„Tradycja, chodź do tatusia!”

Honor, Wolność, Niezłomność! Godność, Tradycja – itd., co tam komu w duszy gra. Mnóstwo pojęć można zapisać wielką literą, bo decyduje o tym poryw serca, emocjonalne, osobiste do nich nastawienie.

Na tej samej zasadzie w latach 80-tych opowiadano, że tylko w Polsce poległ ekspert od odgadywania słowa „Miłość” w dowolnym, nieznanym mu języku świata po samym jego brzmieniu. Niestety, Polacy równie gorąco i na przydechu mówili wtedy: „Cielęcina...”.

Polityka a ideologia

Otóż można rozumieć politykę jako mnożenie wielkich liter, albo dowodzenie czemu jedne wyrazy się nią rozpoczyna, a inne nie. A można analizować do czego słowa te i odpowiadające im emocje są wykorzystywane. Stąd też nie widzę żadnej możliwości toczenia jakiejkolwiek racjonalnej dyskusji, w której po jednej stronie byłyby „Wartości”, a po drugiej metodologia polityki. Po prostu – brakuje wspólnej płaszczyzny debaty. Ktoś powie, że ta symfonia jest piękna, kogoś innego interesuje cena instrumentów, z kim sypia dyrygent i kogo zrobiono dyrektorem filharmonii. Niby te sprawy się jakoś wiążą, ale jednak nie są tym samym.

W porównaniu z niektórymi uczestnikami dyskusji na marginesie ŻW (i „Wartości”) nie mam niemal żadnego wykształcenia. Nie mniej zdarzyło mi się zdawać jakieś egzaminy. Na jednym z nich śp. prof. Dyczewski zapytał o cel polityki wg Jana XXIII i Makiawela. Koledzy dobrze pamiętali, że pierwszy uczył, iż celem tym jest "dobro wspólne". Drugi zaś (za)uważał, że polityka celu nie ma, jest bowiem tylko sztuką bądź nauką poświęconą osiąganiu celom wskazywanie przez inne dziedziny. Głównie - jak wiemy dziś - przez rozliczne ideologie. Między tymi dwiema postawami również trudno wykreślić linię sporu. No bo jeśli komuś to pasuje – może przecież swoje Wielkie Litery wpisać jako cele. Ktoś inny jednak nadal będzie jedynie analizował technologię, a więc efektywność, współmierność, dopasowanie do targetu i tym podobne kwestie praktyczne. Nadal więc nie będzie się o co kłócić – bo to po prostu nie byłaby rozmowa na ten sam temat.

Ponadto jednak, kiedy już ktoś upiera się przy teleologii, to zapewne przynajmniej zgodzić by się można przy celach takich jak Bóg i dobro wspólnoty (rodzinnej, narodowej, państwowej). Kiedy jednak dochodzą treści (?) kolejne, a'la Godność, Honor, Duch itp. to wspólna płaszczyzna dyskusji nieodwracalnie się gubi, bo te wspaniałe słowa trzeba jeszcze bardziej podniosłym językiem opisywać i definiować (?). Tymczasem, jak wspomniano - nie należą już one do metodyki polityki, tylko właśnie do ideologii. A konserwatyzm - i tu jest pies pogrzebany - nie jest ani ideologią, ani tym bardziej kategorią estetyczną, ale szkołą myślenia, tudzież raczej wyczuciem niż definiowaniem wartości, a może po prostu przyzwoitości. Zatem nikt wspominanych wartości nie kwestionuje (no, może poza honorem – który w polskiej tradycji okazywał się przeważnie czymś w rodzaju zastępczego Pana Boga, a ponadto jednak zdecydowanie nie jest kategorią polityczną, chyba że czysto już propagandową, tylko generalnie prywatną, osobistą), to jednak jeszcze nie powód, żeby zużywać na nie wszystkie wielkie litery w komputerze.

Bo właśnie niektórzy koledzy nieodmiennie mylą propagandę z polityką. Z tego, że coś jest dla niektórych atrakcyjne wizualnie wyciągają absurdalny wniosek, że jest "słuszne" i konieczne do aprobowania bezwarunkowo, także przez niemogących oglądać się li tylko na walory estetyczne danego zjawiska. Kłania się też uleganie demokratyzmowi, w stylu "tysiące kochają Wyklętych, kimżesz wy, by się im sprzeciwiać?! Co wyście zrobili?! Co byście uczynili wtedy?!". Bez urazy, ale nie takie ruchy masowe konserwatywny umysł przetrzymywał, wiedząc dobrze, że raz: gdyby nie było głupich - to kto miałby być mędrcem? A dwa - ze gdyby głupi wiedział, że jest głupi, to by głupi nie był. W każdym razie wszystko to bardzo ładnie - ale konserwatyzm to konserwatyzm. A reszta, choćby najładniejsza nim nie jest. Inaczej, konserwatyzm nie jest ani tylko myśleniem, ani wyłącznie zbiorem chaotycznych wielkich liter. Uproszczając – wydaje się przede wszystkim bezwzględnie racjonalnym myśleniem jak wartości te wcielić w życie i skutecznie ochronić, a nie tylko wykrzyczeć czy zapisać.

