W obliczu nadchodzącej Trzeciej Wojny Światowej

Jesteśmy bliżej wybuchu globalnego konfliktu niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich kilku dekad.

Wojna, która trwa

Oczywiście, eksperci mogą dodawać, że w istocie przecież III wojna światowa już trwa, tylko w formie rozproszonej, na kilku, a może nawet kilkunastu głośnych i cichych frontach – a także zwłaszcza w mediach, propagandzie, internecie. Tym razem jednak mówimy o starciu pełnowymiarowym, z jawnym i bezpośrednim wystąpieniem zaangażowanych mocarstw i wymianą ciosów jak tyle razy w historii już się zdarzyło – niemal zawsze zaskakując współczesnych i do dziś zadziwiając ich następców ewidentną błahością formalnych powodów rozpoczęcia zmagań.

Obecne, nagłe zaostrzenie sytuacji w Syrii, dosłownie na kilka dni po deklaracji Stanów Zjednoczonych o ich częściowym przynajmniej wycofaniu się z działań (de)stabilizacyjnych – pokazuje jak kruchy jest dziś pokój. Wystarczyła jedna rozmowa Donalda Trumpa z premierem Netanjahu, kolejna garść problemów prezydenta USA z własną przeszłością – i już wróciliśmy do punktu wyjścia, do wydarzeń z 2013/14, kiedy świat odliczał czas do lądowej interwencji zbrojnej USArmy na terytorium syryjskim. Paradoksalnie, wówczas akcję tę powstrzymało zdecydowane wystąpienie strony rosyjskiej – która dziś wydaje się właściwym celem nowej agresji, zaś jednym z głównych krytyków tamtej polityki Baracka Obamy, był chodzący dziś w jego butach Trump.

Pęknięte tamy

Co zmieniło się przez te kilka lat? Przede wszystkim zgęstniała sytuacja międzynarodowa i to do stopnia nieznanego od szczytowego okresu Zimnej Wojny. Nawet pełne frazeologii, oskarżeń i regionalnych starć lata 80-te wydają się być okresem, w którym wzajemna agresja obu stron trzymana była w jasno określonych ramach. Tymczasem dziś takie już nie istnieją. Fali oskarżeń, najbardziej nawet absurdalnych wymysłów i pretekstów – nie powstrzymuje już nic i nie można założyć żadnego innego celu, zakładanego przez kreatorów takiej polityki, niż doprowadzenia do ostatecznego, kończącego wszystko starcia zbrojnego z udziałem wszystkich zainteresowanych i wielu wciągniętych podmiotów.

Również kojarzenie obecnej sytuacji z kryzysem kubańskim (a ściślej: kubańsko-tureckim), choć samo się narzuca - jest o tyle mylące, że w 1962 r. mieliśmy jednak do czynienia z klasyczną grą w cykora, a obie strony, acz nie wykluczały z góry rozstrzygnięcia zbrojnego - były jednak zdecydowane, by do niego nie dopuścić. Cała rozgrywka miała więc raczej charakter taktyczny i stanowiła tyleż sprawdzenie determinacji przeciwnika, co była próbą osiągnięcia celów cząstkowych, jak lepsza lokalizacja własnych sił ofensywnych. Tymczasem obecnie jedynie Rosja z całą pewnością nie chce i wolałaby uniknąć wojny, a doprowadzenie do bezpośredniego starcia wydaje się być zasadniczym celem ośrodków rządzących Zachodu. W takim przypadku przestaje się liczyć kto ustąpi - a zaczyna tylko: kiedy nastąpi pierwszy strzał?

Kto chce walczyć?

Do znudzenia bowiem trzeba powtarzać, że tym czynnikiem, który od kilku już lat powstrzymuje wybuch pełnowymiarowej wojny - jest to, że uparcie, wręcz rozpaczliwie nie chce jej Rosja. Opierając się niekoniecznie z tych pobudek, z których byłoby to w jej interesie - Moskwa... katechonuje. Wyrażenie przez ministra Ławrowa

"nadziei, że nie dojdzie do BEZPOŚREDNIEJ konfrontacji amerykańsko-rosyjskiej"

- to w języku dyplomacji bodaj najwyraźniejsze ostrzeżenie przed pełnowymiarową wojną światową. Problem z wojną polega jednak m.in. na tym, że niekoniecznie w jej wybuchu przeszkadza straszne jej niechcenie przez jedną tylko stronę... Zwłaszcza, gdy co najmniej równie usilnie dążą do niej inni, znaczący gracze międzynarodowi. Takim jest przede wszystkim „Izrael” i światowe środowiska z nim związane i od niego uzależnione. Tel Awiw konsekwentnie pracuje nad wywołaniem globalnego konfliktu, ostatnio np. przez niesprowokowany atak lotniczo-rakietowy na syryjską bazę w Homs. W ten sposób „Izrael” ewidentnie chce ściągnąć na siebie odwet rosyjsko-irański, by z kolei w ten sposób wymusić reakcję Zachodu.

