Agnieszka Romaszewska męczenniczką?

Agnieszka Romaszewska, dyrektor Telewizji Biełsat, po 9 latach i 3 miesiącach nieobecności na Białorusi otrzymała wizę i wreszcie mogła pojechać odetchnąć białoruskim powietrzem.

Podczas swej podróży odwiedziła Grodno, Mińsk, Mohylew i Pińsk. Swymi wrażeniami podzieliła się na Facebooku, skąd trafiły one na stronę Biełsatu.

Z relacją pani Agnieszki zapoznał się pewien Białorusin (korzystał z białoruskiej wersji), który poczuł się nią obrażony, czemu dał wyraz na jakimś portalu, nie przebierając przy tym w słowach. Pani Agnieszka nie pozostała mu dłużna. Wyzwała go od bałwanów, rządowych trolli etc. Można powiedzieć, trafił swój na swego i "kulturalnie" wymienili poglądy.

Wyzywając prostego Białorusina od rządowych trolli i bałwanów, pani Agnieszka napisała też: "Oj, coś mi się widzi, że wizy białoruskiej znów dziesięć lat nie dostanę…". Przypuszczam, że pani Agnieszka uważa, iż ten wyzywający ją prosty Białorusin jest funkcjonariuszem, który w ten sposób przekazał jej niezadowolenie białoruskich władz. To chyba bardzo przesadne poczucie własnej ważności, ze strony pani Agnieszki.

Białoruskie służby zapewne obserwowały wizytę pani Agnieszki. To jest w końcu ich obowiązek. Gdyby do nas przyjechał dyrektor nieprzychylnej polskim władzom zagranicznej telewizji, to nasze służby też obserwowałyby jego wizytę. To są rutynowe działania. Nie sądzę jednak, by władze Białorusi przywiązywały jakąś większą wagę do tego, co pani Agnieszka wypisuje dziś o Białorusi na Facebooku. Jestem już chyba jednym z bardzo nielicznych tego czytelników.

W relacji pani Agnieszki z wizyty na Białorusi są jednak ważne elementy. Najważniejszy jest już w tytule. Po polsku tytuł brzmiał: "Z czego u licha żyje ten kraj?". Wyczuwa się w tym zdziwienie (zdziwienie - reakcja na sytuację, w której rzeczywistość okazuje się inna, niż myśleliśmy). Jeszcze dosadniejszy jest tytuł w białoruskiej wersji: "Халера, за кошт чаго жыве гэтая краіна?" ("Chaliera, za koszt cziawo żywie getaja kraina?", czyli: "Cholera, na czyj koszt żyje ten kraj?"). Pani Agnieszka nie tylko zdziwiła się tym, co zobaczyła i usłyszała na Białorusi, ale to zdziwienie było aż tak silne, że bez cholery w tytule nie obeszło się.

Podczas wizyty na Białorusi pani Agnieszka stwierdziła np. takie fakty:
- drogi są dobre i jest ich tyle, że nie ma na nich tłoku;
- ulice są posprzątane, a chodniki (sądząc po zdjęciach) gładkie;
- szpitale działają, a dzieci w szkołach dostają obiady;
- w Mińsku nie brakuje szklanych biurowców;
- na półkach sklepów są towary, obsługa jest serdeczna, kiełbasę kupimy nawet w małym sklepiku;
- ludzie dość powszechnie mają iPhony;
- zabytki są zadbane, a personel (np. w zwiedzanym mohylewskim ratuszu) życzliwy.

Wszystko to razem bardzo kłóci się z obrazem Białorusi, budowanym na co dzień przez TV Biełsat, i stąd zdziwienie Agnieszki Romaszewskiej: "Cholera! Skąd oni mają na to pieniądze?!"

Pani Romaszewska musiała sobie jakoś na to pytanie odpowiedzieć, a skoro od jakiegoś pana Czesia słyszała, że "Białoruś nie ma już gospodarki (w sensie znaczącego volumenu produkcji, albo usług)", to jedynym wyjściem było uznanie że ten białoruski dobrobyt, to za rosyjskie dotacje i pożyczki. Wiadomo bowiem powszechnie, że Rosja to kraj mlekiem i miodem płynący. Jego jedynym marzeniem jest obsypywanie pieniędzmi innych państw, a już w szczególności Białorusi rządzonej przez Baćkę, bo rosyjskie władze są w Baćce zakochane po uszy. Tak sobie pani Romaszewska wytłumaczyła pochodzenie białoruskiej zamożności, którą gołym okiem postrzegała, jako wyższą niż w Polsce.

