Coś trwałego?

Liberalizm nie wygrał, lewicy nie ma, programy nie są najważniejsze, a III RP tak łatwo nie upadnie – czyli migawki powyborcze.

Programy są przereklamowane

JKM, mimo stabilizacji, a miejscami nawet wzrostu poparcia - nie zdyskontował swego sukcesu eurowyborczego, bo jego zaplecze błędnie uznało, że uzyskane poparcie to efekt wyłącznie przekonania rosnącej grupy obywateli do głoszonego programu, w tym przede wszystkim postulatów ekonomicznych (do skrajności pogląd ten wyrazili ci korwinowcy, którzy postanowili zostać z samym programem, pozbywając się Korwina – i sądzili, że to wystarczy dla zatrzymania elektoratu – co zostało boleśnie sfalsyfikowane klęską Jacka Wilka). Podobnie rzecz się ma ze znakomitym wynikiem Pawła Kukiza.

Można mieć poważną wątpliwość, czy przekonał on do siebie (zwłaszcza młodzież) mocno abstrakcyjnym przecież postulatem JOW-ów, czy po prostu zaważyła jego rozpoznawalność, autentyczność, a także wiarygodność, zwłaszcza w roli „wkurzonego patrioty” i „rozczarowanego leminga”. W tej pierwszej przyciągał do siebie antysystemowców z prawa, w drugiej – zdejmował choć cząstkę odium wstydu z dawnych wyborców PO, a po prostu jako Kukiz – facet z estrady, stał się reprezentantem „emigrantów in spe”, głosujących już z walizkami w rękach, po drodze na najbliższe lotnisko z którego odlatują samoloty na Zachód.

Wyborcy nie są (aż) tacy głupi

Na głosy rozgoryczonej lemingozy czekali też stratedzy PSL, SLD oraz Janusz Palikot i właśnie Kukiz sprawił, że się przeliczyli, co już samo w sobie jest jego wielką zasługą. Koncepcja wystawienia kandydatów, którzy będą pod ręką gdy ktoś zechce ukarać PO, nie pomagając przy tym PiS-owi - była dla słabszego segmentu establishmentowego jedyną racją uczestniczenia w wyborach. Wyborcy jednak, w swym nieodgadnieniu - tym razem nie zgodzili się na wkręcanie i podsuwanie wybrakowanego towaru. Plastikowa trójka przegrała sromotnie, co nie zostanie zapewne bez wpływu na dalsze losy formacji wystawiających przegranych kandydatów.

Skłócony z resztą socjal-liberałów Palikot znajduje się na razie poza próbami sklejania tej części sceny politycznej, SLD pominąć na pseudo-lewicy będzie trudniej, dekompozycja po tej stronie wydaje się zresztą przyspieszać, podobnie jak i rozpaczliwe budowanie szalup ratunkowych, w rodzaju Razem, czy Wolności i Równości. Już zresztą sama kampania (w tym zwłaszcza występ Ogórkowej, Palikota i Tanajno) w debacie prezydenckiej dowiodły, że Polska jest obecnie krajem bez lewicy, a raczej, że jej obowiązki w pewnym zakresie pełni dziś PiS (jednocześnie udające skutecznie „skrajną prawicę").

Liberalizm nie zwyciężył

Co ciekawe, klęską lewicowości przez walkower dokonała się w momencie, kiedy okazało się, że bezapelacyjny (jak się od niedawna wydawało) zwycięzca walki o rząd zwłaszcza młodych dusz, liberalizm – również nie jest tak utrwalony i powszechny, jak chcieliby wierzyć choćby nieliczni fani mec. Wilka. Ekonomicznymi liberałami byli w tych wyborach niemal wszyscy – i Palikot, i Ogórek, i Kowalski, i nawet Braun. Takie wnioski wyciągnięto z wyników JKM i tłumów na spotkaniach z nim. Tymczasem okazało się, że tym razem pulę zgarnął Kukiz mówiący o swej socjalnej wrażliwości i w przeciwieństwie do Korwina i korwinidów nie tylko nie obiecujący zwinięcia państwa – ale znowu jego oczyszczenie i uzdrowienie, a więc w istocie, co populiści sprzed lat (spod znaku Tymińskiego, KPN, czy Samoobrony).

