Przyszłość Chrześcijaństwa

W niedawno opublikowanym na łamach prawicy.net artykule o upadku znaczenia Kościoła Anglikańskiego, Marcin Malik w mocnych słowach stwierdził:

"Zanim przejdę do danych statycznych chciałbym powiedzieć, że upadek kościoła anglikańskiego nie jest przypadkiem ale zaplanowaną przez elity złowieszczą konspiracją opartą na ukrytej walce z chrześcijaństwem. Podstawą ideologiczną każdego z kolei anty-brytyjskiego rządu i to bez znaczenia jakiej partii politycznej jest kulturowy Marksizm polegający na niszczeniu podstaw etniczno - kulturowych narodu brytyskiego oraz na promocji destruktywnych ideologii takich jak gloryfikacja sodomii, feminizmu i liberalizmu. Oficjalna wersja wrogów kultury europejskiej brzmi, że „ludzie odchodzą od kościoła dlatego, że postęp naukowo technologiczny zaprzecza istnieniu Boga a religijne są tylko środowiska mało wykształcone (czytaj: katolickie)”. Z drugiej strony promocja islamu oraz judaizmu idzie pełną parą i ich kultury są promowane dla celów politycznych zdrajców Afro – Brytanistanu, który sami stworzyli."

Pan Malik upatruje więc przyczyn przemian religijno-społeczenych w drugiej połowie XX wieku, które nota bene nie objęły tylko Wielkiej Brytanii, ale i inne kraje Europy Zachodniej oraz szeroko pojętego świata zachodniego - w jakimś złowrogim spisku antychrześcijańskich sił. Padają wręcz konkretne zarzuty wobec "syjonistów". Cóż, sądzę że tak ostre stawianie sprawy, rozpowszechnione niestety w kręgach różnych nurtów prawicy, któremu dodatkowo często towarzyszą mu zresztą histeryczne. by nie rzec - apokaliptyczne, przepowiednie o końcu Chrześcijaństwa w ogóle - jest wielkim uproszczeniem, czy wręcz: zafałszowaniem całej tej zawiłej kwestii.

Pora więc aby wyjaśnić parę spraw i rozwiać - zbędne moim zdaniem obawy chrześcijan. Faktem jest więc drastyczny nieraz spadek religijności społeczeństw większej części Zachodu: Europy, zwłaszcza zachodniej, Kanady, Australii i Nowej Zelandii. Stosunkowo najmniejsze postępy laicyzacja zrobiła w Stanach Zjednoczonych i niektórych krajach Europy Wschodniej, zwłaszcza Polsce, oraz - jeśli wbrew Huntingtonowi zaliczymy je do Zachodu - w krajach Ameryki Łacińskiej. Rozpatrując sprawę globalnie, warto też odnotować spadek religijności w niektórych społeczeństwach Dalekiego Wschodu, zwłaszcza w Japonii, Chinach, Wietnamie i obu Koreach.

Kolejnym faktem jest niewątpliwie krecia robota szeroko pojętej lewicy w tym procesie: marksistów kulturowych spod znaku Szkoły Frankfurckiej i roku '68 na Zachodzie, oraz klasycznych komunistów na Wschodzie. Ci pierwsi wybrali drogę "Marszu przez instytucje" i stopniowo, drogą infiltracji środowisk swoich przeciwników oraz demokratycznych wyborów zdominowali sferę ideową życia publicznego, przykrawając do swojej narracji państwo i narzucając je masom. Ci drudzy działali bardziej otwarcie i bezwzglednie, po prostu siłą przejmując władze i eliminując swoich realnych i urojonych adwersarzy.

Obie te ideologie: komunizm i marksizm kulturowy, były co do zasady wrogie religii, jako podporze ustalonego porządku społecznego, starały się więc na różne sposoby ograniczyć albo zupełnie wyeliminować jej wpływy w objętych swoimi działaniami społeczeństwach. Warto tu dodać że komuniści bywali w tym bardzo skuteczni: o ile krajach takich jak Polska lub Litwa, Kościół Katolicki i inne związki wyznaniowe zwycięsko przetrwały lata prześladowań i represji, niestety gdzie indziej: w Czechach lub Estonii, przymusowej ateizacji uległa większośc mieszkańców.

