Czy mają odwagę Stalina? …czyli same pytania

Zrozumienie współczesności nie jest możliwe bez czytelnego ustalenia kto dąży do wojny światowej i to za wszelką ceną – a kto dałby równie dużo wiele, za jej uniknięcie. Kluczowe także dla naszej przyszłości i pytanie brzmi: jak wiele? Takich zagadek jest zresztą więcej i warto sobie przynajmniej uświadomić sam fakt istnienia pytań, nawet jeśli nie znamy jeszcze na nie odpowiedzi.

Póki co jasne wydaje się przede wszystkim jedno: Ameryka jest dziś jak wściekły pies, który w końcu musi kogoś ugryźć, więc ciągle gania i klapie szczęką. A potencjalni kandydaci do pogryzienia jak ten murzyn, który uciekając wkłada trampki. Nie po to, żeby być szybszym od psa, ale tylko od uciekającego najwolniej. Każdy kolejny dociskany przez USA: Korea, Chiny, Iran, Rosja stawia się, ale jednak osobno. Robi unik nie traci – ale i nie chcąc konfrontacji cieszy się, że jak w „Oszukać przeznaczenie” – na chwilę uniknął zagłady i teraz kostucha w stars and strips gania kogoś innego. Ale w nieskończoność tak przecież uciekać się nie da.

Kijowska lekcja

W lutym 2014 r. byłem w Kijowie. Chodziłem po prawie pustym już wówczas „Euromajadnie”, stanowiącym ledwie cień tego sprzed trzech miesięcy, służącym jako punkt handlu darami ubraniowymi z Polski i tło fotek dla turystów. Z tym żenującym obrazem udekorowanego flagami UPA i portretami Bandery śmietnika – kontrastował spokój, pewność siebie i zblazowanie moich rozmówców w centrali Patrii Regionów. Emanowali oni wręcz z zadowoleniem z tego, że teraz i Zachód, i Rosja będą musiały zabiegać o ich „życzliwość” (co otworzy zupełnie nowe możliwości zarobkowania), zaś cały ten bajzel na zewnątrz nie tylko mechanizm ten uprości, władzę wzmocni i co najwyżej pozwoli na kilka korzystnych dla młodszych kadr przesunięć w jej obrębie. A potem w ciągu kilku dni było po wszystkim.

Przypominam sobie tamtych zadowolonych „regionałów” za każdym razem patrząc na siłę spokoju niektórych rosyjskich czynowników. Nie tylko dlatego, że prezydent Władymir Putin w jednym z wywiadów udzielił niedawno odpowiedzi na nurtujące mnie przez te lata pytanie: co tam u licha naprawdę zaszło? Tzn. nie na ulicach i nie po przewrocie, bo to akurat jasne - ale co powstrzymało prezydenta Janukowycza przed opanowaniem sytuacji, czyli rozwiązaniem, które - jak się wydawało - w każdej chwili było w zasięgu jego ręki. Jasne, geopolityczna gra prezydenta Ukrainy była przejrzysta. Janukowycz zapragnął być Łukaszenką i Alijewem, a swój kraj, dryfujący dotąd biernie w stronę Zachodu - zamienić w regionalnego gracza, o którego względy obie strony globalnej gry powinny zabiegać. Przecenił jednak zarówno własną pozycję, jak i bieżące możliwości Ukrainy, nie tożsame przecież z jej potencjałem. Mimo to Janukowycz grał jak umiał, w istocie chuchając i dmuchając na Majdan, który jeszcze w 2013 r. mógł rozgonić dwiema armatkami wodnymi. Dzięki biwakującym na placu Niepodległości - prezydent miał jednak (jak zakładał) kartę do gry z Rosją, a dzięki Rosji - do gry z Zachodem. I w ciągu jednego dnia przekonał się, że grać to można, jeśli ktoś nie kopnie stolika. Najważniejsze bowiem okazało się nie to, co sobie Janukowycz kombinował i planował – tylko to, co teraz przyznał prezydent Putin ujawniając się jako ten czynnik, który ostatecznie powstrzymał oficjalny Kijów przed użyciem siły, bo „Amerykanie o to poprosili” i - jak się od razu okazało – „oszukali”.

To wyznanie Putina zrehabilitowało (nieco) Janukowycza, natomiast kompromituje dyplomację i strategię rosyjską, która wprawdzie miała prawo gniewać się na Janukowycza, że nie jest marionetką, ale przecie jeszcze bardziej nie miała powodów wierzyć w jakieś układy z Waszyngtonem. Jasne, przed „Euromajdanem” Rosji wymykała się cała Ukraina, a tak chociaż uzyskała na niej przyczółki, chroniące przynajmniej część ludności rosyjskojęzycznej, trudno więc mówić o jakiejś znaczącej porażce Moskwy, raczej o nieuzyskaniu wszystkich - potencjalnie znacznie większych korzyści. Zasadnicze, także dla Polski i reszty środkowej Europy - pytanie brzmi jednak: co Rosja i jej prezydent zrozumieli z ukraińskiej rundy konfrontacji z Ameryką i jakie wyciągnęli wnioski? Bo te są im potrzebne dokładnie teraz.

