O sporze jakobinów z żyrondystami w IV RP

Sześć lat temu, po Katastrofie Smoleńskiej, Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" stwierdził:

"W obliczu niechybnej kompromitacji Wałęsy to Lech Kaczyński stanie się symbolicznym patronem ruchu solidarnościowego. (...) Platforma i jej zaplecze doskonale zdają sobie sprawę, że Polska, która uczci pamięć Lecha Kaczyńskiego, nie będzie tą Polską, której oni chcą.(...) Tak jak Piłsudski nie mógł być symbolem PRL. Tak samo Lech Kaczyński, przy całej nieporównywalności postaci, nie może być symbolem kondominium rosyjsko-niemieckiego w Polsce. A może być symbolem Polski niepodległej i symbolem "Solidarności", bo tak się potoczyła historia po 1989 r."
(cyt. za: Kaczyński: W obliczu kompromitacji Wałęsy to Lech Kaczyński będzie symbolem "Solidarności", wiadomości.gazeta.pl, z dnia 08.09.2010).

Ta pochodząca sprzed ponad 5 lat wypowiedź wraca dziś niczym bumerang. W obliczu rozwoju "wałęsologii-bolkologii" - po znalezieniu archiwalnych dokumentów będących aż dotąd w posiadaniu gen. Czesława Kiszczaka, a następnie jego małżonki - nie mam wątpliwości, że środowisko PiS będzie starało się dokończyć proces desakralizacji i demitologizacji postaci Lecha Wałęsy po to tylko, aby w jego miejsce herosem "prawdziwej rewolucji" uczynić Lecha Kaczyńskiego. Jak pisał Józef Szujski, "fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki". Nie chodzi przecież w tej walce PiS ze środowiskami "postępowymi" o prawdę historyczną, lecz o kreację mitów politycznych i stereotypów, będących korzeniem do sięgnięcia lub utrzymania władzy politycznej przez jedną z elit post-solidarnościowych. Nie chodzi o idee, lecz o realne interesy.

Czekająca nas zapewne dyskusja kto był, jest i będzie symbolem Solidarności rozgrywać się będzie w kompletnie obcym mi środowisku ideowym. Nigdy nie byłem solidaruchem. Tradycja solidarnościowa jest mi całkowicie obca, ponieważ w Solidarności widzę tylko ruch protestu i anarchii. Do 1989 roku Państwem Polskim był PRL. Państwo to było takie jakie było, ale jakieś tam było. Aktyw solidarnościowy nigdy nie był zdolny przedstawić atrakcyjnej i intelektualnie dopracowanej propozycji na polską państwowość.

W latach 1980-81 Solidarność napędzały przede wszystkim motywacje ekonomiczno-rewindykacyjne, w sumie sprowadzające się do zamiany "realnego socjalizmu" na socjalizm jak najbardziej realny, czyli taki, który rzeczywiście zrealizuje głoszone przez siebie idee egalitarne, gdzie fabryki będą własnością proletariatu i będą zarządzane przez komitety syndykalistyczne. Solidarnościowcy ówcześni krytykowali więc PRL językiem Tez Kwietniowych Włodzimierza Lenina i Zdradzonej Rewolucji Lwa Trockiego. Nie jest to moja narracja i mój świat ideowy.

Z kolei rządy solidaruchów po 1989 roku nie posiadały żadnego celu. W sumie cała koncepcja tego obozu politycznego polegała na tym, aby mechanicznie skopiować wszystkie wzorce zachodnie i wprowadzić Polskę do Unii Europejskiej, czyli poświęcić jej suwerenny byt na ołtarzu europeizmu, przyjmując przy okazji europejskie dogmaty i twierdzenia ideologiczne. Ruch polityczny, którego jedynym celem była dekompozycja własnego państwa, poprzez rozpuszczenie go w multi-plemiennej superstrukturze oraz rozparcelowanie go pomiędzy zagraniczne korporacje i autochtonicznych spryciarzy mających konszachty z władzą prywatyzującą gospodarkę, ocenić mogę jedynie absolutnie negatywnie.

