Szwajcarska demokracja szansą dla Polski?

Wywiad z prof. Mirosławem Matyją

W kwietniu 2018 roku nakładem wydawnictwa Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE) ukazała się książka "Szwajcarska demokracja szansą dla Polski?". Z jej autorem, Profesorem Mirosławem Matyją, przeprowadziliśmy rozmowę, w której poruszyliśmy tematy związaną z tą publikacją i z demokracją w Polsce.


Panie Profesorze, na czym polega "demokratyczny fenomen" szwajcarskiego ustroju politycznego, unikatowy w skali nie tylko europejskiej, ale i światowej? Skąd się wziął jakie ma korzenie, jak funkcjonuje obecnie?

Profesor Mirosław Matyja: Szwajcarskie państwo federacyjne stosuje demokrację bezpośrednią, w której najwyższą władzę państwową sprawują obywatele, którzy kreują prawo za pomocą referendum i inicjatywy ludowej.

Referendum jest narzędziem kontroli władz, kształtowania ustroju i wyrazem woli społeczeństwa. Natomiast instrument inicjatywny ma charakter innowacyjny, co oznacza prawo do inicjatywy ustawodawczej dla obywateli oraz ugrupowań politycznych i społecznych. Krotko mówiąc, 100 tyś. obywateli może zażądać od państwa przeprowadzenia referendum, mającego na celu poprawkę konstytucji federalnej. To rzeczywiście jest unikatowe w skali światowej.

Trzeba zaznaczyć, że to gminy były w Szwajcarii przez stulecia uosobieniem demokracji, natomiast państwo szwajcarskie powstało niejako oddolnie, poprzez integracje gmin i kantonów. Po 1848 roku, kiedy wprowadzono w Szwajcarii w życie konstytucję i obowiązujący do dziś ustrój, kraj ten przekształcił się z biednego narodu w społeczeństwo cieszące się niespotykanym w świecie dobrobytem i stabilnością polityczną. Odważne i unikatowe rozwiązania systemowe i instytucjonalne, oparte na instrumentach demokracji bezpośredniej, korzystnej sytuacji ekonomicznej i specyficznym okolicznościom historycznym (kraj niedotknięty przez wojny i stale zachowujący neutralność), sprawiły, ze Szwajcaria, w której istnieje cała mozaika mniejszości narodowych, językowych i religijnych, radzi sobie skutecznie w sytuacjach konfliktowych, zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych.

Biorąc pod uwagę ostateczność głosu obywateli przy realizacji decyzji państwowych, można uznać, że państwo to jest rządzone oddolnie. To właśnie demokracja bezpośrednia wywarła istotny wpływ na sukces szwajcarskiego „fenomenu demokratycznego”. Nic tak bowiem nie jednoczy ludzi, jak świadomość podstawowej wartości ich demokratycznych, suwerennych praw i opieka nad wspólnie wypracowanym bogactwem.

W Szwajcarii proces decyzyjny funkcjonuje według zasady: dialog jest źródłem kompromisu. Silna tradycja federalistyczna wymaga od władz w poszczególnych kantonach zajmowania się własnymi problemami i powstrzymywania się od krytykowania działań w innych kantonach. Dużo mógłbym tu jeszcze mówić na ten temat. Wspomnę tylko, ze ja ta cała złożona problematyka, związana z procesem kształtowania się państwowości szwajcarskiej, opisuje dokładnie i przystępnie w mojej książce, którą oczywiście polecam wszystkim Czytelnikom.


Czy mógłby Pan Profesor przytoczyć jakieś ostatnie sukcesy szwajcarskiej demokracji bezpośredniej świadczące o tym, że tamtejszy system działa?

Prof. Matyja: Wartym przytoczenia przykładem jest niewątpliwie inicjatywa i referendum „przeciwko zdzierstwu”, służące zwiększeniu kontroli nad zarządami wielkich firm i uposażeń menedżerów. Referendum przeprowadzone w 2013 roku zostało przyjęte w Szwajcarii we wszystkich kantonach - z wynikiem ogólnokrajowym 68,0% na „tak”. Wielomilionowe premie i wręcz chorobliwie wysokie odprawy dla członków zarządów dużych firm, szczególnie banków, spotkały się się z dezaprobatą szwajcarskiej opinii publicznej. No i społeczeństwo zareagowało we wspomnianym referendum...

Kolejnym przykładem jest już tradycyjna inicjatywa i referendum „przeciwko budowie minaretów” z 2009 roku. Społeczeństwo szwajcarskie w referendum z 2009 roku nie wyraziło zgody na budowę wież na świątyniach muzułmańskich. Nie pomogły tu międzynarodowe protesty.

Każda inicjatywa, nawet jeśli zostanie odrzucona w referendum, wnosi postęp w polityce państwa. Władze muszą się liczyć z tą częścią społeczeństwa, która glosuje na „nie”. Chociażby w obawie przed kolejna inicjatywą. Tak było tez w przypadku tegorocznej inicjatywy postulującej zniesienie opłat za publiczną telewizję i radio. Postulat został odrzucony w referendum, niemniej jednak władze Szwajcarii sformułowały kilkupunktowy plan, mający na celu usprawnienie funkcjonowania publicznych środków masowego przekazu. Oczywiście – między innymi na skutek tej inicjatywy – opłaty za telewizje i radio zostaną w Szwajcarii obniżone.

