Czy Józef Cyrankiewicz popełnił nikczemne czyny w Auschwitz

W numerze 15-16 (8-15.04.2018) „Myśli Polskiej” ukazał się artykuł Magdaleny Ziętek-Wielomskiej pt. „Mieczysław F. Rakowski: polityczny emisariusz pomiędzy Warszawą a Berlinem”, dotyczący roli Mieczysława F. Rakowskiego i Józefa Cyrankiewicza w wynegocjowaniu układu Cyrankiewicz-Brandt, czyli układu o podstawach normalizacji stosunków pomiędzy PRL i RFN z 7 grudnia 1970 roku.

Artykuł ten zawiera wiele zdumiewających tez, z których najbardziej absurdalnymi są enuncjacje dotyczące obozowej przeszłości Józefa Cyrankiewicza w KL Auschwitz.

Autorka pisze na ten temat:

„Oczywiście każdy uważny Czytelnik zada sobie pytanie, które samo ciśnie się na usta: kim tak naprawdę był M. Rakowski? Warto wskazać choćby na to, że w kontekście wydarzeń marcowych pojawiają się artykuły, w których podkreśla się, że kierowana przez niego »Polityka« nie uczestniczyła »w antysemickiej nagonce«… A w cytowanym obficie artykule Spiegla, nazwisko Rakowskiego pojawia się wiele razy. To samo pytanie można postawić w stosunku do Cyrankiewicza. Wątpliwości mnożą się wtedy, kiedy przeczytamy artykuł Jerzego Reutera, przedrukowany na stronie internetowej Tarnowskiego Kuriera Kulturalnego, pt. »Józef Cyrankiewicz«. Reuter pisze tam:

»Kilkadziesiąt lat po tamtych wydarzeniach [II WŚ – MZW] polskie gazety opublikowały wywiad z bratankiem Witolda Pileckiego, w którym Krzysztof Pilecki odpowiadając na pytania Jadwigi Knie-Górnej stwierdził: »Stryj doskonale wiedział, że jego przeszłość (Cyrankiewicza) w KL Auschwitz była zupełnie inna niż ta, którą rozpowszechniały władze PRL. Według tej drugiej, Cyrankiewicz był bohaterem oświęcimskim i założycielem obozowej organizacji konspiracyjnej. Prawda jednak była inna. Józef Cyrankiewicz w obozie popełnił mnóstwo nikczemnych czynów. Był esesmańskim donosicielem. Przez niego zginęło wiele osób. Stryj ułożył w całość fragmenty dramatycznych zbiegów okoliczności. Doszedł do tego, że po kolei ginęli bez śladu ci członkowie organizacji konspiracyjnej, którzy mieli bliższy kontakt z Cyrankiewiczem«. 27 grudnia 2007 tygodnik »Wprost« opublikował artykuł na temat domniemanego szpiegostwa Józefa Cyrankiewicza na rzecz Gestapo. Odezwali się naoczni świadkowie i potwierdzili podane przez pismo fakty. Jednak oficjalne źródła niczego nie wykazały, chociaż wiadomym jest, że przez wiele lat Cyrankiewicz miał szeroki dostęp do akt obozowych, a nawet wypożyczał te bardziej dla niego interesujące«”.

W zacytowanym fragmencie Autorka przytoczyła wszystkie, najbardziej głupie, oszczercze, chamskie, prostackie, łajdackie i ohydne kalumnie, którymi polska radykalna prawica „niepodległościowa” obrzuca od 30 lat Józefa Cyrankiewicza. To jest stały repertuar Tadeusza M. Płużańskiego, Wiesława J. Wysockiego, Leszka Żebrowskiego i innych przedstawicieli tego środowiska, dla którego tzw. dekomunizacja oznacza wymazanie z pamięci i wieczne utopienie w gnoju okresu Polski Ludowej. Ta filozofia wyklucza możliwość, żeby w okresie Polski Ludowej mogło być coś pozytywnego, a osoby wówczas działające politycznie mogły mieć jakieś chwalebne karty w życiorysie. Trzeba im więc wszystkim przypisać, jeśli nie współpracę z NKWD, to z gestapo, albo jakieś czyny kryminalne.

Taką też metodę zastosowano wobec Józefa Cyrankiewicza, rozpowszechniając kłamliwe i stojące poniżej wszelkiej krytyki oszczerstwa na temat jego obozowej przeszłości. Ani osoby rozpowszechniające te oszczerstwa, ani rodzina Witolda Pileckiego – będąca źródłem części z nich – nie przedstawiły jak dotąd jakichkolwiek dowodów na przypisywaną przez nich Józefowi Cyrankiewiczowi współpracę z gestapo w KL Auschwitz.

Więzień KL Auschwitz

Przypomnę najważniejsze fakty. Józef Cyrankiewicz trafił do KL Auschwitz za działalność konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej, czyli późniejszej Armii Krajowej. Przed aresztowaniem przez gestapo, które nastąpiło 19 kwietnia 1941 roku, Cyrankiewicz był jednym z czołowych działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej-Wolność Równość Niepodległość, a więc partii wchodzącej w skład zarówno politycznej reprezentacji Polski Podziemnej, jak i polskich władz na Wychodźstwie. Stał na czele PPS-WRN i Gwardii Ludowej PPS-WRN w okręgu krakowskim, z którą wszedł w skład ZWZ.

