Minister Gliński contra "Grotowski"

Mam wrażenie, że polemika pomiędzy nowo mianowanym ministrem kultury i dyrektorem Teatru Polskiego w którym wystawiono sztukę pt. „Śmierć i dziewczyna”, polega na licznych – niezrozumiałych przez obie strony – nieporozumieniach i pomyłkach, które chciałbym w niniejszym artykule czytelnikowi przedstawić.

Rozumiem doskonale argumenty ministra P. Glińskiego. Z punktu widzenia formalnego są one bez zarzutu, jednak z punktu widzenia sztuki teatralnej sa one po prostu absurdalne. Czy trzeba naprawdę przypominać, że Teatr Polski we Wrocławiu ma ambicję kontynuowania wielkiego dzieła Jerzego Grotowskiego, który właśnie w tym mieście od 1 stycznia 1965 roku rewolucjonizuje teatr światowy i rozsławia polską sztukę na całym świecie?

Czy minister P. Gliński nie wie, że główną funkcją Teatru Laboratorium była praca nad zgłębieniem tajemnic ludzkiego ciała i że Teatr Polski do tych aspektów rewolucji teatralnej wielkiego reżysera nawiązywał w sztuce „Śmierć i dziewczyna”? Co jest główną materią teatru? Scenografia, tekst – ale przede wszystkim aktor. Aktor to głos, jego modulacja, mimika i ciało. Tworzywem pisarza jest słowo. Tworzywem reżysera człowiek. Jego ciało.

Śledząc eksperymenty Grotowskiego przeprowadzane w teatrze Laboratorium i jego kolejne inscenizacje – np. Książę Niezłomny czy Apocalypsis cum figuris - widzowie stawiali sobie mimo woli następujące pytania: dlaczego gest powitania przypomina gest pożegnania, czy nasze ciało mogłoby się poruszać inaczej, dlaczego chodzimy na nogach a nie na rękac ? Poddani intensywnym ćwiczeniom fizycznym aktorzy teatru Laboratorium dochodzą do kresu materialnego samopoznania i cielesnej perfekcji czego najdoskonalszym wyrazem było niewątpliwie przedstawienie Księcia Niezłomnego.

Inscenizacja tak czysta i prawdziwa, że jeden z krytyków pytał zdumiony: Czy Cieślak (odtwórca głównej roli) grał czy był Księciem Niezłomnym ? Doszedłszy do kresu teatru Grotowski, obdarł go po drodze z tajemnicy, rozebrał do naga, udowodnił że jest on rzeczywistością i dlatego właśnie dzisiejsza postmodernistyczna kultura oparta na ekonomi spektaklu uważa go za swego Mojżesza. Teatr Polski chce kontynuować tą tradycję, bo każdy wie, że nasze ciało poznajemy najpełniej w trakcie aktu seksualnego.

Intencje reżysera i twórców spektaklu pt. „Śmierć i dziewczyna” rozumiem jako próbę teatralnego zgłębienia erotyki – jest ona wszechobecna i coraz bardziej przerażająca, intuicyjnie czujemy, że jej absolutna władza, jej dyktatura zaczyna niszczyć międzyludzkie relacje. Sztuka zawsze – to jej powołanie – reagowała na krzyk zagubionych i nieszczęśliwych jednostek.

Sztuka analizując rzeczywistość – a co dzisiaj jest nią jak nie erotyka – pomagała zerwać z niej zasłonę, być może reżyser „Śmierci i dziewczyny” chciał zstąpić do piekieł, być może przesadził, ale taka jest natura teatru, który - szczególnie po rewolucji Kantora i Grotowskiego – zmienił się w życie. Jak się wydaje nowy minister kultury nie wie o tym procesie nic, dlatego, pozwalam sobie przedstawić, krótkie przypomnienie alfabetu współczesności.

Współczesna ekonomia - twierdzi Jeremy Rifkin - nie jest już gigantyczną fabryką, lecz sceną teatralną na której sztuki reżyserują specjaliści od zarządzania i marketingu. W ekonomii spektaklu produkcja dóbr kultury zmienia całkowicie organizacje przedsiębiorstwa podporządkowując jego codzienną aktywność regułom gry obowiązującym w teatrze. Dlatego też niektóre wyższe szkoły zarządzania - n.p w Columbie lub Northwestern - wprowadziły do swojego programu nauczania podstawy sztuki dramatycznej.

Menadżer XXI wieku musi być dobrym aktorem, bez umiejętności gry, bez umiejętności manipulowania ludźmi przy pomocy głosu, ruchów ciała, bez perfekcyjnego opanowania gestu jako ''nośnika sensu'' nie mógłby on zarządzać dzisiejszym przedsiębiorstwem. Socjologią ''teatralizacji'' życia zawodowego były prace Ervinga Goffmana, jej metodologią działalność awangardowych teatrów Grotowskiego i Kantora.

