Obudzili się z ręką w nocniku

Wczoraj (11 kwietnia 2015) jakiś nieznany mi dotychczas portal agrofakt.pl opublikował artykuł o problemach podlaskich producentów mleka. Artykuł ten jest drugim końcem klamry, której pierwszym końcem był artykuł opublikowany 23 grudnia 2011 roku przez portalspozywczy.pl

2011-z-by.jpg

W artykule, opublikowanym w 2011 przez Portal Spożywczy, Andrzej Szczepański mówił tak:

Uważam, że w perspektywie kilku lat może się w Polsce załamać produkcja mleka. Polskie mleczarstwo powinno spoglądać na Białoruś jako miejsce zakupu mleka dla naszych zakładów

Na wypowiedź Andrzeja Szczepańskiego, opublikowaną w przeddzień Wigilii 2011 roku, odpowiedziałem natychmiast na łamach papierowej jeszcze wtedy "Beczki". W wydaniu, które ukazało się dwa dni po świętach (28 grudnia) pisałem m.in. tak:

Zdaniem Andrzeja Szczepańskiego białoruskie mleko pojedzie w przyszłości obok bramy zakładów “Sawuszkin Produkt” w stronę granicy z Polską, by trafić do naszych zakładów na Podlasiu. Jeśli nasi politycy będą kontynuować obecną linię, to bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że “Sawuszkin Produkt” zapłaci hojniej za mleko rolnikom z Podlasia i polskie mleko trafi do Brześcia.

Przywołuję tamtą swoją publikację, bo święta (mieliśmy gości) nie są odpowiednim czasem, by zastanawiać się nad artykułem, a edycja "Beczki" 28 grudnia, wymagała ode mnie przekazania kompletu materiałów do składu komputerowego już 27 grudnia. Błędność diagnozy Andrzeja Szczepańskiego była jednak tak oczywista, że nie trzeba było myśleć nad odpowiedzią. Wystarczyło pisać.

Obecna publikacja na portalu agrofakt.pl pokazuje, że krach nie nastąpił w polskiej produkcji mleka, ale w reprezentowanym przez Andrzeja Szczepańskiego polskim przetwórstwie mleka. Mleko dalej jest produkowane i dziś uśmiechamy się do Białorusi, by była tak łaskawa i kupiła od nas ten surowiec.

2015-do-by.jpg

W dzisiejszym świecie jest tak, że słaby dostarcza za psi grosz surowiec, a silny za dobre pieniądze przerabia ten surowiec na produkt. W mleczarstwie my dążymy do pozycji słabego, a Białoruś do pozycji silnego.

Dlaczego Andrzej Szczepański i inni liderzy naszego mleczarstwa nie rozumieli w 2011 sytuacji? Moim zdaniem byli zaczadzeni reżimową propagandą. Na prawicy.net staram się zwalczać tę propagandę, bo kto ją chłonie, ten na koniec budzi się z ręką w nocniku. A ponieważ artykuł na agrofakt.pl też wprowadza w błąd, więc spróbuję rozjaśnić nieco temat.

We wspomnianym artykule znajdziemy np. taki fragment:

Krzysztof Banach, producent mleka i prezes Podlaskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka, szacuje, że w minionych latach nawet 20% polskiego mleka szło na eksport do Rosji.

Zacytowana wypowiedź jest zrozumiała dla ludzi z branży, ale poza branżą mleczarską ludzie wyobrażają sobie, że mleko to jest taki biały płyn od krowy. W potocznym języku tak, ale w branży nie. Proponuję, a jakże... tabelkę:

tab-mleko.jpg

Przed kryzysem 2014 roku nasz eksport tradycyjnie rozumianego mleka do Rosji nie miał żadnego znaczenia. Znaczenie miał eksport do Niemiec. Mleko i śmietana (GUS pod pojęciem śmietana o kodzie CN 0401 rozumie słodką śmietankę a nie śmietanę) to surowce, które słabe gospodarki eksportują do silniejszych gospodarek. Stąd nasz eksport do Niemiec.

W stosunku do Rosji nie byliśmy słabą gospodarką, więc mleka i śmietanki tam nie wieźliśmy. Mówienie więc, że nasze mleko szło do Rosji, zrozumiałe dla ludzi z branży, myli ludzi spoza niej. W wypowiedzi Krzysztofa Banacha słowo "mleko" oznacza produkty z mleka, w tym przede wszystkim sery i twarogi. Poniżej kolejna tabelka:

tab-sery-13.jpg

I jeszcze jedna dla roku 2015:

tab-sery-15.jpg

W 2013 roku Rosja była największym odbiorcą naszych serów. W 2015 roku nie kupuje ich wcale. Białoruś nie zastąpi nam Rosji. Nigdy! Białoruś kupi od nas tanio surowiec, np. mleko i śmietankę, i przetworzy to na produkty (np. sery i twarogi). Te produkty ze sporym zyskiem sprzeda. Nasze mleczarskie stosunki z Białorusią będą więc takie jak z Niemcami. Będziemy dostawcą taniego surowca.

W trudnej sytuacji polscy producenci mleka (rolnicy) ratują się bez oglądania na polskich przetwórców mleka. Trudno dziwić się im. Wcześniej przetwórcy też nie oglądali się na producentów. Nie ma solidarności producentów i przetwórców, więc wygrają obcy, u których jest solidarność.