Tuż przed aresztowaniem Cyrankiewicza rozważano jego kandydaturę na stanowisko zastępcy Delegata Rządu na Kraj (czyli konspiracyjnego wicepremiera) z ramienia PPS-WRN. Podczas działalności konspiracyjnej w ZWZ Cyrankiewicz zorganizował m.in. akcję odbicia z rąk gestapo Jana Karskiego – najwybitniejszego emisariusza ZWZ/AK, który poinformował aliantów zachodnich o dokonywanej przez Niemców na okupowanych ziemiach polskich zagładzie Żydów.

Przez prawie półtora roku Józef Cyrankiewicz był więźniem jednego z najcięższych więzień gestapowskich w okupowanej Polsce – czyli krakowskiego więzienia przy ulicy Montelupich – gdzie przeszedł okrutne śledztwo połączone z torturami. Od 4 września 1942 roku do 18 stycznia 1945 roku był więźniem KL Auschwitz nr 62933, a po ewakuacji tego obozu był do 5 maja 1945 roku więźniem KL Mauthausen. To były najcięższe niemieckie, nazistowskie obozy koncentracyjne. Piekło na ziemi, którego nikt wcześniej ani później nie stworzył.

W KL Auschwitz Józef Cyrankiewicz stanął na czele międzynarodowej więźniarskiej konspiracji lewicowej – Grupy Bojowej Oświęcim. Odpowiadał w niej m.in. za łączność ze światem zewnętrznym, czyli konspiracyjne wysyłanie meldunków informujących o sytuacji i zbrodniach niemieckich w obozie. Jeżeli Cyrankiewicz był agentem gestapo, to jak to się stało, że w grudniu 1943 roku trafił do aresztu obozowego w Bloku Śmierci, skąd zwykle wychodziło się na egzekucję pod Ścianą Śmierci. Jego osadzenie w areszcie obozowym było rezultatem donosu konfidentów obozowego gestapo – Stanisława Dorosiewicza i Stanisława Wierusza-Kowalskiego. Życie Cyrankiewiczowi i innym więźniom osadzonym wówczas w Bloku Śmierci uratowała zmiana komendanta obozu z Rudolfa Hössa na Arthura Liebehenschela, który przejściowo złagodził represyjną politykę poprzednika [1].

26 czerwca 1944 roku Henry Bartosiewicz (więzień nr 9406), który po egzekucji czołowych działaczy obozowej konspiracji Związku Organizacji Wojskowej-Armii Krajowej pod Ścianą Śmierci 11 października 1943 roku stanął na czele tej konspiracji, został przeniesiony do KL Buchenwald. W związku z tym wtajemniczył Cyrankiewicza w kontakty konspiracyjne ZOW-AK. Do rozmów pomiędzy ZOW-AK oraz Grupą Bojową Oświęcim doszło już pod koniec 1943 roku. Ich rezultatem było zjednoczenie obu organizacji i utworzenie wiosną 1944 roku Rady Wojskowej Oświęcim. Kierownictwo polityczne zjednoczonej konspiracji więźniarskiej spoczęło w ręku Cyrankiewicza, natomiast wojskowe w ręku Bartosiewicza, a po jego przeniesieniu do KL Buchenawld kpt. Stanisława Kazuby (więzień nr 1630).

Po przekazaniu przez Bartosiewicza Cyrankiewiczowi kontaktów konspiracyjnych ZOW-AK, komendant Okręgu Śląskiego AK, mjr Zygmunt Walter-Janke, mianował konspiracyjnie Cyrankiewicza – który używał pseudonimu „Rot” – dowódcą AK w obozie i na terenie przyobozowym. Nominacja ta nie została przyjęta do wiadomości przez szefa inspektoratu bielskiego AK, Stanisława Chybińskiego, najprawdopodobniej na skutek jego uprzedzeń antylewicowych. Nie zmienia to faktu, że „Rot” od połowy 1944 roku stał na czele całej konspiracji więźniarskiej w KL Auschwitz – akowskiej i lewicowo-międzynarodowej.

Najważniejszym zadaniem Rady Wojskowej Oświęcim, w obliczu trwającej od końca czerwca 1944 roku stopniowej ewakuacji i likwidacji KL Auschwitz, było niedopuszczenie do ewentualnego wymordowania przez SS wszystkich więźniów i zatarcia śladów zbrodni popełnionych w obozie. O rzekomym istnieniu planu takich działań – „planu Molla” (nazwa pochodzi od nazwiska Otto Molla, jednego z największych zbrodniarzy w KL Auschwitz, nadzorującego komory gazowe i krematoria) – Rada Wojskowa Oświęcim poinformowała we wrześniu 1944 roku kanałami konspiracyjnymi polskie władze emigracyjne w Londynie.