Na koniec swych gospodarczych rozważań Agnieszka Romaszewska stwierdza jednak: "I wciąż gnębi mnie pytanie: z czego u licha żyje ten kraj???". Wskazuje to, że chyba sama nie uwierzyła w wydumanego przez siebie rosyjskiego sponsora.

Pozwolę sobie w tym miejscu przywołać zabawne wydarzenie z lipca 2014. Ktoś (nie udało mi się ustalić kto, ani znaleźć jego pytania) zapytał Agnieszkę Romaszewską o stanowisko w sprawie moich publikacji na Prawicy.net, poświęconych Białorusi. Zwracał jej zapewne uwagę, na ogromną rozbieżność między jej poglądami, a tym, co ja tutaj piszę o Białorusi. Agnieszka Romaszewska odpowiedziała mu czterema kolejnymi tweetami, które zamieszczam poniżej:

1_0.jpg
2_0.jpg
3.jpg
4_0.jpg

Zacznę od skomentowania pierwszego tweeta. Jest to typowa sztuczka propagandy. Na Prawicy.net wobec mnie stosuje ją np. Tomasz Dalecki. Sztuczka polega na tym, by w sytuacji, gdy brak nam argumentów, określić to, co mówi druga strona jako idiotyzmy niewarte dyskusji, co jakoby zwalnia z obowiązku uzasadniania swej wypowiedzi.

W drugim tweetcie Agnieszka Romaszewska beztrosko przyznaje, że nie ma pojęcia, jak się ma spożycie mięsa na Białorusi, do spożycia mięsa w Polsce. Spożycie mięsa należy do grupy podstawowych wskaźników, pozwalających ocenić kondycję danego państwa. Dlatego wskaźnik ten podają statystycy we wszystkich państwach.

Z etycznego punktu widzenia, po stwierdzeniu: Nie mam wiedzy nawet o najbardziej podstawowych wskaźnikach dla Białorusi, dziennikarz zajmującej się Białorusią telewizji powinien zwolnić się z tej pracy. Dziennikarz tak, ale propagandysta nie, bo od propagandysty oczekuje się raczej, by nic nie wiedział i nic nie rozumiał, ale wiernie przekazywał treści, otrzymywane w instrukcjach.

W trzecim tweetcie Agnieszka Romaszewska "nie pamięta", o jaki jej wywiad dla radia chodzi. Przypomnę więc, że chodzi o wywiad z 10 stycznia 2011 ("Łukaszenka podpisał na siebie wyrok"). Szefowa Biełsatu twierdziła w nim m.in., że mińskie wydarzenia z grudnia 2010 to wyrok na Łukaszenkę. Mamy 2015 rok a pozycja Baćki wydaje się silna, jak nigdy. Na miejscu Agnieszki Romaszewskiej też "nie pamiętałbym" o takim wywiadzie sprzed kilku lat.

Czwarty tweet należy odczytywać w kontekście zadeklarowanego przez panią Agnieszkę przekonania, że "W końcu każdy sądzi po sobie...". Dla mnie fakt, że gdzieś żyłoby mi się lepiej, nie jest powodem, bym tam emigrował. No ale pani Agnieszka sądzi zapewne po sobie.

W odróżnieniu od pani Agnieszki nie podejrzewam, by białoruskie władzy zamierzały przez najbliższe dziesięć lat odmawiać jej wizy. Z jakiego niby powodu miałyby to robić? Żeby zaoszczędzić pani Agnieszce frustracji, jakiej doznaje oglądając własnymi oczami kwitnącą Białoruś? Sądzę natomiast, że pani Agnieszka czuje, iż taka odmowa wizy byłaby dla niej najkorzystniejsza. To, co już widziała, wyparłaby szybko z pamięci i mogłaby dalej tłuc jakieś propagandowe brednie o Białorusi na krawędzi katastrofy. Stroiłaby się przy tym w piórka męczennicy, której stale odmawiają wizy.

Gdy Agnieszka Romaszewska była na Białorusi w 2005, to właśnie zaczynano tworzyć na obrzeżu Mińska Park Wysokich Technologii (PWT). Potężny ośrodek programistyczny, wytwarzający oprogramowanie niemal w całości na eksport, głównie do UE i USA (w 2014 do UE trafiło 43,5% wytworzonego w PWT oprogramowania, a do USA - 40,1%). W tabeli poniżej pokazuję, jak rósł PWT w kolejnych latach.

tabela-PWT.jpg

Agnieszka Romaszewska zastanawia się, "Z czego u licha żyje ten kraj?". Między innymi z PWT, ale także z wielu innych firm, światowych liderów, które mógłbym tu długo wymieniać (pisałem zresztą o nich wielokrotnie i jeszcze nieraz napiszę).