Sprawą dyskusyjną jest za to według mnie, ocena realnego wpływu zachodniej lewicy na laicyzację tamtejszych społeczeństw. Badając dane statystyczne nietrudno zauważyć że prawie wszędzie na świecie miasta, zwłaszcza te duże, są na ogół mniej religijne i przywiązane do tradycji niż prowincja, a zarazem bardziej otwarte na nowe idee. Ma to nawet swoje odzwierciedlenie w historii Chrześcijaństwa, które w pierwszych wiekach istnienia było - zwłaszcza na zachodzie Imperium Romanum, religią głównie miejską, a wiejski lud jeszcze długo trwał przy tradycyjnych wierzeniach.

Do tego stopnia że łaciskie określenie wieśniaka: paganus, stało się synonimem niechrześcijanina. Warto zatem zastanowić się na ile laicyzacja i odejście od tradycyjnych wartości było spowodowane propagandą marksistów, a na ile był to efekt transformacji społeczno-gospodarczej społeczeństw Zachodu, które po II Wojnie Światowej, na skutek intensywnej industrializacji i masowej migracji ze wsi do miast, stały się społeczeństwami w większości miejskimi, co pociągnęło też za sobą skutki w postaci rozpadu dotychczasowych więzi i struktur społeczenych (m.in do historii przeszedł tradycyjny model licznej rodziny wielopokoleniowej) i silnej atomizacji tychże społeczeństw.

Poddane takim przemianom rzeczywiście stały się bardziej podatne na nowe idee, a dominacja dyskursu lewicowego w przestrzeni publicznej i instytucjach państwowych od lat 70-tych, sprawiła że - z czystego konformizu lub koniunkturalizmu, wielu ludzi przyjęło suflowane im poprawnościowe poglądy jako własne. Do czynników sprzyjajacych lewicy doliczyć też trzeba niespotykany rozwój mass mediów, które bez wachania opanowała i ochoczo wykorzystała w dziele swojej inżynierii społecznej, ale także powszechne poczucie kompromitacji europejskiej prawicy - zwłaszcza tej nacjonalistycznej - oraz powiązanych z nią kościołów chrześcijańskich podczas II Wojny Światowej.

Poparcie udzielone faszystowskim reżimom przez część duchowieństwa katolickiego i protestanckiego, zwłaszcza w Chorwacji, Włoszech i na Słowacji i kolaboracja części środowisk prawicowych z Niemcami we Francji, Belgii, Holandii i Norwegii znakomicie ułatwiła później lewicy zrównanie konserwatyzmu z nazizmem i faszyzmem. Zbrodnie Hitlera i jego sojuszników, oraz wcześniejsze przewiny krajów zachodnich np. wobec tubylczych mieszkańców kolonii, wykorzystano doskonale do usparawiedliwienia multikulturalizmu i afirmacji homoseksualizmu a zarazem do dyskredytacji krytyków tych działań i całego dotychczasowego dorobku kultury chrześcijańskiej.

Obecnie zobojętnienie religijne większej części Zachodu i polityczna dominacja marksistów kulturowych nie ulaga wątpliwości. Wypada jednak zapytać zapytać czy aby sami zachodni chrześcijanie nie popełnili w tej walce błędów i jak uniknąć ich w przyszłości. Czy przyszłość Chrześcijaństwa wygląda tak beznadziejnie? Znów, patrząc z perspektywy globalnej nie jest to takie oczywiste, w krajach Azji, Afryki i obu Ameryk a także w Polsce ma wielu oddanych, ortodoksyjnych wyznawców.

