Viktor Orbán i walka o suwerenność Węgier (1)

Viktor Orbán, będąc od ponad 5 lat premierem Węgier, przekształcił swój kraj. Rzucił przy tym wyzwanie Zachodowi − nie zgodził się na peryferyjny status swego kraju i liberalny model gospodarki, kończąc z jego eksploatacją i kładąc podwaliny pod rozwój gospodarczy i dobrobyt społeczny. Pokazał, że istnieje inna droga niż zaciskanie pasa społeczeństwu i jednoczesne tolerowanie wypływających z kraju zysków inwestorów. Zacisnął pas lecz tym, którzy wcześniej zbierali wspaniałe żniwa w systemie, wykreowanym po upadku komunizmu.

Przeprowadził reformy na ogromną skalę w kraju, który był na skraju bankructwa. Wyszedł zwycięsko z sytuacji skrajnie kryzysowych, wygrywając kilka poważnych starć. Jego głównym celem jest obrona narodowej suwerenności Węgier wobec Brukseli, Waszyngtonu, a także globalnych interesów gospodarczych, reprezentowanych przez MFW czy międzynarodowe banki i koncerny.

Rządy Fideszu pokazały, że nawet małe państwo, uwiązane restrykcyjnymi strukturami europejskimi ma w ręku wystarczające narzędzia do poprawy sytuacji jego obywateli. Pokazuje także, że można wiele zmienić, jeśli znajdzie się przywódca, zintegruje elity polityczne i zmobilizuje społeczeństwo. Węgrom udało się, choć przejmując władzę, mieli niezwykle trudną sytuację.

Co takiego zrobił ten twardy i zręczny gracz polityczny, jasno i zdecydowanie wyrażający swoje poglądy? Czym tak naraził się zarówno opozycji w kraju, jak i światowym potęgom? Przyjrzyjmy się celom, które mu przyświecały, wyzwaniom, którym musiał stawić czoła, reformom, jakie przeprowadził, reakcjom, jakie wywołał. Może ten rzut oka na dokonania premiera Orbána będzie przydatny do oceny tego, co dzisiaj dzieje się w Polsce.

Rewolucja przy urnach

Wygrana Fideszu w wyborach 2010 r. była absolutna – otrzymał bezwzględną większość 53% głosów i dzięki ordynacji przewidującej premię dla zwycięskiej partii − otrzymał 68% mandatów w parlamencie, co dawało stabilność sprawowania rządów i umożliwiało konstytucyjne zmiany ustrojowe.

Orbán wielokrotnie mówił o „rewolucji przy urnach” lub „rewolucji dwóch trzecich”, uznając tak wielkie zwycięstwo wyborcze za społeczne przyzwolenie na głębokie zmiany kraju. Fidesz natychmiast po zwycięstwie przystąpił do reform i już w 2010 r. wprowadził najbardziej bolesne i kontrowersyjne zmiany.

Trudne dziedzictwo poprzednich rządów

Musiał jednak zmierzyć się z pozostałościami starego systemu władzy. Państwo w 2010 r. stało na skraju bankructwa, choć początki procesu transformacji lat 90-tych wyglądały obiecująco, gdy Węgry były prymusem we wdrażaniu prywatyzacji, liberalizacji i programów MFW, zajmowały pierwsze miejsca w rankingach transformacji. Otwarcie rynku, sprzedaż podstawowych gałęzi gospodarki (przemysłu, branży samochodowej, telekomunikacji, bankowości) były uznawane za wzorcowe.

Jednak węgierska gospodarka, w której eksport stanowi 95% PKB, uzależniła się od zagranicy, prawie dwie trzecie produkcji przemysłowej wytwarzały przedsiębiorstwa zagraniczne. W rezultacie budżet został pozbawiony źródeł dochodu, zadłużał się (w 2006 r. deficyt budżetowy osiągnął 9,4% PKB), na koniec długi państwa doszły do 82% PKB i zadłużenie było najwyższe wśród krajów Europy Centralnej. Gospodarka wykazywała deficyt handlowy, z kraju wyciekały ogromne ilości pieniędzy – deficyt rachunku bieżącego wynosił aż 8% PKB, a zadłużenie zagraniczne (głównie prywatne) urosło w 2008 r. do 115% PKB.

Viktor-Orban--premier-Wegier.jpg

Węgierski kryzys został spowodowany nieodpowiedzialnym zachowaniem elit rządzących, które zadłużając się, kupowały zadowolenie społeczne. Na dodatek okłamywały naród – podsłuchano jak premier lewicowego rządu Ferenc Gyurcsány mówił do swoich kolegów partyjnych: „kłamaliśmy rano, w południe i wieczorem, w dzień i w nocy, miesiącami, latami, wszystkich oszukaliśmy i przez fałsz dorwaliśmy się do władzy...”.