I tu musimy wrócić do skojarzenia z samozadowoleniem i samozaoraniem „regionałów” – a mianowicie postawy rosyjskich elit, a poniekąd i całego społeczeństwa.

Putin z PiS

Przede wszystkim należy zauważyć, że prezydent Putin o tyle prowadzi nieco... PiS-owską politykę zagraniczną, że spora część jego urobków zewnętrznych – również dokonywana jest na użytek wewnątrzkrajowy. Oczywiście różnica jest taka, że - w przeciwieństwie do III RP - Federacja Rosyjska coś tam jednak na skalę międzynarodową zyskuje. Jasne, nie tyle, ile by mogła i ile wymagałaby jej racja stanu - ale zawsze.

Fakty są bowiem takie, że jednocześnie nieuzasadniony jest rosyjski optymizm i samozadowolenie, sprowadzające się do odczucia, że „skoro Krym nasz - to wsio w pariadkie…!” i sprawy idą tylko w lepszym kierunku. Ale też i tak z kryzysu ukraińskiego Rosja, jak wspomniano wyżej - wyszła póki co lepiej, niż wyjść mogła i miała. Nadto od tego czasu osamotniona wcześniej, jeszcze mniej aktywna i zagoniona w geopolityczny narożnik - Moskwa nieco się z niego wychyliła, kręci się po globie i znajduje partnerów (choć wciąż nie bardzo chce wiedzieć do czego). I znowu - nie tyle to zasługa polityki rosyjskiej, co raczej kolejne państwa zdobywają potencjał i decydują się na podjęcie geopolitycznych gierek, trochę szlakiem Białorusi. Tak bowiem należy interpretować politykę najpierw Azerbejdżanu, Turcji, poniekąd także Pakistanu. Ale to znów, jak na chybotce - analogiczne skłonności objawia też choćby Kazachstan, a na obszarze Azji Środkowej integracja eurazjatycka wprawdzie nie cofa się, ale i jakoś spektakularnie nie pogłębia.

Fakt, że wszystko to są dowody na naturalność procesu bipolaryzacji świata, o którym cały czas mówi się i pisze, choć jego przeciwnicy zawsze będą starali się taki scenariusz przedstawić jako jakąs pro-lię czy -filię, nie bacząc, że chodzi po prostu o świat bez hegemona. Tylko czy współczesna Rosja jest w stanie utrzymać się w czołówce pracy nad takim przeorganizowaniem globu? Wbrew różnym bzdurom wypisywanym także i w Polsce – wszak i Stalin nie chciał wojny, w każdym razie nie w tamtym miejscu i czasie. A jednak ją przyjął – i wygrał. Przyjaciele Rosjanie, czy macie wy odwagę Stalina?

Niecierpliwość Zachodu

Wewnątrz rosyjskiego systemu władzy niewiele na to wskazuje. Weźmy chociaż narzucające się rozróżnienie między Białorusią a Rosją na tle samego przebiegu procesu decyzyjnego. Na Białorusi, w Prusach Słowiańszczyzny - decyduje wola. Jeśli coś ma być zrobione - zostanie zrobione, bo tak na odpowiednim poziomie zadecydowano. W Rosji w analogicznej sytuacji i tak najważniejsza będzie forma. Druki, numery, pieczątki, załączniki, przed którymi najwyższą nawet wola musi ustępować lub przynajmniej w których grzęźnie. Na Białorusi decyduje wola, w Rosji – forma.

Do tego dochodzi oczywiście czynnik ludzki. Jego słabość, zbiurokratyzowanie, drabiny hierarchii i zależności, mechanizm awansowy, rozbudowanie no i wspomniane zadowolenie, w połączeniu z przekonaniem, że może być tylko lepiej – oczywiście samym zainteresowanym. Gdyby Zachód tylko chciał poczekać – być może za kilka-kilkanaście lat Rosja sama wpadłaby mu w ręce, w uporze kota pakującego łeb w reklamówkę, z której nie będzie jej mógł wyjąć i w której się udusi. Tylko czy Zachód chce czekać?

W podobnej sytuacji, 101 lat temu Rosja byłaby zachodnia w przeciągu najbliższego pokolenia, ten proces już trwał od kilkudziesięciu lat w mentalności elit, a od kilkunastu lat w gospodarce. Ale wtedy właśnie, Zachód, uosabiany i kierowany przez siły rządzące Zjednoczonego Królestwa – okazał się niecierpliwy, postanowił wziąć wszystko, szybko, obalił carat, przejął bezpośrednie rządy w ramach systemu rewolucji lutowej – i obudził Rosję, która się krwawo i ciężko, ale katechonicznymi rękami i wolą bolszewików następnie obroniła. Czy scenariusz może powtórzyć się obecnie, kiedy Zachód może i wydaje się chcieć wziąć Rosję wojną i/lub upokorzeniem, zamiast spokojnie kontynuować jej infiltrację? A także jak dokładna byłaby ewentualna powtórka – i czy byłaby szansa, że skończy się tak samo jak w 1917 r. i później?