Zakup nowych samolotów dla armii szwajcarskiej został również w ostatnich latach blokowany w referendum, natomiast modernizacja tunelu Gotthard została przegłosowana w 2016 roku na „tak”.

W czerwcu będziemy w referendum głosować za przyjęciem bądź odrzuceniem inicjatywy, której celem jest wyłączność szwajcarskiego banku centralnego na tworzenie pieniądza w każdej formie, tak gotówkowej, jak i bezgotówkowej. Już teraz mogę Panu powiedzieć, ze inicjatywa zostanie odrzucona, ale problem zostanie zasygnalizowany i z pewnością nie przejdzie bez echa. Czeka nas też referendum w sprawie przeprowadzenia zimowych igrzysk olimpijskich w 2026 roku.

Przykłady można by mnożyć – głosujemy naprawdę „zawsze i o wszystko”. I to, wbrew pozorom, przebiega bardzo sprawnie. Oczywiście, że jest to proces kosztowny, ale centralnie podjęte decyzje w innych państwach, często wbrew woli społeczeństwa, są w końcowym efekcie znacznie droższe. Ludzie w Szwajcarii są świadomi współdecydowania o losach i kierunku polityki państwa, dlatego podchodzą poważnie do każdego glosowania.

W jaki sposób Polska może wzorować się na szwajcarskich doświadczeniach demokracji bezpośredniej? Co w warunkach III RP mogłoby się sprawdzić najlepiej?

Prof. Matyja: W Polsce istnieją namiastki mechanizmów i instrumentów demokracji bezpośredniej, jednak maja one jedynie pomocniczy i symboliczny charakter. Chodzi mi o referenda lokalne w sprawie odwołania organów samorządu terytorialnego, referenda ogólnopolskie w najważniejszych sprawach ustrojowych oraz obywatelska inicjatywa ustawodawcza. Jednak tylko referendum lokalne, pozwalające na odwołanie wójta, burmistrza, prezydenta miasta i ich rad, spełniają poniekąd warunki demokracji bezpośredniej.

Nie ma jednak w Polsce powszechnej tradycji podejmowania decyzji w ramach referendum, praktycznie wszystkie ważne decyzje podejmowane są przez rząd i parlament. Referendum w ważnych sprawach dla Polski zgodnie z art. 125 Konstytucji RP organizuje Sejm i Prezydent za zgoda Senatu, natomiast obywatele służą jedynie do poparcia lub odrzucenia kwestii poddanej w referendum.

Niemniej jednak w Polsce po 1989 przeprowadzono kilka znaczących referendów na szczeblu ogólnopaństwowym, miedzy innymi referendum akcesyjne dotyczące członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Następna namiastka formy demokracji bezpośredniej w Polsce jest obywatelska inicjatywa ustawodawcza. Polscy obywatele posiadają prawo do zgłaszania inicjatywy ustawodawczej od 1999 roku. Z względu na skomplikowany tryb wnoszenia inicjatywy obywatelskiej i krótki termin zbierania podpisów, niewiele projektów ustaw przygotowanych przez obywateli jest rozpatrywanych w Sejmie, który i tak podejmuje ostateczna decyzje. W porównaniu ze Szwajcaria taka inicjatywa musiałaby być przegłosowana w referendum, czyli Sejm nie miałby możliwości „ukręcenia” tematu.

Wymienione przykłady/namiastki demokracji bezpośredniej w Polsce to na pewno dobry początek. Warto przeanalizować procesy decyzyjne w wydaniu szwajcarskim, na pewno godne przynajmniej częściowego powielenia, oczywiście przy uwzględnieniu specyfiki polskiego systemu politycznego. Trzeba przy tym potraktować to kompleksowo i przyszłościowo, a nie wyłącznie jako produkt uboczny demokratyzacji państwa. Punktem wyjściowym byłby art. 4 polskiej konstytucji. Przecież w tym artykule napisane jest jasno i wyraźnie, ze to władza zwierzchnia w Polsce jest naród, który sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Nie chodzi o to, aby z Polski zrobić druga Szwajcarię, lecz o zwiększenie partycypacji obywateli przy podejmowaniu ważnych decyzji na szczeblach władzy lokalnej i państwowej.
Krotko mówiąc, praktyka inicjatywy obywatelskiej, realistycznej do przeprowadzenia i wiążące dla władz referendum wzbogaciłyby na pewno proces decyzyjny w ramach polskiego systemu politycznego.

Czy są jakieś inne kraje, które z powodzeniem stosują choćby podobne rozwiązania, co Szwajcaria albo zainspirowanie helwecką pomysłowością w tym względzie próbowały wprowadzić podobne mechanizmy?