Warto przy tym zauważyć fakt nad który tak wielu chrześcijan dziś boleje, fakt że Chrześcijaństwo staje się mniejszością w swoim dotychczasowym centrum, nie jest czymś absolutnie nadzwyczajnym w jego dziejach. Chrześcijanie długo byli mniejszością w Cesarstwie Rzymskim, nie tylko nie uprzywielejowaną ale wręcz prześladowaną i musieli na co dzień zmagać się z presją władz i przeważnie niechrześcijańskiego (pogańskiego lub żydowskiego) społeczeństwa. Rola uciskanej mniejszości, obywateli drugiej kategorii wydaje się dziś nam, mieszkańcom kraju z dawna chrześcijańskiego przerażająca, a przecież przez wiele wieków była i jest dotąd chlebem powszednim licznych chrześcijan mieszkających w krajach muzułmańskich, Indiach i (za wyjątkiem Filipin i Timoru Wschodniego) na Dalekim Wschodzie.

Mimo to, ludzie ci mężnie potrafią dochować wierności wierze swoich przodków. Jeśli udaje się to im, czemu nie miałoby się udać chrześcijanom na Zachodzie? Chrystus nigdzie nie powiedział że chrześcijanie muszą być gdzieś większością, wręcz przeciwnie - jest wszedzie gdzie choćby dwóch lub trzech zgromadzi się w Jego imię. Patrząc na siłę i wpływy jakie dziś posiada antychrześcijańska lewica, można odnieść wrażenie że jest niezwyciężona i nawet pewnie nawet niektórzy chrześcijanie przyznają w duchu rację Nietshemu i współczesnym wojującym ateistom że Bóg umarł, a ostateczne zniknięcie zarówno chrześcijaństwa jak i innych religii jest nieuchronne.

Moim zdaniem żadna organizacja marksistów kulturowych nie wyrządziła w ciągu ostatnich 50 lat takich szkód chrześcijaństwu, niż właśnie takie przekonanie, Jest to chyba najbardziej jaskrawy przykład na to jak poważne błędy zachodni chrześcijanie popełnili przez ostatnie lata w walce ze swoimi ideowymi adwersarzami. Przyjmując tezę o nieuchronności laicyzacji i ograniczając się jedynie do prób jej spowolnienia poprzez "modernizację" nauczania swoich kościołów, już na wstępie przyznali im rację. Milcząco zgodzili się z marksistowską tezą że religia to opium dla ludu, a dewastacja tradycyjnych struktur społecznych i kultury przez lewicę to postęp dziejowy. I to mimo przykładów i danych, świadczących o czymś zgoła przeciwnym.

Ideologia Nowej Lewicy w gruncie rzeczy jest bowiem przeraźliwie jałowa intelektualnie, sprzeczna wewnętrznie i wysoce destrukcyjna dla społeczeństw które zdominowała. Sama zaś nie umie zbudować niczego. Zaciekła walka lewicowych polityków o legalną bez żadnych ograniczeń aborcję oraz zwalczanie tradycyjnego modelu rodziny, przyniosła tyle, że większość zlaicyzowanych zachodnich społeczeństw ma ujemny przyrost naturalny, czyli po prostu wymiera. Ich miejsce zajmują, sprowadzani w ramach multikulturalizmu zajmują muzułmańscy przybysze, którzy - ku niemiłemu zdziwieniu lewaków - tworzą diasporę, a właściwie całe równoległe społeczeństwo, wyjątkowo odporne na ich antyreligijną politykę.

Fakt że świat muzułmański tak skutecznie opiera się laicyzaji sam sobie świadczy o błędności całej koncepcji modernizacji i otwarcia na współczesny świat, kościołów chrześcijańskich. Zależność tę widać tak w obrębie samego chrześcijaństwa jak i innych religii: konserwatywne, wierne swoim starym doktrynom wspólnoty chrześcijan, muzułmanów i żydów, radzą sobie znacznie lepiej niż te które otwarły się na ducha czasu. Przyjęcie punktu widzenia i agendy swoich przeciwników było pierwszym wielkim błędem zachodnich chrześcijan. Drugim, który z niego wynikł, była nieudolna walka o swoje racje w życiu politycznym i obecność w życiu społecznym.

