Przegrali wszyscy, czyli... patrzę z Białorusi

Wybory prezydenckie w Polsce obserwuję chyba z perspektywy białoruskiej. Myślę, że już tam mentalnie wyemigrowałem, zgodnie zresztą z serdeczną radą Agnieszki Romaszewskiej-Guzy.

emigracja.jpg

Agnieszkę Romaszewską-Guzy przywołuję tu nie bez powodu. Wydaje mi się, że stara się ona ostatnio zostać męczenniczką, prześladowaną przez Białoruś. Białoruś zapewne nie pomoże jej w tym, ale z drugiej strony, na jej miejscu też chyba chwytałbym się tej brzytwy. O tym jednak napiszę obszerniej przy innej okazji.

Do spojrzenia na polskie wybory prezydenckie 2015 z perspektywy białoruskiej skłonił mnie prof. Adam Wielomski, swym nawoływaniem, żeby koniecznie, ale to koniecznie, wziąć udział w tych wyborach. Profesor Wielomski napisał tak:

"Powiem od razu, że mimo całego mojego sceptycyzmu co do samej zasady wyborczej za najgłupszy i za najbardziej bezsensowny wariant uważam bojkot. Kogo nie ma, ten się nie liczy. Kto nie głosuje, ten de facto mówi, że jest mu wszystko jedno, czyli akceptuje istniejące status quo - nawet jeśli nie głosując chce powiedzieć, że tejże (nie)rzeczywistości nie akceptuje."

W zacytowanej wypowiedzi profesor Wielomski rażąco minął się z prawdą. Dlaczego to zrobił, jest dla mnie zagadką, którą boję się rozwiązywać. Pozwolę sobie teraz zwrócić się już wprost do profesora Wielomskiego:

Szanowny Panie Profesorze

Głosowałem w pierwszej turze wyborów prezydenckich, mając poczucie ich absurdalności i nie akceptując żadnego kandydata. Głosowałem z prostej życzliwości wobec mojej gminy. Władzom gminy zależy na przyzwoitej frekwencji, więc niech będzie, komuś tam postawiłem krzyżyk. Po przeczytaniu Pana tekstu jestem jednak absolutnie zdecydowany, by nie uczestniczyć w drugiej turze.

Znam wielu ludzi, którzy nie akceptują istniejącego status quo i nie uważają polskich wyborów za demokratyczne. Tym swoim poglądom dają wyraz, odmawiając uczestnictwa w wyborach. Jest to jedyna możliwość, jaką im zostawiono. Pan, nieuczciwie, chce ich absencję wyborczą zinterpretować jako poparcie istniejącego status quo. Dlatego podczas drugiej tury wesprę tych ludzi. Też nie będę głosował, bo nie jest mi wszystko jedno, a tylko taką zostawiono mi możliwość zademonstrowania tego.

Na Białorusi, na której chyba już mentalnie przebywam, wybory, w których nie uczestniczyła większość uprawnionych do głosowania, są po prostu nieważne. W pierwszej turze polskich wyborów prezydenckich 2015 uczestniczyła mniej niż połowa uprawnionych. Z białoruskiego punktu widzenia te wybory są nieważne. Wszyscy kandydaci przegrali.

Bez względu na to, kto w 2015 roku zostanie ostatecznie polskim prezydentem, nie będzie on już mógł powiedzieć, że pochodzi z demokratycznego wyboru. No chyba że chodzi mu o dość specyficzne rozumienie "demokracji".

Piotr Badura

(1953) Ślązak z dziada pradziada, ducha polskiego, z wielką sympatią do Niemiec. W latach 1989-2014 wydawał i redagował lokalne czasopismo "Beczka" (działalność non-profit) we wsi Brynica w gminie Łubniany
Autor miesiąca Prawicy.net w marcu 2012.

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Dyskusja

oto baba jag

Jakk za każdym razem

ja komunista od kilku lat, z przyjemnością czytam artykuły Pana sowieckiego agenta, i za razem przyjaciela okupanta, który nas okupował od roku 1944 do 1989. Nawet ostatnio jeden "moher*" stwierdził, że w PRL nie było co jeść. Wszyscy normalni śmieją się z tej propagandy,ale tych normalnych jest coraz mniej

*A tym moherem jest moja szanowna Mama z moim szanownym Tatą,którym Radio MA-ryja i Nasz Dziennik wyprały mózgi.