Prof. Matyja: Oczywiście Liechtenstein, państewko między Szwajcarią i Austrią, o którym się zapomina, a które funkcjonuje również na zasadzie demokracji oddolnej, bezpośredniej. Oprócz tego rozbudowane elementy bezpośrednio-demokratyczne istnieją w najbogatszym stanie USA - Kalifornii, gdzie szereg „stanowych” decyzji podejmuje się w ramach referendum. Inne kraje stosują, powiedzmy, od czasu do czasu, instrument referendum. W niektórych krajach referendum posiada moc konstytucyjna, w innych nie – wówczas służy jedynie jako sondaż opinii publicznej. Niemniej jednak zauważam coraz większy wzrost popularności elementów demokracji bezpośredniej w różnych krajach europejskich, np. w Niemczech i w Austrii.

Zastanawiam się nad przeszkodami wprowadzenia rozwiązań szwajcarskich na polskim gruncie. Z jednej strony wydaje mi się, że Polacy bardzo niechętnie biorą udział w wszelkiego rodzaju referendach i wyborach, a z drugiej strony rodzima klasa polityczna po dojściu do władzy bardzo niechętnie dzieli się swoimi kompetencjami ze swoimi obywatelami.

Prof. Matyja: Z pierwszym Pana punktem nie zgadzam się całkowicie, w drugim punkcie ma Pan zupełną racje. Polacy braliby chętnie, albo chętniej udział w referendach, gdyby widzieli sens tego uczestnictwa. Ludzie muszą mieć gwarancje, że ich głos się liczy i że współdecydują w ważnych sprawach, obojętne czy jest to szczebel gminy, województwa czy państwowy. Często słyszę w Polsce takie zdanie: „Po co mam glosować, skoro ci na górze robią i tak, co im się podoba”.

Jeśli glosowanie w Szwajcarii nie przebiegło po mojej myśli, to przynajmniej wiem, ze nic sobie nie mogę zarzucić, bo głosowałem.

Ważne jest doinformowanie społeczeństwa polskiego o możliwościach i zaletach instrumentów demokracji bezpośredniej. Jest to proces, który nazywam socjalizacją polityczną, w trakcie którego polski obywatel powinien nabyć system wartości i wzorów zachowań, właściwych dla tego typu demokracji. To jest proces długotrwały, który w Szwajcarii trwał przez pokolenia, ale Polska demokracja nie zaczyna przecież od zera.

Ważne jest jednak, aby class politique wyszła naprzeciw społeczeństwu. To na politykach spoczywa szczególna odpowiedzialność za dokonanie odważnych i radykalnych zmian w polskim procesie decyzyjnym i zainicjowanie stopniowego wprowadzania instrumentów demokracji bezpośredniej. Proces ten powinien mieć na celu zwiększenie uczestnictwa i współdecydowania obywateli w życiu politycznym. W mojej książce piszę o konieczności zlikwidowania tzw. społeczeństwa równoległego w polskim państwie. Ma Pan racje, ze politycy polscy nie chcą się dzielić władzą ze zwykłymi obywatelami, ale przecież ci obywatele ich wybrali...

Zastanawiam się również nad tym jak rozwiązania szwajcarskie prezentują się na tle europejskich demokracji. Wydaje mi się, że na starym kontynencie przybywa tzw. "demokracji suwerennych". Szlaki przetarły orbanowskie Węgry, w ich ślady poszła w pewnym sensie Wielka Brytanii decydując się na Brexit, Polska również zdaje się stawiać na silną władzę centralną, a nie udział obywateli w rządzeniu krajem...

Prof. Matyja: I tu nie ma Pan racji. Jest to tradycyjne myślenie w ramach koncepcji tzw. demokracji pośrednich, parlamentarnych. Demokracja bezpośrednia nie oznacza państwa słabego lub „mniej suwerennego”, wręcz przeciwnie. Szwajcaria jest bodajże najbardziej suwerennym krajem w Europie – neutralnym i pozostającym konsekwentnie poza Unią Europejską. Poza tym demokracja bezpośrednia nie pozwala na pochopne podejmowanie decyzji – ostatecznie decyzje podejmuje naród (a raczej elektorat). Gdyby w Szwajcarii panowała demokracja parlamentarna, kraj ten już dawno byłby w Unii Europejskiej i wprowadził euro zamiast franka i oczywiście wpłacałyby do kasy EU kilka miliardów euro rocznie. Szwajcarska demokracja jest bardziej suwerenna niż węgierska, brytyjska czy polska. Im demokracja bardziej oddolna, tym silniejsza, bowiem decyzje są filtrowane, zanim ostatecznie zapadną.

Węgry, Polska i Wielka Brytania staja się, jak Pan mówi, suwerenne, bo uniezależniają się od dyktatu Brukseli. Ale przecież Szwajcaria robi to już z powodzeniem od lat – „walczy” z brukselskim dyktatem. Przypomnę, ze Szwajcarzy w 1992 roku odważyli się na odrzucenie w referendum akcesji do Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Od prawie 30 lat Pan Profesor przebywa na emigracji w Szwajcarii. Pokusiłby się Pan o porównanie tamtejszej mentalności (nie tylko politycznej) z polską?

Prof. Matyja: Różnica jest przede wszystkim widoczna w politycznej socjalizacji i poczuciu obywatelskiego obowiązku w społeczeństwie. Szwajcar wie, ze odpowiada bezpośrednio za interesy jego państwa i identyfikuje się w pełni najpierw z gminą, w której mieszka, potem z kantonem i na koniec z Federacją. Poza tym występuje tu rozbudowane zjawisko zaufania do państwa i jego instytucji. Tego w Polsce nie ma, albo występuje w dużo mniejszym stopniu.