Piotr Badura

(1953) Ślązak z dziada pradziada, ducha polskiego, z wielką sympatią do Niemiec. W latach 1989-2014 wydawał i redagował lokalne czasopismo "Beczka" (działalność non-profit) we wsi Brynica w gminie Łubniany
Autor miesiąca Prawicy.net w marcu 2012.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Tematy: 

Dyskusja

oto mikolaj

Z wielkosci produkcji (takze eksportu) mleka i smietanki

wynika, ze... najslabsze gospodarki w UE maja:
- Niemcy (produkuja ponad 30 mln ton mleka)
- Francja (ponad 24 mln t)
- Wlk. Brytania (ponad 14 mln t)
- Polska (ponad 12 mln t)
- Holandia (prawie 12 mln t).
- Bialorus (okolo 1.5 mln t- oficjalne dane Narodowego Komitetu Statystycznego Bialorusi)
Najwiekszym swiatowym eksporterem mleka jest... UE. Na drugim miejscu mamy Nowa Zelandie, na trzecim USA.
Czy nie dziwi fakt, ze Bialorus liczaca 9.5 mln obywateli - cztery razy mniej niz Polska produkuje w przeliczeniu na obywatela dwa razy mniej mleka (i w konsekwencji jego przetworow)?

Fachowcy twierdza (zdanie zaczerpniete z portalspozywczy.pl), ze decydujace znaczenie w ilosci produkowanego i eksportowanego mleka maja... warunki naturalne, ktore najlepsze dla dojnych krow sa w Europie (ale nie na poludniu), USA i Nowej Zelandii.
Specyfika europejska ( z jednej strony UE - z drugiej Bialorus i Rosja z jej embargami) powoduje, ze nadwyzki mleka (czyli to mleko, na ktore niema zapotrzebowania w Polsce i UE) sa sprzedawane na Bialorus w postaci nieprzetworzonej aby... po przetworzeniu zostac wyslanymi do Rosji jako produkt bialoruski. Nie badzmy "psami ogrodnika" - niech i Bialorusini zarobia na handlu z Rosja (przynajmniej na mleku, bo na nawozach potasowych traca... tak przynajmniej twierdzi prezydent Lukaszenka).

oto Robercik

Produkcję mleka należy

Produkcję mleka należy odnosić do produkcji produktów przetworzonych. Inaczej wyjdą Panu takie głupoty jak zacofanie gospodarek USA i Chin gdzie jest duże wydobycie kopalin, a jak wiadomo wydobycie surowców to III świat. itd itd. Zacofana w tym ujęciu jest Norwegia (żyje z ropy i gazu)....

Druga rzecz, która Panu umknęła to trend. Ważne jest czy ktoś się zwija czy rozwija. Chwilowo to na przykład Chiny są ogólnie biedniejsze od Rosji (w przeliczeniu na mieszkańca), ale przecież teraz już każdy wie, że trend jest po stronie Chin i za jakiś czas najpewniej role się odwrócą.

Warto zauważyć, że nie polemizuje Pan z tezą artykułu: tzn, że Polska zamiast traktować Białoruś jak surowcowe zaplecze sama staje się surowcowym zapleczem Białorusi. Zamiast rzeczowej polemiki pozwala Pan sobie na oryginalne uwagi:

"Nie badzmy "psami ogrodnika" - niech i Bialorusini zarobia na handlu z Rosja"

Ta uwaga jest wręcz groteskowa. Czemu ma służyć? Że jak jest źle, to wyłącznie z powodu wielkopańskiej łaski nadwiślańskiego mocarstwa, które łaskawie daje umyć białoruskim biedakom szybę w swojej limuzynie za kilka groszy? Wszak Polska w wielu dziedzinach nie jest psem ogrodnika i nawet własny system bankowy i handel detaliczny oddała zagranicy. Wg. Pańskiego kryterium nie jest źle. Polacy lubią się dzielić z obcokrajowcami swoimi środkami produkcji, a nawet młodymi ludźmi uzupełniającymi braki demograficzne Wielkiej Brytanii. Oj, podejrzewam, że tematu Pan nie zna a odpowiedź napisał na kolanie aby dać "odpór" i dlatego wyszło tak chaotycznie. Niestety, to częsta reakcja u osób przeżywających dysonans poznawczy.

PS. uwaga na temat przyczyn produkcji mleka (klimat itd.) jest rozbrajająca. Jakbym czytał szkolny referat :)

oto Piotr Badura

Pana komentarz to tragedia

Szanowny Panie Mikołaju

Bierze Pan dane z sufitu, np. gdy chodzi o białoruską produkcję mleka, o której rzekomo Biełstat mówi, że sięga ona 1,5 mln ton. Poniżej wklejam Panu, co naprawdę mówi w tej sprawie Biełstat:

mleko-by_0.jpg

Na dodatek nie zrozumiał Pan mojego artykułu, w którym wyraźnie zwracałem uwagę, że w branży mówi się "eksportują mleko" zarówno wtedy, gdy chodzi o eksport mleka (płynnego), czyli surowca, jak i wtedy, gdy chodzi o eksport np. sera, czyli produktu.

Słabe gospodarki eksportują tanie surowce (np. mleko płynne) i importują drogie produkty (np. sery). Silne gospodarki odwrotnie. Proszę podjąć wysiłek, by to zrozumieć i proszę nie brać danych statystycznych z sufitu.

Pozdrawiam serdecznie

oto Mar.Jan

Brak solidarności przyczyną upadku ekonomicznego?

Nie ma solidarności producentów i przetwórców, więc wygrają obcy, u których jest solidarność.