Prawdę mówiąc, to jest mi wszystko jedno kto - Lech Wałęsa czy Lech Kaczyński - zostanie mitologicznym przywódcą ruchu politycznego, który doprowadził Polskę do pozycji "chorego człowieka Europy", czyli zanarchizowanego państwa rozrywanego przez partie, lobbies, zagraniczne wywiady i wielkie korporacje. Spór o mitologicznego przywódcę "Solidarności" toczyć się będzie w całkowicie obcym mi środowisku solidarnościowej mitologii.

To tak jakbym miał słuchać sporu rewolucjonistów francuskich czy symbolem Rewolucji 1789 roku winien być Robespierre czy Mirabeau? Ewentualnie czy prawdziwego ducha rewolucji rosyjskiej wyrażali mieńszewicy czy bolszewicy? A jaka to różnica? Natychmiast trzeba wyjść poza cały ten spór różnych frakcji rewolucyjnych, przekroczyć tę zgubną tradycję i zadać sobie pytanie: jak odbudować Państwo po solidarnościowej destrukcji?

To, czy Lech Wałęsa był czy nie był "Bolkiem" interesowało mnie zawsze tyle, co zeszłoroczny śnieg. Jakkolwiek prywatnie podejrzewałem, że przywódca Solidarności" mógł być TW SB w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych - co podobno potwierdzają dokumenty znalezione w domu Kiszczaka - to nie miałem wątpliwości, że w roku 1980 kompletnie urwał się oficerom prowadzącym. Jego sposób kierowania Solidarnością w latach 1980-81 uważam za racjonalny, gdyż hamował trockistowsko-KOR-owskich radykałów dążących do krwawej jatki z dywizjami pancernymi LWP. W obozie solidarnościowym był tym, który znacząco stopował wpływy KOR i ultra-lewicowych byłych działaczy PZPR, którzy odeszli z partii po marcu 1968 roku.

Problem agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy w praktyce zaczął istnieć dopiero przy okazji nieudolnie wykonanej przez Antoniego Macierewicza lustracji, czego skutkiem było obalenie rządu Jana Olszewskiego w 1992 roku. Aż do tego czasu Wałęsa był zwolennikiem "przyśpieszenia" i rozliczenia komunistów i ich agentów. Pod tymi też hasłami został wyniesiony do władzy przez Jarosława Kaczyńskiego. Macierewicz zamiast "zapomnieć" o jego teczce, wpisał ówczesnego Prezydenta RP na swoją słynną "listę", co uczyniło z Wałęsy zatwardziałego wroga lustracji, dekomunizacji i całego tego obozu, któremu przewodniczyli Kaczyńscy. To oni wepchnęli go w objęcia środowiska Unii Demokratycznej, z którym aż dotąd był mocno skonfliktowany.

I tkwi w tym obozie aż po dziś dzień, choć kompletnie nie pasuje do tych wszystkich "postępowych intelektualistów", stając się ikoną walki z obozem "patriotycznym", którego powinien być szefem. Ale jednemu obozowi nie mogło przewodniczyć dwóch wodzów, czyli Wałęsa i Kaczyński, więc jeden został "agentem".

Adam Wielomski

Historyk idei, monarchista, profesor zwyczajny nauk politycznych. Prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, redaktor naczelny "Pro Fide Rege et Lege" oraz serwisu www.konserwatyzm.pl

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
5
Ogólna ocena: 5 (głosów: 2)

Tematy: 

Dyskusja

oto Julian

O ile zgadzam się

z oceną rzeczywistych intencji PiS w sprawie "Bolka", o tyle nie mogę się zgodzić z taką oceną "Solidarności" i PRL-u. Owszem, postulaty "Solidarności" miały początkowo mocno lewicowo-redystrybucyjny charakter i daleki jestem od jej idealizowania, ale trzeba pamiętać że był to szeroki ruch społeczny, złożony z wielu różnych grup. Nie tylko KOR i frakcja "lewicy laickiej", nie tylko roszczeniowo nastawieni związkowcy, ale także prężne środowiska katolickie, chadecy, ludowcy i liberałowie. Wszystkich łączyły nie postulaty z sierpnia 1980 r. lecz stanowczy sprzeciw wobec monopolu na władzę PZPR i jej satelitów oraz wobec wasalnego stosunku Polski wobec ZSRR, protestuję więc przeciw nazywaniu ich "trockistami". Poza tym nie chyba nikt nie zaprzeczy że reżim komunistyczny został Polsce narzucony siłą, bezprawnie, nie cieszył się nigdy - co pokazują choćby rzeczywiste wyniki wyborów z 1947 i 1989 r. - autentycznym poparciem większości Polaków, łamał swobody obywatelskie i w końcu doprowadził do katastrofy gospodarczej. Określenie "chory człowiek Europy" pasuje jak znalazł do Polski u schyłku rządów nieudolnej ekipy Jaruzelskiego. Toteż walka o zmianę władzy była jak najbardziej słuszna. Odnośnie transformacji: z pewnością popełniono wiele błędów, z pewnością mogłoby być lepiej, np. tak jak w Estonii. Ale mogło być też gorzej, jak na Ukrainie. Ważne, że współczesna Polska jest o wiele bogatszym, stabilniejszym i bezpieczniejszym krajem niż był PRL w którymkolwiek momencie.