Rosja, rosyjskie elity nie chcą wojny, chociaż jej wynik nie byłby tak oczywisty, jak wyobrażają sobie fani i lokaje Zachodu w Polsce. Po prostu, niezależnie od stanu własnych elit – naród rosyjski cechuje znacznie większa determinacja i wola przetrwania, niż ktokolwiek dotąd był w stanie docenić i co zburzyło już niejeden wrogi Rosji Wielki Plan Geopolityczny. Elity jednak walczyć nie chcą, bo o ile dla ośrodków władzy Zachodu wojna globalna może oznaczać zwiększenie wpływów, wzrost dochodów i ucieczkę do przodu przed bankructwem światowego systemu społeczno-ekonomicznego, o tyle górna warstwa Rosji myśli przede wszystkim w kategorii straty bezpośrednich wygód.

Geopolityka to nie ideologia

W związku z tym m.in. jest kilku autorów, także zresztą polskich, ale oczywiście przede wszystkim rosyjskich, krytycznych wobec obecnego układu władzy w Federacji, którzy uważają wojnę globalną właśnie za okazję rozwiązania także i tego wewnętrznego problemu Rosji. Ci z kolei wpadają w skrajność przeciwną wobec tych wierzących, że ze Wschodu przyjdzie jakieś wielkie wyzwolenie dla Polski i Europy.

Mówiąc obrazowo, jest kilku kolegów, zachowujących się niczym ten amerykański (tfu!) turysta skarżący się papieżowi, że podczas pobytu w Rzymie nie udało mu się zobaczyć konklawe, a to ponoć największa atrakcja. Dla ta widzących świat - Putin, Xi, Kim i kto tam jeszcze to „miękkie cioty”, a w najlepszym razie „wraży agenci”, bo nie chcą natychmiast wszystkimi siłami rzucić się na USA. A przecież jedynym sensem istnienia Rosji, Chin, Korei, Iranu itd - jest sprawienie kolegom frajdy i pokazanie im jak wygląda pełnowymiarowa jawna wojna globalna, żeby oni się przekonali (?) co będzie później. Tymczasem zapewne rzeczywiście nasze pokolenie będzie tym, które do światowego konfliktu na dużą skalę dożyje (co nie oznacza, że go przeżyje). Nadal nie zmienia to jednak podstawowej prawdy, że przecież nie wojna jest celem polityki (ta bowiem w ogóle celu nie ma), a nawet losy imperiów (włącznie z tak bliskim perfekcji mongolskim) związane są ze świadomym dążeniem do trwania, nie zaś samounicestwienia.

Nie można też zgodzić się z poglądem, że brać powinnyśmy pod geopolityczną uwagę te tylko podmioty, które w danym momencie czynnie walczą z USA, ani tylko te, które są Amerykanom ślepo posłuszne. Ba, powiem więcej - dla Polski Rosja np. pozostałaby istotna geopolitycznie nawet, gdyby rządzili nią Sobczak z Nawalnym i nawet gdyby teraz zdezerterowała w Syrii - albo/zwłaszcza wtedy gdyby stała się stroną wojny światowej. Tym bowiem geopolityka różni się od ideologii.

Moskwa zachowuje spokój, który wielu imponuje, innych straszy – ale wynika on też w dużej mierze z ograniczonej decyzyjności rosyjskiego ośrodka władzy. I tak Rosjanie póki co klasycznie już pozorują niektóre ruchy, zdając się sądzić, że ostrzegając świat przed wojną - jeszcze mogą ją powstrzymać. Oczywiście, jak zwykle przeceniają tzw. światową opinię publiczną, a ponadto co najwyżej odwleką starcie, które Zachodowi jest zwyczajnie potrzebne.
Nie dość bowiem, że społeczeństwa Zachodu od dawna już nie mają w tych sprawach nic do powiedzenia. Idą siłą bezwładu tam, gdzie gnają je wyższe interesy – te zaś sprowadzają się już wyraźnie do wojny jako celu, a nie tylko metody poszerzania wpływów i maksymalizacji zysków. I w tym przypadku nawet ustępliwość elit rosyjskich, ani ich skłonność do gierek a’la Janukowycz – niczego nie zmieni.

Reasumując bowiem tak już wiele razy w przeszłości bywało, że Rosja okazywała się kluczowym ośrodkiem geopolitycznym nie dlatego, że jakoś usilnie tego chciała, a często pomimo tego, że mocno się zajęciu tej pozycji opierała - ale ze względu na pewien geopolityczny fatalizm, wymuszający nieodmiennie takie same starcia i Wielkie Gry.

I jednostki w tym wszystkim, acz niby ważne - równie dobrze mogły sobie przespać całą bitwę pod Borodino. A ona i tak się toczyła...

Polska alternatywa

A jak w tym wszystkim odnajduje się Polska, a przynajmniej te osoby i środowiska, które zdają sobie sprawę z naszego tragicznego położenia i nader niewesołych perspektyw? Cóż, po pierwsze – musimy mieć świadomość, że niezależnie jak się zakończy obecny kryzys, czy Rosja ustąpi, czy postawi na swoim i odstraszy Amerykanów (jak w 2013/14 i jak nawet pijakowi Jelcynowi udało się powstrzymać lądową inwazję na Jugosławię 19 lat temu) - słowem z Rosją czy bez - to w końcu po prostu musi p...ć. A my musimy być na to przygotowani.