Tłumaczenie trudności ekonomicznych polskich producentów mleka i przetworów mleczarskich za pomoca guseł lewicowej propagandy nie przyblizy nikogo do zrozumienia ekonomii. Co ma jakaś solidarnośc do efektów ekonomicznych? To dlatego mamy rózne kryzysy gospodarcze, ponieważ brakuje solidarności? Kogo z kim, chciałoby sie zapytać?
Czy ja mam okazywac solidarnośc z kiepskim, ale za to polskim szewcem (w znaczeniu: producent obuwia), który robi buty co prawda niedrogie, ale za to wyłożone tekturą zamiast skorzaną wyściólką, klejone klejem domowej roboty, który "puszcza" na deszczu i zszyte tak oszczędnie, że jak sie mocniej pociągnie za cholewkę w celu założenia źle sformowanego buta, to cholewka z trzaskiem sie odrywa?
O nie, panie Badura!
Ja moge okazac swoją solidarnośc moimi pieniędzmi szewcowi, który zrobi dla mnie buty solidne, nieprzemakające i trwałe, a do tego wygodne. I takiemu szewcowi jestem gotów zapacić kilka razy więcej niż temu polskiemu, który robi knoty podklejone tekturą (nawet z najlepszej papierni!). Podobnie z każdym innym wyrobem. I nie mam zamiaru sprawdzac paszportu szewca, który zrobi mi takie buty, z których będe zadowolony. Chętnie kupię polskie, jeśli będa niegorsze niż np. włoskie.
Solidarnośc, nawet plemienna, nie ma nic wspólnego z gospodarką! Nie zatrudnię w mojej firmie kuzyna, choćby mi go najważniejsza ciotka polecała, jesli ten kuzyn nie będzie umial tego, co jest potrzebne mojej firmie. Solidarnośc z partaczami może tylko sprowadzić na firme nieszczęście! Tak było za komuny, gdzie ludzie niekompetentni zajmowali stanowiska, na których byli wyłącznie zawalidrogami. No, ale własnie obowiązywała solidarnośc plemienna, która później historycy nazwali, nie wiedzieć czemu, korupcją i kumoterstwem. I to sa właściwe określenia dla tej "solidarności".
Co do mleka i jego przetworów:
Przyczyna upadku polskiego przetwórstwa nie jest przede wszystkim to, że Rosja się obraziła i woli przymierac głodem niż kupić coś od wrażej Polski, tylko postawa Rosji stala się czyms w postaci osinowego kołka wbitego w nieboszczyka, który ledwie dychał. A czemu ten prawie nieboszczyk ledwie dychał? a temu, że go za zycia tak zgnębiono podatkami oraz przymusem dostosowywania do wymogów biurokratów europejskich, że utracił początkową zdolnośc konkurencyjną z bogatymi zachodnimi chłopami, których ichnie rządy futrują nieprzytomnie pieniędzmi, niezaleznie od tego, co robia albo czego nie robią. Początkowo (po 2005 roku) polscy chłopi nie mogli nadążyc z dojeniem, tak chłonny był zachodni rynek, gdzie nasze doskonałe produkty mleczarskie była dwa albo i trzy razy tańsze od wcale nie lepszych przetworów zagranicznych.
Czy ktos myśli, że serek Danone jest lepszy od serka Mlekovity czy innej lokalnej marki?
A jednak mleczarstwo polskie dogorywa, wedle twierdzeń pana Badury.
Może i tak, ale z pewnościa nie z powodu braku solidarności plemiennej kupujących ze sprzedajacymi, czy czyms podobnym.
To efekt fiskalnej polityki państwa polskiego wzmocniony kłodami rzucanymi producentom pod nogi w postaci przepisów, idiotycznych, szkodliwych i całkowicie zbędnych.

oto Godzilla

Inżynierze Święty Maryjanie !

W pańskim braku solidarności jest jeden wyjątek .
Solidaryzuje się pan jako były inżynier z innymi naszymi inżynierami twierdząc , że
coś osiągnęli. Tymczasem ich "osiągnięcia" to było ciągłe wołanie "Dajcie towarzysze dewizy na zakup zachodnich licencji !". Efekt ? Całkowita likwidacją przestarzałego przemysłu . Większość naszych inżynierów poszła na zielona trawkę a reszta załapała się na stukanie po klawiaturze. ( If else , while do , for i=1 ....)

oto JJerzy

Pańska ...

... alergia na inżynierów jest po prostu groteskowa. To chyba jakiś kompleks. Warto by go sobie pan uświadomił. Poza tym tymi swoimi komicznymi atakami udowadnia pan, że tak na prawdę nic pan nie zrozumiał, za to łyka jak przysłowiowy pelikan propagandę, którą werbalnie krytykuje. Nie czuje pan jak jest żałosny?

oto Godzilla

Nie kapuję

lergia na inżynierów jest po prostu groteskowa. To chyba jakiś kompleks

Kompleksy wobec naszych inżynierów to jakaś skrajna perwersja !

Poza tym tymi swoimi komicznymi atakami udowadnia pan, że tak na prawdę nic pan nie zrozumiał, za to łyka jak przysłowiowy pelikan propagandę, którą werbalnie krytykuje.

Nie rozumiem co nie rozumiem.

oto JJerzy

Nie dość ...

... że nałykał się pan propagandy, to jeszcze nic nie rozumie.
Decyzje polityczne, wynikającą z nich zapaść cywilizacyjną przypisuje pan, opierając się na swojej ignorancji, inteligencji technicznej, która w znacznie mniejszym stopniu poddała się indoktrynacji systemu niż tzw. humaniści. Podejrzewam pana o ciągoty i wykształcenie ... humanistyczne ... skąd zapewne wynika nieuświadomiony kompleks o który pana posądziłem.
A co do tego co pan nie zrozumiał w ramach nierozumienia ... Przemysł był czasem (nie zawsze, czego pan, jak widać, nie uświadamia sobie) zacofany, lub niedostosowany do potrzeb nie dlatego, że tak chcieli inżynierowie, ale dlatego, że decydenci polityczni (na ogół humaniści, albo tłuki z awansu) nic z tego nie rozumieli. Zresztą, to w ogóle cud i zasługa tych właśnie inżynierów, że wiele się udało.
Aby takim pelikanom jak pan uzasadnić rozpieprzenie polskiego przemysłu, trzeba było ich przekonać, że wszystko jest funta kłaków warte. Jak widać na pańskim przykładzie, nie było to trudne.

