Jak naprawdę przegraliśmy pod Legnicą

Na początku kwietnia, dwa narody słowiańskie czczą emblematyczne, a jakże odmienne rocznice. Chcąc zrozumieć co sprawiło, że słaba i rozbita Ruś (a w zasadzie nawet tylko drobna jej część) - potrafiła 5 kwietnia 1242 r. na Lodowym Cmentarzysku jeziora Pejpus odnieść zwycięstwo nad germańskim, krzyżackim naporem i to ponad półtorej stulecia nim dokonał tego (i to tylko połowicznie...) tak potężny sojusz polsko-litewski - musimy uznać przykrą geopolityczną pomyłkę naszych przodków, którzy 9 kwietnia 1241 r. walczyli nie po tej stronie, co trzeba.

Bitwa pod Legnicą zastępuje niekiedy Polakom naszą absencję podczas wypraw krzyżowych. Bój ten idealnie również pasuje do legendy „Przedmurza…”, wizji ciągłego „ratowania niewdzięcznej Europy”. Ba, Legnica/Liegnitz bywa nawet przywoływana jako przykład… „polsko-niemieckiego braterstwa broni”. Słowem, acz anachroniczna i zakurzona, bitwa jest jakimś tam elementem współczesnej polityki historycznej. Oczywiście – całkowicie błędnie rozumianym i interpretowanym.

Niedoszłe Przedmurze Eurazji

Po pierwsze i przede wszystkim – zauważyć należy, że znaczenie bitwy pod Legnicą było przede wszystkim, a w sumie niemal wyłącznie polskie i regionalne, nieszczególnie zresztą związane z samymi Mongołami. Klęska przerwała (a jak się okazało - w praktyce uniemożliwiła) realizację programu zjednoczenia ziem polskich na bazie Śląska Henryków, który to projekt z perspektywy wprawdzie mógł wyglądać atrakcyjnie, zatrzymując tę wspaniałą dzielnicę bezpośrednio w obszarze przyszłej Corona Regni Poloniae. Tyle tylko, że tę z kolei w całości rozwiązanie takie wprowadzałoby, zapewne trwale – w orbitę bezpośrednich wpływów i zależności niemiecko-czeskich, zaś na polu społeczno-ekonomicznym kierował Polskę w stronę rozwoju klasycznie feudalnego. Dla Polaków bitwa pod Legnicą oznaczała więc udaremnienie nader wówczas prawdopodobnej, alternatywnej ścieżki rozwoju cywilizacyjnego Polski, a może i jej otoczenia międzynarodowego. Jeszcze bardziej zachodniej, a co za tym idzie niesamodzielnej, marginalizującej i eksploatującej, niż stało się to naszym udziałem (tzn. aż do teraz…). To nadal jednak kwestie istotne dla nas, dla Niemczyzny, nawet dla organizacji politycznej makroregionu – wciąż jednak nie dla całej Europy.

Banałem byłoby też przypominanie, że tak jak w 1920 r. bolszewicy nie mieli bynajmniej zamiaru podbijać Europy Zachodniej, a w 1944 r. nie szli wcale na Paryż, powstrzymywani tylko przez powstanie warszawskie – tak przeszło 700 lat wcześniej Mongołom ani się śniło moczyć kopyta swych koni w Atlantyku. W istocie bowiem wodzowie Czyngisa nie mieli początkowo najmniejszego zamiaru najeżdżać, podbijać, czy uzależniać nawet Rusi, a zaatakowali ją wyłącznie jako sojusznika ich prawdziwych przeciwników, Połowców (i to w wyniku niesprowokowanego aktu zdrady w postaci zamordowania posłów wysłanych z propozycją pokoju do……..) - zatem i najazd na Polskę potomków wielkiego Chana był tylko skutkiem rozpoznania w nas narzędzi węgierskich, przeszkadzających Mongołom poprzez ingerowanie w sprawy ruskie i próby rozszerzania strefy wpływów Budy na ziemie chronione przez eurazjatyckie tümeny.

Na marginesie zresztą warto dodać, że jedynym z najsłabiej rozpoznanych i opisanych epizodów polskiego średniowiecza pozostaje popadanie ziem polskich w coraz większą zależność… właśnie od Węgier. I o ile fakt interwencji czeskich w Polsce, pozyskiwanie przez nich kolejnych ziem, a wreszcie (przeskakując nieco chronologię) sięgnięcie po koronę polską przez Przemyślidów i staranie się o jej odzyskanie przez Luksemburgów jest znane i opisane w polskiej historiografii – o tyle niemal przezroczysta jest dla badaczy dominacja węgierska, nasilająca się już od XIII wieku, potem zamaskowana jako wsparcie starań polskich o zjednoczenie (a nie prosta rywalizacja o wpływy z Czechami), a wreszcie zakończona zawołaniem Andegawenów na tron Polski w XIV wieku, jakby nagle i tak bierni politycznie Polacy mieli dość udawania i męczenia się ze swą suwerennością i z wyraźną ulgą chcieli na swej ziemi obcych władców. W międzyczasie zaś, to właśnie polityczna podległość ekspansji węgierskiej - ściągnęła na nas wszystkie trzy najazdy tatarskie.