I znowu – nie wiadomo, czy to faktycznie trwała zmiana i odkrycie pokładów elektoratu faktycznie odczekującego opieki państwa, czy tylko nieznacząca koincydencja głosu na Kukiza jako formy protestu z tym, co sam kandydat głosi. Z pewnością jednak sam Kukiz jest w tej części swego przekazu niemal równie konsekwentny, jak w sprawie JOW-ów, podkreślając m.in. swoje związki ze śląskim i rolniczym ruchem związkowym. Wyborcy dostają więc „wrażliwość społeczną” w pakiecie, a więc czy tego w głębi duszy chcą, czy nie chcą – głosując na Kukiza kreują też na trzecią siłę jego spodziewany ruch obywatelski, o profilu „konserwatywno-społecznym”, jakkolwiek by to koślawo po polsku nie brzmiało.

Liczne bowiem roszady i obroty na scenie politycznej RP doprowadziły do sytuacji, w której funkcjonalna „lewica” jest liberalna, zaś „prawica” socjalna, przynajmniej deklaratywnie. Kukiz wyciągnął więc po prostu konsekwencje z tak ukształtowanego podziału, podczas gdy JKM stara się od lat go zakwestionować i podważyć. Na nieszczęście dla siebie – największą od lat szansę na wykorzystanie wreszcie budowanego od lat elektoratu, Korwin dostał odczuwając już swój wiek i skutki wielu lat w permanentnym ruchu. Na relatywnie słaby wynik wpływ miały także oczywiste słabości kadrowe KORWiN-u, budowanego przez sięgnięcie do najgłębszych i najmłodszych rezerw oraz tak nielubiane przez Polaków wrażenie kłótliwości.

Ledwo bowiem udało się jako zepchnąć w niepamięć awanturę z KNP – na samym finiszu atak na Kukiza okazał się śmiertelnym błędem, bo polscy wyborcy zwyczajnie nie lubią kłótni, zwłaszcza takich, których nie rozumieją iw których uczestniczy „dwóch fajnych”. To jak rozpad „tego ładnego małżeństwa sąsiadów” - pewnie niby mieli swoje powody, ale czujemy się ich rozwodem osobiście urażeni, bo nam psuje estetykę i samozadowolenie.

Przekonanie, że liberalizm wygrał zabiło też projekt znany dotąd jako Ruch Narodowy. Wystawienie osobiście szczerego, ale słabowitego na pomyślunku Mariana Kowalskiego, nagranego tyleż płytką demagogią, co zakazami jasnego wskazywania prawdziwych wrogów Polski całkowicie rozmyło przekaz RN, symbolicznie dobity przegraną z Grzegorzem Braunem. RN, partia jednego wspomnienia (o „żołnierzach wyklętych”), jednego wydarzenia (Marszu Niepodległości) i jednego marzenia (o powrocie do Sejmu Bosaka z Zawiszą) – stracił rację bytu w narzuconej przez grupę kierowniczą formule.

Części politycznej ugrupowania zostaje więc wciskać się do Kukiza, a części formacyjnej – nadal maszerować, co zresztą jeszcze przed wyborami trafnie przewidział lider ONR, Aleksander Krejckant, krytykując tak politykierstwo, jak i liberalizację Ruchu. Sama kampania Kowalskiego była też zwyczajnie po dawnemu nieprzemyślana – kandydat nadal odwoływał się tylko do bezpośredniego zaplecza („młodzieży pomordowanej na stadionach...), a w dodatku popełnił samobójstwo wizerunkowe na miarę obrzyganej koszulki Wiplera, zestawiając już trwale swoje nazwisko z wizją wylizywanej deski klozetowej.

Poprawny zaledwie występ Kowalskiego na debacie (budzący pozytywne reakcje na zasadzie „to on mówi????”) niczego już w tym zakresie zmienić nie mógł. Również relatywnie niezła prezentacja mec. Wilka nie miała większego znaczenia, skoro sam kandydat (a raczej pewnie jego zaplecze) przespał moment i nie wycofał się w porę z wyborów na rzecz zwycięskiego Kukiza. Znowuż, zaważyła pewnie ortodoksja dominująca w kierownictwie KNP, która również i ten cień ugrupowania skazuje na ostateczny polityczny niebyt.

Kto jest agentem systemu?

