Powstanie Styczniowe w obrazach Artura Grottgera

Gdy wspominamy tragiczne wydarzenia roku 1863 oraz przed i popowstaniową martyrologię Polaków, to przed oczami pierwsze stają nam wizje z powstańczych kartonów Artura Grottgera.


Artur Grottger

Charakterystyczne dla jego twórczości przedstawienie ogólnego aspektu życia narodowego zawarte w jednym, lecz symbolicznym i bardzo psychologicznie zaawansowanym obrazie przemawia widać do wyobraźni wielu pokoleń.


Wanda Monne

Na przykład przekaz „Kucie kos” z cyklu „Polonia” doskonale trafiał w pozytywistyczny kontekst na poły konspiracyjnej działalności gospodarczej czasów komuny, na którą przyszło Polakom zamienić najpierw powstańczy, później wojenny i wreszcie antysowiecki wymiar patriotycznej służby.

Co ciekawe, obraz ten funkcjonował w wielu lokalach tzw.„prywaciarzy”, którzy miast realizować kolejne pięciolatki decydowali się mimo szykan systemu żyć i pracować „na swoim”. Widać przesłanie stało się uniwersalne, a romantyczny dokument zaczął żyć własnym życiem w kolejnym starciu, tym razem już z bolszewickim Azjatą, który konsekwentnie wszak chciał odrzeć Polaków z ich wiary, wolności i własności.


Kucie kos

Kim zatem był Artur Grottger, którego obrazy z jednej strony mają walory poznawcze, a z drugiej niosą wielki ładunek emocji wynikających z mniemania, że oto powstańczy etos przedłuża żywot naszego narodowego mitu i prolonguje ofiarą aspiracje do niepodległego państwa wśród dumnych europejskich nacji?

W krótkim, bo zaledwie trzydziestoletnim życiu artysty niewiele było miejsca dla chwil szczęśliwych, jako że w osobistym wymiarze Grottger niemal bez przerwy zmagał się z brakiem finansów i postępującą gruźlicą.

Urodził się 11 listopada 1837r.w majątku Ottyniowice na Podolu Pierwszych lekcji rysunku udzielał Arturowi jego ojciec Jan Józef, który sam odebrał stosowne nauki w wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych, by następnie posłać syna na studia malarskie do Krakowa i Wiednia.

Rodzic brał udział w Powstaniu Listopadowym jako oficer 5 Pułku Ułanów „Warszawskie dzieci”, natomiast syn choć nie mógł uczestniczyć w wydarzeniach wojennych roku 1863, poznał powstańcze realia z dokładnych opisów licznych uciekinierów, którym tak w Krakowie, jak też Wiedniu organizował wszechstronną pomoc.

Mieszkając w stolicy Austrii nawiązał współpracę z wieloma miejscowymi czasopismami, a także z polskim „Postępem”, którego był redaktorem naczelnym, by po skazaniu Józefa Osieckiego samemu finansować wydawanie osieroconego w ten sposób pisma.

Patriotyczna aktywność artysty sprowadziła na niego kolejne kłopoty, gdy po aresztowaniu w jego mieszkaniu Polaka podejrzewanego o działalność konspiracyjną w Krakowie władze wytoczyły mu proces, co skutkowało także cofnięciem posiadanego stypendium.

Straciwszy stałe dochody młody Artur przebywał na rozmaitych dworach tzw. Galicji , gdzie zarabiał na życie malując doskonałe w formie, jednak tematycznie dosyć banalne obrazy o charakterze komercyjnym.

Przez cały czas pozostawał jednak wierny malarstwu zaangażowanemu w sprawę swojego kraju, tworząc genialne cykle o tematyce powstańczej tak, by zachować oraz przekazać potomnym oryginalny klimat wydarzeń, które stały się udziałem współczesnych artyście pokoleń zniewolonego narodu. W tym trudnym okresie życia powstały powszechnie nam znane cykle przedstawiające zdarzenia z okresu Powstania Styczniowego – „Polonia” (1863) i „Lithuania” (1864 -1866)


Branka

Któż nie kojarzy „Branki”, „Obrony dworu”, „Bitwy”, Żałobnych wieści”, „Na pobojowisku”, czy choćby „Boju”, „Znaku”, „Ducha”, „Widzenia” …Ilustracji czasu straszliwych represji, wymuszonego zrywu, a po niekorzystnym rozwoju sytuacji międzynarodowej nierównej i samotnej walki mordowanego narodu.

Jak dramatyczne były to wydarzenia świadczy historia Placu Zamkowego w Warszawie na którym przed 22 stycznia 1863r. wojska zaborcy dokonywały masowych rzezi, by następnie łamać morale narodu porwaniami polskich dzieci wprost z miejsc publicznych.


Pożegnanie powstańca

Wcześniejsze cykle zatytułowane „Warszawa” powstały jeszcze przed wybuchem Powstania i dokumentują zbrodnie zaborcy, profanacje katolickich świątyń oraz na koniec plany eksterminacji biologicznej 12 tysięcy młodzieży męskiej, które poprzedziły ogłoszenie Manifestu Centralnego Komitetu Narodowego. Są to m.in. obrazy „Pierwsza ofiara”, „Zamknięcie kościołów”, „Wdowa”, „Plac Zamkowy”, „Więzienie księdza”, „Sybir”.


