O kulturę narodową, a nie jej brak

Afera Teatru Polskiego” przyniosła m.in. wysyp krytyki głoszonej z pozycji całkowitej separacji państwa od kultury, w imię absolutnego wolnego rynku.

Stałe społeczeństwo w zmiennym państwie

„Jeśli rząd ma prawo dawać pieniądze na teatry i inne działania kulturalne, to rząd ma prawo tych pieniędzy nie dawać. Po prostu - rząd i państwo nie powinno zajmować się edukacją moich dzieci, moją emeryturą, telewizją i kulturą. Bo państwo - poprzez zmiany władz - jest zwyczajnie niestabilne poglądowo i niewiarygodne. Nie możemy ufać w decyzje państwa, bo w każdej chwili mogą się one zmienić

” - napisał na przykład (skądinąd sympatyczny) Igor Downar-Zapolski. Paradoks polega na tym, że kiedyś to państwo i jego utrwalona tradycją polityka kulturalna była elementem stałym, zagrożonym przez indywidualne eksperymenty. Współcześnie zaś faktycznie doszliśmy poniekąd do sytuacji odwrotnej: groszem publicznym wspiera się dewiacje, a ludzi domagających się klasyki odsyła, by sami ją sobie zorganizowali i finansowali. Niestety, trochę podobnie wygląda też sytuacja choćby w oświacie, skłaniając nastawionych krytycznie do mainstreamu, by zamiast odwojowywać państwo – ustawiali się w całkowitej kontrze do niego.

Czy jednak apatrydzka postawa, godna białych supremacjonistów, czy innych apokaliptycznych grupek w Stanach – jest już jedynym rozwiązaniem i faktycznie nie ma innego wyjścia niż wiara w społeczeństwo zorganizowane w zamkniętych kręgach, opartych o wspólnotę wartości wbrew coraz potężniejszemu (także dzięki takiemu eskapizmowi) państwo? Mimo wszystko wydaje się, że nie jest jeszcze tak źle, by dobrowolnie godzić się na omnipotencję władzy państwowej. Z drugiej zaś – nie jest tak dobrze, by wierzyć, że można Lewiatana ignorować całkowicie i że da się stworzyć alternatywny świat, w którym przynajmniej uświadomione jednostki będą wyłącznie korzystać z odpowiadającej im formy edukacji, wychowania czy życia kulturalnego. Droga ta bowiem, jeśli nawet – mogłaby być dostępna tylko dla nielicznych, a zatem i zwolennicy państwa maksimum i jego skrajni przeciwnicy de facto spotkaliby się w punkcie, w którym zgodziliby się, że żadnego społeczeństwa nie ma, bo jest ono niepotrzebne. I to dopiero byłby kres cywilizacji jaką znamy.

Naród trwa w kulturze i edukacji

Przypadkowe interakcje desocjalizowanych jednostek nie są bowiem żadną poważną alternatywą ani dla realizowanej obecnie wizji rządów oligarchiczno-elitarnych, ani dla dychających jeszcze resztek społeczeństwa – narodu, rozumianych solidarystycznie, jako ciągłość pokoleń o wspólnej (mimo wszystkich różnic) świadomości. Otóż właśnie tej ciągłości nie da się utrzymać bez spójnej linii wychowania, edukacji i kultury, które nie mogą ograniczać się do wąskich grupek, choć z pewnością ich odbiór jest różny w poszczególnych środowiskach. Polityka kulturalna jest inwestycją właśnie w istnienie narodu jako zbiorowości – albo mechanizmem jego stopniowego unicestwiania. Wiara, że można funkcjonować całkowicie bez stymulowanej przez władze czy dominujące grupy kultury i sztuki – jest więc przeważnie tylko nieświadomym elementem tego drugiego procesu.