Oprócz tego różne są hierarchie wartości – większą role niż w Polsce odgrywa równość obywateli. Gdyby to szwajcarski dziennikarz przeprowadzał ten wywiad, na pewno nie używałby mojego tytułu naukowego. Mnie tez nie przychodzi do głowy zwracać się do mojego szefa „Panie Radco Federalny” (odpowiednik ministra w Polsce).

Praca dla Szwajcarów stanowi dużą wartość i jest kultywowana w społeczeństwie. Poza tym bardziej cenią funkcjonalność niż zbytek, mało komu imponują dobra materialne, a jeśli nawet tak jest, to nikt tego nie pokazuje na zewnątrz. Odpowiedzialność za wspólne dobro i praca są zdecydowanie ważniejsze od bogactwa, a praca jest wartością samą w sobie, a nie tylko źródłem utrzymania.

W jednym ze swoim tekstów na opisanie ustroju Polski użył Pan Profesor sformułowania "system semidemokratyczny". Mógłby Pan rozwinąć nieco ten temat?

Prof. Matyja: Państwo polskie posiada demokratyczne instytucje, procedury władz ustawodawczych i wykonawczych. Istnieją również samorządy terytorialne. Regularnie odbywają się wybory do sejmu i senatu, wszyscy obywatele maja zagwarantowane konstytucyjnie równe prawa. Z drugiej strony istnieje siatka spójnych elit polityczno-ekonomicznych, która de facto rządzi państwem. To prowadzi do kształtowania się tzw. społeczeństwa równoległego na zasadzie „my i wy”. Właśnie to zjawisko mieszanego stylu rządzenia państwem nazywam semidemokracją. Wprowadzenie elementów demokracji bezpośredniej, a wiec oddolnego sterowania państwem, byłoby niewątpliwie szansa na pełną demokrację w Polsce, z udziałem obywateli, jako współdecydentów.

Dla kogo kierowana jest książka Pana Profesora? Czy tzw. "masowy czytelnik" znajdzie w niej interesujące treści czy jest ona przeznaczona raczej dla wąskiego kręgu odbiorców?

Prof. Matyja: Demokracją bezpośrednią i jej funkcjonowaniem zajmuję się naukowo od dłuższego czasu. Jednak życzeniem wydawcy było, abym napisał książkę o charakterze popularno-naukowym, książkę „dla każdego”, kto się chociaż trochę interesuje zagadnieniem procesu decyzyjnego w Szwajcarii i w Polsce. Na pewno każdy, kto sięgnie po tę książkę, zainteresuje się szwajcarskimi rozwiązaniami ustrojowymi.

Ale jest jeszcze coś, na co pragnę zwrócić uwagę potencjalnemu Czytelnikowi mojej publikacji. Mówi się i czyta o Szwajcarii, jakby to był bajkowy kraj i polityczne rozwiązania tego państwa niemożliwe do powielenia. Celem mojej książki jest pokazanie, że wcale tak nie jest. Zastosowanie demokracji bezpośredniej, a przynajmniej niektórych jej elementów, jest możliwe również w innych krajach – także w Polsce. Przecież „nie święci garnki lepią”...

 
Matyja
Mirosław Matyja - politolog, ekonomista i historyk. Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i Uniwersytetu w Bazylei. Doktorat w dziedzinie nauk ekonomicznych na Université de Fribourg w Szwajcarii w 1998 r., w dziedzinie nauk humanistycznych na Polskim Uniwersytecie Na Obczyźnie PUNO w Londynie w 2012 r. oraz w dziedzinie nauk społecznych na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie w 2016 r.

Jest również profesorem na Universidad Autonoma de Guadalajara w Meksyku oraz profesorem afiliowanym na Polish University Abroad w Londynie, gdzie pełni funkcję dyrektora Zakładu Kultur Mniejszości Narodowych. Autor i współautor 13 monografii i ponad 120 artykułów naukowych i popularno-naukowych w języku polskim, niemieckim i angielskim. Z zamiłowania alpinista i himalaista oraz badacz najnowszej historii Polski. Mieszka i pracuje w Szwajcarii, żonaty, ma dwóch bliźniaczych synów.

oto gościnnie gościnnie

Goszczą na prawicy.net Autorzy, którzy nie piszą tutaj na stałe, ale ciekawe teksty są dostępne dla Czytelników.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3
Ogólna ocena: 3 (głosów: 4)

Tematy: 

Dyskusja

oto Skanderbeg

Pewne kwestie mentalne wynikają raczej

z doświadczeń historycznych, a nie z systemu władzy. Szwajcaria to państwo neutralne, a ta neutralność jest przez inne państwa szanowana. Czyli nie mieli dawno wojen. Nawet Hitler nie uderzył, ale on wariatem nie był. Zdawał sobie sprawę, jak "najmożniejsi" tego świata by zareagowali, gdyby ich majątki, leżące w tamtejszych bankach zostały zagrożone.
Polacy referenda generalnie "olewają". Odpowiednia frekwencja była odnotowana chyba tylko przy referendum konstytucyjnym i przy akcesyjnym (choć tutaj dla bezpieczeństwa rozłożone ono zostało na 2 dni), gdy chodzi o ogólnopolskie. Większość lokalnych referendów też się nie udaje z powodu niskiej frekwencji. Fani systemu szwajcarskiego pozują na wielkich demokratów. A przecież w Polsce demos miewał okazje już wypowiadania się w referendach. I większość ma to gdzieś. I czasami myślę, że Polakom bardziej odpowiadałaby lekka wersja autorytaryzmu.