Otwarte pytanie co dalej z „kukizizmem” najbardziej chyba nurtuje aktyw PiS. Zaplecze Kukiza, włącznie z rozczarowanymi lemingami, sierotami po POPiS-ie – to przecież właśnie ci wyborcy, którzy mieli dać Kaczyńskiemu powrót do władzy. Teraz jego zwolennicy zarzucają kukizowcom, że są „ślepym narzędziem i pożytecznymi idiotami systemu”, co w ustach PiS-wców jest zaiste szczytem czarnego humoru...

Co trwałego zostanie po wyniku Pawła Kukiza? W rozpoczętej w ostatnim tygodniu kampanii i trwającej do dziś awantury o JOW-y umknęło, że w tych wyborach nie chodziło jednak bynajmniej ani o zmianę ordynacji, ani o obniżenie podatków, ani o intronizację Chrystusa Króla – cokolwiek by się nie wydawało samym kandydatom. Nie chodziło też – ani nie chodzi - o to kto zostanie kolejnym prezydentem III RP, bo to już teraz przecież zupełnie bez znaczenia i dla porządnych, rozsądnych ludzi te wybory już się na dobre skończyły. Nie, jak pisałem tuż przed ciszą:

„Niedzielne głosowanie może natomiast oznaczać ośmielenie unikalnie dużej grupy obywateli do poparcia kogoś spoza znanych dotąd, głównych ugrupowań. I to jest urobek tyleż ważny, co dodatni (…)”.

I tak się też stało, wyniki kandydatów uznawanych za pozasystemowych poważnie zatrzęsły konstruktem politycznym III RP. Warto jednak pamiętać, że niemal to samo zdarzyło się u jej zarania, wraz z pojawieniem się Stana Tymińskiego i niestety miało skutek uderzenia fali w stado kaczek: fala przeszła, może i któregoś ptaszka zabrakło, ale stado pływało sobie dalej.

Co zostanie z Kukiza?

Tym razem być może nie trzeba będzie ordynarnie eliminować formacji protestu z wyborów (jak w 1991 r. postąpiono z Partią X, a w 2011 r. z KNP), a wystarczy zdekomponować ją od środka, nasycając sprawdzonym, dietetycznym aktywem, być może niezbędnym do konstruowania koalicji z udziałem establishmentu z tej, czy tamtej strony Sejmu. Właśnie mechanizm selekcji wewnętrznej (bez popadnięcia w drugą skrajność, w rodzaju „tylko młodzi i nowi”) może decydować o względnej choćby trwałości „kukizizmu”.

Czy takim urobkiem mogą być JOW-y, a przynajmniej zmiany ordynacji w kierunku np. mieszanym? Cóż, pożyjemy, zobaczymy. O zaletach i wadach rozwiązania, które faktycznie wszędzie służyło budowaniu i umacnianiu systemu dwupartyjnego napisano już w zasadzie wszystko. Zauważyć jednak należy, że spór zwolenników i przeciwników JOW-ów ignoruje pewną oczywistość – że żadna z małych partii, ideowych i zainteresowanych poważniejszą zmianą w Polsce w żadnym systemie wyborczym nie zdobyłaby większości.

Ba, nie uzyskałaby reprezentacji wystarczającej na wejście do koalicji – a nawet gdyby się tak stało, to lepiej, by z takiej możliwości nie skorzystała. Przyjmując to wiadomości widać dopiero, że nie ma większego znaczenia, czy w Sejmie znajdzie się 40-80 posłów opozycyjnych, czy 4-8, za to poukładanych. Obalenie III RP drogą parlamentarną nie wydaje się bowiem realne w żadnej z tych alternatyw.

Nie ma się więc co kłócić o JOW-y, skoro przy okazji rozstrzygnięta mogłaby zostać kwestia znacznie ważniejsza – czyli zniesienie finansowania partii politycznych z budżetu państwa. I na tym zagadnieniu warto się skupić, jako faktycznie zadającym cios partyjniactwu. Niezależnie od tego jesienią w Sejmie może znaleźć się nieco przyzwoitych, niegłupich ludzi, czy to od Kukiza, czy od wciąż niepozostającego bez szans JKM – i w tym też warto dopomóc, nie tracąc z oczu ruchów na funkcjonalnej „lewicy”. Tylko tyle i aż tyle można osiągnąć w III RP – no chyba, że za jakiś czas ważniejszym zagadnieniem stanie się dla wszystkich III Wojna Światowa.

Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor...

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Popełniamy błąd utożasamiając antysystemowość z prawicowością

"My" w popełniamy odnosi się rzecz jasna do konserwatywno-liberalnych komentatorów z prawica.net

To, że milionom ludziom się nie podoba III RP, nie oznacza, że oni wszyscy chcą wilczego kapitalizmu.

JKM, mimo stabilizacji, a miejscami nawet wzrostu poparcia - nie zdyskontował swego sukcesu eurowyborczego,
Wyniki Korwina w liczbach bezwzględnych
PE'14 480 tys.
sam'14 469 tys.
prez'15 486 tys.
Nie ma wzrostu...
Można dodać 68 tys. Wilka i część elektoratu Brauna (który jednak wygrywa konserwatyzmem i spiskologią). Ale nie ma cudów, elektorat ultraliberalny to 500-600 tys. i nie więcej. Przy 15 mln głosujących daje to góra 4%. Wynik podprogowy.

zaważyła jego rozpoznawalność, autentyczność, a także wiarygodność, zwłaszcza w roli „wkurzonego patrioty” i „rozczarowanego leminga”.(...)
pewnością jednak sam Kukiz jest w tej części swego przekazu niemal równie konsekwentny, jak w sprawie JOW-ów, podkreślając m.in. swoje związki ze śląskim i rolniczym ruchem związkowym.

Kukiz przyciągnął tym antysystemowców o poglądach gospodarczych centrowych, lewicowych, a przede wszystkim niesprecyzowanych ("żeby było lepiej").

czyli zniesienie finansowania partii politycznych z budżetu państwa

Nie żebym był fanem finansowania budżetowego, ale skądś partie będą brać pieniądze.

Czemu POW, a nie JOW. Pisałem p. Equatore
Droga POW.

  1. Najpierw wejść do scenę polityczną za pomocą POW jako niewielka mniejszość.
  2. A potem dorosnąć do przekonania szerszych mas.

Droga JOW.

  1. Trzeba zdobyć bezwzględną większość choć w części okręgów.
  2. Potem wejść od razu na głównego gracza.

Przy takim układzie mediów i urobieniu większości obywateli, prawicowej mniejszości się nie uda wyrosnąć w ciszy.

Jest jeszcze jedna rzecz, pozostając wycinanym z Sejmu i realnej pracy ustawodawczej, prawicowa antysystemowa ma skłonność do bujania w obłokach i felietonach.

oto Konrad Rękas

Nie żebym był fanem

Nie żebym był fanem finansowania budżetowego, ale skądś partie będą brać pieniądze.

Niech kradną. Będzie łatwiej zamykać ich liderów, a to oszczędzi czasu i zachodu.


Jest jeszcze jedna rzecz, pozostając wycinanym z Sejmu i realnej pracy ustawodawczej, prawicowa antysystemowa ma skłonność do bujania w obłokach i felietonach.

Obecność w Sejmie nie ma nic wspólnego z "realną pracą". Ta odbywa się np. w samorządach. Dlatego w nich należy być obecnym - i starać się rządzić. Sejm to rodzaj biura podróży.

oto Dubitacjusz

Chodziło mi bardziej o realną politykę

Aby nie było pomysłów typu "w Polsce wystarczy 1000 urzędników".
To bardzo ładnie brzmi w felietonie, ale nie da się zrealizować dekretem.

Niech kradną. Będzie łatwiej zamykać ich liderów, a to oszczędzi czasu i zachodu.

No to poleciał Pan populizmem... Wiadomo, że nie będą kraść tylko dostawać od:

  • rodzimych biznesmenów
  • zagranicznych koncernów
  • związków zawodowych
  • zagranicznych ośrodków politycznych
oto Konrad Rękas

I...?

dostawać od:

rodzimych biznesmenów
zagranicznych koncernów
związków zawodowych
zagranicznych ośrodków politycznych

I...?

Wiadomo, że nie będą kraść

To mnie Pan rozbawił...:)

oto Dubitacjusz

@ red. Rękas: to proszę być mniej enigmatycznym

No to co, że będą im dawać?

Będą mieli więcej środków na kampanię...

...chociaż tak na chłodno, to spoty i billboardy chyba nie są aż tak ważne. Choćby patrząc po sukcesie Kukiza.

