich przypadkach maja swoja geneze

oto Krzysztof M

Tak z tymi kobietami mial

Tak z tymi kobietami mial problem, zwlaszcza z jedna do ktorej wzdychal rowniez jego polityczny rywal, i co nieco sie osmieszyl..

Zapomniał pan w ważniejszej postaci. Dr Lewińska, po śmierci której Józek powiedział coś na kształt "zabrali mi ją..."

Potem Józek już był grzeczny. :-)

oto Jas i Malgosia

Mowilem, ze Pilsudski nie

Mowilem, ze Pilsudski nie jest kandydatem na oltarze, ale jak wiemy z jednego dzienniczka w piekle sie tez nie smazy, czy jest tam jego endecki konkurent, nie wiemy, ciekawe tez co z takim chocby ksieciem Czartoryskim, ministrem spraw zagranicznych Impedium Rosyjskiego, ktory uwiodl zone samego carewicza Aleksandra, i co z samym carewiczem, ktory za bardzo sie temu nie przeciwxtawial, tak ma pan racje, grzech miazdzy wszystkich ludzi, coz zrobic, Jezus powiedzial ze nikt sam zbawic sie nie moze

oto Jas i Malgosia

A mozna wiedziec kogo

A mozna wiedziec kogo Pilsudski zamordowal..Bombardiera warszawskiego cwaniaczka Zagorskiego? Prosze albo nie zartowac albo wrzucic jakies dowody, slad dowodu, cien sladu, chociaz cieniow cienie, jakos tak to sformulowal inny komunista Mickiewicz
Jezus byl bardzo religijny, wychowal sie w tamiej rodzinie, nawet nasz swiety Jan Pawel 2 powiedzial, ze ''Kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm''
W czasie gdy spotykal sie z nierzadnicami, celnikami i innymi grzesznikami zaczal juz dzialalnosc publiczna, zaczal budowac Swoj Kosciol, Nowy Zakon, ale w pewnym sensie pozostaje caly czas czlowiekiem Izraela

oto Dubitacjusz

Racjonalność (jednostkowa) jest przereklamowana

Oczywiście zwolennicy przywołanej na wstępie tezy o z natury wyższej racjonalności pracodawcy prywatnego dodadzą też, że takie przykłady w makroskali nie mają znaczenia, bo przecież podejmujący błędne decyzje ekonomiczne przedsiębiorca zbankrutuje, jego zadania i na pewno pracowników przejmie ktoś inny, mądrzejszy itd. - co jednak wydaje się błędem percepcji, niedostrzeganiem co jest regułą, a co bywa wyjątkiem.

Jednostkowy przedsiębiorca nie musi być racjonalny. "Racjonalna" (w cudzysłowie!) jest niewidzialna ręka rynku.

Wreszcie prawdziwy dogmatyk w ogóle zaprzeczy, jakobyśmy mieli do czynienia ze zjawiskiem negatywnym – bo przecież dzięki decyzjom wykańczającej dom pracodawczyni wprawdzie jej własna firma się nie rozwija, efektywność realizacji jej zadań spada, a zatrudnionym nie wzrasta siła nabywcza – no ale przecież przybędzie choćby dostawcy zasłon (oczywiście kiedy już w końcu uda się je wybrać). Tyle tylko, że nie ma gwarancji, czy on z kolei nie oszczędza na nowy samochód...

Nie rozumiem sensu wywodu.

  • Pracodawczyni "nie rozwija" firmy, bo wydaje wartość dodaną na zasłony.
  • Dostawca zasłon "nie rozwija" firmy, bo wydaje wartość dodaną na samochód.
  • Dostawca samochodu "nie rozwija" firmy, bo wydaje wartość dodaną na ...
  • Itd.

Kogo to obchodzi, czy jednostkowa firma się "rozwinie", czy nie? Liczy się skala makro, czyli dokładnie to, co Autor napisał w zdaniu.

Faktycznie bowiem, tak skonstruowana gospodarka nadal się jakoś kręci

Jeżeli przyrasta PKB, to nie ma znaczenia, co robią jednostkowo pracodawcy.

oto Krzysztof M

"Racjonalna" (w cudzysłowie!)

"Racjonalna" (w cudzysłowie!) jest niewidzialna ręka rynku.

Niewidzialna ręka rynku, to po prostu ręce beneficjentów podziału tortu! :-) Z ochroniarzami, adwokatami, itp... :-)

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.