Przyznając rację lewicy, że państwo powinno być świeckie, czyli de facto kapitulując wobec jej dążeń do przejęcia instytucji publicznych, takich jak szkoły lub media, kościoły nie potrafiły stworzyć ich własnych, odpornych na obce wpływy ideowe i skutecznie prezentującej niezafałszowane przesłanie Ewangelii. Jeśli nie dało się powstrzymać zdobycia przez lewicę rządy dusz w społeczeństwie, trzeba było przynajmniej zbudować struktury społeczeństwa równoległego i odciąć od jej wpływów. To się jednak w Europie nie udało, do pewnego stopnia udało się w USA - dzięki czemu laicyzacja poczyniła tam znacznie mniejsze postępy.

Wreszcie, zabrakło woli walki o prawdziwy pluralizm w życiu publicznym, o obecność w nim wyraźnie chrześcijańskiego punktu widzenia - zamiast tego chrześcijanie dali sobie narzucić cenzurę poprawności politycznej. Jak się zatem okazuje, to nie lewacy i wojujący ateiści okazali się dla zachodnich chrześcijan największym zagrożeniem. Największy problem mieli oni i chyba nadal mają sami ze sobą. Przyszłość pokaże zatem, czy wyciągną z tego wnioski i zachodnie Chrześcijaństwo wyjdzie zwycięsko z obecnego kryzysu.

Dariusz Gałat

student?

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
4
Ogólna ocena: 4 (głosów: 4)

Tematy: 

Dyskusja

oto Gdańszczanin

Wyjdźmy poza stereotypy

Autorzy podobnych analiz pomijają kilka najważniejszych czynników. Oto one.

- Sposób przyjęcia danej religii przez konkretną społeczność, czyli długotrwała immersja kontra błyskawiczne narzucenie ogniem i mieczem. Narody, które wtopiły się np. w chrześcijaństwo na przestrzeni wieków, wykazują większe przywiązanie do niego niż te, które zostały przymuszone pod groźbą całkowitej ekstreminacji. Przykłady pierwszej grupy to chociażby Włosi i Irlandczycy, a drugiej zgermanizowani Słowianie z terenów byłej NRD, Czesi i Estończycy.

- Postawa Kościoła wobec narodu na przestrzeni wieków. Popularność ateizmu w sąsiednich Czechach nie wynika z żadnej ateizacji w ČSSR, tylko stanowi odpowiedź na haniebne antyczeskie praktyki habsburskiego katolicyzmu, który nie był w stanie wypełnić pustki po rozbitym niepodległościowym husytyzmie. Podobnie wygląda sprawa we Francji. W tym kraju antyklerykalizm zrodził się jako alternatywa wobec antyludowego sojuszu dworsko-kościelnego.

- Zaangażowanie w politykę w XX i XXI wieku. Układy z niechlubną i skompromitowaną władzą nie mogły nie doprowadzić do osłabienia wizerunku instytucji kościelnych. Analogicznie do hipokryzji, skandali, oderwania od rzeczywistości oraz niskiego stanu umysłowego przynajmniej części kleru.

- Wreszcie postęp cywilizacyjny, który ułatwia ludziom zrozumienie i kontrolowanie otaczającej rzeczywistości, dodaje pewności siebie, tym samym obalając autorytet duchowieństwa. Zjawisko szczególnie łatwe do zaobserwowania w państwach najlepiej rozwiniętych, któremu ulegają także przybysze z bardziej religijnych zakątków globu.

PS: Skąd to przekonanie o wyjątkowej religijności muzułmanów? Na przykład w Holandii praktykują częściej niż tamtejsi katolicy (za to na średnim poziomie katolików w Polsce), ale już dużo rzadziej od tamtejszych protestantów.

https://www.cbs.nl/en-gb/news/2013/51/church-atten...