Ruskim szlakiem

Bitwa legnicka była więc nawet nie epizodem historii Europy, dla Polski zaś klęską dotkliwą, jednak nie przez swój wymiar militarny czy polityczny dla aspiracji Piastów śląskich. Nieszczęście Legnicy polegało nie na tym, że przegraliśmy sam bój, tylko na tym – że w ogóle do niego doszło, a my nie skorzystaliśmy z niepowtarzalnej szansy, jaką geniusz Czyngis Chana stworzył dla naszych wschodnich sąsiadów. Prawdziwą porażką polską okazało się bowiem, że Mongołowie nie przejawiali chęci do rozciągnięcia swego zwierzchnictwa na ziemie polskie, zaś wśród Piastów nie znalazł się żaden przywódca z wizją równą przenikliwości Aleksandra Newskiego. Mongołów nie tylko bowiem nie należało prowokować wdając się w węgiersko-ruskie awantury, nie tylko nie należało się przed nimi bronić – ale w dobrze pojmowanym polskim interesie powinno się było ich wezwać, zyskując osłonę przed prawdziwymi wrogami i szansę na bogacenie się i rozwój cywilizacyjny w ramach największego i najnowocześniejszego imperium średniowiecza! Zamiast zachwycać się, że Krzyżacy (i Templariusze) u boku polskich rycerzy walczyli pod Legnicą – należało we współpracy z Mongołami raz na zawsze pozbyć się groźby germańskiej infiltracji i dominacji nad Polską! Tak, jak Aleksander Newski uczynił to rok później z próbą europeizacji ziem ruskich…

Zważmy, że te księstwa ruskie, które lojalnie współpracowały z Orda - mogły dzięki teku stawiać skuteczny opór niemczyźnie. Te zaś, które chciały się Mongołom wymknąć - wpadały w zależność od Węgier, Polski, wreszcie od Litwy. Rusi mongolska opieka i organizacja per saldo wyszły nawet na zdrowie, może i nam by więc nie zaszkodziły? Wystarczyło tylko poprosić – Mongołowie, w swej eurazjatyckiej mentalności – mieli bowiem tę cechę, że przychodzili tylko zaproszeni – albo sprowokowani.

Zastanówmy się bowiem. W XIII wieku tak Polska, jak i Ruś wytraciły już impuls pasjonarny, który 250 lat wcześniej pozwolił im na stworzenie własnych państw i ukształtowanie pierwotnej odrębności pre-narodowej. Czynniki integrujące zaczęły szybko zanikać, zaś (wbrew wizji dziejów Polski rzekomo zupełnie różnych od doświadczeń ruskich) pojawiły się coraz intensywniejsze elementy dezintegracyjne, tendencja do wojen domowych traktowanych już najazdy na obcych, mordy polityczne i przede wszystkim – interwencja zewnętrzna, nie pozwalająca w najmniejszym nawet stopniu traktować naszych Ziem jako istotny choćby lokalnie, a już na pewno nie jako samodzielny podmiot geopolityczny. Przez następne kilkaset lat Polacy nie będą umieli rozwiązać problemu swego położenia na granicy światów, przy jednoczesnym braku lub odrzucaniu pojawiających się trwałych czynników rozwoju cywilizacyjnego, pozwalających sięgnąć po status imperialny – w naszej sytuacji po prostu nieodzowny do przetrwania. Tymczasem naszym wschodnim sąsiadom, rywalom i konkurentom, a wreszcie zwycięstwom – udało się to wszystko właśnie dzięki mongolskiej pomocy.

Rosyjska historiografia, a za nią i zachodnia już dawno między bajki włożyły bowiem bajki o „mongolskim jarzmie”, paru otrutych (przeważnie zresztą przez siebie nawzajem) książąt była to bowiem niewielka cena za uniknięcie losu Bałtów czy rozmycie w innych etnosach. Miast tego – Ruś zdobyła geopolityczny, tożsamościowy, społeczny i ekonomiczny potencjał, pozwalający w ciągu kolejnych stuleci stworzyć własny superetnos, stając nowoczesnym narodem rosyjskim. Narodem, który od mongolskich sojuszników nauczył się walczyć, organizować państwo, odzyskał pełną pasjonarność i ruszył na Wschód i Południe po status mocarstwowy. W tym samym zaś czasie alternatywna, zachodnia wizja organizacji Ziem Ruskich, najpierw w postaci płytkiej latynizacji Halicza, a następnie w formie Wielkiego Księstwa Litewskiego rozpraszając się i pogrążając w wewnętrznych sprzecznościach – ostatecznie poniosła klęskę, a wraz z nią – upadły również szanse na tak realizowaną imperialną pozycję Polski.

