Czy religia jest dla ludzi nieszczęśliwych?

To pytanie trochę obrazoburcze. No bo jeśli religia jest dla ludzi nieszczęśliwych, to jest czymś pejoratywnym, kiepskim, jest środkiem uśmierzania bólu, "opium dla ludu", tanim oszustwem dla mas, wymyślonym zamiennikiem prawdziwego, szczęśliwego życia.

A jednak istnieje głębokie powiązanie religii i tu możemy podstawić chrześcijaństwo lub np. buddyzm, ze stanem nieszczęścia człowieka, z doznawanym przez niego cierpieniem, z przeżywanym przez człowieka bólem. Są po temu dwie przyczyny: funkcjonalna i fundamentalna.

Ta funkcjonalna sprowadza się do stwierdzenia, że gdy człowiek jest szczęśliwy, spełniony, zdrowy, bogaty, z udanym życiem, z szerokimi i dalekimi perspektywami wzrostu, rozwoju, powiększania doznawanego szczęścia i dobra, to takiemu człowiekowi religia w wydaniu chrześcijańskim (a nawet buddyjskim) nie jest do niczego potrzebna. Po prostu.

Przyczyna fundamentalna leży u podstaw religii. Otóż Budda rozpoczął swoją religijną podróż od stwierdzenia, że człowiek cierpi i od poszukiwania sposobu na usunięcie właśnie cierpienia. Stąd wziął się fundament buddyzmu - szlachetne cztery prawdy, każda z nich odnosi się do cierpienia.

Chrześcijaństwo i Stary Testament to Bóg, który przychodzi do człowieka, by mu pomóc, by go uratować, by go wyzwolić.

Duch Pana Boga nade mną,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim,
by opatrywać rany serc złamanych,
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę;
aby obwieszczać rok łaski Pańskiej,
i dzień pomsty naszego Boga;
aby pocieszać wszystkich zasmuconych,
,
aby im wieniec dać zamiast popiołu,
olejek radości zamiast szaty smutku,
pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu.

I oczywiście "Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni (Mt 5,4)."

Chrześcijaństwo w swoim fundamencie jest więc pocieszeniem, wyzwoleniem, radością, poczuciem swobody płynącej z bezpośredniej relacji z Bogiem. Jeśli człowiek czerpie jednak te wszystkie odczucia i przeżycia ze swojej pozycji, z posiadanych relacji, z majątku, perspektyw i możliwości, to nie potrzebuje pocieszenia itd. On je znajduje w "świecie".

Pan Jezus dokładnie krytykuje taką postawę, mówiąc: "Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem" (Łk 14,26)." Nie może być uczniem Jezusa, bo właśnie m.in. relacje z bliskimi są dla tej osoby źródłem wszystkich uczuć, których potrzebuje. Nie zwróci się zatem w stronę Boga, "ze wszystkich sił, z całego serca swojego, z całego umysłu swojego".

Warto też na chwilę wrócić na wschód i przypomnieć, że zdaniem hinduistycznej jogi, dla której celem jest oświecenie, najbardziej sprzyjającą owemu oświeceniu jest... przeżywana przez człowieka - rozpacz. Tnie ona więzy człowieka ze światem i pozwala mu na podążanie drogą tej - w jakiejś mierze - religii.

Być może chrześcijaństwo ewoluowało, zamiast stać się osobistym doświadczeniem przeżycia wyzwolenia, wywodzącym się z doświadczanej relacji z przychodzącym Bogiem, stało się apologetyką nieszczęścia dla jednych i ureligijnieniem przeżywania swojej dobrej pozycji w świecie dla drugich.

Stąd może w jakieś mierze gloryfikacja nieszczęścia, bólu i cierpienia, prowadząca do takiej interpretacji (Mt 5,4), iż to dobrze, że cierpisz, to dobrze, że cię boli, bo to właśnie cierpienie i ból są drogą do Boga, więc im więcej tego cierpienia, tym lepiej dla ciebie, a jeśli już jest go umiarkowanie, to się ciesz i w nim trwaj, nie przestawaj go doświadczać, bo dostaniesz nagrodę w Niebie. Takie odwrócenie, zamiast wyzwolenia z cierpienia, prolongacja (utrwalanie stanu) cierpienia.

Ponieważ obraz Boga jako przychodzącej miłości, która wyzwala, został zastąpiony obrazem Boga jako sędziego, który wydaje wobec człowieka wyroki, to chrześcijaństwo jako doświadczenie zaczęło być zastępowane chrześcijaństwem jako doktryną. Ponieważ wskutek tej praktyki, doświadczenia - choćby opisywanego w "Wyznaniach" przez św. Augustyna - było coraz mniej, to zostało ono tym silniej zanegowane i jakoś wygnane jako sposób realizacji religijności i tym bujniej rozkwitła kazuistyka, teoretyzowanie, doktrynerstwo i formalizm.

Chrześcijaństwo zamiast człowieka wyzwalać, zaczęło go utrwalać w jego postawie życiowej i przeżywanym stanie. Jednych w cierpieniu i bólu, które zostały im przedstawione jako pożądana norma. Innych w stosunkowo wygodnym ustawieniu się w życiu, dla którego uzasadnieniem stały się rozliczne nauki i usprawiedliwiające twierdzenia, jakoby chrześcijaństwo polegało na spełnianiu obrzędów, celebracji, przestrzeganiu religijnych przepisów i, a jakże, finansowaniu instytucji kościoła. "Taka wiara, jaka ofiara" - pamiętam do dziś, znamienne kazanie z kościoła parafialnego. Im więcej, tego wszystkiego, tym lepsze twoje chrześcijaństwo, pomijając to, że tak naprawdę jesteś przywiązanym do swojego życia człowiekiem, który często gardzi innymi. Czerpie bowiem satysfakcję zarówno z życia "w świecie" jak i dostarczonego mu uzasadnienia religijnego.

Czy zatem religia jest dla ludzi nieszczęśliwych? Oczywiście, że nie. Szczęśliwi też mogą i droga dla nich jest otwarta. Ale po pierwsze, może być im nieco trudniej, no bo... wiadomo, a po drugie być może każdy nosi w sobie ziarno nieszczęścia, bólu, kamyczek cierpienia w bucie. Może jest w nas jakaś pamięć, jakaś wiedza, skąd właściwie by się brała?, że może być inaczej, że pisane nam szczęście. Ta pamięć, jakoś nas skłania do poszukiwań.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
2.5
Ogólna ocena: 2.5 (głosów: 2)

Tematy: 

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Nieszczęścia, choroby, zagrożenia skłaniają do religijności,

tak mi się przynajmniej wydaję. Dopóki człowiek czuje się - jak to się mówi - panem swojego losu, Bóg jest mu mniej potrzebny. Tak, dosyć interesownie, rzecz ujmując. W momencie utraty kontroli, zderzenia ze zbyt potężnymi przeciwnościami, szuka pomocy siły wyższej. Tak, jak gdy w dzieciństwie szukał pomocy "wszechmocnych" (z punktu widzenia dziecka) rodziców.
Stąd figury wszechmocnego Boga-Ojca oraz opiekuńczej Matki Boskiej.

Powyżej poziomu "interesów" leży poziom filozoficzny. Pytanie o sens życia i śmierci, pochodzenie człowieka, świata itd. A przy wejściu na poziom naukowy muszą się pojawić teoretyzowanie, doktrynerstwo i formalizm.

oto Natalia Julia Nowak

Dubitacjusz

Dopóki człowiek czuje się - jak to się mówi - panem swojego losu, Bóg jest mu mniej potrzebny. Tak, dosyć interesownie, rzecz ujmując. W momencie utraty kontroli, zderzenia ze zbyt potężnymi przeciwnościami, szuka pomocy siły wyższej.

Wierutna bzdura. Ja od 10 lat jestem ateistką (wcześniej przez krótki czas byłam agnostyczką, a jeszcze wcześniej - rzymską katoliczką) i mogę powiedzieć, że nie czuję się panią swojego losu. Mam nikłe poczucie kontroli nad własnym życiem, za to silne poczucie braku wpływu na rzeczywistość wokół mnie. Jeśli chodzi o sprawy społeczno-polityczne, które leżą mi na sercu, to czuję się całkowicie i nieodwołalnie bezradna. Wiara w Boga nie jest mi do niczego potrzebna. Wielu ludzi modli się np. o odzyskanie przez Polskę suwerenności, a jednak ich modlitwy nie są wysłuchiwane. Nie widzę powodu, żeby przyłączać się do tych modłów, bo to i tak niczego nie zmieni.

Generalnie, mogłabym już umrzeć, bo zrealizowałam swoje plany życiowe (no, prawie; mam absolutorium magisterskie, a zawsze chciałam mieć tytuł magistra). Czy czuję się zagrożona? Jeśli chodzi o sprawy społeczno-polityczne, to już dawno przestałam się bać, bo straciłam jakąkolwiek nadzieję na lepsze jutro. Obawiam się natomiast poważnych kłopotów w życiu prywatnym: chorób, niepełnosprawności, braku środków do życia, braku pieniędzy na leczenie. Kiedyś wyczytałam w pewnej powieści młodzieżowej, że człowiek myśli o przeszłości, gdy nie widzi przed sobą przyszłości. A ja dużo wspominam, natomiast przed sobą widzę tylko pustkę.

PS. Nie wierzę w istnienie życia pozagrobowego.

oto gość

Jeśli chodzi o sprawy

Jeśli chodzi o sprawy społeczno-polityczne, to już dawno przestałam się bać, bo straciłam jakąkolwiek nadzieję na lepsze jutro

Zwykle ludzie w chwili "utraty nadziei na lepsze jutro" po prostu decydują się na dzieci.
To, że w całej historii Polski największy przyrost naturalny (w liczbach bezwzględnych) miał miejsce podczas Stanu Wojennego nie było przypadkiem - to był właśnie efekt psychologiczny "utraty nadziei na lepsze jutro"

oto Natalia Julia Nowak

Dzisiaj większość dzieci

myśli tylko o pornolach, imprezach, używkach i znęcaniu się nad rówieśnikami. Powinno się je usuwać jeszcze przed urodzeniem. W najlepszym wypadku: zostawiać w szpitalu albo oddawać do okna życia zaraz po urodzeniu.

PS. Oczywiście, nie mówię o dzieciach dwuletnich, tylko dwunasto-, czternasto- i szesnastoletnich.

oto gość

zostawiać w szpitalu albo

zostawiać w szpitalu albo oddawać do okna życia zaraz po urodzeniu.

PS. Oczywiście, nie mówię o dzieciach dwuletnich, tylko dwunasto-, czternasto- i szesnastoletnich.

A jak chce pani zrobić by "zaraz po urodzeniu" dzieci były "dwunasto-, czternasto- i szesnastoletni"e

Przypomniał mi się tekst jakiegoś "geniusza", że imigranci "odbierają nam pracę, a do tego to lenie, które siedzą na zasiłkach i nie chcą się wziąć do żadnej pracy"

oto Natalia Julia Nowak

Jeśli dziecko przeżyje,

to kiedyś stanie się dwunasto-, czternasto- i szesnastolatkiem. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Pomijam tutaj sporadyczne, patologiczne przypadki, gdy dziecko w jakimś wieku przestanie się rozwijać. Czas płynie szybko, dzieci rosną jak na drożdżach. Nim rodzic się obejrzy, noworodek będzie dwulatkiem, a dwulatek - dwunastolatkiem.