Tyle teorii. Praktyka jest zaś jeszcze prostsza. Anarcholiberalne myślenie (?) zakłada całkowitą absencję państwa (czy w ogóle, władzy publicznej – także samorządowej, czyli wspólnotowej już z samego założenia) z dziedziny kultury i sztuki. Wynika to po pierwsze z założenia doktrynalnego – że nie wolno zabierać ludziom z kieszeni na żadne cele wspólne, że jak ktoś zechce coś utrzymać – to sam za to zapłaci, a jak się nie utrzymuje – to widać jest zbędne, że wreszcie w wydrenowanej z rodzimych kapitałów Polsce pojawią się w cudowny sposób prywatni sponsorzy, którzy wszystko to w równie cudowny sposób utrzymają. A pojawią się, rzecz jasna, w wyniku błyskawicznej realizacji liberalnej wizji ekonomicznej, która obecny prekariat (wyznający te doktrynę) automatycznie zamieni w milionerów.

Drugi powód oporu przeciw kulturze finansowej ze środków publicznych – jest objawowy. Kolejne próby, takie jak wrocławska, przemycania jako sztuki hucpy czy pornografii kuszą pozorną łatwością rozwiązania. „Zabrać wszystkie pieniądze, to nie będą mieli za co tak się bawić!” - uważają niektórzy. Sęk w tym, że pomysł ten nadal ignoruje istniejącą nierównowagę. A więc w obecnych realiach to pornografowie, gorszyciele i szargacze wartości religijnych i narodowych łatwiej uzyskają wsparcie także prywatne – niż ci, którzy chcieliby tych wartości bronić.

Nie socjalizm, a schamienie

I dowodzą tego właśnie przykłady podnoszone chętnie przez środowiska, które (skądinąd słusznie) protestowały m.in. przeciw „Śmierci i dziewczynie”, czy wcześniej np. „Pokłosiu”. Oto miłe sercom tych kręgów filmy, jak choćby „Historia Roja”, czy produkcja o katastrofie smoleńskiej – od lat są na etapie zbierania funduszy, a mityczne patriotyczne kapitały nie są w stanie doprowadzić tych inicjatyw do końca, podczas gdy samograj państwowego finansowania kinematografii, stworzony jeszcze za rządów SLD – wypluwa kolejne „dzieła” bez żadnej zadyszki i opóźnień.

Niestety, postulat „zabierzmy wszystkim!”, zamiast „dajmy swoim!” jest naiwną głupotą i bynajmniej, nie okrzyczany „socjalizm polityki kulturalnej” jest dziś największym zagrożeniem dla Polski i Polaków, ale właśnie nihilizm, postępująca atomizacja narodu, jego schamienie i ogłupienie. A zjawiskom tym nie da się przeciwstawić przez wzniosłą, a doktrynalną kapitulację z obowiązków wychowawczych państwa.

Jak to się robi w Ameryce

Wreszcie kolejna kwestia praktyczna – świadomościowa właśnie. Jak wiadomo ostatnim argumentem ignorantów jest powołanie się na przykład Ameryki. Na półce z kwiatkami takimi jak paroosobowa rada miejska Nowego Jorku, czy brak dotacji do amerykańskiego rolnictwa – znajduje się też niewzruszone przekonanie, że USA to kraj liberalnej szczęśliwości, w którym nie ma instytucji kultury utrzymywanych z podatków, ani nie funkcjonuje państwowa polityka kulturalna.

W przekonaniu tym wyznawców nie wzruszyły nawet dostępne nawet w polskich mediach informacje np. o problemach pracowników amerykańskiej budżetówki – w tym jednostek kultury w okresie walki prezydent-Kongres o budżet właśnie (na tle reform ubezpieczeniowych Obamy). Skoro jacyś pracownicy kultury nie dostawali pensji z kasy państwa – tzn. że normalnie są z niej finansowani, prawda? Ale cóż, żeby jakaś wiedza słuchającemu nie wypadła drugim uchem – musiałaby się mieć na czym w pustej mózgownicy zatrzymać...