Pomimo tak niepokojących wskaźników, Węgry cieszyły się wysoką oceną agencji ratingowych, które, dopiero gdy uderzył światowy kryzys 2008 r., zaczęły obniżać bardzo dobre oceny finansowe kraju. Wtedy inwestorzy uciekli z pieniędzmi, sytuacja naturalna w krajach peryferyjnych. Węgry mocno to odczuły − na przełomie 2008 i 2009 r. za granicę wypłynęło aż 11,5% PKB, co spowodowało skurczenie się gospodarki o prawie 7%. Żeby nie zbankrutować w listopadzie 2008 r. rząd musiał pożyczyć 20 miliardów euro od Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Pożyczki udzielono na twardych warunkach „zaciskania pasa” („austerity”), czyli obniżenia płac, redukcji rent i emerytur, podwyższenia wieku emerytalnego, likwidacji osłon socjalnych, podniesienia VAT-u z 20 do 25% i wprowadzenia podatku od nieruchomości. Środki z pożyczki przepłynęły na konta banków wierzycieli, a przedsiębiorstwa masowo zwalniały pracowników.

Transformacja, tak dobrze oceniana przez międzynarodowe organizacje, dla Węgrów była katastrofą. W pierwszym dziesięcioleciu XXI w. nastąpiło skurczenie się klasy średniej i polaryzacja społeczeństwa. Spadła liczba pracowników przemysłu, osób prowadzących własną działalność gospodarczą, zwiększyła się liczba pracowników niewykwalifikowanych, których na dodatek zastępowały osoby z wyższym wykształceniem, nie mogące znaleźć pracy na miarę swoich kwalifikacji, często nawet zasilające szeregi bezrobotnych.

Viktor Orbán: „Kraj był na krawędzi bankructwa. Sprzedano i skradziono wszystko to, co było gęstsze od powietrza”.

Kryzys doprowadził do sytuacji, w której 72% Węgrów uważało, że żyją gorzej niż za komunizmu (35% Polaków miało takie zdanie), a tylko 8% stwierdzało, że żyje się im lepiej (47% Polaków). W 2010 r. prawie wszyscy (94%) uważali też, że sytuacja gospodarcza jest zła (w Polsce „jedynie” 59%). Towarzyszyło temu rozczarowanie transformacją – 89% uważało, że to inni są beneficjentami zmian ustrojowych, a tylko 17% uważało, że zyskali zwykli ludzie.

Trudno się takim opiniom dziwić, gdy płaca pracownika przez 40 lat zwiększyła swoją siłę nabywczą zaledwie o 28%, a PKB na przeciętnego Węgra wzrósł aż trzykrotnie. Corocznie z kraju wypływały dochody z zagranicznych inwestycji rzędu 5 − 7% PKB – więcej niż wydatki budżetu na oświatę i zdrowie.

czytaj część drugą...

- - -
publikacja dla : "Nowa Debata"

nowa-debata.jpg

oto Andrzej Andrzej

Czasami coś napisze o Polsce i świecie.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Tematy: 

Dyskusja

oto Marek Bekier

Solidnie się zaczyna,

Solidnie się zaczyna, szczególnie te porównania odczuć społecznych między Węgrami a Polską. Niecierpliwie czekam na c.d. i wstrzymuję się od dalszych komentarzy w tej części.

oto Krzysztof M

Przyszedł Orban i posprzątał.

Przyszedł Orban i posprzątał. A kto posprząta u nas?

oto wzl

Sprzątanie

Nie możemy porównywać się do Węgier i nie tylko do nich. Polska jest specyficznym krajem, który przez setki lat był miejscem największego skupiska Żydów na świecie. I z tego tak łatwo się nie wychodzi. To oni po okresie "Wielkiej Emigracji" zdominowali życie umysłowe, naukowe i gospodarcze kraju. II wojna światowa niewiele w tym temacie zmieniła, a jeśli coś zmieniła, to to, że życie polityczne też zostało przez nich zdominowane. Dlatego nie będzie u nas drugiego Orbana i nikt nie posprząta. Czas wreszcie przejrzeć na oczy i nie żądać od obcych, by działali w naszym interesie.

oto Krzysztof M

Więc co pan proponuje dla

Więc co pan proponuje dla poprawy sytuacji?

oto wzl

Propozycja

Więc co pan proponuje dla poprawy sytuacji?