oto Zdzisław Gromada

Limit frekwencji 50%

miało wyłącznie referendum akcesyjne. W referendum konstytucyjnym wzieło udział mniej niż 50% obywateli. Powinna być znowelizowana i powtórnie przegłosowana.

oto Skanderbeg

Możliwe, ale to tylko potwierdza, że

polscy sympatycy systemu szwajcarskiego są antydemokratami. Polski lud już wielokrotnie pokazał, gdzie ma takie porady.
I kto miałby ową konstytucję znowelizować? I jakie powinno być praźródło prawne do tej roboty?

oto kaktusnadłoni

Szanowny Panie Skaderbeg

Chciałbym odnieść się do jednej kwestii poruszonej przez Pana, moim zdaniem bardzo ważnej:

Polacy referenda generalnie "olewają".

To nie jest winą Polaków że olewają referenda, winię za to partyjniackie ośrodki władzy oraz posłuszne ONYM mendia i człowieczków aspirujących do miana „ELITA”.

Ja uważam, że społeczeństwo dało sobie wmówić przez polskojęzycznych pastuchów, że referendum to głupota. Pamiętam referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy i psy szczekające że nie warto iść głosować. Mnie nie jest ważne kto zarządza w imieniu mieszkańców Warszawą, Szczecinem czy innym miastem prócz Żor. Uważam, że to powinno być ważne dla mieszkańców tych miast. A media, dziennikarze, ludzie mający coś do powiedzenia na temat konkretnego referendum, powinni zabierać głos przed tym konkretnym głosowaniem, przedstawiać swoje racje i namawiać obywateli by szli głosować tak jak oni radzą.

Uważam referendum za dobrą broń przeciwko arogancji władzy. I dla tego, świadomi tego „pastuchy” usypiają społeczeństwo. Dobry przykład na prawidłowe relacje obywatele – władza:

cytuję prof. Mirosław Matyja:
Każda inicjatywa, nawet jeśli zostanie odrzucona w referendum, wnosi postęp w polityce państwa. Władze muszą się liczyć z tą częścią społeczeństwa, która glosuje na „nie”. Chociażby w obawie przed kolejna inicjatywą. Tak było tez w przypadku tegorocznej inicjatywy postulującej zniesienie opłat za publiczną telewizję i radio. Postulat został odrzucony w referendum, niemniej jednak władze Szwajcarii sformułowały kilkupunktowy plan, mający na celu usprawnienie funkcjonowania publicznych środków masowego przekazu. Oczywiście – między innymi na skutek tej inicjatywy – opłaty za telewizje i radio zostaną w Szwajcarii obniżone.

Mamy w konstytucji art 4. To od nas, od naszej świadomości zależy czy będziemy kierowani przez „pastuchów”, czy to MY, NARÓD POLSKI będziemy decydować o najważniejszych dla nas sprawach.

I na koniec, odnotuję wypowiedź z drugiego pańskiego komentarza:

Możliwe, ale to tylko potwierdza, że polscy sympatycy systemu szwajcarskiego są antydemokratami. Polski lud już wielokrotnie pokazał, gdzie ma takie porady.

Czy Pan aspiruje do roli „pastucha”? Ja uważam siebie za zwolennika demokracji twierdząc, że demokracja jest odwrotnie proporcjonalna do autorytaryzmu. Czyli, im więcej obywatele mają do powiedzenia, tym mniejszy zamordyzm.

Pozdrawiam Pana, Józef Brzozowski.

oto mj

Przebrnąłem...

Takie tam słodkie baju baju jak to jest w Szwajcarii i czyste teoretyzowanie nie bez stwarzania naiwnej nadziei na przełożenie praktyczne, jak MOGŁOBY być w Polsce...
Krótko - pan profesor albo jest oderwany od polskich realiów, albo takowego udaje.

''Zastosowanie demokracji bezpośredniej, a przynajmniej niektórych jej elementów, jest możliwe również w innych krajach – także w Polsce. Przecież „nie święci garnki lepią”...''