W posiadającej najliczniejszą społeczność muzułmańską Francji, praktykowanie deklaruje jedna trzecia nominalnych wyznawców islamu, czyli odsetek zbliżony do NL.

http://plus.lefigaro.fr/note/how-does-france-count...

oto Dariusz Gałat

Niestety, to pan upowszechnia stereotypy

Narody, które wtopiły się np. w chrześcijaństwo na przestrzeni wieków, wykazują większe przywiązanie do niego niż te, które zostały przymuszone pod groźbą całkowitej ekstreminacji. Przykłady pierwszej grupy to chociażby Włosi i Irlandczycy, a drugiej zgermanizowani Słowianie z terenów byłej NRD, Czesi i Estończycy.

Nie zgadzam się. Chrystianizacja Saksonii przebiegała równie brutalnie co chrystianizacja Połabia. Jednak stopień odsetek ateistów w byłej NRD jest dużo wyższy niż na zachodzie RFN. Podobnie Meksyk, do którego chrześcijaństwo wprowadzono siłą, jest bardziej religijny niż większość krajów europejskich. Mówimy zresztą o wydarzeniach które miały miejsce setki lat temu i w pamięci ludowej prawie całkowicie się zatarły. Rola totalitarnych praktyk komunizmu w laicyzacji Europy Wschodniej nie ulega wątpliwości. Ponadto można zauważyć że bardziej podatne są na nią kraje protestanckie niż katolickie.

Skąd to przekonanie o wyjątkowej religijności muzułmanów? Na przykład w Holandii praktykują częściej niż tamtejsi katolicy (za to na średnim poziomie katolików w Polsce), ale już dużo rzadziej od tamtejszych protestantów.

Mierzenie religijności muzułmanów częstotliwością chodzenia do meczetów jest kompletnym nieporozumieniem. Wspólna piątkowa modlitwa ma u nich znacznie mniejsze znaczenie niż msza święta u chrześcijan.

Wreszcie postęp cywilizacyjny, który ułatwia ludziom zrozumienie i kontrolowanie otaczającej rzeczywistości, dodaje pewności siebie, tym samym obalając autorytet duchowieństwa. Zjawisko szczególnie łatwe do zaobserwowania w państwach najlepiej rozwiniętych, któremu ulegają także przybysze z bardziej religijnych zakątków globu.

Pomieszanie z poplątaniem. To nie sam postęp przyczynia się do laicyzacji, tylko będąca jego skutkiem atomizacja społeczeństw i liberalizacja samych związków wyznaniowych. Liberalny protestantyzm błyskawicznie traci wyznawców m.in w Skandynawii i Wielkiej Brytanii, podczas gdy hermetyczne, ortodoksyjne wpólnoty protestanckie i żydowskie także w krajach rozwiniętych sie jej skutecznie opierają. W Izraelu liczba i udział ultraortodoksyjnych żydów w społeczeństwie cały czas rośnie, a obojętnych religijnie maleje - ci pierwsi mają znacznie wyższą dzietność. Podobnie jest z mennonitami i amiszami w USA.

Układy z niechlubną i skompromitowaną władzą nie mogły nie doprowadzić do osłabienia wizerunku instytucji kościelnych. Analogicznie do hipokryzji, skandali, oderwania od rzeczywistości oraz niskiego stanu umysłowego przynajmniej części kleru.

Zjawiska które pan wymienia występowały od zawsze, powszechnie mówiono o nich np. w Średniowieczu, ale nie spowodowało to żadnej laicyzacji.

oto Eowina

Pan też upowszechnia stereotypy.

Chrześcijaństwo jest trwałe, bo ma za podstawę dobroć i miłość. Rozkwit chrześcijaństwa, to zniesienie niewolnictwa, to inspiracja twórcza dla rozwoju kultury duchowej i materialnej. To chrześcijanie pomagają całemu światu zaopatrując w żywność, leki, dbając o słabych i cierpiących.
Być może jest mniejsze uczestnictwo ludzi w tradycyjnych ceremoniach kościelnych, ale to jest skutek dość mizernego przygotowania duchowieństwa. Świat się zmienia, zmieniają się ludzkie problemy i Kościół musi z tym jakoś radzić. "Pustoszeją kościoły, a zapełniają się stadiony" - ktoś tak ocenił współczesny katolicyzm. Coś w tym jest.