Dlatego narodziny dziecka to walka z czasem. Dziecko to tykająca bomba zegarowa, której należy się niezwłocznie pozbyć. Najlepiej oddać je w ciągu pierwszych sześciu miesięcy od porodu, póki jeszcze nie mówi, nie siada, nie raczkuje i nie rozumie, co się wokół niego dzieje. No i póki mieści się w oknie życia.

oto wzl

Okono życia

No i póki mieści się w oknie życia.

Oriana Fallaci w swojej powieści Kapelusz cały w czereśniach opisała to bardzo sugestywnie, bo jej babka została tak porzucona.

Zanurzyłam pióro w atramencie, napisałam bilecik. "Elle est nee a minuit. Je vous demande la courtoisie de l'appeler Jacqueline Ferrier. Urodziła się o pólnocy. Prosze was o nazwanie jej Jacqueline Ferrier". Następnie włożyłam karteczkę do wielobarwnej sakiewki, którą przywiązałam niemowlęciu do szyi, owinęłam dziecko w kocyk i znowu głucha na protesty duv-andasiv, gdzie idziecie, aspiti-aspiti, poczekajcie, poczekajcie, wyszłam z domu. Poszłam położyć noworodka na kole.
"Maintenant ou jamais plus. Teraz albo nigdy."
Na dworze panował ziąb i śnieg był zlodowaciały. Groziło, że się poślizgnę. Poza tym na znak powitania nowego roku ludzie wyrzucali przez okna rozwalone krzesła, dziurawe garnki, stare buty, i gdy tylko wyszłam na ulicę, jeden taki but spadł na mnie. O mały włos nie uderzył zawiniątka. Ale nawet to mnie nie zniechęciło, i ostrożnie, walcząc z wyczerpaniem, od którego uginały mi się kolana, nie dbając, że krwawię, przemierzyłam niewielką odległość dzielącą mnie od via Fattiboni. Dotarłam do zachodniego muru przytułku i choć ulica była pogrążona w ciemnościach (nie było tam lamp gazowych, bo porzucenia odbywały się po zapadnięciu zmierzchu i mrok chronił anonimowość matek), rozpoznałam od razu łukowate okienko z napisem "In dolore pietas. Położyć dziecię tutaj." Do tej pory widziałam to okienko zawsze zamknięte i teraz, po otworzeniu go, o mało nie zwymiotowałam. Wnętrze miało kształt okrągłej tacy, mój Boże. Wyglądało jak platforma do podawania potraw i położenie tam małej istoty ludzkiej wydawało się jakimś potwornym rytuałem kanibali. A jednak zrobiłam to. Po zdjęciu kocyka położyłam dziecko na kole tak, aby przy obrocie nie uderzyło główką o ścianę. Zdziwione, odwróciło główkę. Po raz drugi otworzyło szeroko oczy pełne zdumienia i wyrzutu, potem wyciągnęło rączkę, tak jakby chciało mnie zatrzymać. Wtedy szybko zamknęłam drzwiczki. Zadzwoniłam, żeby uprzedzić strażnika, i uciekłam. Niczym złodziejka ścigana przez karabinierów wróciłam na vicolo Madonna del Parto, gdzie żona Valzanii, płacząc, położyła mnie znowu do łóżka.

oto JerzyK

Pani Natalio! Wypowiada się pani o sprawach, o których

nie ma Pani zielonego pojęcia!.
To jest stek bredni!. Wyciąga pani jakies patologiczne, znane pewnie z prasy bulwarowej przypadki i uogólnia.
Trzeba najpierw wychowac chociaz jedno dziecko, zeby móc cos sensownego napisac na temat dzieci. W patologicznych rodzinach często rosna patologiczne dzieci. Jednak większośc rodzin i dzieci jest całkowicie normalna, maja normalą psychikę, dążą do osiągnięcia jakichs celów zyciowych.
Po co się skupiac na patologiach i wymyślac sobie wewnetrzne dramaty umysłowe, zamiast po prostu budowac coś, co ma sens? Robić swoje, jak to kiedyś spiewał Młynarski...
Patologie lepiej zostawic specjalistom: psychologom,psychiatrom, socjologom i duchownym.

oto Natalia Julia Nowak

Dzieci-śmieci

Nie uważają na lekcjach, bo rozmawiają o spermie, penisach i obmacywaniu cipek, a także o grach komputerowych i stronach internetowych. Na przerwach nie powtarzają materiału, tylko symulują stosunki homo- i heteroseksualne, odtwarzają pornole z telefonów komórkowych, składają kolegom/koleżankom propozycje miłości francuskiej, klną, ryczą, parskają śmiechem oraz dokuczają "kujonom" i "świętoszkom". Po szkole chodzą na imprezy, gdzie piją, palą, ćpają i robią kolejne dzieci. Kto przy zdrowych zmysłach chciałby mieć dziecko?

* * *
Dzieci-śmieci. Do rozrabiania zawsze pierwsze, do nauki i szlifowania charakteru - zawsze ostatnie. I nie można im nic zrobić. Nic. Jeśli nauczyciel da im wpier**l, to natychmiast wyleci z pracy. Jeśli rodzic da im wpier**l, to straci prawa rodzicielskie i wyląduje w więzieniu. Rozwiązaniem współczesnych problemów z dzieciorami jest legalizacja aborcji na życzenie.

oto Sławek

pełna zgoda

Ja dodam tylko tyle, że na pytanie czemu dalej nie dorobiłem się potomka, brutalnie odpowiadam: Wolni ludzie nie rozmnażają się w niewoli.Za PRL bym się pokusił o potomka, teraz już -na pewno nie.

oto Krzysztof M

I nie można im nic zrobić.

I nie można im nic zrobić. Nic. Jeśli nauczyciel da im wpier**l, to natychmiast wyleci z pracy. Jeśli rodzic da im wpier**l, to straci prawa rodzicielskie i wyląduje w więzieniu.

Dlatego rozwiązaniem jest dopuszczenie do władzy takiej partii, która ma w programie zrobienie porządku z tym...

oto Natalia Julia Nowak

Sama jedna

dopuszczę taką partię do władzy.

W marzeniach swoich.

oto Krzysztof M

dopuszczę taką partię do

dopuszczę taką partię do władzy.

Potrzebna jest praca i czas.

oto Skanderbeg

Może na prowincji?

Pracuję w szkole średniej i zawodowej od bodaj 2001 roku. Standard jest inny, niż pani to opisuje.Przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia, ale też z doświadczenia innych nauczycieli w województwie. Nawet gimnazjum dla dorosłych, którego jedną klasę utworzono w naszej placówce, nie miało taki zachowań. A to była naprawdę trudna młodzież z patologicznych rodzin. A większość wyszła na ludzi. Na prowincji to widać.

oto Natalia Julia Nowak

A Starachowice to nie prowincja?

Z wiarygodnego źródła wiem, że w Skarżysku-Kamiennej jest tak samo, o ile nie gorzej.

oto Natalia Julia Nowak

Nie chcę więcej dyskutować

o dzieciach i młodzieży. Nie chcę wracać do przeszłości. Nie chcę mieć nic wspólnego z tymi środowiskami. Moje życie zaczęło się w 2010 roku, kiedy ukończyłam szkołę i poszłam na studia. Wcześniej to nie było życie, tylko wegetacja.

oto Palimpsest

Otóż to

Dopóki człowiek czuje się - jak to się mówi - panem swojego losu, Bóg jest mu mniej potrzebny. Tak, dosyć interesownie, rzecz ujmując. W momencie utraty kontroli, zderzenia ze zbyt potężnymi przeciwnościami, szuka pomocy siły wyższej.

Najlogiczniejszym posunięciem jest więc pogłębianie poczucia utraty kontroli i uczucia strachu przez reprezentantów boga na Ziemi wśród swojej trzódki. "Tak, dosyć interesownie, rzecz ujmując" jak Pan to ujął.

Bez zarządzania strachem trwanie religijnych elit traci jakąkolwiek rację bytu. Ludzie w naturalny sposób rozejdą się tam, gdzie im wygodniej i życiowo ergonomiczniej. Dlatego to prymitywna walka o interesy i przetrwanie. Nie o prawdę. Tą naturalnie identyfikuje bez purpury nawet kret.

oto Zbyszek S

@Palimpset

Fajna uwaga i nawet - myślę - można dostrzec praktyczne przejawy jej realizacji :) Stąd "Dobra nowina", staje się często wcale nie jakąś dobrą nowiną tylko przygnębiającym, niewesołym i "dołującym" przekazem :)

Ale.
1. Nie ma wielkiej potrzeby "pogłębiania" poczucia braku kontroli, strachu czy frustracji, bo są to emocje, odczucia i stany o zasięgu globalnym i powszechnym, co zauważył Sidharta Gutama, zwany później - z sanskrytu "bud" = budzić - Buddą.
2. Taka praktyka jest niezbyt etyczna, więc jest "najlogiczniejszym" ale z punktu widzenia osoby niewierzącej, dla której jedynym kryterium jest skuteczność rozwoju własnej instytucji, a nie z punktu widzenia osoby wierzącej.

oto Palimpsest

@ Zbyszek

Byłem lata temu na warsztatach jogi w Częstochowie. Współorganizatorem był ówczesny rektor Politechniki Częstochowskiej. Mówił, że w dotychczasowej formule wiary jest mu za ciasno. Zwłaszcza uwzględniając sprawowane stanowisko i miejsce, w którym przyszło mu je piastować. Miał charyzmę i wyszedł przed szereg. Tym co zobaczył nie omieszkał dzielić się odważnie z innymi maruderami.

Pan też szuka wznosząc ramiona ku górze miast zapuszczać korzenie w skałę. To jest piękne.

pozdrawiam,
Palimpsest

pozdrawiam

oto JerzyK

Komu za ciasno w chrześcijaństwie?

To dopiero zadziwiające...
Celem do którego ponoć dążą buddysci jest całkowite oderwanie sie od spraw tego świata. Celem jest nirwana, polegająca na całkowitym "zagłebieniu się " w sobie....
Celem chrzescijanstwa jest przerabianie świata na lepszy...
Chrzescijaństwo stworzylo cywilizację europejska, która opanowała cały świat i stworzyła 99% wynalazków i odkryc naukowych. Chrześcijaństwo do postep cywlizacji i rozwój człowieka.
Co stworzyli wyznawcy buddyzmu, oprócz niewątpliwie oryginalnych pagod?
Człowiek skupiający się na własnym wnetrzu i wlasnych przezyciach pomału przestaje być czlowiekiem. W kazdym razie tak się dzieje, jeśli do uprawiania buddyzmu weźmie się Europejczyk.

oto Palimpsest

Hola hola!

Szanownemu rektorowi ciasno było w katolicyzmie, nie w chrześcijaństwie. To, że Ci podsuwają łapę do podkucia nie znaczy, że Jezus jest ich:)

A z tym 99% Pan przeholował. Nawet to "99 " jest nie pańskie tylko arabskie. Jeżeli ta myśl Pana zmierzi podetrze się Pan papierem. Chińskim. Ten wynalazcy przeznaczyli jednak do wznioślejszych celów niż smyranie kiszki stolcowej.

Chrześcijaństwo to postęp cywilizacji i rozwój człowieka

.
Chrześcijaństwo to naturalny etap w rozwoju ludzkości. Małpowanie poprzedników, tworzenie nowego, czegoś zepsucie. Na szczęście miast toczyć religijne wojny niektórzy postanowili od Arabów się się uczyć:

- kawa
- kamera
- mydło
- maszyna latająca
- destylacja
- wał korbowy
- watowanie
- łuk ostry katedr gotyckich
- wiatrak
- wieczne pióro
- szczepionki
- kulistość Ziemi (IX w:):)
- ogrody warzywne etc...