Być może jednak tak daleko idące „poświęcenie” nie będzie nawet potrzebne, Stany Zjednoczone bowiem i zależne od nich państwa na czele z Wielką Brytanią gotowe są bowiem jak zwykle ulec oczekiwaniem syjonistycznym, zaś dla ich uzasadnienia i wzmocnienia wystarczać ma standardowy dobór prowokacji, „fałszywych flag” i propagandowych oskarżeń, ostatnio związanych głównie z „bronią chemiczną”. Jak nie tą do zabijania ex-agentów w brytyjskim centrum handlowym – to używaną rzekomo do mordowania własnych obywateli w dogasającej wojnie w Syrii. Naprawdę, trzeba być głupcem lub prezenterem telewizyjnym z Polski, żeby wierzyć jeszcze w te bzdury, ale też przecież nikt już chyba jakiejś szczególnej wiary nie wymaga. Mamy do czynienia z pewnym rytuałem, którego żaden racjonalizm i zdrowy rozsądek naruszyć i zakłócić nie mogą. Rozumie to już dobrze Rosja, widzą też coraz bardziej zrezygnowani przeciwnicy wojny na Zachodzie. Naprawdę, w tej, skądinąd ponurej sytuacji zostają już tylko niewesołe żarty – że „może to wcale nie był atak chemiczny - tylko kot Skripala uciekł do Syrii?”.

Bez wyjścia?

Poza tym jednak wcale nie jest zabawnie. Niestety, ale trzeba zauważyć, że kiedy jakiś czas temu Trump mówił, że

"nie powinno się tolerować nieobliczalnego szaleńca, dysponującego bronią jądrową"

- niewiele osób domyśliło się, że mówił o sobie... Oczywiście, szalony, niezrównoważony, chwiejny i nieodpowiedzialny jest nie tylko sam amerykański prezydent – ale taki jest cały rządzący Zachodem i jego największym państwem establishment, który zdaje się w wojnie widzieć jedyne wyjście ze stanu globalnego i krajowego finansowego zapętlenia, w jaki wpędził się współczesny świat.

A jak w tym wszystkim odnajduje się Polska, która zza rocznic, aferek, mikroawanturek w ogóle już nie dostrzega co się dzieje wokół nas, nad nami i o nas? Cóż, mimochodem i dla utrzymania się w klimacie absurdu, można by dodać, że gdyby III wojna światowa wybuchła akurat 10. kwietnia - jakie to by było wsparcie dla więdnącego szaleństwa smoleńskiego! Przede wszystkim nasz stosunek do narastającego kryzysu i nadchodzącego z coraz większą nieuchronnością konfliktu – powinien być warunkowany jedną, fundamentalną prawdą, którą powinniśmy wszyscy dobrze zapamiętać, a najlepiej wyryć nad drzwiami MSZ i MON, by determinowała naszą politykę zagraniczną i wojskową:

W przypadku wojny NATO-Rosja kwestia kogo na końcu zostanie więcej - nie będzie miała już dla Polaków najmniejszego nawet znaczenia.

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.2
Ogólna ocena: 4.2 (głosów: 30)

Tematy: 

Dyskusja

oto BTadeusz

Niestety, to tylko prawda...

A gdzie polska w tym kotle?
Maciej Eckhard wyjątkowo trafnie pisze tak:

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Polska wciąż przypomina lecący do Smoleńska TU 154. Dookoła słychać – Polsko, PULL UP! TERRAIN AHEAD! Niestety, nie ma komu poderwać nas, Polaków, na „drugi krąg”, zanim sami o siebie się rozbijemy.

oto Eowina

A gdzie i jaki jest ten "drugi krąg"?

To są jakieś bardzo mgliste marzenia bez realnego umocowania. Dzisiaj Polska nie ma wyboru, pozostaje tylko dryfowanie tam gdzie międzynarodowe siły Polskę popchną.

oto Eowina

Pan poetycznie, to ja także.

Są dwie sfery państwa i narodu; jest to ciało i dusza. Polskie ciało ciągle żyje, a dusza umiera. Mimo zależności polskiej od komunistycznej Rosji, polska kultura; język, historia, muzyka, nawet poezja, to wszystko kwitło. Dzisiaj polszczyznę się anglicyzuje i zawstydza,bo to jest polski zaścianek.

oto Krzych Adam

A Pani jak zwykle nie na temat.

To znaczy na swój własny temat porzucając całkowicie to od czego Pani zaczęła. Czyli od imputowaniu hiperboli p. Macieja Eckardta o analogii między podchodzeniem do lądowania tupolewa w Smoleńsku, a tym co czynią dziś "nasi umiłowani przywódcy" z Polską totalnej niezrozumiałości. A tymczasem jest to zupełnie jasne. Należy "odejść na drugi krąg", bo ostrzeżeń, że katastrofa się zbliża nie brak. BTW, Polska wcale nie musi być w dryfie. Jest w nim jedynie z powodu postępowania "naszych umiłowanych przywódców".

Co jest powodem, że zawsze Pani przedstawia swe własne myśli niesprzeczne z wypowiedziami innych jakby te myśli im zaprzeczały? To mi trochę przypomina tego małego chłopca u Williama Faulknera, który zbierał ćwierćdolarówki otrzymywane od dziadka, a spytany czy ma już dwa i pół dolara odpowiedział, że absolutnie nie, bo to co ma to jest dziesięć ćwierćdolarówek.

oto Krzych Adam

Przemiła Pani.

Nie od...... się od Pani. Tak Panią strasznie lubię, że będę zwracał Pani uwagę zawsze gdy wypisuje Pani banialuki rozbijając tok wymiany opinii między poważnymi osobami. Może to pomoże Pani dorosnąć do poziomu nieco wyższego niż ten u owego chłopczyka u Williama Faulknera.

