Donald Trump, coraz bliżej prezydentury...

Na placu boju, w republikańskim wyścigu do prezydenckiej nominacji z 17 kandydatów został już tylko Donald Trump. Zapowiadany przez fachowców, szklany sufit możliwości i sympatii wyborców (30-45%), mający zatrzymać Trumpa na drodze do nominacji dramatycznie pękł, bądź poszybował w górę. Wyborcy zdradzeni kolejny raz przez republikański establishment tym razem postawili na mówiącego ich językiem, charyzmatycznego, niezależnego od partyjnego aparatu miliardera znanego z lekceważącego stosunku do niemiłościwie nam panującej politycznej poprawności.

trump_0.jpg

Ci, którzy jeszcze kilka dni temu przed prawyborami w stanie Indiana wierzyli w “sporną konwencję” Partii Republikańskiej mogą nieszczęśliwie obudzić się na koronacji kandydata Donalda Trumpa. Spośród licznej grupy sprawdzonych w politycznych bojach gubernatorów, senatorów zwycięzcą wyborów w partii politycznej został facet, który potępiając partyjny establishment, nigdy przedtem nie był wybrany na polityczne stanowisko. Teraz ma zmierzyć się z przeciwnikiem z Partii Demokratycznej (Hillary Clinton) całe swoje życie tkwiącym w polityce. Facet, który w dobie kwitnącej globalizacji i wolnego handlu staje na czele Partii popierającej globalizację, zawracając jej bieg programem zbliżonym do izolacjonizmu. Co więcej, jest kandydatem na prezydenta prezentującym nacjonalistyczny populizm, odrzucający królującą dotąd polityczną poprawność i sprzeciwiający się globalistycznym międzynarodowym trendom.

W każdym innym roku wyborczym konserwatywny kandydat sen. Ted Cruz wyrosły ze zbuntowanych struktur poziomych Tea Party, byłby idealnym kandydatem ze swoim hasłem zwalczania waszyngtońskiego kartelu władzy, ale nie w tym wyjątkowym 2016 roku. Próżno demonstrował przywiązanie do przestrzegania konstytucji, wiary, rodziny i tradycyjnych wartości. Próżno dbał o kulturę słowa, wyborcy wybrali bojownika o brutalniejszych manierach, taki mamy klimat. Czy konserwatyzm poległ pod ciosami populizmu i nacjonalizmu? Siłą Cruza była ideologia, kiedy jednak na scenie pojawił się Trump, cały misterny plan wziął w łeb, w Indianie Cruz doznał swojego Waterloo.

Nagle pojawił się miliarder, telewizyjna gwiazda o niewątpliwym talencie, grający na ludzkich emocjach, ogniskujący siły natury, o wizerunku skutecznego człowieka bezwzględnie i czasem brutalnie dążącego do wyznaczonego celu. Postać przy tym charyzmatyczna, otaczająca się pięknymi kobietami i na swój sposób czarująca, co zmieniło dotychczasowe sposoby mierzenia atrakcyjności w amerykańskiej polityce. Zastanawia, czy zaistnienie Trumpa w wielkiej polityce to kwestia przypadku, nagłego impulsu, czy też dobrze przemyślana gra? Za drugą opcją przemawia fakt zarejestrowania przez Trumpa praw do hasła: “Uczyńmy ponownie Amerykę wielką!” już 6 dni po przegranych wyborach prezydenckich Mitta Romneya w 2012 r(!).

Jak wcześniej pisałem Trump nie ma wielkiego sztabu fachowców, doradców, konsultantów, jego siłą jest jego osobowość, nie ideologia jak w przypadku Cruza. Jedenaście miesięcy temu komentatorzy z politowaniem odnosili się do szans Trumpa oczekując, że popełniając kolejne gafy on sam się wyeliminuje. Jednak Trump jak walec napędzany gniewem i buntem Amerykanów wyeliminował wszystkich konkurentów, a nic przecież tak nie generuje życzliwości i poklasku jak kolejne zwycięstwa...

Siłą i głównym atrybutem Trumpa jest jego improwizacja, autentyczna nieprzewidywalność i jego populistycznie prezentowana brutalna przebojowość. Z takim przeciwnikiem jest trudno walczyć, ponieważ praktycznie jest on nieobliczalny.