To tylko Arabowie. Gdzie reszta świata? Pański to zdaje się pręgierz i stos na rynku.

http://tojuzbylo.pl/sites/default/files/imagecache/Oryginalny/images/czarownice_1300402900.jpg

Z jednym można się zgodzić- w 99 % wojen w nowożytnym świecie udział jako zainteresowana strona brał Kościół.

oto MSzach

Wiara w Jezusa Chrystusa

Wiara w Jezusa Chrystusa sprawia, że chce się człowiekowi żyć aktywnie do samej śmierci, która przecież może nie być końcem istnienia.

Cierpienie często budzi ludzi tkwiących w klatce pt. tu i teraz.
Nie na darmo modlimy się o ochronę przed nagłą i nieoczkiwaną śmiercią. Cierpienie daje niezbędny czas na przygotowanie siebie ale i na przygotowanie naszej rodziny. Wręcz często otwiera zamkniety umysł. Rozpacz po naglej stracie jest wielokrotnie bardziej traumatyczna.
Cierpienie i strach dla wielu są furtką do wiary. Ostatnią szansą.
Ale i każdy nawet najszczęśliwszy jego kiedyś skosztuje.

Faktycznie dziś może się wydawać że wiara jest dla nieszczęśliwych. Taki znak swawolnych czasów. Choć tak wcale nie jest...

oto Equatore

Szczęście to narkotyk

Człowiekowi pod jego wpływem wydaje się, że jest panem swojego losu, ale to tylko bardzo niebezpieczne złudzenie.
Człowiekowi nieszczęśliwemu też oczywiście nie jest łatwo ocenić rzeczywistość trzeźwo, ale wie przynajmniej jedną bardzo ważną rzecz, która jest mu koniecznie potrzebna - że potrzebuje pomocy.

oto Zbyszek S

@Equatore

Ja bym pańską tezę uzupełnił w ten sposób: "Szczęście czerpane ze świata, to narkotyk".

Przez świat należałoby rozumieć wszystko, poza Źródłem istnienia, czyli Bogiem. W tym sensie... wszyscy jesteśmy narkomanami, właśnie chciałem napisać na ten temat notkę :)

oto Palimpsest

Szczęście to naturalny stan zdrowego człowieka,

funkcjonowanie w wewnętrznej homeostazie i równowadze ze światem zewnętrznym. Jaki sens mieliby wtedy wszelcy lekarze dusz? Religia? Wystarczyłby Bóg.

Dlatego szamani usilnie wmawiają ludziom, że szczęście to stan patologii, to narkotyk, trzeba cierpieć bo to wyzwala, że są chorzy, skażeni, że potrzebują pomocy. Najskuteczniej te urojone choroby (począwszy od grzechu pierworodnego) wmawiać od dziecka. Oczywiście lekarstwem i jedyną drogą ozdrowienia są oni sami.

Cóż, mechanizm mamienia religii w pigułce. Pan jako zaangażowany zapewne nawet nie widzi, co napisał. Szatański plan.

oto Equatore

@p. Palimpsest

Nie jesteśmy sobie w stanie pozwolić na to, żeby ciągle żyć w stanie szczęścia w homeostazie i równowadze ze światem zewnętrznym.
I nie jest to stan naturalny człowieka.
Stanem naturalnym człowieka jest walka o byt.
Świat zewnętrzny nie trudzi się, żeby zaspokoić nasze potrzeby.
To my musimy się w tym celu natrudzić, a czasami wręcz o to walczyć.
Jeśli żyje pan w takiej bańce, że zawsze jest pan syty, że jest pan zawsze bezpieczny, że nie boi się pan przyszłości i nie ma pan żadnych aspiracji, których nie byłby pan w stanie bez większego wysiłku zaspokoić, to może pan tak myśleć i odczuwać ponadnormatywny poziom szczęścia.
Ale to nie jest naturalny stan człowieka i pańskie ciało szybko to panu "powie", dostosowując się do sytuacji.
Nasze ciało jest zaprojektowane do trudów i niebezpieczeństw.
Nasz mózg potrzebuje wyzwań, zagadek i emocji - w tym i negatywnych.
Jeśli nam tego zabraknie, albo poczujemy niepokój i zaczniemy szukać, albo zdegenerujemy się i obumrzemy.
Bez tego zrobimy się wkrótce chorzy i słabi, pod względem duchowym i fizycznym.
Jeśli się łudzi pan, że jest inaczej, nie zna pan natury człowieka.

oto Palimpsest

Pełna zgoda,

człowiek musi pokonywać trudności, pełnia szczęścia to jedynie ideał. Nieosiągalny, do którego jednak człowiek- układ wielu zmiennych ciało- duch dąży.

Wielu cwaniaków zwietrzyło szansę na pasożytniczy sposób życia wmawiając zdrowemu chorobę, sprzedając mu swoje lekarstwa. Tak działają koncerny farmaceutyczne sprzedając medykamenty dla ciała. Tak działa religia sprzedając antidotum na wrodzoną chorobę duszy.

Jednym i drugim zależy na sprośnie materialnym zysku. Poprzez osłabianie ciała i duszy właśnie. Najprostszy człowiek zaś doskonale wie, co jest dla niego dobre, ot jeden z cudów. Należy mu tylko dać szansę. Jedni i drudzy o tym wiedzą, więc generują strach- przed chorobami, przed wiecznym potępieniem. Zarządzanie przestraszonymi to skuteczne narzędzie.

Bez tego zrobimy się wkrótce chorzy i słabi, pod względem duchowym i fizycznym.

I to się dzieje, Pan porówna młodzież z lat 50, 60,70 etc. Współczesna to zdechlaki. Nie dominował Kościół, nie dominowały koncerny. Ręka ręki nie myła.

oto Palimpsest

Czy woda jest dla ryb?

Czy stadnina jest dla koni? Czy alkohol jest dla alkoholika? Niemądre pytania.

Religia jest dla potrzebujących. Szkoda, że religijni swoją miarą mierzą innych. Popyt wykorzystują wszelkiej maści szamani. Bóg to oddzielna galaktyka.
O ile jest.

oto BTadeusz

A co to znaczy być nieszczęśliwym?

"Tak jak nie jest ważnym, czy chorego umieścisz w łóżku drewnianym, czy złotym - bo choroba podąży za nim, tak obojętnym jest, czy duszę chorą umieścisz w bogactwie, czy w ubóstwie - bo jej dolegliwość - nie ustąpi"
(chińskie)
Zapewne - "nieszczęśliwość" - to dolegliwość duszy.
Czy jakakolwiek religia może każdą dolegliwość - uleczyć? (zgładzić grzech)?

Powątpiewam w taką możliwość.
Nawet, jeśli najwyższy kapłan rozgrzeszył wyrzut sumienia, to czyste sumienie - jeśli się je posiada - takiego rozgrzeszenia nie przyjmie.
Bo czasu cofnąć nie można i krzywdy wyrządzonej komuś - także. Nawet, gdyby pokrzywdzony - wybaczył i rozgrzeszył.

Rozgrzeszenie religijne - jest skierowane i satysfakcjonujące dla ludzi małego serca.

oto Zbyszek S

@BTadeusz

Bo czasu cofnąć nie można i krzywdy wyrządzonej komuś - także. Nawet, gdyby pokrzywdzony - wybaczył i rozgrzeszył.

Ale nie istniejemy w "cofniętym czasie" i nie istniejemy "w minionych krzywdach". My możemy w nich istnieć tylko za swoją własną przyczyną, gdy przynosimy nieustannie, własną pracą i energią, ów cofnięty czas i minione krzywdy do... TERAZ.

Więc owo TERAZ może chce określić Bóg poprzez swoją Obecność, a ta Obecność, jeśli człowiek zechce, to wyciera to, co było, bo człowiek nic swojego nie ma, ani bolesnej przeszłości, ani złowieszczej lub jasnej wytworzonej przez siebie przyszłości. Człowiek w ogóle już nic nie ma, poza ową relacją.

Ale to nie jest kwestia li tylko obrzędu czy gestu, ale - jak to mawia nasz były publicysta dr. Jan Przybył - metanoi.

oto BTadeusz

ba!!!...

Obecność, jeśli człowiek zechce, to wyciera to, co było, bo człowiek nic swojego nie ma, ani bolesnej przeszłości, ani złowieszczej lub jasnej wytworzonej przez siebie przyszłości

Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że coś zostało tak "wytarte", że ja sam o tym zapomniałem.
Rozumiem i przyjmuję wybaczenie grzechu względem Boga. Rozumiem i przyjmuję wybaczenie od pokrzywdzonego.
Ale jak zresetować własną pamięć?
Przecież ja to zrobiłem!
Nie potrafię pozbyć się sumienia. Ono jest integralne z tożsamością. Nikt z zewnątrz nie ma do niego dostępu.

Mogę odlecieć z ziemi na 70 lat, ustawić teleskop na Ziemię i obserwować siebie, jak będę grzeszył. Tego NIKT nie usunie z kosmosu.

oto Zbyszek S

@BTadeusz

Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że coś zostało tak "wytarte", że ja sam o tym zapomniałem.

I słusznie. To niemożliwe.

Ale jak zresetować własną pamięć?

Może nie ma takiej potrzeby, jeśli przez pamięć rozumieć zestaw informacji i wiedzy znajdujący się w "magazynie" dostępnym człowiekowi.

Nie potrafię pozbyć się sumienia. Ono jest integralne z tożsamością.

Dokładnie!

Nikt z zewnątrz nie ma do niego dostępu.

Oczywiście.

Mogę odlecieć z ziemi na 70 lat, ustawić teleskop na Ziemię i obserwować siebie, jak będę grzeszył. Tego NIKT nie usunie z kosmosu.

Może nie ma takiej potrzeby?

Mi się wydaje, że klucz leży w dwóch słowach z przedostatniego pańskiego zdania. Mogę obserwować jak...

Obstawiałbym taką możliwość (to hipoteza może błędna, może słuszna, po prostu hipoteza):
1. Przeszłość istnieje na zawsze i nie może być zmieniona "z natury rzeczy".
2. Człowiek, żyjący w TERAZ może obserwować w TERAZ wybrane obrazy (nie może wszystkich na raz) z przeszłości.
3. Obserwowanie jest przywoływaniem do istnienia w TERAZ, elementów z "kiedyś". One stają się obecne i mają znaczenie, wyłącznie dzięki czynności "obserwowania".
4. Obserwowanie bierze się z czegoś głęboko w nas, możemy to określić na tę chwilę "sumieniem". To coś, skłania nas do "obserwowania" tej właśnie rzeczy, z "kiedyś".
5. Do owego "mechanizmu" skłaniającego nas do obserwowania bardziej tego, niż czegoś innego, nikt z zewnątrz nie ma dostępu i jest on integralny z naszą tożsamością.

Wnioski?

6. Aby przebaczenie lub rozgrzeszenie mogło skutecznie mieć miejsce, nie może polegać na zmianie przeszłości, bo to niemożliwe, ale może polegać na zmianie tej części człowieka, która powoduje u niego "obserwowanie".

Ta część ma dwie cechy: jest niedostępna z zewnątrz, jest integralną częścią tożsamości człowieka.

Stąd wniosek, że wymagana jest zmiana od wewnątrz i że polegać ona musi na przemianie samego człowieka, właśnie jego tożsamości. A to bolesne, to niemal śmierć, tego co jest. A to co jest - chce trwać. I tu kłania się właśnie METANOJA. "Kto zachowa swoje życie, straci je. A kto straci swoje życie z mojego powodu, ten je zachowa". Jakby w punkt. Bolesny. Bo nie da się zachować siebie i wybaczyć lub uzyskać wybaczenie. Bo wracanie do tego, jest częścią obecnego "ja".

