„A kultura tu podobno jest...”

Zarząd samorządową, lokalną kulturą przez polityków PO-PSL sprowadza się (przynajmniej na Lubelszczyźnie) do ładowania milionów na awangardową hucpę, wszelkiej maści „połykaczy ognia” albo wprost pseudoartystycznych degeneratów – i do zamarzania głodem kultury wysokiej.

Ożywić czy zatruć?

Przejęcie przez PO władzy w lubelskim Ratuszu w 2006 r. odbyło się m.in. pod hasłem „ożywienia lubelskiej kultury” - choć niemal wszystkie duże instytucje kulturalne mające swoje siedziby w stolicy województwa (włącznie z Muzeum Historii... Miasta Lublina) podporządkowane są samorządowi województwa. Hasło „ożywienia...” było więc raczej wyrazem tyleż dobrych chęci, co słabego orientowania się w nowych kompetencjach przez debiutującą ekipę. Faktycznie też, od początku wykazała się ona tyleż entuzjazmem, co słabym rozpoznaniem w lokalnych potrzebach i możliwościach kulturalno-artystycznych.

Stosunkowo szybko udało uzyskać się skokowy, aż 40-procentowy wzrost nakładów na kulturę, co było osobistym wkładem ówczesnego prezydenta Lublina, Adama Wasilewskiego w realizację programu obudzenia ospałej mieściny nad Bystrzycą. Był to też wyraźny kontrast w stosunku do polityki samorządu województwa, najpierw koalicji PO-PiS, następnie PO-PSL, które odziedziczywszy dynamicznie rozwijające się jednostki takie jak Teatr Muzyczny i Filharmonię i ambitne plany – m.in. dokończenia budowanego od lat 70-tych gmachu teatru wielkiego w Lublinie, czy ożywienia takich perełek, jak zamek w Janowcu nad Wisłą – wszystko to zniszczyły, zaniedbały i obróciły we własne parodie.

Dość wspomnieć, że od 2006 r. - pod rządami PO-PiS i PO-PSL ani razu znacząco nie podniesiono dotacji dla jednostek kultury, je same wykorzystano jedynie do obsadzania stanowisk dyrektorskich z klucza partyjnego i/lub towarzyskiego, a wielką inwestycję, Teatr w Budowie – zmieniono w „Centrum Spotkania Kultur”, podrażając z zakładanych 60 do 260 milionów złotych, niszcząc walory sceniczne i akustyczne i tworząc betonowego potworka, do uprawiania „awangardy” i propagowania multikulti.

„Narkomani i faszyści, punki, kurwy, terroryści...”

Pseudo-awangarda i propagowanie dewiacji szybciej jednak jeszcze stały się znakami rozpoznawczymi kultury (?) miejskiej. Obok dobrych chęci Wasilewskiego (objawiających się miejskimi festiwalami, faktycznie nieco ożywiającymi szare lubelskie ulice) – zarząd polityki kulturalnej, a zwłaszcza klucze do publicznej kasy dostały się bowiem w łapy środowiska tyleż hucpiarskiego, co pazernego – ekipy Janusza Palikota i jego kumpli od kompleksów, pseudo-lubelskiej bohemy, firmowanej formalnie przez ówczesnego wiceprezydenta Włodzimierza Wysockiego, faktycznie przez miglanców od nazywania wygłupów „sztuką zaangażowaną” i brania za to milionów, w rodzaju Janusza Opryńskiego. „Awangardziści”, spece od epatowania dewiacją i golizną, rozliczni „połykacze ognia” - opanowali tworzone dla nich bez ładu i składu kolejne stanowiska i całe instytucje powstające z budżetowych pieniędzy „w kulturze”.

Innym obliczem tego ponurego procederu – stała się zaś nienaturalnie napięta, voldemortyczna gęba Tomasza Pietrasiewicza, szefa radykalnie pro-syjonistycznego Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN, prawdziwej Mekki wszystkich szabesgojów, nie tylko z Lubelszczyzny. Równolegle zaś z hochsztaplerką – rozkwitła w lubelskiej kulturze nijakość i niekompetencja, uosabiana przez kolejne panienki bez właściwości, czynione z powodów raczej romantycznych, niż merytorycznych dyrektorkami a to Teatru Starego, a to Muzeum na Zamku Lubelskim.

Kultura zarządzana przez lubelski Ratusz jest więc dziś nażarta – ale jednostronnie wykrzywiona w stronę patologii, partyjniactwa, marnowania pieniędzy. Inicjatywy faktycznie oddolne, zapewniające kulturalne zaplecze zaniedbanym środowiskom lokalnym w zdezindustrializowanych dzielnicach (jak Dom Kultury Kolejarza) – są przez władze miejskie tępione i likwidowane, jako przejawy nieakceptowanego przez oficjalnych liberałów woluntaryzmu.

„Szansonistki żeby szły roznegliżowane...!”