W 1944 reżyser „Umarłej klasy” notował ''doprowadzić twór teatralny do tego punktu napięcia, gdzie krok jeden dzieli dramat od życia, aktora od widza'' i po 30 latach tworzenia widowisk w teatrze Criciot 2 w następujący sposób podsumowuje swoją sceniczną filozofie:

''Dramat na scenie musi się nie dziać ale stawać, rosnąć w oczach widzów. Dramat się staje. Musi się stworzyć wrażenie jakoby rozwój wypadków był samorzutny i nieprzewidzialny.''

Dokonując destrukcji teatru jako sztuki obaj wybitni artyści wyczuleni są jednocześnie na jego potęgującą się obecność w życiu. Swoimi przedstawieniami i autokomentarzami Kantor i Grotowski przerzucają pomost pomiędzy epoką kiedy teatr był jeszcze teatrem a życie życiem i naszymi czasami, kiedy najlepszą sztuką - co prawda coraz mniej zrozumiałą - jest codzienna egzystencja.

To nie przypadkiem w ich przedstawieniach widzowie stają się aktorami, a scena i widownia są instalowane w szatni, gdzie wszyscy razem odgrywają życio-teatr. Kiedy gramy? Kiedy jesteśmy - i czy jest to w ogóle możliwe - autentyczni Pytania pisarza W. Gombrowicza stają się obsesją reżysera Jerzego Grotowskiego.

To samo można powiedzieć o Kantorze, którego artystyczny wysiłek polegał głównie na zacieraniu wszystkich granic istniejących między sceną a życiem. Artur Sandauer podsumowując jego działalność stwierdził:

''Stajemy wobec zjawiska paradoksalnego: teatru, który udaje, że teatrem nie jest, starannie wyreżyserowanego widowiska, które podaje się za próbe, działalności wreszcie reżysera, która chce uchodzić za improwizacje - sztuki słowem, która chce stać się rzeczywistością".

Fachowcy od marketingu rozpoznają w tych zdaniach opis swojego życia zawodowego. Bo czymże innym jest współczesny akt kupna-sprzedaży jak nie ''wyreżyserowanym widowiskiem'', ''teatrem, który udaje, że teatrem nie jest''? Kantor i Grotowski w trakcie kolejnych aktów destrukcji teatru, sceny, aktora tworzyli jednocześnie teologiczne scenariusze niezbędne do funkcjonowania kulturowego kapitalizmu, byli - zachowując wszystkie proporcje - jego Lutrem i Kalwinem bez których - w.g analiz Maxa Webera - pojawienie się kapitalizmu przemysłowego byłoby praktycznie niemożliwe.

Czy o tym wszystkim minister kultury i profesor socjologii, który prace Webera i Goffmana powinien znać na pamięć – nie wie? Czy nie rozumie, że anons zamieszczony przez dyrekcję Teatru Polskiego Internecie – anons, który tak go zszokował – stanowił z jednej strony część strategii marketingowej twórców sztuki, z drugiej zaś pełnił role didaskaliów? Jeżeli tego nie wie to sytuacja jest naprawdę poważna, oznaczałoby to bowiem, że czołowi ministrowie rządu PiS nie wiedzą nic o współczesności.

Zaczyna być „straszno”, bo hipoteza, że aktualny minister kultury, który jest prof. socjologii nie czytał prac Ervinga Goffmana i Jeremy Rifkina i nie słyszał o Grotowskim i Kantorze, jest lekko przerażająca.

Piotr Piętak

ur. 1953 rok - publicysta i prozaik
Ostatnie publikacje" Twórczość nr 9 2015 - esej "Przeklęte podwórko", Twórczość nr 11 2015 - opowiadanie "Raport" tłumaczone na rosyjski w pismie "NowajaPolsza", Twórczość nr 12 2015 - "Koniec Wielkiej Przemiany - w 60 lecie publikacji "Poematu dla...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Tematy: 

Dyskusja

oto Krzysztof M

Ścierski* tak był związany z

Ścierski* tak był związany z Laboratorium/Grotowskim, że, gdy tego zabrakło, popełnił samobójstwo pozostawiając młodą żonę i małe dziecko.

Czy to jest właściwy kierunek pracy z aktorem?