Sygnalizowałem już na Prawicy.net, że odnoszę wrażenie, iż Białoruś jest w jakimś przełomowym momencie, że jej rozwój ulegnie wkrótce przyspieszeniu. To moje wrażenie nie jest oparte o jakąś jedną przesłankę, ale o dziesiątki, jeśli nie setki, drobnych przesłanek. Należy też do nich sytuacja PWT. Od początku tego roku obowiązuje w sprawach PWT nowy dekret prezydencki. Możliwości PWT ulegają rozszerzeniu. Efektem powinien więc być przyspieszony rozwój. Możemy o tym posłuchać w filmie (czas 0:32-1:06):

Agnieszka Romaszewska chyba nie zadała sobie trudu zajrzenia do moich białoruskich publikacji na Prawicy.net, a być może dzięki nim lepiej rozumiałaby Białoruś. No ale inna sprawa, że przecież wtedy nie bardzo mogłaby jeszcze pracować w Biełsacie.

Piotr Badura

(1953) Ślązak z dziada pradziada, ducha polskiego, z wielką sympatią do Niemiec. W latach 1989-2014 wydawał i redagował lokalne czasopismo "Beczka" (działalność non-profit) we wsi Brynica w gminie Łubniany
Autor miesiąca Prawicy.net w marcu 2012.

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
3.333335
Ogólna ocena: 3.3 (głosów: 3)

Dyskusja

oto chłop jag

Stara prawda, że kij ma dwa końce i tutaj

się przebiła - tołażysze.
Chodzi o to, że osoba, która chce indoktrynować innych sama jest zindoktrynowana do tego stopnia, że traci rzeczywistość - tołażysze.
Wniosek?
Jestem ciekaw jak odciśnie się wizyta białoruska - rzeczonej pani - na jej przyszłych programach o Białorusi - tołażysze.
Słowem - czy stopień zawartej w niej kanalii - zmniejszy się czy też zwiększy - tołażysze.

oto Gość z Białorusi

To się nazywa dysonans poznawczy

Zanim sprawdzić rzetelność założeń, to osoba najpierw rezygnuje z konieczności udowodnienia a potem zaczyna wierzyć w swoje założenia jako w aksjomat. Oczywiście w przypadku ewidentnej kolizji założeń z rzeczywistością następuje konflikt poznawczy, powodujący poszukiwania wytłumaczenia, nawet najbardziej absurdalnego. Przyznać się do błędu wymaga dużo więcej odwagi, moralności, rzetelności ect.

P.S. Mała poprawka z punktu białorutenistyki. :)

"Халера, за кошт чаго жыве гэтая краіна?" "Chaliera, za koszt cziawo żywie getaja kraina?"

W języku białoruskim ч jest twardy jak i polski cz, z kolei г jest frykatywny jak czeski h. Dlatego bardziej poprawne zapisanie łacinką i wymówienie będzie:

"Chalera, za koszt czaho żywie hetaja kraina?"

oto Piotr Badura

Cieszę się, że znów Pan jest tutaj

Szanowny Panie Gościu z Białorusi
Z Agnieszką Romaszewską sprawa jest bardziej skomplikowana. Myślę, że Biełsatowi postawiono kiedyś jasne zadanie, a dziennikarz, który chciałby pisać obiektywnie o obecnym państwie białoruskim, nie miałby tam czego szukać.

Żadna polska gazeta, żadna polska telewizja i żadne polskie radio też nie potrzebowały dziennikarza, który chciałby pisać obiektywnie o Białorusi. Dla dziennikarza, pisać obiektywnie o Białorusi, oznaczało w Polsce być bezrobotnym. Agnieszka Romaszewska zapewne to rozumie, więc oczekiwanie, by "przyznała się do błędu" nie ma podstaw.

Może jednak być tak, że zmienią się oczekiwania względem Biełsatu, bo program obalania Łukaszenki zastąpiony zostanie programem dogadywania się z Łukaszenką. Wtedy będą nowe instrukcje i wtedy, być może, pani Agnieszka "przyzna się do błędu".

Pozdrawiam serdecznie

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.