Dlaczego nie stoją blokady?

Rok temu o tej porze Polska mogła przypomnieć sobie czasy „Samoobrony”. Na drogach znowu stanęły blokady, ciągniki ruszyły marszem gwiaździstym na Warszawę, płonęły kukły ministrów, rozeźleni producenci rolni wyliczali wszystkie straty poniesione w wyniku błędnej polityki państwa, a przez media i część blogosfery przewalał się tradycyjny hejt nt. „o co chłopkom chodzi, przecież śpią, a im rośnie”. Dziś ceny skupu bynajmniej nie są lepsze, niemal żaden z postulatów rolniczych sprzed 12 miesięcy nie został zrealizowany, a obecny rząd realizuje tę samą politykę, co poprzedni, tak na poziomie strategii (stosunek do Wspólnej Polityki Rolnej, skutkujące embargiem relacje z Rosją), jak i szczegółów (problem rzekomego ASF). Pomimo jednak ewidentnego braku pomysłów PiS na politykę rolną – polska wieś czeka.

Bajki i klechdy ludowe

Bierności (pokrywającej wcale niemałe oburzenie i zniechęcenie rolników) nie tłumaczą bynajmniej mocno chaotyczne gesty ze strony obecnej ekipy. Zarówno ustawa o obrocie ziemią, jak i kontredans wokół reformy prawa łowieckiego, acz ważne – nie stanowią bowiem o istocie problemów dotykających systemowo nasze rolnictwo, nie są więc też najistotniejsze dla ich rozwiązania i wyjścia z kolejnego już, a w zasadzie permanentnego kryzysu. Zastanawiając się na czym on polega – zanim zrozumiemy przyczyny zaskakującego braku blokad na polskich drogach – wyłapać winniśmy kilka podstawowych mitów dotyczących sytuacji społeczno-politycznej wsi.

Kiedy możemy być pewni, że zapaść polskiej produkcji rolnej staje się nie do zniesienia? Kiedy przekracza poziom cierpliwości najbardziej rozwojowej (w założeniu i w normalnych krajach) części producentów: 30-40-letnich gospodarzy, którzy zainwestowali w sprzęt, powiększyli areały (w zależności od regionu kraju gospodarując na 30-50 i więcej hektarach), zrzeszyli się w grupach producenckich (co od dekady kolejne rządy suflowały im jako uniwersalne lekarstwo na wszystkie bolączki), słowem w przeciwieństwie do wielu innych – utrzymali się na rynku, nie będąc tylko mieszkańcami wsi idącymi po jajka do „Biedronki”, ale prawdziwymi rolnikami. Ani w 1990, ani w 2000, ani w 2015 r. na drogach nie stał bynajmniej lumenproletariat (choć ten często głosował na radykalniejsze partie chłopskie), ale właśnie gospodarze. To dlatego ich ciągniki tak raziły miastowych nie rozumiejących, że to nie bryki dla szpanu – ale narzędzia pracy. Ilość autentycznych rolników stale w Polsce spada (choć statystyki ubezpieczenia w KRUS wskazują na pewne falowanie w okresie ostatnich 15 lat – co jednak wynika przede wszystkim z innych, pozarolniczych, a raczej składkowych kwestii...), kiedy więc decydują się oni na protesty – musi już być naprawdę źle.

I to nie tylko w jednej branży – ale co najmniej w kilku naraz. Blokad bowiem nie bywa, jeśli np. górce świńskiej towarzyszą wysokie ceny skupu zbóż, albo kiedy wprawdzie w zbożach zastój – ale „idzie” mleko, a w drobiu jest prosperity. Produkcja rolna w Polsce jest już mocno zdywersyfikowana, powiązana z przetwórstwem i mimo braku systemowego wsparcia państwa relatywnie dość bezpieczna – o ile rządzący wykonują rzetelnie przynajmniej minimum swojej pracy, tzn.: uruchamiają mechanizmy wsparcia wtedy, kiedy są one niezbędne, nie blokują błędami dyplomatycznymi eksportu, nie tworzą nieuczciwej konkurencji przez tolerancję przemytu czy wprost wpuszczanie do Polski i na rynek unijny produkcji zewnętrznej, no i nie uniemożliwiają obrotu produkcją rolno-spożywczą, samemu wprowadzając szkodliwe i zbędne obostrzenia fitosanitarne. Słowem rolnik polski już od dawna nie chce ani przywilejów, ani nawet jakiejś szczególnej pomocy państwowej – tylko żeby mu nie przeszkadzać i nie mieszać prawnie.