To, co pan - edukację. Ale to oczywiście tak łatwo się mówi. Sama edukacja to za mało. My tak naprawdę nie jesteśmy narodem i społecznością. My jesteśmy zbiorem indywidualistów i nie potrafimy działać w zespołach ani pomagać sobie. I może właśnie dlatego tak łatwo udało się Żydom nas zdominować. Co zrobić, żebyśmy potrafili ze sobą współpracować, wspierać się i szanować? Powiem szczerze - nie wiem.

oto Andrzej

edukacją zarządza państwo

pan może jedynie robić konspiracyjne grupki, które wykruszą najdłużej po roku, dwóch.

Więc to nie jest wyjście

oto wzl

Wjście

Dlatego napisałem, że to się tak łatwo mówi. Właśnie w tym wyliczaniu, w czym dominują Żydzi, zapomniałem o edukacji, stąd pańska uwaga jest jak najbardziej słuszna.

oto Krzysztof M

Więc cóż pozostaje? Może

Więc cóż pozostaje? Może lobbing wśród elit?

oto wzl

Lobbing

Więc cóż pozostaje? Może lobbing wśród elit?

Ale elity są żydowskie.

oto HeS

Jakie wyjście.

@Andrzej:" edukacją zarządza państwo"

To sam Pan sobie odpowiedział na pytanie. Trzeba interesować się polityką i dbać o "dobór kadr". Innej drogi zmian niż polityczna, nie ma.

oto chłop jag

Chwała Orbanowi, że potrafił

bo nie jest łatwo zrobić cośkolwiek pozytywnego dla kraju i ludzi - w państwie postkomunistycznym - i to w ramach tzw. demokratury.
Prawdopodobnie Orbanowi pozwolono na naprawę państwa - bo nie było już innego wyjścia. Bruksela nie chce rewolty w kołchozowych landach - a przecież sytuacja na Węgrzech do tego prowadziła. U nas też nie jest lepiej więc prawdopodobnie PiS uzyskał już pozwolenie "Brukseli" na działania podobne do tych, które wytyczył Orban.
Wniosek?
Cały szpil polega na tym, że za parę lat skończą się pieniądze unijne - więc bez zrobienia remanentu w państwie już teraz - będzie potem potworny klops - tołażysze.

oto Andrzej

Łaska ludu na pstrym koniu jeździ

Orban przeprowadzał trudne reformy, w czasie kryzysu, gdy kosztami obciążano społeczeństwo.

Jego notowania w sondażach spadały znacznie niżej. Ale to tylko sondaże. Orban ma potężne parcie na suwerenność Węgier. Takiego nie widać w Polsce, niestety.

oto Ekspe

Ciekawą myśl wyraził

Ciekawą myśl wyraził Krzysztof Wyszkowski.
W jednej z pierwszych migawek wiadomości TVP1 (czwartek, 18 luty) stwierdził, że ujawnienie kiszczakowych dokumentów m.in. dotyczących Magdalenki i okrągłego stołu może przyczynić się do " zwiększenia podmiotowości" Polski, dzięki zmniejszeniu uzależnienia naszych elit od agentury amerykańskiej, niemieckiej i rosyjskiej.
W kolejnych wydaniach wiadomości tej jego wypowiedzi już nie zauważyłem.

Być może Krzysztof Wyszkowski ma rację, że upublicznienie faktu wpływów zewnętrznych na naszą elitę stworzyłoby sprzyjające warunki do nadrabiania deficytów suwerenności.
Nowy, wyłoniony spoza obecnych elit "polski Orban" mógłby mieć może trochę łatwiej.

Ale, czy znajdą się odważni dziennikarze i historycy, którzy ujawnią pełną dokumentację tych uzależnień. Czy będzie to jak zwykle bezpieczne, selektywne podejście uwzględniające tzw. "prawdę etapu"?
I w ogóle, czy IPN i w jakim stopniu udostępni "kiszczakowe" dokumenty?

oto Andrzej

szczerze mówiąc

nie widzę ŻADNYCH śladów takiego ruchu w kierunku suwerenności od wpływów zewnętrznych (no oczywiście oprócz rosyjskich :-)

Depesze Wikileaks pokazały całkowite podporządkowanie naszych elit ambasadzie na Ujazdowskich.

A to raczej wypatrywanie nadziei w kubku z fusami niż realne fakty... niestety.

oto Roman

dodam jeszcze

ze prez. A. Duda "cieszy sie" 37,1 % zaufaniem, a Petru jest drugi i wyprzedza Szydlo.
Tylko patrzec, jak proby reform polskiego rzadu przy takim poparciu moga doczekac sie udanych ulicznych protestow kodziarzy i "stanowczych" rakcji panstw czlonkowskich "ukladu unijnego"... Juz Petru o to zadba...

Czytajac komentarze Polakow na roznych portalach przerazeniem doprawdy napawa mnie ogrom nienawisci do PiSu....

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.