Bieżące znaczenie ŻW

Sama dyskusja o ŻW już dawno powinna zostać ucięta nawet przy uznaniu, że komuś wydają się strasznie fajni. Najkrócej tłumacząc – czego innego uczy się tych, którzy chcą aktywnie wpływać na losy wspólnoty narodowej dla jej dobra, a co innego serwuje się członkom tej wspólnoty, by dla tego dobra ofiarnie pracowali. Dla jednych to kwestia umysłu – dla drugich emocji, dla trzecich – interesu. I tylko internet, demokracja, fakt, że każdy dyskutuje o wszystkim - wywołuje fałszywe wrażenie sprzeczności, sporu czy konfliktu.

Niestety też, przy okazji wywoływania tematu „Wyklętych” wciąż kręcimy się wokół tych samych błędów logicznych i umysłowych. Byli zjawiskiem marginalnym, istotniejsi są (do pewnego stopnia) jako przedmiot bieżącej propagandy (czyli „polityki historycznej”), niż byli historycznie. Dalej – skoro mówimy, w czym bodaj wszyscy zainteresowani tematem się zgadzają - że ci ludzie byli w sytuacji bez wyjścia i nie mieli wyboru - to są to ich osobiste dramaty, ale nie wzorzec do naśladowania. Bo zadaniem odpowiedzialnej polityki narodowej jest do takich sytuacji po prostu nie dopuszczać. Tymczasem niektórzy ŻW to przykład na poświęcenie życia - ale właśnie niezależnie od celów wyznaczanych przez narodowe kierownictwo, a nawet wbrew niemu. Przecież właśnie cała ostatnia dyskusja to udowadnia: „mówcie sobie co chcecie, a zawsze najpiękniej jest tylko zginąć z imieniem Polska na ustach, koniec, kropka!” Tu nie ma miejsca na roztropny rząd, tu nadrzędny kult ma rozstrzygać wszystko za dowolną władzę, poza władzą chłopca z karabinem. Właśnie dlatego jest to jednak wzorzec antypolityczny i antynarodowy – przynajmniej w wersji obecnie poddawanej do czczenia. Jeśli ktoś ma pomysł jak można go wykorzystać inaczej, jakie wątki dałoby się z tego kultu wydestylować – proszę się w ogóle nie krępować. Tylko konkretnie, bez wielkich liter, wskazując cele, a nie ideologiczne podstawy i podglebie ułożone z wartości, bo to inny temat rozmowy.

Cóż bowiem, gdyby władza narodowa (legalna, prawowierna, słuszna, zgodna z Wartościami – jak kto woli) w imię wyższej racji, czyli np przetrwania wspólnoty czy ochrony niewinnych - wydała polecenie "żyjcie, ale na kolanach!" - to czy „Wyklęci” by posłuchali? A gdyby rozkazała: „dajcie się zabić, ale sami, bez wciągania innych”? Przecież znamy odpowiedź – bo ŻW to przecież ci, którzy nie słuchali kolejnych rozkazów swoich dowódców. Jasne, mając ku temu lepsze czy gorsze powody – ale po prostu NIE POSŁUCHALI, ze względów w dużej mierze osobistych. Mówiliśmy zdaje się o przydatności wychowawczej tego mitu. Otóż jest ona znikoma, bądź nawet negatywna. Z upływem czasu tak sami ŻW (jak i poniekąd ich współcześni czciciele) zamieniali się w anarchistów, a najlepszym razie apatrydów. Zwłaszcza, że mit mitem, ale w istocie pod koniec chodziło już tylko o niemal zwierzęcy instynkt przetrwania, nawet samotnie w stogu siana, pozyskując z pistoletem garść cukru. Bez urazy, ale wciąż obracamy się wokół tego samego sentymentu: bo oni tacy śliczni, bezkompromisowi. Sorry, ale to nie jest żadna polityka, ani żadne wychowanie. Nie można bowiem czynić reguły z wyjątku, nawet gdyby był on najciekawszy i najlepszy – bo to przecież urąga logice!