Po drugie – są sprawy nam bliskie albo wręcz dotykalne. Patrzmy przede wszystkim na Donbas. Być może mając zgodę amerykańską na podgrzanie atmosfery, a może tylko licząc na drapane - banderowcy gotowi są ponowić napaść na republiki ludowe. Przecież ta wojna w końcu gdzieś musi się rozpocząć...

Na razie bowiem:

- Trump odłożył swój wyjazd do Ameryki Południowej i zdążył postraszyć świat dwoma chaotycznymi twittami,

- pojawiły się równie chaotyczne i sprzeczne sygnały tak o planowanych akcjach amerykańskich, jak i możliwych reakcjach rosyjskich

- do odłożonej w czasie akcji i tak - oczywiście zupełnie niespodziewanie! - na ochotnika zgłosiła się zatroskana o prawa człowieka Arabia Saudyjska.

Słowem to może być ten moment, kiedy Izrael znowu powinien coś wysadzić, zaatak... czynnie obronić lub odkr... podsunąć do odkrycia zachodnim mediom. Inaczej ten głupi goj znowu nie wykona roboty, do której został zatrudniony i wojna światowa wybuchnie nie wiadomo kiedy! No ile można płacić za tak niepewny interes?! Opcji jest zresztą multum, czemu np. Izrael nie miałby zrakietować sobie czegoś w Iranie? Albo Arabia Saudyjska mogłaby sobie przypomnieć, że w zasadzie już prawie zaczęła wojnę w Libanie. Umówmy się bowiem, nie po to się eskaluje - żeby przestać. A ustępstwa pociągną za sobą kolejne prowokacje. Tak to się mniej więcej zawsze odbywa...

I co się stanie dalej? Niby to też wydaje się jasne: nikt przy zdrowych zmysłach nie planowałby chyba przecież lądowej inwazji na Rosję (ani na Iran, skoro już o tym mowa). Kolejne pytanie brzmi jednak:

Czy wszyscy są przy zdrowych zmysłach?

Oraz pytanie pomocnicze:

Czy na pewno znamy wszystkie fakty i okoliczności, mające wpływ na podejmowanie określonych decyzji?

I jeszcze jedna malutka zagwozdka, już czysto przyczynkarsko: czy jak już Amerykanie zaczną tę swoją upragnioną wojnę światową, to ktoś chociaż przedzwoni przedtem do Warszawy - czy już nie zdążymy się dowiedzieć?

Nie chodzi także o to czyja analiza się sprawdzi, ani nawet kto dobrze obstawia ruchy na globalnej szachownicy. Ba, sam prorok Jonasz obraził się przecież, gdy mieszkańcy Niniwy posłuchali jego ostrzeżeń i nawrócili się, unikając zniszczenia karą Bożą. Na nawrócenie Polaków (do rozsądku) liczyć oczywiście nie można, ale gdyby nawet Har-Magedon miał zostać tylko odłożony – to przecież byłby to czas dany. Dany także Polakom.

Dla naszego narodu bowiem tak jak trwanie w obecnym układzie geopolitycznym jest niczym więcej, niż samobójstwem – tak szukanie alternatywy nie może sprowadzać się do pocieszania się, że może coś zrobi za nas Putin czy ktokolwiek inny. Alternatywę zgodną z polską racją stanu i polskim interesem narodowym, dającą nam minimalne choćby szanse na przetrwanie - może stanowić i zbudować tylko niepodległa Polska. I to jest nasze zadanie.

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.727275
Ogólna ocena: 3.7 (głosów: 11)

Tematy: 

Dyskusja

oto baba jag

Dlaczego Pan opowiada takie

W podobnej sytuacji, 101 lat temu Rosja byłaby zachodnia w przeciągu najbliższego pokolenia, ten proces już trwał od kilkudziesięciu lat w mentalności elit, a od kilkunastu lat w gospodarce. Ale wtedy właśnie, Zachód, uosabiany i kierowany przez siły rządzące Zjednoczonego Królestwa – okazał się niecierpliwy, postanowił wziąć wszystko, szybko, obalił carat, przejął bezpośrednie rządy w ramach systemu rewolucji lutowej – i obudził Rosję, która się krwawo i ciężko, ale katechonicznymi rękami i wolą bolszewików następnie obroniła

ładne bajeczki. Rewolucja w Rosji, a właściwie zamach stanu to dzieło ,jak mawia chłop jag,pupili szatana. Za imprezą w Rosji stał żydo niemiecki i celto anglo saksoński kapitał. Obstawiam jednak,że przede wszystkim żydo-niemiecki. Chodzi oczywiście o pochodzenie etniczne tegoż kapitału. Po tymże zamach stanu nastąpiła wojna domowa, która bez pomocy obrońców wolności i demokracji z za oceanu raczej dla bolszewii nie skończyła by się zwycięstwem. I tak to Rosja stała się kolonią zachodu. Rewolucję w Rosji jak całość należy postawić w jednym szeregu z wojnami opiumowymi, dyplomacją kanonierek, rewolucją nazistowską i w końcu z rewolucją wolnorynkową. To zachód zbudował nieludzki system wyzysku ,w którym wisienkami na torcie były :koncern Dalstroj i spółka Arcos. Dochodzimy powoli do towarzysz Stalina,który całe to tałatajstwo zachodnie wywalił z ZSRR na zbitą mordę i rozprawił się z trockistami.