oto Skanderbeg

Ani Estonia, ani Ukraina nie są

porównywalne z Polską. Raczej należałoby spojrzeć na Czechy, Słowację i Węgry.
Wielomskiemu pewnie chodzi o liderów Solidarnościowych, a nie o milionowy ruch społeczny.
A okazali się oni głównie dobrzy w destrukcji i wyprzedaży polskiego majątku za grosze. Okazali się nieudacznikami, ewentualnie zwykłymi krętaczami.
Tylko, że Wielomski zdaje się jednego nie rozumieć. Realistami okazali się Kuroń i Michnik, a nie osoby pokroju Engelgarda (przy całej nieporównywalności postaci). Bo realizm, wg mnie, polega na osiąganiu jednak celów. A środki prowadzące do owego celu, mogą być różne (nawet radykalno-powstańcze). Natomiast osoby takie jak Wielomski i Engelgard są ugodowcami, dla których ugoda jest celem, a nie środkiem do celu.

oto Jacenty

Front niszczenia mitu Wałęsy

rozwija się.

Koniec ze zmową milczenia. Cenckiewicz odwiedził grób nieślubnego syna Wałęsy i z radością informuje: Grześ ma swoje imię na własnym grobie!

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/285917-koniec-ze...

Zatruwanie umysłów. W przypadku sporu o agenturalność Wałęsy i ocenę jego miejsca w historii Polski mamy do czynienia ze świadomie promowanymi strategiami unieważnienia prawdy
http://wpolityce.pl/polityka/285990-zatruwanie-umy...

oto chłop jag

O sporze jakobinów z

O sporze jakobinów z żyrondystami w IV RP

I jednymi i drugimi kierowały komunistyczne służby specjalne - podległe Moskwie - tołażysze. Autor nie raczy rozróżniać etapów mądrości jakie towarzyszyły powstaniu pierwszej Solidarności, potem - wojna komuszysków z narodem - potem reaktywacja drugiej Solidarności składającej się tylko z Bolków na funkcyjnych stanowiskach i na końcu tzw. zwinięcie komuny. Cały czas i po dziś dzień chodziło i chodzi o to aby w żadnym etapie mądrości - nie oddać władzy nad krajem - Polakom - tołażysze. Mało tego - cały czas chodzi o to aby Polacy żyli z pracy najemnej a nigdy z kapitału - tołażysze.
Wniosek?
Spór zawarty w tytule artykułu odbywa się ponad głowami tubylców - i w głównej merze chodzi o to - kto będzie zarządzał atrapą Polski. Czy będą to Żydzi niemieckojęzyczni - czy będą to Żydzi angielskojęzyczni - czy też będą to Żydzi z Izraela - tołażysze.
Na koniec - serial z Bolkiem, Lolkiem i Tolą - to tylko takie show mające odwrócić uwagę tubylców od spraw istotnych - tołażysze. Bolek nigdy nie zostanie do końca zdemaskowany - bo wtedy zdemaskowałby się sam okupant atrapy Polski nie wyłączając z tego śp. LechKacza - tołażysze.

oto wzl

Zarząd

A gdzie w tym wszystkim miejsce dla Żydów tubylców? Przecież oni są tu wszędzie, nawet w takich niepozornych organizacjach jak Ruch JOW.

oto Alej

Teoria teorią, szkoda że fakty niekoniecznie do niej pasują

Nie jest chociażby prawdą iż: "To oni wepchnęli go [Lecha Wałęsę] w objęcia środowiska Unii Demokratycznej, z którym aż dotąd był mocno skonfliktowany."