Fałszywa tożsamość

Dziś szuka się różnych przyczyn czy cząstkowych czynników polskich przegranych na przestrzeni dziejów nie dostrzegając, że odpowiedź jest przede wszystkim tożsamościowa, wynikająca z zaburzenia na linii procesów dziejowych, z wprowadzenia i utrwalenia trwałej nieciągłości i niepokonalnej sprzeczności między polską pozycją geopolityczną, tradycją i charakterem naszego narodu – a imprintowanymi nam wyborami stricte politycznymi i ideologicznymi. Mówiąc prościej, do głębi jaźni wschodni, słowiański, eurazjatycki naród uparł się ścigać Zachód, stając igraszką interesów gwelfickich, cesarskich, habsburskich, germańskich, z echem jeszcze odleglejszych od naszych spraw rozgrywek świata Zachodu. To opacznie rozumiana, naśladowcza, odtwórcza i deklaratywna „łacińskość”, a następnie już wprost indukowane niczym paranoje „europejskość” i „atlantyzm” doprowadziły Polaków do obecnej, nader marnej kondycji. A ocalić nas, a przynajmniej dać szansę – mogły dać wyśmiewane i oskarżane „bizantyjskość” i „turanizm”, będące w istocie i naszym naturalnym środowiskiem i stanem świadomości, odrzucanymi jednak, zapominanym i celowo ukrywanym przed polskością.

A wystarczyło 777 lat temu zmienić strony pod Legnicą…

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.2
Ogólna ocena: 3.2 (głosów: 15)

Tematy: 

Dyskusja

oto Krzych Adam

Fantastyczne!

Takim wspaniałym odwracaniem kota ogonem niesposób się nie zachwycić.

kot

oto Krzysztof M

A ocalić nas, a przynajmniej

A ocalić nas, a przynajmniej dać szansę – mogły dać wyśmiewane i oskarżane „bizantyjskość” i „turanizm”, będące w istocie i naszym naturalnym środowiskiem i stanem świadomości, odrzucanymi jednak, zapominanym i celowo ukrywanym przed polskością.

Mocne. Ale czy zasadne?

oto Konrad Rękas

"Latyńskość" była w Polsce

"Latyńskość" była w Polsce zawsze tylko kopią, echem. Mieliśmy własny, oryginalny pomysł na naszą słowiańskość, "turanizm", eurazjatym - i był to... sarmatyzm. Niestety, też zaburzany, skażony zachodniością, a przy tym pozbawiony jednak czynnika pasjonarnego oraz elementu organizacji, który naszym wschodnim rywalom udało się uzyskać właśnie pod osłoną mongolską.

oto Konrad Rękas

cywilizacji łacińskiej

cywilizacji łacińskiej

Czego? Czegoś występującego może częściowo Włoszech, bo już nawet nie do końca we Francji po gallikanizmie?

oto Dubitacjusz

Panie Redaktorze Drogi,

mam Panu przepisywać całe tomy Konecznego?
Skracając to zawsze będzie się czego przyczepić. Chodzi o koncepcje rozdziału Kościoła i państwa, poszanowania własności prywatnej, wolności osobistej, samorządności i autonomii, a przede wszystkim tworzenia społeczeństwa przez normy etyczne (a nie biurokrację czy tyrana).

Uprzedzając czepianie się, nie żyjemy w idealnym świecie, więc nigdy nie było idealnej Koneczniańskiej cywilizacji łacińskiej.

oto Dubitacjusz

Zasadniczy problem turańszczyzny jest taki, że

ta zmilitaryzowana cywilizacja blokuje rozwój myśli. Może co najwyżej pasożytować na zdobyczach innych cywilizacji, jak chińska.
Rosja z wielkim trudem tworzyła jakiekolwiek elity. Dość wspomnieć metody Piotra Wielkiego. Naśladując Zachód udało się stworzyć cienką warstwę wyobcowaną od całości narodu. To zaburza sensowny rozwój.

oto Eowina

Jest tu problem z oceną świata. Zgodnie z tym co Pan

ma na uwadze, świat powinien kontynuować swoją egzystencję tylko według norm i metod zachodnich.