Może można przez wewnętrzne otwarcie na Boga, siebie stracić dla niego. Na pewno nie można być "tym samym" człowiekiem. Więc może On, będąc obecnością, może nam wówczas pomóc.

Wówczas, owa przeszłość nadal istnieje i o niej wiemy. To co ulegałoby zmianie (a może właśnie ulega wraz ze zmianą człowieka) to skłonność/potrzeba wracania w pewien sposób do tych wybranych jej elementów. Człowiek już nie "obserwuje" przez teleskop siebie na Ziemi sprzed 70 lat, bo NIE MA i NIE ODCZUWA TAKIEJ POTRZEBY. Człowiek obserwuje kosmos, zakłada w nim przedsiębiorstwa wydobywcze rzadkich minerałów, by je na Ziemię wysyłać, by zrobić coś dobrego.

Więc nie przeszłość ulegałaby wytarciu, tylko przywiązanie i identyfikacja człowieka z ciemnymi jej elementami, czyli tzw. ich ZNACZENIE.

Zatem, gdy człowiek jest w kropce, to trzeba popełnić sepuku, zwariować, utracić siebie naprawdę. To jedyne wyjście, bo zachowanie siebie to sytuacja bez wyjścia. To szaleństwo i tylko człowiek sam od wewnątrz może to zrobić. Może o tym opowiada Pan Jezus, mówiąc, "Kto straci swoje życie z mojego powodu, ten je zachowa". Taki gest i krok może jedynie ma sens, gdy czyniony jest w imię Tego, który dla człowieka sam umarł. Poświęcił siebie. Z Miłości.

Sory za przydługie dywagacje. Ale wydało mi się ciekawe :)

oto BTadeusz

No tak...

w końcówce proponuje Pan "wyjście".
Nawrócenie.
Dam sobie "słowo honoru", że już więcej....
A jeśli nie dotrzymam?...
A jeśli życie było pasmem takich "nawróceń"...
I jeśli to ma mnie "postawić na nogi", to w czym jest lepszy ten, kto przeżył życie w cnocie?

Jaką wartość ma wówczas sumienie?
Skoro grzech zostanie zgładzony?
Jaka motywacja, by sumienia używać?
I tu wymiękam.

oto Zbyszek S

@BTadeusz

I jeśli to ma mnie "postawić na nogi", to w czym jest lepszy ten, kto przeżył życie w cnocie?

Pewnie w niczym. Bo robotnicy, co się najęli w ostatniej godzinie, dostali tą samą zapłatę jak ci, co harowali przez cały dzień. To z przypowieści Jezusa.

Oczywiście można się przyspawać do przeszłości i odmawiać rezygnacji z uporczywego rozliczania siebie oraz innych, by zachować siebie takim, jakim się jest. Można - jak Pan pisze - "obserwować" i przywiązać się do całego doświadczonego i spowodowanego cierpienia. I wtedy się je wreszcie MA.

oto adbod

Milczenie?- nie!

Nie czytam notek p. Zbyszka Z. Szkoda czasu. W odróżnieniu od p. inżyniera Maryjana, waszego do niedawna idola, p. Zbyszek Z jest umiarkowany w swoich wypowiedziach - nawiasem - pustych i gołosłownych. Pomyśleć tylko, że pisze nawet książki ...
Śmierć - jak mówił prof. Wolniewicz - to skandal metafizyczny, twierdził też, że jest ona fundamentem każdej religii.
W świetle wniosków płynących z obserwacji świata nie da się podważyć jego dynamicznego rozwoju, samoregulacji, działających według ustalonych reguł;
w tych regułach mieści się również funkcjonowanie człowieka jako istoty rozumnej.
Resztę proszę uprzejmie doczytać w moich komentarzach http://www.prawica.net/3833

oto Krzych Adam

Po co tyle pustego i gołosłownego opowiadania?

I kogóż może obchodzić czy teksty rozważające kwestie uczuć na tle religii czyta istota, w której życiu religia jest nieobecna? Albo raczej która religię odrzuciła i od tej pory ma na nią alergię?

oto Natalia Julia Nowak

Pytanie do mądralińskich z Prawicy.net

Jeśli jesteście takimi geniuszami w dziedzinie pedagogiki, to odpowiedzcie mi na następujące pytania:

1. Co zrobić, żeby dziecko (szczególnie dziewczynka) zachowało wstrzemięźliwość płciową aż do ślubu?

2. Co zrobić, żeby dziecko poniżej 18 roku życia bało się nawet pomyśleć o oglądaniu pornografii, piciu alkoholu, paleniu papierosów i zażywaniu narkotyków?

3. Co zrobić, żeby swawolni, hedonistyczni, nieznoszący sprzeciwu rówieśnicy nie zdołali wpłynąć na postawę życiową dziecka?

4. Co zrobić, żeby media, szkoła (np. nauczyciele wychowania do życia w rodzinie) i organizacje pozarządowe (np. grupa "Ponton") nie zdołały wpłynąć na postawę życiową dziecka?

oto Krzysztof M

1. Co zrobić, żeby dziecko

1. Co zrobić, żeby dziecko (szczególnie dziewczynka) zachowało wstrzemięźliwość płciową aż do ślubu?

Uświadomić, co to jest telegonia i jakie konsekwencje ma dla dziewczyny współżycie z więcej, niż jednym partnerem (tu nie tylko telegonia).

2. Co zrobić, żeby dziecko poniżej 18 roku życia bało się nawet pomyśleć o oglądaniu pornografii, piciu alkoholu, paleniu papierosów i zażywaniu narkotyków?

Uświadomić, jakie mogą być i jakie na pewno będą tego skutki.

3. Co zrobić, żeby swawolni, hedonistyczni, nieznoszący sprzeciwu rówieśnicy nie zdołali wpłynąć na postawę życiową dziecka?

Hartować charakter dziecka. Przykład: rówieśnik proponuje jointa, spotyka się z odpowiedzią "sp...laj!", a jak nie zadziała, to "sp...laj bałwanie!". Itp.

4. Co zrobić, żeby media, szkoła (np. nauczyciele wychowania do życia w rodzinie) i organizacje pozarządowe (np. grupa "Ponton") nie zdołały wpłynąć na postawę życiową dziecka?

Uświadamiać, jakie mogą być skutki słuchania tych rzeczy, dlaczego takie rzeczy są dzieciom przekazywane i jakie skutki może mieć powiedzenie prawdy w oczy pontoniarzom. Kłania się Chrystusowe "bądźcie jako węże".

oto Natalia Julia Nowak

A co zrobić z dzieckiem,

które jednak się puściło? Zaprowadzić za rączkę do najbliższego domu dziecka? Wyrzucić z chałupy? Jak się je wyrzuci z chałupy, to ono pójdzie do sądu i zmusi rodziców do płacenia alimentów. :(

oto Krzysztof M

Pytała pani ogólnie. Więc

Pytała pani ogólnie. Więc odpowiedź była ogólna. Krzywa dzwonowa obejmuje jednak także takie przypadki:

A co zrobić z dzieckiem, które jednak się puściło?

To, co napisałem, nie jest skuteczne w 100-tu procentach. I nic skuteczne w 100-tu procentach nie będzie. Bo tu nie chodzi o jednego Kowalskiego, a o miliony Kowalskich.

A to:

Jak się je wyrzuci z chałupy, to ono pójdzie do sądu i zmusi rodziców do płacenia alimentów.

to jest z pani strony próba rzeźbienia w g... Należy wziąć porządny materiał, czyli normalne prawo, i wtedy można sobie rzeźbić. W Polsce mamy prawo anty-polskie, anty-rodzinne. I to należy zmienić, a nie próbować się "dostosować".

oto Gringo

telegonia

telegonia

Czy może Pan przytoczyć jakieś rzetelne opracowanie naukowe potwierdzające zjawisko telegonii? Bo niestety jak do tej pory się z takim nie spotkałem.

oto Krzych Adam

Ten temat był juz kiedyś tu podniesiony przez p. Krzysztofa M.

Poszukałem wówczas co nieco w Internecie i znalazlem jeden artykuł opisujący naukowe badania w tym zakresie w Australii na University of New South Wales: https://onlinelibrary.wiley.com/doi/epdf/10.1111/e... Badania były przeprowadzone na muszkach owocówkach i wskazują na to, że może istnieć zjawisko imprintu cech pierwszego seksualnego partnera samicy na jej późniejsze potomstwo z innymi samcami. Czy te badania są potwierdzone innymi późniejszymi badaniami, a także dają się uogólnić na wszystkie gatunki, w tym i gatunek ludzki nie byłbym pewien.

Jednakże wiara w to że tak jest była zawsze popularna od czasów starożytnych, co ma do dziś znaczenie w przepisach np kynologicznych odbierających prawo do posiadania rodowodu potomstwu rasowej suki z rasowymi psami, jeśli była ona uprzednio pokryta przez samca innej rasy lub kundla. Podobnie jest w hodowli koni, np. koni wyścigowych.

oto gość

... zjawiskiem już u ludzi

... zjawiskiem już u ludzi było tzw. uszlachetnianie gatunku przez zwyczaj pierwszej nocy przyszłej żony chłopa z panem krwi szlacheckiej.

oto Dubitacjusz

Telegonia i seksualne obsesje p. NJN

a zapowiadał się taki filozoficzny temat...

Ale skoro już na to zeszło, Korwin się cieszył z tych owocówek. Za to mnie zastanawia, czy ktoś prowadził badania DNA na zwierzętach rasowych. Właśnie rasowych, bo one powinny mieć ściśle kontrolowane krycie.

oto Natalia Julia Nowak

Nie chodził Pan do szkoły

w latach dwutysięcznych, więc Pan nie wie, jak się zachowują dzisiejsi uczniowie (płci obojga). Walka toczy się o to, żeby takie cyrki już nigdy się nie powtarzały.

oto Krzych Adam

Filozoficzny temat?

Nic nie ujmując doskonałemu tekstowi p. Zbyszka S rozważania na poziomie egzegezy ludowego przysłowia "Jak trwoga, to do Boga" filozofią nie są. Szukanie sensu naszego istnienia w światopoglądzie religijnym (nie tylko w wierze, ale w religii) już bardziej nią są, ale do tego nie jest potrzebne bycie nieszczęśliwym.

oto Krzysztof M

seksualne obsesje p. NJN

seksualne obsesje p. NJN

Z traumy nie powinno się kpić.

oto Natalia Julia Nowak

Telegonia

Fajnie by było, gdyby to była prawda. :-)

oto Krzysztof M

Telegonia. Fajnie by było,

Telegonia. Fajnie by było, gdyby to była prawda.

Wystarczy spojrzeć na ludzi na ulicach... Przecież to widać po twarzach... młodych i najmłodszych... Do tego potrzebny jest "materiał porównawczy", czyli trzeba żyć odpowiednio długo...

oto Natalia Julia Nowak

Krzysztof M

Przecież to widać po twarzach...

Czy może Pan to sprecyzować?

oto Krzysztof M

Nie. Doświadczeń n lat się

Nie. Doświadczeń n lat się nie precyzuje.

oto Krzysztof M

Twarz mówi o człowieku.

Twarz mówi o człowieku.

oto Maciej Markisz

Pani Natalio

Współczesne twarze - czytając Pani posty, Pani Natalio - młode twarze, bardzo młode twarze... to przemieszanie bólu, pragnień i przede wszystkim mocno rozbudowanej czujności. W wielu przypadkach ta czujność to cwaniactwo, ale nie we wszystkich.