PS
Pamięta Pani jeszcze tę wpadkę z decentralizacją jako argumentem przeciwko ordynacji FPTP?

oto Palimpsest

Pani Eowino, popełniła Pani śmiertelny grzech,

w oczach każdego nacjonalisty.

Są dwie sfery państwa i narodu; jest to ciało i dusza.

Dla nich to jedno a myśl, że ateusz ułomny, nie daj boże wraży homos, agnostyk wątpliwy, lewak namolny, głuptak miłośnik Piłsudskiego, albo protestant- heretyk o nędznej żydowinie nie mówiąc mogą zostać zaliczeni w grono narodu jako obywatele państwa, które aktywnie tworzą- poraża. Jest jednolity twór i basta. Made in Poland. Ot szczeżuja z zegrzyńskiego. Skorupiak i jezioro to jedno. Przecie to Polska.

oto wzl

Polski zaścianek

Dzisiaj polszczyznę się anglicyzuje i zawstydza,bo to jest polski zaścianek.

No właśnie! Fly me to the Moon, let me play among the stars,
Let me see what spring is like, on Jupiter and Mars...

Nie wiem jak to jest z tym "anglicyzuje", bo edytor podkreśla to słowo. Ale słowo "angielszczy" - nie podkreśla.

Englisch ist eine globale Sprache und deshalb ist es so beliebt. (Język angielski jest językiem światowym i dlatego jest tak popularnym). Ja osobiście wcale nie przepadam za angielskimi wtrąceniami, ale za niemieckimi - jak najbardziej.

A wracając do angielskiego, to musimy być "au courant" ( na bieżąco), bo to język światowy. Nie wiem czy można tak łatwo usunąć angielski z naszego życia, bo jak przetłumaczyć na polski "sex shop". Tłumacz internetowy tłumaczy to na... sex shop. To jak? Sklep płci? Płciowy sklep? Po polsku brzmi głupio, a po angielsku? Chyba nie.

Mimo zależności polskiej od komunistycznej Rosji

Chyba zależności od komunistycznego Związku Radzieckiego. Problem chyba polega na tym, że kultura zachodnia tj. niemiecka i francuska czy obecnie anglosaska, jest bardziej rozwinięta niż kultura polska i stąd ta dominacja. Natomiast kultura rosyjska czy ta Związku Radzieckiego często czerpała z naszej. Nie chcę przez to powiedzieć, że były mniej rozwinięte w stosunku do kultury polskiej. Były raczej na zbliżonym poziomie. I dlatego nie dominowały jedna nad drugą. A to pozwalało na rozwój polskiej kultury.

oto Eowina

Niech będzie "angielszczy", nie będę się upierać.

Czyli Pan się zgadza z zaistnieniem tego faktu. Ja wiem, że ewentualnie w niedalekiej przeszłości Polsce był wpływ kulturowy komunistycznej Rosji, a nie innych republik związkowych, ale być może były wpływy jakieś inne.
Co zaś do samego faktu, to znam ludzi, którzy siedzą przed komputerami i pracują dla zagranicznych firm, zwykle anglojęzycznych.

Moja wypowiedź powyżej była związana z "lądowaniem na lotnisku z którego nie da się wzbić do lotu". Uważam, że jest okazja tylko do machania skrzydłami w jednym kierunku. Bo skrzydła lotne zostały podcięte - ciągnąc dalej poetyckim językiem. :)

oto kaktusnadłoni

Pani Eowino.

Do komentarza
http://www.prawica.net/comment/129496#comment-129496

Całkowicie się z Panią zgadzam w tym komentarzu, ale szczególnie bolesne jest to ostatnie zdanie:

Dzisiaj polszczyznę się anglicyzuje i zawstydza,bo to jest polski zaścianek.

Kiedyś Polacy walczyli i stawiali opór rusyfikacji i germanizacji. Dziś wielu chętnie używa angielskich zwrotów i słówek, szczególnie wielu ćwierćinteligentów – niezbyt rozumiejących to co mówią ale chcą błysnąć. Zbyt mało osób jednak chce stawiać zdecydowany opór anglicyzacji.

Chcesz zniszczyć naród, zniszcz najpierw jego język i kulturę…

O mnie można powiedzieć, że jestem z polskiego zaścianka. Tego się nie wstydzę. Choć szanuję ludzi znających języki obce, to popieram całym sercem i rozumem tych co kultywują mowę ojczystą.

oto Palimpsest

Niektórych obcojęzycznych wtrętów nie unikniemy,

z prozaicznego powodu- w polszczyźnie nie ma ich odpowiedników, a siłowe ich tworzenie typu "zwis męski" czy "cichołazy" jedynie polską mowę ośmieszają. To zarzut dla obu stron, lewa tworzy nienaturalne dziwolągi typu "gościni" czy "doktorka". A może to dziwolążyni?