Trump bez wątpienia ożywił w tych prawyborach zniechęcony republikański elektorat, aż o 65% wzrosła liczba głosujących na rzecz Partii Republikańskiej, zaś u demokratów wskaźnik ten spadł o 20-30%. Ogólnie w prawyborach obydwu partii wzięło udział ok. 20% uprawnionych wyborców.

Trump nie tylko potrafi zagospodarować narastający bunt wyborców, ale jeszcze niesie nadzieję wyjścia z kryzysu. Można też powiedzieć, że pojawił się na scenie w najbardziej odpowiednim czasie. Wszystkiemu winien jest waszyngtoński establishment, który przed ostatnimi wyborami przysięgał zablokować ObamaCare i inne inicjatywy Obamy, a dostawszy się do żłobu głosami republikańskich wyborców, praktycznie realizuje program popierania reform Obamy. Dlatego 60% republikańskich wyborców czuje się zdradzonych przez biurokratów ze swojej partii, a aż 83% uważa, że ster kraju trzeba oddać komuś z poza dotychczasowych elit.

Więc jakich problemów może oczekiwać Trump na swojej drodze do prezydentury? Oczywiście wszystko jeszcze będzie się zmieniać, ale na dzień dzisiejszy groźnie prężą się jego negatywne notowania wśród czarnych Amerykanów (ok. 13% populacji), Meksykanów i innych Latynosów (ok. 10% wyborców), oraz kobiet. W ubiegłych prezydenckich wyborach w 2012 r, głosowało ok. 28% “nie-białych” wyborców, w tegorocznych oczekuje się, że będzie to ok. 30%, co daje całkiem duży blok wyborczy. Według National Association for Latino Elected and Appointed Officials w tegorocznych wyborach odda swoje głosy aż 13,1 miliona Latynosów, co oznaczało by wzrost ich udziału od ostatnich prezydenckich wyborów o 17%, w 2012 r. Latynosi stanowili 8,7% głosujących w wyborach prezydenckich. Na dzisiaj 77% Latynosów w USA nie popiera Trumpa, a jedynie 12% ma o nim pozytywne zdanie. Tydzień temu przybywającego do Kalifornii (Costa Mesa, k/ Los Angeles) swoim samolotem Trumpa wrogo powitali protestujący Latynosi z meksykańskimi flagami kierowani przez organizację La Rasa, domagającą się powrotu Kalifornii i innych południowych stanów do Meksyku.

Niechęć tych grup (licząc kobiety, grupy te to mocno ponad połowa populacji) do Trumpa wynika z jego wcześniejszych negatywnych wypowiedzi i ataków, poczynionych na zamówienie chwili (np. trzeba zbudować mur, napływający Meksykanie to mordercy i gwałciciele), przynosząc mu poparcie i aplauz, szczególnie wśród białych robotników (stanowiących ok. 40% wyborców) i zwycięstwa w prawyborach.

Jednak jak sądzą obserwatorzy w tym roku żadne sprawdzone zasady nie pracują. Tylko w ten sposób można zrozumieć zwycięstwo Trumpa atakującego establishment własnej partii, nie posiadającego rozbudowanej siatki woluntariuszy w terenie (Cruz miał ponad 200 tys. woluntariuszy!), nie przyjmującego finansowego wsparcia (znikome datki), nie polegającego na licznych politycznych konsultantach. Faceta, którego najbardziej wpływowym doradcą jest jego córka Iwanka (ostatnio szczęśliwa matka i żona ortodoksyjnego Żyda)...

Wydaje się, że ruch populistyczno-nacjonalistyczny w USA uosabiany przez Trumpa jest odpowiedzią na polityczną korupcję partyjnych elit kupionych przez lobbystów wielkich korporacji i globalistów. Podobne ruchy obronne “tubylców” mają miejsce w Europie (Polska, Węgry, itp.), a nawet na Filipinach. Oczywiście należy spodziewać się, że globaliści rozpoznając nadchodzące zagrożenie mogą sami (model carskiej Ochrany) zagospodarować, wygenerować (podobnie jak SB i agent “Bolek”) liderów ruchów populistycznych, tak aby skanalizować, wpływać, przejąć, następnie zniszczyć i skompromitować kierunek wykluwającego się ruchu oporu.