Liczy się (1) rozpoznawalność (2) skojarzenia.

oto Konrad Rękas

Po prostu nie rozumiem

Po prostu nie rozumiem problemu, to nie chwyty erystyczne.

Obecnie pieniądze są marnowane, na zasadzie: mam 30 mln - wydam 30 mln, utrzymam przy okazji darmozjadów. Jak będą brali łapówki, kradli, czy przyjmowali pieniądze poza systemem - będą je musieli po drodze uprać, trzeba będzie chować, wywozić itp. łatwiej to będzie wykrywalne (choćby dla mediów) - słowem będzie trudniej. A to lepiej.

Mówiąc prościej - będą kraść i brać łapówki jak teraz, ale więcej będą mieli z tym zachodu i nie będą mieli żelaznej rezerwy w postaci dotacji.

oto TBM

bezczelność złodziejskich partii

cytuję Dubitacjusz:

Nie żebym był fanem finansowania budżetowego, ale skądś partie będą brać pieniądze.

To mniej więcej tak, jakby do mojego domu przyszedł jakiś facet i powiedział: "Jest tak: no przecież muszę z czegoś żyć, więc dawaj mi co miesiąc stówę, bo jak nie to będę musiał ci ją podpierdzielić".

Nie widzi Pan, że to właśnie i to jawnym tekstem mówią politycy? Albo będą brali pieniądze z budżetu, albo będą kradli na potęgę. To się (mi) po prostu w głowie nie mieści jak można być tak bezczelnym - ale oni tak właśnie mówią - a miliony im potakują: "No tak, no bo skąd oni wezmą na życie - będą kradli i co? Jeszcze pójdą do więzienia bidulki... to już dajmy im dobrowolnie."

pozdrawiam
TBM
ps
w Słowniku Języka Polskiego znalazłem TAKIE COŚ.

oto AnnaK

Albo będą brali pieniądze z

Albo będą brali pieniądze z budżetu, albo będą kradli na potęgę. To się (mi) po prostu w głowie nie mieści jak można być tak bezczelnym -

O ile dobrze pamiętam, to pierwszy takim argumentem posłużył się JKM, choć nie odnosiło się to do partii politycznych, a do samych polityków.
Jeżeli zaś chodzi o partie polityczne, to osobiście nie widzę w tym nic bulwersującego. Wolę aby partie polityczne były finansowane przez polski budżet niże przez budżet np. niemiecki, jak to miało miejsce w przypadku KLD.

oto TBM

finansowanie partii

cytuję AnnaK:

Albo będą brali pieniądze z budżetu, albo będą kradli na potęgę. To się (mi) po prostu w głowie nie mieści jak można być tak bezczelnym -

O ile dobrze pamiętam, to pierwszy takim argumentem posłużył się JKM

Prawdziwości tego argumentu nie zmieniłby nawet fakt, że posłużył się nim na przykład Kim Dzong Il. Tak po prostu jest bez względu na to kto to mówi.

Wolę aby partie polityczne były finansowane przez polski budżet

A czy mogłaby Pani finansować te partie bezpośrednio? Numery kont można znaleźć, proporcje w jakich musiałaby Pani dzielić haracz między wszystkie bandy też można wyznaczyć... Po co jeszcze ja mam być zaangażowany?

pozdrawiam
TBM

oto AnnaK

A czy mogłaby Pani finansować

A czy mogłaby Pani finansować te partie bezpośrednio?

Mogłabym, ale byłoby to dla mnie droższe. Np. koszty przelewów.
Dla państwa byłoby zaś kłopotliwe. No bo trzeba wiedzieć czy jakiejś partii nie finansuje obca agentura. To chyba dla Pana oczywiste?

oto TBM

oczywiste

cytuję AnnaK:

No bo trzeba wiedzieć czy jakiejś partii nie finansuje obca agentura

Oczywiście. Dlatego też płacę podatki na policję, wywiad, służby i inne kontrwywiady.

Nie przekonuje mnie także argument, że pieniądze z moich podatków są przeznaczone na wygodne życie ludzi, którym nie powierzyłbym złotówki na pół minuty - bo Pani nie chce się wypełniać przelewów.

Partia to grupa ludzi, którzy chcą przejąć władzę, żeby móc (wersja optymistyczna) wprowadzić w życie swoją wizję organizacji życia. Gdy już zdobędą - to ich praca będzie wynagradzana na stanowiskach posłów, radnych, premierów etc.