Rząd polski przekazał wówczas informację o zamiarze wymordowania przez SS więźniów KL Auschwitz ministerstwom spraw zagranicznych USA i Wielkiej Brytanii z prośbą, by alianci nie dopuścili do tej zbrodni. Rządy USA i Wielkiej Brytanii wydały następnie wspólną deklarację, ogłoszoną 10 października 1944 roku, w której ostrzegły potencjalnych sprawców zbrodni przed czekającą ich karą. 11 października 1944 roku niemiecka służba telegraficzna podała, że nie jest prawdą jakoby istniał plan wymordowania więźniów KL Auschwitz, a wiadomości podawane na ten temat przez aliantów są fałszywe.

Jeden z najwybitniejszych znawców tematyki więźniarskiego ruchu oporu w KL Auschwitz – Henryk Świebocki – uważa, że „plan Molla” był blefem Rady Wojskowej Oświęcim, najprawdopodobniej samego Cyrankiewicza i Stanisława Kłodzińskiego (więzień nr 20019), którzy sygnowali gryps z 6 września 1944 roku. Konspiracja więźniarska zupełnie słusznie obawiała się, że władze SS – w obliczu zbliżającego się frontu – mogą postanowić wymordować wszystkich więźniów jako świadków zbrodni popełnionych w obozie. „Należało więc – pisze Świebocki – uprzedzić SS i przesłać w świat fałszywą informację, by tym sprowokować kampanię międzynarodową, która przekreśliłaby zrodzenie się w przyszłości myśli o masowej likwidacji więźniów.

Bez względu na to, czy rzeczywiście »plan Molla« istniał, czy też była to zręczna mistyfikacja obozowego ruchu oporu, jedno jest pewne – nie doszło w KL Auschwitz do masowego unicestwienia więźniów po ogłoszonej przez aliantów deklaracji i zagrożeniu represjami” [2]. I to było zasługą między innymi, a może głównie Józefa Cyrankiewicza.

Grypsy z piekła

Wszystkim tym, którzy preparują i propagują oszczerstwa na temat obozowej działalności Józefa Cyrankiewicza polecam lekturę książki prof. Ireny Paczyńskiej z Uniwersytetu Jagiellońskiego pt. „Grypsy z Konzentrationslager Auschwitz Józefa Cyrankiewicza i Stanisława Kłodzińskiego” (Kraków 2013, 676 stron). Publikacja ta – owoc mrówczej pracy Autorki – zawiera naukowe opracowanie 214 grypsów, które zostały wysłane z KL Auschwitz przez Cyrankiewicza i Kłodzińskiego pomiędzy 6 września 1942 roku a 18 stycznia 1945 roku do Teresy Lasockiej-Estreicher z działającej w ramach AK organizacji Pomoc Więźniom Obozów Koncentracyjnych w Krakowie.

Większość z tych grypsów została przekazana przez Teresę Lasocką-Estreicher do rąk władz polskich w Londynie, a następnie do wiadomości aliantów zachodnich. Te 214 grypsów – znajdujących się obecnie w archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau – to tylko część konspiracyjnej korespondencji Józefa Cyrankiewicza i Stanisława Kłodzińskiego, która nie zachowała się w całości. Ostatnie ich grypsy odnaleziono w październiku 2011 roku. Były ukryte w wałku do ciasta w mieszkaniu lekarza stomatologa Tadeusza Wichra przy ulicy Dietla 66 w Krakowie, gdzie w czasie wojny znajdował się lokal konspiracyjny PPS-WRN. Odnalazł je i przekazał do muzeum w Oświęcimiu jego wnuk.

Konspiracyjna korespondencja Cyrankiewicza i Kłodzińskiego dokumentowała wydarzenia związane z działalnością konspiracji więźniarskiej oraz zbrodnie popełniane w KL Auschwitz przez SS – ucieczki z obozu, stany liczbowe więźniów, ich skład narodowościowy, stosowane przez SS metody uśmiercania, dokonywane w obozie egzekucje i akcje masowej zagłady, nazwiska i charakterystyki zbrodniarzy niemieckich. Grypsy zawierały też bardzo dużo informacji o akcji zagłady Żydów, Romów i jeńców radzieckich w KL Auschwitz. Dzięki Cyrankiewiczowi i Kłodzińskiemu przesłano kanałami konspiracyjnymi do wspomnianej komórki AK odpisy książki bunkra (aresztu obozowego w Bloku Śmierci), list transportowych i wykazów warszawiaków deportowanych do KL Auschwitz po wybuchu powstania warszawskiego. To były nie tylko bezcenne informacje wówczas. To są także bezcenne źródła historyczne dzisiaj.

Czy Cyrankiewicz robił to wszystko jako agent gestapo?

To gestapo informowało Armię Krajową, rząd polski w Londynie i aliantów zachodnich o zbrodniach ludobójstwa popełnianych przez aparat SS w KL Auschwitz? Niechże tzw. polska prawica zastanowi się nad tym co głosi i co robi. Bo nie robi nic innego poza plugawieniem historii Polski. Może co niektórym jej przedstawicielom wydaje się, że tylko dokopują Cyrankiewiczowi, ale faktycznie robią coś znacznie gorszego – plugawią i kompromitują przed światem historię Polski i historię polskiej konspiracji więźniarskiej w KL Auschwitz. A potem mają pretensje, że ktoś na Zachodzie mówi o „polskich obozach koncentracyjnych”. Czy do tych pustych głów, tak chętnie powołujących się wszędzie na etykę katolicką, naprawdę nic nie może dotrzeć?