Z obecnych trendów wiemy, że im głębsza globalizacja, tym większe dążenie (ustawy, zarządzenia, regulacje rządowe) do rozdrobnienia, zróżnicowania i rozbicia historycznie ustanowionych atrybutów suwerennych państw i narodów. Zwykle dokonuje się tego przez premiowanie i forsowaniu specjalnego statusu i praw jakiejkolwiek mniejszości (seksualnej, etnicznej, religijnej) kosztem ograniczenia praw większości, co nie idzie w parze z demokracją. W rozwinięciu chodzi o wytworzenie chaosu i poczucia zagrożenia do tego stopnia, żeby obywatele rezygnując z części należnych im praw, sami domagali się “silnego państwa”...

Po pozbyciu się Cruza, co prawda grając bardzo nisko (wyzywając Cruza od największych kłamców), nieczysto i brutalnie, np. w dniu krytycznych wyborów w Indianie publicznie propagując plotkę, pomówienie z zaprzyjaźnionego tabloida “National Enquirer” o rzekomym powiązaniu (zdjęcie z 1963 r.) ojca Cruza z zabójcą J.F. Kennedy, Lee Harvey Oswaldem, Trump nakreślił nowe cele:


“Zwyciężymy w listopadzie. Chcemy zjednoczyć Partię Republikańską. Musimy się zjednoczyć”

U Republikanów do wygrania pozostało już tylko 520 delegatów, Trump zebrał już 1,047 delegatów, pozostali (już wypadli z gry): Cruz 565, Rubio 171, Kasich 153.

Przed Trumpem droga do nominacji stoi otworem, ale musi on jeszcze pokonać wiele dodatkowych przeszkód. Jest oczywistym, że część partyjnego establishmentu publicznie go się wypiera. Obydwaj byli prezydenci Bush 41 i Bush 43 oświadczyli, że nie popierają Trumpa, podobnie nominowani w poprzednich wyborach prezydenckich John McCain, Mitt Romney, jak i do niedawna kandydat Jeb Bush. Podobne stanowisko zajął (przynajmniej na dzisiaj, w czwartek spotka się z Trumpem) Paul Ryan, speaker Kongresu (praktycznie 3-cia osoba w państwie). W ich ślady poszła część republikańskich tuzów, wśród nich słynny felietonista z Washington Post, George Will i głośni neocones (np. Bill Kristol, “Weekly Standard”), którzy mieli wielki wpływ na wojenne poczynania prezydenta Busha Jr. destabilizujące sąsiadów Izraela i którym ewentualny izolacjonizm jest nie w smak.

Niedawny CNN/ORC sondaż pokazuje, że 84% republikanów głosowało by na Trumpa, w starciu z Clinton. W podobnym ustawieniu, aż 94% demokratów głosowało by na Clinton przeciwko Trumpowi, co na dzień dzisiejszy daje przewagę Clinton. Demokraci szykują już Trampowi niespodziankę, do partyjnej konwencji planują zaatakować go negatywnymi spotami wartymi $90 milionów!

Swoje problemy ma też Partia Demokratyczna gdzie wojowniczy młody elektorat Bernie Sandersa (wnuczek ziemi bieszczadzkiej) zaostrza konflikt i negatywne stanowisko wobec prowadzącej, dzięki sztuczkom z super delegatami, Hillary Clinton. Wewnątrz partii rysuje się konflikt między szeroko korzystającymi z dotacji banksterów z Wall Street (Hillary), a rewolucyjnymi zwolennikami Sandersa.