Czy podobnie należy patrzeć również na (nader ograniczoną, jak wspomniano) rolę historyczną ŻW? Przewrotnie mówiąc – niekoniecznie. Dzięki upustom szczególnie nadpobudliwej krwi, samobójstwu jednostek nadużywających wielkich liter (a w istocie działających przeważnie dla pięknych oczu polskich kobiet...) - naród jednak przetrzymywał kolejne kryzysy i w następnym pokoleniu brał się do roboty. Oczywiście, per saldo niszczyło to i osłabiało narodową substancję, a przy tym pociągało za sobą niewinne ofiary. Że jednak niektórzy dawali się powystrzelać – to par excellence nawet dobrze. W sumie tylko szkoda, że w niewystarczających, jak się okazuje, ilościach i jak nie w genach, to w oparach fałszywej historii i fałszywej polityki ten element „ducha narodowego” przetrwał.

Że inaczej się nie da i nie wychowamy porządnych patriotów? Ejże, ...przed wojną pokolenie urodzone w latach 20-tych też uważano za najgorsze, rozpuszczone, rozpustne, konsumpcyjne i niewiedzące co to walka o Polskę. Może teraz nie palmy się sprawdzać jaka naprawdę jest obecna młodzież? I obyśmy się nie musieli przekonywać – co właśnie powinno sprawić, przywoływane po raz tysięczny – odpowiedzialne narodowe kierownictwo. Takie, które nie tylko czuje po polsku, ale i dla Polski myśli. Lepiej więc zastanówmy się jak je uzyskać, zamiast się kłócić o wersaliki.

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Tematy: 

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Zgadzam się.

Co można dodać.

czego innego uczy się tych, którzy chcą aktywnie wpływać na losy wspólnoty narodowej dla jej dobra, a co innego serwuje się członkom tej wspólnoty, by dla tego dobra ofiarnie pracowali

Kiedyś mogło być tak, że elit uczono odpowiedzialności i trzeźwej kalkulacji politycznej, a masom skądinąd bardzo racjonalnie wmawiano, że dla dobra Ojczyzny mają się poświęcać.
Teraz w czasach demokratycznych, wszystko się pomieszało. Póki patetyczne gadki zapewniają poklask tłumu, mamy selekcję negatywną. W dodatku najbardziej "honorowi", "szlachetni" i "etyczni" są ci, którzy sami chronią się przed skutkami "słusznych" decyzji. Dotyczy to polityków, ale też dziarskich emerytów (z "roninów", klubów "GP" itp.), którym już nie grozi wysłanie front.

może poza honorem – który w polskiej tradycji okazywał się przeważnie czymś w rodzaju zastępczego Pana Boga,

Honor to w ogóle jedno z najbardziej zakłamanych pojęć.
Honor nie zabraniał nikomu być np. złodziejem, nakazywał jedynie wyzwać do pojedynku kogoś, kto ośmieliłby się nazwać złodzieja złodziejem.

P.S. Nie miało być "chodź"?

oto HeS

Kto to człowiek honorowy?

@Dubitacjusz:"Honor nie zabraniał nikomu być np. złodziejem"

Ooo, można prosić o jakiś odsyłacz? Nie mam pod ręką żadnego opracowania na ten temat ale szczerze wątpię w Pana rewelacje. To jakieś pomieszanie z poplątaniem. Pan miesza formę z treścią. To tak jakby Pan twierdził, że katolik to ktoś, kto "chodzi do kościoła". Nawet jak ten ktoś chodzi tam tylko po to by (np. jak za PRL) śledzić opozycję polityczną.

oto Krzysztof M

Odpowiem pół-żartem, pół

Odpowiem pół-żartem, pół-serio. Szewczyk dratewka jest idolem dzieci. Dorośli mają innych idoli. :-)

ŻW to temat dla ludzi młodych, taki wzmacniacz ich patriotyzmu. No chyba nie ma pan nic przeciwko temu?

oto Dubitacjusz

Off-topic: zapytam jak "miastowy" doradcę związków rolniczych

O co chodzi z tą nową ustawą. Teoretycznie cel ochrony polskiej ziemi przed wykupem, zwłaszcza na Ziemiach Odzyskanych, wydaje się słuszny (ze względu na nierównowagę kapitału).

oto Konrad Rękas

Ustawa bije poniekąd w

Ustawa bije poniekąd w latyfundystów zainteresowanych dalszym zwiększaniem stanu posiadania bardziej niż w "zwykłych" rolników - przeważnie dzierżawców, dzięki dzierżawie bardziej elastycznie reagujących na wymogi rynku. Peezel jako partia obszarnicza ;) występuje więc przeciw regulacji może nie najlepszej (bo lepsze byłoby wystąpienie z UE i regulowanie sobie obrotu ziemią wedle uznania), ale jednak jakiejś - w obronie własnego zaplecza finansowego. A ponieważ są też grupy zbliżone interesami, ale spoza PSL - stąd wrzask.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.