Pozdrawiam.

oto chłop jag

Przegrali wszyscy, czyli...

Przegrali wszyscy, czyli... patrzę z Białorusi

Czyli jest to fakt niezbity, że z Białorusi widać wyraźniej.
Wniosek?
Należy pamiętać, że gdyby ogłupianie mas w tzw. mass mediach - nie przynosiło efektów - to pupile szatana nadal stosowali by terror a'la Stalin z Hitlerem ze strzałami w potylice włącznie. W tym miejscu należy sobie uświadomić, że pupile szatana używając Hitlera i Stalina kiedyś i używając mass mediów dzisiaj - zdążają stale w tym samym kierunku czyli do Piekła na Ziemi - tołażysze.

oto Krzysztof M

A oddać głos nieważny?

A oddać głos nieważny?

oto AdamP

A ja za Panem Adamem

Zastanawia mnie jak chciałby Pan doprowadzić do zmian politycznych, gdyby obywatele nie próbowali wykorzystywać swoich, dostępnych im mozliwości ratunku?

Nie żyjemy już w dawnym PRLu. Możemy pisać głosno i wyraźnie o fałszerstwach wyborczych, wskazywać na ich miejsca, organizować się by im zapobiec, wymuszać na waadzy korekty w zapuszczonym prawie...

Możemy! Chociaż wielu nadal siedzi z zalożonymi łapkami kontestując i obrażając się na rzeczywistość.

Mnie imponują ludzie pokroju Kukiza. Po prostu zechciał i zrobił. Czy ktos go z tyłu podpychał? Jak nieprzymierzając Wałesę? Nie wiem, ale każdy kto idzie w moim kierunku w tych realiach dostanie moja pomoc, przynajmniej na te kilka wspólnych kroków.

Nihilizm nie jest wyjściem z sytuacji. Nasze dzieci nie mają na to czasu.

oto Krzysztof M

Mnie imponują ludzie pokroju

Mnie imponują ludzie pokroju Kukiza. Po prostu zechciał i zrobił. Czy ktos go z tyłu podpychał? Jak nieprzymierzając Wałesę? Nie wiem, ale każdy kto idzie w moim kierunku w tych realiach dostanie moja pomoc, przynajmniej na te kilka wspólnych kroków.

Kukiz idzie w kierunku dobrym. Ale idzie z pustymi taczkami.

Nihilizm nie jest wyjściem z sytuacji.

Tak jest. Najpierw trzeba załadować taczki.

oto AdamP

Nie do końca

Pan, Panie Krzysztofie, wie, że jestem zwolennikiem JOW. Ten jeden krok na tę kampanię do jesieni może być wystarczającym hitem. Jego zaletą jest szansa na owe 50% o ktore wlaśnie Kukiz zaczął batalie. Nierealne? Nie wiem. ;)

Gdyby się udało każde rozdrabnianie się co do reszty programowej nie ma tu sensu i byłoby szkodliwe - udeżaloby w masowość przedsięwzięcia wspieranego wolą PK przez eeee. całą tęczę polityczną ;)

Pod jednym jednak warunkiem, że zgodnie z planami prof. Przystawy ten Sejm zaraz po ogłoszeniu nowej formuły wyborczej sie rozwiąże.

Hm, czy tak będzie? Nie wiemy, ale gdyby cała ta "drużynka" została w Sejmie bedzie problemem. Dlatego przyznaję, że Pana uwaga jest bardzo zasadna.

Czy Kukiza stać byłoby na doprowadzenie do paraliżu pracy Sejmu wymuszając reset?

oto Krzysztof M

Czy Kukiza stać byłoby na

Czy Kukiza stać byłoby na doprowadzenie do paraliżu pracy Sejmu wymuszając reset?

Na razie, to Kukiza stać na popieranie banderowców. Kogo lub co poprze jeszcze?

oto Donald Knuth

I co teraz?