U demokratów Bernie Sanders zwyciężył w Indianie: 52,5% przy Clinton 47,5%. Jednak nie będzie to miało znaczenia (chyba, że FBI ją oskarży o zaniedbania państwowych tajemnic), Hillary dzięki dodatkowym super delegatom, zgromadziła już 92% potrzebnych jej do nominacji delegatów. Sanders:


“Wiem, że kampania Clinton myśli, że już wygrała. Oni się mylą”

W większości sondaży na dzień dzisiejszy w starciu prezydenckim zdecydowanie wygrywa Clinton, znacznie wyprzedzając Trumpa. Według HuffPost Pollster Clinton prowadzi 47% do 40% Trumpa. A według CNN/ORC International poll Clinton wyprzedza Trumpa o 13 punktów 54-41%.

trump clinton

Z drugiej strony batalia między Trumpem i Clinton dopiero się rozpoczyna i co trzeba zauważyć Trump poprawia swoje wyniki wśród wyborców. W ciągu miesiąca jego poparcie wśród republikanów wzrosło z 63% do 74%, zaś wśród wyborców niezależnych wzrosło z 31% do 39%. Wiele pracy czeka Trumpa, aby ocieplić swój wizerunek wśród niezależnych, negatywnie widzi go tu aż 57%, negatywnie widzi go też 64% kobiet i aż 74% nie białych wyborców. Trump liczy jednak na sympatie związków zawodowych (zwykle popierających Partię Demokratyczną), których członkowie tracą na umowach o wolnym handlu, wywozie kapitału i miejsc pracy do innych krajów.

Clinton jako kandydat związany z administracją Obamy zapewne skorzysta, bądź straci w zależności od oceny działań Obamy. Na dzisiaj tylko 28% badanych uważa, że kraj jest na dobrej drodze, zaś 66% , że na złej. Sama Clinton ma niskie notowania pozytywne: 42% w porównaniu do negatywnych, aż 54%. Na korzyść Clinton jednak przemawiają zmiany demograficzne i wzrastający procent etnicznych mniejszości tradycyjnie będących klientami Partii Demokratycznej.

Wydający własne pieniądze na dotychczasową kampanię Trump, jawił się czysty jak łza rozczarowania jego pobitych konkurentów. Jednak im bliżej do mety tym sprawy wyglądają paskudniej. Niedawno drwiący Donald wytykał sen. Cruzowi, że jego żona pracuje dla Goldman Sachs, dzisiaj śpiewa już inaczej. Właśnie wyszło na jaw, że Trump powierzył prowadzenie finansów swojej kampanii prezydenckiej Stevenowi Mnuchinowi, wybitnej hienie z Wall Street, który przez 17 lat pracował właśnie dla Goldman Sachs. Żeby było lepiej Mnuchin pracował również dla ultra lewackiego finansowego spekulanta i globalisty Georgea Sorosa, który w ustach wyborców republikańskich jest diabłem wcielonym i jak tu to wszystko pogodzić…

Na jesienną prezydencką kampanię potrzeba naprawdę wiele pieniędzy, zapowiada się ona na brudną i bardzo kosztowną. Dlatego Trump zaczyna mówić o zbieraniu pieniędzy, a z tym może być różnie. Dotąd Trump wydał na kampanię ok. $40 mln własnych pieniędzy, żeby go powstrzymać konkurenci wydali $75 mln (!).

Tradycyjni mega donatorzy nic nie mówią o wsparciu Trumpa podkreślając, że w tej kampanii skupią się na wspieraniu republikańskich kandydatów do Kongresu i Senatu. Zastanawiające stanowisko zajmują miliarderzy bracia Charles and David Koch, którzy hojnie pomagali przedtem finansować bunt Tea Party. Niedawno Charles Koch powiedział ABC News, że prawdopodobnie Clinton mogłaby być lepszym prezydentem niż Trump…

Partyjny establishment znalazł się naprawdę w kłopotach, czując na plecach oddech idącego jak burza Trumpa. Sen. Lindsey Graham z Karoliny Południowej:

“Jeżeli nominujemy Trumpa, przegramy i zasłużymy na tę porażkę”

Sen. Erick Erickson, wpływowy republikański aktywista zaangażowany w ruch przeciwko Trumpowi, po zwycięstwie Trumpa w Indianie i rezygnacji Cruza:

“Nie chcę gratulować Hillary Clinton dzisiejszego zwycięstwa w prezydenckich wyborach, ale ona właśnie wygrała”

Z niektórych kręgów establishmentu słychać głosy o zablokowaniu Trumpa przez wystawienie “niezależnego” kandydata. W ten sposób republikańscy przeciwnicy Trumpa nie musieliby bezpośrednio głosować na Clinton. Pada tu nazwisko senatora Toomeya ze stanu Pennsylvania. Innym kandydatem mógłby być emerytowany generał James “Monster” Mattis. W takim rozdaniu wygrałaby Hillary Clinton, czyli dla republikańskiego establishmentu lepszy byłby diabeł już znany, od nieznanego…