oto Robercik

Irytują mnie uwagi o Godzilli

Irytują mnie uwagi o Godzilli o inżynierach, ale je ignoruję, bo tego raczej nikt na poważnie nie weźmie :-D. Humanista? Może tak, a może majster, który kiedyś pokłócił się z jakimś inżynierem. Nie wykluczam nawet, że majster miał rację. Mi to wygląda po prostu na obsesję wyrosłą z osobistych doświadczeń.

oto Mar.Jan

Ośmiesza się Godzilla na własne zyczenie

Gawiedź ma z tego uciechę, podobnie jak ta stojąca przed klatką w ZOO, w której przebywa na zesłaniu gorilla-gorilla.
Nie wiadomo doprawdy z jakiego powodu polscy inzynierowie mieliby byc głupsi od inzynierów radzieckich czy amerykańskich, zdaniem Godzilii?

Głupsi nie są, bo to ta sama rasa, przedstawiciele tej samej cywilizacji bialego człowieka. oczywiście sa głupi inzynierowie zarówno w Polsce jak w Rosji czy Ameryce. Tacy długo nie popracuja w swojej profesji, która wymaga rzetelnej wiedzy technicznej i umiejętności kombinowania, czyli logicznego i twórczego myślenia.
Poniewaz pan Godzilla jest wyraźnie zagubiony umysłowo w gąszczu informacji, opowiem historie wlasnego inzynierstwa, które w końcu musiałem porzucic na rzecz stukania w klawiaturę.
Otóż jeszcze za czasów Edwarda Wspaniałego zatrudnilem sie jako inzynier w Instytucie produkujacym Różne Wynalazki na rzecz Wojska Polskiego. Były to lata 1981-85. I w tym kraju, ogołoconym doszczętnie z kapitału, w którym wszystko było na kartki, inzynierowie robili swoja robotę, czyli wynalazki własnie. W owym Instytucie wynaleźli na własne potrzeby cos w rodzaju myszki do sterowania celowaniem rakiety w nadlatujące obiekty. Wynaleźli komputer do liczenia obwodów elektronicznych, który to wynalazek był wymuszony embargiem na tego typu urządzenia wynalezione wczesniej w Ameryce, wynaleźli również tzw. cyrkulatory (takie urządzonka mikrofalowe), które ustępowały amerykańskim znanym z prasy fachowej zaledwie o kilka lat rozwoju i były najlepsze w Układzie Warszawskim. Kupowali je od nas nawet Rosjanie do swoich radarów, oraz wszystkie inne kraje tzw. Demoludów.
Nie,m prosze Godzilii, polscy inzynierowie nie mają się czego wstydzić. Ale bez pieniędzy niczego rozsadnego się nie zbuduje. A jeśli chodzi o kupowanie licencji, to cały świat je kupuje, własnie po to, aby nie musiec po raz kolejny wymyślac czegoś, co inni juz wymyślili.
Polscy inzynierowie musieli po raz kolejny wymyślac komputery i chocby cyrkulatry mikrofalowe, zamiast je kupic na potrzeby własnej produkcji, ponieważ Amerykanie nie lubili Rosjan i nie chcieli, aby ich wynalazki trafiały w rece inzynierów rosyjskich, którzy potrafiliby te technologie wdrożyc na użytek radzieckiej armii.

A dzisiaj? A dzisiaj polscy inzynierowie z sukcesami pracuja w róznych krajach, niestety, zamiast w POlsce. Ja mam paru znajomych inzynierów pracujacych w USA, tylko z tego powodu, że w Polsce nie mogli znaleźc odpowiednich warunków do swoich wymagań. Ja zostałem, bo mam widocznie mniejsze wymagania, albo łatwiej się przystosowuję do trudnych warunków życia.

oto Robercik

Co ma jakaś solidarnośc do

Co ma jakaś solidarnośc do efektów ekonomicznych?

Już Panu tłumaczę. Podam przykład: Rząd chce kupić radiowozy dla policji i daje extra punkty dla samochodów produkowanych w kraju. Być może te samochody nie są najtańsze albo najlepsze, więc siłą rzeczy obywatele niezwiązani z produkcją tych samochodów solidaryzują się z krajowym producentem. Efekt jest taki, że krajowy producent ma lżej.

Jeśli jest to poprawnie realizowane, to efekty są naprawdę dobre, bo następuje rozwój branży, która normalnie by szczezła (nikt na początku drogi nie jest mistrzem). Ludzie zatrudnieni w fabryce samochodów kupują inne produkty, które również powstały dzięki ochronie. I tak to się zaczyna kręcić, aż przemysł staje się silny i może stawiać czoło konkurencji, a nawet uderzać na obce rynki.

Jeśli jest to realizowane źle, to producent rozleniwia się, a ludzie dopłacają do produkcji gniotów.

To się nazywa protekcjonizm. W ten sposób powstały europejskie mocarstwa, potem w XIX wieku potęga USA (bardzo protekcjonistyczna), Japonia i tzw. tygrysy azjatyckie. Gdy te kraje okrzepły, to pozwoliły sobie na promowanie "wolności gospodarczej" i "wolnego handlu". Ostatnio nastąpiło pozorne cofnięcie, tzn. Zachód świadomie pozwala na deficyty w handlu, a więc swoją degragadację ekonomiczną (neoliberalizm). Ale to tylko pozór. Oligarchia zachodnia kontroluje istotne waluty, inwestycje w III świecie i ma dominację wojskową oraz technologiczną. Ręka jest więc trzymana na pulsie, a gospodarka nadal w tych samych rękach. Po prostu interesy narodowe rozjechały się z interesami kapitalistów dla których pojedyncze państwa są już zbyt ciasne.

oto Piotr Badura

Mniej zacietrzewienia, więcej myślenia!