„Po prawdzie panocku, to jest łowcarek, nie łowiecka”

Ponadto – czy wiecie Państwo jak najłatwiej poznać, że na wieś przyjechał miastowy polityk agitować chłopów, niczym ZWM-owiec za reformą i elektrycznością? Kiedy drapie się nerwowo po brodzie, w oczach ma popłoch, cen nie zna, o gospodarowaniu nie ma pojęcia i nagle na twarzy pojawia mu się ogromna ulga – już WIE! „A dopłaty są za niskie i skandalem jest, że nasz rolnik ma mniej, niż zachodni!” - wali na pewniaka, kłania się, siada i czeka na oklaski. Tymczasem „chłop polski” ciemny już raczej nie jest, dopłaty przyjmuje jakie są (choć za wyższe by się nie obraził), umie obracać się na rynku w realiach jakie mu stworzono – i chciałby się dowiedzieć konkretów. Np. czemu w 2016 r. powtarza się sytuacja z roku 2014, kiedy to w styczniu Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa była w stanie wypłacić ledwie połowę dopłat bezpośrednich. Ani PiS-owskie tłumaczenie, że „system komputerowy nie działa”, ani PSL-owskie, że „wyrzucili fachowców!” specjalnie rolników nie zadowala – choć znowu, wbrew miastowym opiniom, dopłaty do hektara nie są bynajmniej główną składową dochodowości w rolnictwie.

Rolnik polski nie jest też miastowym bubkiem, który udaje, że zna się na ekonomii, a nie wie np., że procent nie jest samodzielną wartością – bo musi być mówiąc po chłopsku „od czegoś”. Słowem to w miastowej telewizji peezelowscy ministrowie i prezesi mogli dodawać „cirka koma przecinek eksport na Wschód spadł o miliardy, ale za to Izraela wzrósł o dziesiątki procent”, bo rolnik liczyć umie i wie, że to pierwsze to wymierna strata, a drugie przyrost nieznaczący i nierozwiązujący problemów naszej produkcji żywca czy mleka. Te zaś są nieodmiennie od co najmniej dwóch lat poważne. Na rynku generalnie mamy zastój lub nawet spadki w stanach niskich. Żywiec z ceną ok. 4,50 zł/kg jest wciąż poniżej kosztów produkcji, lecą w dół zboża, rzepak, bydło, mleko. Co gorsza – tendencjom tym towarzyszy wyraźny wzrost cen żywności w detalu, z perspektywą ograniczenia konsumpcji (np. wieprzowiny), co tylko powiększa irytację producentów.

A mimo to póki co złoszczą się oni po cichu, na drogach wciąż nie ma ciągników – i to chociaż jesteśmy już praktycznie na przednówku, a więc w ostatnim okresie względnego braku zajęć w rolnictwie, którzy to czas przeważnie nasi producenci wykorzystywali dotąd na objawienie rządzącym swego niezadowolenia. Czemu tak się dzieje? Bo nikt jeszcze nie krzyknął: chłopy, idziemy!

Związki, których nie ma

Zeszłoroczne blokady, choć odbywały się przede wszystkim pod szyldem najmłodszego i najbardziej radykalnego Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych (nie będącego częścią pracowniczego OPZZ) – organizowane były przede wszystkim spontanicznie, przez lokalnych liderów i całe grupy, które działając na zasadzie wzajemnego zaufania, internetu (który nawet na wsi zastępuje ławeczkę i drzewko pod sklepem, czyli dotychczasowe formy szybkiej komunikacji i wymiany poglądów) skrzykiwali się na skalę przekraczającą możliwości mobilizacyjne którejkolwiek z istniejących (?) w Polsce rolniczych organizacji związkowych. Żadna z nich zwołując nawet cały swój aktyw i sympatyków - nie byłaby w stanie postawić bodaj jednej-dwóch, nie mówiąc o kilkuset blokadach w całym kraju, z których część w szczytowych momentach osiągała wielkość 1000-1500 uczestników i kilkaset maszyn.