oto Eowina

Podoba mi się Pańska analiza, chociaż nie podzielam

Pańskiego zdania o szybkiej wojnie. Przynajmniej obecnie Zachód na wojnę z Rosją nie pójdzie. A powodem nie jest siła czy słabość Rosji i Putina, ale fakt, że Zachód nie ma lidera. Chyba Pan zapomniał, jak Trump jest obśmiany w zachodnich mediach. Jaki więc parlament demokratyczno-liberalnego państwa odważy się zaufać "pajacowi", który tweetem wypowiada wojnę nuklearnemu państwu?

oto Dubitacjusz

Ciekawy i zaskakująco krytyczny względem Putina tekst

Na tytułowe problem można odpowiedzieć, że Rosji nie tyle brakuje odwagi, co jest zbyt słaba.
Wojna może obalić cały porządek w Rosji tak, jak uciążliwości IWŚ doprowadziły do rewolucji (dwóch).

Druga odpowiedź jest taka, że w ramach walki o bipolaryzację świata Rosja jest ustawiana w roli "murzyna", który odwali czarną robotę i poniesie konsekwencje. A geopolityczne korzyści przypadną Chinom, które obserwując z boku jak FR i USA marnują swoje zasoby, będą wzmacniać swoją pozycję.

oto Eowina

Jakie znaczenie ma siła i słabość w przypadku

posiadanej broni nuklearnej? A Korea Północna jest silna czy słaba? Bo tam też wojna zapowiedziana nie wybuchła.

Putin jest doskonałym pokerzystą. Kiedy Trump zalicytował, Putin powiedział " sprawdzam".

oto Skanderbeg

Ta :krytyczność" wobec Putina

może być spowodowana tym, że to jest mentalny "zapadnik", a nie "eurazjanista".
A tekst naprawdę ciekawy. Zresztą, jak niemal wszystkie artykuły red. Rekasa.

oto Dubitacjusz

Odnośnie Ukrainy, to Rosja przez brak zdecydowania

uzyskała znacznie mniej niż mogła. Wydaje się, że nawet Krym wrócił do macierzy głównie dzięki energii i determinacji tamtejszych władz.

Przed drugim majdanem Ukraina była podzielona mniej więcej pół-na-pół, a prorosyjskim separatystom nie udało się nawet opanować całych dwóch obwodów.
Donbas
W dodatku obudzono nastroje antyrosyjskiej na całej pozostałej Ukrainie.

oto pioszo54

Mam wrażenie, że w całej tej

Mam wrażenie, że w całej tej filipce pominął Pan czynnik dla Rosji i Chin najważniejszy - czas.
Z jednej strony Chiny (i Rosja) stają się coraz silniejsze, proponowany przez nie ład nabiera kształtów i zwolenników,
a z drugiej cały USA upadają, cywilizacyjnie i gospodarczo.

http://www.prawica.net/10105

oto chłop jag

Dla naszego narodu bowiem tak

Dla naszego narodu bowiem tak jak trwanie w obecnym układzie geopolitycznym jest niczym więcej, niż samobójstwem

Otóż to - tołażysze. W podobnym położeniu jest większość narodów - gdzie liczebnie dominuje jeszcze biała rasa - włącznie z USA - tołażysze. Tak, tak - włącznie z USA. Ponadto - nie jest to samobójstwo - a jeżeli już - to jest to samobójstwo w wyniku kompletnego ubezwłasnowolnienia przez pupili szatana - tołażysze.
Wniosek?
Zagłada ludzkości - w tym białej rasy szczególnie - trwa w najlepsze - tołazysze. Dlatego pupil szatana nie potrzebuje żadnej, gorącej wojny. Nie znaczy to, że ludzkość nie potrzebuje gorącej wojny aby za jej pomocą przerwać swoją zagładę. Jednak pęta założone ludzkości prze pupili szatana w postaci V kolumn i lewactwa w poszczególnych krajach - może zdjąć tylko Bóg - bo człowiek nie jest partnerem dla Szatana - tołażysze.

oto Andrzej

Autor grzeje się blokach startowych do wojenki

i wysyła na nią Putina,

A ten mało coś odważny, więc wyraża swój niesmak, jaki cienki Bolek... Dość to mało odpowiedzialne, wysyłać na wojnę państwo wielokrotnie słabsze od swoich wrogów, bo... co? Bo Stalin? Proszę sobie porównać potencjały Rosji i USA dzisiaj a ZSRR i Ameryki w latach 70-tych. I pomyśleć, potem planować działania wojenne :)

P.S. Doskonale pamiętam jak Autor chwalił strategię Janukowycza podczas Majdanu, jaki to lis miał być, co przechytrzy przeciwników. Warto sięgnąć do tamtych własnych opinii, by może uniknąć następnych błędnych propozycji. Samemu wyciągnąć lekcje zanim się zacznie uczyć Putina.

oto Konrad Rękas

Dobrze w takim razie, że nie

Dobrze w takim razie, że nie napisałem nic o Orbanie. Dopiero by była awantura :)

Ps. Panie Andrzeju, jakoś wyjątkowo nieuważnie Pan tym razem czytał...

oto Andrzej

a coś

na temat?

oto Konrad Rękas

oto Andrzej

oto Andrzej
Autor grzeje się blokach startowych do wojenki
i wysyła na nią Putina

A o oczym jest ten akapit:

Geopolityka to nie ideologia

?