Naśladując Zachód udało się stworzyć cienką warstwę

Czy uważa Pan, że postęp techniczny jaki obserwujemy, a który prowadzi do wyobcowania ludzi, jest słuszny? Zanika więź międzyludzka, przyjaźni, a zaczyna dominować człowieko-robot.

oto gość

postęp techniczny jaki

postęp techniczny jaki obserwujemy, a który prowadzi do wyobcowania ludzi
Hahaha. Zapiski o postępie, który prowadzi do wyobcowania ludzi znaleziono już w zapisakach ze Starożytnej Grecji - konkretnie masa takich głosów pojawiła się, gdy Grecy wynaleźli metodę taniego robienia glinianych tabliczek na których można była spisywać mity, opowieści w rodzaju Iliady i Odyseji czy sztuki teatralne - przed tym wynalazkiem przekazywane ustnie.
Czytanie opowieści w samotności z takiej glinianej tabliczki zamiast opowiedzianej ustnie miało według bardzo wielu ówcześnie żyjących mędrców wyobcowywać czytającego, bo poznawał on opowieść bez - jak dotąd - kontaktu z innym żywym człowiekiem.

oto Konrad Rękas

Zasadniczy problem

Zasadniczy problem "turańszczyzny" jest taki, że jest wymyślona przez polskiego bajkopisarza, który nie wiedział niemal nic o cywilizacji Wielkiego Stepu, więc rozróżnijmy - czy rozmawiamy o tym wymyśle, czy o eurazjatyckiej rzeczywistości?

Natomiast oczywiście zgoda - kiedy tylko Rosja (a wcześniej Ruś) próbowała powielać polskie błędy westernizując się - od razu popadała przez to w poważne kłopoty.

oto Dubitacjusz

Bez częściowej westernizacji Rosja wobec Zachodu byłaby

w takiej samej sytuacji jak XVIII-wieczne Indie, czy XIX-wieczne Chiny. Dużo ludu, ale niezdolnego się bronić przed obcą ekspansją.

oto Dubitacjusz

Ten wschodni rozwój duchowy jest BARDZO dyskusyjny,

ale nie chcę w to wchodzić. Napisałem wyżej coś innego.

Bez częściowej westernizacji Rosja wobec Zachodu byłaby w takiej samej sytuacji jak XVIII-wieczne Indie, czy XIX-wieczne Chiny. Dużo ludu, ale niezdolnego się bronić przed obcą ekspansją.

Uduchowione, czy nie, ludy niezwesternizowane była rozpaczliwie słabe wobec zwesternizowanych. Dość porównać Japonię i Chiny na przełomie XIX/XX.

oto Konrad Rękas

Bez częściowej westernizacji

Bez częściowej westernizacji

Tzn., żeby być ścisłym - bez oporu wobec westernizacji (m.in. w wydaniu krzyżackim, szwedzkim, polskim, napoleońskim itp.).

Co do reszty - to kapkę za dużo wątków, w dodatku marginalnie związanych z tematem. Odnośnie np. sytuacji Chin - analizować by należałoby przede wszystkim utratę pasjonarności tak starego imperium, które w XIX wieku było już - zgodnie ze zgrabnym określeniem Cata - śpiącym starcem. Jeszcze inna była sytuacja Indii itd. Odnoszę jednak wrażenie, że dla potrzeb rzucanych myśli Pan ciągle chce mieszać westernizacją - ze stosowaniem armat i bojowego szyku liniowego...

Istotne jest natomiast coś innego, niepomiernie prostszego: że Polska nie jest i nigdy nie była Zachodem (nawet, kiedy takowy jeszcze z grubsza istniał w jako tako akceptowalnej formie). A uświadomienie sobie historycznego dysonansu między tożsamością, a imprintowaną świadomością - może pozwolić na wyleczenie i uniknięcie podobnych błędów w przyszłości.

oto Dubitacjusz

"Polska nie jest i nigdy nie była Zachodem"

Zbyt wiele wątków.

Polska nie jest i nigdy nie była Zachodem

Z "Zachodem" i "Wschodem" jest podobnie, jak z "lewicą" i "prawicą". Są to określenia względne.
My jesteśmy "wschodem" względem Niemiec, Rosja względem nas, Chiny względem Rosji. Dlatego znacznie lepsze jest koneczniańskie ujęcie cywilizacyjne.

W kręgu europejsko-środziemnomorskim do Teodozjusza można mówić o cywilizacji rzymskiej, która się zbiurokratyzowała i schrystianizowała, tj. ewoluowała w stronę cywilizacji bizantyjskiej. Na początku V w. zachodnia połowa się rozpadła po inwazji barbarzyńców, w 460 r. cesarz Majorian mógł zjednoczyć państwo, ale został okrutnie zamordowany przez Rycymera. Szczęśliwym efektem tych wszystkich nieszczęść było to, że w rozbitym zachodzie nie pojawił się cezaropapizm. Biskup Rzymu oraz Kościół zyskał silną pozycję. Cywilizacja łacińska rozkwita kulturą rycerską.

Rozłam cywilizacyjny był przed schizma, ale ostatecznie katolicy (i późniejsi protestanccy heretycy) są Zachodem. Ortodoksi są Wschodem. Polska przyjęła katolicyzm, więc przyjęła kulturę zachodnią. Ba, nawet byliśmy bardziej łacińscy od zachodu, czego dowodem republika szlachecka w XVI wieku. Naśladując wzorce starożytnego Rzymu, nie przejęliśmy jego organizacji. Republikanizm realnie upada na rzecz anarchii i oligarchii. Do tego dochodzi wschodni zastój umysłowy. Tymczasem zachód się rozwija.