Szanowny Panie Mar.Janie

Pan oczekuje, bym pisał na poziomie nawet już nie gimnazjalistów, ale uczniów podstawówki. Jeśli potrzebuje Pan takiego poziomu, to są przecież różne uczniowskie portale. Ja nie zejdę na ten poziom, mimo zgłaszanej przez Pana potrzeby.

Rolnik - producent mleka, nie ma nic do gadania, czy chce sprzedać mleko w Polsce, czy na Białorusi. Bez politycznej decyzji, że mleko z Polski idzie na Białoruś, rolnik sam nic nie zdziała. Jeśli więc pisałem o braku solidarności, to miałem na myśli brak solidarności polityków, reprezentujących producentów mleka, z politykami reprezentującymi przetwórców mleka.

W porządnych państwach działania różnych polityków są podporządkowane interesowi państwa. W państwach porządnych inaczej, działania różnych polityków też są podporządkowane interesom państwa, ale nie swojego państwa. Dlatego jedni ciągną do tego państwa, inni do tamtego. Nikt jednak do swojego.

W żadnym razie nie oczekuję, by zwykły obywatel w swych codziennych sprawach kierował się interesem państwa. Zwykły obywatel ma patrzeć na swój interes, a politycy mają obowiązek sprawić, by zwykły obywatel, działając w swoim interesie, działał tym samym w interesie swego państwa.

Panu mylą się zasady dotyczące zwykłych ludzi, z zasadami dotyczącymi polityków. W porządnym państwie politykami nie są ci, którzy patrzą na swój prywatny interes.

Pana informacje o jakichś wielkich ilościach polskich produktów mleczarskich na półkach zachodnich sklepów (jakoby w 2005) zalatują przeraźliwą brednią. Ma Pan jakiś najmniejszy dowód, że to miało miejsce? Może jakieś zdjęcie niemieckiego sklepu z polskimi produktami mleczarskimi? W życiu nie widziałem polskiego produktu mleczarskiego na półkach sklepu w Niemczech. Nie wykluczam, że w polonijnych sklepikach są polskie produkty, ale przecież nie o takie sklepy chodzi.

Pozdrawiam serdecznie

oto Mar.Jan

Pan Piotr oczywiście przez 12 lat mieszkał na Księżycu

i dopiero wczoraj spadł na Ziemię, więc oczywiście nigdy nie słyszał o zadnym produkcie polskiego przemysłu mleczarskiego sprzedanym za granica zachodnią.
Cały rozwój polskiego mleczarstwa ocztywiście zależy wyłącznie od apetytu Putina i Baćki na polski twaróg, który im smakuje albo nie zaleznie od aktualnej sytuacji politycznej.
Ja oczywiście nie gromadze zdjęć polskich serków na pólkach niemieckich czy francuskich sklepów, ale za to mam dobra pamięc i pamiętam, jak to w okolicach roku 2005, kiedysmy to z wielkim hałasem wstępowali do UE, prasa krajowa tłumaczyła przyczyny zdrożenia mleka krajowego oraz braki niektórych artykułów, zwłaszcza w sklepach po polskiej stronie zachodnie granicy.
To zapewne MArsjanie przyjeżdżali od strony Niemiec do polskich mleczarni i przepompowywali polskie mleko, kóre następnie wywozili na Marsa.
Oczywiście fakt, że biurokraci niemiecc, duńscy, francuscy bardzo szbko odkryli, że polskie produkty sa produkowane w warunkach uragajacych podstawowym zasadom UE, również umknął księżycowej spostrzegawczości pana Piotra.
I że aby w następnych latach sprzedac cokolwiek za granicę zachodnią, trzeba było pozamieniac firmy krajowe na spółki z udziałem kapitału zachodniego, dzięki czemu polskie mleczarnie zamiast upaśc zyskały zachodnie technologie produkcji.
Polskie firmy to dzisiaj np. Danone, który na rynek krajowy robi przetwory z mleka wypasionego na polskiej trawie. Ile tych produktów Danone eksportuje, tego nie wiem, bo firma tym się nie chwali, ale jak ktoś ciekaw, niech sobie studiuje roczniki GUS. Dziwiłbym się tylko, gdyby Danone, korzystający z francuskich technologii niczego nie sprzeawał na rynku UE, aby mieć walutę na niezbędne zakupy. Rynek UE jest wspólnym rynkiem, a duże firmy maja swoje fabrykli w wielu krajach i trudno powiedziec czy przykładowy Danone jest bardziej firma francuską, duńska holenderską czy polską, zaleznie od tego który rynek krajowy weźmiemy pod lupę.

Ciekaw jestem czy jak pan Piotr wchodzi do sklepu spozywczego, to wykazuje solidarnośc z polskimi chłopami i ze wstrętem odrzuca produkty Danona, nawet jesli dzieci (wnuki czy inni mali kuzyni) nagabują: kup mi Danio, kup mi Danio!
Na wszelki wypadek informuję, Że Danio jest z mleka udojonego przez polskiego chłopa (albo babę) na 100%!

oto chłop jag

Nie należy zapominać, że

atrapa Polski i polska wieś cały czas są w fazie likwidacji - więc nie ma co marzyć o budowie coraz to nowych, polskich przetwórni - surowców produkowanych na wsi - tołażysze.
Wniosek?
Słowem, to atrapa Polski przeobraża się w jeden wielki nocnik dla pupili szatana - tołażysze - więc z tą tytułową, polską ręką w nocniku to jakaś wrodzona delikatność Autora.

oto Alej

Panie Piotrze, można prosić o komentarz do informacji:

W 2015 białoruski PKB obniżył się po raz pierwszy aż o 4 proc., a w pierwszych miesiącach spadek ów staje się coraz szybszy. Wartość mińskiego rubla wobec dolara spadła w ciągu roku o przeszło połowę.