Ale nie poprzestawajmy na poszlakach. W końcu w dzisiejszych czasach za przewodnika służy koniec palca, którym można stuknąć w klawisze czy w ekran. Czy naprawdę wymaga tak dużego wysiłku odnalezienie informacji na państwowej – stanowej i federalnej polityki kulturalnej Stanów Zjednoczonych? Np. o – skądinąd kontrowersyjnej – działalności federalnej National Endowment for the Arts (NEA) z rocznym budżetem wynoszącym tylko w 2015 r. 146,2 mln dolarów czy siostrzanej National Endowment for the Humanities dysponującą 167,5 mln dolarów m.in. na badania z zakresu filzofii, historii, literatury, religii i prawoznawstwa. Muzealnictwo wspiera Institute of Museum and Library Services (227,8 mln dolarów rocznie), a także prowadzona przez NEA Federal Council on the Arts and the Humanities oraz zatwierdzony jeszcze w 1975 r. przez Kongres The Arts and Artifacts Indemnity.

Łatwo też znaleźć informacje o The National Assembly of State Arts Agencies, która wprawdzie sama działa jako organizacja non-profitowa, ale skupiająca jak najbardziej państwowe (stanowe i lokalne) Agencje Artystyczne również zajmujące się redystrybucją środków publicznych na działalność kulturalną i dysponujące łącznie środkami o przeszło 70 proc. większymi od federalnych? W ziemi obiecanej liberałów to co publiczne przenika się z tym co prywatne. Corporation for Public Broadcasting, wspierająca rozwój mediów zwłaszcza lokalnych – została powołana przez Kongres i rząd federalny w ramach programu Wielkiego Społeczeństwa Lyndona Johnsona.

Teoretycznie jest prywatna – ale z radą dyrektorów powoływaną przez prezydenta za zgodą Senatu, z kandydatów wyłącznie dwóch wielkich partii. Instytut Smithsoniański również jest jak najbardziej prywatny – tyle że skupia muzea państwowe, powoływane decyzjami parlamentu o kluczowym znaczeniu dla dziedzictwa narodowego., w radzie ma wiceprezydenta i przedstawicieli Kongresu – no i dostaje przeszło 800 mln dolarów dotacji budżetowej. National Gallery of Art dostaje ok. 130 mln dolarów dotacji. Pieniądze dzielą też i rozdają mniejsze agencje, fundusze i programy rządowe oraz stanowe i lokalne.

Wg danych NEA za rok 2012 – 44,9 proc. środków na realizację projektów artystycznych i funkcjonowanie instytucji kultury pochodzi z dotacji (władz federalnych stanowych i lokalnych, a także donatorów prywatnych i osób prawnych), natomiast reszta to dochody uzyskiwane z działalności. Kultura amerykańska bynajmniej nie utrzymuje się więc sama i nie zarabia – a jest sponsorowana, jak wszędzie na świecie.

Nie stać nas na liberalny sen

Oczywiście, doktrynerów nic nie przekona, że nigdy nie jest się dość bogatym, by rezygnować z inwestowania w kulturę. Przykład amerykański, jeśli nawet do kogoś dotrze – posłużyłby więc zapewne raczej jako dowód na zdobywanie przez socjalizm nawet dawnego błogosławionego Dzikiego Zachodu (stanowiącego pewnie dla niektórych wzór polityki kulturalnej). Fakty są jednak okrutne – nawet w ojczyźnie przedsiębiorczości pokazywanie sztuk czy obrazów nie jest działalnością dochodową. I nie ma co łudzić się, że w biednej Polsce kulturę utrzymają ci, których dziś nie stać często na bilet do kina, za to marzą, że kiedyś będą łożyć na podobające się im ideologicznie, a może nawet i dobre filmy.