Język jest żywy, jak się przyjrzeć ogrom słów jest "nie polskich" choć za takie je traktujemy, ot patriota. Jeżeli zmiany zachodzą naturalnie i oddolnie dlaczego bić na alarm? Kijem Wisły nie zawrócimy, ale jeżeli ktoś ją zanieczyszcza oczywiście trzeba postawić tamę.

oto gość

Totalny btak zainteresowania

Totalny btak zainteresowania geopolityką obywateli RP doprowadzi do tego, że będą wybierać pajaców tak długo aż 500+ zostanie zlikwidowane razem z jego beneficjentami i ich krewnymi.

oto Dubitacjusz

Siłą USA było stworzenie strefy bezpieczeństwa i bogactwa

Pojawienie się konkurencyjnej strefy bezpieczeństwa, o czym pisała p. Eowina, umniejsza światową dominację USA. Dążenie USA do destabilizacji konkurencji jest zrozumiałe.
Natomiast pchanie się do konfliktu państwa, które leży w strefie zgniotu, jest idiotyczne.

oto Stan

W obliczu nadchodzącej Trzeciej Wojny

Sądzę, że do niczego takiego nie dojdzie, Amerykanie to naród pozbawiony cechy waleczności (żeby nie rzec wręcz tchórzliwy) Historycznie patrząc nigdy nie odważył się samodzielnie zaatakować państwa o znaczniejszym potencjale militarnym, tym bardziej więc nie odważy się zaatakować Rosji. Zresztą może zobaczymy :)

oto sir Galahad

No nie. Budując swoje państwo

No nie. Budując swoje państwo porwali się na potęgę absolutną bo na Wielką Brytanię. I wygrali.
Każdy konflikt - poza wojną domową - prowadzili na cudzym terytorium i przynosił im korzyści gospodarcze i polityczne. Oni nie mają zakodowanej w podświadomości wizji śmierci i ruiny i to jest niebezpieczne. Myślą, że wojna to taka gra komputerowa.

oto mj

Wszystko to zdziadziało na potegę

''Naprawdę, trzeba być głupcem lub prezenterem telewizyjnym z Polski, żeby wierzyć jeszcze w te bzdury, ale też przecież nikt już chyba jakiejś szczególnej wiary nie wymaga.''

Bo i nie wymaga, mając w serdecznym poważaniu czy tzw. ciemny lud uwierzy w daną brednię, czy nie.
Od sprawiania wrażenia że ktoś tam jednak wierzy są stada trolli na forach, i to wystarczy.

Gdzie te czasy gdy prowokacje, false flags, subtelne gry dyplomatyczne, wojny i wojenki wywiadów, miały jeszcze jakiś poziom i klasę... Chyba bezpowrotnie poszły do lamusa.

oto adam_54

Za moich młodych lat....

W obliczu nadchodzącej Trzeciej Wojny Światowej

... było takie powiedzenie... "Nie strasz, nie strasz , bo się ze$rasz" - to tyle w temacie możliwości wybuchu III wojny -P
A co do wojny... to ta trwa już przynajmniej od czasów premierowania Putina , gdy pozwolił sobie chlapnąć że dolara trzeba spuścić z falami gnojówki - tyle że nie jest to wojna "konwencjonalna" a gospodarcza - wojna o "dolarową drukarkę" którą amerykańce rolują cały świat.
I która to "drukarka" stanowi... być , albo nie być dla amerykańców i izraelskich żydków.

oto chłop jag

W obliczu nadchodzącej

W obliczu nadchodzącej Trzeciej Wojny Światowej

Po co pupilom szatana gorąca, III WŚ - tołażysze - kiedy i bez tej wojny osiągają oni wszystko co tylko sobie zaplanowali.? Rosja nikomu nie zagraża a do tego robi za chłopca do bicia za swoją zgodą. Chiny robią to - do czego zostały powołane przez pupili szatana. Gnijącym USA ogon wywija jak tylko zechce - tołażysze. Gnijącym eurokolchozem też przecież żaden pupil się nie przejmuje - tołażysze.
Wniosek?
Wbrew pozorom - gorąca, III WŚ - tylko by mogła pupilom szatana zakłócić budowę Piekła na Ziemi - tołażysze.

oto Palimpsest

Oby

ja tam wolę "piekło szatana" niż III w.ś.

hot.jpg

Po 70- ciu latach bez wojny ludzie z dobrobytu głupieją.

oto Krzysztof M

Po 70- ciu latach bez wojny

Po 70- ciu latach bez wojny ludzie z dobrobytu głupieją.

Bez wojny głupieją? A z wojną?

oto gość

Bez wojny głupieją? A z wojną

Bez wojny głupieją? A z wojną?

Też. Dlatego, że...
ludzie wcale nie są tacy głupi jak Ci się wydaje
...są jeszcze głupsi

oto Krzysztof M

Pan nie zrozumiał intencji

Pan nie zrozumiał intencji chyba. Więc wyjaśniam. Wraz z wojną ludzi spotykają nieszczęścia. Na oczach dzieci giną rodzice. Na oczach rodziców giną dzieci.

To jak? Potrzebna ta wojna? I komu? I jakim/czyim kosztem?

oto Eowina

Amerykański spec wypowiedział się na BBC.