* - notabene były komandos.

oto Krzysztof M

Pamiętam, zajmował taki mały

Pamiętam, zajmował taki mały pokoik w zabytkowej kamienicy... I wrócił do domu po godzinie naszego na niego oczekiwania. Zęby go wtedy bolały nieźle... więc do rozmowy nie doszło.

oto Marek Bekier

Nie zgadzam się zupełnie z

Nie zgadzam się zupełnie z Autorem z fundamentalnego powodu: zabrakło tutaj odniesienia do dobra i zła. Minister Gliński stanął po stronie dobra. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia czy aktualny dyrektor Teatru Polskiego przeszedł na stronę zła samodzielnie czy pod wpływem Kantora i Grotowskiego. Nie podejmę też żadnej dalszej dyskusji gdyż precyzyjnie wyraziłem to co chciałem w tych kilku zdaniach.

oto Krzych Adam

Hmmm, nie zauważyła Pani tego?

Nie podejmę też żadnej dalszej dyskusji gdyż precyzyjnie wyraziłem to co chciałem w tych kilku zdaniach.

Zgadzam się z p. Markiem Bekierem, że przedstawił swe stanowisko w sposób w pełni zdefiniowany. Jeśli Pani nie rozumie, to trudno. Jeśli rozumie, ale zamiast zająć jasne stanowisko za czy przeciw, prowokuje w swój już tradycyjny sposób do wypowiedzi sama schowawszy się w skorupie jak żółw, to tym bardziej nie powinna się Pani doczekać odpowiedzi.

oto Eowina

Jeżeli się Pan zgadza to bardzo ładnie z Pana strony.

Jeśli rozumie, ale zamiast zająć jasne stanowisko za czy przeciw, prowokuje w swój już tradycyjny sposób do wypowiedzi sama schowawszy się w skorupie jak żółw, to tym bardziej nie powinna się Pani doczekać odpowiedzi.

Czyli co, nie wolno mi? Czyp się Pan płota.

oto Krzych Adam

Ależ wolno, czemu nie?

Skąd Pani przyszło do głowy, że Pani czegokolwiek próbuję zabraniać?

Czyli co, nie wolno mi? Czyp się Pan płota.

Wolę się czepiać Pani. A co, nie wolno mi? Że tak zapytam wzorując sie na przykładzie łaskawej (czy ja wiem, raczej bardzo umiarkowanie łaskawej) Pani.

oto Krzych Adam

No cóż.

Ja tam żadnego szczególnego zamieszania nie zauważyłem. Ani że ktoś się tym co robię jakoś ogromnie przejął czy nawet odrobinkę się zainteresował. Ale skoro, jak wygląda, wprawiam Panią w żałosny nastrój, to już kończę. EOT.

oto Eowina

Jeżeli erotyka jest wszędzie, to nie ma potrzeby iść do

teatru aby tego doświadczyć. Teatr powinien odkrywać przed widzami coś, czego nie są w stanie
doświadczyć poza teatrem.

Intencje reżysera i twórców spektaklu pt. „Śmierć i dziewczyna” rozumiem jako próbę teatralnego zgłębienia erotyki – jest ona wszechobecna i coraz bardziej przerażająca, intuicyjnie czujemy,że jej absolutna władza, jej dyktatura zaczyna niszczyć międzyludzkie relacje.

Pan tu dowodzi, że nie o erotykę chodzi a brutalność międzyludzką w każdym wymiarze, nawet intymnym. Czy po to się idzie do teatru aby tego doświadczyć?

oto Eowina

Przepraszam, ale tak to zrozumiałam.

Teatr nie jest w stanie podnieść kultury, tylko zniża się do poziomu powszechności codziennej.
Wyjście do teatru nie jest świętem, szacunkiem dla sztuki, podziwem dla twórczej wyobraźni autorów, ale przedłużeniem codzienności. Kult ciała mogę podziwiać na stadionie, na ringu, na fitness class, nie potrzebuję do tego teatru. Twórczość teatralna nie istnieje, konkuruje z mediami w szokowaniu widza.
Piękno nie potrzebuje tłumaczenia ani usprawidliwienia. Ludzie dostrzegają to bez niczyjej pomocy.
Ludzie potrzebują piękna, potrzebują wytchnienia od brutalnej rzeczywistości. Piękno to pokarm dla marzeń i budowy lepszej przyszłości. Jeżeli wszelka twórczość nie jest w stanie dać ludziom piękna i natchnienia, to staje się niepotrzebna.
Szkoły manadżerskie mają znacznie większy poziom użyteczny. Co może w tym względzie teatr zaprezentować, skoro nie jest w stanie na siebie zarobić.

oto Alej

Panie Piotrze

Chcąc być intelektualnie uczciwym powinien Pan zacząć od uwagi iż jako stanowisko pana prof. Glińskiego przyjmuje Pan to co mu przypisują chcące go (z innych niż sprawa przedstawienia "Śmierć i dziewczyna" powodów) skompromitować media, a nie to co on sam mówi i robi.
A mówi on - gdy go w mediach do głosu dopuszczają - iż wcale nie wzywał do niedopuszczenia do premiery feralnego spektaklu, natomiast wzywał do niedopuszczenia do jego premiery w głośno i na różne sposoby zapowiadanej wersji z "twardą pornografią", z udziałem sprowadzonych zza granicy aktorów pornograficznych (bo polscy na odgrywanie przez siebie takich scen nie wyrazili zgody).
Gdy się okazało, że w przedstawieniu żadnych takich scen nie ma nie ma już żadnych zastrzeżeń.