Mamy drugą turę. Ostał się Komorowski i Duda. O obu profesor Wielomski wyraźnie napisał, że nie należy na nich głosować.

Czy ma Pan wobec tego zamiar głosować teraz niezgodnie z zaleceniem profesora Wielomskiego? Czy może nie będzie Pan głosować w ogóle, co znaczyłoby - zdaniem profesora - akceptację dla bieżącego stanu rzeczy?

oto AdamP

Jest jeden argument...

za tym by nie głosować.

Nie wiemy co byłoby lepsze dla przyszłego ukladu politycznego. Czy sprawny i podbudowany juz zwycięstwem pisolud,

czy zmaltretowany gotowy na każdy konsensus by przetrwać na stołku żyrandol.

Teoretycznie przy dobrym rozegraniu umowy Kukiz-Duda PK mógłby próbować wymusić na przyszłym Sejmie pewne sojusze, ale nie kto inny, ale człowiek honoru JKM okazał niedawno czym są umowy i sojusze w tym gronie.

Z drugiej strony upadająca PO zrobiłaby wszystko by pis nie doszedł do waadzy, ale jak to strawi elektorat PK?

Kto by więc tu teraz nie wygrał możliwości manewru istnieją, tyle, że taki żyrandol z obciążeniem WSI to hańba dla Polski. Więc gdy będę mógł zagłosuję.

oto Piotr Badura

Profesor Wielomski już zmienił poglądy o 180 stopni

Szanowny Panie Donaldzie Knuth'cie
Wprawdzie nie mnie Pan pytał, ale chętnie odpowiem. Profesor Wielomski wykazuje wielką elastyczność poglądów i ma dziś całkiem inne zdanie niż 9 dni temu. Dziś profesor uważa, że:
1) głos na Dudę jest głosem na system,
2) głos na Komorowskiego jest głosem na system,
i w tej sytuacji uczestniczenie w drugiej turze wyborów jest wspieraniem systemu, a sprzeciwem wobec systemu okazuje się być teraz absencja wyborcza. Dlatego prof. Wielomski zaleca, "aby dzień II tury wyborczej wykorzystać na zdrowy i odbudowujący spacer z psem po lesie".
Pozdrawiam serdecznie

oto Piotr Badura

Skąd bierze się taka naiwność?

Szanowny Panie AdamieP
Jesienią 1964 roku miałem 11 lat i byłem uczniem klasy Va Szkoły Podstawowej nr 23 w Opolu. Odbywały się wybory klasowe. Były jednostopniowe i tajne. Wygrywał ten, kto dostał najwięcej głosów.

Chciałem wygrać te wybory. Wierzyłem, że chłopcy będą głosować na mnie. Liczyłem nawet na dwa głosy od dziewcząt. Teoretycznie zapewniało to zwycięstwo, ale w praktyce różnie bywa. Ktoś z chłopców mógł fałszywie udawać mego przyjaciela, a w tajnym głosowaniu oddałby głos kandydatce dziewcząt. Z tymi dwiema dziewczynami też nie było na sto procent pewne.

Jako 11-latek rozumiałem, że mój interes w tym, by były dwie kandydatki od dziewcząt, bo to rozbije ich głosy, i choć chłopców było w klasie mniej, to ja i tak będę miał najwięcej głosów. Zgłosiłem drugą kandydatkę dziewcząt (lubianą przez nie), bardzo ją przy tym zachwalając (po cichu liczyłem jeszcze i na jej głos z wdzięczności).

W sposób zdecydowany wygrałem klasowe wybory. Dziwi mnie zatem, gdy dorośli ludzie zachowują się tak, jakby nie rozumieli sprawy oczywistej czasem nawet dla dziecka, że rolą niektórych kandydatów nie jest wygranie wyborów, ale zmniejszenie szans innych kandydatów.

Kompletnie nie interesowały mnie polskie "wybory" prezydenckie 2015. Mimo to miałem świadomość, że Paweł Kukiz nie ma żadnych szans na drugą turę (nie mówiąc już o absurdalnym poglądzie o zwycięstwie w pierwszej turze). W takim razie nie walczył on o zwycięstwo. Moim obowiązkiem jest zatem przynajmniej wziąć pod uwagę, że jego rolą mogło być odebranie głosów jednemu z dwóch pierwszych kandydatów, by nie wygrał on w pierwszej turze. Jeśliby tak było, to proszę pomyśleć, któremu miałby te głosy odebrać?