Ja nie wierzę, że religia, która niszczy człowieka, jak to niekiedy wynika z islamu, jest w stanie opanować współczesnego człowieka. Islam nie inspiruje do rozwoju, co widać na podstawie krajów w których jest islam i szarat.
Ja wierzę, że chrześcijaństwo przełamie barierę uproszczonej obrazkowej wiary w staruszka Boga na chmurce i buchających płomieni piekielnych i razem z nauką obejmie wielkość wszechświata. A my zrozumiemy, że cuda się dzieją wokół nas. Cudem jest coroczne odradzanie się przyrody, a człowiek i jego istnienie jest częścią tego cudu. Rola chrześcijanina, który posiadł niebywałą technikę, jest dzisiaj opieka nad bożym darem jakim jest istnienie życia na Ziemi. To nie muzułmanie, czy inne rasowo ludzie są dzisiaj najgroźniejsi, ale śmiertelny potencjał produkowanej bez przerwy broni, nie dla obrony, ale dla powiększania materialnego bogactwa.

oto Gdańszczanin

Świat nie jest zero-jedynkowy

Każda kolej rzeczy jest splotem wielu czynników, spośród których każdy ma odmienną wagę. W wielu przypadkach narzucenie religii siłą posłużyło jedynie zniechęceniu do niej. Jednak można podać przykłady, które przeczą tej regule. I w tym miejscu należałoby zastanowić się dlaczego - co odróżnia sukces katolicyzmu w Meksyku od totalnej porażki tego wyznania w Czechach? Według mnie to, że chrześcijaństwu w Ameryce Łacińskiej pozwolono wypełnić się lokalną specyfiką, w tym elementami prekolumbijskimi. Pomimo ostentacyjnego przywiązania do wiary, religijność ogółu Latynosów nie odstaje od tej, która wyróżnia ludy schrystianizowane pod przymusem. Jeśli nie był Pan nigdy w tamtych stronach, to potwierdzenie tejże tezy można znaleźć nawet w źródłach katolickich. Generalnie, katolicyzm poza kręgiem cywilizacji zachodniej znacznie różni się od znanego w Europie, ale to już zupełnie inny temat.

Nie przeczę wyższemu odsetkowi ateistów w b. NRD niż w RFN, chociaż jego przyczyny wychodzą poza okres realnego socjalizmu. Trafnie Pan zauważył, iż protestanci łatwiej żegnają się z Kościołem niż katolicy, ale w tym przypadku dosyć często ma to charakter selekcji rzeczywiście praktykujących. Ciekawe spostrzeżenie.

Mierzenie religijności uczęszczaniem do meczetu nie jest żadnym nieporozumieniem, tylko wskaźnikiem przywiązania do instytucji własnego wyznania. W ten sposób oddziela się wyznawców islamu od tzw. wierzących-niepraktykujących oraz religijnie obojętnych i całkowicie zlaicyzowanych. Nie wszystkie państwa nominalnie muzułmańskie mogą pochwalić się praktykującą większością społeczeństwa, więc głupotą byłoby oczekiwać, że ich przedstawiciele po emigracji do Europy raptem staną się wzorowo wierzącymi. Porównania "ważności" piątku z niedzielą mijają się z celem ze względu na brak wspólnego punktu odniesienia.

Nie można porównywać liberalnego protestantyzmu i judaizmu z ultrakonserwatywnymi odłamami min. ze względu na kolosalną różnicę zasięgu. Ograniczając się do przykładu Szwecji, mogę powiedzieć, że do 1996 roku każdy Szwed w chwili urodzenia z automatu stawał się jego członkiem. To musiało spowodować obecność zupełnie przypadkowych mas, które tylko czekały na liberalizację prawa wyznaniowego, żeby wreszcie móc nie wiązać się z Kościołem. Natomiast do ortodoksów nie trafiają ludzie z przypadku, tylko osoby zainteresowaną konkretną wizją religii, co tłumaczy doskonałe radzenie sobie w tej niszy. Nie słychać jednak, żeby zdołali wypłynąć na głębsze wody. Ani w środowisku katolickim (FSSPX vs KK), ani w protestanckim (MP vs SK w Szwecji czy SELK vs EKD w Niemczech), więc mimo wszystko zachowałbym umiar w ogłaszaniu sukcesu. O nim można by mówić dopiero wtedy, gdyby przejmowali większość odchodzących z Kościoła dominującego.