Polski nie stać, żeby zrobić sobie przerwę w utrzymywaniu muzeów, bibliotek, teatrów, aż w końcu ziści się liberalny sen i ludzie staną się tak bogaci bez państwa i wbrew państwu – że sami sfinansują te instytucje. Nawet bowiem gdyby stał się cud i utopia się zrealizowała – do tego czasu fala chamstwa i prymitywizmu (także sączących się z mediów i siedlisk anty-kultury obecnie utrzymywanych przez władze) zaczadziłaby ludzi za bardzo, żeby jeszcze potrzebowali kultury wysokiej i pamiętali do czego jest potrzebna. Cud jednak nie nastąpi, programy polityczne, społeczne i ekonomiczne powinny trzymać się realiów - dlatego zamiast odlatywać w sfery, gdzie kultury nie finansuje się w ogóle powinny raczej skupiać się na ustalaniu i promowaniu treści i wartości godnych i odpowiednich do przekazywania, a w sferze realizacji – na wybieraniu takich władz, które będą umiały także dobrać właściwych ludzi do prowadzenia działalności kulturalnej i artystycznej.

Mówiąc prościej – do wylewania na zbity pysk pornografów, beztalenci i hucpiarzy, a promowania mających coś ciekawego do przedstawienia w ramach naszej sprawdzonej cywilizacji i kultury. Tylko tyle i aż tyle. I jeśli jest to socjalizm – to przynajmniej narodowy.

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Tematy: 

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Wg mnie pytanie brzmi nie "czy", ale "ile i kogo"

Nie może być tak, że wszystkie artystki ze spalonego teatru żyją z państwowych pieniędzy. Kilka prestiżowych oper, filharmonii, czy teatrów państwo może utrzymywać. Reszta powinna być co najwyżej dotowana z dochodów samorządów, o ile mieszkańcy danego województwa wybiorą władze popierające takie wydatki.

oto Dubitacjusz

@ red. Rękas: Jak jest teraz?

Hmmm, może tak:

W projekcie przyszłorocznego budżetu przewidziano na kulturę i dziedzictwo narodowe ponad 3,2 mld zł. Więcej środków przewidziano m.in. dla Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.

W przyszłym roku na kulturę i ochronę dziedzictwa narodowego w budżecie państwa zaplanowano dokładnie 3 mld 274 mln 175 tys. zł. W tegorocznej ustawie budżetowej przeznaczono na ten cel 2 mld 981 mln 45 tys. zł.

Najważniejsze zadania minister kultury i dziedzictwa narodowego realizuje w ramach funkcji "Kultura i dziedzictwo narodowe" (w projekcie na 2015 r. przeznaczono na ten cel 1,7 mld zł) – w tym zakresie wykonywane są działania związane z ochroną i poprawą stanu zachowania dziedzictwa narodowego w kraju i za granicą, jak i działania zachęcające społeczeństwo do aktywnego uczestnictwa w kulturze.

W tej dziedzinie więcej o 254 tys. zł niż w tym roku zaplanowano na działalność Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. W projekcie ustawy budżetowej na 2015 r. planuje się przeznaczyć 10 mln 956 tys. zł; w tym roku jest to 10 mln 702 tys. zł.

Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ma w 2015 r. otrzymać 20 mln 366 tys. zł. - to więcej o 515 tys. zł niż w tym roku (19 mln 851 tys. zł). Także Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia ma otrzymać większe środki - w tym roku jest to 4 mln zł, w projekcie przyszłorocznym - 5,5 mln zł.

W projekcie budżetu na przyszły rok zaplanowano 4,4 mln zł na instytucje kinematografii, 179,4 mln zł na teatry, 84,1 na filharmonie, orkiestry, chóry i kapele oraz 6,7 mln zł na domy, ośrodki kultury, świetlice i kluby. Galerie i biura wystaw artystycznych mają zaplanowaną w projekcie budżetu na 2015 rok kwotę 15,7 mln zł, centra kultury i sztuki - 235,3 mln zł, biblioteki - 94,1 mln zł, archiwa - 142,7 mln zł, muzea - 568,4 mln zł, ośrodki ochrony i dokumentacji zabytków - 38,1 mln zł.