Piszę to nie po to by bronić pana wicepremiera ale po to by zasygnalizować iż pański artykuł opiera się o fałszywe założenie, o fałszywą informację.

Pan prof. Gliński nie po pańskiej stronie!
Ale pan wicepremier Gliński wcale nie jest przeciwko Grotowskiemu!
Tytuł "Minister Gliński contra "Grotowski"" to ewidentny, oczywisty fałsz!

Ze dwa, może i ze trzy razy, z własnych ust pana profesora słyszałem w TV iż jest jak najbardziej za pełną swobodą wypowiedzi artystycznej.
Nadal będzie na nią dawał pieniądze.
Co tu przecież jest najważniejsze.

oto Piotr Piętak

szczerze mówiąc to ręce

szczerze mówiąc to ręce opadają po przeczytaniu Pana wpisu, taki w nim metlik informacyjny i niezrozumienie temtu

oto Alej

Hmm... ???


14min, 10 sek: Oglądałem także przedstawienia Grotowskiego. Miałem to szczęście, że widziałem "Apocalipsis", w Starej Prochowni. 24 godziny się wtedy stało po bilety, pani jest młoda i nie pamięta, to było też przeżycie, to był też rodzaj uczestnictwa. Jeszcze przed samym spektaklem, w tej atmosferze, która była budowana. To było moje pokoleniowe przeżycie. Więc, ja nie jestem człowiekiem który jest skłonny ingerować w przekaz artystyczny ... itd, itd.
(Wcześniej jest o udziale pana profesora w studenckim ruchu teatralnym, o tym że teatr to jego pasja i że się na nim zna: Ja się troszeczkę na tym znam., 14:06)

Proponuję panu Piętakowi by przepraszał w następującej kolejności: najpierw pana wiceministra (za kłamstwa o nim), potem mnie (za swoje "opadające ręce"), a wreszcie, at last but not at least także wszystkich czytelników swojego wpisu.

oto Zbrozło

Też z sporym zdumi8eniem

Też z sporym zdumi8eniem czytałem tekst P. Aleja. Nie sądzę by czytał Pana tekst a jeśli czytał to go na pewno nie zrozumiał.
Sądzę, ze tu zadziałał mechanizm: Wydaje mi się, że atakują PIS a zatem trzeba go bronić.
No i wychodzi śmiesznie - tym bardziej, że Pan Alej zdaje się upierać przy swoim oburzeniu na to co przyjął za sens Pana wypowiedzi.

oto Alej

Panie Samografie kochany

To byśmy mieli ośmieszoną moją (stylistyczną, werbalną, złośliwą, w zamierzeniu na swój sposób ... dowcipną) sugestię, by jak się obraźliwe głupstwa (ze śmiertelną powagą i z erudycyjnym zadęciem) wygaduje to, gdy rzecz się wyda, powinno się jakoś zareagować (niestety jestem produktem konserwatywnego, opresyjnego domowego wychowania, urodziłem się na Podkarpaciu).

Zachęcam by się teraz Pan wypowiedział na temat samego meritum.
Daje minister Gliński powody by uznawać iż jest "w kontrze" do "Grotowskiego" (Minister Gliński contra "Grotowski"), czy też nie daje?

oto samograf

Daje!

polega na licznych – niezrozumiałych przez obie strony – nieporozumieniach i pomyłkach

Kiedy czcigodny pan wicepremier, minister i profesor w jednej osobie wchodził do telewizyjnego studia, już wiedział, że cała afera była wynikiem PR-owo medialno-stuntowego performance, czyli chwytu lub, jak kto woli, wybryku reklamowego, który mógł z czystym sumieniem zbagatelizować i zminimalizować do w sumie niewinnego kuglarskiego happeningu. Mógł też korzystając z okazji obwieścić, że sprawa już została wyjaśniona, i że w zasadzie jej nie ma. Niestety wybrał dla siebie rolę ciężko pokrzywdzonego, który padł ofiarą polityczno-artystycznej prowokacji, czego najlepszym dowodem było to, że niejaki Petru wygadywał coś, co wygadywał. Tymczasem przezacny ów mąż dał do zrozumienia, że jest fit for fight, i zostawił nas z nieodpartym wrażeniem, iż wybiera się na jakąś wojnę ze śmiertelnym wrogiem.

oto Alej

Hmm... ???