A że sobie chcą przejąć i utrzymać władzę... mają problem.

Weźmy jako przykład łatwiejszy do wyobrażenia zespół rockowy. Najpierw chłopaki kupują sobie instrumenty i trenują po piwnicach. Robią to za swoje. Potem zdobywają serca i uszy fanów i zaczynają zarabiać za swoją pracę na koncertach.

Pani chce, żeby od chwili wejścia na listy przebojów zaczęli dostawać pieniądze z podatków - bo inaczej zaczną grać czastuszki za pieniądze rosyjskich służb i nikt nie będzie chciał kupować biletów - a za coś przecież muszą żyć.

No muszą. Każdy musi - ale czemu za cudze zabrane siłą?

Jeśli komuś (np. Pani) podoba się to co grają tak bardzo, że chce ich słuchać - zawsze może Pani kupić bilet.

pozdrawiam
TBM

oto Ireneusz

Doskonałe :-))

Pani chce, żeby od chwili wejścia na listy przebojów zaczęli dostawać pieniądze z podatków - bo inaczej zaczną grać czastuszki za pieniądze rosyjskich służb i nikt nie będzie chciał kupować biletów - a za coś przecież muszą żyć.

Nic tak nie przemawia do wyobraźni, jak dobry obraz.

oto Ferdek

Kukiz a Kobylanski

Plakat z czasów, gdy Kukiz kochał ONR
„Panie Robercie, w związku z udziałem pana Kobylańskiego w Komitecie Honorowym tegorocznego Marszu Niepodległości proszę o wykreślenie mojego nazwiska z tegoż Komitetu” – napisał Paweł Kukiz na swoim fejsbukowym profilu. Muzyk prosi również, aby w przyszłości informowano go o składzie osobowym komitetu.
Paweł Kukiz zaznacza, że kategorycznie nie zgadza się z wypowiedziami Kobylańskiego na temat Żydów, które ten upubliczniał na antenie Radia Maryja. „Bez przesady. Nie będę z nim w jednym Komitecie. I myślcie sobie co chcecie. Z Ku-Klux-Klanowcem również mi nie po drodze. Amen” – zaznacza Kukiz.
Taka to kolejna (która już z kolei?) wolta Kukiza, który zasłynął również jako wielbiciel banderowskiej Ukrainy.
Od 10 lat jeżdżę na Ukrainę kilka, kilkanaście razy w roku. Zawożę ubrania, leki, pieniądze. Dziesięć lat temu grałem na Majdanie przy okazji pomarańczowej rewolucji. Dziś u naszych sąsiadów trwa walka narodowo-wyzwoleńcza, więc i forma mojej pomocy jest inna – zawiozłem im na przykład kilkadziesiąt kamizelek kuloodpornych. Współpracuję ze stowarzyszeniem Pokolenie, które wykonuje dla Ukrainy kolosalną robotę, organizuje też przyjazdy ukraińskich działaczy Samoobrony Majdanu do Polski.
https://marucha.wordpress.com/2015/05/10/wolne-tem...

oto alvis

Szczȩść Boże wierzącym...

... w antysystemowego P.Kukiza.

Ten nieprawdopodobny, spontaniczny wyraz poparcia 20% niezadowolonych z III RP jest słuszny, pytanie tylko dlaczego swój sprzeciw ulokowali w tym, który swą aktywną obecnościa na kijowskim Majdanie wspierał tzw. ukraińską demokracjȩ.

Jak słyszȩ, P.Kukiz od kilku tygodni "nie schodzi z ekranów tv". Czyżby "narodziny gwiazdy"?

"Lasciate ogni speranza..." Jak było na początku, tak i teraz i cholera wie jak długo jeszcze.

oto Ireneusz

:-)))

To źle pan słyszy.

Jak słyszȩ, P.Kukiz od kilku tygodni "nie schodzi z ekranów tv".