Historia z grubsza wyglądała tak, że do XVII wieku włącznie wschód mógł sobie radzić. Od zachodu obrywali głownie dzicy Indianie. XVIII wiek przynosi przełom. Zachód zaczyna podbijać świat wschodni.

Co do Moskali. Mongolskie wzorce były skuteczne w czasach jednoczenia Rusi, wyzwalania się spod tatarskiego jarzma, podboju chanatów, wreszcie walki z archaiczną Polską i Litwą.

Piotr Wielki orientuje się, że trzeba korzystać z zachodnich wzorców. Rzeczpospolita szlachecka - pozostaje w sarmackim samozadowoleniu. Efektem jest rosyjski protektorat.

Gdyby nie częściowa odgórna westernizacja Rosji (co oznaczało organizacyjny bizantynizm), opór przeciw Napoleonowi nie byłby skuteczny. Jak nieskuteczny był opór Hindusów, czy Chińczyków.

Rosja (słowiańska) jest kulturowym (prawosławnym) wschodem, który korzystał z organizacji mongolskiej (cywilizacji turańskiej) i zachodniej (cywilizacji bizantyjskiej). Polska jest kulturowym (rzymskokatolickim) zachodem, który nie dogonił zachodniej organizacji w czasach szlacheckich.

oto Konrad Rękas

Ciekawe. Tylko odnośnie dwóch

Ciekawe. Tylko odnośnie dwóch wątków: "skoro byliśmy bardziej łacińscy od Zachodu" - to tak czy siak nim nie byliśmy, prawda? Na tym zresztą najczęściej ta nasza urojona "zachodniość" polega, że naśladuje i odwołuje się wyłącznie do jakichś naszych idealnych wyobrażeń "łacińskości" i Zachodu w ogóle.

I z innych spraw - usprawnienie i modernizację państwa rozpoczął w Rosji ojciec Piotra, nasz niedoszły (niestety...) król, Aleksy. I szło mu znacznie lepiej, niż szalonemu synowi, który mimo pewnych niezaprzeczalnych sukcesów mocno też Rosji zaszkodził. Jak to zapadnik.

oto Dubitacjusz

Odchodząc od wątku mongolskiego, dygresja o Henrykach Śląskich

realizację programu zjednoczenia ziem polskich na bazie Śląska Henryków, który to projekt z perspektywy wprawdzie mógł wyglądać atrakcyjnie, zatrzymując tę wspaniałą dzielnicę bezpośrednio w obszarze przyszłej Corona Regni Poloniae

Państwo Henryków było bardzo niespójne. Opolszczyna i Sandomierszczyzna były tylko pod opieką. Do Wielkopolski aspirowali potomkowie Władysława Odonica. Kraków był elekcyjny.
W dodatku Henryk Pobożny miał kilku synów, więc nawet Śląsk został rozdrobniony.
Ślask

Teoretycznie jedność mogłaby uratować koronacja, zresztą pięknie by wyglądała w razie zwycięstwa pod Legnicą. Jednak praktycznie zbyt dużo było książąt niezainteresowanych jednością. Smutna prawda jest taka, że realnie Królestwo Polskie zjednoczył siłą dopiero król czeski, Wacław II.

oto Eowina

Zachodniość Polski się nie ukształtowała, bo:

1. Były duże wpływy wschodnie. Jagiellonowie pochodzili z Rusinów i ciągnęli na wschód.
2.Polska ekspansja była w kierunku wschodnim. Nawet Wazowie, mimo szwedzkiego pochodzenia, ciągnęli na wschód.
3. W czasie zaborów był duży wpływ Rosji: w kulturze, w wojsku, administracji i w polityce ekonomicznej.
4.Ogólnie Zachód, oprócz łaciny, został ukształtowany przez protestantów, u których dominował pragmatyzm. W odróżnieniu od wschodniego mistycyzmu.

oto Artur Łoboda

Biedna ofiara propagandy Eisensteina

Czytam i zastanawiam się: skąd w umyśle autora lęgną się takie brednie?
Aż w końcu zrozumiałem, że naoglądał się filmów fabularnych - szczególnie tych stalinowskich! Ale źródeł historycznych nie tknął.
Panie Rękas, jeżeli nie odróżnia Pan Rusi od Rosji to ZAMKNIJ SIĘ PAN i nie opowiadaj bredni!
Wiem jedno. Ani jednego Pana tekstu więcej nie przeczytam.

oto Eowina

Bardzo nieładnie, bardzo!