Nie lepiej jest jednak u marszałka. W kolejnych Zarządach Województwa nadzór nad kulturą dostawał ten, kto nie uważał, nie tylko więc zamrożono wszelkie podwyżki dotacji, zniszczono wszelkie aspiracje i plany artystyczne i upokorzono prawdziwych ludzi kultury – ale też całą branżę narażono na pośmiewisko, oddając w pacht takim ludziom jak PO-wscy marszałkowie Tomasz Pękalski i Krzysztof Grabczuk, czy wyjątkowo żałośni dyrektorzy Krzysztof Kutarski (w operetce) i Agnieszka Zadura (Muzeum Nadwiślańskie). Brak pomysłów nadrabiano wojenkami z doświadczonymi załogami poszczególnych jednostek – i psuciem tego, co zostało po poprzednikach. Najbardziej emblematyczne są chyba w tej części naszej smutnej opowieści wspomniane już losy Teatru w Budowie/CSK i mieszczących się w nim dotąd Teatru Muzycznego i Filharmonii...

Zamorzono również całą resztę samorządowej kultury wysokiej w mieście i regionie, który już bezapelacyjnie zamienił się w grajdół. Nie mylić ze Skansenem, na który zresztą też nasłano partyjną wymianę kadr w postaci PSL-owskiego funkcjonariusza Mirosława Korbuta, który jeszcze jako jeden z marszałkowskich urzędasów pomagał firmować takie kwiatki jak dociekanie czemu w Muzeum Wsi Lubelskiej pokazuje się zwiedzającym uprawę roli metodami tradycyjnymi i żnie się sierpem i kosą, zamiast wprowadzić nawozy sztuczne i traktory. No i czemu się chałupy kryje słomą, skoro blachą byłoby mniej łatwopalnie...

Nawet teraz, dożywająca już chyba (wraz ze zmianami w sondażach i oczekiwaniem na zmiany w polityce ogólnopolskiej) lubelska sejmikowa koalicja PO-PSL zarząd kulturą rozumie tak jak zawsze – jak karuzelę stanowisk, która tak się kręci, aby wszystko co najgorsze pozostawało nie zmienione. Teoretycznie jeszcze zanim przeprowadzą się do starych/nowych siedzib w całkowicie zniszczonym architektonicznie gmachu Teatru w Budowie/CSK - – Teatr Muzyczny w Lublinie i Filharmonia Lubelska mogą zmienić dyrektorów – wspomnianego Kutarskiego oraz zasłużonego ludowca, Jana Sęka. Najmniej prawdopodobna jest zmiana w dramatycznym (a zaprawdę, w tym przypadku jakże właściwe to określenie...!) Teatrze Osterwy, od lat sterowanym (zapewne przy użyciu Mocy) przez trwale nieobecnego Krzysztofa Torończyka.

Dyrektor widmo

Torończyk to szef-kuriozum. Od nastu lat obecny w Lublinie niemal wyłącznie wirtualnie, za to potrafiący pobierać diety i delegacje za łaskawe pojawienie się w pracy. Pochodzący z teatralnej rodziny wyznania handlowego - dyrektor umie liczyć pensje, ale swojej dodatkowej fuchy w Lublinie wydaje się wstydzić na forum ogólnopolskim (na którym jest znany z kierowania Teatrem Narodowym). „Osterwa” to dla Torończyka synekura za dodatkowe parę złotych, gwarantowaną martwą ciszą w zespole artystycznym. Nie ma sukcesów – ale i nie ma awantur, a więc władzy Torończyk odpowiada. Zwłaszcza, że kolejni marszałkowie ledwie wiedzą jak pan dyrektor wygląda, z kultury zaś najbardziej lubią cyrk. Nie przeszkadza im więc ani szmirowatość „Osterwy”, ani zmarginalizowanie Filharmonii, ani też żałosność Operetki. Wiecznie nieobecny Torończyk to więc dyrektor-ideał, bo przecież kultura też jest całkowicie nieobecna w sferze zainteresowań włodarzy regionu już od 10 lat.

Kariera od serca

Dyrektor którego nie ma jest super, dlatego również niewidoczni, ale jednak obecni Krzysztof Kutarski z Operetki i Jan Sęk z Filharmonii - będą musieli po upływie swych 5-letniej kadencji (od czasu wejścia w życie znowelizowanej ustawy o działalności kulturalnej, w istocie bowiem obaj swymi jednostkami kierują znacznie dłużej) poddać się procedurze konkursowej, rozpoczętej właśnie przez Zarząd Województwa. Pierwszego na kierownicze stanowisko w zupełnie mu obcej kulturze wyniósł splot okoliczności, w tym fakt posiadania ojca – znanego kardiologa i słabe serca kolejnych marszałków i parlamentarzystów wiodących partii.