{Jan Rokita: Mińska mała stabilizacja. wSieci. 15/2016. str.: 89.

oto Piotr Badura

Dla Pana zawsze, choć mam trudności

Szanowny Panie Aleju

Nie jest mi łatwo odpowiadać na Pana pytanie, bo nie znam materiału, na którym Pan się oparł (jest niedostępny w sieci). Tytuł materiału, jak dla mnie, źle wróży. Pamięta Pan zapewne, że stoję na stanowisku, iż mistrzostwa hokejowe w Mińsku w 2014 były wisienką na torcie. Zamykały 20-lecie prezydentury Baćki i otwierały nową epokę w dziejach niepodległej Białorusi. Jeśli zatem ktoś mówi o "małej stabilizacji", wtedy gdy jest punkt zwrotny, to, mówiąc slangiem, nie kuma Białorusi.

Drugą trudnością jest przebudowa kluczowych oficjalnych białoruskich portali, w tym portalu Biełstatu. Dla mnie takie zmiany są zawsze katastrofą, bo bardzo wolno opanowuję nowe formy portali. Praktycznie jestem odcięty od archiwaliów Biełstatu. Muszę więc odpowiadać tylko w oparciu o bieżące wskaźniki. Proszę więc brać te moje trudności pod uwagę, bo mogą one obniżyć jakość mojej odpowiedzi.

W 2015 PKB Białorusi obniżył się o 3,9% a nie o 4%, co oczywiście jest drobiazgiem. Nie mam dostępu do danych miesięcznych o białoruskim PKB w 2015, a są one istotne. Dane miesięczne za 2016 rok są takie:
styczeń 2016 - PKB niższy o 4,3% niż w styczniu 2015
styczeń-luty 2016 - PKB niższy o 3,9% niż w styczniu-lutym 2015
Dwa miesiące to jednak za krótko na wnioski, że spadek jest gasnący, tym bardziej, że trzeba pamiętać, iż luty 2016 miał o jeden dzień więcej, niż luty 2015. Zobaczymy, jak będą stały sprawy za 2-3 miesiące.

Wszystko wskazuje na to, że w 2015 poziom życia na Białorusi nieco się obniżył. Nie było to w białoruskich planach. Przyczyny obniżenia się białoruskiego poziomu życia mają jednak charakter zewnętrzny. Białoruska gospodarka ma charakter silnie eksportowy. Rosja to najważniejszy kierunek białoruskiego eksportu a Ukraina jeden z najważniejszych.

Trudno było oczekiwać, że problemy Rosji i Ukrainy nie przełożą się na sytuację Białorusi. W mojej ocenie bardzo silna białoruska gospodarka dała sobie świetnie radę z poważnymi problemami jej partnerów. Spadek PKB o 3,9% w 2015 jest bardzo skromny wobec skali problemów u sąsiadów. Sądzę że w analogicznej sytuacji Polska miałaby dwucyfrowy spadek PKB.

Spadek wartości rubla to tylko narzędzie. Zastosowanie go powoduje, że eksport z Białorusi staje się bardziej opłacalny, a import na Białoruś mniej opłacalny. Polska już walczy przeciw białoruskiej stali, która bije w nasze hutnictwo, a tu jeszcze podpisuje się kontrakty na dostawy do Polski białoruskiego szkła. Mówi się też o cemencie, nawozach, autobusach a nawet odzieży. Wydaje mi się, że rozpoczynamy eksport naszych miejsc pracy na Białoruś.

Pozdrawiam serdecznie

oto Mar.Jan

Ach ci etatyści i socjaliści! Niczego nie potrafia się nauczyć!

Zwłaszcza w zakresie ekonomii na poziomie 3 klasy szkoły podstawowej:

Spadek wartości rubla to tylko narzędzie. Zastosowanie go powoduje, że eksport z Białorusi staje się bardziej opłacalny, a import na Białoruś mniej opłacalny.

Przeciez to brednie widoczne gołym okiem: jesłi Białorus sprzedaje 1000 nocników po dwa ruble i te ruble sa warto po 0,5$, to znaczy że zarabia 1000$.
Jeśli wartośc rubla spadnie do 0.2$, to znaczy, że wartośc eksportu 1000 nocników spadnie do wartości 400$. Białoruski producent nocników będzie musiał się natęzyc i zrobić 2500 nocników aby zarobić tyle samo co przedtem za 1000.

Prosze uzasadnić panie Piotrze, za pomoca swojej przenikliwości i roczników statystycznych (albo czegokolwiek pan chce), na czym polega zwiększenie opłacalności tego eksportu? I komu sie opłaca, a komu nie?

oto Mar.Jan

Jakie to szczęście, żem przeczytał powyższe mądrości :)

Spadek wartości rubla to tylko narzędzie. Zastosowanie go powoduje, że eksport z Białorusi staje się bardziej opłacalny, a import na Białoruś mniej opłacalny.

Tyle lat zyję na świecie i nie wiedziałem jak łatwo jest zastosowac proste narzędzie w celu zwiększenia opłacalności eksportu:
A działa to chyba tak:
Baćko, kiedy mu np. minister eksportu łapci z łyka doniesie, że eksport mu spada, robi sie czerwony jak burek, (burak, chciałem napisać...) wali piąchą w stół prezydencki, aż kałamarz spada na buty ministra i woła: natychmiast mi tu obniżyć wartośc rubla o połowę. Od jutra eksport ma być dwa razy bardziej opłacalny> Wynocha! Zrealizować!
Blady minister wylatuje z gabinetu, pędzi do banku, tam raz-dwa obniżają wartośc rubla o połowę (znaczy każdy rubel przepiłowuja na dwie częsci, chyba?) i nazajutrz eksport rośnie jak na drożdżach i staje sie znacznie bardziej opłacalny.
Czy tak to działa, panie Piotrze?

oto JJerzy

Panie Marianie ...