Ale jak go już nawet gdzieś łaskawie pokażą, to potrafi skorzystać dając szybki własny przekaz niemożliwy do zmanipulowania tak, aby zostać ośmieszonym. A starają się, i widać że już ich cholera bierze od swojej nieskuteczności. Kilku telewizornianych bonzów już dawno powinno stracić gażę (Kraśko czy Ziemiec).

oto Marek Bekier

Wczoraj w Radio Kraków jacyś

Wczoraj w Radio Kraków jacyś "eksperci" pierniczyli coś o przyczynach sukcesu Kukiza. Nie różnili się niczym od cioci Gieni tak ślicznie zilustrowanej przez nieocenionego p. Romerowicza. Pan redaktor dla zilustrowania tfurczości (uwaga korekta: ortografia poprawna bo słowo pochodzi od "tfu" wypowiedzianego z obrzydzeniem) ekspertów puścił piosenkę "ZCHN zbliża się" w wykonaniu zespołu "Piersi" Pawła Kukiza z 1992r., z której Autor już dawno się wytłumaczył a nawet przeprosił. Ot, taki obiektywizm i popularność w środkach masowego rażenia mylnie zwanych środkami masowego przekazu, nic szczególnego...

oto KubaG

Kukiz z poparcia Ukrainy się

Kukiz z poparcia Ukrainy się wycofał, chyba pod wpływem Isakowicza-Zalewskiego. Nie piszę tu jako bezkrytyczny wyborca tłumaczący każdą wpadkę "wodza" ale jako człowiek szczerze zaniepokojony "chwiejliwością" poglądów kandydata. Kukiz jest uczciwym i szczerym facetem, który niestety zbyt szybko ulega wpływom otoczenia, najpierw działa a potem myśli (Pojechał np. do Świdnika i po rozmowie z szefem PZL nagle uwierzył, że w interesie polskiej armii jest zakup prototypu śmigłowca). Gdyby zajmował jakąś funkcję, być może stopowałby go sztab doradców, ale sam fakt zdolności nagłej zmiany poglądów, nawet na właściwe-po przemyśleniu tematu, będzie ideealnym sposobem dla "systemu" by pokazać jego niewiarygodność i go "zglebić".
Jako prezydent, z odpowiednim gronem doradców (deklarował współpracę z Centrum Adama Smitha) dałby radę. Jako lider ruchu idącego na sejm....sam nie wiem. trzeba poczekać co zrobi. Wydaje się bez szans ale ma jakiś polityczny instynkt, którego dowodem jest te 20% czy genialny pomysł debaty w Lubinie. Nie przekreślajmy gościa bo w przeciwieństwie do reszty "antysystemu" jak na razie jest skuteczny.

oto zajac1

Dodam tylko

.....
e un partigiano come Presidente ?
con l'autoradio sempre nella mano destra
e un canarino sopra la finestra
Buongiorno Italia con i tuoi artisti
con troppa America sui manifesti !
.....
pozdrawiając everyman a pana Alvisa w szczególności.
zajczik

oto Dubitacjusz

A tak z innej beczki: może jednak Duda w II turze?

Właśnie przeczytałem "Krótkie refleksje powyborcze" prof. Wielomskiego i się zastanawiam, czy nie warto zagłosować nie Dudę.
Nie liczę, że będzie realizował program prawicowy.
Przeciwnie mam nadzieję, że skompromituje "prawicowość" PiSu.

oto Ireneusz

Oj, Dubitacjuszu

W tym wieku już należałoby przestać "liczyć". Guzik, a nie skompromituje. Toż oni nie będą się zajmowali tym, na co pan "liczy" :-)))
Jedyny argument, który do mnie przemawia, to że Duda zawetuje każda ustawę, która będzie przepychana przez Sejm. No ale przeciez teraz po ptokach. Wszystko już sobie przepchnęli wcześniej, a teraz będa się śmiali w kułak.
Za to gdy wygra Duda, zdobędą PIS koronny argument za tym, aby wygrać w jesiennych wyborach - celem zmian w prawie i gospodarce, którą rozwalili PO już do cna. No a wtedy to można by się przygotować na koniec świata, lub spieprzać od razu tam gdzie pieprz rośnie. Bo to będzie klęska dla Polski TOTALNA.
Nie.
Moim zdaniem lepiej już zagłosować na Komorowskiego. Popadną Platformersi w taką dumę, że wreszcie im się kompletnie powinie noga. Ich pogarda do Narodu ewoluuje do apogeum i spowoduje rozlecenie się tej partii w jesiennych wyborach. To byłby plus.
Bowiem jest szansa, że Obywatele odzyskaliby wtedy na jesień swój własny kraj, a siłę uzyskaliby obecni "antysystemowcy".

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.