Kontynuowane będą też programy wieloletnie, w tym "Kultura+", ukierunkowany na poprawę dostępu do kultury oraz uczestnictwa w życiu kulturalnym na terenach wiejskich i wiejsko-miejskich. Całkowite koszty programu w latach 2011-2015 wynoszą 369,7 mln zł, natomiast wydatki budżetowe w 2015 r. zaplanowano w kwocie 51 mln zł.

Na program wieloletni "Budowa kompleksu Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku” przeznaczono wydatki budżetowe w 2015 r. w kwocie 41,7 mln zł. Całkowite koszty programu w latach 2012-2017 wynoszą 168,7 mln zł.

Wydatki budżetowe w 2015 r. na program Budowa Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku to w projekcie budżetu 142,6 mln zł.

Za http://dzieje.pl/kultura-i-sztuka/wydatki-na-kultu...

oto Dubitacjusz

Samorządowa

ale ja pytam skąd biorą pieniądze?

oto Dubitacjusz

Pewnie, że kradną, a potem piją, ci artyści i pederaści

Ale od redaktora niosącego kaganek oświaty zdrowym masowym narodowym spodziewałem się odniesienia do budżetów MinKul, woj, miast oraz
ustawy z dnia 25.10.1991 r. o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej
(art 8 - 9)

oto Dubitacjusz

Tekst jest publicystyczny i bardzo dobrze

ale w tym momencie ja pytam o coś innego. O konkretne liczby. Jak napisałem w pierwszym poście, nie "czy", tylko "ile i komu". Weźmy Lublin, bo zna Pan tamtejsze realia i był Pan tam samorządowcem.

Pytanie 1.
Jakie lubelskie instytucje kultury (ograniczmy się do tych dających tzw. "występy" teatr, opera, orkiestra) są utrzymywane
a. z budżetu państwa
b. z budżetu województwa
c. z budżetu miasta
wraz z liczbami na rok budżetowy 2015 lub 2014.

Pytanie 2.
Samorząd ma przychody, część to udział w podatkach, część to dotacje. Czy może Pan wskazać źródła finansowania wydatków z podpunktów b i c (samorządowych)?

oto Konrad Rękas

W zasadzie nie wiem czemu Pan

W zasadzie nie wiem czemu Pan sobie sam tego nie zestawi, tylko się rządzi, ale proszę znać pana - kawałek roboty dla leniuszka wykonany:

Dotacje dla wybranych jednostek kultury w województwie lubelskim w 2015r.

Wojewódzkie

Teatr im. J. Osterwy w Lublinie 7.620.755
Teatr Muzyczny w Lublinie 9.630.700
Filharmonia im. H. Wieniawskiego w Lublinie 7.541.700
Wojewódzki Ośrodek Kultury w Lublinie 2.241.850
Ośrodek Praktyk Teatralnych "Gardzienice" 2.766.000
Centrum Spotkania Kultur w Lublinie 2.304.000
Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego w Lublinie 10.273.588
Muzeum Lubelskie w Lublinie 8.827.304
Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie 5.492.650
Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym 4.746.600
Muzeum Zamoyskich w Kozłówce 4.069.530
RAZEM 65.514.677

Miejskie (Lublin)
Teatr im. H. Ch. Andersena 3.986.200
Dzielnicowy Dom Kultury „Bronowice” 2.238.100
Dzielnicowy Dom Kultury „Węglin” 1.467.350
Zespół Pieśni i Tańca „Lublin” im. W. Kaniorowej 2.138.500
Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” 4.649.000
Ośrodek Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych „Rozdroża” 1.942.500
Centrum Kultury 13.348.000
Teatr Stary 3.471.000
Warsztaty Kultury 5.544.800
Galeria Labirynt 2.320.300
Miejska Biblioteka Publicznej im. H. Łopacińskiego 12.927.000