Przecież można oświecić p. Rękasa zamiast mu ubliżać. Po to są kontrowersyjne teksty aby dyskutować. Wszyscy tęsknimy do mądrych, oświeconych ludzi i ich mądrych tekstów. Chamów jest niestety znacznie więcej.

Panie Rękas, jeżeli nie odróżnia Pan Rusi od Rosji to ZAMKNIJ SIĘ PAN i nie opowiadaj bredni!

oto Qba

Ładnie napisane, chociaż

Ładnie napisane, chociaż głównie propaganda.

największego i najnowocześniejszego imperium średniowiecza

Ten pierwszy przymiotnik jest najbardziej prawdziwy. Ten drugi tak trochę, głównie w sferze militarnej (na krótką metę i nie wykazujący dalszych możliwości rozwoju). To było imperium typowo koczownicze, złożone z wielkich obszarów zamieszkanych przez wędrujące plemiona i słabo zurbanizowane. Dość powiedzieć, że na kurułtaj (elekcja chana) trzeba było się zjeżdżać do odległego Karakorum, a własne pismo Mongołowie musieli wziąć od Ujgurów. Ostoją prawdziwie rozwiniętej cywilizacji to były tam Chiny (dostarczajace urzędników i inżynierów) poprzez dynastię Yuan (obalona po zrzuceniu jarzma mongolskiego).
Największą przemyślnością Temudżyna było utworzenie systemu zależnych władców lokalnych, który na Rusi był znany jako udzielanie książętom jarłyku. Poza tym zwolnienie cerkwi z podatków (za to prawosławni ofiarowali modlitwy za wielkiego chana) i tolerancja religijna. Mimo to, możemy prześledzić trwałość tego imperium już po śmierci Ugedeja. Ze wszystkich ułusów najdłużej przetrwał jedynie należący do Czagataja, który przeistoczył się potem w Imperium Timurydów.
Dla Rusi najazd mongolski miał przede wszystkim znaczenie w zakończeniu okresu księstw udzielnych (rozbicia dzielnicowego) i kształtowaniu się caratu. Idee samodzierżawia, istnienie gwardii przybocznej (oprycznina, strielcy, pułki gwardyjskie) ekspansja na tereny pogranicza (Rosja na dobrą sprawę do XIX w., nie miała jednolitej granicy na wschodzie i terenach centralno-azjatyckich) są pokłosiem wzorców cywilizacyjnych mongołów. Od tego czasu supremację zyskała Moskwa (marginalizując Kijów i Włodzimierz), a podbój chanatów astrachańskiego i kazańskiego przez Iwana Groźnego wyznaczył eurazjatycki kurs imperium.
Nowoczesna administracja, technika, myśl prawna, instytucje natomiast, rozwijały się najprężniej na zachodzie (szczególnie po epidemii dżumy), który z czasem podbił świat, zostawiając kapcaniejący wschód w tyle. To Brytyjczycy ustanowili największe imperium w dziejach, tworząc cały system wzajemnych powiązań, które nie zanikły do dnia dzisiejszego.
Polska natomiast nie jest ani "eurazjatycka" ani stricte "zachodnia". Wschodni kolektywizm i mistycyzm tu się nie zadomowił na dobre, zachodni racjonalizm i prężna dynamika społeczna również. Jako kraj na styku (no właśnie, geografia...) mamy szansę korzystać z dorobku obu kręgów, ale najwyraźniej ludziom marzą się konwersje na jeden z typów, jak przystało na ludzi ograniczonych.
Co komu "wyszło na zdrowie" ciężko ocenić obiektywnie. Może i Ruś wymknęła się zależności od państw ościennych, ale sama potem była zdana na kadry rekrutowane z państw niemieckich (i innych), a "reforma prawna" Sperańskiego za Aleksandra I, sprowadziła się w końcu do spisania ukazów carskich w jeden dokument. Nie wspomnę już o chronicznym zacofaniu oraz stagnacji, które cechowało państwo Romanowów i przerywane było charakterystycznym tempem reform, które zaczynały się od wielkich planów, a kończyły ograniczone.

oto Equatore

Mongołowie

Mongołowie wygrali bitwę, ale tu nie zostali, więc próżne żale p. Rękasa. Nic więcej nie dało się zrobić.
Co od nich wartościowego mogliśmy przejąć, to przejęliśmy.
Sztukę wojenną.
Kawaleria I Rzeczypolitej uczyła się swojego rzemiosła walcząc przez wieki z Ordą i mocno się inspirując jej rozwiązaniami, żeby z czasem swoich mistrzów przewyższyć.
Nic innego ciekawego nie było.
Ustrój społeczny i gospodarczy państwa mongolskiego, które opierało się koczowniczej eksploatacji stepu, w naszych warunkach geograficznych i klimatycznych nie nadawał się do zastosowania.
W naszych warunkach podstawowymi elementami społeczeństwa były autonomiczne jednostki osiadłe - wieś i miasto.
Nawiasem mówiąc, państwo moskiewskie, które w najlepszym razie miało charakter połowicznie stepowy, również nie przyjęło w pełni mongolskiego modelu, tworząc hybrydę.
A po XV wieku, kiedy cywilizacja mongolska rozpoczęła regres, który się nadal nie skończył, dobrych rozwiązań cywilizacyjnych dało się zaczerpnąć jedynie z Zachodu, co, nawiasem mówiąc, Rosja czyniła w znacznym stopniu, więcej nawet momentami niż my, tylko że się tego wstydzą i wolą wypierać ze swojej pamięci.