Czy Trump wytrzyma zbliżające się brutalne uderzenia słynnej maszyny wyborczej Demokratów? O tym, następnym razem…

- - -
Kalifornia, 2016/05/10

Jacek Matysiak

absolwent historii Uniwersytetu Łódzkiego, redaktor studenckiego pisma "Nowsze Drogi", internowany w Łowiczu i Kwidzynie. Od 1984 w płn. Kalifornii, rejon San Francisco (min. redaktor "Wiadomości", 1986-89).

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.5
Ogólna ocena: 4.5 (głosów: 2)

Tematy: 

Dyskusja

oto Eowina

Od kilku dziesiątków lat, politycy uskuteczniali wielkość

Ameryki poprzez globalizację finansową i poprzez eliminację konkurencji ekonomicznej w świecie. Tym samym USA wchodziły w konflikty polityczno-gospodarcze z Rosją, Chinami, Iranem, a nawet z UE. Przeciętny Amerykanin nie jest zbyt dobrze poinformowany o światowej geopolityce i nie rozumie jak wielkość Ameryki ma się do tego, że amerykańscy chłopcy giną a amerykański podatnik do tego dopłaca.

Stąd pojawienie się Trumpa i nawet Sandersa jest swojskim powrotem do " american dream". Różnica między Trumpem a Sandersem jest taka, że jeden jest nadzieją na "american dream " dla białego przeciętnego Amerykaniana, a Sanders jest "american dream " dla wszystkich pozostałych.
Wielki kapitał, Wall Street i neoconi jak Wolfowitz mają jakąś namiastkę w H. Clinton, ale i ona, aby wygrać wybory, musi zmienić nieco swoje nastawienie. Jej znajomość "polityki zagranicznej" ma niewielki odbór u Amerykanów, którzy nie tylko niewiele o świecie wiedza, ale też wiedzieć nie chcą, bo świat jest pełen terroryzmu i innych zagrożeń.

oto Marek Bekier

Muszę stwierdzić, że po

Muszę stwierdzić, że po przeczytaniu jestem nieco rozczarowany. Skupił się Pan na sposobie walki o prezydenturę i wykazał, że sposób Trampa, odmienny nie tylko od sposobu pozostałych kandydatów ale również od tego co miało miejsce dawniej ma duże szanse na powodzenie. To oczywiście cenne i ciekawe ale ja liczyłem na przewidywanie skutków ewentualnej prezydentury Trampa dla USA i reszty świata. Tego nie znalazłem w pańskim tekście. Czy jest szansa na ciąg dalszy zawierający to co mnie interesuje?

oto Godzilla

Po co dalszy ciąg inżynierze Bekier

To oczywiście cenne i ciekawe ale ja liczyłem na przewidywanie skutków ewentualnej prezydentury Trampa dla USA i reszty świata.

Nie ma sensu . W USA jak i we wszystkich państwach kapitalistycznych rządzi burżuazja.
W każdym kraju rządzi jakaś klasa społeczna. Gadanie o tym co się zmieni i jak
gdy "władzę" obejmie nowy prezio USA jest INFANTYLNE.

oto Marek Bekier

Straszny potworze japoński

Straszny potworze japoński Godzillo!
W krajach komunistycznych rządziła klasa robotnicza a przynajmniej tak pouczali wszyscy klasycy. Jednak ta klasa była w swojej masie ciemna więc musiała mieć elitę w postaci partii, partia swoją elitę w postaci komitetu centralnego a komitet centralny w postaci genseka. Nowi gensekowie obejmowali władzę po poprzednikach i zwykle to i owo się zmieniało. Choćby personel zakładów resocjalizacyjnych na Syberii. Radzę pozostać w tym kręgu zainteresowań bo ja nie oczekuję żadnych wyjaśnień od japońskich potworów tylko od Autora głównego artykułu.

oto Godzilla

Nie kumam

Co treść pańskiej wypowiedzi ma wspólnego z tym co napisałem ?

oto Dubitacjusz

Ciekawe, że establishment republikański (Bushe)

nie chce poprzeć kandydata wskazanego w prawyborach przez wyborców własnej partii.