Po pierwsze, sam Lech Wałęsa od chwili zostania prezydentem do tego zbliżenia dążył. Zależało mu na akceptacji tego środowiska bo to ono stało wtedy (teraz jest z tym trochę inaczej, choć nadal chcą tę rolę odgrywać) w Polsce na straży "dystrybucji społecznego szacunku".

Po drugie, tamte środowiska zaczęły Wałęsę popierać gruuubo później, dopiero wówczas gdy już przestał być nie tylko prezydentem ale także liczącym się graczem politycznym.

Pamiętam to bo się wtedy sprawami politycznymi interesowałem, że jednak do mojej pamięci można nie mieć zaufania pozwolę sobie zacytować prof. Dudka:

Dla Lecha Wałęsy wybór na prezydenta był równocześnie końcem kampanii politycznej, którą rozpoczął rok wcześniej. Z natury ostrożny, sceptycznie odniósł się do praktycznej realizacji programu przyśpieszenia przemian i realnej dekomunizacji, tym bardziej, że jego wykonanie okazało się daleko trudniejsze, niż początkowo mogło się wydawać.

Dlatego już po pierwszej turze wyborów prezydenckich Wałęsa wypowiedział się, zaskakując większość swych współpracowników, przeciwko dymisji rządu Mazowieckiego i zaproponował premierowi pozostanie na stanowisku aż do wyborów parlamentarnych.

{Dudek, A.: Historia polityczna Polski. 1989 - 2012. Wyd. Znak. Kraków 2013. str. 143.}

Pan prof. Dudek jest dla byłego prezydenta łaskawy, z późniejszych wypowiedzi Wałęsy jasno wynika, że nie jest też prawdą iż kiedykolwiek na serio traktował "swój" program ""przyśpieszenia" i rozliczenia komunistów i ich agentów", pod którymi to hasłami "został wyniesiony do władzy przez Jarosława Kaczyńskiego".

"Swój" program traktował czysto użytkowo, pewno nawet go nie przeczytał. Z pewnością zaś zupełnie nie orientował na czym miała polegać "prywatyzacja kuponowa" (100 mln. zł każdemu, tyle że w kuponach, które będą miały taką cenę ile ktoś za nie da). W którymś tam momencie wydało się iż te miliony złotych traktuje dosłownie. Co, jak pamiętam, szyderczo wyśmiewali obecni obrońcy byłego prezydenta.

Z autorem i promotorem programu "przyśpieszenia" Jarosławem Kaczyńskim Wałęsa rozstał się (w trybie konfliktu) 31 października 1991. Z zupełnie innego powodu niż wpisanie ówczesnego Prezydenta RP na (...) słynną "listę [Macierewicza]".

oto Grzegorz Kolodziej

Prezydent Lech Walesa

W duzej mierze zgadzam sie z konserwatyzmem socjologicznym, jaki stoi u podstaw artykulu Prof. Wielomskiego. Wszelako wydaje mi sie, ze Autor sie nieco zagmatwal w swoich ocenach.

1. "czyli poświęcić jej suwerenny byt na ołtarzu europeizmu".

PRL miala suwerenny byt? Owszem, zgadzam sie wprawdze z proroczym spostrzezeniem Prof. Lagowskiego sprzed dokladnie 20 lat (wygloszonym na zjezdzie konserwatystów w Krakowie), iz niby te sztuczne granice republik ZSRR mialy jednak wieksze znaczenie, niz sie to w PRL sadzilo, o czym wedle Prof. Lagowskiego miala swiadczyc historia z Ukrainska Socjalistyczna Republika Radziecka i Krymem, który przylaczono do Ukrainy, zgodnie z niby to tylko na papierze istniejacymi granicami Republik ZSRR (gdy tymczasem jesli juz, to Krym jest tak naprawde ani rosyjski, ani ukrainski, tylko tatarski) - wszelako od tego do stwierdzenia, ze ten satelita mial suwerenny byt, jest przepasc.