Bitwa

Rysunki wykonywane najczęściej czarną kredką, uzupełnianą przez białe bliki starał się umieszczać na bardzo dobrej jakości kartonie, który był wówczas drogi, a pomagając wszystkim mimo własnego niedostatku artysta miewał z tym podstawowym zakupem nieraz poważny problem.

Jego dzieła przechowały się jednak doskonale i są obecnego eksponowane w Muzeach Narodowych Krakowa oraz Wrocławia, a także poza granicami kraju m.in. w Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie, czy londyńskim Victoria and Albert Museum.

W nadziei skierowania swojej kariery na bardziej szczęśliwe tory niedługo przed końcem życia Grottger wyjechał do Paryża, gdzie jego nowy cykl zatytułowany „Wojna” został doceniony przez krytykę i jako pozycja wyjątkowa zakupiony przez austriackiego cesarza Franciszka.

Nie dane mu jednak było ani tworzyć kolejnych obrazów, ani kontynuować patriotycznej działalności, ani też połączyć się związkiem małżeńskim z ukochaną Wandą, którą był poznał dwa lata wcześniej na balu Towarzystwa Strzeleckiego we Lwowie.
Nękany krwotokami z płuc, szybko gasnący Grottger wyjechał w grudniu 1867r. do uzdrowiska Amelie – les – Bains w Pirenejach, gdzie zmarł 13 dnia tego miesiąca.


Grób Artura Grotgera na Cmentarzu Łyczakowskim

W następnym roku narzeczona sprowadziła zwłoki artysty do kraju, gdzie zostały pochowane na lwowskim Cmentarzu Łyczakowskim, a przez resztę swojego życia z wielką starannością dbała tak o rozpowszechnienie twórczości zmarłego, jak również o pamięć tyczącą jego zasług dla świadomości narodu.

Miejsce wiecznego spoczynku miał wskazać Wandzie Monne sam Artur, podczas jednego z wielu romantycznych spacerów. Trwająca zaledwie dwa lata, niespełniona na koniec miłość owocowała zresztą wieloma długimi spotkaniami oraz efektowną korespondencją, dopełniając niejako tragiczny wymiar zarówno biografii, jak też patriotycznej twórczości Artura Grottgera.

Artysta kreując niezwykle mroczne obrazy przedstawiające tragedię Polaków w zetknięciu nie tylko z przeważającymi silami wroga, ale też z niezwykłym barbarzyństwem obcej cywilizacji mógł mieć jedynie nadzieję na sukces sprawy, dla której ginęli niezłomni roku 1863. Wymodlona wojna zaborców nadeszła dopiero po kilku dziesiątkach lat, przez które bez przerwy aż do roku 1918 utrzymywał się w zaborze rosyjskim stan wojenny.

Rozpowszechnianie obrazów Grottgera, traktowanych jako dzieła wywrotowe były wówczas zakazane, co wręcz powodowało wzrost ich popularności wśród kręgów patriotycznych, gdzie z czasem nabrały znaczenia symbolicznego, przyczyniając się do budowy mitu Powstania Styczniowego.

Kiedy Polska została oswobodzona od okupujących ją prawie półtora wieku wojsk moskiewskich, to regulamin wojskowy odrodzonej Rzeczypospolitej nakazywał wszystkim szarżom, nie wyłączając generałów broni, oddawać honory woskowe mężczyznom w granatowych rogatywkach ze srebrną obwódką i staromodnych surdutach.

Czyniono to powszechnie i z wielką czcią. Byli to dawni Powstańcy Styczniowi, którzy dożyli szczęśliwie tej upragnionej chwili, choć walka czekała także kolejne pokolenia Polaków, gdyż Wolność nigdy nie jest nam dana raz na zawsze.

Kraków, 10 stycznia 2013r.

Tekst pochodzi z
Biuletynu Rocznicowego
Europy Wolnych Ojczyzn
1863 - 2013

Autor: 
Jan Szczepankiewicz

Autor jest prezesem zarządu Krajowego Forum Przedsiębiorczości
Pełni też funkcję przewodniczącego Europy Wolnych Ojczyzn.
www.partiapolska.eu

To jest: Jan Szczepankiewicz
Publikacje Autora: 
4.272725
Ocena czytelników: 4.3 (głosów: 11)
 
To jest: Radosław Kieryłowicz

Więcej

o twórczości Grottgera tutaj. Trzeba kliknąć na zakładkę "Smutny geniusz" Artur Grottger

Naukowców jest od metra, uczonych na lekarstwo

Nie każdy może wie, ale kucie nie tyle kos

co mieczy i pik odbywało się także w niektórych kopalnianych kuźniach na zasadzie spontaniczności - podczas strajków - po ogłoszeniu tzw. stanu wojennego. Oczywiście nie była to produkcja masowa a raczej indywidualna - kto czuł taka potrzebę to tworzył sobie jak umiał - białą broń.
Co do Grottgera - to zapisał się po wieki w naszej historii.

chłop jag

To jest: Jan Szczepankiewicz

I tylko skończony prostak lub degenerat może pozytywny sens

jego pracy kwestionować w imię "satanistycznych" urojeń alternatywnych
z nadziejami lokowanymi w azjatyckim piekle.

Jan Szczepankiewicz

To jest: Radosław Kieryłowicz

Owszem

Wiadomo nawet, że trupów po stronie atakujących zomowców było znacznie więcej niż po stronie górników np.

Naukowców jest od metra, uczonych na lekarstwo