To bowiem sekret i mit kolejny: w istocie rolnicze związki zawodowe w Polsce nie istnieją! Sama ich nazwa jest zresztą myląca – co to bowiem za „związek zawodowy”, który łączy nie pracobiorców (choć pracowników), tylko pracodawców? Rolnicze związki to w rzeczywistości zrzeszenia producentów, co jednak wcale nie rozprasza nieufności neo-liberałów, nienawidzących „szmol-biznesu” niemal tak samo, jak związków jako takich (nienawiść do zrzeszania się to widać u niektórych jakaś forma mizantropii...). Dokładnie zaś rzecz biorąc – taką rolę i taki charakter związki rolnicze mają w krajach rozwiniętych, w których w ogóle poziom uzwiązkowienia jest wyższy, a organizacje producenckie są znaczącymi podmiotami gospodarczymi, liczącymi się także na niwie politycznej, choć przeważnie samodzielnie i bezpośrednio się w nią nie angażując.

Tymczasem w Polsce na przeszkodzie realnemu zaistnieniu związków rolniczych – stają przede wszystkim kwestie finansowe, no i oczywiście polityka. Teoretycznie system powinien wyglądać tak, że związki reprezentując producentów wobec przetwórców i innych kontrahentów (podmiotów skupowych, handlu hurtowego itp.) utrzymują się ze składek będących stałym procentowym odpisem od zawieranych przez rolników umów. Sęk w tym, że już w latach 90-tych rozwalając polskie przetwórstwo (z którego to pogromu udało się ocalić niemal wyłącznie mleczarstwo), rozrywając jego więzi (przeważnie spółdzielcze) z producentami – pozbawiono ruch związkowy kroplówki finansowej, a co za tym idzie i zaplecza. Doprowadzono więc do sytuacji, w której jedynym znaczącym źródłem finansowania działalności związkowej – są oficjalne dotacje z budżetu państwa i pół-oficjalne dodatkowe profity związane z popieraniem aktualnie rządzącej opcji. Te pierwsze reguluje obecnie do 2020 r. znowelizowana ustawa o izbach rolniczych, na mocy której rok rocznie, w związku ze stosownym rozporządzeniem Rady Ministrów – sześć organizacji uzyskuje refundację swego uczestnictwa w unijnym porozumieniu związkowców rolniczych i spółdzielców, czyli Komitecie COPA-COGECA. Dotyczy to związanych z PSL: Krajowej Rady Izb Rolniczych, Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych, Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych, pro-PiS-owskich NSZZ RI „Solidarność” oraz ZZR „Ojczyzna”, a także „Samoobrony”. W analogiczny sposób dofinansowany jest kierowany przez PSL-owców Związek Zawodowy Centrum Narodowe Młodych Rolników, tyle tylko, że pod pretekstem pokrycia kosztów udziału w Europejskiej Rady Młodych Rolników – CEJA.

To jednak „tylko” ok. 4 mln zł rocznie. Większe profity czerpane są z różnych innych, zależnych od władz źródeł – z KRUS-u, programów rządowych i „europejskich”, no i oczywiście z typowego dla III RP podatku od kapitalizmu partyjnego, czyli z posad w agencjach rolnych i tym podobnych instytucjach. Obecnie więc zarówno główne, czyli zalegalizowane oficjalnym wsparciem państwa, jak i aspirującego do jego uzyskania organizacje (których jest co najmniej drugie tyle) zajmują się kwestiami polityczno-personalno-finansowymi. Środowiska pro-PiS-owskie usuwają z agencji, KRUS-u i wydziałów rolnictwa urzędów wojewódzkich, a także zależnych spółek ludzi związków pro-PSL-owskich, trwa przepychanka o zmianę lub utrzymanie zasad finansowania związków, tak o kwoty, jak i listę uprawnionych, słowem o regulację smyczy, na której trzymani są działacze rolniczy, nie zaś o jej przecięcie i swobodne wyrażenie tego, co rzeczywiście aktualnie boli nasze rolnictwo.