Szykują się na Assada. Wybierają miejsca uderzenia gdzie go najbardziej zaboli i to będzie takie uderzenie aby Assad się już nie pozbierał. Rosja zostanie dokładnie poinformowana i uprzedzona, aby zeszła z linii uderzenia. USA zapowiada, że z Rosją wojny nie chce, ale Iran ma się z Syrii wynieść.

oto Kmieć

Pani Eowino

Jeśli Rosja na "prośbę" syjonistycznej koalicji się wyniesie, to równie dobrze Rosjanie mogą się wynieść z Rosji. A W. Putin strzelić sobie w łeb.
Jeśli Rosja z Syrią postąpi jak z Donbasem na UPAdlinie, to już Rosji nie ma...

oto mj

Jeżeli kanałami dyplomatycznymi zdziałać już nic nie sposób, to

Putin powinien wygłosić krótkie oświadczenie:
''Terytorium Syrii będziemy bronic jak terytorium Rosji. Zabawa w prowokacyjki i samozwańcze '''wymierzanie kar'' własnie dobiegła końca. Nie tylko nie zejdziemy z ''linii strzału'', ale wręcz przeciwnie - każdy wrogi samolot w przestrzeni powietrznej Syrii, każdy okręt odpalający w jej kierunku rakiety, zostaną posłane odpowiednio ku ziemi lub na dno Morza Śródziemnego.
Nie chcieliśmy wojny i nie chcemy, no ale skoro druga strona się uparła i już sama nie wie jakim pretekstem się posłużyć, to jesteśmy gotowi do sparringu, a może i czegoś więcej, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Большое спасибо за внимание.''

oto Robercik

Wojnę konwencjonalną w Syrii

Wojnę konwencjonalną w Syrii Rosjanie bardzo szybko przegrają. Dysproporcja środków jest kolosalna. Sam Izrael i proizraelscy szejkowie mają 600 samolotów bojowych, a USA mają w rejonie pewnie ze 300 sztuk, przynajmniej takimi liczbami dość szybko operują. No to na dzień dobry mamy tyle co Rosja posiada samolotów ogółem, a przecież Rosjanie nie ogołocą całego kraju z broni aby umieścić ją w syryjskim kotle.

Mikrocefale komentujące na Defence24 szydziły z nieskuteczności S400, bo rzekomo pozwolił na wtargnięcie izraelskich samolotów do Syrii. A skąd przekonanie, że S400 w ogóle odpalono? Zestrzelić kilka żydowskich samolotów łatwo, ale tych S400 nie jest dużo. To nie są tanie zabawki.
Dlatego jest jak jest, tzn. USA i Izrael robią w Syrii co chcą, a jankeska "dyplomacja" w ostatnich latach to poziom żulika szukającego prtekstu.

oto mj

Ja tam nie wiem ile Rosjanie NAPRAWDĘ

mają samolotów i innego sprzętu odpowiadającego potrzebom współczesnego pola walki.
Jeżeli są tacy słabiutcy, to na co liczą w takiej Syrii? Przecież chyba nie zakładają przyłożenia ''z atomu'' jak spadnie na nich ''chmara'' wrogich samolotów i pocisków manewrujących, których nie będzie czym zestrzelić? Blefować też raczej nie blefują, bo skoro użytkownicy prawica.net wiedzą że w kilku okolicznych bazach ''wolny świat'' ma więcej samolotów niż jest ich w całej Rosji, to wiedzą o tym pewnie i wywiady państw ''wolnego świata''.
Na portale takie jak Defence24 nawet nie zaglądam, bo szkoda prądu. To fabryka trolli, których jedynym zadaniem jest robienie sobie podśmie***jek ze wszystkiego co rosyjskie, ze szczególnym uwzględnieniem rosyjskiego sprzętu wojskowego.

Żeby była jasność... Nie jestem jakimś bezkrytycznym i naiwnym wyznawcą teorii, że Rosja jak tylko zechce, to zrobi zamach ręką i wyjdzie ''siedem jednym ciosem''... Staram się to wszystko rozgryzać na ile mogę, biorąc sprawy na tzw. chłopski rozum. Nie powiem że ''będąc na miejscu Putina'' :), ale ja osobiście, dysponując tak rzekomo skromniutkimi siłami konwencjonalnymi siedziałbym w chałupie na d*pie i pilnował własnej zagrody, a nie szedł na zwarcie z najsilniejszymi tego świata gdzieś w zapalnych i strategicznych rejonach świata, ryzykując albo hańbę w postaci tego że łaskawie pozwolą mi stanąć z boku i patrzeć jak mój sojusznik zbiera baty - bo to rzeczywiście wygląda trochę tak jakby Rosjanie ''poprosili'' Amerykanów stacjonujących w Polsce o ''zejście z linii strzału'', gdy oni będą wymierzać Polsce kilka klapsów w ramach kary np. za pyskowanie - albo że zbiorę jeszcze bardziej haniebny łomot razem z moim sojusznikiem.
Nie uważam Putina za aż tak ''niemądrego" i kombinującego na tak krótką metę, dlatego... pożyjemy, zobaczymy. O ile oczywiście pożyjemy. :)

oto Zbyszek S

@mj

Właśnie coś takiego siem pojawiło: "The Russian ambassador to Lebanon Alexander Zaspikin told ... that the US and Western escalation against Syria will lead to a major crisis, adding that they resort to the ‘chemical allegations’ to justify their offensive acts.

Zaspikin stressed that the Russian forces will confront any US aggression on Syria, by intercepting the missiles and striking their launch pads."