... niechże się Pan nie kompromituje! Wiedza o tym, że za silna własna waluta potrafi ograniczać możliwości eksportowe jest wiedzą zupełnie podstawową i nie ma co się tu wygłupiać z tymi zawiłymi podśmie(chuj)kami ...

oto Godzilla

Nie tylko

Wiedza o tym, że za silna własna waluta potrafi ograniczać możliwości eksportowe

Nie tylko . Również ogranicza tych którzy produkują na własny rynek bo silna rodzima waluta sprawia , że import staje się tańszy więc towary zagraniczne są wtedy bardziej konkurencyjne w stosunku do krajowych (niższa cena !) . Ale Święty Maryjan tego nie rozumie.

oto Mar.Jan

obserwacja słuszna, wnioski błedne!

silna rodzima waluta sprawia , że import staje się tańszy więc towary zagraniczne są wtedy bardziej konkurencyjne w stosunku do krajowych (niższa cena !) . Ale Święty Maryjan tego nie rozumie.

A więc Potwór Japoński sądzi, że lepiej jest, kiedy towary importowane sa droższe niż kiedy sa tańsze? A więc lepsze sa droższe komputery niż tańsze, droższe telefony, droższa kawa i herbata, droże amerykańskie jeansy?
Lepsze droższe samochody niż tańsze?
A czy POlska mogłaby podnieśc swoja zamożność sama produkując te wszystkie towary, które obecnie sa sproawadzane z zagranicy? Wyprodukujemy lepsze i tańsze samochody niż Niemcy czy Koreańczycy? Wyhodujemy lepsza herbate niż Ceylończycy? Może zrobimy sobie plantacje kawy i bedziemy pic rodzime wina?
Czy naprawde lepszy jest droższy import niż tańszy?

Panie. Mocno puknij się pan w głowę i przyznaj wreszcie, że wyłącznym celem eksportu jest potrzeba importu! Celem eksportu jest wyłacznie import. Po to sprzedajemy to co potrafimy zrobic, żeby kupić to czego nie potrafimy zrobić lepiej niż inni.
Czy Polacy stali by się biedniejsi, gdyby zagranica przysylała nam wszystko co potrzebujemy za darmo?

A juz dofinansowywanie eksporterów, czy zwalnianie ich z opodatkowania, którym obciąża się firmy robiące na rynek krajowy, to złodziejstwo a właściwie rabunek w biały dzień. To jest dokładnie równoważne temu, gdyby każdy ze swojej pensji odliczyl troche kasy i wręczył pierwszemu napotkanemu Anglikowi czy Francuzowi, o murzynach nie wspominając! Państwo zabiera nam podatki i wysyła je za granicę w postaci dotowanych towarów eksportowanych za granicę. Rozbój na prostej drodze, nic innego! A do tego ekstremalna głupota!

oto Mar.Jan

No i dotarliśmy wreszcie do zagadnień, z którymi prosty człowiek

ma prawo mieć trudności. Zatem ja się nie dziwię, że panowie nie mogą tego pojąc, ale zalecałbym większa ostrożność w uzywaniu słowa "kompromitacja" w stosunku do zgadnień, o których sie nie ma pojęcia.
Gdyby faktycznie kraj mógł się wzbogacić na obniżeniu wartości własnej waluty, to prosze sobie wyobrazić taką sytuację, że sa dwa kraje, które sobie wzajemnie sprzedaja swoje towary i panuje równowaga eksportu i importu w każdym z nich. Co by sie stało, gdyby jeden z tych krajów obniżył wartośc swojej waluty o połowę?
Gdyby drugi kraj miał na import tę sama kwotę własnej waluty co przedtem, mógłby zakupić dwa razy więcej towarów z pierwszego kraju. ALe pierwszy kraj zarobiłby na tym eksporcie dokładnie tyle samo co przedtem, co by oznaczało, że obywatele tego kraju napracowali się dwa razy więcej za tę samą płacę. Jest to oczywise, bo skoro wartośc pieniądza zmiejszyla się dwukrotnie, to praca opłacana w tym pieniądzu stała się dwa razy mniej warta.
Gdyby zaś drugi kraj nie mial potrzeby kupic dwa razy więcej towarów w pierwszym kraju (przypominam, że przedtem panowała równowaga, znaczy: popyt byl zaspokojony), to by znaczyło, że obywatele pierwszego kraju nie wyprodukuja dwa razy więcej towarów, zatem zarobią znacznie mniej. A skoro zarobią znacznie mniej, nie będą mogli importować tyle ile przedtem. I tak wskutek spadku wartości waluty w pierwszym kraju pojawia się nierównowaga na rynku, spadek dochodów i braki towarowe.
Gdyby rzeczywiście spadek wartości waluty powodował wzrost opłacalności eksportu, to należałoby obnizyć wartośc waluty do zera!.
Już 200 lat temu niejaki F.Bastiat pisał o tzw. dodatnim bilansie handlowym w handlu zagranicznym. On co prawda nie proponował zmniejszenia wartości waluty do zera, ale radził, żeby statki wiozące towary na eksport po prostu zatopić. Ten sam efekt.
Poczytajcie sobie, panowie, dzieła Bastiata, bo jesteście 200 lat opóźnieni w rozwoju ekonomicznym.
Żeby ułatwić i nieba przychylić, macie: Wybór pism F.Bastiata Szczególnie polecam "Bilans handlowy". Zabawne!