Dożynki na przednówku

Tym przede wszystkim należy tłumaczyć obecny, pozorny spokój na polskiej wsi, pod którym tli się jednak takie same jak dotąd niezadowolenie, tym potencjalnie groźniejsze, że nie mogące znaleźć sobie ujścia. Oczywiście, wielu wyborców wiejskich głosowało na PiS (ale także na Kukiza czy nawet JKM), liczne są głosy, by dać rządowi szansę i czas – a w dodatku polski rolnik jest z natury raczej cierpliwy i rozważny, by nie powiedzieć powolny. Mamy więc sytuację, w której równie fikcyjna dotąd, jak inne związki „Solidarność” RI zajmuje się niemal wyłącznie lokowaniem krewnych i znajomych na stołkach opróżnianych z PSL, OPZZRiOR próbuje z opóźnieniem dyskontować zeszłoroczny pokaz siły na blokadach prowadząc rozmowy z przedstawicielami rządu o dzikach, ASF, prawie łowieckim i abolicji dla uczestników poprzednich protestów, ludowe związki wobec niemal zerowej wiarygodności na wsiach siedzą cicho czekając na zmianę koniunktury – a polski rolnik z namysłem patrzy na swój ciągnik: odpalić go i postawić w poprzek drogi, czy jeszcze trochę zaczekać...?

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Tematy: 

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Pytanie prosto z miasta

Czy przy modzie na zdrową żywność nie należy się pogodzić, że żywiec będzie nieopłacalny (przynajmniej dopóki nie ograniczy się podaży)?
Na ile chłopi się przestawiają na:
- drób (kury, kaczki, indyki)
- ryby słodkowodne

oto Konrad Rękas

Polskie drobiarstwo jeszcze w

Polskie drobiarstwo jeszcze w latach 80-tych należało do gałęzi najnowocześniejszych i dofinansowanych. Potem była zapaść lat 90-tych, potem odbicie, znowu kryzys na przełomie wieków, obecnie teoretycznie potencjał jest duży, ale problemy te same co w innych sektorach. Rynek wewnętrzny jest zresztą słaby, natomiast drobiarze w miarę skutecznie wybijają się zwłaszcza poza Unię.

Rybactwo? To jednak nie ta skala...

oto AnnaK

w istocie rolnicze związki

w istocie rolnicze związki zawodowe w Polsce nie istnieją!

To komu Pan doradza?

Konrad Rękas
Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.

Przestali płacić?

oto Konrad Rękas

w istocie rolnicze związki

w istocie rolnicze związki zawodowe w Polsce nie istnieją!

To komu Pan doradza?

Ajajaj, niedobrze jak krytykowany zna się na tym, o czym pisze? :)

Przestali płacić?

A Pani (?) tu platonicznie, na akord, czy na etacie? :)

oto AnnaK

Ajajaj, niedobrze jak

Ajajaj, niedobrze jak krytykowany zna się na tym, o czym pisze? :)

A z jakiego powodu mialby się Pan znać na tym o czym pisze? Z powodu doradzania?
Cena tuczników w skupie, to nie cztery zł, tylko trzy z groszami.

oto mikolaj

Rolnik swoj rozum ma...

I wie, ze zadne zwiazki czy inne "organizacje" za niego nie beda pracowac - a ich glownym celem jest... zebranie pieniedzy na place zarzadu...

oto Konrad Rękas

Cena tuczników w skupie, to

Cena tuczników w skupie, to nie cztery zł, tylko trzy z groszami.

U Pani w skupie? To musi Pani koniecznie podnieść, bo konkurencja nie śpi :)

oto AnnaK

konkurencja nie śpi :)

konkurencja nie śpi :)

Nie ma żadnej konkurencji. Wszyscy to jedna klika.

oto Dubitacjusz

Ja się nie znam, ale w internecie piszą

Analiza cen tuczników i macior z dnia 15.02.2016

Ceny skupu tucznika uzyskane w poniedziałek, 15.02.2016 r., z ubojni, zakładów mięsnych oraz innych źródeł krajowych wahają się w granicach: od 3,30 do maksymalnie 4,40 zł/kg (netto), a na wbc w klasie E: 4,80-5,55 zł/kg.

Cenę minimalną żywca przez tydzień (tj. od poniedziałku, 08.02.2016 r.) utrzymano na tym samym poziomie, maksymalną podniesiono o + 0,10 zł/kg. Oferowana średnia cena skupu w wadze żywej to: 3,83 zł/kg (na podstawie 37 cenników firmowych). Tydzień temu średnia ta wynosiła 3,79 zł/kg.

oto chłop jag

Czemu tak się dzieje? Bo nikt

Czemu tak się dzieje? Bo nikt jeszcze nie krzyknął: chłopy, idziemy!