Brzydko to wygląda.

oto mj

Łaskawcy

Jednym słowem Rosja ma się schować, najlepiej gdzieś głęboko pod ziemią i siedzieć cichutko, a oni będą w tym czasie ''prostować'' Assada, bo takie mają kaprycho... No i jeszcze Iran postawią przy okazji do kąta.
Nie wiem co postanowi Putin, ale jeżeli weźmie tę kolejną hańbę na klatę i będzie udawał że nic się nie stało, ewentualnie wnioskował o zwołanie jakiejś specjalnej sesji ONZ, to WIELU w niego... bardzo poważnie zwątpi.
Poczynając od przywódców Syrii i Iranu.
Po kiego komu taki ''sojusznik'' co to w chwili próby po prostu ''schodzi z linii uderzenia''?

oto chłop jag

Nie wiem co postanowi Putin

Nie wiem co postanowi Putin

W Syrii ma wygrać Putin a nie Assad - tołażysze - i aby tak się stało Rosji w miarę potrzeb dopomoże w tym USrael.
Wniosek?
Nie po to Rosji pozwolono być zbrojnie w Syrii aby Assad dyktował tam warunki od A do Z - tołażysze.

oto Palimpsest

Wtedy przy władzy byli ludzie trzeźwo myślący

wzajemna agresja obu stron trzymana była w jasno określonych ramach

tacy występują się po każdej ze stron. Teraz na guziku mamy Trumpa. Pupila Cejrowskiego.

oto Robercik

Trump jest popychadłem bez

Trump jest popychadłem bez władzy. Drugi Obama. Do konfrontacji prą media amerykańskie, cia, oligarchowie. To przecież skandal, że Syria - wróg Izraela - po tylu latach jeszcze istnieje!
Cejrowski w tej kwestii myśli tak samo jak Michnik.
Trumpa ciągle szkaluje się, ale nie za agresywną politykę międzynarodową. Nie. Jego szkaluje się za plany uszczelnienia granicy, "ucisk murzynów", "ucisk kobiety" i podobne bzdety. Gdy Trump zbombardował Syrię, z Synagog rozległo się zadowolone cmokanie.
Trump jest oskrarżany o bycie rosyjskim agentem aby zmusić go do wykazania , ze wręcz jest przeciwnie.

Cejrowski komentował niedawno oskarżenia Trumpa o bycie rosyjskim agentem. Jak skomentował?
Drodzy państwo, to nie Trump, to Hilary jest ruskim agentem!

oto novus ordo seclorum

Żadna tam eureka

Cejrowski w tej kwestii myśli tak samo jak Michnik.

To Pan, Szanowny Roberciku, nie wie, że Cejrowski ma słuszne pochodzenie? Pisał o tym w swojej autobiografii oraz mówił dość ekstensywnie w jednym z odcinków swojego programidła Boso przez Świat (czy jakoś tak), podczas zwiedzania... Jerozolimy.

oto Palimpsest

W przypadku III ś.w.

nie ma znaczenia z kim zawrzemy sojusze. Każdy sojusznik i tak w miarę potrzeb nas Polaków zostawi na zniszczenie. Wróg na opak, zniszczy a zostawi potem. Chwilowo dla wszystkich ważny będzie fragment mapy pt. "Polska". Dopóki będzie to miało militarne znaczenie.

Finalnie Polska zniknie. Od Szwabów czy Jankesów wolę Rosjan, Czechów, Słowaków. Ukraińców na dystans z autopsji.

Z w/w wielu znam, bratnie dusze. Z Amerykanami i Niemcami się tylko dogaduję, to inna bajka. Element "obcy mentalnie".

oto mmm777

Pan Rękas jest zbyt młody, by pamiętać jak bywało...

Inni zresztą tutaj też...
“wzajemna agresja obu stron trzymana była w jasno określonych ramach”
No, tylko że te ramy bywały dosyć szerokie...
W czasach przedsatelitarnych na granicach ZSRR odbywały się regularne walki powietrzne, z obustronnymi stratami zresztą... Takie to i ramy...