A jaki ma związek to co Pan tu napisał z tezą: Minister Gliński daje powody by uznawać iż jest "w kontrze" do "Grotowskiego" (Minister Gliński contra "Grotowski".

Bo przecież chyba taką tezę Pan chce uzasadniać (o co prosiłem)?

Które z tych kilku napisanych przez szanownego Pana zdań to robi?

Wszystkie jakoś tam opisują znaną nam historię tego jak pan Wicepremier ostro atakowany i powstrzymywany rozpaczliwie usiłował dotrzeć do audytorium z prostym komunikatem, że kłamliwie usiłuje się go przedstawić jako cenzora i zwolennika ręcznego sterowania kulturą.

Sam i owszem przedstawił się jako wróg (co Pan słusznie zauważył), ale nie jako wróg artystów lecz wróg zdegenerowanych (jego zdaniem, ale zdaniem, jak mniemam, trafnym) mediów, na wojnę z którymi (fit for fight) się wybiera (i dobrze).
Natomiast, jak pomnę (szkoda że już tego nie można w Sieci zobaczyć) najmniejszą aluzją, żadnym choćby półzdaniem nie kreował się na wroga poszukujących artystów, na "wroga "Grotowskiego"".
Zaś w wywiadzie który tu przywołałem, gdy miał trochę spokoju i czasu by mówić co chce, powiedział to co wyżej (spisałem tylko kilka zdań, inne są w tym samym duchu).

Tak więc nadal czekam na merytoryczne uzasadnienie swojego poparcia dla niemerytorycznej tezy pana Piętaka.

oto samograf

Otóż

Albo może w Dani

W Danii dziennikarzy, którzy interviewowanemu dają "trochę spokoju i czasu by mówić co chce", nazywa się zwyczajowo statywami do mikrofonu. W takich warunkach delikwent może sam sobie udzielić rozgrzeszenia na pięćset lat do tyłu i pięćset lat do przodu, a szczególnie pod tym względem uzdolniony nawet znacznie więcej.

oto Krzych Adam

Zaskakuje mnie Pan, Panie Samografie.

To takie w Danii są zwyczaje, że podczas wywiadu w telewizji udzielającemu wywiadu nie daje się ani "trochę spokoju i czasu by mówił co chce"? I znajdują ci przesłuchujący chętnych do udzielania wywiadu? Bez doprowadzania ich w kajdankach i bez nadzoru policyjnego? Co jest nie w porządku z tymi ludżmi? To jakaś banda masochistów, czy jak? Hej, źle się dzieje w państwie duńskim!

oto samograf

Mnie już nic nie zdziwi - nawet pańskie zaskoczenie

Bez doprowadzania ich w kajdankach

Znakomita i pod każdym względem przeważająca ilość wywiadów jest fingowana. Zanim do wywiadu dochodzi, temat i pytania zostają zawczasu dostarczone przepytywanemu do akceptacji i są negocjowane. Obie strony mają interes w przeprowadzeniu i opublikowaniu wywiadu zarówno ze względów ekonomicznych jak i PR-owych. Po obu stronach barykady znajdują się dziennikarze, bowiem partie i poszczególni politycy zatrudniają zawodowych instruktorów prasowych, którzy najczęściej wywodzą się z doświadczonej żurnalii, a ta naucza, np. na płatnych kursach, ale również w ramach codzienności, zwłaszcza nieopierzonych polityków trudnej sztuki udzielania wymijających odpowiedzi i upupiania pytającego. Jeżeli pytany zaczyna swój udział w wywiadzie od "ale muszę najpierw wyjaśnić", a pytający po najwyżej 30 sekundach słowotoku, który może zawierać (oczywiście własnymi słowami) prezentację ogólną zasad moralno-etycznych, interpretację 10 Przykazań, wykładnię Manifestu Komunistycznego, program socjalny własnej partii lub najzwyczajniej w świecie historykę omawianego problemu od zamierzchłych czasów, kiedy król karo był jeszcze waletem, nie przerwie, nie ponowi pytania i pozwoli gadule na przejęcie pełnej inicjatywy, to taki dziennikarz zapewnia sobie zaszczytny tytuł statywu do mikrofonu.

oto Krzych Adam

No widzi Pan!