oto chłop jag

Jak naprawdę przegraliśmy pod

Jak naprawdę przegraliśmy pod Legnicą

To tylko dywagacje podobne do tych - coby było gdybyśmy ramię w ramie poszli z Hitlerem na Rosję - a tymczasem tak naprawdę Hitler (jego mocodawcy) wcale sobie tego nie życzył - bo klamka mordowania Polski do pospołu ze Stalinem już zapadła - tołażysze.
Wniosek?
Bo do tanga trzeba dwojga - tołażysze.

oto Pioter

Kampania mongolska

Uderzenie Mongołów na Śląsk (nie na Polskę, a na Śląsk właśnie - w tym czasie jako różne organizmy państwowe należy traktować każde księstwo) w celu zabezpieczenia kampanii węgierskiej nie miało żadnego znaczenia militarnego. W tym celu znacznie mniejszymi siłami można było zablokować Bramę Morawską oraz Grody Czerwieńskie. W późniejszym czasie armie mongolskie na Śląsk się już nie zapuszczały (choć docierały pod Kraków). Do tego pod Legnicę prócz wycofującego się rycerstwa małopolskiego i śląskiego miały dotrzeć armie czeskie (w sytuacji gdy atakowany i niszczony jest sąsiedni kraj na wschodniej granicy), które ostatecznie w bitwie nie wzięły udziału z powodu spóźnienia.
Ale jeśli przyjrzeć się temu problemowi pod względem gospodarczym to sprawa wygląda trochę inaczej. Atakowane i niszczone są główne ośrodki wydobywcze i hutnicze Europy Środkowej (Węgry, Śląsk, Miśna) z wyjątkiem Czech, a armia czeska jedynie pozoruje walki z Mongołami (nie dotarcie pod Legnicę, stacjonowanie i nie przeszkadzanie Mongołom w Miśni, brak reakcji na Węgrzech).
Jeśli więc tak wyglądała w rzeczywistości ta kampania mongolska z 1241 (jako realizacja zlecenia czeskiego w celu neutralizacji konkurencji), to Mongołowie nie byli w żaden sposób zainteresowani rozciąganiem swego panowania na tereny współczesnej Polski.

oto Nieproszony gość

Skojarzenie

Padające tutaj określenia Polski jako części "zachodu" i "europejskiej Sarmacji" od razu przypomniały mi esej A. Dugina z października 2017 r. "Polsko-litewski logos". Na końcu stwierdza on, że Polska "zachodni brat" Rosji przegrał, a jego rozpacz polega na tym, że nie może już bronić Europy przed Rosjanami, ale musi bronić Europy przed nią samą. Droga do wielkości Polski, pisze Dugin, prowadzi przez podniesienie się w niej słowiaństwa, ale nie przeciw Rosji, ale z Rosją, dla Rosji i w szeregu z Rosją. Wymaga to jednak głębokiego zerwania z polską tożsamością, "z Panem Tadeuszem", "Dziadami", Czarną Madonną Częstochowską (czyli ogólnie z katolicyzmem, jak wynika z treści eseju) oraz dumą sarmackiej szlachty.

https://www.geopolitica.ru/article/polsko-litovski...

oto Sceptyk

Polacy pod Legnicą nie walczyli z wojskami Czyngis-Chana!

I jest to podstawowy problem, który osłabia główne przesłanie tego artykułu:

Mongołom ani się śniło moczyć kopyta swych koni w Atlantyku. W istocie bowiem wodzowie Czyngisa nie mieli początkowo najmniejszego zamiaru najeżdżać, podbijać, czy uzależniać nawet Rusi, a zaatakowali ją wyłącznie jako sojusznika ich prawdziwych przeciwników, Połowców

Czyngis-Chan umarł 20 lat wczesniej, zanim umarł - podzielił państwo mongolskie między swoich synów, a pod Legnica nie walczyli Mongołowie, tylko Tatarzy, którzy byli sojusznikami władcy zachodniej części byłego imperium Mongołów.