Pani Natalio... szanse (wszelakie) należy dawać nie tylko człowieczeństwu, ale i fizycznym ludziom. To pokolenie, o którym Pani tutaj dość często wspomina, zostało wychowane przez pokolenie 'homo-sovieticus' - [auto-EDYCJA po komentarzu użytkownika] nawiązanie do słów Ziemkiewicza sprzed wielu lat - przez pokolenie, dla którego kradzież lub cwaniactwo było walką z ustrojem, było dalekie od świętości i dalekie od rodzicielskich wzorców ogólnie. Nie można wszystkiego zrzucać na młodziutkich. Wychowała ich reklama stworzona przez pokolenie ich rodziców, wujków, ciotek. Dostosowali się i zupgradeowali
w świecie, w którym przyszło im żyć, w świecie, w którym muszą żyć i radzić sobie. Cwaniactwo, przepychanie łokciami, wielkie kariery, celebryci, wielkie majątki, mody, rozbudowane mody, przyjemności, hedonizm, szpan, kasa, podziały - to wszystko już było wcześniej. Przewaliło się na tzw. zachodzie już w latach 80. Porno też. Do nas to wszystko tylko później dotarło.

oto Krzysztof M

'homo-sovieticus' - termin

'homo-sovieticus' - termin stworzony lata temu przez Ziemkiewicza

A nie przez Tischnera?

oto Maciej Markisz

Nie wiem, być może - i może

Nie wiem, być może - i może Ziemkiewicz to powtórzył. Ja, w każdym razie, przeczytałem to jako słowa Ziemkiewicza, który sformułowaniem tym operował, nagle operował.

Jeśli niechcący wprowadzałem tutaj błąd, to sorry. Nie było to zamierzone. Za korektę dziękuję. Nie mniej jednak reszta pozostaje, bo chodziło mi o sens i bardzo szeroki kontekst użycia tego sformułowania.

oto Krzych Adam

Nie Ziemkiewicz, nie ks. Tischner.

To pojęcie zostało ukute przez pozbawionego sowieckiego obywatelstwa i wydalonego z ZSRS w 1976 roku profesora filozofii i autora książek krytycznych w stosunku do sowieckiego państwa Aleksandra Zinowiewa i było w tytule jego wydanej na Zachodzie w roku 1981 książki.

To tylko taka notka informacyjna, bez intencji krytyki. BTW, Zinowiew wrócił w latach 90-tych do Rosji i stał się apologetą nieistniejącego już wówczas państwa sowieckiego.

oto Maciej Markisz

Dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo.

'To tylko taka notka informacyjna, bez intencji krytyki.' - Wiem, wiem. :) Pozdrawiam serdecznie.

oto Krzysztof M

Czy mogę? Nie mogę. Podobnie

Czy mogę? Nie mogę. Podobnie jak nie ma naukowych dowodów na pozytywne działanie akupunktury. Dowodów nie ma - a akupunktura działa. Podobnie jest z telegonią. Poza tym nikt telegonii nie bada, bo każdemu kariera droga. :-)

oto Gringo

Co do akupunktury jak do tej

Co do akupunktury jak do tej pory też nikt nie udowodnił jej skuteczności
link
O efekcie placebo niewątpliwie Pan słyszał.

Poza tym nikt telegonii nie bada, bo każdemu kariera droga. :-)

Pan Krzysztof Adam pokazał, że ktoś jednak bada, ba, nawet z całkiem intrygującymi wynikami - także nie twórzmy durnych teorii spiskowych. Tyle, że to wciąż zbyt mało i zaledwie początek przyczynku do wyciągnięcia ewentualnych wniosków (bądź ich braku). Czyli jednak nie "wystarczy spojrzeć na ludzi na ulicach".

oto Natalia Julia Nowak

Czy telegonia działa u ludzi?

Tego nikt nie zbada, bo mężczyźni nie chcą czekać z seksem do ślubu. Przynajmniej tutaj, w Polsce. Była już dyskusja o sprzeciwie facetów wobec "kupowania kota w worku". Może Pan sobie poczytać:

http://www.prawica.net/comment/129418#comment-129418

Proszę zacząć lekturę od komentarza pt. "Modelowy przykład sprawdzacza". Debata ciągnie się do końca strony.

oto Krzysztof M

Nie udowodnił? :-))) A

Nie udowodnił? :-))) A istnienie elektronu udowodniono? :-)) Akupunkturą zablokowano alergię u dziecka. Na moich oczach. Ale to autosugestia, prawda? :-)

oto Krzysztof nr2

Meta-komentarz@tez do komentarzy

Autor(@komentujacy) nie douczyli sie (pewnie nic ich nie uczono na lekcji religii) o religiach i "wyzszosci" Chrzescijanstwa@i tu ciagle udoskonalanej interpretacji i rozumienia Pisma Sw. (tez innych textow "swietych"). Byla szansa w nauce religii ale jak widze sposob jej prowadzenia (jak chyba dawnego uczenia na pamiec tekstow z Soboru Trydenckiego) to psu na bude. Religia (czy teologia) jak kazda dziedzina wiedzy nauk humanistycznch i naturalnych sie rozwija@dziela sa (lepsze,gorsze) publikowane. Wlasnie problem "cierpienia" sprowokowal napisanie ks.Rodzaju roz.3 jako polemika z fantazjami Grekow, Babilonczykow czy Egipcjan; "cierpienie" - to albo choroba,albo atak swiata z zewnatrz (w tym najblizszych). Niestety,ale poza Chrzescijanstwem to inni "bajają'; "oswieceni"Buddysci pleca banialuki; co zrobic z "cierpieniem"? Hm, to "krzyz" o ktorym mowi Jezus z Nazaretu (zwany Chrystusem ale tyllko po Zmartwychwstaniu- nie wiecie? To wszystko w Biblii,tylko trzeba biblistow najdoskonalszych by wam to wyjasnili albo JA). Coz, po Pawle zWlodkowic tylko O.J.M.Bochenski b.duzo tu wniosl (wklad logiki w interpretacji dogmatow, Logic of Religion, 1965,tez. art. 1938 w Varsowia Theologica),ale jak sam teoretyk logiczny tez nie mial osobistego doswiadczenia Boga (jak mistycy czy Prorocy) mozliwego dla kazdego,kiedy wlasnie w sytuacji "cierpienia" tylko Bog mowi we wnetrzu co masz robic, a nie (durny) Najwyzszy Kaplan czy Guru czy towarzyska dzicz kawiarniana; wlasnie tylko w Chrzescijanstwie 1szy przykazanie Dekalogu to Czcij Boga. Coz,jak w historii nie wiedzi sie owej reki dzialajacego Boga (owe ks.Wyjscia 3,14 "Jestem") to po holere owa lekcja religii? O.Bochenskimimo tylko paru bledow jednak wskazal, ze status dogmatu jest nie-nienomylny jako czasowej interpretacji ale udoskonalany jak w naukach scislych (np. od Newtona do Einsteina czy Heisenberga).Ilu to wie? ps. JPII byl b.d etykiem i kaznodzieja ale tradycyjnym teologiem czy laikiem w naukach scislych.Szkoda, bo dopiero wlasnie logika XXwieczna precyzyjnie ujawnia odwieczne glupoty sporow chrystologicznych i konfliktu z Mojzeszowcami czy Allahowcami; tu glownie definicja deskrypcji (B.Russell, 1910), semantyka (A.Tarski, 1933) czy zwykla implikacja materialna (juz Stoicy) wlasnie zastosowana przez sw.Atanazego w sporze z Ariuszem (nie zadne slowa Pisma Swietego) ale i on i jego przeciwnicy nie mogli znac ...odkryc z 20 wieku (absolutnej) logiki. To nie teoria; ostrzegalem e-mailem, Najdoskonalszego Teologa R.P.J.SAlija by sie nawrocil, wiec oczywiscie ignororowal ale....na Oplatku na UKSW i Semianarium po mojej (doskonalej) uwadze innemu prelegentowi o jego bledach,ten na mnie "skoczyl". Dostal w leb argumentem hermeneutyki i padl przy pulpicie: a sw. Jan pisze a ja "jest napisane, co sw. Jan pisze" to nie to samo, co historyczny Jezus mowil (np, u Synoptykow)-przyklad jak D.Swiety praktycznie zadzialal.

oto Krzysztof M

co zrobic z "cierpieniem"?

co zrobic z "cierpieniem"?

Każdy doświadczony psycholog potwierdzi: "Nie ma cierpienia - nie ma rozwoju".

oto Maciej Markisz

'Każdy doświadczony psycholog

'Każdy doświadczony psycholog potwierdzi...' - Skąd Pan to wytrzasnął?!

Oczywiście, by był rozwój konieczne są trudy, ale...
[Edycja: a po przemyśleniu skasowałem.]

oto Krzysztof M

Skąd Pan to wytrzasnął?!

Skąd Pan to wytrzasnął?!

Od samych psychologów.

każdy doświadczony psycholog i psychiatra skłaniają pacjentów/rozmówców do unikania cierpienia

A tak, jest taki nurt. Jeśli jednak staje się leitmotivem, to jest kulą u nogi. :-)

I właśnie - bez cierpienia

No właśnie... Jeśli mamy wybór: a) rozwój-cierpienie b) brak cierpienia, to wybieramy... Brak cierpienia. :-)

oto Maciej Markisz

Założenie. Ja bym po prostu

Założenie. Ja bym po prostu wykazał inne podejście, użył innych sformułowań:

- nie cierpienie i rozwój
- tylko: rozwój i wysiłek, zmęczenie i trudy.

oto Krzysztof M

Pan to powie prof.

Pan to powie prof. Dąbrowskiemu (dezintegracja pozytywna).

oto Natalia Julia Nowak

A ile dzieci

może mieć dziewica?

oto A. Stypuła

Proszę mi wybaczyć ciekawość,

ale chciałem się dowiedzieć czy Pani to pisze z praktyki, czy z teorii. Co zaś do odpowiedzi na Pani pytanie, to pozwoli Pani szanowna że się dyplomatycznie wstrzymam od odpowiedzi, jako że gdzieś słyszałem o takim przypadku... i wolę nie ryzykować.

oto Natalia Julia Nowak

Piszę z własnego doświadczenia,

bo sama nie tak dawno byłam dzieckiem i doskonale pamiętam, co się u mnie działo w starszych klasach podstawówki, w gimnazjum i w liceum.

oto Krzysztof M

Pani traumy nie są czymś

Pani traumy nie są czymś powszechnym. Błędem jest widzieć własne doświadczenia w roli normy, w roli średniej.

oto Natalia Julia Nowak

Jak komuś odpowiada

liberalizm obyczajowy w najbliższym otoczeniu, to nie czuje się straumatyzowany. Wręcz przeciwnie. Ale jak ktoś jest bardziej konserwatywny, to każdy dzień jest dla niego piekłem.

oto Maciej Markisz

Pani Natalio

Z całym szacunkiem dla Pani dorobku, dla Pani osoby, Pani Paulino, to w zasadzie temat do osobnego wątku, bloga... ale jak już rozmowa trwa o dziewictwie w postach i chętnie Pani odpowiada, powiem Pani, że w żadnym razie nie przekonuje mnie Pani z tym dziewictwem i tematami rozwiązłości - za każdym razem, gdy wspomina Pani.

To trochę takie huśtawkowe dla mnie, przeciw-biegunowe dla pełnej rozwiązłości.