oto Godzilla

Ekonomisto Dalecki

Problem tkwi w tym , że nasi inżynierowie w 100% sobie uprościli życie
leżąc do góry brzuchem . Efekt ? Całkowity brak przemysłu , 90000 zł długu na jednego embriona aż po 120 letniego starca .

oto Piotr Badura

Świetny Pan jest Panie Tomaszu

Szanowny Panie Tomaszu
Podziwiam Pański talent dyplomatyczny. Skopiuję to rozwiązanie. Gdy ktoś, komu nie chcę robić przykrości, będzie bredzić gorzej niż Piekarski na mękach, to też napiszę" "Trochę przesadził, trochę uprościł, ale nieco racji może ma". Powinien to Pan opatentować.
Pozdrawiam serdecznie

oto Mar.Jan

Jak zwykle - same minusy, za to oponenci, którzy wygaduja bzdury

kompletnie pozbawione sensu, całkowite idiotyzmy, które nawet dziecko może obalić uzywając prostych przykładów wziętych z zycia, ci oponenci gromadza same plusy.

Jaki z tego wniosek: przygnebiający, przynajmniej dla mnie:

oto wiekszośc ludności naszego kraju to po prostu idioci ekonomiczni, którzy nie potrafia dodawac i odejmowac, a tym bardziej liczyc procentów (5 klasa szkoły podstawowej!) , więc gdzie tam marzyć o rzetelnym rachunku strat i zysków.

Skoro tak "wykształceni" ludzie wybieraja swoich przedstawicieli, którzy im obiecują gruchy na wierzbie, no to mamy właśnie taka ekonomię, która pieje z radości i ogłasza triumfy, kiedy (przypadkiem!) uda jej się wykazac przewage zysków nad stratami o 0.5%! (wynik "kreatywnej" księgowości niż rzetelnych rachunków).
Dlatego mimo że komuna upadła juz 30 lat temu nadal zyjemy w jakims potwornym matrixie, w którym idioci dowodza, że robia same mądrości ekonomiczne, a każdy przeciez widzi że coraz szybciej pieniądze wyciekaja mu z kieszeni, a mimo to nie przybywa mu bogactwa w postaci wzrostu majątku!

Można wpaść w rozpacz, kiedy człowiek sobie uświadomi w jakim tempie idioci rzucaja mu kłody pod nogi. To jest walka Syzyfa.
Mimo to będe próbował nadal przebić się z banalnymi prawdami o ekonomii, która jest wynikiem obiektywnych praw rządzących bilansem zysków i strat, albo raczej przychodów i kosztów.
Na początku postaram się spopularyzowac przemyślenia Frederica Bastiata, który pisał 200 lat temu, więc niesłusznie miałem przekonanie, że to co napisał, a co jest nie do podważenia, ani obalenia, wszyscy po prostu wiedzą. Że jest to oczywistośc, tak jak nikt chyba nie twierdzi, że działalnośc Słońca jest wymierzona przeciwko producentom sprzętu oswietleniowego i w związku z tym rząd, aby wesprzec producentów sprzętu oswietleniowego powinien nakazac zamurowanie okien w domach. A jednak okazuje się, że własnie tak ludzie sądzą...

Chyba juz pora umierać...

oto Mar.Jan

O to nalezy zapytac centralny bank Szwajcarii

jeśli jakiś kraj zyje z banków i wymiany walut, to byc może zyski z produkcji i wymiany dóbr nie sa dla niego najważniejsze. Na spekulacjach walutowych tez da się zarobić. W wyniku spekulacji jedni zarabiają drudzy tracą. W Polsce w wyniku tych manipulacji (nagłego wzrostu wartośći franka) stracili polscy pożyczkobiorcy, którzy wydali mnóstwo pieniędzy na zakup mieszkań, a teraz niektórzy nie będa mieli ani mieszkań ani innych rzeczy, bo musza spłacac kredyty. Jest to realna strata dla polskich producentów z powodu zmniejszenia popytu krajowego. Zyskali producenci mieszkań, to prawda, jednak geneeralnie straciła cała Polska, bowiem te franki były kupowane również na kredyt. Trzeba będzie je splacić większą kwotą. Tym sposobem POlska zapłaci częściowo koszty zwiększenia wartości franka. Szwajcaria nie musi zwiększac opłcalności eksportu towarów, bo ona eksportuje swoje pieniądze!
Gdyby polscy pozyczkobiorcy pozyczyli FIZYCZNE franki, to by na wzroście ich wartości mogli tylko zyskac i cieszyli by się jak dzieci. Ale oni wzięli zlotówki z polskich banków wymieniane na franki, a teraz te złotówki zostały przeliczone po wyższym kursie franka i dlatego koszty obsługi kredytów wzrosły.
Pytanie zachodzi, kto wlaściwie wykiwał polskich kredytobiorców: czy Szwajcarzy, którzy chytrze obniżali wartośc swojej waluty, czy polskie banki, które powinny wiedziec i ostrzeć kredytobiorców, że kurs franka jest zanizony, więc rozsądny człowiek powinien wiedzieć, że prawdopodobnie ten kurs wzrosnie.
Branie kredytu na 30 lat w obcej walucie, nad która polskie banki nie panują, to duże ryzyko, nieprawdaż?
Stara zasad bankowców mówi, że bezpieczniej jest brac kredyt w walucie, w której się zarabia pieniądze.
p.s.
A kiedys, kiedy państwa posługiwały się prawdziwymi pieniędzmi (prawdziwe było złoto, bo nie istnieje złoto "fiducjarne") nie miało wielkiego znaczenia w jakiej walucie ktoś wziął pozyczkę, bo wartośc tej waluty byla prawdziwa: ani zawyzona ani zaniżona, tylko rynkowa, znacznie bardziej stabilna.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.