“Waszyngton postanowił ani słowem nie wspomnieć o ewentualnej stracie samolotu szpiegowskiego.
...
Jak stwierdził komentator telewizyjny w dniu 29 listopada 1960 r., „aby w razie protestu władz radzieckich Departament Stanu mógł go odrzucić, dyrektor CIA Dulles wyciągnął ze swojego safesu zawczasu przygotowaną «cover-story» - przechowywaną na wszelki wypadek od wielu miesięcy”. Właśnie w związku z tym fachowcy od propagandy specjalnej zredagowali odpowiedni meldunek kamuflujący rzeczywistość. Przedstawiciel wywiadu, generał Philipps, oświadczył później na ten temat, co następuje: „Gdy już fakt się wydarzył, nikt nie myśli o treści
(meldunku). Uprzednio przygotowany podaje się automatycznie do publicznej wiadomości. Historyjka musi jednak odpowiadać pewnym wymaganiom... nie może mianowicie zawierać zbyt wielu szczegółów. Nie chcąc mówić wszystkiego, można wyjaśnić, że sprawa jest jakoby w dalszym ciągu badana”.
Zasada tuszowania została tak opracowana, że można ją dopasować do wielu sytuacji. Można zgodnie z nią oświadczyć, że „jednosilnikowa, nie uzbrojona maszyna” zaginęła gdzieś w rejonie granicy turecko-radzieckiej. Samolot, który miał „pobrać próbki powietrza z wysokich warstw atmosfery”, w okolicy jeziora Wan przypuszczalnie zmylił kurs, po tym - jak zameldował pilot, że przestało działać urządzenie dostarczające tlen. Nie wiadomo, gdzie znajduje się teraz samolot.
Dla Dullesa już w czasie czytania tekstu fałszywego meldunku stało się jasne, że rzekomy meldunek radiowy na pół przytomnego pilota jest niedostatecznym dowodem rzeczowym. Przecież każdy wie, że taśmę magnetofonową można nagrywać dowolnie. Dulles chwyta więc za słuchawkę telefonu, każe się połączyć z szefem Sztabu Sił Powietrznych i prosi go o rozpoczęcie poszukiwania zaginionego samolotu w rejonie jeziora Wan. Akcja poszukiwawcza zostaje przeprowadzona. Jednakże niewiele wkłada się wysiłku w ten zwodzący manewr. W ciągu poniedziałku z lotniska libijskiej bazy wojskowej Wheelus Field wystartowały 2 samoloty „C-54” w celu przeprowadzenia poszukiwań nad terenem Wyżyny Armeńskiej. Tak w każdym razie donosił 3 maja ze Stambułu ruchliwy korespondent agencji „UPI”, nie mając oczywiście pojęcia, jakiego to oszustwa jest rzecznikiem.
Rząd Stanów Zjednoczonych nie zabrał oficjalnie głosu w sprawie zaginięcia swojego samolotu szpiegowskiego w ciągu całych 5 dni. Dopiero kiedy N. S. Chruszczow wspomniał o tym, nie podając jeszcze szczegółów, na posiedzeniu Rady Najwyższej ZSRR, rząd amerykański opublikował z góry przygotowane oświadczenie: Chodzi o samolot meteorologiczny - stwierdzono - którego pilot na skutek braku dopływu tlenu utracił przytomność, maszyna zaś automatycznie kontynuowała lot. Być może, przekroczyła ona nawet granicę Związku Radzieckiego. Równocześnie, zarówno komentatorzy radiowi na Zachodzie, jak i autorzy wstępnych artykułów po raz chyba setny oskarżyli ZSRR o to, że w sposób jak zwykle złośliwy zestrzelił tę nieszkodliwą maszynę.
Podobną wersję powtórzyły jeszcze tego dnia władze lotnictwa cywilnego i przestrzeni kosmicznej Stanów Zjednoczonych, które jakoby lot ten zorganizowały i którym wspomniany samolot podlegał. Według nieco dokładniejszego oświadczenia NASA na ten temat zadaniem samolotu było zbadanie warunków meteorologicznych i występowania wiatrów na dużych wysokościach. To samo również stwierdzono w nocie, skierowanej 6 maja przez ambasadę amerykańską w Moskwie do radzieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Wszystkie pogłoski, notatki prasowe, komentarze półoficjalne i oficjalne, oświadczenia i komunikaty pierwszego tygodnia maja tego roku opierały się na dullesowskiej „Cover-story”. Był to klasyczny przykład, jak wywiad amerykański usiłował wpłynąć na opinię publiczną przez wyrafinowane i fabrykowane przez siebie informacje.
7 maja 1960 r. premier radziecki przedstawił zaskoczonemu światu zeznanie pilota-szpiega oraz kilka dowodów rzeczowych, mianowicie zdjęcia radzieckich lotnisk i magazynów materiałów pędnych. „Tu są zdjęcia składów materiałów pędnych - wykrzyknął z pasją. - Trzeba przyznać, że robiono je dobrym aparatem, są bardzo wyraźne....”

oto Nieproszony gość

Pełnowymiarowa wojna?

Moim zdaniem nic nie wskazuje na to, abyśmy zbliżali się do "pełnowymiarowej wojny", przynajmniej w Europie. W 1991 r. do pokonania Iraku siły koalicji zebrały prawie milion żołnierzy, w większości amerykańskich. Czy kilka tysięcy żołnierzy amerykańskich we "frontowych" Polsce i krajach bałtyckich przeciw Rosji to poważna siła? Żeby zebrać w Europie siły zdolne "pełnowymiarowo" zaatakować Rosję potrzebnych byłoby pewnie kilka miesięcy, jak nie rok i nie dałoby się tego ukryć. Nie mówiąc już o braku woli politycznej (już sobie wyobrażam żołnierzy niemieckich i belgijskich ze śpiewem ruszających na front wschodni). Dysproporcja sił w Europie jest raczej korzystna dla Rosji, która do wojny jest lepiej przygotowana i to wojny szybkiej, z masowym użyciem wojsk desantowych.

oto Robercik

Bardzo trudno umówić się na

Bardzo trudno umówić się na ustawkę, np. określić ograniczone pole bitwy. Moim zdaniem takim polem może być Międzymorze które mogłoby być specjalnie wydzielonym politycznie kawałkiem. Załóżmy jednak, że wojna jest na całego.
Ewentualna totalna wojna przeciw Rosji powinna moim zdaniem przebiegać chronologicznie:
1. zniszczenie strategicznych możliwości jądrowych Rosjan
2. zniszczenie rosyjskiego lotnictwa.
3. wojna na lądzie.

Przy czym wszystko zaczyna się jednocześnie, ale kolejne punkty trwają dłużej.

AD. 1. to się rozstrzyga w ciągu godziny. Jeśli zwycięstwo NATO nie będzie pełne, to mamy 1-1. Budowa baz rakietowych przy granicy z Rosją oraz mocno nieneutralny status krajów nadbałtyckich oraz Gruzji świadczy o budowaniu przez USA zdolności do zadania decydującego uderzenia.
Pełne sukces punktu 1 może zakończyć wojnę, bo USA stawiają wówczas ultimatum, że zrobią to co z Japonią w 1945.