'Jestem dziewicą, jestem dziewicą, niech świat to uszanuje, doceńcie to!' - Może trochę przejaskrawiam, a może pocelowałem w sedno. Uważam, że powinna Pani nabrać dystansu do tematu dziewictwa, erotyki, seksualności, seksu i do siebie.

Komentowanie norm i rzeczywistości poprzez głównie osobiste doświadczenie - a raczej brak błędów i doświadczeń - też nie jest pełny i właściwy.

Jak ktoś rozwiązły i niemoralny, przekonujący do postaw hedonistycznych, tak Pani, z całym szacunkiem, nie przekonuje. Nie jest Pani lepsza od swoich rówieśników, bardziej moralna, tylko z jakiś względów w życiu ma Pani mniej albo dużo mniej doświadczeń i ,,wrażliwości seksualnej'.

Pani nieco brzydkie wypowiedzi o dzieciach - cyt. 'bachory' - także dają wiele do myślenia. Pani chciała by zmienić świat pod siebie, a tak się nie da. Świat nie jest idealny, świat jest ułomny, seksualność i pożądanie to część grzeszności chrześcijanina, część niedoskonałości, ułomności człowieczej.

Polecam głębokiemu przemyśleniu, ale pozdrawiam serdecznie.

oto Natalia Julia Nowak

Czyli hedoniści mają prawo

narzucać swoją postawę otoczeniu, wyśmiewać ludzi żyjących inaczej, zmuszać bliźnich do obcowania z niechcianymi treściami (jak uczniowie wciskający rówieśnikom pornografię albo lewacy wprowadzający obowiązkową seksedukację typu "B"), a ofiary nie mają prawa nawet się bronić?

oto Krzysztof M

(jak uczniowie wciskający

(jak uczniowie wciskający rówieśnikom pornografię albo lewacy wprowadzający obowiązkową seksedukację typu "B"), a ofiary nie mają prawa nawet się bronić?

Proszę podziękować rówieśnikom pani rodziców. To oni "nie chcieli porządków Giertycha" w szkołach.

oto wzl

O jej!

Z całym szacunkiem dla Pani dorobku, dla Pani osoby, Pani Paulino

O jej! Jak Pan nie może zapomnieć o tej Paulinie Kaufmann. Już tyle czasu jej tu nie ma. Ale jak mawiają nasi przyjaciele zza Odry: alte Liebe rostet nicht (stara miłość nie rdzewieje).

oto Krzysztof M

A ile dzieci może mieć

A ile dzieci może mieć dziewica?

Przygarniętych? Od groma! :-)

oto Natalia Julia Nowak

Szanowni Państwo Hedoniści!

Ja do Was nic nie mam. Żyjcie, jak chcecie, bawcie się dobrze. Tylko... na bogów, bądźcie Wy dorosłymi ludźmi! Już wykształconymi, uformowanymi światopoglądowo, doświadczonymi życiowo, rozumnymi, przewidującymi, myślącymi samodzielnie, niepodatnymi na manipulację, odróżniającymi rzeczywistość od fikcji. Realizujcie swój styl życia z innymi dorosłymi, ale strzeżcie przed nim dzieci, które nie mają jeszcze ustalonej tożsamości, doświadczeń życiowych, wiedzy o świecie, umiejętności przewidywania konsekwencji swoich czynów ani zdolności do samodzielnego podejmowania decyzji. Proszę Was tylko o tyle. Nie chcę niczego więcej.

Już zrobiłam dla Was dobrą rzecz, bo opowiedziałam się za antykoncepcją, aborcją na żądanie, dobrowolną eutanazją, legalnością pornografii oraz jednopłciowymi związkami partnerskimi (a kiedyś byłam przeciwko takim rozwiązaniom!). Szanuję Wasze wartości i płynące z nich wybory. Ale w zamian oczekuję, że Wy uszanujecie moje. Nie musimy się nawzajem ganiać z siekierami. Możemy żyć obok siebie jak dobrzy sąsiedzi. Jednak takie dobrosąsiedzkie relacje wymagają zgody i zaangażowania obu stron.

Pozdrawiam serdecznie.

N.J. Nowak

oto Krzych Adam

Jak to dobrze, że nie jestem ani Hedonistą, ani nawet hedonistą!

Bo najwyraźniej dzięki temu mam pełne prawo się czuć zwolniony z szanowania wartości jakie rzekomo niosą z sobą antykoncepcja, aborcja na żądanie, dobrowolna eutanazja, legalność pornografii oraz jednopłciowe związki partnerskie. To bardzo mnie ucieszyło, że oczekuje Pani takiego szanowania jedynie od owych Hedonistów, kimkolwiek oni są. W przeciwnym wypadku, znaczy gdyby taki szacunek miał być wymagany ode mnie, niestety musiałbym odmówić, gdyż w mym pojęciu te "wartości" nie są niczym godnym szacunku.

Sprecyzuję jedynie, co do jednopłciowych związków partnerskich, że mój brak szacunku nie oznacza, ze chciałbym uczestników takich związków np. wytarzać w smole i pierzu, albo w jakiś inny sposób piętnować. Po prostu proszę nie oczekiwać ode mnie szacunku, nic więcej.

oto Krzysztof M

dzieci, które nie mają

dzieci, które nie mają jeszcze ustalonej tożsamości, doświadczeń życiowych, wiedzy o świecie, umiejętności przewidywania konsekwencji swoich czynów ani zdolności do samodzielnego podejmowania decyzji. Proszę Was tylko o tyle. Nie chcę niczego więcej.

Święte słowa.

oto Maciej Markisz

Pani Natalio jaki target

Ciekawy apel, czysty, wyrazisty - ma to, co potrzebne i na tym się skupia - godny większej dyskusji na temat. Ale, jak mówiłem, wciąż Pani ,,miesza'' osobiste doświadczenia, porażki, przykrości, których Pani doświadczyła już w przeszłości z tematem takim jak wyrabianie sobie światopoglądu przez osoby dorosłe.

Zwraca się Pani przecież w tym apelu do dorosłych i dojrzałych, a pani wcześniejsze posty opisywały dzieci, młodzież, młodocianych, a przynajmniej młodych-niedojrzałych.

oto Natalia Julia Nowak

Może za ostro się wyraziłam w kwestii tych dzieci.

Ale chodzi mi o to, że skoro nie można ich ochronić przed złym wpływem mediów, rówieśników, szkoły i organizacji pozarządowych, to nie ma sensu sprowadzać ich na świat. Ja bym nie chciała się urodzić w XXI wieku, bo obecnie jest jeszcze gorzej niż w moich czasach szkolnych. Na pewno nie podjęłabym się wychowywania żadnego dziecka. Gdybym miała noworodka, zostawiłabym go w szpitalu zaraz po porodzie, bo czekanie na cud (czyli na to, że dziecko nie zetknie się z patologiami współczesnego świata) mogłoby mnie srodze rozczarować.

oto A. Stypuła

Licha teoria -

nigdy nie była Pani matką.

Na dodatek dzieci nie przychodzą z gwarancją. Jedyne co może ich Pani nauczyć, to rozróżniać dobro od zła - to tak gdyby się jednak Pani przytrafiło...

oto Natalia Julia Nowak

Religia jest dla ludzi szczęśliwych.

Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy, to traci wiarę w Boga ("Gdyby Bóg istniał, toby do tego nie dopuścił") albo zmienia poglądy religijne ("Bóg nie jest kochającym ojcem, lecz okrutnym tyranem").

oto Krzysztof M

Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy

Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy, to traci wiarę w Boga

To oznacza, że go źle nauczono. :-) Bóg, to nie jest ktoś, kto manipuluje naszym życiem. :-) Ale wielu sądzi, że tak jest.

oto JerzyK

Nieporozumienie, a raczej: niezrozumienie

Stąd może w jakieś mierze gloryfikacja nieszczęścia, bólu i cierpienia, prowadząca do takiej interpretacji (Mt 5,4), iż to dobrze, że cierpisz, to dobrze, że cię boli, bo to właśnie cierpienie i ból są drogą do Boga, więc im więcej tego cierpienia, tym lepiej dla ciebie, a jeśli już jest go umiarkowanie, to się ciesz i w nim trwaj, nie przestawaj go doświadczać, bo dostaniesz nagrodę w Niebie. Takie odwrócenie, zamiast wyzwolenia z cierpienia, prolongacja (utrwalanie stanu) cierpienia.

Nie wiem, skąd sie bierze taka interpretacja i czy autor z nią się zgadza...
Ze słów

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

w żadn sposób nie wynika, że błogosławiony jest stan smutku!
A co, jeśłi przyczyna smutku jest zazdrość? Człowiek jest smutny, a nawet cierpi, bo oto jego sasiad ma nowy samochód i rozbudowuje dom, a jemu brakuje do pierwszego....Czy dobry chrześcijanin może przezywac taki stan jako swoje nieszczęście? I czy dostapi zbawienia z tego tylko powodu, że jest nieszczęśliwy z zazdrości???
Człowiek może się smucić z róznych powodów spowodowanych zyciem w niedoskonałym świecie. Moga to byc powody obiektywne, bo i tak się zdarza. Chrystus obiecuje, ze ci, którzy dostapią zbawienia będa pocieszeni, czyli nie będa mieli powodu do smutku.
Stan smutku pochwalany jednak nie jest!

A co z bogatym sąsiadem?

A nic! Także może dostapić zbawienia. Jednak musi pamiętać o tym, że "łatwiej wielbłądowi przejśc przez ucho igielne, niż bogatemu wejśc do Królestwa Niebieskiego".
I tu jest sedno.

oto JerzyK

Czy aby na pewno warto?

Warto też na chwilę wrócić na wschód i przypomnieć, że zdaniem hinduistycznej jogi, dla której celem jest oświecenie, najbardziej sprzyjającą owemu oświeceniu jest... przeżywana przez człowieka - rozpacz. Tnie ona więzy człowieka ze światem i pozwala mu na podążanie drogą tej - w jakiejś mierze - religii.

Rozpacz to taki stan umysłu, który wyłacza logiczne myslenie. Prymat nad myśleniem zyskuja ekstremalne stany emocjonalne.
Rozpacz prowadzi do zatracenia, nie do żadnego Boga. Dotyczy to także hinduistów.
Bóg dał człowiekowi Ziemię, aby "czynił ją sobie poddaną". Gdzie tu miejsce na jakąś rozpacz? Masz zadanie do wykonania, człowieku! Bierz się do roboty, zamiast rozpaczac nad bezsensem istnienia!
Normalny człowiek własnie wtedy kieruje swoje myśli do Boga, kiedy przezywa jakieś przyjemności, wrażenia estetyczne, nie mówiąc o stanie euforii czy ekstazy...
Czy nie zdarzylo się nikomu, kto wszedł na wysoka górę i podziwia wspaniałe widoki, że się zachwycil wspaniałością boskiego stworzenia?

oto JerzyK

Cała tutejsza dyskusja o dzieciach, jaka wszczęła pani Natalia

jest po prostu żenujaca...
Tak jak gdyby nikt z dyskutantów sam nie miał własnego dziecka, albo zapomniał jaki był w dzieciństwie...
Tymczasem przytłaczająca większośc ludzi ma naturalne wyczucie i pragnienie dobra.
Jest to coś, co się nazywa "prawo naturalne". Również w patologicznych rodzinach, np. alkoholików wyrastaja wartościowi ludzie, ponieważ jako ludzie dorośli pamiętają własne trudne dzieciństwo i chcą uchronić swoje rodziny przed takim losem. Oczywiście tak postepuja ludzie inteligentni, nie tępi z natury, to chyba oczywiste...
Człowiek normalny wzrastając w normalnej rodzinie uczy się panowac nad swoimi instynktami i panować nad swoimi emocjami. Na tym własnie polega cywlizacja i tym człowiek rózni się od zwierzęcia.

oto JerzyK

Właściwie ostatnie zdanie napisalo mi się z rozpędu

bez większego sensu.
jeśłi ktoś interesowal się życiem zwierząt, ten wie, że również zwierzęta żyjące w stadach uczą sie zachowań "cywilizowanych", czyli akceptowanych przez stado. Również zwierzęta ucza się panować nad swoimi emocjami i wykazują działania "prospołeczne" oraz empatię.
Ludzie mogliby się naprawde sporo nauczyc np. od wilków uwazanych - niesłusznie - za strasznie dzikie i niebezpieczne zwierzeta.
Polecałbym zwłaszcza pani Natalii, aby zajęła się badaniem życia zwierząt, zamiast znęcac się nad Bogu ducha winnymi dziecmi!

oto Maciej Markisz

JerzyK

'Jest to coś, co się nazywa "prawo naturalne".' - A ostrożnie z tym jednolitym, pewnym i biało-czarnym odnoszeniem się do prawa naturalnego - przynajmniej ja tak doradzam. Ponieważ ,,szkoła prawa naturalnego'' z czegoś powstawała, została ukształtowana. I proszę mi wyjaśnić problematykę taką, że znakomita większość starożytnych myślicieli odwołujących się do rozumu, poukładanego porządku rzeczy na świecie i dążenia do jasnego umysłu, ukształtowanego prawa i do dobra - równocześnie popierała, a przynajmniej akceptowała:

- własne nic-nie-robienie i zbijanie bąków, utrzymanie przez swego władcę

- niewolnictwo jako zgodne z prawem.