Doczytał Pan?

Nadal nie zmienia to jednak podstawowej prawdy, że przecież nie wojna jest celem polityki (ta bowiem w ogóle celu nie ma), a nawet losy imperiów (włącznie z tak bliskim perfekcji mongolskim) związane są ze świadomym dążeniem do trwania, nie zaś samounicestwienia.

Dalej

Autor chwalił strategię Janukowycza podczas Majdanu

I nadal chwalę - sam zamysł geopolityczny białorutenizacji Ukrainy (bo to pomysł interesujący i dla Polski). A w tekście piszę m.in.o tym czemu się nie powiódł.

oto Andrzej

to jest na temat?

chyba jakiś inny, niż ja poruszyłem...

Zawód, że Putin nie idzie na wojnę, jest podobny do chwalenia braku zdecydowania Janukowycza wobec Majdanu. Jest błędną oceną sytuacji i możliwości. A Ukraina skończyła jako amerykańska kolonia po nieudacznym prezydencie, który nie potrafił rozgonic towarzystwa... Jest kogo chwalić.

oto Konrad Rękas

Zawód

Zawód

Czyj "zawód"?

chwalenia braku

Wyjaśniania.

oto gość

Czytam wszystkie publikacje

Czytam wszystkie publikacje PCRobertsa, i w tych dotyczacych Rosji agredywnej polityki Stanow w stosunku do tego panstwa to PCRoberts wyraza swoj krytycyzm. Z tresci wynika, ze zacheca Putina do zdecydowanego odwetu, krytykuje za bierna postawe i wrozy Rosji zwyciestwo. Stanom kleske w tym pojedunku. Dlaczego ma takie zdanie to wyjasnia w swoich publikacjach. Zeby gramotnie strescic to temat na obszerny elaborat. Po prostu trzeba czytac co pisze.

oto mj

Putin może i ma odwagę Stalina, tylko...

Rosja to jednak CIUT mniejszy potencjał niż ZSRR, jak już słusznie nadmienił pan Andrzej, no i samo współczesne społeczeństwo rosyjskie to już nie to z lat 30-tych, 40-tych, ani nawet 70-tych...
Sporo Rosjan, przynajmniej tych lepiej sytuowanych finansowo - niekoniecznie miliarderów i milionerów - zdążyło łyknąć atrakcji zachodniego świata, poznać siłę pieniądza, uroki wakacji na ''Kanarach'' czy nawet na Florydzie, przerzucić się z samogonu pędzonego z kartofli na ''łyskacze'' wszelkich typów i smaków oraz wina kalifornijskie i sycylijskie... Ciuchy, kosmetyki, samochody też wolą te ''zachodnie'' niż rodzime, które nawet nie wiadomo czy tam jeszcze ktoś produkuje...
Niełatwo byłoby przekonać tych ludzi do rezygnacji z tego wszystkiego, ubrać ich w mundurki i kazać biec za czołgami, tyły dla pewności zabezpieczając oddziałami zaporowymi, bo ''imperialistyczny Zachód zaatakował'' i ''Rosja - Matka wzywa''...

''Najważniejsze bowiem okazało się nie to, co sobie Janukowycz kombinował i planował – tylko to, co teraz przyznał prezydent Putin ujawniając się jako ten czynnik, który ostatecznie powstrzymał oficjalny Kijów przed użyciem siły, bo „Amerykanie o to poprosili” i - jak się od razu okazało – „oszukali”.''

Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem co miał na myśli Putin ''przyznając'' to co przyznał. Wygląda mi to raczej na wypowiedź z kategorii ''na odczepne''.
Kogo bowiem oszukali Amerykanie? Janukowycza, Putina, czy obu naraz? Prosili żeby nie rozganiać majdanu gdy jeszcze nie byłoby to wielkim problemem, proponując i obiecując CO? Że tłuszcza niech sobie jeszcze poskacze ze 2 tygodnie, a potem rozejdą się do domów? I Putin z Janukowyczem w to uwierzyli? Rosyjski wywiad nie wiedział wcześniej o przygotowywanym ''spontanicznym proteście'' w Kijowie? A Putin nie skojarzył po co takie operacje się przygotowuje i jaki z grubsza jest ich cel? Nie widzieli z Janukowyczem że z każdym dniem majdan się rozkręca, a jak już ''pokojowi manifestanci'' zostali zaopatrzeni w broń palną, to rozgonienie tego byłoby porównywalne z masakrą na placu Tian'anmen i Janukowycz byłby pewnie nr 1 na liście poszukiwanych przez Trybunał w Hadze?
Nie rozumiem kogo i przy użyciu jakiej hipnozy oszukali tu Amerykanie.