oto Dariusz Gałat

Jeśli chodzi o Czechy

to warto zauważyć że stopień laicyzacji w tym kraju jest niejednakowy w zależności od regionu. Najwyższy odsetek ateistów, poza dużymi miastami, mają tereny z których po 1945 wysiedlono Niemców Sudeckich. Na Śląsku Cieszyńskim z kolei, poziom religijności przypomina polski. Również w Polsce mniejsze przywiązanie do Kościoła wykazują na ogół wielkie miasta i obszary na których po II Wojnie Światowej nastąpiła wymiana ludności - "Ziemie Odzyskane", Bieszczady, Beskid Niski - niż "Ściana Wschodnia". Co potwierdza moją tezę, że wielkie znaczenie w procesie laicyzacji, który przede wszystkim jest fenomenem drugiej połowy XX w. miały wielkie migracje i proces urbanizacji. To wszystko sprzyjało rozbiciu więzów wspólnotowych i atomizacji ówczesnych społeczeństw. W Eurupie Wschodniej nałożyła się na to jeszcze odgórna polityka ateizacji, w Czechach znacznie ostrzejsza niż w Polsce.

Natomiast do ortodoksów nie trafiają ludzie z przypadku, tylko osoby zainteresowaną konkretną wizją religii, co tłumaczy doskonałe radzenie sobie w tej niszy.

Przede wszystkim więzy wspólnotowe i rola tradycyjnej rodziny w ortodoksyjnych związkach wyznaniowych są silne. To się przekłada na znacznie wyższą dzietność. U zarania państwa Izrael społeczność ultraortodoksyjnych żydów liczyła zaledwie ok. 30 tyś. ludzi. Dziś szacuje się ją na 750 tyś. Tak duży rozrost nastąpił prawie wyłącznie dzięki bardzo wysokiej dzietności, bo w Europie grupa ta została prawie zupełnie zniszczona podczas Holocaustu.

oto Gdańszczanin

Jeszcze jedna ciekawostka

Obszary wyróżniające się najmniejszym odsetkiem praktykujących w Polsce i Czechach należą także do najbardziej zdegradowanych ekonomicznie podczas tzw. transformacji. U nas są to: Pomorze Zachodnie, Lubuskie i Sudety, Żuławy z Warmią i Mazurami oraz Zachodnie Mazowsze, Łódzkie i Zagłębie. Znaczna część tych terenów zalicza się do zamieszkanych przez przesiedleńców Ziem Odzyskanych, ale już w trzech ostatnich dominuje ludność miejscowa.

U południowych sąsiadów najbardziej ateistyczne okazują się być poniemieckie krańce północno-zachodnie, czyli Kraje Karlowarski, Ustecki i Liberecki, będące swoistymi "Czechami B". Mamy więc do czynienia z sytuacją w znacznej mierze podobną do polskiej.

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Věřící_-_sčítání.png

Warto też rzucić okiem na powyższą mapę. Pokazuje ona ubytek wierzących w ČR od 1991 do 2011 roku.

oto Jan Saski

Benjamin Martinson: komentarz dnia.

Nie zdołaliśmy zasymilować Cyganów przez ponad 1/2 tysiąca lat, choć jest ich mała garstka, są chrześcijanami, mówią naszymi językami itd. – bo są INNEJ KRWI, mają inne IQ, inny charakter itd.!!!
Człowiek, który wierzy w to, że moglibyśmy zasymilować miliony Arabów i Murzynów, jeśli by tylko byli chrześcijanami – jest DEBILEM, odmóżdżonym przez żydowsko – masońską propagandę!

https://wirtualnapolonia.com/2016/05/04/komentarz-...

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.