W obronie Józefa Cyrankiewicza stanęło jak na razie niewiele osób, co kompromituje środowisko współczesnej polskiej nauki historycznej. Jednym z jego obrońców stał się Adam Cyra – drugi obok Henryka Świebockiego wybitny badacz tematyki więźniarskiego ruchu oporu w KL Auschwitz, pierwszy biograf Witolda Pileckiego. Pozwolę sobie zacytować fragmenty jego artykułu pt. „Józef Cyrankiewicz w KL Auschwitz”:

„Osobiście w połowie lat osiemdziesiątych przez wiele miesięcy zbierałem materiały na temat działalności obozowego ruchu oporu w 1944 r. z udziałem Józefa Cyrankiewicza i skoczka spadochronowego – cichociemnego ppor. Stefana Jasieńskiego ps. »Urban«. Efektem moich wysiłków badawczych jest wydana w 2005 r. książka »Spadochroniarz Urban«. Nie natrafiłem wtedy ani nigdy później, na ślad żadnych dowodów, które świadczyłyby o tym, że postawa Józefa Cyrankiewicza jako więźnia KL Auschwitz była negatywna (…). Obecnie nie ma także żadnych wiarygodnych dokumentów, które potwierdzałyby wyjątkowo negatywną rolę, jaką rzekomo miał odegrać Józef Cyrankiewicz podczas procesu rtm. Witolda Pileckiego w 1948 r. W zaistniałej sytuacji niewątpliwie Józef Cyrankiewicz zachował się biernie, chociaż niewiele mógł pomóc, ponieważ prośby o ułaskawienie rozpatrywał prezydent Bolesław Bierut, który rzadko korzystał z przysługujących mu uprawnień i z reguły zatwierdzał wcześniej zapadłe wyroki śmierci” [3].

Nie jest również prawdą jakoby po wojnie Józef Cyrankiewicz miał wypożyczać z oświęcimskiego muzeum i niszczyć jakieś kompromitujące go akta. To jest pomówienie tak prostackie, że nie warto się nim dalej zajmować.

W tym samym artykule Adam Cyra zacytował fragment zachowanego raportu placówki Policji Bezpieczeństwa w Katowicach z 18 grudnia 1944 roku:

„Jak wynika z przechwyconego materiału, obóz koncentracyjny w Oświęcimiu jest także w strefie działania AK. Z ramienia inspektora obozem zajmuje się Wojskowa Rada Obozu – WRO (…). Jako komendant obozu z ramienia AK wyznaczony został niejaki »Rot«. Zajmuje się on zwłaszcza sporządzaniem raportów o sytuacji w obozie i przekazywaniem ich dalej do okręgu (…). Obecnie organizacja ta jest rozpracowywana, o czym po upływie pewnego czasu, sporządzony zostanie specjalny raport”.

Placówka Policji Bezpieczeństwa w Katowicach rozpracowywała swojego agenta „Rota”-Cyrankiewicza i ostrzegała Berlin o jego antyhitlerowskiej działalności? Niechże się specjaliści od strzelania błotem nad tym zastanowią. A jeżeli oni są tylko wyrachowanymi i świadomymi swoich kłamstw cynikami, to niech się nad tym zastanowią ich czytelnicy.

Zgodnie z polską racją stanu

W artykule Magdaleny Ziętek-Wielomskiej znalazłem również zdumiewające, w kontekście układu PRL-RFN z 7 grudnia 1970 roku, dywagacje na temat Mieczysława F. Rakowskiego jako „kanału wpływów niemieckich” w PRL. Pragnę przypomnieć, że ten układ – którego najważniejszym postanowieniem było uznanie przez RFN polskiej granicy zachodniej na Odrze i Nysie Łużyckiej – został zawarty przez socjaldemokratycznego kanclerza Willy’ego Brandta i że ówczesna prawicowa opozycja niemiecka pod przewodnictwem m.in. Helmuta Kohla była mu przeciwna. Nie jest dzisiaj już tajemnicą, że w 1990 roku Helmut Kohl jako kanclerz jednoczących się Niemiec nie chciał uznać granicy nad Odrą i Nysą Łużycką. Bez układu polsko-zachodnioniemieckiego z 7 grudnia 1970 roku wymuszenie na zjednoczonych Niemczech uznania tej granicy byłoby prawdopodobnie niemożliwe.

Doprowadzając do podpisania układu pomiędzy PRL i RFN w grudniu 1970 roku Władysław Gomułka, Józef Cyrankiewicz i Mieczysław F. Rakowski działali na rzecz polskiej, narodowej racji stanu, co oczywiście także nie mieści się w horyzontach myślowych osób przedstawiających PRL jako „sowiecką okupację” lub państwo niebyłe (w 1968 roku ponoć nie było Polski, jak stwierdził obecny premier M. Morawiecki). Wyżej wymienieni przywódcy i politycy PRL obronili wtedy polską, narodową rację stanu. To jest jedyny uprawniony wniosek. Wszelkie inne są niepoważne.