Państwowe
Państwowe Muzeum na Majdanka (za 2014r.) 6 694 998,80

oto Dubitacjusz

Dlaczego Pan? Bo się Pan tym zajmuje i jest w stanie

zrobić szybciej i z mniejszym ryzykiem błędu niż ja.
OK, pytanie 1. czyli znaleźć budżety i wypisać dotacje dałbym radę.
Gorzej z pytanie 2, czyli stroną źródeł finansowania. I to jest pytanie do Pana jako byłego samorządowca i dziennikarza. Jak to wygląda? Czy jest powiązanie konkretnego wydatku z konkretnym źródłem. W tym momencie będę mógł Panu powiedzieć, co wykreślić z listy.

oto Konrad Rękas

Czy jest powiązanie

Czy jest powiązanie konkretnego wydatku z konkretnym źródłem

W przypadku oświaty, finansowanej znaczonymi pieniędzmi, czyli subwencją oświatową oraz w pewnym zakresie drogownictwa. Pozostałe pieniądze mają ten sam kolor :)

oto Dubitacjusz

Skoro tak, nawet prościej pójdzie

Pytałem, bo wczoraj w nocy przeglądałem szczecińskie budżety i wydaje mi się, że są różne pule, ale nie znam się, więc nie wypowiadam się.

Wracając do rzeczy. Skoro instytucje kultury poza Majdankiem są samorządowe, to min. Gliński, czy jakikolwiek inny minister nie powinien mieć nic do gadania.
Powinni decydować ludzie "na dole" i dlatego w samorządach właśnie jestem zwolennikiem JOW oraz bezpośredniego wyboru decydentów.

A teraz cięcia, jakie bym obiecał wyborcom, zależnie gdzie bym kandydował

Wojewódzkie
Teatr im. J. Osterwy w Lublinie 7.620.755
Teatr Muzyczny w Lublinie 9.630.700
Filharmonia im. H. Wieniawskiego w Lublinie 7.541.700
Wojewódzki Ośrodek Kultury w Lublinie 2.241.850
Ośrodek Praktyk Teatralnych "Gardzienice" 2.766.000
Centrum Spotkania Kultur w Lublinie 2.304.000
Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego w Lublinie 10.273.588
Muzeum Lubelskie w Lublinie 8.827.304
Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie 5.492.650
Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym 4.746.600
Muzeum Zamoyskich w Kozłówce 4.069.530
RAZEM 43.894.047

Miejskie (Lublin)
Teatr im. H. Ch. Andersena 3.986.200
Dzielnicowy Dom Kultury „Bronowice” 2.238.100
Dzielnicowy Dom Kultury „Węglin” 1.467.350
Zespół Pieśni i Tańca „Lublin” im. W. Kaniorowej 2.138.500
Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” 4.649.000
Ośrodek Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych „Rozdroża” 1.942.500
Centrum Kultury 13.348.000
Teatr Stary 3.471.000
Warsztaty Kultury 5.544.800
Galeria Labirynt 2.320.300
Miejska Biblioteka Publicznej im. H. Łopacińskiego 12.927.000
RAZEM 12.927.000

oto Konrad Rękas

Jest jeszcze mechanizm

Jest jeszcze mechanizm współprowadzenia (i współfinansowania) danej jednostki przez odpowiedni samorząd i ministerstwo kultury (czyli np. tak jak we Wrocławiu).

Co do reszty - no co ja mam Panu powiedzieć? Nawet w paru przypadkach Pan trafił, ale co do zasady nie wie Pan, nie zna się, nie zna jednostek o których pisze, nie wie Pan czy pieniądze o których mówimy są duże, małe, wystarczające, zielone, beżowe, ani skąd się biorą. To o czym mamy rozmawiać? Wujek google powinien najpierw doszkolić, a potem można innym głowy zawracać, taka moja stale aktualna rada.