Ano święci pewnie garnków nie lepią, choć kto wie co oni tam robią, ale demokracja bezpośrednia jak w Szwajcarii, albo chociaż poluzowanie lejców i pozwolenie na ''niektóre jej elementy''..? Co to, to nie. Nie może być tak, żeby ciemny lud głosował jak chciał, i to jeszcze nad sprawami które SAM uważa za istotne. Na takie rozpasanie i nieporządki ''Układ'' nie pozwoli, no bo weź tu potem rządź zgodnie z wytycznymi oficerów prowadzących służb i ''kręgów wpływów'' wszelakich, jak ci ''suweren'' co chwila będzie pchał kij w szprychy jakimiś swoimi ''niedojrzałymi'' decyzjami, które w dodatku trzeba będzie realizować.
Tak być nie ma prawa, nie w nadwiślańskim bantustanie.
Musi zostać tak jak jest, czyli rządzący muszą najpierw zgodzić się na zorganizowanie referendum, rzecz jasna nie zgodzą się jeśli jest ryzyko że będzie przewaga odpowiedzi nie takich jakie akurat IM pasują, no ale powiedzmy że się już zgodzili, następnie trzeba odpowiednio sformułować pytania, zrobić kampanię prania mózgów która z odpowiedzi jest prawidłowa, no i można głosować... Żeby jednak pomimo wcześniejszych środków ostrożności nie doszło do jakiejś niespodzianki, to jest próg 50% frekwencji. No a gdyby MIMO TO coś poszło nie tak, to nawet gdyby frekwencja wyniosła 99% i dokonał się dany wybór, ale jednak nie taki jak powinien, to ostatecznie parlament niby jest wynikiem ''związany'', ale tak naprawdę niczego nie musi i tak czy siak to on ostatecznie decyduje. Tu już oczywiście trzeba by kalkulować, czy niepożądaną decyzję ''suwerena'' wprowadzić w życie, czy przerżnąć następne wybory, no ale żeby doszło do jakiejś wtopy na aż tak dalekim etapie, po tylu wcześniejszych zabezpieczeniach, to jest niemożliwe nawet teoretycznie.
Wszystkich zwolenników powiększenia zakresu demokracji bezpośredniej gasi się prostymi i nieskomplikowanymi pytaniami ''A co będzie jak ktoś zorganizuje referendum i zapyta ludzi czy chcą żeby w ogóle nie było podatków, albo żeby płaca minimalna była 10 tys. złotych, albo żeby wszyscy byli piękni i bogaci..? Odpowiedzi będą oczywiste, no i nic tylko usiąść i płakać...''
Referenda lokalne, nawet w jakichś bzdetnych kwestiach, też nie są żadnemu burmistrzowi, prezydentowi czy wójtowi potrzebne, no bo po co ma mu ktoś mieszać w garnku...

Szwajcarii w Polsce nie będzie. Ani nawet ''częściowej'' Szwajcarii.
Bo nie i już. :)

oto Eowina

Tak, to są bajki, aż wstyd, że to mówi profesor.

W Polsce brak jest myślących ludzi na stworzenie czysto polskiej teorii dla narodowej polityki kraju. Ciągle jest błąkanie się po świecie w poszukiwaniu wzorca. A to jest kompletny nonsens, bo każda historia polityczna kraju jest inna i to ona wpływa na końcowy efekt polityczny.

Szwajcaria jest zlepkiem niezależnych kantonów, które łączyły się ze sobą w różnym czasie i wnosiły własny język, włase prawo i własną obyczajowość, a nawet własną religię. Położenie górzyste i opady śnieżne nie pozwalały ludności zamieszkującej Szwajcarię w przeszłości na kontakty między wsiami, więc byli zdani na własne siły i własną pomysłowość.

Szwajcaria nie zawsze była bogata. Szwajcarzy wynajmowali się do służby wojskowej w krajach ościennych. Szwajcarska hodowla i rolnictwo wytworzyły specyficzny rodzaj produkcji, szwajcarskie sery, które fermentowały w piwnicach chłopskich. A zegarki też produkowano chałupniczo, przywożono woreczek części luzem i skladano zegarki przy lampach naftowych.

Referenda są oddolne, czasami we wsi ludzie zbierają się na placu i głosują podniesieniem ręki. Bo Szwajcarja w odróżnieniu od Polski nie jest scentralizowana, czy upartyjniona. Kantony nie są związane na stałe, a mogą przegłosować sobie inny status i się odłączyć od całości.

A w Polsce? Czy ktoś sobie wyobraża aby w Polsce powiat mógł przegłosować oderwanie się i ogłoszenie niepodległości, lub nawet przyłączenie do sąsiedniego kraju?

oto chłop jag

Szwajcarska demokracja szansą

Szwajcarska demokracja szansą dla Polski?

Z całym szacunkiem do poglądów różnych ludzi - to każda tzw. demokratura dla dobra ludzkości - powinna być odesłana tam skąd przyszła - czyli do Piekła - tołazysze.
Wniosek?
Jezus Chrystus kocha ludzi i dlatego nie stręczył dla nich tzw. demokratury - będąc na Ziemi - tołazysze. Ponadto nawet ślepiec powinien dzisiaj widzieć - dokąd pupil szatana prowadzi ludzkość wtłoczoną w tzw. demokraturę - tołażysze.

oto Zdzisław Gromada

Szanowni komentatorzy

krytykować czyjeś pomysły, projekty jest OK. Lecz krytka bez przekonującego uzasadnienia i podania lepszego rozwiązania jest bez sensu. Nadaje się wyłącznie do KOSZA.

oto Eowina

Projekt jest OK, ale nie da się zrealizować.

Naród nie dorósł, brak elit, i co najważniejsze, Polska jest w strukturach NATO, w UE inne takie. Czyli drugiej Szwajcarii nie będzie nawet przy najlepszym nierealnym planie. Jakie mogą być argumenty do rozprawy ze "ślepym o kolorach", np. że przy pierwszym referendum Śląsk się odłączy.