- - -
[1] D. Czech, „Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz”, Oświęcim 1992, s. 574-589.
[2] Cyt. za: W. Długoborski, F. Piper (red.), „Auschwitz 1940-1945. Węzłowe zagadnienia z dziejów obozu”, t. IV, H. Świebocki, „Ruch Oporu”, Oświęcim 1995, s. 163.
[3] A. Cyra, „Józef Cyrankiewicz w KL Auschwitz”, Wprawnym okiem historyka, www.cyra.wblogu.pl, 9.01.2015.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.153845
Ogólna ocena: 4.2 (głosów: 13)

Tematy: 

Dyskusja

oto Skanderbeg

Opinie autora wcale nie wykluczyły

możliwości przedstawionej przez dr Ziętek Wielomską. Opinie oparte na kilku opracowaniach. Dr Wielomska przedstawiła inne źródła.
A Cyrankiewicz musiał być niezłym cwaniakiem, skoro potrafił różne zmiany w PRL przetrzymać. To świadczy o bardzo "giętkim kręgosłupie". Żadne wysyłanie grypsów, też nie musi świadczyć o "kryształowej" postawie. Zwłaszcza, że ciężkie więzienia, czy obozy, "wyciągać" mogą najlepsze cechy człowieka, ale też najgorsze.

oto mj

To są właśnie uroki prób prostowania

zakrętów historii gdy bezpośredni świadkowie dawno nie żyją, nawet jeśli jeszcze żyją, to nie wiadomo czy np. nie boją się powiedzieć prawdy, a cała rzecz w dodatku miała miejsce w warunkach więzień i obozów koncentracyjnych, gdzie zbieranie dowodów na cokolwiek i ''dokumentowanie'' ich było z oczywistych względów bardzo utrudnione.
Jest tylko jakaś tam literatura, gdzie jedni piszą tak, a inni siak, z powodów tylko sobie samym wiadomych. Komu wierzyć? A komu się chce. Można oczywiście z mozołem składać do kupy jakieś poszlaki, zastanawiać się ''czy gdyby był agentem, to spotkałoby go to i to..?'', ''czy władze PRL ufałyby aż tak bardzo agentowi gestapo, a wcześniej członkowi ZWZ?'', itd., itp., ale fakt pozostaje faktem - na 100% wykluczyć niczego, ani potwierdzić się tu nie da.
Udowodnienie bycia agentem SB jest w wielu przypadkach niesłychanie skomplikowane, i to pomimo tego że są akta, są podpisy, są donosy, teczki TW, karty rejestracyjne, a tu delikwent się uprze że to było ''bez jego wiedzy i zgody'', podpisy podrobiono, dokumenty sfałszowano... I rób z nim co chcesz. :)
To co tu silić się na rehabilitację kogoś, lub prawomocne uznanie go winnym bycia agentem SS prawie 80 lat temu, nie mając nic poza twórczością jakichś literatów, piszących być może z duchem czasów to co wypadało pisać, a nie to, co wiedzieli lub czego być może tylko się domyślali, niekoniecznie trafnie.

oto Skanderbeg

Właśnie kapusiom gestapo by ufano.

Taki kapuś nie miał wyjścia. Idealny wykonawca wszelakich poleceń. Po wojnie, eSSmanów przyjmowano choćby do Legii Cudzoziemskiej.
Wśród tzw. komuchów było chyba sporo agentów gestapo (co nie oznacza, że musiał nim być Cyrankiewicz, ale obrona red. Piętki mało przekonująca).Przecież agentów, w pierwszym rzędzie, szuka się wśród grup formalnie wrogich. I człowiek mógł się złamać.
Wg mnie, tej sprawy wyjaśnić do końca się nie da. Najpierw historię zakłamywano w PRL, teraz w III RP.

oto mj

No ''hak'' na niego byłby pierwszorzędny,

tyle że taki sam hak mieliby na niego Niemcy i Bozia wie kto jeszcze... Nie wiem co stało się z archiwum obozowego gestapo, ale wzmianki o danym agencie mogłyby też być w ''papierach'' innych komórek gestapo... Wszystkie zniszczono? Nic nie wpadło w ręce np. aliantów? Kto mógł mieć taką pewność? Ryzykowano by zrobienie go aż premierem, a tu nagle może cała prasa zachodnia w jakimś przełomowym momencie opublikowałaby dokumenty świadczące niezbicie, że PRL-em rządzi gestapowski agent. Oczywiście wcześniej mogliby go skutecznie szantażować, itd.

''Wg mnie, tej sprawy wyjaśnić do końca się nie da. Najpierw historię zakłamywano w PRL, teraz w III RP.''

To jest niestety jedyny możliwy wniosek, jakim można skwitować artykuł p. Piętki Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ, że nie strzeli się babola.

oto Skanderbeg

Bystry agent może grać na kilku

fortepianach. Ale to tylko domniemania. Na pewno był bardzo cyniczny. Zakręcić się przy Bierucie, potem przy Gomułce. Gomułkę też sprzedał, a przynajmniej tak myślał. Bo oddał za darmo, nic za pomoc w obaleniu "Wiesława" nie uzyskując. Nowa ekipa pozbyła się również jego.

oto Krzych Adam

Czy Józef Cyrankiewicz popełnił nikczemne czyny w Auschwitz?