Odpowie Pan konkretnie na ten oczywisty paradoks?

oto Natalia Julia Nowak

Jak nie hedoniści, to stulejarze!

Z najnowszych badań wynika, że 12,5% Brytyjczyków urodzonych w latach 1989-1990 to dziewice i prawiczki. Cóż to się stało? Nagle młodzież brytyjska zaczęła czekać z seksem do ślubu? Nic bardziej mylnego...

Młodzi nie współżyją, bo:

- są dobrze poinformowani w kwestii chorób przenoszonych drogą płciową i panicznie boją się zarazy
- panicznie boją się wpadki
- panicznie boją się wyśmiania (są głęboko zakompleksieni, uważają się za brzydszych i mniej sprawnych od postaci z mediów i filmów pornograficznych)
- panicznie boją się upokorzenia (np. tego, że zostaną potajemnie sfilmowani i pokazani w Internecie)
- mają serdecznie dość erotyki, którą są karmieni od urodzenia (przez całe życie słyszą tylko "seks, seks, seks" i dostają już odruchu wymiotnego)

Badanie zrealizowano na prestiżowej uczelni University College London w ramach inicjatywy Next Steps Project. Naukowcy, chcąc zbadać zwyczaje seksualne najmłodszych, od kilkunastu lat obserwowali grupę ponad 16 tysięcy osób urodzonych od 1989 do 1990 roku. Pierwszy sondaż z ich udziałem wykonano, kiedy ukończyli 14 lat. Kolejny 12 lat później. Na tej podstawie doszli do zaskakujących wniosków.

Okazuje się, że współcześnie aż co ósma osoba w wieku 26 lat wciąż jest dziewicą lub prawiczkiem. To dokładnie 12,5 procent. Tylko skąd wiadomo, że to dużo? Podobny eksperyment wykonano wcześniej. W poprzednich generacjach wskaźnik ten wynosił już tylko 1 na 20, czyli 5 procent. Młodzież nie staje się więc coraz bardziej rozwiązła, ale wręcz przeciwnie - boi się seksu, jak jeszcze nigdy w historii.

Z czego to wynika? Najprawdopodobniej winny jest wszechobecny w mediach, rozmowach, sztuce, reklamie i wszystkich innych dziedzinach życia seks. Odczuwamy przesyt tym tematem.

https://www.papilot.pl/pogotowie-erotyczne/ile-jes...

https://www.papilot.pl/pogotowie-erotyczne/ile-jes...

https://www.papilot.pl/pogotowie-erotyczne/ile-jes...

https://www.papilot.pl/pogotowie-erotyczne/ile-jes...

oto Maciej Markisz

Pani Natalio, Julio

Wiele z tych argumentów do mnie nie trafia.

1.) Badanie to tylko badanie, niekoniecznie odzwierciedla rzeczywistość; przykładem błędne sondaże polityczne, przedwyborcze.

2.) Wstrzemięźliwość seksualna była zawsze, tylko teraz w mediach podejmuje się chętniej i bez skrępowania takie tematy/dyskusje.

3.) Choroby i zaburzenia, a nawet brak zdrowego i spokojnego trybu życia... Powodami są, faktycznie, porównywanie się do najlepszych/lepszych (wzorce aktorów/gwiazd/mega-gwiazd przemysłu porno), ale także współczesne choroby i bolączki cywilizacyjne; nerwice, zaburzenia snu, alergie, stres, porażki, codzienna agresja, przepracowanie, choroby serca i ciśnieniowe, a także zaawansowana cukrzyca; z polskich seksuologów Lew Starowicz niejednokrotnie o tym pisał w swoich artykułach i książkach.

oto Maciej Markisz

p. Natalio

,,- mają serdecznie dość erotyki, którą są karmieni od urodzenia (przez całe życie słyszą tylko "seks, seks, seks" i dostają już odruchu wymiotnego)'' - To stwierdzenie jest według mnie przesadą i jest nieprawdziwe. warto podkreślić zjawisko życia z wyboru, a nie obaw; zjawisko 'singiel/singielka'. Coraz częściej niestety młodzi dokonują wyboru braku założenia rodziny, gdyż nie ma obecnie ,,promocji'' i stawiania na rodzinę. Lansuje się karierę, umiejętności jako drogę, gry, gadżety, szybkość i umiejętność przebijania się łokciami. Erotyka/seks moim zdaniem jednak zawsze interesują powszechnie masy ludzi jak i interesowały zawsze w przeszłości i bardzo dalekiej przeszłości.

oto Natalia Julia Nowak

Maciej Markisz

A ja żyję w czystości i też nie zamierzam zakładać rodziny. Zresztą, i tak byłoby to niemożliwe, bo nigdy nie znajdę mężczyzny gotowego poczekać z seksem do ślubu. Jeśli jest Pan taki mądry, to może mi Pan powie, gdzie niby miałabym szukać takiego faceta? Chyba nie wśród moich rówieśników, którzy w wieku 16 lat symulowali stosunki seksualne w szkolnym korytarzu, a na imprezach zapewne robili jeszcze gorsze rzeczy? Piszę "zapewne", bo ja na żadne imprezy nie chodziłam i nie chodzę.

oto Maciej Markisz

Pani Natalio

Pani Natalio, nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek gdziekolwiek mądrzył się wobec Pani, Uważam Panią za patriotkę dobrze znającą historię swojej ojczyzny, dlatego z pewną przykrością patrzę na Pani osobiste perypetie życiowe w sferze męskiej>damskiej. W życiu nie ma ogólnych recept, które sprawdzą się we wszystkich jednostkowych przypadkach, ale jeśli coś Pani postanawia, nazwijmy to na chwilę umownie, bardzo ambitnie, to w konsekwencji powinna Pani wykazywać się logicznym uporem. Myślę sobie, że jednak się i mężczyźni niedoświadczeni seksualnie, i nawet tacy, co poczekają do ślubu. Jest ich pewnie w dzisiejszych czasach mało albo bardzo, bardzo mało, ale są. Najpierw trzeba się zakochać, by odmawiać tego seksu.
O tematach dziewictwa chętniej wypowiem się jeszcze, ale to ogólne forum publiczne, więc na tym skończę, jeśli założy Pani taki wątek lub ktoś założy, chętnie podyskutuję, a teraz na tym kończę. Zyczę, w każdym razie, powodzenia w wiadomej sprawie, jako i ogólnego powodzenia w życiu. Mam nadzieję, że zmieni Pani zdanie i założy rodzinę, znajdując i porządnego faceta, i fajnego równocześnie. Pozdrawiam.

oto Natalia Julia Nowak

What the hell is "porządny facet"?!

Co z tego, że mężczyzna legitymuje się dyplomem wyższej uczelni, ma ciekawą pracę, jest inteligentny, zrównoważony psychicznie, dobrze wychowany, zdrowy, bez nałogów, skoro nie chce czekać z seksem do ślubu? Cóż mi po takim księciu z limitem cierpliwości? Przecież on ma wszystko... oprócz tego, czego szukam. Proszę zobaczyć, ilu jest porządnych facetów na PN. A jednak z ich wypowiedzi wynika, że nie byliby skłonni pościć przez 2-3 lata dla jakiejś "cnotki niewydymki" niesprawdzonej pod względem dopasowania łóżkowego.

To ja już wolę stulejarza i nieudacznika. Ale nieudacznictwo też ma swoje granice. Nie poślubiłabym mężczyzny niewykształconego, zadłużonego albo zrujnowanego przez własną głupotę. Poza tym... mąż powinien przewyższać żonę pod każdym względem, czyż nie? A przynajmniej nie powinien być od niej gorszy. Skoro mam tytuł licencjata, to oczekuję, że mój facet będzie się legitymować tytułem równorzędnym lub wyższym (licencjat, inżynier, magister, magister inżynier, doktor, doktor habilitowany, profesor zwyczajny, lekarz, lekarz dentysta, lekarz weterynarii). No dobrze... Wykształcenie "niepełne wyższe" albo policealne mogłoby ujść, ale typek po szkole średniej/zawodowej zdecydowanie odpada.

Interesują mnie kawalerowie i starzy kawalerowie. W najgorszym wypadku: rozwodnicy lub wdowcy, ale bez zobowiązań alimentacyjnych. Alimenciarz nie wchodzi w grę, samotny ojciec też nie. Co do rozwodnika... No, trudno byłoby mi takiemu zaufać. Jak to się stało, że już jedno małżeństwo mu się rozpadło? Skąd pewność, że nie przydarzy mu się to po raz drugi? Z wdowcem nie ma takiego problemu. Żona mu umarła - ot, cała filozofia. Może była nieuleczalnie chora albo wpadła pod tramwaj?

W 2016 roku w województwie świętokrzyskim żyło 46.236 mężczyzn w wieku 25-29 lat, 51.650 mężczyzn w wieku 30-34 lata i 50.024 mężczyzn w wieku 35-39 lat (źródło: Polskawliczbach.pl/swietokrzyskie).

Nasuwają się następujące pytania:
- ilu spośród nich to hetero-, bi- i aseksualiści o męskiej płci biologicznej (odpadają homoseksualiści, obojnacy i osoby transpłciowe)?
- ilu spośród nich jest stanu wolnego (kawalerowie, starzy kawalerowie, rozwodnicy/wdowcy bez dzieci)?
- ilu spośród nich byłoby dla mnie odpowiednią partią (wykształcenie, charakter, styl życia, stan zdrowia, światopogląd, niekaralność, narodowość polska)?
- ilu spośród nich byłoby mną zainteresowanych?
- ilu spośród nich zgodziłoby się poczekać z seksem do ślubu?

oto Maciej Markisz

p. Natalia Julia

Cyt. ,,Proszę zobaczyć, ilu jest porządnych facetów na PN. A jednak z ich wypowiedzi wynika, że nie byliby skłonni pościć przez 2-3 lata dla jakiejś "cnotki niewydymki" niesprawdzonej pod względem dopasowania łóżkowego.