W przeciwienstwie do Ministra Pietaka, cenie sobie dorobek naukowy Prof. Wielomskiego (choc swego czasu mówiac kolokwialnie "zjechalem" jego powierzchowne podejscie do kwestii uniwersaliów, moze odziedziczone po Prof. Staniszkis - nie wiem), tym bardziej mnie dziwi, ze czlowiek tak uczony pisze, ze PRL byla panstwem suwerennym.

Suwerennym wedle jakiej definicji?

Wezmy Bodinowska suwerennosc absolutna.

a) Czy PRL mogla decydowac o wojnie? Wolne zarty.
b) Czy mogla powolywac najwyzszych urzedników? Do pewnego stopnia mogla, ale jesli za bardzo urywali sie oni ze smyczy, do Warszawy przylatywal Sekretarz Chruszczow z piana na ustach albo zaczynano robic w rezymowej telewizji "smichy-chichy" z tow. Gierka (przeciez tez pozwalajacego p. Brezniewowi doslownie "dyrygowac" soba w czasie jego wizyty), po czym jego nastepca zostawal protegowany radzieckiej informacji wojskowej.
c) Bicie monety. Czy zlotówka mogla byc wymienialna po kursie rynkowym? Wolne zarty.
d) Rozstrzyganie sporów. Rozstrzyganie wielkich sporów dokonywalo sie przy pomocy czolgów, jak w Budapeszcie czy Pradze. Tak robi kazde powazne imperium.
e) Bodin twierdzil, ze najwyzsza wladza musi tkwic w jednym miejscu. Tkwila. W Moskwie.

Twierdze, ze PRL nie spelniala równiez bardziej rozmytych kryteriów suwerennosci.

2. "cała koncepcja tego obozu politycznego polegała na tym, aby mechanicznie skopiować wszystkie wzorce zachodnie i wprowadzić Polskę do Unii Europejskiej, czyli poświęcić jej suwerenny byt na ołtarzu europeizmu, przyjmując przy okazji europejskie dogmaty i twierdzenia ideologiczne".

Nie mogli byc tak proroczy, poniewaz w 1989 roku Unia Europejska nie miala jeszcze charakteru ideologicznego. Ba, nawet w ogóle nie istniala, co wie kazdy, kto zna sie choc troche na prawie unijnym. Prof. Wielomski zapomina o tym, ze duza czesc Solidarnosci byla jednak pod wplywem katolicyzmu, a jaki on byl, taki byl, niemniej jednak Prymas Wyszynski z pewnoscia myslal duzo bardziej w kategoriach prawa naturalnego niz Gen. Jaruzelski, co to wysylal wojsko do kontroli cen w sklepach - tak wiec w sumie nie wiadomo, kto tak naprawde byl glupszy - General czy Prezydent Walesa), za co pochwalil go nawet Prof. Lagowski w jednym z esejów w "Co jest lepsze od prawdy?" (moim zdaniem powinna byc to lektura obowiazkowa dla szkól).

3. "hamował trockistowsko-KOR-owskich radykałów dążących do krwawej jatki" - alez potrafi byc Pan czasem naiwny, Panie Profesorze - Pan, jeden z wybitniejszych w Polsce znawców historii doktryn politycznych.

"Wałęsa pukając do drzwi mojego mieszkania 3 czerwca 1978 r., gdy jako działacze Wolnych Związków Zawodowych prowadziliśmy głodówkę w obronie mojego brata, który odbywał 30-dniową głodówkę w więzieniu To wówczas Lech Wałęsa zgłosił się jako prowokator. Radząc nam byśmy... zabijali milicjantów i wrzucali granaty do komend. My jednak nie działaliśmy jako grupa terrorystyczna" - powiedzial p. Krzysztof Wyszkowski, dla mnie z pewnoscia wiekszy autorytet moralny niz Prezydent Walesa.

4. "To tak jakbym miał słuchać sporu rewolucjonistów francuskich czy symbolem Rewolucji 1789 roku winien być Robespierre czy Mirabeau? Ewentualnie czy prawdziwego ducha rewolucji rosyjskiej wyrażali mieńszewicy czy bolszewicy? A jaka to różnica? "

Zadna, Profesorze Wielomski (nota bene, a propos braku róznicy, Prezes Jacek Kurski publicznie kiedys powiedzial, ze jest socjaldemokrata, i dopóki ten lewak nadal bedzie nie wpuszczal do telewizji takich ludzi, jak p. Grzegorz Braun, p. Janusz Korwin-Mikke czy p. Marian Kowalski, to mu wierze w to, ze jest lewakiem - pomijam juz jego - p. Kurskiego - inne antykonserwatywne "zagrania" w przeszlosci - nawróc sie Pan, Panie Kurski).