Tylko pan wyjaśnił co ma pan na myśli i zdziwienie mi minęło. No bo pisze Pan o normalnej (choć wynaturzonej) sytuacji, w której i pytający i pytany coś z tego całego całego pytania mają, a obydwie strony oprócz tego mają okazję wyglądać poważnie i profesjonalnie. W Polsce (na tyle na ile ja mogę ocenić zza oceanu) wygląda to inaczej.

"Pyskate dziennikarki" (jak to określiła w innym miejscu p. Eowina) przerywają w pół słowa udzielającym wywiadu zaproszonym gościom traktowanym jakby byli na przesłuchaniu na dołku. BTW, dużą satysfakcję miałem oglądając wywiady z p. Grzegorzem Braunem, gdy kandydował, a to w tych wyborach, a to w tamtych, gdyż doskonale opanował on technikę zapanowania swym głęboko brzmiącym głosem nad wszelkimi próbami przerywania mu wypowiedzi niepożądanych przez zadających pytania. Co ciekawe te same dziennikarki potrafią całkowicie wyzbyć się pyskatości, gdy rozmawiają z "ałtorytetami". Wręcz odbywa się festiwal picia sobie z dzióbkow.

Drugim ciekawym zjawiskiem jest to jak bardzo profesjonalnie odbywają się wywiady w Telewizji Trwam (biorę to z internetu gdzie te niemal codzienne wywiady są publikowane, więc wiem). W cyklu "Polski punkt widzenia" mają doskonale wyszkolonych do wywiadów redaktorów. Szczególnie p. Pogorzelski, ale także p. Knap doskonale potrafią zadawać pytania, zaś umiejętność wpadania udzielającemu wywiadu w słowo gdy tylko zaczyna opowiadać koszałki-opałki, ale nie w innych przypadkach gdy mówi na temat, opanowali oni w doskonałym stopniu.

oto Krzych Adam

Proszę nie wekslować.

Mówimy o zachowywaniu się podczas wywiadów w TV. Umiejętność radzenia sobie z "pyskatą dziennikarką" to jedna z cech p G. Brauna, którą wspomniałem jako to co mi się u niego podoba. O innych jego cechach w sprawie których możemy mieć opinie zbieżne lub nie z Panem rozprawiać nie chciałbym.

Żeby uprzedzić. Wspomniałem o Telewizji Trwam. Tu również możemy mieć pewne rozbieżne opinie, biorąc pod uwagę, że jestem moherem rodzaju męskiego, a Pan jak się zdaje wręcz przeciwnie. tzn Pan jest również rodzaju męskiego jeno nie moherem. Jednakże nawet niemoher, gdy zobaczy profesjonalizm pp. Pogorzelskiego i Knapa, winien być w stanie to u nich rozpoznać.

oto Krzych Adam

Och, zaczyna Pan jak p. Eowina.

Czy jeszcze jedna inna pani. W kwestii celowości "pyszczenia lub gęgania". Nie, oczywiście niesposób to stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, a już na pewno niesposób to zmierzyć czy dają one trwałe efekty. I to nie tylko w polityce. Nawet nie wiem czy mają one jakąkolwiek liczącą się wartość edukacyjną. Obserwując "dyskusje" nawet na tym cnym forum obawiam się, że właściwą definicją dyskusji jest ta która mówi, że jest to wymiana opinii, często ożywiona, wręcz gorąca, po której jej uczestnicy rozstają się jeszcze bardziej utwierdzeni w swych przekonaniach z którymi dyskusję zaczynali. A także, że słuszną jest obserwacja że "You can't teach an old dog new tricks" (Nie jest możliwe nauczenie starego psa nowych sztuczek).

PS
W sensie można "pyszczyć lub gęgać" a pies co najwyżej z uprzejmości machnie na te wysiłki ogonem.

oto Alej

Niestety nie każdy ma takie "narzędzie" jak pan Braun

Mam na myśli tubalny głos.
Ja bym musiał robić to co robił pan prof. Gliński. Próbować jakoś wcisnąć się w luki pomiędzy kolejnymi partiami monologów dziennikarki.
Starał bym się zrobić z tego zabawę. I nie ukrywać przed widzami swojego w nią zaangażowania.

Zaś specjalnie dla pana Samografa przekopiowuję co napisałem na temat doprowadzania do autokompromitacji - "na ochotnika" i z wielkim osobistym zaangażowaniem - przez mistrza w tej dziedzinie, pana Roberta Mazurka.
Bez prób rozjuszenia polityka złośliwymi, insynuacyjnymi pytaniami, z czym mieliśmy do czynienia w przypadku pani z TVP.