Najpierw proszę wyprowadzić chociażby Amerykanów z Polski, a potem pogadamy.

oto mj

Ja bym proponował zaczekać przede wszystkim

z propozycjami zmian ustrojowych na to, co wyniknie w związku z Ustawą 447.
Bo jeśli to, co najprawdopodobniej wyniknie, to wszelkie takie programy naprawcze są na zasadzie ''myślał indyk o niedzieli''.

oto mj

A jakie to jest ''przekonujące'' uzasadnienie..?

Takie, które przekona akurat Pana Szanownego, czy jak..? Albo ''jeszcze lepsze''?
Bo jak nie, to do kosza..?
Na szczęście nie pan decyduje co tu jest do kosza, a co nie.

To pan przeprowadzał ten wywiad? Mnie profesor nie przekonał, co uzasadniłem tak j/w.
Jeżeli pana nie przekonałem, to proszę tam kliknąć ''źle gada'' i sprecyzować co w moim wpisie pana nie przekonuje i dlaczego - chętnie odpiszę, po to jest to forum.
Jak będę miał nie tyle ''lepsze'' propozycje co profesor, ile REALNIEJSZE, to popełnię tu artykuł - obiecuję. A może nawet poproszę kogoś, żeby przeprowadził ze mną wywiad.

oto Maciej Markisz

Pan Zdzisław Gromada

To ja na to mam konkretne pytanie do Pana;

- Czym się różni: 'przekonujące uzasadnienie' od 'uzasadnienia'?

oto Sławek

Tym samym co...

Tym samym co ,,odległość" od ,,odległości w linii prostej" w niektórych podstawach prawnych.

oto Skanderbeg

To po stronie takich "reformatorów' jak Pan

leży udowodnienie też, że system szwajcarski jest super. I jakoś to słabo wychodzi Panu i innym zwolennikom takiego systemu.Ludzie podchodzący do tego nieufnie, nie muszą niczego udowadniać. Są realistami, a nie fantastami
Abstrahując już od czynnika historycznego, który fani systemu szwajcarskiego wolą pomijać. Chodzi o spojrzenie całościowe. Czy neutralność była samodzielnym pomysłem Szwajcarów? Czy jednak narzuconą?

oto wzl

Szwajcaria

Gdyby w Szwajcarii panowała demokracja parlamentarna, kraj ten już dawno byłby w Unii Europejskiej i wprowadził euro zamiast franka i oczywiście wpłacałyby do kasy EU kilka miliardów euro rocznie.

"Posiada jednak specjalne dwustronne stosunki z UE, dzięki czemu uczestniczy w wybranych inicjatywach (np. układ z Schengen) oraz dopłaca do budżetu unijnego."

"Szwajcaria od kongresu wiedeńskiego w 1815 roku jest państwem neutralnym."

"W 1847 wybuchła wojna domowa pomiędzy kantonami katolickimi i protestanckimi (tzw. szwajcarska wojna domowa, niem. Sonderbundskrieg). Katolicy starali się nie dopuścić do wzmocnienia władzy centralnej, do czego dążyli rządzący wówczas przedstawiciele Partii Radykalnej. W wyniku miesięcznych walk zginęło około 100 osób i był to ostatni poważniejszy konflikt zbrojny na terytorium Szwajcarii. W wyniku tego w 1848 stworzono konstytucję federalną oraz system oparty na referendach, pozostawiając kwestie lokalne w gestii kantonów."

Cytaty pochodzą z Wikipedii. Skoro Szwajcaria jest państwem neutralnym od kongresu wiedeńskiego, to znaczy, że to tam postanowiono, że będzie krajem neutralnym, bo to na nim pichcono nowy porządek w Europie a co za tym idzie i na świecie.

oto Adolph

Przeniesienie takich pomysłów

na grunt polski nie uda się ze względu na "czynnik ludzki".

Aby obywatel podejmował (w głosowaniu) racjonalne decyzje, musi być wolnym człowiekiem. Z wolnością wiąże się nierozerwalnie odpowiedzialność, która stanowi hamulec dla głupich, czy szkodliwych pomysłów. Bo jakby dać wolność osobie nieodpowiedzialnej, to zrobi sobie, lub co gorsza innym, krzywdę.

Wymaga to więc odpowiednio wyedukowanego "obywatelsko", dojrzałego społeczeństwa, na co trzeba by przynajmniej 2 - 3 pokoleń. Oczywiście, zawsze pozostaną ludzie nieodpowiedzialni, czy po prostu głupi, ale będą oni w mniejszości.

Niestety, nie zanosi się na to, aby pod tym względem w polskim społeczeństwie się poprawiało, wprost przeciwnie. Władza (nie tylko ta, ale i poprzednie) zdaje się dążyć wszelkimi dostępnymi jej metodami, aby jak najbardziej ogłupić i ubezwłasnowolnić społeczeństwo, wedle zasady "głupimi łatwiej rządzić". Zapewnia to władzy praktycznie bezkarność i możliwość dowolnego manipulowania społeczeństwem (jako całością, bo zawsze się niewielka grupa, której nie da się zmanipulować, ale w takich warunkach, nie ma ona prawie żadnych szans, by coś zmienić).