AD. 2. to jest sprawa dni, tygodni. Straty NATO byłyby ogromne, ale szybciej wyczerpie się lotnictwo rosyjskie.

AD. 3. To nie ma zupełnie znaczenia. Zrujnowana bombardowaniami Rosja może po prostu zamienić się w drugą Syrię. Nie są możliwe strategiczne postępy gdy wróg panuje w powietrzu, więc Rosja nie zajmie w takim przypadki nawet Polski.

Wojna ograniczona natomiast może skończyć się na zniszczeniu oddziałów rosyjskich w Syrii oraz zajęciu przez Rosję krajów nadbałtyckich, Białorusi (zacieśnienie sojuszu), Ukrainy oraz Finlandii (jeśli nie zachowa neutralności). Po tym nadejdzie rozejm i żelazna kurtyna.
Do prowadzenia III Wojny nie potrzeba mobilizacji po 10 milionów żołnierzy. Wojnę prowadzi się takimi siłami jakie są dostępne.

oto chłop jag

Bardzo trudno umówić się na

Bardzo trudno umówić się na ustawkę, np. określić ograniczone pole bitwy.

Ustawka w sytuacji, kiedy pupile szatana wywijają światem jak tylko zechcą - jest dla nich bardzo łatwa.
Wniosek?
Problem jest tylko w tym - ile ludzkiej krwi i z jakim rozmachem należy przelać aby ustawka dla niewtajemniczonych wydała się być nie ustawką - tołażysze.

oto Equatore

Wojny NATO-Rosja nie będzie z 2 prostych powodów.

1. NATO jej nie chce (Rosja wbrew pozorom też).
2. Rosji na nią nie stać.

Specjalnie dla p. Rękasa dodam powód nr 3.
3. "Rosjanie to dobrzy ludzie, którzy kierują się altruistycznymi pobudkami i bezinteresowną miłością do pokoju na świecie i jeśli zaistnieje ryzyko straszliwej wojny, która może zgładzić naszą planetę, z pewnością ustąpią".

oto sceptyk

Ciekawe skąd pan to wytrzasnął:

Rosjanie to dobrzy ludzie, którzy kierują się altruistycznymi pobudkami i bezinteresowną miłością do pokoju na świecie i jeśli zaistnieje ryzyko straszliwej wojny, która może zgładzić naszą planetę, z pewnością ustąpią

Oczywiście na ogół Rosjanie do dobrzy ludzie. W ogóle większośc ludzi na świecie to dobrzy ludzie...
Mimo to wojny co i rusz wybuchają.
A tak na marginesie. Bywalem i w Rosji i w USaA.
Sa pewne charakterystyczne cechy Rosjan i Amerykanów ujawniajace sie np. w ruchu drogowym. W Rosji, kiedy pieszy przechodzi ulicę, nadjężdżający samochód nie tyle zwalnia, co trąbi. Długo i głośno, aby pieszy sie pospieszył...
W USA, jak nadjeżdza samochód i kierowca widzi człowieka stojące obok jezdni, wtedy hamuje aby dac pieszemu możliwośc przejścia przez ulicę.
Taka róznica, widoczna gołym okiem dla każdego, kto pobędzie chociaz kilka dni w rosyjskim i amerykańskim duzym miescie.

oto Krzysztof M

W ogóle większośc ludzi na

W ogóle większośc ludzi na świecie to dobrzy ludzie...
Mimo to wojny co i rusz wybuchają.

Czy to dlatego, że dobrzy ludzie nie trzymają złych ludzi w kagańcu i na smyczy? :-)

Taka róznica, widoczna gołym okiem dla każdego, kto pobędzie chociaz kilka dni w rosyjskim i amerykańskim duzym miescie.

1. Różnica w programie szkolenia na prawo jazdy (przepisy etc.). 2. W Rosji nie da się wytoczyć procesu o uszkodzenia ciała na pasach. A w USA jak najbardziej - da się. Więc kasa jest tu batem.

oto Krzych Adam

Pamiętam moje zdawanie egzaminu na prawo jazdy w Kanadzie.

Ponad 30 lat temu. Teoretyczna część to test zdawany przed komputerem. BTW, program testu dla Motor Vehicle Division w Albercie gdzie to miało miejsce napisali programiści, którzy byli Polakami, dość świeżymi imigrantami. Egzamin z jazdy już z człowiekem obok kandydata w samochodzie. Po egzaminie testujący wyjaśnił jak wyglądała procedura określenia czy kandydat zdał czy przewalił egzamin. Egzaminujący liczył punkty za każde przekroczenia jakiegoś prawidła. Zdałem z nadwyżką zaledwie jednego punktu ponad minimum. Egzaminator wypomniał mi przejazd przez pasy, gdy się do nich zbliżał przechodzień. Pamiętałem dobrze tego przechodnia. Był jeszcze kilka metrów przed przejściem, a mój przejazd przez te pasy nie spowodował u niego nawet konieczności zwolnienia nieco kroku, bo gdy opuszczałem te pasy on jeszcze nie był w stanie na nie postawić nogi bez przejścia z marszu w bieg.

Wg prawideł europejskich niczego nieprawidłowego nie zrobiłem. Wg północnoamerykańskich winienem był poczekać aż dojdzie do skrzyżowania i przejdzie po pasach.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.