Bez urazy i sympatią. Ale ignorancja jest nużąca, nie urocza.

oto Dubitacjusz

Bez urazy i z sympatią - nie o to chodzi

Nie w tym rzecz, czy ja trafiłem. Rzecz w metodzie, że to mieszkańcy na danym szczeblu samorządu powinni decydować*, czy utrzymywać dane instytucje, czy nie. Ja podałem przykład stanowiska, że utrzymujemy jedną dużą instytucję (danego typu) na województwo, a resztę prywatyzujemy.

I tu przechodzę do Pańskiej propozycji, której nie rozumiem. Czy ma istnieć centralny państwowy National Endowment & Assembly Of Money Spending, który na poziomie państwa będzie decydować, że za jednej kadencji Sejmu dotujemy jasełka "patriotyczne", a za następnej "antypatriotyczne". Czy ma być decentralizacja, jak obecnie.

*) Od razu mówię, że oddolna demokracja może mieć swoje wady, np. najpierw zwyciężą libertarianie i wszystko "zaorają", a potem zwyciężą socjaliści i będą wszystko budować od zera.

oto Konrad Rękas

wczoraj w nocy przeglądałem

wczoraj w nocy przeglądałem szczecińskie budżety i wydaje mi się, że są różne pule

W pewnym sensie są - w miastach na prawach powiatu jest osobna część budżetu na zadania gminne, a osobna na zadania powiatowe. Ponadto budżet dzieli się na ten ze źródeł krajowych i ten (brzydko i niepoprawnie mówiąc) "unijny". Tak dla nauki jako takiej, bez bezpośredniego związku z tematem.

oto chłop jag

No cóż - mecenasem tzw. sztuki

- dzisiaj antykultury są pupile szatana tołażysze - ponieważ to oni dzielą forsą - więc i wymagają.
Wniosek?
I co im zrobicie?
Znak czasów - kiedyś patriotyzmem było nie kupować u Żyda - teraz do tego doszły teatry, kina, TV, prasa i galerie - tołażysze.
Ech! Gdzie są te niegdysiejsze nasze ulice?

oto Krzysztof M

Znak czasów - kiedyś

Znak czasów - kiedyś patriotyzmem było nie kupować u Żyda - teraz do tego doszły teatry, kina, TV, prasa i galerie - tołażysze.
Ech! Gdzie są te niegdysiejsze nasze ulice?

Wczoraj kamienice, dziś ulice. A jutro? Jutro DUSZE...

oto Dubitacjusz

Większość kanonu literatury narodowej powstała w l. 1815-1914

Jak to się ma do tez o tym, że państwo musi prowadzić politykę kulturalną, bo ciągłości pokoleń nie da się utrzymać bez spójnej linii wychowania, edukacji i kultury.

oto Dubitacjusz

Muzea i teatry, aby fala chamstwa i prymitywizmu nie zaczadziła

Pytanie, czy one faktycznie oddziałują na naród jako zbiorowość, a nie tylko wąskie grupki.

Myślę, że można wyróżnić dwie grupy odbiorców masowych

  • dzieci i młodzież, których w ramach spójnej linii wychowania, edukacji i kultury można zmusić do zapoznania się z kulturą wysoką, co w mojej opinii przeważnie przynosi efekt odwrotny do zamierzonego
  • ludzi, którzy dobrowolnie wybiorą się do teatru, muzeum, filharmonii, opery itd

Sądzę, że aby przyciągnąć drugą grupę potrzebny jest rozgłos, aura atrakcyjności. Przykładem jest sukces Muzeum Powstania Warszawskiego.

Pytanie, czy lokalne muzea, teatry itp. mają taki fejm, aby przyciągnąć masy. Czy faktycznie spełniają zakładaną rolę krzewicieli kultury narodowej, czy są przechowalnią dla "ludzi kultury" i działaczy samorządowych. Nie oskarżam ich o złą wolę, ale może obiektywnie nie mają szans być atrakcyjne.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.