To sa główne błedy merytoryczne w tej historii. Zaś dywagacje na temat że POlska zrobila by lepiej zawierając sojszusz z najeźdźcami tatrskimi przeciwko Niemcom mozna potraktowac wyłacznie jako ciężki dowcip na tematy hiswtoryczne.
Cywilizacja europejska wyrosła jako cywlizacja chrzescijanska, zbudowana na całkotym przeciwnieństwie niewolniczego ustroju imperium Mongołów, w którym władca zażywał czci boskiej, a jedyna możliwa postawą wobec takiego władcy było niewolnicze posłuszeństwo.

Doprawdy, nijak nie da się pojąc, jak ktoś wychowany w zasięgu cywlizacji eurpejskiej, mógłby powaznie sugerowac takie decyzje polityczne jako lepsze. Lepsze dla kogo? Chyba nie dla polskich, chrzescijanskich rycerzy, czy mieszczan?
I jeszce sugestia: jeśłi ktokolwiek powołuje się na dzieła Konecznego, to niech najpierw choc jedno przeczyta...

oto Konrad Rękas

wodzowie Czyngisa nie mieli

wodzowie Czyngisa nie mieli początkowo najmniejszego zamiaru najeżdżać, podbijać, czy uzależniać nawet Rusi

RUSI.

Bitwa nad Kałką: 1223r.

Śmierć Czyngis Chana: 1227r.

Słowa. Mają. Znaczenie.

oto Sceptyk

Jeszcze o bitwie pod Legnicą

W ramach kursu historii nawet licealnej, podaje się podstawowa wiedze historyczną, która jest na tyle udwodniona, że nikt nie próbuje podejmowac z nia dyskusji, bo nie warto. Można spierac sie o drobne szczegóły, ale nie o prawdy podstawowe.
Podstawowa prawda jest zas taka, że Tatrzy (nie Mongołowie) zapuścili sie pod Legnicę w ramach rozpoznania i dla demonstracji siły, a ich celem nie było poszukiwanie tu sojuszników polityczno-wojskowych, ale zdobycie wiedzy i łupów. Można co najwyżej spierać się o to, czy wazniejsze były łupy, czy zdobyta wiedza o możliwościach dalszych najazdów.
Warto jednak skonstatowac, że mimo powtarzajacych sie najazdów, Tatarzy nigdy nawet nie próbowali tworzyc na terenach pobitych władców europejskich panstw własnej administracji, czy placówek wojskowych służacych utrzymaniu tych terenów. Zatem traktowali tereny na zachód od Kijowa wyłacznie jako Sezam z nieprzebranymi (dla nich) skarbami, w postaci zdobyczy wojennych, płaconych okupów oraz niewolników. Była to raczej forma zasilania ekonomii własnego państwa metoda wypraw łupieskich. I własnie w takim świetle (historii licealnej) nalezy jeszce raz przeczytac cały artykuł i szybko o nim zapomnieć.
Tylko prawda jest ciekawa. Nie zmyslane bajki na kazdy temat.

oto Skanderbeg

Nie jest to do końca prawda.

Obecnie w liceach przerabia się tylko XX wiek, chyba że ktoś wybierze od drugiej klasy jako przedmiot rozszerzony - historię. I idzie to w parze z wyborem w zakresie rozszerzonym języka polskiego (kto wybiera WOS, ma rozszerzoną matematykę). A technikom to najczęściej nie pozwala się wybierać historii.

oto Skanderbeg

Co mogli nam dać Mongołowie, czy Tatarzy?

Cywilizacyjnie niewiele. Tego typu państwa opierają się na wybitnych jednostkach. Raz trafi się geniusz, innym razem kretyn.I wtedy wszystko się sypie. A w cywilizacji zachodniej, ważne są instytucje. Opierać się powinniśmy na systemie, a nie liczyć na geniusza u władzy.
Sam upadek imperium mongolskiego świadczy o tym, że nie była to poważna propozycja cywilizacyjna. "Wyskoki potęgowe" pojawiałyby się tylko wraz z "biczem bożym".
Szkoda, że nie przetrwał obrządek słowiański w chrześcijaństwie. Wtedy pojawiłaby się jakaś poważna alternatywa cywilizacyjna.

oto Krzysztof M

Opierać się powinniśmy na

Opierać się powinniśmy na systemie, a nie liczyć na geniusza u władzy.

Peter Drucker dziękuje za wsparcie. :-) Pisał mniej więcej to samo.

oto Skanderbeg

I oczywiście,

instytucje mogę być stworzone źle, a będą trwałe. Ale ja bardziej o rozwiązaniach cywilizacyjnych w tej kwestii, czy choć zasadach. Dlaczego Olisadebe głosował ponoć na Kwaśniewskiego? Bo ten dał mu obywatelstwo. Tak to tłumaczył i jest to tłumaczenie prostego barbarzyńcy. Bo człowiek cywilizowany na modłę zachodnią, powinien odpowiedzieć: "obywatelstwo nadała mi Najjaśniejsza Rzeczpospolita". Już abstrahując od tego, że III RP jest państwem kiepskim.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.