Niezadowolenie na wsi trzeba wykorzystać w celu przyspieszenia wyborów samorządowych.
Wniosek?
W odpowiednim czasie padnie rozkaz - chłopy, idziemy - tołażysze.

oto Mar.Jan

Trzeba prawnie zmusić do jedzenia wieprzowiny!


Żywiec z ceną ok. 4,50 zł/kg jest wciąż poniżej kosztów produkcji, lecą w dół zboża, rzepak, bydło, mleko. Co gorsza – tendencjom tym towarzyszy wyraźny wzrost cen żywności w detalu, z perspektywą ograniczenia konsumpcji (np. wieprzowiny), co tylko powiększa irytację producentów.

No? Bardzom ciekaw, jak by autor wyjasnił ten nieustanny spadek cen wieprzowiny? Kto określa ceny skupu żywca?

Ja mam swoje wyjasnienie i nie zawaham się go użyć!

Otóż mamy przecież "zintegrowany, chroniony i wspierany" przez biurokratów paneuropejskich rynek rolny.
A chłopi francuscy nie wylewaja czasem mleka przed Pałacem Elizejskim? Nie obrzucają rządowych limuzyn świńskimi łbami? Jesli nie rzucaja łbami to chyba tylko ze strachu przed mudżahedinami, którzy by im zaraz urżnęli to i owo...
Moim zdaniem takie sa własnie efekty "wspierania" rynku rolnego przez biurokrację. Skoro pańswo (lokalne czy UE) DOPŁACAŁO do produkcji a to mleka, a to mięsa, to chłopi produkowali tego towaru więcej niz potrzebuje rynek. W końcu zapasy (żywnośc ma krótki termin przechowywania) urosły na tyle, że skupy nie chcą przyjmować tego towaru, którego konsumenci widocznie NIE POTRZEBUJA.
I tak oto zaczęła działać nieistniejąca rzekomo niewidzialna ręka rynku. Skoro towaru jest za dużo, jego cena spada. Skoro spadła poniżej progu opłacalności, to część producentów MUSI ZREZYGNOWAĆ z produkcji. Gdyby skupy chciały więcej miesa to oferowały by wyższe ceny.
Nie ma i nikt nie znajdzie żadnego innego rozwiązania.
Tylko wolny rynek jest w stanie uczciwie poinformowac producentów co NAPRAWDĘ sie opłaca, to znaczy: czego oczekują konsumenci. Konsumenci głosują swoimi pieniędzmi, i to oni są prawdziwymi decydentami, którzy kierują produkcją w systemie gospodarki rynkowej.
Kto temu nadal zaprzecza, ten ma kłopot z logicznym mysleniem.
Wnioski: Trzeba zlikwidowac wszelkie dopłaty do rolnictwa (do górnictwa, hutnictwa, do wszystkiego) i dopiero wtedy bedzie wiadomo co się opłaca i ile wieprzowiny oraz mleka należy dostarczyc na rynek.
Rząd i jego "polityka gospodarcza" jest do niczego niepotrzebny. To własnie polityka gospodarcza rządu generuje te problemy, które następnie z trudem i bez powodzenia usiłuje rozwiązywać.
To też stanowi pośredni dowód tego, że żyjemy w ustroju "socjalizmu z ludzką twarzą". Niby są kapitaliści i "wolni" rolnicy, ale zależni od rządu w takim samym stopniu co dyrektorzy fabryk i kołchozów w socjalizmie.
Ba!, mają nawet gorzej niż w kołchozach, bo dyrektor kołchozu miał w nosie to czy sprzedał i zarobił czy nie sprzedał i stracił. I tak państwo za wszystko odpowiadało. A chłop jednak traci WŁASNY MAJĄTEK.
Też się dziwię, że nie protestują...oczywiście przeciw dopłatom!

oto HeS

Do czego wieprzowina

@Tomasz Dalecki:"(poza pieczonym boczkiem i wątróbką) "

Zaraz, zaraz, a golonka do wódeczki czy piwka, to zła?
Tak na marginesie, to żadna wołowina czy drób nie nadaje się na zakąskę do wódki.

oto Tomasz Dalecki

Zaraz, zaraz, a golonka do

Zaraz, zaraz, a golonka do wódeczki czy piwka, to zła?