''Czy wszyscy są przy zdrowych zmysłach?''

Patrząc na to co się wyrabia ostatnio na świecie i w jakim stylu, zdecydowanie należy postawić diagnozę że nie wszyscy są przy zdrowych zmysłach. I wcale nie potrzeba do tego specjalizacji z psychiatrii.

''Słowem to może być ten moment, kiedy Izrael znowu powinien coś wysadzić, zaatak... czynnie obronić lub odkr... podsunąć do odkrycia zachodnim mediom. Inaczej ten głupi goj znowu nie wykona roboty, do której został zatrudniony i wojna światowa wybuchnie nie wiadomo kiedy!''

Pełna zgoda. Jak nie teraz, to kiedy?

''Gdyby Zachód tylko chciał poczekać – być może za kilka-kilkanaście lat Rosja sama wpadłaby mu w ręce, w uporze kota pakującego łeb w reklamówkę, z której nie będzie jej mógł wyjąć i w której się udusi.''

No właśnie problem jest w tym ''być może'', a kilkanaście lat to sporo czasu... Być może rzeczywiście prezydent Rosji - ktokolwiek nim będzie - za te kilkanaście lat złożyłby prezydentowi USA coś na kształt ''hołdu pruskiego'', w tym wypadku rosyjskiego, i dalej już wszystko byłoby ''jak Bóg przykazał'', a być może... Rosji rzeczywiście udałoby się odzyskać status mocarstwa światowego, przywrócić świat dwubiegunowy i... co wtedy?

''czy jak już Amerykanie zaczną tę swoją upragnioną wojnę światową, to ktoś chociaż przedzwoni przedtem do Warszawy - czy już nie zdążymy się dowiedzieć?''

Czy to ma tak wielkie znaczenie dla nas, maluczkich? :) Syreny zawyją w nielicznych ocalałych zakładach pracy, w radio może powiedzą że ''zaczęło się!'', lud zacznie szturm na Biedronki... i tyle.
Nie od rzeczy byłoby zostać preppersem i przynajmniej bitwy pod jedną czy drugą Biedronką sobie zaoszczędzić. :)

''Alternatywę zgodną z polską racją stanu i polskim interesem narodowym, dającą nam minimalne choćby szanse na przetrwanie - może stanowić i zbudować tylko niepodległa Polska. I to jest nasze zadanie.''

No, bez urazy, ale tutaj to już rzucił pan banałem przez duże ''B'' :)
Jak tę niepodległą Polskę w tym maksymalnie pokomplikowanym , wręcz pochrzanionym świecie i sytuacji budować? Kto ma to robić? ''We, the people''? Jak? Z kim? Z czyją pomocą? Z bożą? Obawiam się że takowa może nie wystarczyć...

oto Konrad Rękas

Odnoszą się do ostatniej Pana

Odnoszą się do ostatniej Pana obserwacji, Szanowny Panie mj - widzi Pan, ale tak to już jest z publicystyką, że ta zawierająca same opisy i diagnozy - wywołuje kręcenie nosem: "autor tylko narzeka..., zabrakło mi pozytywnych wniosków..., no wszystko pięknie, ale co dalej...?!"

A kiedy się propozycję przedstawi - to najczęściej ci sami komentujący oświadczają radośnie: "To się nida zrobić!".

Takie są żelazne prawa komentarzy internetowych, tak już widać być musi :)

oto mj

Eee tam... :) To nie żadne ''żelazne prawa''

Po prostu jak ktoś - wcale niekoniecznie Pan - po raz 1129 pisze o recepcie na uzdrowienie sytuacji w Polsce w postaci ''odzyskania niepodległości'' - nawet proponując jakieś tam niby ''konkrety'' - to niestety nie można nie narzekać... :)
Bo żadnego cudownego leku ani sposobu na odzyskanie niepodległości - już nie piszę ''pełnej'' niepodległości, bo to trochę tak jak z tym ''prawdziwym komunizmem'' albo ''całkowicie wolnym rynkiem'' - w obecnych realiach światowych po prostu NIE MA.
Przynajmniej moim skromnym zdaniem.
Co oczywiście nie oznacza, że nie moglibyśmy być rządzeni choć trochę... mądrzej.

oto Konrad Rękas

...toteż mnie konsekwentnie

...toteż mnie konsekwentnie bardziej interesują np. miejsca parkingowe w Chełmie czy racjonalnie zorganizowana opieka zdrowotna na Lubelszczyźnie. Bo to na pewno byłoby osiągalne.