Może popełnił, może nie. Dziś najprawdopodobniej nie da się udowodnić takich czynów, ani przeprowadzić dowodu na nieskazitelną postawę. Czy Cyrankiewicz był nikczemnikiem? Raczej tak, w oparciu o jego powojenną działalność.

oto gość

Lewicowe zwichniecie autora,

Lewicowe zwichniecie autora, determinuje go do tendencyjnego kreowania historii. Artykuly wg szablonu, gdzie antybolszewickie podziemie niepodleglosciowe to zawsze bandyterka, zydobolszewiccy namiestnicy czerwonego porzadku to ofiary nacjonalistycznej propagandy. Zalosne.

oto chłop jag

Świat pupilo-szatański

tym się charakteryzuje, że na podstawie dnia dzisiejszego - można sobie odtworzyć dni minione, całe lata a nawet wieki - tołażysze. Dzisiaj wszystkim kręcą pupile szatana i nie było inaczej podczas II WŚ - tołażysze. Współpraca w mordowaniu Polaków pomiędzy pupilami szatana spod znaku swastyki oraz sierpa i młota to fakt - tołażysze.
Wniosek?
Cyrankiewicz służył pupilom szatana - a dowodem na to jest wystruganie z niego premiera w ówczesnej PRL - przez właśnie tamtych pupili szatana - tołażysze.
Na koniec - a kto niby wystrugał i wystruguje nadal Mutti Angelę - tołażysze - jak nie spadkobiercy NKWD i Gestapo pod czujnym okiem grandziarzy zza wielkiej wody - tołażysze.

oto adbod

Zimmer...

Nieżyjący pisarz krakowski - Hołuj, trochę o pobycie swoim i życiu w obozie napisał we wspomnieniach zamieszczonych w jego powojennych książkach.
. Nawet napomknął jak uniknął czekającego go zastrzyku z fenolu i o tym w jakich okolicznościach spotkał się z Mężczyzną Pokojowym.
Jeśli sugerował, że trzeba ręce odrąbywać...

oto Czesław

Opozycja niepodległościowa

Autor pisze "którymi polska radykalna prawica „niepodległościowa” ". Problem zdefiniowania "opozycji niepodległościowej", za PRL-u były dwie opozycje, jedna to demokratyczna - reprezentowana przez KOR a druga to niepodległościowa -reprezentowana przez KPN. Przy okrągłym stole opozycji niepodległościowej nie było i w III-ej RP przy władzy na przemian są ideowi spadkobiercy KOR-u lub PZPR. W tej chwili na scenie politycznej nie ma spadkobierców opozycji niepodległościowej ani żadnego organu prasowego który by reprezentował tą opcję polityczną.

oto mj

KPN?

Ten ''dowodzony'' przez Moczulskiego?

'''W 2005 sąd lustracyjny I instancji stwierdził, że Leszek Moczulski w latach 1969–1977 jednak był tajnym współpracownikiem SB i otrzymywał za to wynagrodzenie. Wyrok ten uprawomocnił 12 września 2006 sąd II instancji, odrzucając tezę lidera KPN o fałszowaniu dokumentów.''
https://pl.wikipedia.org/wiki/Leszek_Moczulski

Zaiste, ''niepodległościowcy'', jakich ze świecą szukać...
A dziś kto tam jeszcze bawi się w ''niepodległościowców''? Stały klient aresztów i biegłych psychiatrów, niejaki pan Słomka? Cukiernik - ten od rzucania tortem w sędzię - pan Miernik?
Zaciekły banderofil, słynny z paradowania parę lat temu po Przemyślu w mundurze UPA, niejaki Cysewski?
Kto jeszcze należy do tej menażerii?

Jeśli takie towarzystwo nazywa się PRAWDZIWYMI niepodległościowcami, to ja wymiękam...
Nie chce mi się już nic na ten temat pisać. :)

oto Krzych Adam

Skoro się Panu nie chce pisać to po co Pan to jednak robi?

Gdy się cytuje dobrze jest nie wydłubywać jedynie z treści rodzynek. Tam, w Wikipedii jest też że:

W kwietniu 2011 Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że proces lustracyjny Leszka Moczulskiego naruszał prawo do rzetelnego procesu gwarantowane postanowieniami EKPC poprzez ograniczenie prawa do obrony. W związku z tym wyrokiem Sąd Najwyższy w 2012 uchylił orzeczenia stwierdzające, że Leszek Moczulski współpracował z SB w latach 1969–1977...

Czy Moczulski był kapusiem nie wiem, mam jednak spore wątpliwości, wszak w PRL-u w sumie koło sześciu lat był więziony, ale może on taki masochista był, co to dla siedzenia za kratami to nawet na kapusiostwo był gotów, czy ja wiem? Bo taki na przykład Lechu W, ksywa Bolek, który nigdy nie siedział, jedynie przez pewien czas był na wczasach w Arłamowie, to w tym samym czasie kiedy Moczulski był uznawany za kapusia cieszył się opinią bohatera narodowego, a skazywani byli różni "oszczercy" co to mówil, że z tym Bolkiem to jednak coś jest nie tak.