Obawiam się, że jedynie jakiś silny czynnik zewnętrzny (kompletne odwrócenie globalnej sytuacji, poważny konflikt, czy wręcz wojna) mógłby odebrać obecnej "elicie" władzę. Teoretycznie, gdyby dostatecznie przykręcono społeczeństwu "śrubę", to by się mogło zbuntować, ale władza ma dostatecznie dużo narzędzi, aby spacyfikować ewentualny "bunt".

Mając łatwe do manipulacji społeczeństwo i władzę nad mediami, może odwrócić uwagę od siebie, zrzucić odpowiedzialność na jakiegoś "wroga" (pewnie byłaby to Rosja), skłócić społeczeństwo napuszczając jedne grupy przeciwko innym (o co jest teraz łatwiej, ze względu na zaburzenie spójności etnicznej, wskutek napływu emigrantów ze wschodu), czy w razie ostateczności użyć siły fizycznej, w tym "bratniej" (stacjonujące tu wojska amerykańskie mogłyby pomóc przywrócić w Polsce "demokrację").

Jest też dodatkowy wentyl bezpieczeństwa w postaci otwartych granic, przez co cześć tej najaktywniejszej i najniebezpieczniejszej z punktu widzenia władzy społeczeństwa, odpowiednio "dociśnięta" finansowo (poprzez, np. podatki, prawo) wybrałaby, zamiast walki, emigrację.

Moim zdaniem, przyszłość Polski rysuje się, niestety, w ciemnych barwach.

oto baba jag

Ten człowiek nie wie o czym mówi

ten bełkot demokratyczny jest juz po prostu żałosny. Szczególnie wtedy kiedy spadają maski jak na ten przykład w takim przypadku:

Za dwa tygodnie Straż Graniczna zacznie gromadzić informacje o podróżnych. Choć trafią do bazy danych, która będzie większa od bazy PESEL, to prace nad ustawą pozostawiają wiele do życzenia.

MSWiA od kilku lat zdawało sobie sprawę z tego, że dane wszystkich pasażerów linii lotniczych, którzy wsiądą na pokład samolotu zmierzającego poza Unię Europejską lub do niej zmierzającego, będą gromadzone przez polskie służby - w końcu to wymóg postawiony przez Brukselę. Zdołało nawet wygospodarować środki, za które system powstaje, o czym pisaliśmy w money.pl. Tylko w tym roku to ponad 25 mln zł. Nie zdążyło jednak przygotować ustawy na tyle wcześnie, by mogła być procedowana zgodnie z zasadami.

Ale nie martwcie się na razie dotyczy to tylko pasażeów samolotów,ale demokratycznie przyjdzie czas i na pociągi i statki i na końcu samochody. ZSRR i Niemcy narodowosocjalistyczne to były małe miki w porównaniu z tym co szykują demokratyczne skooooorfensyny. Zresztą lotniska i linie lotnicze zbierają już i tak takie informacje,że nic mnie już nie dziwi.Zresztą kamery na drogach też.

Tak na marginesie to szwajcarskie prostytutki mówią, że dostęp do wody nie jest podstawowym prawem człowieka i wdrożyły cyber armię by monitorowała internet pod kontem krytycznych dyskusji na jej temat w mediach społecznościowych.

oto alde

Wywiad jest wspaniałą okazją

do wypunktowania słabych cech Polaków od strony samo-urządzania się, szumnie nazywanego demokracją. Stwierdzenia Autora
1)

W mojej książce piszę o konieczności zlikwidowania tzw. społeczeństwa równoległego w polskim państwie

- dotyczy całego okresu powojennego tj. od 1945 roku. Przecież dzisiaj „wszawica” partyjna opanowała całą Polskę, tak jak onegdaj PZPR cały PRL. Wg teorii spiskowej Redaktora SM trzydzieści kilka osób rządzi krajem – to ci, którzy układają listy partyjne do sejmu. Bowiem wszyscy obywatele pozbawieni są biernego prawa wyborczego.
2)

Z drugiej strony istnieje siatka spójnych elit polityczno-ekonomicznych, która de facto rządzi państwem. To prowadzi do kształtowania się tzw. społeczeństwa równoległego na zasadzie „my i wy”. Właśnie to zjawisko mieszanego stylu rządzenia państwem nazywam semidemokracją

***

Na pewno każdy, kto sięgnie po tę książkę, zainteresuje się szwajcarskimi rozwiązaniami ustrojowymi

- to jest tylko zachęta do przeczytania kolejnej pozycji beletrystycznej. Patologii polskiej sceny politycznej nie rozwiąże, jeśli obywatele nie będą mieli woli należnej Suwerenowi.
Destrukcję na tym odcinku – zamiast wzmocnienia - słychać już od JE Arcybiskupa (homilia z 3 maja br.)

oto Krzysztof M

Wg teorii spiskowej Redaktora

Wg teorii spiskowej Redaktora SM trzydzieści kilka osób rządzi krajem – to ci, którzy układają listy partyjne do sejmu.

A nie ci, którzy mają na liście płac seryjnych samobójców?

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.