Pisałem to w 2010, w poscie pod (w intencji żartobliwym) tytułem "Czy Mazurek się w końcu doigra?":

Swojego czasu po agorze starożytnych Aten przechadzał się pewien łazęga, a za nim tłum niedorostków. Onże łazęga zaczepiał szanowanych obywateli i wypytywał ich o poglądy na różne sprawy. Były to oczywiście poglądy nader mądre, jednak "zaczepiacz" pytał i pytał o coraz dalsze szczegóły, tak długo aż się okazywało, że mądre to są te poglądy jedynie wtedy gdy je potraktować hasłowo, zaś tak naprawdę są beznadziejne. A że chodziło o obywateli powszechnie szanowanych za przymioty umysłu, więc otaczająca ich młódź ateńska pękała ze śmiechu (opisał to niejaki Arystokles).

Mniej więcej taką samą metodę i z podobnym skutkiem stosuje w swoich wywiadach pan red. Robert Mazurek. Ostatnio w "Plus Minus" "Rzeczpospolitej" z 22/23 maja (patrz: "Nie widzę agresji").

BTW
W dyskusji jaka się wywiązała w tamtym wątku sprzed 10 lat napisałem istną laurkę panu ... Samografowi. Co ciekawe, nadal myślę podobnie, z tym samym zastrzeżeniem co do przyjaciół pana Samografa.

oto Alej

Kręci Pan panie Samografie...

Toż nie mówimy o dziennikarzach, nie w tym wątku.
Tu rozmawiamy o tym czy pan prof. Gliński jest czy nie jest "w kontrze" do "Grotowskiego", rozumianego przenośnie i uogólniająco (Minister Gliński contra "Grotowski")

Rozumiem jednak, że daliśmy sobie z tym pokój.
Nie oponuję, już mi się troszkę znudziło posiadanie tak oczywistej racji.

(Mimo iż takiej akurat zazwyczaj trudniej bronić, bo przecież nikt wtedy nie atakuje z użyciem argumentów. Co i tu widzimy.)

oto Alej

Rozumiem, że Pan się ze mną ... zgadza...??

Przecież inaczej jakoś by Pan argumentował.
A nie jedynie starał się obrażać.

oto pietrzelaj

Stawiam dukaty przeciw

Stawiam dukaty przeciw orzeszkom że żaden z dyskutantów nie widział ani nie czytał (tak jak i minister) tej sztuki teatralnej. Oczywiście nie przyjmuję argumentu(??), że "porządni ludzie takich rzeczy nie oglądają".

oto gość M

A jakie to ma znaczenie,

A jakie to ma znaczenie, Szanowny Panie? Informacja o pornografii na tym spektaklu była? Ano była. O to toczy się cała batalia, debata, o domniemaną ingerencję (a raczej jej rzekomą niedopuszczalność) ministra w tzw. sztukę. Debata toczy się też przy okazji (ze strony konserwatywnej, też rządowej, bo minister jest przedstawicielem rządu) o te domniemane pornografie we Wrocławiu jak i w innych miejscach, teraz i na przyszłość. Nie ma takiego polityka - a i człowieka - który czytałby wszystko i oglądał wszystko! Z konieczności czasami musimy posiłkować się "faktami prasowymi". Nie ma tutaj co silić się na jakieś "zakłady", dziwaczne mądrości... Sprawa jest prosta: czy artyści biorąc państwowe dotacje na swoją działalność artystyczną mają mieć nieograniczoną wolność, czy nie. Za nieograniczoną wolnością zresztą gardłują, bo żyje się wtedy lekko i przyjemnie.

oto Alej

Pozwolę sobie tak en passant

"czy artyści biorąc państwowe dotacje na swoją działalność artystyczną mają mieć nieograniczoną wolność, czy nie"

Niestety mają mieć, a nawet muszą mieć, inaczej nic dobrego z tego nie wyjdzie.
Nie raz próbowano już to jakoś opanować ale ani razu się nie udawało.

Trzeba przy tym godzić się z tym, że 90%, w porywach 100% wydanej forsy pójdzie na nic nie warte badziewie. W ręce hochsztaplerów, którzy będą opływać w dostatki, podczas gdy prawdziwi artyści tworzący wartościowe dzieła będą przemierać głodem.
Niestety dowiedzą się o tym dopiero potomni.
Kupując za grube miliony dzieło którym jego twórca zapłacił za marny posiłek.

Skądinąd podobnie jest w polskiej nauce.
Tak circa 90% wydawanych tu pieniędzy idzie "na rozkurz", ale nie da się finansować tylko pozostałych 10% bo wtedy to w ogóle wszystko upadnie.

oto HeS

Mecenas i artysta

@Alej:"Niestety mają mieć, a nawet muszą mieć, inaczej nic dobrego z tego nie wyjdzie."