Głoszone przez Pana poglądy, że jakoby w odróżnieniu od PRL, teraz można głośno i jawnie, można organizować się, wymuszać na władzy etc., to naiwność dziecka we mgle. Przecież Pan, zapewne z "odwagi", ukrywa tu swą tożsamość. To gdzie jest ta Pańska wolność?

Pozdrawiam serdecznie

oto baba jag

Plusów

Pana poglądy, że jakoby w odróżnieniu od PRL, teraz można głośno i jawnie, można organizować się, wymuszać na władzy etc., to naiwność dziecka we mgle.

zabrakło.

oto Alej

Panie Piotrze

Pisze Pan: Na Białorusi (...) wybory, w których nie uczestniczyła większość uprawnionych do głosowania, są po prostu nieważne.

Wierzę Panu ale wolałbym jakieś szczegóły. Co się robi by frekwencja była dostateczna? A co by było gdyby nie była? domniemywam, że nie wybrano by nikogo, a potem kolejna tura. Co prawo wyborcze przewiduje gdy w kolejnych turach wyborów frekwencja ciągle jest za mała?

Proszę nie traktować tego jako czepialstwo, chodzi o autentyczną ciekawość.

oto Piotr Badura

Ani mi w głowie, traktowanie Pana pytań jako czepialstwa

Szanowny Panie Aleju
Szkoda, że nie odwiedza nas już tutaj pan Gość z Białorusi, bo on mógłby odpowiedzieć kompetentnie na Pana pytania. Ja orientuję się zbyt słabo. Mimo to spróbuję, ale więcej w oparciu o moje wrażenia, niż o rzetelną wiedzę.

Aby ludzie poszli głosować, muszą oni mieć przekonanie, że ich głosowanie ma sens, że od ich wyboru coś zależy. Odnoszę wrażenie, że na Białorusi poczucie sensu uczestnictwa w wyborach jest u ludzi powszechniejsze, niż w Polsce.

Ogrom Białorusinów idzie na wybory, bo są zadowoleni z tego, co mają. Chcą to zachować i mieć jeszcze lepiej. Ufają, że kandydaci, na których oddają głos, też tak chcą. To jest podstawa. Ludzie muszą ufać swojemu państwu.

W Polsce zbyt wielu ludzi jest niezadowolonych z tego, co mają. Nie wierzą, że którzykolwiek wybrani politycy cokolwiek poprawią. Zbyt wielu Polaków nie ufa już "swojemu" państwu.

Wszystkie inne sprawy są drugorzędne, choć mają swoje znaczenie. Na Białorusi jest np. głosowanie przedterminowe. Wiadoma sprawa, że zawsze jest jakiś mały procent wyborców, któremu akurat w dzień wyborów głosowanie nie pasuje. Przy wyborach przedterminowych ludzie mogą zagłosować już wcześniej. To podnosi liczbę głosujących o ten mały procent.

Wydaje mi się, że na Białorusi państwo w większym niż u nas stopniu dba, by ludzie mogli wygodnie dotrzeć do lokali wyborczych (dojazd), względnie, by urna dotarła do nich (do niewstających). To też przekłada się na niewielki wzrost liczby głosujących.

Są też inne czynniki. Jednak najważniejsze jest, jeszcze raz to podkreślam, by ludzie lubili swe państwo i ufali mu. To jest raczej na Białorusi, niż w Polsce.

Gdyby frekwencja w białoruskich wyborach nie przekroczyła 50%, to trzeba by wybory powtarzać, aż do skutku. Jest to jednak wydumany problem. Białoruskie państwo ma rozeznanie w nastrojach społeczeństwa. Gdy gdzieś pojawia się niezadowolenie, podejmowane są natychmiast kroki, zmierzające do naprawy sytuacji. Dlatego nie ma potrzeby powtarzania wyborów. Chyba zawsze jest wymagana frekwencja.

Pozdrawiam serdecznie

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.