Ale skoro tak, to badz Pan konsekwetny i stwierdz Pan, ze skoro nie ma zadnej roznicy miedzy post-komunistami, którzy wprowadzili nas do Unii Europejskiej, i post-Solidarnoscia, która miala taki sam cel (chociaz czy nie ma - przeciez mala czesc post-Solidarnosci byla jednak eurosceptyczna, natomiast nie przypominam sobie znaczacych eurosceptycznych polityków, ze sie tak nieprecyzyjnie wyraze, post-komunistycznych; bodaj z jednym wyjatkiem Swietej Pamieci Ministra Wilczka), to po co sie Panu tak wsciekac na post-Solidarnosc? Czemu ma Pan do tego tak emocjonalny stosunek? Czy to w ogóle przystoi zwolennikowi Realpolitik?

Nie pamietam, by sie Pan Profesor tak wsciekal o to na postpezetpeerowskich i stokrotkowatych dziennikarzy, juz to za to, ze promowali palikociarnie, juz to ze teraz jazgotaja na opór Premiera Orbana wobec multi-kulti (tego samego Premiera Orbana, który wpisal do Konstytucji Boze blogoslaw Wegrów - no to jak Panu Profesorowi tak niemile pedalstwo i Rewolucja Francuska, to cieszyc sie Pan chyba powinien i p. Bogu dziekowac za zblizenie polsko-wegierskie p.Jaroslawa Kaczynskiego, który nagle nie jest juz obrazony na Premiera Orbana).

5. Zgadzam sie odnosnie "nieudolnie wykonanej przez Antoniego Macierewicza lustracji, czego skutkiem było obalenie rządu Jana Olszewskiego w 1992 roku" (nota bene zawsze mnie zastanawialo to, ze skoro a) Minister Macierewicz nie wykonal w pelni uchwaly lustracyjnej i b) uklad pozwolil mu zostac ministrem w rzadzie Premiera Olszewskiego, to dla kogo naprawde ten czlowiek pracowal/pracuje - Panie Ministrze, daje Panu the benefit of the doubt).

6. "To, czy Lech Wałęsa był czy nie był "Bolkiem" interesowało mnie zawsze tyle, co zeszłoroczny śnieg".

Mnie tez, tym bardziej, ze oczywistosc tego bije w oczy - A fructibus eorum cognoscetis eos (podobnie jak oczywistosc tego, ze Swietej Pamieci Lech Kaczynski byl uczestnikiem Okraglego Stolu, a kazdy jego uczestnik musial zostac pozytywnie zaopiniowany przez WSI), ale falandyzacja prawa i to, ze Prezydent Walesa niszczyl dokumenty wagi panstwowej, to chyba powinno Pana obchodzic, Panie Profesorze.

No to jak to, niech sie Pan zdecyduje, albo jest Pan za rzadami prawa i wlasnoscia prywatna, a wbrew zjawiskom wymienionym w punktach 3,4 i 6, albo jest Pan, jakby to powiedzial Profesor Józek Banka, lze-konserwatysta.

Sit autem sermo vester: Est, est, Non, non; quod autem his abundantius est, a Malo est.
Mt 5:37

oto Alej

Pewno mam "inne ucho" niż pan prof. Wielomski

i być może dlatego nie słyszałem by ktokolwiek chciał "herosem "prawdziwej rewolucji" uczynić Lecha Kaczyńskiego", jeżeli termin "prawdziwa rewolucja" ma się odnosić do Wielkiej "Solidarności". A do tego wyraźnie pije pan profesor.

Owszem z zacytowanego fragmentu wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego wynika, że chodzi mu o czasy po 1989 roku.
A to już zupełnie inna sprawa.

Nie wiemy kto będzie w przyszłości pisał podręczniki historii jednak jakoś nie chce mi się wierzyć, że o Lechu i o Jarosławie Kaczyńskich będzie tam małą czcionką, w przypisach.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.