Co do klęski Cruza (czyli opcji ultraprawicowej) można wymyślić teorię spiskową, że Trump posłużył specjalnie do tego, aby odebrać mu głosy niezadowolonych z centroprawicowego i neokońskiego establishmentu.

Na razie Trump jest wielką niewiadomą, bo nie był sprawdzony w realnej polityce. Nie wiadomo nawet, na ile jego show jest szczery.

oto Eowina

Z Bushami Trump rozprawił się na samym początku.

Powiedział, że G.W.Bush świadomie doprowadził do wojny na Bliskim Wschodzie wiedząc, że tam nie ma BMR i to Trump powtarzał kilkakrotnie.

oto chłop jag

No cóż - Trump niemiłosiernie boksuje

na każdym kroku tzw. poprawność polityczną ( widocznie dostał na to przyzwolenie) - co Amerykanom daje nadzieje na odzyskanie dla siebie USA - tołażysze.
Wniosek?
Kartką wyborczą nie odzyska się państwa - tołażysze - ani nie zawróci się owego państwa z drogi - co to prościutko wiedzie do Edenu odkrytego kiedyś do ludzkości przez tołażysza Lenina - tołażysze.
Słowem - włączmy na luz.

oto Maja

Trump chyba ma prezydenture w kieszeni

Sheldon Adelsoin juz poparl Trumpa to wiadomo, a wiadomo, ze to najbardziej hojny donator w republikanskiej kampanii.

Hillary nie wygra, wlasnie na festiwalu w Cannes odbedzie sie premiera filmu nakrecanego wg scenariusza Petera Scheizera "Clinton cash." Zarzuca im sie zdrade interesow narodowych, za pieniadze, wszystko mieli na sprzedaz. Przed premiera juz jest oddzew. Wydaje sie, ze tych oskarzen nie przezyje. W Stanach premiera ma sie odbyc przed konwencja demokratow. Dostala noz w plecy.

May 12, 2016, 01:23 pm
Boehner wouldn't be surprised if Clinton 'has to withdraw'

oto Dubitacjusz

Wieści z lewicowego strajk.eu

Trump łasi się do wyborców Sandersa. I goni Clinton

Jeszcze nieco ponad tydzień temu Hillary Clintom prowadziła w sondażach z przewagą 13 pkt proc. (...)
Teraz jednak nowojorski biznesmen w imponującym tempie odrabia straty. Ostatni sondaż, przeprowadzony przez Reuters/Ipsos pokazuje, że gdyby wybory odbyły się w maju, Clinton mogłaby liczyć na poparcie 41 proc. wyborców, ale jej przewaga nad Trumpem mieści się w granicy błędu statystycznego, wynosi bowiem zaledwie 1 pkt proc.

Jednym z czynników, który wpłynął na wzrost notowań Trumpa są jego ostatnie deklaracje, równie zaskakujące, co szokujące z pewnością dla części “twardego” elektoratu Republikanów. Polityk, który podczas kampanii prawyborczej zdecydowanie opowiadał się za obniżeniem stawek podatkowych dla najlepiej zarabiających, w ostatnich dniach zaprezentował się jako zwolennik wyższych obciążeń dla krezusów. „Bogatsi zapewne zapłacą więcej. Ja chcę płacić więcej” – zadeklarował w niedzielnym programie ABC „This Week”. W dalszej części występu Trump oświadczył również, że jego zdaniem należy poważnie rozważyć podniesienie płacy minimalnej. „Jestem otwarty na rozmowy w tej sprawie. Ludzie pewnie muszą dostać więcej” – powiedział biznesmen, a kiedy zdziwiony prowadzący George Stephanopoulous zapytał o przyczynę takiej zmiany, Trump wypalił: „Mam prawo zmieniać poglądy. Trzeba elastyczności w negocjacjach”.

Tyle jeśli chodzi o wiarygodność Trumpa...
Dedykowane tym komentatorom (nie Autorowi tego artykułu, p. Matysiakowi, piszącym z należytym dystansem o amerykańskiej polityce), którzy już czynili z niego katechona.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.