Nie, że zła.. ale tylko od czasu do czasu. I tylko z wódeczką albo piwem.

Tak na marginesie, to żadna wołowina czy drób nie nadaje się na zakąskę do wódki.

drobiu nie jadam w zasadzie, ale co do wołowiny to się Pan bardzo myli.
Nie ma lepszej zakąski niż tatar.
Zresztą tatar ma jeszcze tę jedną zaletę, że nawet badziewna polska wołowina się nada.

oto Mar.Jan

dzięki

Nie przejmuję się minusami :)
Chciałem tylko podgrzać dyskusję ;)

oto AnnaK

Kto określa ceny skupu żywca?

Kto określa ceny skupu żywca?

Ceny skupu określają duzi przetwórcy, czyli obcy kapitał, który przejął polskie zaklady mięsne.
Od siebie przywożą różne ochłapy, ktore w jakichś 50-ciu procentach szprycują chemią i woda i sprzedają to jako pełnowartościowe wędliny.
Nie ma kto protestować, bo polscy rolnicy w zasadzie już nie hodują świń. Pozostała jedynie garstka, która nastawiła się na masowa produkcję i to głównie ich dotykają te niskie ceny.
Drobny hodowca, za taką cenę na skupie nie sprzeda, bo za świniaka około 130 kg otrzyma około 400 zł. Po zabiciu i sprzedaży wędlin otrzyma około 1200 zł i jeszcze mu zostanie dla siebie. Wiec albo tak robi, albo w ostateczności sprzedaje prywatnemu odbiorcy, ktory kupuje na własne potrzeby, ale po cenie 5 zł za kg. Temu co kupuje i tak się opłaci.

Moim zdaniem takie sa własnie efekty "wspierania" rynku rolnego przez biurokrację.

To Pańskie zdanie, ale jak dość często bywa, mylne. Nie ma żadnego wspierania rynku. Gdyby było, to po pierwsze byłby zakaz skupu poniżej kosztów produkcji, a po drugie byłaby bardziej rygorystyczna kontrola jakości sprowadzanego do Polski mięsa i tworzonych przetworów mięsnych.
Ślady antybiotyków, czy hormonów wzrostu, powinny dyskwalifikować każdą partię mięsa.

Skoro towaru jest za dużo, jego cena spada.

Powiem szczerze, że zaczyna mnie Pan irytować. Jezeli już zauważa Pan, że jego cena spada, to czemu umyka Pańskiej uwadze, że tylko w skupie?
Proszę również zauważyć, że w razie jakiegoś światowego kataklizmu, Polacy będa głodować, bo polskie rolnictwo, nie produkuje dostatecznie dużo żywności.

oto Mar.Jan

Zmartwilem się tą wiadomością!

Powiem szczerze, że zaczyna mnie Pan irytować

Szczerze radzę: prosze omijać z daleka moje teksty. Nie czytać i nie komentować.
Taka irytacja może być w dłuższym okresie bardzo szkodliwa na głowę, a ja ostrzegam lojalnie, że nie zmienię zdania i nadal będe głosił pochwały wolnego rynku i konserwatywnego liberalizmu.

oto AnnaK

i nadal będe głosił pochwały

i nadal będe głosił pochwały wolnego rynku i konserwatywnego liberalizmu.

Jeżeli w takim stylu jak powyżej, to współczuję jego zwolennikom. Pochwała poprzez jego kompromitację. Cudne. Prawie jak JKM.

oto mikolaj

Trzeba tez pozwolic rolnikom... produkowac i sprzedawac zywnosc.

Sprzedawac bezposrednio odbiorcom - dostana wieksze ceny a kupujacy... mniej zaplaca - niz za to samo z supermarketu.
Mieszkam od dosc dawna za granica - i dzisiaj nie bardzo wiem dlaczego polscy rolnicy nie sprzedaja swoich "wyrobow" na targach w miescie - jak to mialo miejsce 20 lat temu?
Nie oplaca sie? To niech sie tym zajma... bezrobotni... chociaz pewnie i im sie nie bedzie oplacac...