To ja już wolę stulejarza i nieudacznika. Ale nieudacznictwo też ma swoje granice. Nie poślubiłabym mężczyzny niewykształconego, zadłużonego albo zrujnowanego przez własną głupotę. Poza tym... mąż powinien przewyższać żonę pod każdym względem, czyż nie? A przynajmniej nie powinien być od niej gorszy. Skoro mam tytuł licencjata, to oczekuję, że mój facet będzie się legitymować tytułem równorzędnym lub wyższym (licencjat, inżynier, magister, magister inżynier, doktor, doktor habilitowany, profesor zwyczajny, lekarz, lekarz dentysta, lekarz weterynarii). No dobrze... Wykształcenie "niepełne wyższe" albo policealne mogłoby ujść, ale typek po szkole średniej/zawodowej zdecydowanie odpada.'' -

- To jest po prostu postawa roszczeniowa - charakterystyczna dla młodych kobiet obecnie, postawa roszczeniowa typowa dla pokolenia, które tak chętnie Pani krytykuje...

W ten sposób to świat faktycznie coraz bardziej będzie pełnym starymi pannami.

Zamiast modzić, modzić, modzić i skreślać z góry kandydatów lub określać siebie singlem, uczciwiej jest powiedzieć: nie, nie chcę być z mężczyzną na stałe. Albo: mężczyźni mnie nie interesują. I już, koniec.

oto Natalia Julia Nowak

W jakiej kulturze Pan się wychował?

Bo chyba nie w naszej.

Po pierwsze: w naszej kulturze panna jest zobowiązana zachować dziewictwo do ślubu lub do końca życia. To jest absolutny mus. Ale żeby można było wyjść za mąż w stanie dziewiczym, potrzebny jest kawaler, który zgodzi się trochę poczekać z seksem. A takich kawalerów obecnie brakuje.

Po drugie: w naszej kulturze żona powinna zajmować się domem (i dziećmi, jeśli się pojawią), a mąż - pracować zawodowo i zapewniać rodzinie byt. Dlatego przy wyborze współmałżonka bierze się pod uwagę jego możliwości związane z utrzymaniem przyszłej rodziny. Kawaler nie musi być bogaty, ale ważne, żeby był zaradny i posiadał zdrowy rozsądek. Przynajmniej w stopniu umiarkowanym.

Po trzecie: żaden normalny mężczyzna nie pozwoli sobie na takie upokorzenie, jak dominująca partnerka w relacji damsko-męskiej. Jeśli kobieta jest lepiej wykształcona, więcej zarabia, osiągnęła większy sukces, to mężczyzna może mieć poczucie zranionej dumy. A to, niestety, źle wróży takiemu związkowi.

Pozdrawiam serdecznie.

oto Zbyszek S

@Natalia Julia Nowak

Jeśli kobieta jest lepiej wykształcona, więcej zarabia, osiągnęła większy sukces [niż mężczyzna...] to, niestety, źle wróży takiemu związkowi.

Czy z tego wypływa wniosek, że dążenia kobiet do kariery zawodowej, dochodów, niezależności i ambicji są trendem zmniejszającym szanse na trwałe rodziny w społeczeństwie??

oto Natalia Julia Nowak

Zbyszek S

Czy z tego wypływa wniosek, że dążenia kobiet do kariery zawodowej, dochodów, niezależności i ambicji są trendem zmniejszającym szanse na trwałe rodziny w społeczeństwie??

W chwili obecnej tak to właśnie wygląda, o czym świadczy plaga rozwodów (w Polsce rozpada się aż 30% małżeństw). Jak ma przetrwać związek dwojga karierowiczów? Relacja, w której obydwoje - mężczyzna i kobieta - są przemądrzali, apodyktyczni, egoistyczni i wiecznie zestresowani? Układ, w którym każda ze stron chce postawić na swoim, bo się czuje samodzielna, niezależna i gotowa odejść (bez żadnego szwanku dla siebie) o każdej porze dnia i nocy?

W takim małżeństwie żona nie widzi w mężu opiekuna ani przewodnika. Widzi w nim... hmmm... "chłopaka" jak w czasach szkolnych. A przecież z "chłopakiem" można zerwać po pierwszej kłótni i znaleźć sobie nowego "chłopaka". Również mąż mający żonę-karierowiczkę nie czuje się jakoś specjalnie odpowiedzialny za nią i za dzieci. Przecież ona doskonale poradziłaby sobie bez niego. Jak coś jej nie pasuje, to niech zjeżdża. Facetowi z udaną karierą łatwo będzie znaleźć nową partnerkę - młodszą, głupszą i ładniejszą. A ksantypa niech idzie w siną dal. Niech żyje sama albo znajdzie sobie jakiegoś frajera (może 20-letniego chłopaczka, któremu będzie mogła matkować?).

Kolejna sprawa: jeśli oboje rodzice robią karierę, to nie mają zbyt dużo czasu dla dzieci. No więc kto ma te dzieci wychowywać? Funkcję wychowawczą coraz częściej przejmują media, rówieśnicy, organizacje pozarządowe, a także szkoła, której program nauczania zależy od polityków z ministerstwa edukacji. Skutki są opłakane. A jeżeli rodzice się rozwodzą (co u karierowiczów jest dosyć częste), to dzieci zostają dodatkowo okaleczone emocjonalnie. Często na całe życie. Proszę zobaczyć, jak wielu seryjnych/masowych morderców i zwyrodniałych sadystów to synowie samotnych matek. Rozpad rodziny w dzieciństwie skutecznie "zrył im banię".

Kariera zawodowa jest dobra dla bezdzietnych starych panien. Ale bezdzietne stare panny powinny pamiętać, że ich psim obowiązkiem jest trzymać nóżki złączone. Nie ma przeproś. 38-letnia businesswoman, która zrobiła doktorat z ekonomii i prowadzi świetnie prosperującą firmę, podlega takim samym zasadom moralnym jak 16-letnia licealistka przeżywająca burzę hormonalną. Panna to panna. Panieńskie prawa i obowiązki są jednakowe dla wszystkich panien. Nie uznaję talmudycznego dzielenia włosa na czworo, różnicowania kobiet w zależności od zmiennych demograficznych ("30-letnia panna z tytułem magistra może więcej niż 20-letnia panna po zasadniczej szkole zawodowej, ale mniej niż 40-letnia panna przygotowująca rozprawę habilitacyjną").

Wszystkie panny są równe wobec prawa moralnego, co nie oznacza, że mają jednakowe szanse na znalezienie wartościowego męża. Również szanse na zajście w ciążę i urodzenie zdrowego dziecka nie są jednakowe dla wszystkich panien. Inaczej przedstawia się sytuacja brzydkiej 55-letniej profesorki po menopauzie, inaczej - pięknej, atrakcyjnej, zdrowej jak ryba 24-latki, a inaczej - przeciętnej 32-latki z zespołem policystycznych jajników, która ma owulację "raz na ruski rok".

Ja zawsze planowałam, że po studiach zostanę albo bezdzietną starą panną, albo gospodynią domową (housewife). Nie podoba mi się model rodziny, w którym kobieta próbuje pogodzić karierę zawodową z obowiązkami domowymi. Ale dzisiaj mężowie często zarabiają tak mało, że żony MUSZĄ pracować, aby pomóc swoim mężczyznom w utrzymaniu rodziny.

oto Maciej Markisz

p. Natalia Julia

Ja wychowałem się w polskiej kulturze lat 80 i 90. Po prostu szło się na kawę lub do kina z osobą, która się spodobała i była okazja styknąć. Czasem było to poprzez imprezę (to już w latach 90 w moim przypadku). Jak się dobrze rozmawiało, to potem znów. Ludzie oceniali to, jak się gada, czy fajnie, opcjonalnie oceniało się osobę; czy jest szczera. I tyle. Reszta była chodzeniem, pożądaniem, grzeszeniem lub nie, wszystko jedno, sympatią, zadurzeniem, zakochaniem. Ludzie łatwiej się zakochiwali - cóż z tego, że część związków była porażkami, są zawsze - bo nie kombinowali, nie osądzali, nie było postawy roszczeniowej, ot, cała filozofia. Wszystko było prostsze, bo nie oceniało się CV partnera.

Pani idzie złą drogą, zapewniam Panią.

Cyt. ,,... Po trzecie: żaden normalny mężczyzna nie pozwoli sobie na takie upokorzenie, jak dominująca partnerka w relacji damsko-męskiej. Jeśli kobieta jest lepiej wykształcona, więcej zarabia, osiągnęła większy sukces...'' -

- Cóż za stereotyp. Pani jest, niestety, ale jak widzę, w części przypadków straszną niewolnicą dużych i okropnych stereotypów jak ten.
To kompletna bzdura, że facet nie może zarabiać mniej niż żona. Nawet w ciągu ost. 5 lat poznawałem takie związki. Dalej Pani sprowadza kobiecość/męskość do szablonu CV. Podejście straszne w przypadku związków.

oto Natalia Julia Nowak

Młodzieńcze miłości są piękne,

ale silne emocje nie będą trwały wiecznie. Co małżonkom pozostanie, gdy już skończą się "ochy" i "achy"? Na czym będzie się opierać rodzina, skoro dotychczas jej jedynym fundamentem były niedojrzałe westchnienia? Dom trzeba budować na skale, a nie na piasku.

Wie Pan, skąd się wzięła obecna plaga rozwodów? Między innymi stąd, że ludzie biorą ślub pod wpływem buzujących hormonów. A gdy już hormony przestają buzować, pojawia się dojmująca pustka i potrzeba powtórki z rozrywki. Ludzie się rozstają i zaczynają rozglądać za kolejną "szaloną miłością". Kiedyś taki styl życia był charakterystyczny dla artystów i celebrytów, obecnie jest on standardem wśród szerokich mas społecznych. Niestety.

oto Maciej Markisz

p. Natalia Julia

Tak, młodzieńcze miłości są piękne. Człowiek poszukuje piękna, nie tylko młody, starszy jest już trochę zmęczony życiem, ale dalej na swój sposób poszukuje. A czasem nawet człek starszy odkrywa młodzieńczą energię i zapewniam Panią, że są różne ryzyka i różne drogi do piękna. I nawet starszym ludziom przydarzają się młodzieńcze zadurzenia i uniesienia.

,,Co małżonkom pozostanie, gdy już skończą się "ochy" i "achy"?'' - Pozostanie seks małżeński, dzieci, dom, obowiązki, rutyna - która też bywa fajna - wspólne zainteresowania i mnóstwo, mnóstwo innych rzeczy. Wspólne życie. Nie ma recepty na życie, rozwody zawsze będą, a fala rozwodów to właśnie znamię nowych czasów, część ludzi, niestety czyta takie wpisy jak Pani, szeregowanie ludzi po CV - to przenośnia - i kobiety szukają faktycznie partnera, co zarobi więcej i zaimponuje.

Plaga współczesnych rozwodów to rozwody, które za komuny tez by były, ale z wielu powodów nie odbyły się. Złe i kiepskie małżeństwa były zawsze.
Plaga współczesnych rozwodów to też znamię ostatnich kilkunastu lat; sprawa reklamy i mediów; prania mózgów ludziom.

I rozwody młodych ludzi i dość młodych, którym podetknięto, żeby przebierać, przebierać.

Poza tym mam jakieś wrażenie, że pani widzi świat zbyt czarno-biało. Myśli Pani, że jak są ochy i achy, to zaraz nie ma zainteresowań, pasji, zero szacunku? Świat nie jest zero-jedynkowy. A ochy i achy są bardzo ważne, musi być żar, a przynajmniej ciepło.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.