Kto to jest Cysewski ja nie wiem, to jakiś kolega panów Słomki i Miernika? Co do tych dwóch ostatnich, to jednak niech się Pan spróbuje trochę przełamać z tą niechęcią do pisania. Niech Pan opowie trochę więcej, to i ja się może pośmieję nieco z tej "menażerii".

oto mj

O, pan obrażalski raczył się bezpośrednio do mnie zwrócić...

Mam nadzieję że nie po to, żeby znów się obrazić.
No to lecimy...

''Skoro się Panu nie chce pisać to po co Pan to jednak robi?''

Po to, żeby pan miał zagadkę.
Nie pan będzie decydował co ja piszę, jak piszę, ile wersetów lub zwrotek napiszę, i czy w danym momencie ma mi się chcieć, czy wcale nie musi.

''Gdy się cytuje dobrze jest nie wydłubywać jedynie z treści rodzynek.''

To po co pan to robi, skoro to nie jest dobrze?
Wklej pan tu cały artykuł, do którego link przecież podałem, i z którego pan skorzystał wyczytując jedynie co pan chciał wyczytać, albo zdecyduj się pan o co pan walczysz.
Sądy dwóch instancji uznały Moczulskiego za kłamcę lustracyjnego, Sąd Najwyższy kasację odrzucił. ETPC nie rozpatrywał sprawy pod kątem czy w/w był agentem SB, czy nim nie był, powołał się jedynie na jakieś tam ''prawo do rzetelnego procesu gwarantowane przez EKPC''.
Nie wiem jakiego prawniczego kruczka się tam dopatrzono, ze rzekomo ''nie zadośćuczyniono w sposób należyty prawu do obrony'', może po prostu po zbadaniu dokumentów i podpisów przez 10 biegłych grafologów i potwierdzeniu że to były dokumenty autentyczne, odrzucono wniosek Moczulskiego o powołanie jedenastego.
Pan aż tak bardzo nie ufa POLSKIM sądom..? Nieładnie...

''Czy Moczulski był kapusiem nie wiem, mam jednak spore wątpliwości, wszak w PRL-u w sumie koło sześciu lat był więziony, ale może on taki masochista był, co to dla siedzenia za kratami to nawet na kapusiostwo był gotów, czy ja wiem?''

Nie wiem czy Moczulski był lub jest masochistą. Pan też tego nie wie, a pańskie wątpliwości ''był czy nie był kapusiem'' mało mnie obchodzą. W tej sprawie wypowiedział się sąd. Podkreślam raz jeszcze - ETPC nie badał i nie wyrokował czy L.M. był kapusiem... On tylko dopatrzył się jakichś rzeczywistych lub wyimaginowanych ''uchybień'', które wcale nie musiały mieć wpływu na stwierdzony przez sąd stan faktyczny. Choc oczywiście teoretycznie mogły. Dziwi mnie tylko, że przy takim obrocie sprawy procesu nie powtórzono, już tym razem bez ''uchybień'', no ale widocznie nikomu już się nie chciało... Bo i po co?

''Kto to jest Cysewski ja nie wiem, to jakiś kolega panów Słomki i Miernika? Co do tych dwóch ostatnich, to jednak niech się Pan spróbuje trochę przełamać z tą niechęcią do pisania. Niech Pan opowie trochę więcej, to i ja się może pośmieję nieco z tej "menażerii".''

Kpi pan, czy o drogę pyta? Pracę domową mam za pana odrabiać? ''Opowieści'' specjalnie na pana życzenie snuć? Podałem nazwiska, a pan nie sprawia wrażenia osoby nie potrafiącej posługiwać się wyszukiwarką internetową. Do roboty, panie szanowny. Może odkryje pan coś ciekawego, o czym np. ja nie wiem, a jednocześnie śmiesznego..? Ja też chętnie skorzystam z okazji do masażu mięśni brzucha. W zależności od tego jakie egzemplarze PAN odkryje w tej menażerii i co o nich napisze.

Mam nadzieję że w niczym godności nie uchybiłem. Póki co...

oto Krzych Adam

Co chciałem napisać, napisałem.

Więcej dodawać nie będę bo i po co.

Do miłego niezobaczenia.

oto mj

No i gra gitara

Ja nie będę pana ''zachęcał'' do rozwijania tematu, wypowiedzi MOIM zdaniem wystarczająco obszernych i wyczerpujących, ani do wyręczania mnie w wyszukaniu czegoś co mnie interesuje w internecie.
Tyle mogę obiecać.

Czy do ''niezobaczenia'', w dodatku miłego, to jeszcze... zobaczymy.
Skoro pan zareagował na mój wpis, to byłoby niegrzecznym z mojej strony pańskie wpisy, na temat dowolny, ignorować.

oto Krzych Adam

OK.

Niech sobie gitara gra. No i nigdy by mi do głowy nie przyszło by namawiać pana do niegrzeczności, zatem wal pan śmiało ze swymi reakcjami na moje posty.

oto mj

Ależ nie, nie żeby mnie pan namawiał...

Ja po prostu sam czułbym się bardzo nie w porządku tak z zasady ignorując pana wpisy, niezależnie od ich treści, bo niby dlaczego..?

''zatem wal pan śmiało ze swymi reakcjami na moje posty.''