Jak sie nikomunie oplaca - to czas zasadzic lat - nie trzeba bedzie orac i siac a i podatki rolne nizsze - a zyc mozna z zasilkow.

oto Marek Bekier

Popieram całkowicie to o

Popieram całkowicie to o sprzedaży na targach. Końcówka rzeczywiście potwierdza, że Pan nie wie co dzieje się w Polsce: produkować i sprzedawać bezpośrednio nie wolno. Podobno tak jest niehigienicznie, niezdrowo, nielegalnie itd, itp.

oto Eowina

Do polskiego przetwórstwa mięsnego trafia mięso z

całej UE. Zapewne w Rumunii, czy Bułgarii produkcja mięsa jest tańsza i stąd polscy producenci przegrywają. Tak jest zawsze ze wspólnymi rynkami.
Jak przyjdzie TTIP, to będą polscy rolnicy konkurować z Chile czy Kolumbią.

oto mikolaj

Cena - to tylko jeden z aspektow konkurencji.

Nie wszystko co najtansze - jest najlepsze... a raczej jest odwrotnie: rzeczy tanie to najczesciej byle co.
Od konsumenta zalezy, czy wybierze dobre wedliny od lokalnego dostwacy (lub nawet bezposrednio od rolnika) drozej - ale dobre, czy te z supermarketu: tanie, niewiadomego pochodzenia i zawierajace sporo chemii, soli i wody.
To nie wina wolnego rynku - ale kwestia przyzwyczajen i preferencji kupujacych...

Zupelnie na marginesie: cena wieprzowiny w Chile wynosi obecnie okolo 915 peso za kg - czyli 1,28$ co w przeliczeniu daje ... ponad 5 zl za kilogram - moze to jest rozwiazanie: eksport wieprzowiny do Chile?

oto mikolaj

Odkad pamiecia siegne (czyli od polowy lat 60-tych) chlopu

nic sie nie oplacalo. Za Gomulki byl zmuszony odstawiac (tzw. dostawy obowiazkowe) okreslona ilosc zywca (zalezna od wielkosci gospodarstwa), za Gierka byly kredyty - ale dalej sie nie oplacalo, za jaruzelskiego byl juz zupelny kryzys: puste polki w sklepach a rolnikom dalej sie nie oplacalo, bo pieniadz nie mial wartosci i coz z tego, ze popyt byl, skoro za pieniadze ze sprzedazy nie mozna bylo nic kupic.
Nastal "kapitaliam" ( a raczej jego karykatura) lat 90-tych: rynel zostal zalany produktami z Zachodu - a polscy rolnicy (razem z inwentarzem) znowu " w dolku" , po wejsciu do UE pojawily sie doplaty dla rolnikow - ale nizsze niz np. we Francji i dolek jeszcze sie poglebia (zwlaszcza jak Ruskie nie kupuja jablek)...
Jak jest naprawde - kazdy widzi: a jak nie widzi, niech sie przejedzie na wies... oczywiscie te nowe domy, samochody to z pieniedzy zarobionych na saksach (na zachodzie).... moze w takim razie lepiej oddac w dzierzawe nasze pola rolnikom z Niemiec czy Holandii? Im zawsze sie oplaca ...

oto Alej

Dlaczego nie stoją blokady?

Pewno dlatego, że Andrzeja Leppera nie stało.
A może by tak Pan...?

oto pietrzelaj

Wszyscy na tym portalu

Wszyscy na tym portalu niestety mają racje. - Ze dopłaty dezorganizują produkcję, -że ludzie za mało jedzą mięsa, - że w innych krajach niższe koszty produkcji,-itp,itd. Dodam tylko jeszcze jedno: We wszystkich krajach świata jest podobnie a to z powodu, że chłopi jako klasa społeczna jest najmniej wykształcona ( powinienem tu użyć innego zwrotu, ale w dzisiejszych czasach poprawności konsekwencje mogłyby być dla mnie co najmniej przykre) i najmniej zorganizowana, -a reszcie społeczeństwa i rządzącym jest to na rączkę.
Dodam jeszcze, że głównym celem dopłat (jest ich tak na oko około 15.) jest dezorganizowanie rynku na czym korzystają firmy "około rolnicze" oraz utrzymanie niskich cen żywności, -czym zainteresowane są rządy bo jak uczy historia ceny produktów spożywczych były najczęstszym zapalnikiem rewolt.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.