A resztę sobie opisuję.

oto Zona

Ja myślę że się nie doceniamy

Ja myślę że się nie doceniamy. Wszak skoro nawet zorganizowana w Rosji rewolucja zerwała się jaśnie panom Anglosasom ze smyczy a po przejęciu władzy przez Stalina rezultaty mało ich nie doprowadziły do katatonii... Nie bądźmy talmudystami wierzącymi że wszystko już zapisano. Warto zwrócić uwagę jak podatne są państwa nawet dzisiejsze na działania "agitacyjne" czy "akcje bezpośrednie". Taka np "wola ludu" (pozornie wręcz dziecinada) potrafiła wstrząsać caratem...

oto Eowina

Gdyby Janukowicz zbrojnie zaatakował Majdan, to

by skończył jak Kadafi, albo Miłoszewicz. A dokładnie scenariusz jest rozgrywany w Syrii: "demokratyczna umiarkowana" opozycja walczy z krwiożerczym Assadem. Na Ukrainie jest Azow, to też jest uzbrojona "demokratyczna opozycja", tylko czeka aby udowodnić jak jest skłonna do walki. Ktoś ich finansuje, mimo, że regularne rządowe wojsko ma braki, to Azow jest uzbrojony i tyle lat ma z czego żyć. Mają też środki na kolonie dla młodego narybku który szkolą.

oto gość

Gdyby Janukowicz zbrojnie

Gdyby Janukowicz zbrojnie zaatakował Majdan, to
by skończył jak Kadafi, albo Miłoszewicz.

Think out of the box - mógłby jeszcze skończyć jak Saddam Hussein albo jak Ceaușescu.

oto Krzych Adam

Uwielbiam czytać te kawałki Autora.

Kiedy ten euroazjata pracowicie odwraca kota ogonem.

Wbrew różnym bzdurom wypisywanym także i w Polsce – wszak i Stalin nie chciał wojny, w każdym razie nie w tamtym miejscu i czasie.

Nigdy się nie spotkałem z takim stanowiskiem, że Stalin nie mógł się doczekać pełnego wejścia ZSSR (ZSRS, lub ZSRR, jak kto woli) do wojny na europejskim teatrze, którą pomógł rozpętać we wrześniu 1939 roku. I że z ulgą, jako coś czego oczekiwał jak kania dżdżu przyjął napad Hitlera 22 czerwca 1941 roku.

A Stalin jak najbardziej chciał wojny, jedynie na własnych warunkach. Które odpowiadały planowi jeszcze bolszewickiemu. Że Europa ma stanąć w ogniu wojny, wykrwawić się i zrujnować, tak by z ulgą przywitała "wyzwoleńczą misję" Armii Czerwonej, która przychodzi by zmieść władzę "obszarników i burżujów".

A tu wszystko poszło nie tak. Po początkowym sukcesie, kiedy z jednej strony Hitler wszedł w stan wojny z Zachodem, a z drugiej Krajowi Rad bez większych kosztów udało się przesunąć swą granicę zachodnią daleko wgłąb Europy Środkowej, Zachód całkowicie zawiódł Stalina. Zamiast wykrwawiać się jak pod Verdun, czy we Flandrii jak w I WŚ, Francja skapitulowała, a Anglia wycofała się z kontynentu.

I Stalin miał zupełnie nie taki pasztet jaki pomagał upiec. Bo zamiast ofensywnej wojny z Hitlerem rozpoczętej przez siebie samego, gdy ten wyczerpał swe siły na Zachodzie, miał defensywną wojnę na własnym terytorium, gdy ten na niego napadł.

Ciekawe jest sformułowanie użyte przez Autora:

...Stalin nie chciał wojny, w każdym razie nie w tamtym miejscu i czasie

Jaka jest różnica miedzy tym sformułowaniem, a takim?

...Stalin chciał wojny, ale nie w tamtym miejscu i czasie

Bo jest. Ano mili moi, pierwsze opowiada banialuki, że Stalin wojny nie chciał, drugie natomiast stwierdza historyczny fakt, że on tej wojny chciał. Jak to ładnie można umiejętnie ustawiając słowa odwrócić kota ogonem? Chapeau bas, Autorze!

Ale Stalin poza tym odważny niewatpliwie był. Zgodnie z programem stworzonym przez Borysa Szaposznikowa Stalin odważnie gotował się do wojny napastniczej, w której planowane było, że w kolejnych fazach mobilizacji jednej po drugiej fali poborowych zwanych w tym programie kolejnymi eszelonami armii, poświęcone będzie życie być może grubo ponad 20 milionów mężczyzn zdolnych do służby wojskowej.

BTW, informacja dla czytelników pragnących sprawdzić kim był Borys Szaposznikow np. tu:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Borys_Szaposznikow
Był on jedynym marszałkiem Związku Sowieckiego, który nie miał liczącego się doświadczenia dowódczego w wojskach liniowych (poza dowodzeniem pułkiem, a potem dywizją Imperialnej Armii Rosyjskiej jeszcze przed przekabaceniem się na bolszewizm). Był za to urodzonym sztabowcem. Polskojęzyczna Wiki mówi:

Był jedyną osobą, do której Stalin zwracał się po imieniu.

Jest to nieścisłe. Szaposznikow był jedyną osobą z sowieckiej wierchuszki partyjnej/militarnej/gospodarczej czy innej, do której Stalin zwracał się używając pełnej szacunku formy z imieniem odojcowskim (otczestwem): Borysie Michajłowiczu. Do wszystkich innych zwracał się inaczej - towarzyszu Żukow, towarzyszu Chruszczow, towarzyszu Kalinin, towarzyszu Jeżow, towarzyszu Kaganowicz.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.