Eee, chyba nie. Przez te ostatnie 1000 lat mecenasi sztuki jednak od swoich "podopiecznych" czegoś wymagali a nie dawali im we wszystkim wolną rękę i jakoś ta sztuka (malarstwo, rzeźba, ...) się rozwijała.

oto Alej

A czy ja mówię, że było inaczej...?

Jednak rozwijało się, szło "do przodu" tylko wtedy gdy "podopiecznemu" udawało się znaleźć wyrozumiałego mecenasa, albo gdy "robił swoje" choćby przemierając głodem (o czym już pisałem). To drugie, w mniej przesadnej formie, było bodajże częstsze. Hojnie dotowani przez mecenasów opływali w dostatki, ich znacznie mniej uposażeni koledzy tworzyli wielką sztukę (słynne exemplum: Falieri i Mozart)

Niekiedy mecenasa trzeba było oszukiwać, jak choćby w anegdocie o pomniku Dawida, który autor pod okiem mecenasa "cyzelował", starannie unikając zrobienia choćby najmniejszej rysy, za to obficie rozsypując pył marmurowy udający efekt tego "cyzelowania".

oto barthoosh

Teatr "polski" we Wrocławiu

Panie Piotrze,
kiedy Pan ostatnio był w Teatrze "Polskim" we Wrocławiu? Jeszcze kilka lat temu chadzałem tam kontrolnie. Raz na kilka lat. Potem przestałem.
Kiedyś po obejrzeniu "Trzech Sióstr" Czechowa wyszedłem z tego przybytku bardzo zdegustowany. Jeden z moich znajomych skwitował to następująco: "szkoda, że poznajesz Czechowa przez pryzmat twórczości Teatru Polskiego..."
Ja rozumiem, że Grotowski... , że poszukiwania artystyczne ... że ą i ę ... Ale czy na prawdę uważa Pan, że "poszukiwania artystyczne" są wystarczającym usprawiedliwieniem wulgaryzmów płynących ze sceny? Uważa Pan że kopulacja lub symulowana kopulacja na scenie, jest formą "poszukiwania" ...? Czego Ci ludzie poszukują? może rumianku?
To, jest według Pana, Kultura Wysoka? Jak nisko trzeba upaść, i jak bardzo trzeba być zblazowanym, żeby akceptować takie rzeczy na scenie i w przestrzeni publicznej zarezerwowanej do niedawna dla tzw Kultury Wysokiej? Krew mnie zalewa, bo we Wrocławiu strach wyjść do któregokolwiek teatru, gdy chcę zabrać moją 10-letnią córkę... Bo nie wiem co jakiś "poszukiwacz" sobie wymyślił i czym będzie mnie epatował ze sceny...
Dlaczego te przybytki są jeszcze finansowane z pieniędzy podatnika? Niech "poszukują" dalej. Ale za własne pieniądze. A na wyuzdanie w miejscu publicznym jest, o ile mnie pamięć nie myli, jakiś paragraf...
I proszę ludziom nie robić wody z mózgu, rozpisując się z intelektualnych wyżyn o jakimś Grotowskim, Kantorze, pracach Ervinga Goffmana i Jeremy Rifkina. Goły tyłek zawsze będzie gołym tyłkiem, a wulgaryzm wulgaryzmem. Nie ważne w jak bardzo pseudointelektualny sposób będzie się o tym pisać.

oto Iwan Godunow

Tu nie chodzi o żadną sztukę,

a o pseudointelektualny wykład o niej. Proszę zauważyć:

Cyt. Piotr Piętak
Sztuka analizując rzeczywistość – a co dzisiaj jest nią jak nie erotyka – pomagała zerwać z niej zasłonę, być może reżyser „Śmierci i dziewczyny” chciał zstąpić do piekieł, być może przesadził, ale taka jest natura teatru, który - szczególnie po rewolucji Kantora i Grotowskiego – zmienił się w życie. Jak się wydaje nowy minister kultury nie wie o tym procesie nic,

Nagość i wyuzdanie jest tylko ostatnim stadium pluszowej pustki w głowie artysty, więc wylewa tą pustkę do naszego życia. Artystyczny publiczny onanizm znajduje jednak wciąż swoich piewców.
I jeszcze cytata z cytaty

Jak się wydaje nowy minister kultury nie wie o tym procesie nic

Cały wysiłek autora skierowany jest na unowocześnienie staroświeckiego profesora.

Przecież teatr, ba co ja mówię, sztuka w ogóle została dawno zniszczona przez awangardę, pozostała pseudosztuka, pseudokrytyka, pseudopubliczność. I pseudointelektualiści którzy mówią o tych procesach normalnym ludziom językiem proroków, tak jakby cała ta ponowoczesna rzeczywistość miała jakieś realne znaczenie.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.