Przyjmuję do aprobującej wiadomości i liczę na wzajemność.

oto memento

Nieznana prawda

Aby poznać szczegółowo prawdę o pobycie Józefa Cyrankiewicz w KL Auschwitz warto zapoznać się ze starannie udokumentowaną książką Ireny Paczyńskiej, zatytułowaną „Grypsy z Konzentrationslager Auschwitz Józefa Cyrankiewicza i Stanisława Kłodzińskiego” (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2013).
Były więzień Stanisław Kłodziński, nr obozowy 20019, w swoim opracowaniu, zatytułowanym „Józef Cyrankiewicz w obozie oświęcimskim”, wydrukowanym w „Przeglądzie Lekarskim” nr 1 z 1990 r., napisał:
„Cyrankiewicz – wielokrotnie wspominany w literaturze obozowej – przez cały czas od przybycia do Oświęcimia i aż do marszu ewakuacyjnego stamtąd w styczniu 1945 r. (…) wyróżniał się twardą i aktywną postawą więźnia konsekwentnie walczącego o przetrwanie własne i społeczności współwięźniów. (…) W czasie udręczającego marszu śmierci z Oświęcimia wykazał odporność, a nawet potrafił innych podtrzymywać nie tylko psychicznie, lecz także fizycznie. Dzięki temu kilkunastu współwięźniom – wycieńczonym, wygłodzonym, przemarzniętym, pokonującym zawieje śnieżne – uratował wtedy życie”.
Cytowany już poprzednio Stanisław Kłodziński, który jako pielęgniarz pracował razem z Józefem Cyrankiewiczem w o obozowym bloku szpitalnym nr 20, we wspomnianym opracowaniu trafnie i zgodnie z prawdą twierdzi, że:
„Józef Cyrankiewicz (1911-1988), (…) zapisał się na trwałe w historii KL Auschwitz jako więzień konspirator, wyróżniający się bardzo silną indywidualnością (…), odważny, przemyślny i doświadczony, umiejący podejmować oryginalne, bardzo ryzykowne i trafne decyzje w najtrudniejszych warunkach i sytuacjach obozowych. Jest to karta mało znana nawet historykom, a szerokim kręgom często w ogóle nie znana bądź uproszczona czy sfałszowana”.

oto Skanderbeg

Irena Paczyńska to typowy sowiecki

historyk, o ile ją dobrze kojarzę. Jej prosowieckie sentymenty posiadają średnią wartość poznawczą. Oczywiście jest młodsza, ale dla kariery różne rzeczy się robi.Zresztą, kiepsko jej szło z kerowaniem ze Studiami Historycznymi.
Cyrankiewicz był bardzo giętki i jego powojenna kariera polityczna świadczy o tym, że nie miał żadnych zasad (poza robieniem sobie dobrze). Sprzedawczyk, który robił karierę za Bieruta i za Gomułki. Potem po zdradzeniu Gomułki, trafił na lepszych cwaniaków.

oto memento

polecam książkę Paczyńskiej

Proszę przeczytać książkę Ireny Paczyńskiej "Grypsy Stanisława Kłodzińskiego i Józefa Cyrankiewicza z KL Auschwitz", napisać jej recenzję, a nie obrzucać Autorki inwektywami.

oto Skanderbeg

Ja czytałem jej życiorys, a

z jej dzieł: "O latach wspólnej walki. Obywatele radzieccy w ruchu partyzanckim na ziemi kieleckiej i krakowskiej". Wystarczy, abym sobie wyrobił opinię na temat warsztatu tej pani. A jej nieudolność organizacyjna przy kierowaniu szacownym czasopismem naukowym, to rzeczywiście inna sprawa. I jej ucieczka z etatu, gdy wyszło, że jest źle.

oto memento

nie uciekać od tematu

Proszę nie uciekać od tematu, przeczytać wspomnianą książkę Ireny Paczyńskiej "Grypsy Cyrankiewicza ..." i napisać jej recenzję. Książka pod względem naukowym jest bardzo dobrze opracowana.

oto JerzyK

Bardzo ciekawe poglądy autora...

najbardziej głupie, oszczercze, chamskie, prostackie, łajdackie i ohydne kalumnie, którymi polska radykalna prawica „niepodległościowa” obrzuca od 30 lat Józefa Cyrankiewicza. To jest stały repertuar Tadeusza M. Płużańskiego, Wiesława J. Wysockiego, Leszka Żebrowskiego i innych przedstawicieli tego środowiska, dla którego tzw. dekomunizacja oznacza wymazanie z pamięci i wieczne utopienie w gnoju okresu Polski Ludowej.

I nie przyszło do glowy autorowi, że byc może tym wszystkim "obrzucajacym kalumniami" ludziom może chodzic o ujawnienie prawdy? Nie o zadne "kalumnie" na były ustrój, nie bez powodu noszący miano "najweselszego baraku w obozie socjalistycznym"?

oto nick

tylko prawda ...

Tylko prawda jest ciekawa, a nie zakłamania na temat Józefa Cyrankiewicza w wydaniu Tadeusza M. Płużańskiego, Leszka Żebrowskiego i prof. Wiesława J. Wysockiego

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.