Nie znając się kompletnie na działalności artystycznej (proponując np. niegdyś dopisywanie partii instrumentów nie występujących w oryginalnych operach „żeby tak muzycy nie siedzieli bezczynnie”) - Kutarski okazał się jednak najdłużej urzędującym dyrektorem Teatru Muzycznego od czasów legendarnego Andrzeja Chmielarczyka. Obecnie jego pozycja wydaje się niezagrożona – bo też i nikt nie chciałby chyba przejmować kierownictwa sceny operetkowej kompletnie nieliczącej się w kraju, niedofinansowanej i marginalnej nawet w miejskiej kulturze lubelskiej.

Świadczenie emerytalne

Z kolei dr Sęk był kiedyś jednym z wpływowych liderów lubelskiego PSL, wymienianym jednym tchem jako równoprawny konkurent barona tej partii, Zdzisława Podkańskiego. Były senator wybrał jednak karierę w mediach, w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, co mimo osiągnięcia pewnych wpływów – okazało się jednak bocznym torem. Dyrektorowanie w Filharmonii zostało więc przyznane Sękowi w ramach emerytalnej synekury pocieszenia, ale kiedy na czele instytucji ludowiec zaczął sobie nadspodziewanie dobrze radzić, m.in. domagając poważnego traktowania (i finansowania) kultury wysokiej w Lublinie, czy stawiając warunki odnośnie użyteczności gmachu Teatru w Budowie – nawet partyjni koledzy Sęka zaczęli wyraźnie tracić do niego cierpliwość.

Nie są tajemnicą nie najlepsze relacje dyrektora Filharmonii tak z szefem PSL w regionie Krzysztofem Hetmanem, jak i z odpowiedzialnym za kulturę wicemarszałkiem Grabczukiem. Z drugiej strony obu nijak by było wykopywać zasłużonego działacza i wciąż wpływowego starszego pana tuż przed wyborami parlamentarnymi.

Obu dyrektorów czołowych teoretycznie jednostek artystycznych broni ich... faktyczna marginalność. Nikt nie chciałby kierować ani operetką, ani filharmonią, które nie mają pieniędzy, widzów, życzliwości władzy, ani pomysłu na przyszłość. Więc chociaż dla obrosłych w piórka dotychczasowych szefów sama konieczność stawania do konkursów wydaje się dyshonorem – to jednak mogą być spokojni o swe posady. W końcu na babcię klozetową też można ogłosić otwarty nabór – ale przecież tłum chętnych jakoś przez lufcik w szalecie nie wali...

Zmorą polskiej polityki w ogóle, jest fakt, że oczywiście wszyscy się na niej znają – ale niemal wyłącznie na poziomie abstrakcyjnych komunałów, wielkich reform podatkowych i ustrojowych, polityki zagranicznej na skalę supermocarstwa – a nikt z czynnie zajmujących się zarządzaniem i administracją nie ma cienia wiedzy, wizji i pomysłu w sprawach tak przyziemnych, jak funkcjonowanie służby zdrowia, transport publiczny, czy właśnie kultura. W niektórych przypadkach wygodnym alibi dla nieuctwa jest ideologia, w rodzaju opowieści czego to jeszcze nie należałoby zlikwidować, bo „lepiej by działało prywatne”, co jako żywo nie jest żadną akceptowalną alternatywą dla obecnej degeneracji i degrengolady. Tymczasem po prostu tak jeśli chodzi o kulturę, samorząd, finanse i we wszystkich innych tego typu kwestiach – po prostu myśleć trzeba. Myśleć!

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
0.5
Ogólna ocena: 0.5 (1 głos)

Tematy: 

Dyskusja

oto Dubitacjusz

O co chodziło ze sparingowym "turniejem" na lubelskim stadionie

Zaproszono niezłe drużyny z zagranicy
- Hannover
- Szachtar
- AS Monaco
a podobno wyszła straszna chała.

Nie rozumiem zwłaszcza pomysłu, by występowała Lechia z polskiej strony.
Dla Lechii i jej kibiców PGE Arena leży zdecydowanie bliżej niż Arena Lublin.
Jeżeli "turniej" miał się odbywać w Lublinie, to trzeba było zaprosić Górnika Łęczna.

Kto wpadł na taki pomysł? Czy chodziło o to, że Motor ma zgodę ze Śląskiem, a Śląsk z Lechią?

oto Konrad Rękas

Budować tylko po co...

Zdaje się, że pomysłu w ogóle nie konsultowano z najbardziej zainteresowanymi - czyli lubelskim środowiskiem kibicowskim. "Arena Lublin" ma zdaje się problem tak z managementem, jak i marketingiem, tzn. jak to w Polsce - najpierw coś wybudowano, a potem pojawił się problem co właściwie z powstałym obiektem robić. Podobnie wygląda zasygnalizowana w tekście sytuacja CSK.

oto Dubitacjusz

Ale kto wybierał drużyny do tego turnieju?

Czy to był pomysł Lechii by grać w Lublinie, czy to był pomysł władz Lublina? Kto był organizatorem? I po co;-)

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.